Strona główna

 

zeglujmy_razem_onas Witamy na stronie ŻeglujmyRazem.com

Jesteśmy żeglarzami z Nowego Jorku i okolic (czasem dość dalekich).

Stronę www.zeglujmyrazem.com stworzyliśmy, żeby żeglarze – niezależnie od współrzędnych geograficznych czy przynależności klubowej – mogli:

  • tu właśnie się spotykać
  • informować o regatach i rejsach
  • proponować udział w rejsach
  • wymieniać uwagi
  • pogadać o tym i o owym

 


Asia&Uwe

 

 

 

 

Asia i Uwe wygrali w TWOSTAR 2017

 


sy_General_Zaruski

 

 

 


s/y Generał Zaruski, The Tall Ships Races 2017
… czyli „nasi” górą!

 


1140_GMT_Newport

 

 

 

 

 

11.40 GMT – Newport
książka Kazimierza  „Kuby” Jaworskiego DO POBRANIA!

 


OSTAR_route

 

 

OSTAR  &  TWOSTAR  2017

 


8_Wspanialych

 

 

 

 

 

Ośmioro Wspaniałych z Gdańska

 


Pogoria_SzPZ_KB

 

 

SzPŻ-2016: Od początku do końca:
4059 Mm od Civitavecchia przez Morze Czarne do Civitavecchia
(27 sierpnia – 22 października 2016)

 


Pogoria_sails

 

 

 


Martyna Szoja: Kartki z dziennika

 


kpt_Wojciech_Jacobson

 

 

 


Kpt. Wojciech Jacobson nagrodzony

 


Nordkapp

 

 

 

 

 

Alexander Suchanek:  Bodø – Nordkapp

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – luty 2017


REJS_ROKU_2015

 

 

 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Dziękuję Wam wszystkim!

 


REJS_ROKU_2015

 

 

 

 

 

Rejs Roku 2016
wyróżnienie dla Pogorii, SzPŻ i kpt. Grubeckiego

 


Pogoria_reje

 

 

 

 

 

Kazimierz Robak: Reje, kałasznikow i życzenia

 


Janusz_Wysocki

 

 

 

 

Żeby cię lepiej zjeść

 


JK_AZS_Szcz

 

 

 


Zenon Szostak:   Szczeciński Jacht Klub AZS: rok 1951

 


Anna_Trojanowska

 

 

 


Kazimierz Robak:  Uczucia do tych, co na morzu

 


Pontus_Euxinus

 

 

 


Kazimierz Robak: Periplus czyli antyczna locja

 


Malevich

 

 


 

Andrzej Milik-Wiśniewski: Mgła

 


chess_hand_diagram

 

 


 

Dwugłos w poszukiwaniu czasu traconego

 


Baranowski, K - Uczucia oceaniczne

 

 

 

 

 

Uczucia oceaniczne
oceany uczuć Krzysztofa Baranowskiego

 


Turner_Waves

 

 

 


Zenon Szostak: O wietrze wietrznie wiejącym wiecznie…

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – maj 2016


2016-05-29_photo_David_Jackson

 

 

 


Krzysztof Grubecki: Aleksander Doba – III wyprawa transatlantycka

 


2014/06/02

 

 

 

 

KTO JEST KIM: Aleksander Doba

 


2014/06/02

 

 

 

 

KTO JEST KIM: kajak Olo

 


Bixby-Creek-Bridge-Big-Sur-CA

 

 

 


Martyna Szoja: Koniec czy początek?

 


Koncert_dla_Ludomira

 

 


 

 

Koncert dla Ludomira – 22 maja na barce Polskiego Klubu Żeglarskiego w NY.

 


An_incandescent_light_bulb

 

 


 

 

Krzysztof Grubecki: Namawiamy żarówki na jachcie, aby się wykręciły

 


An_incandescent_light_bulb

 

 


 

Krzysztof Grubecki: Czas przekonać żarówkę, aby się wymieniła

 


det_4ba

 

 

 


Zbigniew Studziński: Opowieści o bojach
Boja (2)

 


The_London_Magazine_1911

 

 

 

 

 

Zenon Szostak: Uśmiech Fortuny raz jeszcze

 


2016-03-19_Wojciech_Jacobson_Superkolos

 

 

 

Kolosy 2015 – rozdane

Marek Słodownik: Panie Kapitanie! Drogi Wojtku!

 


JMW_Turner_Boat_and_Red_Buoy_in_a_Choppy_Sea

 

 

 


Zbigniew Studziński: Opowieści o bojach
Boja (1)

 


Pogoria_SzPZ_KB

 

 

SzPŻ-2015 opisana przez młodych:

 

Martyna Szoja, Maja Kozowska, Sylwia Stupnicka, Karol Ważny, Zuzanna Śliwska, Bartosz Muszkat, Olga Ziuzia, Stanisław Patynowski, Julia Bernatek, Szymon Piątek, Barbara Urbańczyk,
Julia Garbowska, Bartłomiej Szymański, Michał Jastrzębski

(czekamy na dwóch ostatnich…)

 


Juliusz-Kossak_1898_Farys

 

 

 


Marek Słodownik: Erwin Jerzy Weber – pierwszy polski żeglarz samotny
(w 80. rocznicę rejsu)

 


1987-12-20_MAPA_Dar-Przemysla

 

 

 


Aleksandra Jaskuła: Pogrzeb jachtu

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – luty 2016


kpt_Wojciech_Jacobson

 

 


Super Kolos dla kpt. Wojciecha Jacobsona!
Gratulujemy!
KTO JEST KIM: Wojciech Jacobson

 


Ladakh_fot_Alexander_Suchanek

 

 

 


Alexander Suchanek: Nie spać, zwiedzać!

 


2015-08-28_Le_Quy_Don_fot_Cezary_Spigarski

 

 

 


Lê Quý Đôn u celu
(wiemy, gdzie jest Geograf!)

 


2016-01-09

 

 

 


Karolina Barałkiewicz-Sokal:  Spływ zimowy… było cudnie!

 


W_Jacobson_plakat_2016

 

 

 

 

Zenon Szostak: Wyspy Wojtka Jacobsona

 


Unitra_Warel_LED

 

 

 


Henryk Jaskuła:  Mówi chronometr

 


Three_Wise_Men_silhouette

 

 

 


Kazimierz Robak:  Trzej Królowie – wiek XX
(rozszerzone w triduum święta)

 


REJS_ROKU_2015

 

 

 

 

 

Srebrny Sekstant za Rejs Roku 2015
dla Piotra Kuźniara i Selmy
(a Honorowe Wyróżnienie dla STAP-u)

 


Pogoria-Puzzle

 

 

 


Kazimierz Robak:  Pogoria – bibliografia adnotowana
(uzupełniona 7 lipca 2016)

 


Marco_on_the_Endeavour_by_Studnia_Winieta

 

 

 

 


2015-12-12_50-lecie_-jkzw_2015_fot_Wieslaw_Seidler

 

 

 

 

Wiesław Seidler: Złote Gody Kapitanów

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – listopad 2015


Monika_Matis

 

 

 

 

Monika popłynie!
(więc warto jej pomóc!)

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Conrad na Mont Blanc

 


Monika_Matis

 

 

 

 

Jerzy Knabe: Kto pomoże Monice Matis?

 


Filmy_Kryspina

 

 

 


Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego – 2015
Najnowsze  (10.II.2016)  wrzuty filmów Kryspina Pluty

 


LOGO_Radio_Zet

 

 

 


Kazimierz Robak:
Rejs z Radiem Zet

 


Pogoria_SzPZ_KB

 

 

SzPŻ-2015: Od początku do końca:
od Amsterdamu do Civitavecchia (22 sierpnia – 17 października)
Linki do filmów, piosenek i tekstów

 


Matka Boska Gibraltarska

 

 

 

 

Wojciech Jacobson: Matka Boska Gibraltarska

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Wojciech Przybyszewski: Mistrzowie i dyletanci

 


DESALINATION

 

 

 


Krzysztof Grubecki: Tylko, gdy wypływamy w świat

 


Marco_on_the_Endeavour_by_Studnia_Winieta

 

 

 

 


Bandera Polska nr 1

 

 

 

 

 

Tomasz Głowacki: Moja pierwsza książka

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Marek Słodownik: Kuba

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Alex Suchanek: Bornholmska przygoda

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – maj 2015


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Kazimierz Robak: 
Kaiko Moti (z podtekstem)

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Kpt. Ludomir na nadodrzańskim nabrzeżu

 


1925-04_P1370202

 

 

 


Marek Słodownik:
91 lat temu: tak powstawał PZŻ

 


Bandera Polska nr 1

 

 

 

 

 

Marek Słodownik: Bandera Polska (1919-1921)

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


Wystawa fotografii Kacpra Kowalskiego w Nowym Jorku

(The Curator Gallery; 22 kwietnia – 30 maja 2015)
(wywiad z Kacprem Kowalskim, 28 czerwca 2015)

 


2015-01-24_DSC01223

 

 

 


A&A:
Żeglarze na dachu Afryki

 


1925-04_P1370202

 

 

 


Magnus już w domu (16 kwietnia 2015)
… ale Akcja Magnus trwa!

 


Breughel_Fontein_Parabel_der_Blinden_Botermarkt_Brussel

 

 

 


O życiu i jego przejawach:
Długość czyli szerokość

 


1925-04_P1370202

 

 

 


Magnus w drodze do domu
… ale Akcja Magnus trwa!

 


Cutty_Sark_TSR_2001_Bergen

 

 

 


Zbigniew Studziński:
Latający Holender

 


1925-04_P1370202

 

 

 


Marek Słodownik:
Od Wioślarza Polskiego do Sportu Wodnego (1925-1939)

 


Magnus_Zaremba

 

 

 


Akcja Magnus – pomóżcie!

 


Cutty_Sark_TSR_2001_Bergen

 

 

 


Zenon Szostak:
Smugą Cienia na Cutty Sark 1999

 


Marco_on_the_Endeavour_by_Studnia_Winieta

 

 

 

 


DSC_0185L_Gibraltar_fot_Ewa_Bajerska

 

 

 


Ewa Bajerska:
Urzekła mnie Skała

 


2015-08-25_fot_Maciej-Maruszczak

 

 

 


Wiktoria Bandura:
Przygoda dopiero się zaczęła

 


Baranowski, K - Kapitan jachtowy

 

 

 

 

 

Kapitan jachtowy
najnowsza książka Krzysztofa Baranowskiego

 


Horn_foto_Wojciech_Jacobson

 

 

 

 

 

 

Wojciech Jacobson i Zenon Szostak: Conrad, Horn i żagle

 


Logo_ZZ_24e

 

Zeszyty Żeglarskie – luty 2015

 


Caspar_David_Friedrich_1821_Twilight_at_Seaside

 

 

 


Krzysztof Grubecki:
Duchem z Adriatyku na Trynidad

(5 relacji z rejsu; 20 listopada 2014 – 15 stycznia 2015)

 


2013-10-14_Pogoria-2013-5-180_fot_Zbigniew_Bosek

 

 

 


Maria Kulak:
Żeglowania ciąg dalszy

 


Mobius-Sublimation-and-the-Skater

 

 

 

 

 

 

Zbigniew Studziński:  Muszka

 


Duke-of-Sutherland-ship

 

 

Conrad pod Hornem

 


parkowanie-2-stacja

 

 

 

 

„Gienia” Moczydłowski i jego Magnus Zaremba

 


REJS_ROKU_2014

 

 

 

 

 

Srebrny Sekstant za Rejs Roku 2014
dla Ryszarda Wojnowskiego

 


DSCN2684_lev_sm_fot_Jeglorz__Pisarek

 

 

 


Zuzanna Jeglorz:
Nie ma lekarstwa na Zawiszę

 


Marco_on_the_Endeavour_by_Studnia_Winieta

 

 

 

 

 


Logo_ZZ_23e

 

Nowe Zeszyty

 


LTF_0245_fot_Tadeusz_Lademann

 

 

 


Zygmunt Kowalski:
Spotkanie w 50-lecie kapitaństwa j.k.ż.w.

 


2010-02-06

 

 

 


Zbigniew Studziński:
Szybszy od światła

 


Kpt_Henryk_Jaskula

 

 

 

 

Tablica kpt. Jaskuły w Nowym Warpnie

 


2014/10/10_NOAA_Gonzalo_Antigua

 

 

 

 

Gonzalo

 


2010-02-06

 

 

 

Wojciech Jacobson: Ludomir w szalupie

 


PogoFundacja_

 

 

SzPŻ-2014: Od początku do końca

 


PogoFundacja_

 

 

SzPŻ-2013: Od początku do końca

 


Czarnecki_Szalupa_przez_Baltyk

 

 

 

 

 

Niezwykły rejs starszych panów
(recenzja Zenona Szostaka
)

 


Henri_Rousseau_1907_The_Flamingoes

 

 

 


Kazimierz Robak:
Zapach egzotyczny wg Baudelaire’a

 


Latarnia_morska_pod_NYC_poziom

 

 

 

Wojciech Przybyszewski: Rewelacje księdza

 


Jolanta_Ogar__Lara_Vadlau_fot_OeSV_Domanski

 

 

 


Złota Jolanta z Łysej Góry

 


LOGO_ZZ_22e

 

 

I o to chodziło!

 


draw-line

 

 

 

Bitwa o Gotland zakończona

 


draw-line

 

 

 

Zbigniew Studziński: Czekając na sen

 


0125_fot_Karolina_Baralkiewicz-Sokal

 

 

 

Karolina Barałkiewicz-Sokal: Coś umykającego

 


1984-01-01_Nossa_Senhora_do_Alívio_F1010003_lev_fot_Wojciech_Jacobson

 

 

 

Wojciech Jacobson: Morska procesja

 


draw-line

 

 

 

Polonia RendezVous 2014

 


1988-08_Wojciech_Jacobson_Wschód_slonca-za-Ciesnina_Bellota_sm_©2

 

 

 

Oonah V. Joslin: Ludek’s Dawn

 


2014/06/02

 

 

 

 

KTO JEST KIM:  Krzysztof Baranowski

 


1996-02-19_W-a_sw_Pawla_28_pingwiny_skalne_3_fot_Wojciech_Jacobson_F1040007_lev_sm

 

 

 

 

Andrzej Straburzyński: Przystanek u świętego Pawła

 


2014-08-07_Salt_Lake_City_A_Doba

 

 

 

 

Laur dla Doby

 


Beer-mat_in_Nysted

 

 

 

 

Olander pierwszy po raz trzeci

 


2014-07-07_Harlingen_00_TSR20141_002_photo_STI_Valery-Vasilevskiy

 

 

 

Marek Duszkiewicz: Za rufą Pogorii

 


2014-07-26_Regaty_o_Puchar_Konsula_det_2

 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Pani Konsul w PKŻ

 


2014-07-01_St_Louis

 

 

 

 

Wielka Pętla Polonii

 


1984_sy_Boruta_Cayenne_Gujana_Fr_22_fot_Miroslaw_Fratczak

 

 

 

Wojciech Jacobson: Talizman z Salvadoru

 


2011-06-13_Odra_Schwedt_sm_fot_Wieslaw_Seidler

 

 

 

 

Dezeta Sum i królowa

 


ZZ_2002_nr_2_foto_okladka

 

 

 

 

 

 

Szalupy na Bałtyku

 


ZZ_.jpg

 

Kazimierz Robak: Historia i Zeszyty

 


1984_Cayenne_0470a_kotwicowisko_fot_Wojciech_Jacobson

 

 

 

Wojciech Jacobson: Miasteczko na kotwicy
JESZCZE WIĘCEJ  ZDJĘĆ!
(2014-07-14)

 


Saul_Steinberg_Question_mark.jpg

 

 

Zbigniew Studziński: Dlaczego flądry są płaskie?

 


Wyniki_egz_gimn_2014.jpg

 

 

 

Krzysztof Baranowski: Morze uczy

 


2014-06-14_Gizycko_16_lev_fot_Zbigniew_Bosek.jpg

 

 

 

Jakub Krakowski:   SzPŻ-2014 – eliminacje zakończone

 


SQUARES

 

 

 

Szkoła Pod Żaglami 2013 – przez młodych opisana

 


2013-09-05_ITA_3480_fot_Anita_Wietrzynska_sm

 

 

 

Maria Kulak: Poczuć coś więcej

 


wizualizacja_projektu_fot_wSzczecinie_pl

 

 

 

Taki będzie pomnik kpt. Ludomira Mączki

 


2014/05/18_juz_w_Szczecinie_fot_Aleksander_Nebelski

 

 

 

Aleksander Nebelski:  Asia i Alek w kanałach Europy

 


2014-05-26_z16037074Q_Aleksander_Doba_witany_w_Szczecinie_fot_Cezary_Aszkielowicz

 

 

 

Aleksander Doba już (26 maja 2014) w Szczecinie

 


1984_Cayenne_sy_Maria_30w-7001_fot_Wojciech_Jacobson

 

 

 

Wojciech Jacobson: Cayenne
JESZCZE WIĘCEJ ZDJĘĆ!!!
(dodane: 2014-08-14)

 


2013-09-04_IMG_9413_fot_Magda_Lapshin_sm

 

 

 

Szkoła Pod Żaglami 2013 w obiektywie Kryspina Pluty

 


Magda_Makowska_2010

 

 

 

Magda Makowska na Karaibach

 


Clipboard01

 

 

 

Szymon Kuczyński – najmniejszym jachtem dookoła świata

 


2013-09-23_DSC_4242_fot_Ewa_Bajerska_sm

 

 

 

 

Szkoła Pod Żaglami 2013 w obiektywie Olega Biespałowa

 


 

 

 

 

Pomnik kpt. Ludomira

 


 

 

 

 

 

Kapitan Cook

 


 

 

 

 

Krzysztof Sierant komandorem PKŻ 

 


Baranowski, K - Bujanie_front_sm

 

 

 

 

 

Bujanie w morskiej pianie Krzysztofa Baranowskiego 

 


LOGO_Fund_SzPZ_KBPierwsza Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego 1983/1984


 

 

 

 

Krystyna Pohl:  Opowieść o Żeglarzu Szczęśliwym 

 


 

 

 

 

Kazimierz Kaczor:  Jestem z Krakowa…


000_Olek_Police

 

 

 

 

Druga Transatlantycka Wyprawa Kajakowa Aleksandra Doby: Lizbona – Floryda.
17 kwietnia 2014 kajakarz dopłynął do Port Canaveral na Florydzie!
Płynął 165 dób, 2 godziny i 40 minut; trasa liczyła ok. 5500 Mm.



0_logo_2013_arial

 

 

 

 

Wojciech Jacobson i Szymon „Ozi” Kuczyński – Żeglarzami Roku 2013

 


03_IMG_1946_lev_sm_fot_Magdalena_Lapshin

 

 

 

 

Szkoła Pod Żaglami 2013 zakończyła rejs

 


28_520_Var-Matin_Parada_3

 

 

 

 

 

Załoga Szkoły Pod Żaglami 2013 w Tulonie:
Przypłynęli,  przeszli,  zwyciężyli

 


DSC_2608_fot_Maciej_Lesniak_sm1

 

 

 

 

Szkoła Pod Żaglami ma 30 lat

 


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

Olander znów pierwszy!

 


sm_DSC_6319_fot_Wojciech_Jacobson

 

 

 

 

 

 

 

Żaglonauci na Fryderyku Chopinie


OSTAR_for_DYDEK

 

 

 

 

Krystian Szypka: OSTAR for DYDEK


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

Asia Pajkowska: 4 x Atlantyk

 


Jones_Lester_EN_okladka_001_sm

 

 

 

 

 

Książki: „Pigieł”

 


01_sm_phot_K_Grubecki_07

 

 

 

s/y Osprey na Brooklynie

 


01_Astrid_2013-07-24_dailymail-co-uk

 

 

 

 

 

 

TS Astrid

 


Norwid - Poems_okl_A1_small

 

 

 

 

 

Książki:  wiersze Norwida

 


BZSz - LOGO_2

 

 

 

40 lat temu powstało Bractwo Żelaznej Szekli

 


Studzinski_Zbigniew_Psia_wachta_sm

 

 

 

 

 

Książki:  Zbigniew Studziński – Psia wachta

 


 

 

 

 

OSTAR 2013:  Joanna Pajkowska na mecie…  więcej…

 



 

 

OSTAR 2013:  sprawdź, gdzie w tej chwili są i które miejsce zajmują: Asia Pajkowska na Cabrio 2 i Krystian Szypka na Sunrise.    …więcej…

 


 

 

 

 

 

 Kazimierz Robak:  Pogoria – galeria portretów

 


 

 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Rejs Pani Ani i druha Bartka

 


 

 

Anna Poraj:  Trudno będzie…

 


 

 

2 maja 2013 – Dzień Flagi RP  (więcej zdjęć!)

 


 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Szkolenie kadr

Kazimierz Robak:  Co było i co jest

Absolwenci (1983/84 i 1988/89) o Szkole Pod Żaglami

 


 

 

 

Jak (nie) zostać honorowym obywatelem

 


 

 

 

Konkurs fotograficzny Biało-czerwona inspiruje zakończony

 


 

 

Nagrody i rocznice 2013

 


 

 

 

 

Tytuł Honorowego Obywatela Miasta Lublin dla kpt. Ziemowita Barańskiego!?

 


 

 

 

 

 

Komunikat jury najwyższych polskich trofeów żeglarskich: nagród honorowych „Rejs Roku 2012

i „Srebrny Sekstant”

 

 


 

 

 

Krzysztof Grubecki:  VHF DSC w żeglarstwie

 


 

 

 

Fundacja „Szkoła Pod Żaglami kapitana Krzysztofa Baranowskiego

 


 

 

 

 

Kazimierz Robak:  Szkoła Pod Żaglami 2012

 


 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Inspekcja jest częścią żeglugi …więcej…

 


 

 

 

 

 

 

Agata Łuczyńska:  „Operacja” na Darzewięcej…

 


 

 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Blue Grace – rejs z Long Island Sound na Brooklynwięcej…

 

 


 

 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Spotkanie Polonia Rendezvous Mattituck 2012 zakończone – oto raport…

 

 

 

 

 

www.PoloniaRendezvous.com

 


 

 

 

Krzysztof Grubecki:  Przelicznik PHRF  wyrównanie rywalizacji …więcej…

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  A może na łososie by? ...więcej…

 


 

 

 

 

Grzegorz Niewiadomy:  Na Bałtyku pierwszy pod biało-czerwoną był Jan Józef Fischer …więcej…

 

 

 

Eugeniusz Ajewski:  Pierwsze jachty pod biało-czerwoną pływały po Zatoce Amurskiej …więcej…

 


 

 

 

 

Kazimierz Robak:  Stanisław Wachowiak  człowiek, który kłaniał się morzu …więcej… 

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  80 lat temu w Gdyni …więcej…

 

 

 

 

Kazimierz Robak:  Prezydencka limuzyna …więcej…

 

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  Władysław Wagner  autopomnik

 


 

 


Burgas i Bosman – psy z „Czarnego Diamentu” – pierwsza z zapowiedzianych dwóch relacji autorstwa kpt. Jerzego Radomskiego o jego 32-let­nim rejsie, już jest na półkach księgarskich …więcej…

 

 


 

 

Gemini 3 jest spodziewany w Gdańsku w ostatnich dniach lipca 2012 ...więcej…

 


 

 

Zbigniew Studziński:  Ffy
Kazimierz Robak:  Posłowie

 


 

 

 

 

Gen. Mariusz Zaruski:  Na jachcie „Witeź”. Podróż w r. 1925 ...więcej…

 


 

Rozporządzenie Ministra Trans­portu, Budow­nictwa i Gospo­da­rki Mors­kiej w sprawie bezpiecz­nego upra­wia­nia żeg­lugi przez jachty morskie wejdzie w życie 11 kwiet­nia 2012. Dotyczy ono jachtów niekomer­cyj­nych o dłu­gości powy­żej 15 met­rów i wszyst­kich jach­tów komer­cyj­nych .

Z załączo­nego tekstu dowiecie się, jakie są najnow­sze polskie wymogi odnośnie obowiąz­ko­wego wypo­sa­żenia jachtu, zależ­nie od jego dłu­gości oraz przyję­tego rejonu żeglugi…więcej…


 

 

KTO JEST KIM:  Karol Olgierd Borchardt  wkrótce nowe opracowanie


 


 

 

Zbigniew „Gutek” GutkowskiPiotr Kulczycki laure­ata­mi nagro­dy „Żeg­larz Roku 2011”.

 

 


 

 

 Zamykanie kół – wywiad-rzeka z Jerzym Porębskim, który specjal­nie dla Czytel­ników www.ZeglujmyRazem.com opowiada o swych jazzo­wych począt­kach, o życiu erotycz­nym ryb na szelfie i nie tylko, o tym komu i kiedy śpie­wał piosen­kę Earthy Kitt C’est si bon i kto wale­to­wał w jego pokoju w akademiku …więcej…

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  Na wyspie Wagnera.

 

 


 

 

Wagner Sailing Rally 2012

 

 

 


 

 

Kpt. Zbigniew Gutkowski został głów­nym laure­atem 42. edycji Nagrody Hono­rowej „Rejs Roku 2011” i „Srebr­ny Seks­tant” za zaję­cie dru­giego miejsca w  etapo­wych rega­tach samot­nych żegla­rzy dookoła świata Velux 5 Oceans na jachcie s/y Operon ...więcej…

 


 

 

 

Możecie przeczytać na naszej stronie wywiad-rzekę z Jerzym Porębskim. Tu przeczy­tajcie o Jerzym Porębskim rzeczy, o których nie wie on sam!...więcej…

 

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  Ciekawość żeglowania  rejs dookoła świata i non stop: reklamy, fajerwerki ...więcej…

 

 


 

„Żeglarstwo to jest sposób na życie” – mówi kpt. Ziemowit Barański, dowódca STS Fryde­ryk Chopin, aktu­alnie w rejsie ze Szcze­cina na Marty­nikę ze Szkołą Pod Żag­lami organi­zo­waną przez Fundację Krzysz­tofa Baranowskiego …więcej…

 


 

 

 

Kazimierz Robak:  Przyjaźń między naro­dami pols­kim i enerdows­kim umac­niała się i kwitła od samego początku …więcej…

 

 

 


 

 

 

 

Kazimierz Robak:  Tadeusz Olechnowicz  Z notatnika pierwszego komendanta

 

 

 


 

 

Agata Łuczyńska:  „Zrobiliśmy spływ kajakowy po Warszawie!” …więcej…

 


 

Fiat 126p – „maluch”.

Przed laty woził rodziny na wakacje, dorosłych do pracy, dzieci do przedszkola. Żeglarzy  woził na przystanie i do jachto­wych portów. Dwa arty­kuły, które zamiesz­cza­my, to dwugłos o tamtych czasach …więcej…

 


 

 

Bernard Kuczera – człowiek, dla którego żeglarstwo było życiem, a życie – żeglarstwem.

– Nikogo z nas by tu dziś nie było – powiedziała jego żona Nadine – gdyby poszedł tam, dokąd miał skierowanie…więcej…

 

 


 

 

SV Concordia  Marine Investigation Report

 

 


 

W piątek, 30 września 2011, odsłonięto w Gdyni tablicę upamiętniajacą zmarłego w ubiegłym roku kapitana żeglugi wielkiej Leszka Wiktorowicza. Wmurowano ją w miejscu, w którym na stałe cumuje „Dar Młodzieży” …więcej…

 


Ogłoszenie:


 

 

 

 

Pearson for sale  Ready to sail

 

 


Dodano:

(Uwaga: niektóre pliki w formacie PDF wymagają najnowszej wersji Acrobat Reader. download

Roman Paszke:  Samotnie dookoła świata – rejs przerwany

Aleksander Doba przepłynał kajakiem Atlantyk!

Zobacz:  Książki

Krzysztof Grubecki:  Pogorią z Dublina do Lizbony.

KTO JEST KIM:  Karol Olgierd Borchardt

Regaty GearBuster.

Wizyta w Hartlepool: Znaczy, pamiętamy.

Krzysztof Grubecki:  VHF radio w skrócie: co warto o nim wiedzieć.

Krzysztof Grubecki:  Akumulatory – podstawy dla każdego

Pomoc w nawigacyjnej: Kotwiczymy? Ile potrzebujemy liny lub łańcucha?

KTO JEST KIM:  Wojciech Jacobson

9 lat na siedmiu morzach  fascynująca opowieść, perfekcyjnie opisana.

Jak zarejestrować jacht, łodź, ponton w NYS ?


Uwaga!

Wszystkie informacje, które kiedyś (bardzo dawno temu) znajdowały się na stronie głównej, znajdziesz w zakładkach lub przeglądając spis treści.


Lista dyskusyjna

Aby dołączyć do listy dyskusyjno-informacyjnej “poczta”, wystarczy wysłać e-mail z wyrazem “yes” w tytule na adres: Redakcja@ZeglujmyRazem.com


Odpowiadamy naszym czytelnikom

•  Jak połączyć akumulatory?


 

NOAA’s National Weather Service  sprawdź pogodę, zanim wypłyniesz z portu.

Kazimierz Babiński: Odczytane z fotografii

Fregaty włoskiej marynarki wojennej – R.N. Cristoforo Colombo i R.N. Amerigo Vespucci – odwiedziły Gdynię w 1931 roku.  Wizyta została utrwalona na szklanych negatywach przez nieznanego fotografa.


Marcin Ciura: Autor Kwiatów zła jako marynista

25 czerwca 1857 roku wydano w Paryżu tom wierszy, których szokujący realizm miał wywołać bodaj największy ferment w dziejach poezji nowożytnej.


Marek Słodownik: Konik Morski skończył 80 lat

25 października 1937 roku w gdyńskiej stoczni S.Y.G. zwodowany został pierwszy jacht klasy Konik Morski, projektu Leona Tumiłowicza, rozpoczynający serię jachtów szkoleniowych. Jednostkę nazwano Eksperyment. Był to pierwszy jacht pełnomorski zapro­jek­to­wa­ny w Polsce.[1]


Calendar

« November 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Może zrobić się chłodno już jutro
lub pojutrze, a może za tydzień?
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
nie ma rady, jesień, jesień idzie!

 
Jesień
– jedna z czterech pór roku, przed nią było lato, po niej będzie zima, trwa od równonocy jesiennej (w 2017 – 22 września) do przesilenia zimowego (w 2017 – 21 grudnia), robi się coraz chłodniej… i tak dalej.

– Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm… wios…
– Tak?
– …na, a potem lato… no i…
– Zaczyna się tak jak jedzenie, proszę pani.
– Ach, tak, jesień…

Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. A mną owładnął stereotyp. Pod jego wpływem postanowiłem przebiec się po Internecie i poszukać wierszy o jesieni.
Spokojnie, żadnych poetyckich wzruszeń ani uniesień nie będzie, chciałem tylko zobaczyć, czy poeci – a jeśli tak, to którzy – potrafili wznieść się nad poziom melancholii, zadumy, narzekania, mgieł i osmętnic lub standard ostemplowany epitetem „złota”.

Dwie polskie jesienne ikony poezji to:

•   Staff, któremu – gdy jesień się rozełkała – ostatnie więdły kwiaty, warzyły się kasztany, trwogą krzyczało ptactwo, a deszcz jesienny dzwonił o szyby, podobnie jak partyzantom w piosence

•   i Harasymowicz – z jesienią, która zdmuchuje nawet jesienną stronę księżyca.

Smutek, proszę państwa, smutek.

 

Muza lżejsza wcale weselsza nie jest:

•   Czapińska nie wiedziała, czy się odważy uciec od jesieni byle jakim pociągiem, jej jednak można się nie czepiać, bo to psycholog z zawodu, poza tym Remedium ma etykietkę „hymn wagabundów”, a z nimi jest mi po drodze bardziej niż się wydaje.

•   Długosz poleciał standardem jesieni złotej, ale też ma darowane, bo o nalewkach (z dzikiej róży i porzeczki) napisał i zaśpiewał smacznie.

•   Kofta – przewrotnie, ale raczej mało optymistycznie (bo się w końcu depresje w impresje odmienią, ale tylko jesienią, jesienią).

A te dawniejsze, o tym że:

jesienne róże więdną już (gdy idziemy przez parku głusz),
że są dni umierające – chore, blade słońce
(oba teksty napisał Andrzej Włast)

– powinny być dawkowane przez lekarzy osobom wyjątkowo odpornym psychicznie.

 

Za to gdy zejść do klasyki – groza!

•   Achmatowa – piękna i liryczna, jak zwykle, ale jeśli wypatrzyła trzy jesienie w jednym roku, to już depresja najgłębsza, bo sowiecka (czemu, skądinąd, znając koleje jej życia, trudno się dziwić).

•   Apollinaire – deprecha awangardowa (chora i uwielbiana umrzesz, gdy na rozaria dmuchnie dziki huragan – chodzi o różę).

•   Baczyński – depresja dziejów (nie będzie cytatów).

•   Baudelaire – deprecha programowa (wstrętny mrok i plucha, przeczucie końca, monotonny łoskot – gwoździ w trumnę pośpieszne wbijanie), choć tak ostentacyjna, że jakby weselsza.

•   Broniewski – deprecha kliniczna (chwytają mnie złe listopady czarnymi palcami gałęzi).

•   Bursa – deprecha szarzyzny codziennej (październik z trudem wiąże koniec z końcem, piwo popija na kredyt i ostatnią przepije kapotę).

•   Gałczyński – deprechy różniste:
– listopadowa historyczna (Mgła. Mgła. Mgła. Cała Warszawa to mgła. Cała Polska to mgła. – …Piotrze, to ty? – To ja.);
– meteorologiczna (Lato się tak jak skazaniec kładzie pod jesienny topór krwawy bardzo);
– erotyczna (o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki, która niech będzie jak jesień śmiertelna);
– ekonomiczna (i nic, już nic nie zachwyca; i nic, już nic nie wystarcza; idzie przez łan osmętnica: tęsknota gospodarcza);
– freudowska (jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę);
– i towarzyska (oto się jesień zaczęła i nie ma komu dać w mordę).

•   Heine – deprecha oniryczna romantycznego samotnika (jesień – noc zimna i słotna, wicher drzew wstrząsa konary, samotny, konno w las wjeżdżam…).

•   Jasieński – futurystyczna (po rżyskach węszy wiatr i ryży seter), z rozkosznymi rymami (oliveleitmotiviw; wiatrpas-de-quatre), ale jednak deprecha (po polach straszą widma suchych iw; jesień, szara, smutna polska jesień…).

•   Leśmian – deprecha Dusiołka (Ziemia kona już – blada i Konam! – śmiercią piękną jesieni).

•   Lorca – deprecha iberyjska (wszystkie róże są białe, tak białe, jak moja rozpacz), choć jakby trochę polska.

•   Norwid – deprecha postromantyczna (ciernie deptać znośniej i z ochotą na dzid iść kły, niż błoto deptać, ile z łez to błoto, a z westchnień mgły).

•   Osiecka jest depresyjnie w jesieni lustrze bladym o jedno lato starsza.

•  Pawlikowska-Jasnorzewska jest, co prawda, w tęczy (liście jesienne leżą po brzegach dróg, mieniąc się jedną połową tęczy), bo – mimo że jesień – wzbiera w niej miłosne wyznanie; więc zderza się jesienność z wiosennością, a i motyw żeglarski się pojawia (liście wierzby płyną jak dżonki, wiatrem popychane).
    Jednak i tak depresję czuć na milę, bo tęczy jest tylko połowa, a powrót wiosny jest niekalendarzowy.
    A jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że drzew bezlistnych rozszczepione pędzle to nie jest widmo, które się może przyśnić w nocy, że stwierdzenie kiedyś [jesień] przysypie mnie liśćmi i obraz jesieni, która oczami zranionej sarny patrzy na liście lecące, to nie smutek przemijania (więc depresja) – jego sprawa.

•   Poświatowska – deprecha egzystencjalna (jestem jesienne nagie drzewo, z zimna drżę).

•   Przybora – depresja wysmakowana (znów październik i ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal, gdy porwał dziewczę zdrady poryw i zabrała pomidory).

•   Stachura – deprecha ostateczna (mały listek ostatni zostawić komuś i umrzeć).

•   Trakl – deprecha katastroficzna (lęk przejmuje zgoła, gdy nocą rosa z drzew bezlistnych pada).

•   Tuwim – deprecha
– trochę miłosna (szukałem i czekałem w żrącej, okrutnej tęsknicy, w wieczór jesienny, ulewny),
– trochę alkoholiczno-metafizyczna (Wypiję kwartę jesieni, do parku pustego wrócę, na zimną, ciemną ziemię pod jasny księżyc się rzucę),
– trochę nostalgiczna (zamilkły w jesiennym uśmiechu zapatrzeniem dalekim się kołyszę),
– choć czasem jednak nad szablony wylatująca, jak np. we Wspomnieniu, od czasów Niemena kultowym.

•   Ważyk – deprecha kipiąca (nienawiścią do okupanta: jesień rdzawa, popiołami zdmuchnięta Warszawa).

•   Wierzyński – deprecha emigracyjna (ostatnie herbaciane róże i wieczór w szarudze i słocie – a wszystko na Long Island).

 

O Młodej Polsce nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze smutniej niż u Staffa.

 

Nie zawodzi, co prawda, Barok i Klasycyzm, ale to też standard, bo tamtejszym poetom na ogół wszystko się kojarzyło jednoznacznie.

•   Morsztyn, po krótkim wstępie, domaga się prosto z mostu, ale chyba jednak zbyt bezpośrednio:

Dajże się i ty użyć, a daj wcześnie,
Póki jagodom dopiekają wrześnie,
I daj wprzód, niż nam zima smak odmieni
Zażyć owoców tak pięknej jesieni.

•   Kniaźnin zaś, mimo że jesień ma za posępną oznakę starzenia się wszystkiego, twardo deklaruje:

Moje to tylko serce bez zmiany
Służy statecznie Kostusi.
Zawsze swe dla niej rozrzewnia rany
I kochać ją zawsze musi.

I choć wiersz nie pozostawia wątpliwości, iż „Kostusia” jest zdrobnieniem „Konstancji” – pięknej, młodej, urodziwej i błyszczącej (choć z wiekiem uroda i blask kobiety jak wiosna z latem ubieży), dziś nie sposób uciec od skojarzenia współczesnego, które w zgrubieniu imienia brzmi raczej złowieszczo.

Więc też deprecha, choć achronologiczna.

 

Punkt siedzenia określa punkt widzenia.
Na Florydzie jesień to ochłodzenie z ponad trzydziestu stopni Celsjusza do lekko ponad dwudziestu, spadek wilgotności z niemal setki do znośnych osiemdziesięciu procent. Słowem – powrót pięknego europejskiego lata.

Ale zadzwoniłem do Polski, a tu mi przyjaciel mówi: „Wojna. No, może jeszcze nie – ale w powietrzu wisi.”

Pytam: „Z kim?”

Odpowiada: „A ze wszystkimi. Z Niemcami – bo w końcu tę drugą światową musimy wygrać. Z Francją – bo chcą za dużo pieniędzy. Z Ruskimi – bo z nimi inaczej się nie da. Z Litwinami i Ukraińcami – bo zapomnieli, że Wilno i Kijów to nasze, po ojcach. Z Czechami – bo wciąż Zaolzie ich. Z Angolami też będzie, bo nam rachunek za leasing Spitfire'ów w czasie Bitwy o Anglię wystawili i sami z polskiego banku pobrali. Jak dobrze w kodeksach prawnicy pogrzebią, to na Szweda też ruszymy, bo dyzgusta Świętemu Przybytkowi czynił i księdzu Kordeckiemu zdrowie odbierał. Ameryka nam pomoże, wróg nie ma szans.”

Myślę sobie: „Źle. Jak Ameryka nam pomoże, to po wygranej kawę tylko ze Starbucksa będzie można w Polsce pić, a moja znajoma kawiarnię ma i zawsze na tych z franczyzą pomstuje, to zbankrutuje jak nic. Ale jak wojna – to wojna, rady nie ma.”

 

I od razu mi na myśl przychodzi wiersz Andrzeja Waligórskiego, o jesieni właśnie – i nie tylko.
Krytycy nie odnotowują tego nazwiska wśród najpierwszych poetów, ale nic na to nie poradzę, że jego utwory lubię, a doktor Duszkiewicz (ze Świdnicy i z Pogorii) nawet zna na pamięć prawie wszystkie (memorię ma lekarską, na osteologii wytrenowaną , więc żadna dziwota).

I zimno mi się, mimo tej Florydy, robi: Waligórski – satyryk, a u nas to już od stuleci tylko błaznowie potrafią prawdę powiedzieć i przyszłość przewidzieć. Bo tak:

Znowu jesień, znowu jesień polska,
Żółte liście na ulicach Wrocławia,
Kowalskiego wzięli do wojska,
Zamachowski zacier nastawia.

Przyszedł sąsiad i gada po lwowsku
(choć urodził się koło Gorzowa)
– Patrz pan, jakiś ziomkostwa na Śląsku
Nie daj Boży si zaczni ud nowa.
[…]

Tylko panna Hortensja we dworze
Plan kampanii ustala po cichu:
– Panie Maćku, tu się rannych położy,
A CKM ustawicie na strychu.

Babie lato leci wzdłuż ulicy
Kocur drzemie na grządce z petunią…
– W razie gdyby oprócz Niemców bolszewicy,
To gdzie szukać granicy z Rumunią?
[…]

Tego nawet Grotowski ze Zwierzchowską nie zaśpiewali!

Zadzwoniłem jeszcze raz.
„Nie – mówi przyjaciel – bez nerwów. Tak źle to jeszcze nie jest. Wciąż jesteśmy w NATO i w Europie, więc jeszcze nie czas.”

A tu od innych przyjaciół kartki z wakacji dostaję, pocztówki z rejsów – wszyscy szczęśliwi, zadowoleni, żadna wojna im nie w głowie. Więc jak zwykle: jednomyślności w narodzie nie ma, a idzie ku lepszemu.

Waligórski przewidział i to, bo zakończył:

Znowu jesień, taka śliczna znowu,
Wieczór ciepły jak wtedy, w przeddzień…
– Chodź, przejdziemy się z psem Jaworową,
Wnuki rosną… E, jakoś to będzie.
.

Oby miał rację.

 

Punkt widzenia z punktu siedzenia może być również określony przez współrzędne geograficzne pozycji obiektu pływającego.

W zeszłorocznym dniu równonocy kołysałem się na falach Morza Czarnego. Nie „wśród fal”, bo obiekt pływający stał wówczas na cumach w porcie Soczi.

Po kei snuli się policjanci z psami i bez psów, tajniacy i różne dziwne indywidua, które próbowały przekonać nas że są przeciwko obecnemu rządowi, myśląc pewnie, że nie wiemy, iż aby do nas dojść, trzeba przejść przez kilka posterunków kontrolujących tożsamość.
Jeśli rzeczywiście dzisiejsi rosyjscy dysydenci mogą swobodnie przechodzić kordony graniczne, by opowiadać o swoich tęsknotach cudzoziemcom – znaczy, że w Rosji zmieniło się wiele.

Ale na pewno nie zmieniło się swoiste pojęcie gościnności ze strony władz: piątka moich współtowarzyszy żeglugi, która ośmieliła się przyjechać do Rosji bez wiz, dostała kary pieniężne i bezwzględny zakaz opuszczania pokładu, co sprawdzali niespodziewanymi wizytami policjanci (bez psów) o niespodziewanych porach (tak, w nocy też).
Nic to, że żaglowiec brał udział w międzynarodowych regatach.
Nic to, że został do Rosji zaproszony.
Nic to, że organizatorem była największa w świecie organizacja zrzeszająca wszystkie wielkie żaglowce (w tym rosyjskie).
Nic to, że w świecie zachodnim rosyjskim żeglarzom bez wizy dawane są tymczasowe pozwolenia na poruszanie się po porcie i okolicach.

Podejście do niebłagonadiożnych nie zmieniło się w Rosji na jotę, co oczywiście nie przeszkadzało miejscowym konferansjerom i dziennikarzom epatować publikę komunałami o odwiecznej gościnności, otwartości i radości z powodu wizyty tak znakomitej flotylli.
Inna rzecz, że owa międzynarodowa organizacja palcem nie kiwnęła w sprawie osadzonej na pokładzie piątki, a komunały łykała z oczami przymkniętymi z zachwytu.

Mickiewicz pisał o krajach, w których panuje „noc głucha”.

Proponuję zamienić „noc” na „jesień”. By życzyć rychłego nadejścia wiosny wraz z jutrzenką (też tą od Mickiewicza).

 

Opowiastka o jesieni byłaby niepełna bez przypomnienia co najmniej trzech utrwalonych w języku polskim, związków frazeologicznych, w których jesień występuje.

 

Pierwszy ślad jesień zostawiła w nazwie „złota jesień” nadanej okresowi pięknej pogody we wrześniu i październiku, kiedy ptaki ulatują, a wyże nadlatują.
W innych językach nazywa się to na ogół od lata: po angielsku „indiańskie lato” (Indian Summer), po niemiecku „późne lato” (Spätsommer), a po szwedzku „lato św. Birgitty” (Brittsommar; choć niektórzy mówią, że to od Brytanii).
Wrodzony Polakom optymizm i realizm spowodował, że nazwaliśmy to właściwie, bez mydlenia oczu: od jesieni, która albo w te piękne dni już stoi za progiem, albo właśnie nadeszła.

Charakterystyczne dla „złotej jesieni” są nitki pajęczyn unoszące się w powietrzu.
I znów – w językach obcych nazywa się to dziwacznie: „pajęcze latawce” lub „pajęcze balony” (spider kiting lub spider ballooning) po angielsku, „pajęczy lot” (vuelo arácnido) po hiszpańsku, a Francuzi, gdy chcą uniknąć anglicyzmu ballooning, używają czasownika montgolfière.
My, znani z rycerskości, kurtuazji i czci dla płci niewieściej, nazwaliśmy to lotne zjawisko „babie lato” (przepraszam: Pawlikowska-Jasnorzewska się wyłamała, nazywając lecące pajęczyny „szalem kaukaskim”, ale wiadomo – kobieta!). A Rosjanie, mimo że uważają Kaukaz za swój, nazwali to (бабье лето) za nami.

Metaforycznie „złota jesień” to wiek, w którym panowie przeżywają drugą młodość, a paniom (pamiętajmy o przyrodzonej nam rycerskości, kurtuazji i czci dla płci pięknej – ale do czasu) przystoi jedynie: kądziel, koronkowy czepek babuni, kapcie i bezzębność.

Tak czy inaczej jesień – metaforycznie – oznacza schyłek: zapowiada koniec roku, życia, okresu, ery. W przeciwieństwie do wiosny, która wszystkiego ogłasza początek, po zwycięstwie nad zimową martwotą obsypany kwiatami, miłością i zielenią.
Chciałbym więc wiedzieć, kto wymyślił dla okresu, który zakończył totalitarną zimę w krajach ówczesnego bloku sowieckiego, nazwę „jesień ludów”?
Prawda: wyjęcie głowy spod sierpa i młota, zapoczątkowane w PRL (4 czerwca 1989), a kon­ty­nu­o­wa­ne w tymże i następnym roku na Węgrzech, w NRD, Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii, było formalno-prawne, bo kilku generacji trzeba by wyrzucić je z umysłów i serc. Chcę jednak wierzyć, że był to początek czyli wiosna  nowej ery, a nie – na litość boską! – jej schyłek, czyli jesień! Bo co potem?
Choć fakt: zastanowienie moje (kto wymyślił?) jest retoryczne, gdyż odpowiedź narzuca się sama: cichy marksista postkomunista!.

Drugi ślad jesień zostawiła w terminologii muzycznej.

Festiwal „Warszawska Jesień”, który po raz pierwszy odbył się w roku 1956 (wymyślili go kompozytorzy Tadeusz Baird i Kazimierz Serocki) i trwa do dziś, to jedna z najbardziej odjazdowych imprez muzycznych w dziejach świata. Jakim cudem PRL-owska cenzura pozwoliła na jego (nieprzerwane, z wyjątkiem stanu wojennego) istnienie – nie mam pojęcia.

 

Trzeci ślad jesień zostawiła w literackich tytułach.

Pomińmy Witkacowskie Pożegnanie jesieni (1927), obie Jesienie (1934, 1936) Schulza, Polską jesień (1955) Jana Józefa Szczepańskiego, Złotą jesień (1954) Hłaski, Trzecią jesień Dąbrowskiej, a nawet Siódmą jesień (1921) Tuwima.

Sądzę bowiem, że w dziale „jesienne tytuły” pierwsze miejsce zajmuje dzieło holenderskiego mediewisty Johana Huizingi Jesień średniowiecza. Oryginał został wydany w roku 1919, przekład polski (Tadeusza Brzostowskiego) ukazał się dopiero w roku 1961, ale od tego czasu wywiera wpływ na kolejne pokolenia Polaków. Nawet swego czasu, w pewnych kręgach, poważnym towarzyskim obciachem była niezna­jomość tej średniowiecznej panoramy dziejów.
Jak dziś przedstawia się sprawa znajomości dzieła Huizingi – nie mnie wyrokować, ale jednego jestem pewien: tytuł zarówno zapadł w świadomość masową, jak i wzbogacił ekspresyjną warstwę polszczyzny.

Stało się to za sprawą geniuszu tłumaczki, Elżbiety Gałązki-Salamon, która – pracując nad dialogami filmu Pulp Fiction (1994) Quentina Tarantino – kwestię „I'm gonna get medieval on yo' ass!” podała jako: „Zrobię ci z dupy jesień średniowiecza!”

 

Dosyć już tych jesienności. Na psa urok!
Teraz kilka przysłów (niby dla poprawienia nastroju, ale też depresyjne!):

Idzie jesień, a tu próżna kieszeń.

Im głębiej w jesieni
grzebią się robaki,
tym bardziej zima
da się we znaki.
[bardzo to przysłowie lubię!]

Jesień, brzuch kieby kieszeń.

Jesień tego nie zrodzi,
czego wiosna nie zasiała.

Kto w jesieni swoich bydląt nie tuczy,
ten je w zimie dźwiga, na wiosnę wywłóczy.

Przyszła jesień,
a tu próżna kieszeń.

Przyszła jesień, ręce w kieszeń.

W jesieni, gdy tłuste ptaki,
mróz w zimie nie ladajaki.

W jesieni, prędko
gdy liście z drzew padnie,
to wkrótce zima będzie,
każdy zgadnie.

W jesieni wczas mróz,
na wiosnę prędko rychtuj wóz.

W jesieni
z garnca deszczu, korzec błota;
na wiosnę
z korca deszczu, garniec błota.

Pzdrwm_Robak

PS.
Za pocztówki dziękuję (w kolejności nadlatywania z czterech stron świata):

•   Kai (ze Shqipërii);
•   Kai, Mai i Witoldowi (z Finlandii, z rejsu Zaruskim);
•   Markowi (właśnie temu ze Świdnicy, a kartka była pantomimiczna z Wrocławia!);
•   Oli, Matyldzie, Mai, Strusiowi, Zuzi i Zuzi (skądże by, jak nie z Pogorii sześć pocztówek w jednej kopercie!);
•   Karolowi (z któregoś z rozlicznych festiwali);
•   Natalii (z Lidingo w Szwecji);
•   Łukaszowi (nie powiem, skąd);
•   Magdzie i Maszy (najpierw z Grecji, później ze Złotych Gór);
•   Oli (banan z Tennessee!);
•   Zuz-Ali (z Jastrzębia, ale i ze Zdroju);
•   Martynie (ciężko powiedzieć, skąd : );
•   Mirce i Stachowi (najpierw z Gruzji, a potem z Litwy);
•   Kasi (z jej rejsu na pokładzie jednostki czterokołowej Helena);
•   Krzysztofowi, znanemu jako "Kapitan" (z wędrówki po ostępach Montany i Yellowstone);
•   Ryśkowi (z rejsu, który prowadził dookoła Sycylii);
•   Kryspinowi (z Krakowa ale z Wieliczki);
•   Dorocie, Idze i Karolowi (z Kazimierza).

 

Cytaty na wstępie:

Andrzej Waligórski – „Jesień idzie”.
Eugène Ionesco – Lekcja (La Leçon; 1950). Tłum. Jan Błoński.

LISTOPAD...

Listopad to dla Polski niebezpieczna pora…

 

Cytat, jasne, kto pamięta – ten pamięta (prosimy o nienadsyłanie odpowiedzi), ale z tych, od których trudno się uwolnić.
Podobno nic tak nie cieszy, jak nieszczęście bliźniego, ale nie wiem, czy specjalnym pocieszeniem jest dla nas to, że innym listopad też dał się nieźle we znaki.

Wraca tu wspomnienie lektury (a dokładnie: słuchania – bo w samochodzie) wspomnień spisanych przez jednego z tuzów Polski przedwojennej.

Słuchanie mnie męczyło. Autor władał płynnie kilkoma językami, które nie przeszkadzały mu mówieniu i pisaniu, natomiast czytający aktor nie tylko nie znał żadnego z nich (więc można sobie wyobrazić, co wyprawiał na polu fonetycznym), ale zatrzymywał się przed co trudniejszymi (dla niego!) słowami jak np. Syłgudyszki, do tego z małopolska wymawiał „trz” jak „cz” (poczeba czeźwego czykrotnego począś­nię­cia), a jeszcze nie zawsze rozumiał, co czyta.
Treść jednak wynagradzała i zacierała wszelkie niedogodności.

Autorem jest kresowy ziemianin, z tytułem książęcym i genealogią, w której przewija się kilka domów królewskich, spokrewniony z… (łatwiej wymienić z kim nie), wysoki urzędnik w Rosji carskiej, równie wysoki w II Rzplitej, znający wszystkie jej najważniejsze postacie, znane z podręczników historii XX wieku.
Najkrócej scharakteryzować go można dwoma słowami (znów cytat): „Zabity arystokrata”. Nie bez powodu cytuję opinię Leonarda o hrabim Henryku, bo przy tej opowieści miałem cały czas wrażenie, że słucham przedłużonej kwestii tegoż Henryka właśnie, któremu nagle zabrakło Pankracego do dialogu.

Generalnie, postać to – dla mnie, tak po ludzku – niesympatyczna, o czym długo by mówić, ale jedno­cześ­nie obdarzona niezwykłym zmysłem obserwacji, doskonałym piórem i niebywałą inteligencją.
O ile, jak sądzę, nie do końca (jeśli w ogóle) rozumiał on procesy dziejące się wokół, jednak opisał je – i głównych ich aktorów – w sposób bezkonkurencyjny.
Jak najdalsza jest od niego polityczna poprawność. Charakteryzuje narody i ludzi w sposób taki, że dziś, gdy złodziejstwo nazywane jest „ekonomią alternatywną” (w zależności od tego, kto kradnie, rzecz jasna), a głupota – „mądrością à rebours” (w zależności od tego, czyja ona), sprocesowany by został – mimo majątku – do skarpetek za obrazę, krzywdzące stereotypy, anty- (tu by się sporo nazbierało), rasizm i różne takie.
Jak napisała zaprzyjaźniona Dama, która notabene mi tę lekturę poleciła: „arystokrata z krwi i kości, i z duszy. I ze wszystkimi swoimi wadami, jest jednak fascynujący, prawdziwy, intègre – ugryziesz i poczujesz mięso a nie galaretę. Czyta się jego relacje wspaniale. I wierzy się, że on tak naprawdę myślał. A czy słusznie myślał? To już inna para kaloszy. Czyli lubmy go za to, co zrobił: świetnie napisał swoje wspomnienia.”

Co to ma jednak wspólnego z listopadem?

Ano to, że jednym z najważniejszych wydarzeń dziejowych które ów pamiętnikarz opisuje jest bolszewicka rewolucja w Rosji, zwana październikową, ale której rocznicę obchodzono w listopadzie, bo w gnieździe carów zmienił się nie tylko despota, lecz i kalendarz (w końcu nie bez przyczyny podaję przy każdym miesiącu, że liczymy po gregoriańsku).

Opisy pierwszego etapu rewolucyjnego chaosu i terroru podnoszą włosy na głowie (tego w podręcznikach historii nie znajdziecie).
Autor spotyka (jakże by nie?) Lenina, Trockiego i Dzierżyńskiego i każdemu sporządza taki portret (podobnych nawet nie ma co szukać), że już tylko to mogłoby być powodem braterskiej interwencji dla podreperowania mentalności i moralności sąsiadów, którzy do dziś traktowani jako zagranica nie są. Dokładnie też opisuje przyczyny obu kataklizmów – I wojny światowej i rewolucji bolszewickiej – i jas­no wskazuje ich sprawcę: kajzerowskie Niemcy, opanowane przez militarystów w mundurach, owład­nięte żądzą podboju i rozszerzenia przestrzeni życiowej.

Te pamiętniki po prostu trzeba przeczytać. Korzystając, że wspomnienia te (trzy części wydano zbiorczo rok temu) nie zostały jeszcze wycofane z księgarni i bibliotek pod zarzutem obrazy, szargania, naruszania i podżegania. Ci od procesów widać jeszcze do nich nie dotarli… Nie chcąc ułatwiać im zadania, nazwis­ka nie powiem, nic to albowiem do rzeczy nie przyda. Kto chce – wyszuka.

 

Ale nie trzeba żadnych pamiętników (nawet spisanych przez tych, o których poeta pisał, że nie wszystko gra, gdy w ankiecie się „ziemianin były” ma), by wiedzieć, że listopad okazał się stokroć bardziej złonoś­ny dla Rosji niż dla Polski, choć i nas te wióry na dobre półwiecze zasypały. Słaba to więc pociecha.

Swoją drogą ciekawe, jak w tym roku obchodzono w Rosji ładną, okrągłą, setną  rocznicę wybuchu Wielikoj Oktiabrskoj, która – jak wszystko co bolszewickie – znaczy co innego niż napisane, bo jej rocznicę obchodzi się w listopadzie (o tym, dlaczego, przeczytacie w „Październiku”). Tym razem naczalstwo tego kraju nie beształo przywódców innych państw, może dlatego, że owi przywódcy dobrze pojęli wcześniejsze nauki i tym razem nikomu się nie wypsnęło, że dwa nieszczęścia nawiedziły Europę w XX wieku: bolszewizm i faszyzm.

Dość już jednak o tym, co – wciąż miejmy nadzieję – nie wróci.

My wróćmy do kalendarza.

 

 

Listopad – jedenasty miesiąc w roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 30 dni.

W sprawie etymologii rodzimej nie trzeba żadnego (z całym szacunkiem) Brücknera, by wywieść nazwę „listopad” od opadających liści (por. czes. listopad, ukr. листопад; chorw. listopad ‛październik’).

Etymologia łacińska nazwy używanej w większości krajów Unii jest znakomitą ilustracją dla sporej części unijnych procedur: nazwa miesiąca jedenastego November znaczy po łacinie „miesiąc dziewiąty”; (novem – dziewięć).
Nawet Grecy zdradzili dziedzictwo Homerowe i – mogąc wybierać między Pyanepsion (Πυανεψιών) i Maimakterion (Μαιμακτηριών) – używają zlatynizowanej nazwy Noembrios (Νοέμβριος). A później dziwią się, że pouczają ich Niemcy.
Można oczywiście mądrze tłumaczyć (co czynię już od września), że – od roku 46 p.n.e., gdy Rzymianie za pierwszy miesiąc roku uznali Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius) – stare nazwy liczebnikowe nie nadążyły za zmianami, ale nie zmienia to faktu, że „Jedenasty” nazywa się „Dziewiąty” i wszyscy się z tym zgadzają, nawet nie zauważając drobnej różnicy. Symbol czy przypadek? Przypadek czy hasło?
Ale i tak wolę już November od Brumaire’a, na którego podczas rewolucji Robespierre’a przypadała większość dni naszego listopada (jak pięknie słowo to brzmi…).

Opadły więc liście z drzew, laurów nie ma, a róże pomarły (znów cytat, prosimy o nienadsyłanie podpowiedzi).

 

Listopadowe rocznice

Noc z 31 października na 1 listopada to tzw. Halloween.
O co w tym chodzi – wiadomo i nie ma co opisywać, bo koń, jaki jest, każdy widzi. Pisanie, że jest to irlandzka z pochodzenia wigilia dnia Wszystkich Świętych jest bez sensu, bo i tak każdy wierzy, w co chce, najchętniej w to, co ksiądz z ambony powie. A bardzo tego święta nie lubią kościoły: katolicki, prawosławny i protestanckie – dziwnie w tym nielubieniu solidarne. Nic nowego. Kiedyś księża, popi i pastorzy tak samo nie lubili święta Dziadów.
A ileż uboższa byłaby nasza kultura i narodowa pamięć bez niego i tego, co z nim związane.

 

1 listopada w kościele rzymskokatolickim, anglikańskim i wielu kościołach protestanckich jest dniem Wszystkich Świętych (łac. festum omnium sanctorum) – odprawiane są wtedy msze za dusze wszystkich znanych i nieznanych świętych.
W Polsce i wielu innych krajach istnieje tradycja odwiedzana w tym dniu cmentarzy, palenia zniczy na grobach bliskich, ozdabiania ich kwiatami i modlenia się w intencji zmarłych. Zwyczaj ten ma charakter religijny, ale generalnie uznawany jest przez wszystkich jako dzień pamięci, czci i szacunku dla zmarłych.

W kościele prawosławnym, 1 listopada, wznoszone są modły w intencji zmarłych, gdy wierni idą odwiedzić groby swych bliskich. Jednak odpowiednik rzymskokatolickiego Dnia Wszystkich Świętych w kościele prawosławnym obchodzi się w pierwszą niedzielę po Pięćdziesiątnicy (Pentecoste, 50. dzień po zmartwychwstaniu Chrystusa, dzień zesłania Ducha Świętego na apostołów, w Polsce potocznie zwany Zielone Świątki) lub – według innych źródeł – w sobotę przed Pięćdziesiątnicą.

 

2 listopada to w kościele rzymskokatolickim Dzień Zaduszny (w Polsce zwany Zaduszkami) – dzień wspominania zmarłych.

 

3 listopada (1918) buntują się marynarze w Kilonii, co daje początek Rewolucji Listopadowej w Niemczech (część historyków uważa, że zaczęła się ona półtora tygodnia wcześniej, 29 października, buntem marynarzy z Wilhelmshaven).
Rewolucja doprowadza do abdykacji Wilhelma II i upadku Cesarstwa Niemieckiego (9 listopada 1918), zawieszenia broni kończącego I wojnę swiatową (11 listopada 1918) i powstania Republiki Weimarskiej, a trwa do 11 sierpnia 1919 – dnia podpisania konstytucji w Weimarze.
Zryw ten tak podekscytuje Trockiego i Lenina, że zechcą oni – „po trupie białej Polski” – rozszerzyć władzę Sowietów na Niemcy. Stalina ekscytowało to widać mniej i pewnie dlatego podziękować mu możemy za to, że Piłsudski przeprowadził swój manewr przez Wieprz bez przeszkód i ocalił Warszawę od hord prowadzonych (trzeba przyznać, że bardzo sprawnie) przez Tuchaczewskiego.

 

4 listopada przypada rocznica rzezi Pragi, dokonanej w 1794 przez wojska Suworowa. Rosjanie wymordowali ok. 20 tys. ludności cywilnej – tak Rosja utwierdzała swe stanowisko lidera Ligi Pansłowiańskiej.
Zachwycona postawą swego feldmarszałka i pogulanijem jego podkomendnych, niemiecka caryca prawosławnego imperium ustanowiła na cześć tego wydarzenia Крест за Прагу – Krzyż za Zdobycie Pragi z napisem „Za wysiłek i odwagę” (За труды и храбрость).

Jakimś cudem przemknęło to przez sita cenzury (nie lubili carów, ale w końcu to nie carowie wyrzynali praskie kobiety i dzieci tylko umundurowany lud) i przez cały okres PRL-u można było czytać u Mickiewicza, że najpierw Jasiński i Korsak

stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali

później, że Maciej Dobrzyński

sam jeden skoczył z wałów Pragi,
Bronić pana Pocieja, który, odbieżany
Na placu boju, dostał dwadzieście trzy rany

wreszcie zaś, że

wojna, atak, szturm, słychać wystrzały,
Jęk dzieci, płacze matek. – Tak mistrz doskonały
Wydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały,
Przypominając sobie ze łzami boleści
Rzeź Pragi, którą znały z pieśni i z powieści.

Jeśli ktoś zna rosyjski, niech koniecznie przeczyta relację Suworowa z bitwy praskiej przesłaną Piotrowi Aleksandrowiczowi Rumiancewowi, <http://wars175x.narod.ru/dc94_133.html>, w której opisane jest „znakomite zwycięstwo warszawskie” i nauczka, którą odebrała вероломная сия столица – „wiarołomna ta stolica”.

 

7 listopada (wg kalendarza gregoriańskiego; w juliańskim był to 25 października) 1917 rozpoczęła się w Rosji rewolucja bolszewicka, zwana później Październikową, Socjalistyczną lub Wielką (albo z wszystkimi epitetami naraz).
Wielką była, jeśli uwzględnić jej efekty, ale trwała zaledwie dwa dni, a wszelkie późniejsze opowieści o szturmach, walkach i bohaterstwie bolszewików („dokumentowane” fragmentami fabularnych filmów nakręconych kilka lat później) można między bajki włożyć.
Efekty? Co tu dużo mówić.
Norman Davies w Europie (str. 1328-9, wyd. ang. 1996) szacuje liczbę ofiar reżimu sowieckiego tylko w latach 1917-1953 na 54 miliony. Nie obejmuje to ofiar zabitych podczas II wojny światowej, które Davies ocenia na 8-9 mln. żołnierzy Armii Czerwonej (tamże), a Wiki na 8,7-13,8 mln.
Już tylko z zestawienia tych liczb z łączną liczbą poległych podczas II w. ś. w armiach amerykańskiej i brytyjskiej (Davies: 0,5 mln, Wiki: 0,8 mln), widać jasno, że rozkaz nr 227 z 28 lipca 1942 („Ani kroku wstecz!”, Ни шагу назад!) wydany przez Stalina był kolejnym aktem ludobójstwa, tym razem wobec własnych żołnierzy.

 

10 listopada urodziny obchodzi amerykański Korpus Piechoty Morskiej – U.S. Marine Corps – założony w roku 1775.

 

Urodziny obchodzą też państwa:

Polska (11 listopada 1918),
Angola (11 listopada 1975),
Łotwa (18 listopada 1918),
Liban (22 listopada 1943),
Surinam (25 listopada 1975),
Albania (28 listopada 1912).

11 listopada, w rocznicę zakończenia I wojny światowej, w USA obchodzony jest Dzień Weterana (Veterans Day) – święto honorujące wszystkich służących w Siłach Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Jeśli 11 listopada wypada w weekend, dzień świąteczny przenoszony jest na piątek lub poniedziałek.

 

19 listopada (1493) wylądował w Portoryko Krzysztof Kolumb podczas swej drugiej transatlantyckiej podróży. Co dobrego przyniosło to plemionom zamieszkującym wyspę – odgadnijcie sami, jak pisał poeta, choć podobno zaczęło się od uratowania dwóch indiańskich kastratów.

 

W czwarty czwartek listopada Stany Zjednoczone świętują Dzień Dziękczynienia (w 2017 to 23.XI).
Historia sięga Pielgrzymów, czyli 102 osób płci obojga ze wspólnoty religijnej, która przybyła do Nowego Świata na statku Mayflower w 1620. Udało im się przeżyć rok prawdziwym cudem, bo jak inaczej nazwać to, że – gdy przybysze byli na skraju śmierci głodowej – z lasu wyszło dwóch Indian, którzy wszczęli konwersację po angielsku, wcześniej przedstawiwszy się jako Squanto i Samoset.
Gdy rok później, dzięki pomocy Indian, Pielgrzymom udało się zebrać pierwsze plony z pól – trudno się dziwić, że pierwsza wieczerza dziękczynna z indykami w roli głównej (konsumpcji oddawało się 53 białych i 90 Indian) trwała 3 dni.
Dwaj prostoduszni panowie S. nie zdawali sobie sprawy, że ich działalność charytatywna obróci się przeciwko nim, a owa uczta jest poniekąd stypą dla ich plemion – Wampanoagów i Wabanaków – i reszty Indian na kontynencie.
Formalnie Thanksgiving Day stał się świętem federalnym w 1863 za Lincolna, choć podobno pierwsze orędzie w tej sprawie podpisał Waszyngton.
Kanadyjczycy świętują Dziękczynienie (w Quebecu: Jour de l’Action de grâce) w drugi poniedziałek października.

Thanksgiving dinner jest dla Amerykanów tym, czym dla Polaków wieczerza wigilijna: robią wszystko, pokonują tysiące mil, by właśnie tego dnia zasiąść do rodzinnego stołu.
Zapytał mnie kiedyś amerykański znajomy, czy ja też obchodzę Thanksgiving. Odpowiedziałem, że to przede wszystkim jest święto moje i mnie podobnych pielgrzymów-imigrantów, którym udało się – lepiej lub gorzej – przetrwać kolejny rok, również dzięki pomocy takich jak on – dla nas będących współ­czes­ny­mi odpowiednikami Squanto i Samoseta. Pytający zdziwił się bardzo i zastygł był w zadumie na czas jakiś, po czym powiedział, że nigdy nie patrzył na to w ten sposób i że wiele w tym, co powie­dzia­łem, jest słuszności. Ile w tym, co powiedział, było poprawności politycznej – nie wiem.

Po dziękczynnym czwartku w USA następuje „czarny piątek” – Amerykanów ogarnia szał konsumpcji: sklepy organizują wyprzedaże, a kolejki (dobrze mówię: kolejki pod sklepami!) stoją czasem całą noc, co skądinąd jest okazją do zadzierzgania więzi towarzyskich. Nie są one jednak chyba zbyt trwałe, gdyż otwarcie sklepów nieodmiennie łączy się z szarżą tłumu i prawie co roku są ofiary śmiertelne (ale jest ich niewiele).

Zapamiętajcie rok
trzydziesty,
dzień dwudziesty dziewiąty
listopada:
dzień wzeszedł dla was, ta noc!

29/30 listopada 1830 rozpoczyna się polskie powstanie narodowe przeciw Rosji, zwane listopadowym.
Trwa do 21 października 1831.

Ujrzycie bohatery i karły,
i wojenniki, i gachy,
i dumne, pychą pojęte,
i podłe, jako gad liche,
i wyniosłe, i groźne, i ciche,
i zbrodnicze, i jako cud: święte.

Wyspiański powiedział. Nic dodać, nic ująć.
A jeśli ktoś chce zagłębiać się w szczegóły, niech zacznie od literatury i przeczyta Mariana Brandysa.

 

 

Znaki Zodiaku w listopadzie:
Skorpion (♏) – do 21 listopada
Strzelec (♐) – od 22 listopada.

Co czarny pijar mówi o Skorpionie, już było (w „Paździeniku) i nie było to przyjemne, oj nie! Ale Strzelce wszystkich dżenderów też niech się nie cieszą:

Osobnik spod tego znaku wykazuje dużo energii i pomysłowości – urodzony działacz społeczny. Oczywiście do czego się nie weźmie – to spieprzy. W dzieciństwie zabiera młodszym dzieciom cukierki. Ma skłonności do samogwałtu i podgląda w toalecie. Na starość pisuje wspomnienia, od początku do końca zmyślone.

Tu akurat CzPR przesadza, bo wszystkie wspomnienia, nie tylko Strzelców, są na ogół w większości zmyślone.
Ale prawdą jest, że swoim horoskopem cieszyć się mogą tylko Bliźnięta – najfajniejsza i najweselsza konstelacja w bloku.

 

Kwiat listopada (wielkiego wyboru nie ma) to:
chryzantema (Chrysanthemum indicum L.).
W Polsce (i sporej części Europy) kojarzy się ona tak jednoznacznie, że lepiej nie wspominać. Jedyna weselsza konotacja pochodzi z piosenki, ale też nie z oryginału a ludowej trawestacji: Chryzantemy złociste, przy nich pół litra czystej

Ciekawe, że w USA (poza Nowym Orleanem) chryzantema jest symbolem pogody ducha i optymizmu. Ale Nowy Orlean – wiadomo: parafie zamiast hrabstw, kilometry zamiast mil, dix zamiast ten i cmentarz Metairie. A na nim chryzantemy. Wszystko jasne.

 

Kamienie listopada:

topaz – symbol przyjaźni, ale również godności i bogactwa. Weźmy np. Biblię:

●   w Księdze Wyjścia (28:17) topaz był w pierwszym rzędzie drogich kamieni (razem z rubinem i szmaragdem) pektorału, który Mojżesz miał wykonac dla brata swego Aarona;
co to jest pektorał wszyscy wiedzą, ale dla porządku (za Słownikiem Doroszewskiego) przy­pom­nę, że był to napierśnik ozdobiony drogimi kamieniami noszony przez faraonów i ży­dow­skich arcykapłanów (od łacińskiego pectus = pierś);

●   w „Hymnie o mądrości” z Księgi Hioba (Hi 28:19), topaz jest wśród najdroższych klejnotów, za które mądrości kupić się nie da; nb. dokładny cytat brzmi „i topaz z Kusz nie dorówna”, co znaczy, że w najwyższej cenie były topazy z owej właśnie krainy (dziś jest to północny Sudan);

●   topaz jest jednym z atrybutów bogactwa i szczęśliwości króla Tyru, o czym posłyszał Ezechiel w swym widzeniu (Ez 28:13);

●   jest też topaz dziewiątą warstwą fundamentu miasta Jeruzalem czasów mesjańskich, przedstawianego przez Jana w Apokalipsie (Ap 21:20);

i cytryn – rzadka, makrokrystaliczna odmiana kwarcu.
Na temat cytrynu jeden z jubilerów pisze:

Wzmaga pewność siebie, silną wolę i kreatywność. Pomaga rozwiązywać problemy, zwiększa optymizm, entuzjazm i uczy, jak cieszyć się życiem. Rozprasza negatywną energią. Sprzyja osiągnięciu materialnego dobrobytu i powodzeniu w karierze zawodowej. Sprzyja leczeniu chorób serca, wątroby i nerek. Pomaga pozbyć się cellulitu. Przynosi ulgę przy wrzodach żołądka.

Czego to ludzie nie wymyślą, tylko żeby sprzedać… Ja bym jeszcze dodał „krawaty wiąże i przerywa ciąże”, bo jak już – to już. Swoją drogą, ciekawe na co (poza portfelem) działa kupiony w tym sklepie Swarovski?

W etymologie bawić się tym razem nie będziemy, bo zawędrujemy aż do sanskrytu, a to daleko, tak
w cza­sie jak i w przestrzeni.
Natomiast tu i teraz oba minerały występują w Polsce, w Sudetach oczywiście (Tatry są diamentem same w sobie) – w Górach Izerskich, Karkonoszach, Górach Sowich i Przedgórzu Sudeckim: Wzgórzach Strze­gom­skich i Strzelińskich

 

Imieniny w listopadzie obchodzą (między innymi, przecież nie mogę wymienić sześćdziesięciu imion!):

• Hubert (3 XI),
• Karolina (4 XI),
• Marcin (11 XI),
• Stanisław Choiński (13 XI),
• Elżbieta B. (19 XI),
• Katarzyna (25 XI),
• Andrzej (30 XI) – ale o andrzejkach nie będzie.

Najlepsze życzenia!

 

Urodziny
• Konrad, który urodził się w miesiącu listopadzie 1823 roku w Wilnie przy ulicy Ostrobramskiej, w klasztorze ks. ks. Bazylianów, przerobionym na więzienie stanu, w miejsce zmarłego właśnie Gustawa.
Więcej o urodzinach nie będzie. Za dużo się okazało chętnych i pominiętych, z czego tylko kłopot, ambaras i niesnaski.
Jubilatkom (czyżby damy obchodziły urodziny?) i jubilatom – wszystkiego najlepszego!

O ślubach też nie będzie – i tak każdy to robi na własne ryzyko.
W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
jedenasty miesiąc roku to:

białoruskiлістапад [listapad]
bośniackinovembar
bułgarskiноември [nojembri]
chorwackistudeni (chorwacki listopad to nasz październik)
czeskilistopad
kaszubskilëstopadnik (też: smùtan, lëstopad)
litewskilapkritis
łatgalskisolnys
łużycki (dolny)młośny (też: nowember)
łużycki (górny)nowember (też: nazymnik)
łotewskinovembris
macedońskiноември [nojembri] albo студен [studien]
rosyjskiноябрь [nojabr’]
serbskiновембар [novembar]
słowackinovember
słoweńskinovember (też: listopad)
ukraińskiлистопад [listopad]
żmudzkilapkrėtis

 

Przysłowia związane
z listopadem:

Czasem w listopad nie palisz
i rąbala precz oddalisz,
ale w grudniu –
musisz durniu.

Gdy w listopadzie
od południowego kraju grzmi,
znaczy niepłodność wszystkiego.

Jak na świętego Hieronima
jest deszcz, albo go nie ma,
to pod koniec listopada
pada, albo nie pada.

Jaka pogoda listopadowa,
taka i marcowa.

Jeszcze nie listopad,
a liść z drzewa opadł.

Listopada wiela wody,
na łąki wielkie wygody.

W listopadzie goło w sadzie.

W listopadzie grzmi,
rolnik dobrze śni.

W listopadzie
kapusty pełne kadzie.

W listopadzie
liście opadają,
a ludzie znicze
na grobach stawiają.

 

Przysłowia na
Wszystkich Świętych (1 XI)

We Wszystkich Świętych,
gdy się deszcz rozpada,
może słota potrzymać
do końca listopada.

Wszyscy Święci niezgodą,
wiatry ze śniegiem przywiodą.

Czasy niekiedy bywają,
że Wszyscy Święci w bieli przybywają.

Jeśli śnieg na Wszystkich Świętych zawiedzie,
to święty Marcin [11 listopada]
na białym koniu przyjedzie.

Na Wszystkich Świętych ziemia skrzepła,
to będzie zima ciepła,
a jak deszcz,
to trzeba będzie za piec wleźć.

Na Wszystkich Świętych mróz,
na Boże Narodzenie zima i susz.

 

Przysłowia na
św. Huberta (3 XI)

Kiedy swego czasu
goły las nastaje,
święty Hubert z lasu
cały obiad daje.

Jaki listopad trzeci,
taki marzec się kleci.

 

Przysłowia na
św. Marcina (11 XI)

Chmurny Marcin chętnie przyprowadza
łagodną zimę, mrozy straszne zgładza.

Gdy liście przed Marcinem nie opadają,
to mroźną zimę przepowiadają.

Gdy Marcin w śniegu przybieżał,
całą zimę będzie w nim leżał.

Gdy Marcinowa gęś po lodzie,
będzie Boże Narodzenie po wodzie.

Gdy mróz na świętego Marcina,
będzie tęga zima.

Jaki dzień na świętego Marcina,
taka będzie cała zima.

Jeśli na Marcina sucho,
to Gody (25 grudnia) z pluchą.

Jeśli na Marcina
wiatr z południa wieje,
lekkiej zimy daje nadzieje.

 

Przysłowia na
św. Stanisława (13 XI)

Na Stanisława Kostkę
ujrzysz śniegu drobnostkę,
a na Ofiarowanie [21 listopada]
przydadzą się sanie.

 

Przysłowia na
św. Marka (16 XI)

Deszcz w Marka,
ziemia w lecie jak skwarka.

 

Przysłowia na
św. Elżbiety (19 XI)

Zjawia to Elżbieta święta,
czy ta zima będzie cięta.

 

Przysłowia na
św. Katarzyny (25 XI)

Katarzyny dzień jaki,
cały grudzień taki.

Kiedy w świętą Katarzynę
lód nie stanie,
to gotuj sanie.

W Katarzynę z nieba nic nie spadnie,
będzie w przyszłym lutym
chyba jeszcze ładniej.

 

Przysłowia na
św. Zdzisława (28 XI)

Kiedy Zdzisiek rano szroni,
zima jest w zasięgu dłoni.

 

Przysłowia na
św. Andrzeja (30 XI)

Gdy święty Andrzej
ze śniegiem przybieży,
sto dni śnieg w polu leży.

Na św. Jędrzeja
trza kożucha dobrodzieja.

W wilją św. Andrzeja
jest dla dziewcząt nadzieja.

Zdybali się dwa Jędruchy:
jeden ślepy, drugi głuchy.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

A jednak podam. Pamiętniki, o których piszę na początku tekstu, to:

Jałowiecki, Mieczysław. Na skraju Imperium i inne wspomnienia.
Warszawa : Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, [2000, 2003, 2005, 2012, 2013,  2014,  2015,  2017].
Liczba wznowień mówi sama za siebie. Niesamowita lektura!
Prawda: tylko dla dorosłych, ale nieposłuszna (a ciekawa) młodzież też może w nich znaleźć zadowolenie.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha