KTO JEST KIM:

KRZYSZTOF BARANOWSKI

10.

Ramka_10_wiek_XXI_ill

2000[1]

grudzień

Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Admi­ni­stracji w Warszawie kupuje od Kredyt Banku Fryderyka Chopina za 2 460 425,00 PLN.
Decyzję kupna podjął dr Dariusz Czajka, pomysłodawca i jeden z założycieli EWSPiA, który w la­tach 70-tych płynął w młodzieżowej załodze Zewu Morza dowodzonego przez Krzysztofa Bara­now­skiego i tam po raz pierwszy zapoznał się z ideą edukacji na morzu.

Krzysztof Baranowski koordynuje i nadzoruje całość działań wychowania morskiego EWSPiA.

W ramach Akademii pod Żaglami na Fryderyku Chopinie zaczęły się odbywać seminaria, wykła­dy oraz kursy językowe dla studentów EWSPiA.

Uczelnia proponuje też naukę na poziomie szkoły średniej dla chętnych spoza uczelni, w Szkole Pod Żaglami.

 

2001-2007
STS Fryderyk Chopin pływa z młodzieżą z kolejnych edycji Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.

Rejsami dowodzą przeważnie kapita­no­wie Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański i Adam Kantorysiński.

 

2001

Za całokształt działalności żeglarskiej (50 lat) Bractwo Wybrzeża – Mesa Kaprów Polskich przyznaje Krzysztofowi Baranowskiemu nagrodę „Chwała Mórz” – Kaperski Topór Bojowy. Wręczenie Topora odbyło się na pokładzie żaglowca STS Fryderyk Chopin.[2]

Bałtyckie Bractwo Żeglarzy odznacza Krzysztofa Baranowskiego nagrodą Conrad 2000 przyznawaną największym indywidualnościom żeglarskim. W uzasadnieniu podano:

Za cały dorobek żeglarski obejmujący wiele ambitnych rejsów oceanicznych (w tym samotny rejs dookoła świata, zakończony w roku 2000), liczne książki (łączny nakład wraz z tłumaczeniami – milion egzemplarzy), realizację 50 filmów o tematyce morskiej oraz znaną działalność organizatorską (imprezy, żaglowce, szkoły, konferencje)[3]

 

2001 – 2007

Lady B. latem pływa w rejsach stażowych po Bałtyku i Morzu Północnym, jesień i zimę spędza na ogół na Wyspach Kanaryjskich.
Stałym kapitanem jest Mieczysław Leśniak, później Jan Stankiewicz.

 

2003 – 2004

Lady B. uczestniczy w akcji Jolanty Kwaśniewskiej „Płyniemy do Europy”, polegającej na gratisowych rejsach morskich młodzieży z całego kraju wybranej na podstawie znajomości problematyki europejskiej.
Punktem kulminacyjnym (maj 2004) jest odebranie przez młodzież w Brukseli symbolicznych kluczy do Europy.

 

2003

Krzysztof Baranowski formalnie przechodzi na emeryturę,
kończy również pracę etatową w EWSPiA, a tym samym na Fryderyku Chopinie.

Posłano po mnie dopiero wtedy, gdy statek utknął w Szczecinie. Kapitan postawił wyższe warunki finansowe, a kadra oficerska go poparła, ale pod moim dowództwem kadra zgodziła się płynąć – wykonałem zadanie, doprowadziłem statek na zakontraktowane rejsy w Niemczech.[4]

 

2005-2009

Krzysztof Baranowski jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Jachting”.

Ustanawia tam nagrodę „Jachtsmen Roku”.

 

2006   

Kpt. Krzysztof Baranowski występuje gościnnie w serialu TV Ranczo (2006) w roli Starosty… ale tylko na stronie internetowej Filmweb[5].

 Ranczo_Filmweb_b

 

W rzeczywistości w 78. odcinku Rancza (sezon 6, odc. 13 – „Poród amatorski”; emisja 2012-05-27) starostę Wilkowyi zagrał Krzysztof Baranowski – starosta powiatu lipnowskiego (z siedzibą w mieście Lipno, woj. kujawsko-pomorskie).

 

2008

8 marca – Gdynia, galeria Centrum Gemini przy Skwerze Kościuszki:

kpt. Krystyna Chojnowska-Liskiewicz wręcza Krzysztofowi Baranowskiemu Specjalną Nagrodę Super Kolosa[6] przyznaną przez kapitułę X Ogólnopolskiego Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów.

Tę nagrodę, Super Kolosa, dostaje się raz w życiu. Cieszę się, że tego doczekałem. Jest to dla mnie niezwykły zaszczyt przede wszystkim z tego powodu, że statuetkę przyznają nie tylko żeglarze, ale i podróżnicy, himalaiści czy speleolodzy. Super Kolosa będę, zatem cenił wyjątkowo, bowiem honor z nim związany jest wyrazem uznania całego środowiska podróżniczego, a nie tylko moich kolegów z branży.[7]

Szczególne podziękowania laureat skierował do kpt. Wojciecha Jacobsona – legendy polskiego żeglarstwa, który zawsze służył i służy pomocą oraz dzieli się swym doświadczeniem z innymi żeglarzami – przypominając, że bez wsparcia Jacobsona, rejs Polonezem w 1972 roku mógł w ogóle nie dojść do skutku.


Od 2008

Krzysztof Baranowski jest członkiem rady programowej Polskiej Fundacji Morskiej.

Jest to niezależna, niedochodowa organizacja pozarządowa, zarejestrowana przez Sąd Rejonowy w Szczecinie. Jej celem jest „popularyzowanie walorów żeglarstwa, jego kultury materialnej, jak i duchowej, poszerzanie wiedzy historycznej o związkach Polski z morzem, ich znaczeniu w Europie i na świecie oraz upowszechnianie polskich osiągnięć w tej dziedzinie.”[8]

 

2008

15-22 listopada

Krzysztof Baranowski prowadzi Pogorię po Morzu Liguryjskim w tygodniowym rejsie, zorganizowanym przez absolwentów International Class Afloat 1988-1989, z okazji dwudziestej rocznicy rejsu. Z dawnych uczniów stawiło się sześciu Amerykanów, Estończyk, sześciu Rosjan oraz szesnastu Polaków.

Eskapada szesnastolatków przed dwoma dekadami, dziś dorosłych facetów: lekarzy, prawników, naukowców, menadżerów, burmistrzów, wreszcie mężów i ojców, zakończyła się wspólną obietnicą powtórzenia jej za pięć lat.[9]

 

2009

16 marca

Reaktywacja Fundacji noszącej teraz nazwę „Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego”[10].

Fundacja, współpracując z Caritasem, inicjuje akcję „Dookoła świata za pomocną dłoń”. Proponuje uczennicom i uczniom, którzy za zgodą rodziców zgłoszą swój udział w projekcie, niesienie pomocy w trakcie roku szkolnego osobom niepełnosprawnym, chorym i potrzebującym, a następnie kwalifikacje sprawnościowe. Najlepsza trzydziestka kwalifikuje się na rejs oceaniczny. Pozostałym Fundacja organizuje „rejsy pocieszenia” na Mazurach lub po Bałtyku.

Tradycyjnie, udział młodzieży w rejsach jest bezpłatny, a koszty pokrywać mają środki otrzymane od sponsorów oraz pozyskane przez Fundację w ramach prowadzonej działalności.[11]

Fundacja ustanawia nagrodę „Żeglarz Roku” przyznawaną od 2010 roku żeglarzom za wyczyny morskie i w innych dziedzinach żeglarstwa (np. deska, ślizg lodowy), w których nominaci przyczynili się do popularyzacji tej dziedziny sportu.[12]

 
2010-2016 – rejsy Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego na Fryderyku ChopiniePogorii

 

2010

2 października

STS Fryderyk Chopin pod dowództwem kpt. Krzysztofa Baranowskiego wypływa z Gdy­ni w rejs Szkoły Pod Żaglami pod hasłem „Dookoła świata za pomocną dłoń”.

Armator brygu, EWSPiA, użycza żag­lo­wiec bezpłatnie.

Na pokład zamustrowało 36 uczennic i uczniów II klasy gimnazjum, wyłonionych w drodze ca­ło­rocz­ne­go kon­kursu. Trasa ma zakończyć się w Fort de France na Martynice w połowie stycz­nia 2011.

Kapitanowie (zmiana w Stavanger): Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański (chemia).
Załoga etatowa: Marek Derendarz (kucharz), Krzysztof Olczyk (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Katarzyna Jankowska (biologia, lekarz), Adam Kantorysiński (bosman), Mieczysław Leśniak (III oficer), Małgorzata Michałkiewicz (j. angielski, j. francuski), Jolanta Modelska (j. polski, historia), Maciej Ostrowski (II oficer, meteorolog, fizyka, geografia), Mateusz Potempski (I oficer, WOS), Marcin Tyfa (pomocnik bosmana, fizyka, j. niemiecki).
Ekipa TV: Weronika Wojnach (operator TVN; do Stavanger).
Uczennice i uczniowie: Szymon Angowski, Joanna Borowska, Konrad Bosek, Anita Chwastek, Maciej Dowgiałło, Natalia Gałda, Jakub Jeleński, Jadwiga Juwa, Kacper Kaferski, Katarzyna Kozubal, Alicja Kromka, Magdalena Kurowska, Bartosz Kutwin, Patryk Leszek, Tomasz Ławski, Kinga Łoboda, Jakub Łochowski, Filip Niemcunowicz, Karolina Okwiecińska, Marta Orlińska, Oskar Orlitz, Katarzyna Patryniak, Beniamin Rostankowski, Julia Różycka, Igor Rudnicki, Jan Rybołowik, Anna Sachaj, Dominika Szmit, Hanna Tokaj, Anna Wilk, Marek Włodarczyk, Iwo Wojcieszak, Katarzyna Zajączkowska, Miłosz Zieliński, Paulina Żurawińska.


14 października

W Stavanger (Norwegia) dowództwo brygu przejmuje kpt. Ziemowit Barański.
Krzysztof Baranowski, zgodnie z planem, wraca do Polski, do pracy w biurze armatorskim rejsu.


29 października

100 Mm SW od wysp Scilly Fryderyk Chopin traci w sztormie bukszpryt i oba masz­ty.
Nikt z 47-osobowej załogi nie doznał obra­żeń, nie ma też potrzeby ewaku­acji. Kapitan jednak przyjmuje hol, bowiem w przy­pad­ku uży­cia sil­ni­ka żag­low­ca, reszt­ki oli­no­wa­nia, niemoż­liwe do usu­nię­cia w cza­sie sztormu, mo­gą zablo­kować śru­bę i ster.

2010-SzPZ_MAPA2

Żaglowiec odholowano do stoczni remontowej w Falmouth, skąd młodzież wróciła do Polski.
Postój Fryderyka Chopina w stoczni trwa do 24 czerwca 2011.
W międzyczasie zmienia się właściciel i armator: EWSPiA sprzedaje żaglowiec spółce 3Oceans, zajmującej się czarterami i organizacją rejsów komercyjnych.

 

2011

7 marca

Prezydent RP Bronisław Komorowski obejmuje honorowym patronatem akcję „Dookoła świata za pomocną dłoń”.[13]

18 czerwca

W Nowym Warpnie nad Zalewem Szczecińskim otwarta zostaje Aleja Żeglarzy. Jako pierwsze umieszczone zostają tablice kapitanów: Krzysztofa Baranowskiego i Andrzeja Mendygrała.

17 września, Szczecin

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego na Fryderyku Chopinie wypływają uczennice i uczniowie Szkoły Pod Żaglami, których rejs rok wcześniej przerwała utrata masztów.

Kapitanowie (zmiana w Santa Cruz de Tenerife): Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański (chemia).
Załoga etatowa: Wiesław Patro (mechanik), Krystyna Szypczyńska (kucharz).
Kadra oficersko-nauczycielska: Zbigniew Bosek (do Santa Cruz de Tenerife; biologia), Bogusława Ćwikła (j. polski, j. angielski, muzyka), Mieczysław Leśniak (III oficer), Agnieszka Leśny (historia i j. polski), Maciej Ostrowski (II oficer, geografia), Karol Petryka (bosman), Mateusz Potempski (I oficer, WOS, historia architektury), Olga Sabok (matematyka, j. francuski), Tomasz Trojnar (biologia, lekarz), Marcin Tyfa (bosman, fizyka, j. niemiecki), Wiktor Waszkowiak (chemia).
Ekipa TV: Konrad Kwas (operator filmowy; plastyka).
Uczennice i uczniowie: Szymon Angowski, Anita Chwastek, Maciej Dowgiałło, Jakub Jeleński, Jadwiga Juwa, Kacper Kaferski, Katarzyna Kozubal, Alicja Kromka, Magdalena Kurowska, Patryk Leszek, Tomasz Ławski, Kinga Łoboda, Jakub Łochowski, Filip Niemcunowicz, Karolina Okwiecińska, Marta Orlińska, Oskar Orlitz, Katarzyna Patryniak, Przemysław Piernicki, Beniamin Rostankowski, Julia Różycka, Jan Rybołowik, Anna Sachaj, Dominika Szmit, Hanna Tokaj, Iwo Wojcieszak, Marek Włodarczyk, Julia Stalmach, Anna Wilk, Miłosz Zieliński.

Trasa: Szczecin – Kanał Kiloński (RFN) – Falmouth (Wlk. Bryt.) – Vigo (Hiszpania) – Madera i Porto Santo (Portugalia) – Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania) – Wyspy Zielonego Przylądka – Martynika (dep. zamorski Francji).

Armator, firma 3Oceans, wysyłając Fryderyka Chopina na Karaiby na czarter, udostępnia bryg Szkole Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, na trasie Szczecin – Martynika,  „po kosztach własnych”.
Koszty paliwa, wyżywienia i opłat portowych ponosi Fundacja Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.

15 grudnia

Koniec rejsu na Martynice.

SzPZ-2011_MAPA

 

2012

25 września, Świnoujście

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego kolejna edycja jego Szkoły Pod Żaglami (34 uczennice i uczniowie) wypływa na Pogorii.

Kapitanowie (zmiana w Maladze): Krzysztof Baranowski, Krzysztof Grubecki.
Załoga etatowa: Marcin Mieczkowski (bosman), Stanisław Reszel (mechanik), Krystyna Szypczyńska (kucharz).
Kadra oficersko-nauczycielska: Marek Bieliński (j. angielski, WOS), Zbigniew Bosek (intendent, fotograf, biologia; IV oficer od Lizbony), Anna Kulczak  (II oficer, j. polski), Elżbieta Nizińska (do Barcelony; III oficer, historia), Maciej Ostrowski (do Lizbony; IV oficer, meteorolog, geografia), Marcin Piotrowski (do Amsterdamu), Waldemar Rzeźnicki (I oficer, fizyka), Anita Wietrzyńska (matematyka, geografia), Jerzy Wojciechowski (do Barcelony), Marcin Wojtkowski  (lekarz, chemia; III oficer od Barcelony).
Ekipa TV: Maciej Dudziński (operator TVN24).
Uczennice i uczniowie: Michał Bojarczuk, Andrzej Brzeski, Maja Duszkiewicz, Martyna Eiben, Paula Eiben, Bruno Ganicz, Robert Gattner, Agata Golonka, Paweł Jachim, Jakub Kokot, Elisej Kosarev, Aleksandra Kozowska, Anna Kozubal, Maciej Krygier, Magdalena Kupilas, Adam Machońko, Łukasz Mielczarek, Stanisław Murgrabia, Kalina Paszyna, Elżbieta Przeździak, Tatiana Shikhovtcova, Wojciech Sobierajski, Jędrzej Staniewicz, Kamila Stapf, Martin Szajnar, Julia Szewczyk, Michał Szukała, Agata Tomaszek, Daria Wasilewska, Alicja Wawrzyniak, Michał Wnuk, Krzysztof Wyrzykiewicz, Mateusz Zabielski, Konrad Ziemianin.

Trasa: Świnoujście – Amsterdam (Holandia) – Boulogne-sur-Mer (Francja) – Setúbal (Portugalia) – Malaga, Cartagena, Vilanova i la Geltrú, Portinatx (Hiszpania) – Monako – Genua (Włochy).

SzPZ-2012_MAPA

 

19 października, Malaga

Krzysztof Baranowski przekazuje dowództwo nad Pogorią i swoją Szkołą Pod Żaglami kpt. Krzysztofowi Grubeckiemu, absolwentowi pierwszej Szko­ły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego (rok szkolny 1983/1984).


3 listopada, Genua

Koniec rejsu.

 

 

2013

2 maja

W dniu Święta Flagi RP, na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego w Warszawie zaprezentowana zostaje wystawa „Biało-czerwona na morzach i oceanach”[14], złożona z 42 plansz przedsta­wia­ją­cych największe osiąg­nięcia żeglar­stwa polskiego.

Wystawę otworzył prezydent Bronisław Komorowski, który uhonorował przedsta­wio­nych na planszach żeglarzy banderami prezydenckimi.

Z dużą satysfakcją informujemy, że – wśród odznaczonych prezydencką banderą – bank nagród rozbił Krzysztof Baranowski. Prezydent RP wręczył bandery: kpt. Baranowskiemu za całokształt dokonań żeglarskich, żaglowcom „Pogoria” i „Fryderyk Chopin”, które dzięki Krzysztofowi Baranowskiemu powstały i „Szkole Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego”.[15]


1 września, Gdańsk-Westerplatte

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego na Pogorii wypływa pierwsza polsko-rosyjska Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego: do 32-osobowej załogi młodzieżowej wybrano po 8 dziewcząt i chłopców z Polski i Rosji.

Kapitanowie (zmiany w Cherbourgu i La Spezia): Krzysztof Baranowski (geografia), Adam Busz (geografia), Krzysztof Grubecki (geografia).
Załoga etatowa: Sylwester Małachowski (kucharz), Marcin Mieczkowski (bosman), Stanisław Reszel (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Ekaterina Andreyasheva (j. angielski, j. rosyjski), Ewa Bajerska (j. angielski, matematyka), Oleg Bespalov (dziennikarz i filmowiec – Komsomolskaja Pravda), Zbigniew Bosek (IV oficer, fotograf, intendent), Marek Duszkiewicz (I oficer, lekarz, biologia, chemia), Magdalena Lapshin (j. polski, j. niemiecki), Mieczysław Leśniak (III oficer), Kryspin Pluta (filmowiec TVN24, WOS, filmoznawstwo), Kazimierz Robak (j. polski, historia, dyrektor Szkoły), Remigiusz Trzaska (do Port de Sóller; II oficer), Anita Wietrzyńska (fizyka, matematyka, II oficer od Port de Sóller).
Uczennice i uczniowie: Bartosz Andrałojć, Maksim Boiarov, Jakub Borysewicz, Alexandra Bulavkina, Filip Chojnacki, Aleksandra Dudij, Veronika Gasparian, Egor Ivanov, Zuzanna Jeglorz, Anastasiia Kashparowa, Oliwia Kiełbowska, Alexey Korolyuk, Jakub Krakowski, Maria Kulak, Viktoriia Kurbanova, Aleksandra Lashchuk, Olga Lazareva, Daniil Litvinov, Michał Łakomski, Małgorzata Narecka, Nikodem Niziołek, Kamilla Nowak, Valeriya Ogoleva, Sergey Ostapets, Katarzyna Pisarek, Denis Popov, Anastasiia Poteeva, Andrzej Rydzewski, Maria Sachaj, Araik Simonyan, Evgenii Sosnin, Natalia Strzępka, Alexander Suchanek.

Trasa: Gdańsk – Kanał Kiloński – Cherbourg – Vigo – Setúbal – San Miguel – Portinatx – Port de Sóller – Tulon – La Spezia – Viareggio – Zatoka Neapolitańska – Isola di Ustica – Vibo Valentia Marina – Porto di Levante – Olbia – Bonifacio – Civitavecchia.

SzPZ-2013_MAPA

9 września, Cherbourg

Krzysztof Baranowski przekazuje dowództwo kpt. Adamowi Buszowi.


5 października, La Spezia

Dowództwo nad PogoriąSzkołą Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego przejmuje kpt. Krzysztof Grubecki.


26 października, Civitavecchia

koniec rejsu polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Krzysztof Baranowski wita jej załogę w porcie docelowym i na pokładzie Pogorii wręcza opinie rejsowe.


26 października – 2 listopada

Krzysztof Baranowski prowadzi Pogorię po Morzu Liguryjskim w rejsie zorganizowanym – zgodnie z zapowiedzią – przez absolwentów International Class Afloat 1988-1989, tym razem z okazji jej dwudziestopięciolecia.

 _00_SzPZ-ICA_rejs_25_lat_2013_sm

 

2014

Krzysztof Baranowski zabiega bezustannie o budowę nowego żaglowca dla swojej Szkoły Pod Żaglami.

Koncepcja jest gotowa – wypracowaliśmy ją ze znanym konstruktorem nowozelandzkim Tomkiem Głowackim. Projekt został nazwany „Polonia”, ale to nazwa robocza, zapewne potencjalni inwestorzy zechcą go nazwać inaczej. Problemem jest to, że inwestorów nie widać na horyzoncie, a sam temat mało kogo w Polsce interesuje. […]

Moim życzeniem był wyższy standard wnętrza polegający na kabinach dwuosobowych (za­mie­nianych na czas Szkoły na czteroosobowe), dużo przestrzeni „socjalnej” i naresz­cie duża klasa w formie audytorium na rufie wykorzystująca nawis kadłuba. Tomek za­pro­po­no­wał wystrój w „starym stylu” przy najnowocześniejszych rozwiązaniach tech­nicznych. […]

„Polonia” może służyć różnym celom – promocyjnym, wizerunkowym, propagandowym, wreszcie komercyjnym – ja potrzebuję żaglowca na cztery pierwsze miesiące roku szkol­ne­go na realizację Szkoły pod Żaglami jako projektu charytatywnego (młodzież pracuje w wo­lon­ta­riacie cały rok, a potem płynie za darmo). […]

„Fryderyk Chopin” […] w roku 2011 zrobił promocyjną turę po zachodniej Europie z okazji jubileuszu kompozytora pokazując jak pięknie można propagować kulturę i sztukę przy pomocy żaglowca.[16]

 

Moje najbliższe plany wiążą się z budową kolejnego żaglowca […] To moje nowe wyzwanie i cel. Ten nowy projekt to […] bryg o długości 56 metrów przeznaczony dla szkolenia młodzieży w ramach „Szkoły pod Żaglami” oraz… w celu zdobywania funduszy […]
W wersji biznesowej „Polonia” będzie mogła być wygodnym miejscem do wypoczynku dla 18 osób w dwuosobowych kabinach z własnymi węzłami sanitarnymi.
[…]
Koszt przedsięwzięcia szacuje się na 35 mln złotych.
[…] Jeśli każdy Polak złożyłby się po złotówce, to akurat starczyłoby na całość, hm…
Ale myślimy o indywidualnych inwestorach, którzy mogliby wykupić kabiny na „Polonii”, tak jak kupuje się apartamenty w atrakcyjnych miejscach świata i stadionach.
[17]

 

marzec

Ukazuje się 20. książka Krzysztofa Baranowskiego – Bujanie w morskiej pianie.
W posłowiu do niej napisałem:

W naszym żeglarstwie Krzysztof to druga obok Zaruskiego postać. Zaruski przed wojną, a on po wojnie. Bo akurat nam nikt nie powie, że jest człowiek, który po wojnie zrobił więcej propagandy dla żagli i dla wyprowadzenia małolatów na morze niż Krzysztof.
Pisałem tak 30 lat temu, w mojej opowieści o pierwszej Szkole Pod Żaglami. Dziś nie zmieniłbym w tej kwestii ani słowa.[18]

 

24 maja

Bolesławiec (województwo dolnośląskie): Drugie Bolesławieckie Prywatne Gimnazjum przyjmuje za patrona kpt. Krzysztofa Baranowskiego. Szkołę założył Zdzisław Czyżowicz, jeden z uczestników rejsu na Darze Pomorza w 1979 i bohater filmu Na rejach.

 

12 sierpnia

Krzysztof Baranowski, jako gość honorowy i jeden z ambasadorów regat Baltic Polonez Cup 2014 o Puchar Poloneza, towarzyszył na s/y Polonez zawodnikom startującym w wyścigu.
Regaty samotnych żeglarzy na trasie Świnoujście – wyspy Christiansø – Świnoujście zainicjowali w 1973 roku kapitanowie Jerzy Siudy i Kazimierz Jaworski dla upamiętnienia rejsu kpt. Krzysztofa Baranowskiego jachtem Polonez dookoła świata. Od 2013 obok samotników startują załogi dwuosobowe.

 

17 sierpnia 2014

Krzysztof Baranowski żegna w Gdyni Pogorię, która wypływa ze Szkołą pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego w rejs dookoła Europy.
Żaglowcem i Szkołą dowodzi kpt. Krzysztof Grubecki, absolwent pierwszej SzPŻ 1983/84.

Kolejna edycja Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego znów jest polsko-rosyjska głównym sponsorem jest polska organizacja Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Kandydatki i kandydaci z Polski musieli jak zawsze  przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto
popłynie Pogorią w semestrze jesiennym, zadecydowały konkursy finałowe organizowane w czerw­cu w Giżycku i Smoleńsku.
Pozostali uczestnicy otrzymali prawo bezpłatnego udziału w wakacyjnym obozie żeglarskim na Mazurach.

Rejs kończy się 24 października 2014 w Genui.

 

2015

22 sierpnia, Amsterdam

Krzysztof Baranowski rozpoczyna trzecią polsko-rosyjską Szkołę Pod Żaglami: do 32-osobowej załogi młodzieżowej wybrano po 8 dziewcząt i chłopców (trzecia klasa gimnazjum) z Polski i Rosji.
Trasa rejsu SzPŻ-2015 na Pogorii prowadzi z Amsterdamu do Civitavecchia.

23 sierpnia, Amsterdam

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego Pogoria wypływa z Amsterdamu.

Kapitan: Krzysztof Baranowski (Dyrektor Szkoły, geografia).
Załoga etatowa: Sylwester Małachowski (kucharz), Henryk Czerniecki (bosman, do 2015-10-03), Jarosław Borówka (bosman, od 2015-10-04), Mirosław Bednarz (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Oleg Biespałow ( WOS, dziennikarz i filmowiec), Zbigniew Bosek (II oficer), Łukasz Kaźmierczak (lekarz, biologia, chemia), Mieczysław Leśniak (III oficer),  Marian Mańkowski (I oficer, matematyka, fizyka), Natalia Pasierska (j. angielski), Kryspin Pluta (filmowiec TVN24, WOS, filmoznawstwo), Kazimierz Robak (j. polski, historia Polski; historia Cywilizacji Zachodniej; dyr. wykonawczy Szkoły), Miłosz Romaniuk (IV oficer, informatyka, jęz. angielski, WOS), Lida Sogomonyan (j. rosyjski), Anita Wietrzyńska  (fizyka, matematyka).
Uczennice i uczniowie: Julia Bernatek, Arina Bovszeva, Pavel Doronin, Arseniy Durov, Julia Garbowska, Elian Godyń, Sviatoslav Grachev, Anastasia Gusakova, Michał Jastrzębski, Polina Kenshenskaya, Aziza Khestanova, Olga Kim, Danila Krygin, Maja Kozowska, Bartosz Kubicki, Maksim Kunyashev, Konstantin Lobachev (do 2015-09-16), Piotr Marszałek, Yulia Mushkis, Bartosz Muszkat, Olesiya Osipova, Stanisław Patynowski, Szymon Piątek (od 2015-09-16), Sylwia Stupnicka, Martyna Szoja, Bartłomiej Szymański, Zuzanna Śliwska, Avelina Terentyeva, Barbara Urbańczyk, Pavel Vertyanov, Karol Ważny, Egor Zaytsev, Olga Ziuzia.

Trasa: Amsterdam (Holandia) – IJmuiden (Holandia) – Lerwick (Szetlandy, Wlk. Brytania) – Vigo (Hiszpania) – Leixões (Portugalia) – Cascais (Portugalia) – Vila Baleira (Porto Santo, archipelag Madera, Portugalia) – Gibraltar (brytyjskie terytorium zamorskie) – Málaga (Hiszpania) – Ensenada de San Miquel (Ibiza, Baleary, Hiszpania) – Bonifacio (Korsyka, Francja) – Porto San Stefano (Włochy) – Civitavecchia (Włochy).

SzPZ-2015_Mapa_2

17 października, Civitavecchia

koniec rejsu polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Dystans (wg zapisu w Dzienniku Jachtowym): 4625 Mm
Czas rejsu: 53 doby, 10 godzin, 30 minut.
Relacje z rejsu: Żeglujmy Razem: SzPŻ-2015 od Amsterdamu do Civitavecchia (22 sierpnia – 17 października 2015).

 

Ukazuje się 21. książka Krzysztofa Baranowskiego – Kapitan jachtowy.

W redaktorskiej stopce na IV stronie okładki napisałem:

Nie wystarczy kupić „Kapitana” Baranowskiego, by móc bezpiecznie popłynąć, gdyż „Kapitan jachtowy” przede wszystkim wskazuje, co kapitan jachtowy wiedzieć powinien i gdzie może tę wiedzę zdobyć. Takie wskazania są zawsze kłopotliwe: ogół chętniej przyjmuje wiedzę w pigułce, natomiast sposób w jaki można tę pigułkę sporządzić zadowala tylko nielicznych.
Ci, którzy szukają gotowych recept i chcą, żeby było łatwiej, znajdą w tej książce bardzo wiele. Ale jej wartość tkwi przede wszystkim w prze­ka­za­niu sokratejskiej wiedzy o tym, co pozostaje nieznane.
[19]


2016

30 maja

Promocja 22. książki Krzysztofa Baranowskiego – Uczucia oceaniczne (Park Cafe, Konstancin, ul. Sienkiewicza 3).

Mimo bogatej warstwy historycznej i anegdotycznej wszystkie historie tu przedstawione dotyczą – lub dotyczyły – Autora osobiście. Jest to więc rodzaj autobiografii uczuciowej, podanej jednak tak dyskretnie (introwertyk!), że książka może być jednocześnie podręcznikiem przedmiotu, który nazywa się życie. Nie mówiąc już o tym, że powinien to przeczytać każdy mający zamiar wyruszyć w rejs (zwłaszcza dłuższy), a także ci, którzy chcą funkcjonować lub funkcjonują w zespołach, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych.
Na szczęście jest to podręcznik nietypowy: nieczęsto pozycję tego gatunku czyta się tak lek­ko i z taką cie­ka­wością jak „Uczucia oceaniczne”. Które z równym powodzeniem mogłyby nosić tytuł „Oceany uczuć”.
[20]

czerwiec

Trwają kwalifikacje do kolejnej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Kandydatki i kandydaci muszą przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto popłynie Pogorią w rejsie trwającym od sierpnia do listopada, zadecydował konkurs finałowy (bieg, pływanie, podciąganie na drążku, test z angielskiego) zorganizowany  18 czerw­ca na terenach warszawskiej AWF.

Pozostali otrzymali zaproszenia do wzięcia udziału w wakacyjnych obozach żeglarskich na Mazurach.

26 sierpnia, Warszawa

Krzysztof Baranowski żegna załogę swojej Szkoły Pod Żaglami odjeżdżającą autokarem do Civitaveccia (Włochy), gdzie cumuje Pogoria.

Zaokrętowanie nastąpiło 27 sierpnia 2016.
Dowódcą Pogorii był kpt. Krzysztof Grubecki, absolwent pierwszej SzPŻ-1983/84.

Trasa rejsu SzPŻ-2016, licząca 4059 Mm, prowadziła z Civitavecchia  (Włochy) przez Cieśniny Tureckie do Konstancy (Rumunia), Noworosyjska i Soczi (Rosja), Warny (Bułgaria), i z powrotem przez wyspy greckie i włoskie do Civitavecchia.
W tym czasie Pogoria uczestniczyła w Międzynarodowych Czarnomorskich Regatach Wielkich Żaglowców (SCF Black Sea Tall Ships Regatta 2016).
Oprócz wielu nagród zdobytych podczas kolejnych etapów, Pogoria otrzymała
nagrodę główną: Friendship Trophy – prestiżowe trofeum, przyznawane przez kapitanów wszystkich jednostek biorących udział w regatach organizowanych przez Sail Training International.
Rejs trwał do 22 października 2016.

 

28 października, Warszawa

Krzysztof Baranowski wita i żegna załogę swojej Szkoły Pod Żaglami 2016 wracającą autokarem z Civitaveccia (Włochy).
Za ten rejs kpt. Krzysztof Grubecki otrzyma honorowe wyróżnienie w konkursie Rejs Roku 2017.
Szczegółowe relacje z rejsu na stronie
Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego i na Żeglujmy Razem.

 

2017

9 czerwca

Na półkach księgarskich pojawiła się 23. książka Krzysztofa Baranowskiego – Żegluga oceaniczna.

„Żegluga oceaniczna” to kolejny podręcznik Krzysztofa Baranowskiego, który uświadamia, że to, co wiemy, kroplą jest w oceanie niewiedzy. Chcąc doprowadzić wyprawę do szczęśliwego końca, trzeba się uczyć zanim się wypłynie, bo prawdziwy Ocean weryfikuje wszystko i wszystkich jednakowo.
Autor, który opłynął dwa razy świat samotnie, proponuje, by skorzystać z jego wiedzy, doświadczeń i przemyśleń. Co najdziwniejsze: większa część tej książki będzie fascynującą lekturą nawet dla tych, którzy nigdzie nie chcą płynąć…
[21]

czerwiec

Trwają kwalifikacje do kolejnej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Kandydatki i kandydaci muszą przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto popłynie Pogorią w rejsie łączącym zajęcia szkolne z obsługą żaglowca, zadecyduje konkurs finałowy (bieg, pływanie, podciąganie na drążku, test z angielskiego). 
Pozostali będą mogli wziąć udział w wakacyjnych obozach żeglarskich na Mazurach.

 

Krzysztof Baranowski zabiega bezustannie o budowę nowego żaglowca dla swojej Szkoły Pod Żaglami.

Kazimierz Robak
Tampa, FL; 12 sierpnia 2014 /11 czerwca 2017
Żeglujmy Razem


[1] Tak, wiem, że kalendarzowo rok 2000 jest ostatnim rokiem wieku XX.

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Bractwo_Wybrzeża_-_Mesa_Kaprów_Polskich

[3] <http://www.sail-ho.pl/archiwum/kulinski/23020108.html>

[4] <http://krzysztofbaranowski.pl/jachty/fryderyk-chopin.html#more-742>

[5] <http://www.filmweb.pl/person/Krzysztof+Baranowski-583999>
< http://www.filmweb.pl/serial/Ranczo-2006-262774/cast#>

[6] Kolosy – polskie nagrody podróżnicze przyznawane corocznie od 2000 roku za dokonania w kategoriach: podróże, alpinizm, żeglarstwo, speleologia, wyczyn roku oraz („Super Kolos”) za całokształt osiagnięć lub za wybitne dokonanie zespołowe.

[7] <http://www.kolosy.pl/sylwetki/item/222-trzeciej-drogi-już-nie-ma.html>

[8] <http://fundacjamorska.org/>

[9] Czajewski, Witold. „20 lat później”. Żagle, nr 1, Warszawa 2009, s. 12.

[10] Rejestracja w Krajowym Rejestrze Sądowym – 2009-05-15. Sygnatura akt: WA.XIV NS-Rej.KRS/5457/09/198.

[11] <http://szkolapodzaglami.org.pl/page/32/ksiega-projektu>

[12] <http://www.zeglarzroku.pl/index.html>

[13] Szef Kancelarii Prezydenta RP, Jacek Michałowski. Pismo do kpt. Krzysztofa Baranowskiego z dn. 2011-03-07, sygn. BWP 046 40A-10.

[14] Wystawę zorganizowała firma Movida, a imiennie: jej prezes, Izabella Kiriczok oraz autor scenariusza i większości tekstów Damian Święs. Ekspozycja ma wersję wirtualną na <http://www.bialo-czerwona.org/index.php/pl/b-c-na-morzach-i-oceanach/>

[15] <http://www.zeglujmyrazem.com/?page_id=6326>

[16] <http://krzysztofbaranowski.pl/trzeci-zaglowiec/>

[17] Grajda, Peter. „Kpt. Krzysztof Baranowski: Zbudować żaglowiec POLONIA to moje nowe wyzwanie… – wywiad”. Toronto, Kanada; czerwiec 2012. Web: TS/S Stefan Batory, Polish Ocean Liner 1968-1988. <http://stefanbatoryoceanliner.weebly.com/interview-ii.html>

[18] Robak, Kazimierz. „Posłowie”. W: Baranowski, Krzysztof. Bujanie w morskiej pianie. Warszawa : Fundacja SzPŻ KB, 2014; s. 215.

[19] Baranowski, Krzysztof. Kapitan jachtowy. Warszawa : Szkoła Żeglarska Jacek Wójcik, 2015; IV str. okładki (Robak, K. „Od redaktora”).

[20] Robak, Kazimierz. „Posłowie”. W: Baranowski, Krzysztof. Uczucia oceaniczne. Warszawa : SzPŻ KB, 2016; s. 183.

[21] Baranowski, Krzysztof. Żegluga oceaniczna. Warszawa : SzPŻ KB, 2017; IV str. okładki (Robak, K. „Od redaktora”).


2008-03-08_SuperKolos_2 2008-03-08: Super Kolos

 

2008-11-17_IMG_1337_sm_fot Konrad_Duc2008-11-17: podczas rejsu z okazji 20. rocznicy International Class Afloat
fot. Konrad Duc

 

 

 2010_Samotny_zeglarz_sm2_fot_Andrzej_Wiktor2010: jedno ze zdjęć z tej serii weszło na okładkę drugiego wydania Samotnego żeglarza
fot. Andrzej Wiktor

 

 SONY DSC2013: zdjęcie, które weszło na okładkę książki najnowszej – Bujanie w morskiej pianie
fot. Zbigniew Bosek

 

SONY DSC2013-08-31, Gdańsk, Muzeum Morskie: przed konferencją prasową dotyczącą polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami
W pierwszym rzędzie (od prawej): Krzysztof Baranowski, Bogdan Zdrojewski – minister kultury,
Paweł Adamowicz – prezydent Gdańska, Tatiana Szichowcowa – uczennica SzPŻ-2012.
fot. Danuta Matloch 

SONY DSC2013-08-31, sala konferencyjna Ośrodka Kultury Morskiej Narodowego Muzeum Morskiego, Gdańsk:
konferencja prasowa przed wypłynięciem polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
Od lewej: Krzysztof Baranowski, Sławomir Dębski – dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia,
Bogdan Zdrojewski – minister kultury, Paweł Adamowicz – prezydent Gdańska, Tatiana Szichowcowa – uczennica SzPŻ-2012.
fot. Zbigniew Bosek

_07_2013-08-31_9645824310_8ea2e67bce_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, sala konferencyjna Ośrodka Kultury Morskiej Narodowego Muzeum Morskiego, Gdańsk:
podczas konferencji prasowej dotyczącej polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Danuta Matloch

_08_2013-08-31_9645827468_5026e34a41_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, Gdańsk: po konferencji prasowej w Muzeum Morskim dotyczącej polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
Od lewej: Krzysztof Baranowski, Bogdan Zdrojewski – minister kultury, Sławomir Dębski – dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, Jerzy Litwin – dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
fot. Danuta Matloch

_09_2013-08-31_9642595267_e4d855223e_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, Gdańsk-Westerplatte: z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim w salonie kapitańskim Pogorii
fot. Danuta Matloch

SONY DSC2013-08-30, Gdańsk-Westerplatte: z szefową firmy „Hornet”, która wyposażyła część załogi Pogorii w odzież sztormową
fot. Zbigniew Bosek

_11_2013-08-28_DSC_2533_fot_Ewa_Bajerska_sm22013-08-28, Gdańsk-Westerplatte: z rodzicami uczennic i uczniów polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Ewa Bajerska

_12_2013-09-08_POGORIA_2013 (1122)_fot_Zbigniew_Bosek_sm22013-08-30, Gdańsk-Westerplatte: Krzysztof Baranowski (kapitan) ze swoimi oficerami w salonie kapitańskim Pogorii
w rejsie polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013

od lewej: Mieczysław Leśniak (III oficer), Marek Duszkiewicz (I oficer, lekarz, nauczyciel biologii i chemii),
fot. Zbigniew Bosek

SONY DSC2013-08-30, Gdańsk-Westerplatte, Pogoria: lekcja geografii w polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Zbigniew Bosek

_14_2013-10-26_POGORIA 2013-6 (109)_1280x853_fot_Zbigniew_Bosek_sm22013-10-26, Civitavecchia, Pogoria: rozdanie opinii żeglarskich na zakończenie polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
obok Krzysztofa Baranowskiego: Marek Duszkiewicz (I oficer) i Krzysztof Grubecki (kapitan)
fot. Zbigniew Bosek

_15_2013-11-01_DSC06688_sm_fot_Malgorzata_Wieladek2013-11-01, Civitavecchia: po rejsie z okazji 25. rocznicy International Class Afloat
Krzysztof Baranowski
wśród kadry i absolwentów swoich Szkół Pod Żaglami

stoją (od lewej): Witold Czajewski, Maciej Szemryk, Krzysztof Baranowski, Kazimierz Robak, Ryszard Mokrzycki,
Ziemowit Barański, Przemysław Lech, Mariusz Chmielewski, Maciej Nuckowski, Marian Wilusz;
klęczą: Aleksiej Undesow, Aleksiej Łysenko, Tomasz Podoba
fot. Małgorzata Wielądek

 

2014-05-24_Boleslawiec_012014-05-25, Bolesławiec: w Drugim Prywatnym Gimnazjum im. kpt. Krzysztofa Baranowskiego
fot. II Prywatne Gimnazjum w Bolesławcu

 

2014-08-12_34_n_fot_Marek Marek_Slodownik_Wiatr2014-08-12: Krzysztof Baranowski – gość honorowy regat Baltic Polonez Cup 2014 o Puchar Poloneza – towarzyszy na Polonezie zawodnikom na starcie
Fot. Marek Słodownik / Wiatr

 

2014-08-12_Polonez_DSC00706_sm_fot_Jaroslaw_Malejewski©2014-08-12, Świnoujście – marina: Krzysztof Baranowski na Polonezie
fot. Jarosław Malejewski

2015-09-11_DSCF3655_sm_fot_Kazimierz_RobakPogoria, 2015-09-11, Leixões (Portugalia): Tomasz Cichocki i Krzysztof Baranowski
w przededniu wypłynięcia Tomasza Cichockiego w samotny rejs wokółziemski nonstop

Fot.: Kazimierz Robak

 

_16_Polonia_projekt_T_Glowacki_sm2

Projekt brygu Polonia, stworzony przez Tomasza Głowackiego

Kazimierz Robak
12 sierpnia 2014 / 11 czerwca 2017
Żeglujmy Razem

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski – strona główna

Calendar

« November 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Może zrobić się chłodno już jutro
lub pojutrze, a może za tydzień?
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
nie ma rady, jesień, jesień idzie!

 
Jesień
– jedna z czterech pór roku, przed nią było lato, po niej będzie zima, trwa od równonocy jesiennej (w 2017 – 22 września) do przesilenia zimowego (w 2017 – 21 grudnia), robi się coraz chłodniej… i tak dalej.

– Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm… wios…
– Tak?
– …na, a potem lato… no i…
– Zaczyna się tak jak jedzenie, proszę pani.
– Ach, tak, jesień…

Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. A mną owładnął stereotyp. Pod jego wpływem postanowiłem przebiec się po Internecie i poszukać wierszy o jesieni.
Spokojnie, żadnych poetyckich wzruszeń ani uniesień nie będzie, chciałem tylko zobaczyć, czy poeci – a jeśli tak, to którzy – potrafili wznieść się nad poziom melancholii, zadumy, narzekania, mgieł i osmętnic lub standard ostemplowany epitetem „złota”.

Dwie polskie jesienne ikony poezji to:

•   Staff, któremu – gdy jesień się rozełkała – ostatnie więdły kwiaty, warzyły się kasztany, trwogą krzyczało ptactwo, a deszcz jesienny dzwonił o szyby, podobnie jak partyzantom w piosence

•   i Harasymowicz – z jesienią, która zdmuchuje nawet jesienną stronę księżyca.

Smutek, proszę państwa, smutek.

 

Muza lżejsza wcale weselsza nie jest:

•   Czapińska nie wiedziała, czy się odważy uciec od jesieni byle jakim pociągiem, jej jednak można się nie czepiać, bo to psycholog z zawodu, poza tym Remedium ma etykietkę „hymn wagabundów”, a z nimi jest mi po drodze bardziej niż się wydaje.

•   Długosz poleciał standardem jesieni złotej, ale też ma darowane, bo o nalewkach (z dzikiej róży i porzeczki) napisał i zaśpiewał smacznie.

•   Kofta – przewrotnie, ale raczej mało optymistycznie (bo się w końcu depresje w impresje odmienią, ale tylko jesienią, jesienią).

A te dawniejsze, o tym że:

jesienne róże więdną już (gdy idziemy przez parku głusz),
że są dni umierające – chore, blade słońce
(oba teksty napisał Andrzej Włast)

– powinny być dawkowane przez lekarzy osobom wyjątkowo odpornym psychicznie.

 

Za to gdy zejść do klasyki – groza!

•   Achmatowa – piękna i liryczna, jak zwykle, ale jeśli wypatrzyła trzy jesienie w jednym roku, to już depresja najgłębsza, bo sowiecka (czemu, skądinąd, znając koleje jej życia, trudno się dziwić).

•   Apollinaire – deprecha awangardowa (chora i uwielbiana umrzesz, gdy na rozaria dmuchnie dziki huragan – chodzi o różę).

•   Baczyński – depresja dziejów (nie będzie cytatów).

•   Baudelaire – deprecha programowa (wstrętny mrok i plucha, przeczucie końca, monotonny łoskot – gwoździ w trumnę pośpieszne wbijanie), choć tak ostentacyjna, że jakby weselsza.

•   Broniewski – deprecha kliniczna (chwytają mnie złe listopady czarnymi palcami gałęzi).

•   Bursa – deprecha szarzyzny codziennej (październik z trudem wiąże koniec z końcem, piwo popija na kredyt i ostatnią przepije kapotę).

•   Gałczyński – deprechy różniste:
– listopadowa historyczna (Mgła. Mgła. Mgła. Cała Warszawa to mgła. Cała Polska to mgła. – …Piotrze, to ty? – To ja.);
– meteorologiczna (Lato się tak jak skazaniec kładzie pod jesienny topór krwawy bardzo);
– erotyczna (o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki, która niech będzie jak jesień śmiertelna);
– ekonomiczna (i nic, już nic nie zachwyca; i nic, już nic nie wystarcza; idzie przez łan osmętnica: tęsknota gospodarcza);
– freudowska (jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę);
– i towarzyska (oto się jesień zaczęła i nie ma komu dać w mordę).

•   Heine – deprecha oniryczna romantycznego samotnika (jesień – noc zimna i słotna, wicher drzew wstrząsa konary, samotny, konno w las wjeżdżam…).

•   Jasieński – futurystyczna (po rżyskach węszy wiatr i ryży seter), z rozkosznymi rymami (oliveleitmotiviw; wiatrpas-de-quatre), ale jednak deprecha (po polach straszą widma suchych iw; jesień, szara, smutna polska jesień…).

•   Leśmian – deprecha Dusiołka (Ziemia kona już – blada i Konam! – śmiercią piękną jesieni).

•   Lorca – deprecha iberyjska (wszystkie róże są białe, tak białe, jak moja rozpacz), choć jakby trochę polska.

•   Norwid – deprecha postromantyczna (ciernie deptać znośniej i z ochotą na dzid iść kły, niż błoto deptać, ile z łez to błoto, a z westchnień mgły).

•   Osiecka jest depresyjnie w jesieni lustrze bladym o jedno lato starsza.

•  Pawlikowska-Jasnorzewska jest, co prawda, w tęczy (liście jesienne leżą po brzegach dróg, mieniąc się jedną połową tęczy), bo – mimo że jesień – wzbiera w niej miłosne wyznanie; więc zderza się jesienność z wiosennością, a i motyw żeglarski się pojawia (liście wierzby płyną jak dżonki, wiatrem popychane).
    Jednak i tak depresję czuć na milę, bo tęczy jest tylko połowa, a powrót wiosny jest niekalendarzowy.
    A jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że drzew bezlistnych rozszczepione pędzle to nie jest widmo, które się może przyśnić w nocy, że stwierdzenie kiedyś [jesień] przysypie mnie liśćmi i obraz jesieni, która oczami zranionej sarny patrzy na liście lecące, to nie smutek przemijania (więc depresja) – jego sprawa.

•   Poświatowska – deprecha egzystencjalna (jestem jesienne nagie drzewo, z zimna drżę).

•   Przybora – depresja wysmakowana (znów październik i ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal, gdy porwał dziewczę zdrady poryw i zabrała pomidory).

•   Stachura – deprecha ostateczna (mały listek ostatni zostawić komuś i umrzeć).

•   Trakl – deprecha katastroficzna (lęk przejmuje zgoła, gdy nocą rosa z drzew bezlistnych pada).

•   Tuwim – deprecha
– trochę miłosna (szukałem i czekałem w żrącej, okrutnej tęsknicy, w wieczór jesienny, ulewny),
– trochę alkoholiczno-metafizyczna (Wypiję kwartę jesieni, do parku pustego wrócę, na zimną, ciemną ziemię pod jasny księżyc się rzucę),
– trochę nostalgiczna (zamilkły w jesiennym uśmiechu zapatrzeniem dalekim się kołyszę),
– choć czasem jednak nad szablony wylatująca, jak np. we Wspomnieniu, od czasów Niemena kultowym.

•   Ważyk – deprecha kipiąca (nienawiścią do okupanta: jesień rdzawa, popiołami zdmuchnięta Warszawa).

•   Wierzyński – deprecha emigracyjna (ostatnie herbaciane róże i wieczór w szarudze i słocie – a wszystko na Long Island).

 

O Młodej Polsce nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze smutniej niż u Staffa.

 

Nie zawodzi, co prawda, Barok i Klasycyzm, ale to też standard, bo tamtejszym poetom na ogół wszystko się kojarzyło jednoznacznie.

•   Morsztyn, po krótkim wstępie, domaga się prosto z mostu, ale chyba jednak zbyt bezpośrednio:

Dajże się i ty użyć, a daj wcześnie,
Póki jagodom dopiekają wrześnie,
I daj wprzód, niż nam zima smak odmieni
Zażyć owoców tak pięknej jesieni.

•   Kniaźnin zaś, mimo że jesień ma za posępną oznakę starzenia się wszystkiego, twardo deklaruje:

Moje to tylko serce bez zmiany
Służy statecznie Kostusi.
Zawsze swe dla niej rozrzewnia rany
I kochać ją zawsze musi.

I choć wiersz nie pozostawia wątpliwości, iż „Kostusia” jest zdrobnieniem „Konstancji” – pięknej, młodej, urodziwej i błyszczącej (choć z wiekiem uroda i blask kobiety jak wiosna z latem ubieży), dziś nie sposób uciec od skojarzenia współczesnego, które w zgrubieniu imienia brzmi raczej złowieszczo.

Więc też deprecha, choć achronologiczna.

 

Punkt siedzenia określa punkt widzenia.
Na Florydzie jesień to ochłodzenie z ponad trzydziestu stopni Celsjusza do lekko ponad dwudziestu, spadek wilgotności z niemal setki do znośnych osiemdziesięciu procent. Słowem – powrót pięknego europejskiego lata.

Ale zadzwoniłem do Polski, a tu mi przyjaciel mówi: „Wojna. No, może jeszcze nie – ale w powietrzu wisi.”

Pytam: „Z kim?”

Odpowiada: „A ze wszystkimi. Z Niemcami – bo w końcu tę drugą światową musimy wygrać. Z Francją – bo chcą za dużo pieniędzy. Z Ruskimi – bo z nimi inaczej się nie da. Z Litwinami i Ukraińcami – bo zapomnieli, że Wilno i Kijów to nasze, po ojcach. Z Czechami – bo wciąż Zaolzie ich. Z Angolami też będzie, bo nam rachunek za leasing Spitfire'ów w czasie Bitwy o Anglię wystawili i sami z polskiego banku pobrali. Jak dobrze w kodeksach prawnicy pogrzebią, to na Szweda też ruszymy, bo dyzgusta Świętemu Przybytkowi czynił i księdzu Kordeckiemu zdrowie odbierał. Ameryka nam pomoże, wróg nie ma szans.”

Myślę sobie: „Źle. Jak Ameryka nam pomoże, to po wygranej kawę tylko ze Starbucksa będzie można w Polsce pić, a moja znajoma kawiarnię ma i zawsze na tych z franczyzą pomstuje, to zbankrutuje jak nic. Ale jak wojna – to wojna, rady nie ma.”

 

I od razu mi na myśl przychodzi wiersz Andrzeja Waligórskiego, o jesieni właśnie – i nie tylko.
Krytycy nie odnotowują tego nazwiska wśród najpierwszych poetów, ale nic na to nie poradzę, że jego utwory lubię, a doktor Duszkiewicz (ze Świdnicy i z Pogorii) nawet zna na pamięć prawie wszystkie (memorię ma lekarską, na osteologii wytrenowaną , więc żadna dziwota).

I zimno mi się, mimo tej Florydy, robi: Waligórski – satyryk, a u nas to już od stuleci tylko błaznowie potrafią prawdę powiedzieć i przyszłość przewidzieć. Bo tak:

Znowu jesień, znowu jesień polska,
Żółte liście na ulicach Wrocławia,
Kowalskiego wzięli do wojska,
Zamachowski zacier nastawia.

Przyszedł sąsiad i gada po lwowsku
(choć urodził się koło Gorzowa)
– Patrz pan, jakiś ziomkostwa na Śląsku
Nie daj Boży si zaczni ud nowa.
[…]

Tylko panna Hortensja we dworze
Plan kampanii ustala po cichu:
– Panie Maćku, tu się rannych położy,
A CKM ustawicie na strychu.

Babie lato leci wzdłuż ulicy
Kocur drzemie na grządce z petunią…
– W razie gdyby oprócz Niemców bolszewicy,
To gdzie szukać granicy z Rumunią?
[…]

Tego nawet Grotowski ze Zwierzchowską nie zaśpiewali!

Zadzwoniłem jeszcze raz.
„Nie – mówi przyjaciel – bez nerwów. Tak źle to jeszcze nie jest. Wciąż jesteśmy w NATO i w Europie, więc jeszcze nie czas.”

A tu od innych przyjaciół kartki z wakacji dostaję, pocztówki z rejsów – wszyscy szczęśliwi, zadowoleni, żadna wojna im nie w głowie. Więc jak zwykle: jednomyślności w narodzie nie ma, a idzie ku lepszemu.

Waligórski przewidział i to, bo zakończył:

Znowu jesień, taka śliczna znowu,
Wieczór ciepły jak wtedy, w przeddzień…
– Chodź, przejdziemy się z psem Jaworową,
Wnuki rosną… E, jakoś to będzie.
.

Oby miał rację.

 

Punkt widzenia z punktu siedzenia może być również określony przez współrzędne geograficzne pozycji obiektu pływającego.

W zeszłorocznym dniu równonocy kołysałem się na falach Morza Czarnego. Nie „wśród fal”, bo obiekt pływający stał wówczas na cumach w porcie Soczi.

Po kei snuli się policjanci z psami i bez psów, tajniacy i różne dziwne indywidua, które próbowały przekonać nas że są przeciwko obecnemu rządowi, myśląc pewnie, że nie wiemy, iż aby do nas dojść, trzeba przejść przez kilka posterunków kontrolujących tożsamość.
Jeśli rzeczywiście dzisiejsi rosyjscy dysydenci mogą swobodnie przechodzić kordony graniczne, by opowiadać o swoich tęsknotach cudzoziemcom – znaczy, że w Rosji zmieniło się wiele.

Ale na pewno nie zmieniło się swoiste pojęcie gościnności ze strony władz: piątka moich współtowarzyszy żeglugi, która ośmieliła się przyjechać do Rosji bez wiz, dostała kary pieniężne i bezwzględny zakaz opuszczania pokładu, co sprawdzali niespodziewanymi wizytami policjanci (bez psów) o niespodziewanych porach (tak, w nocy też).
Nic to, że żaglowiec brał udział w międzynarodowych regatach.
Nic to, że został do Rosji zaproszony.
Nic to, że organizatorem była największa w świecie organizacja zrzeszająca wszystkie wielkie żaglowce (w tym rosyjskie).
Nic to, że w świecie zachodnim rosyjskim żeglarzom bez wizy dawane są tymczasowe pozwolenia na poruszanie się po porcie i okolicach.

Podejście do niebłagonadiożnych nie zmieniło się w Rosji na jotę, co oczywiście nie przeszkadzało miejscowym konferansjerom i dziennikarzom epatować publikę komunałami o odwiecznej gościnności, otwartości i radości z powodu wizyty tak znakomitej flotylli.
Inna rzecz, że owa międzynarodowa organizacja palcem nie kiwnęła w sprawie osadzonej na pokładzie piątki, a komunały łykała z oczami przymkniętymi z zachwytu.

Mickiewicz pisał o krajach, w których panuje „noc głucha”.

Proponuję zamienić „noc” na „jesień”. By życzyć rychłego nadejścia wiosny wraz z jutrzenką (też tą od Mickiewicza).

 

Opowiastka o jesieni byłaby niepełna bez przypomnienia co najmniej trzech utrwalonych w języku polskim, związków frazeologicznych, w których jesień występuje.

 

Pierwszy ślad jesień zostawiła w nazwie „złota jesień” nadanej okresowi pięknej pogody we wrześniu i październiku, kiedy ptaki ulatują, a wyże nadlatują.
W innych językach nazywa się to na ogół od lata: po angielsku „indiańskie lato” (Indian Summer), po niemiecku „późne lato” (Spätsommer), a po szwedzku „lato św. Birgitty” (Brittsommar; choć niektórzy mówią, że to od Brytanii).
Wrodzony Polakom optymizm i realizm spowodował, że nazwaliśmy to właściwie, bez mydlenia oczu: od jesieni, która albo w te piękne dni już stoi za progiem, albo właśnie nadeszła.

Charakterystyczne dla „złotej jesieni” są nitki pajęczyn unoszące się w powietrzu.
I znów – w językach obcych nazywa się to dziwacznie: „pajęcze latawce” lub „pajęcze balony” (spider kiting lub spider ballooning) po angielsku, „pajęczy lot” (vuelo arácnido) po hiszpańsku, a Francuzi, gdy chcą uniknąć anglicyzmu ballooning, używają czasownika montgolfière.
My, znani z rycerskości, kurtuazji i czci dla płci niewieściej, nazwaliśmy to lotne zjawisko „babie lato” (przepraszam: Pawlikowska-Jasnorzewska się wyłamała, nazywając lecące pajęczyny „szalem kaukaskim”, ale wiadomo – kobieta!). A Rosjanie, mimo że uważają Kaukaz za swój, nazwali to (бабье лето) za nami.

Metaforycznie „złota jesień” to wiek, w którym panowie przeżywają drugą młodość, a paniom (pamiętajmy o przyrodzonej nam rycerskości, kurtuazji i czci dla płci pięknej – ale do czasu) przystoi jedynie: kądziel, koronkowy czepek babuni, kapcie i bezzębność.

Tak czy inaczej jesień – metaforycznie – oznacza schyłek: zapowiada koniec roku, życia, okresu, ery. W przeciwieństwie do wiosny, która wszystkiego ogłasza początek, po zwycięstwie nad zimową martwotą obsypany kwiatami, miłością i zielenią.
Chciałbym więc wiedzieć, kto wymyślił dla okresu, który zakończył totalitarną zimę w krajach ówczesnego bloku sowieckiego, nazwę „jesień ludów”?
Prawda: wyjęcie głowy spod sierpa i młota, zapoczątkowane w PRL (4 czerwca 1989), a kon­ty­nu­o­wa­ne w tymże i następnym roku na Węgrzech, w NRD, Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii, było formalno-prawne, bo kilku generacji trzeba by wyrzucić je z umysłów i serc. Chcę jednak wierzyć, że był to początek czyli wiosna  nowej ery, a nie – na litość boską! – jej schyłek, czyli jesień! Bo co potem?
Choć fakt: zastanowienie moje (kto wymyślił?) jest retoryczne, gdyż odpowiedź narzuca się sama: cichy marksista postkomunista!.

Drugi ślad jesień zostawiła w terminologii muzycznej.

Festiwal „Warszawska Jesień”, który po raz pierwszy odbył się w roku 1956 (wymyślili go kompozytorzy Tadeusz Baird i Kazimierz Serocki) i trwa do dziś, to jedna z najbardziej odjazdowych imprez muzycznych w dziejach świata. Jakim cudem PRL-owska cenzura pozwoliła na jego (nieprzerwane, z wyjątkiem stanu wojennego) istnienie – nie mam pojęcia.

 

Trzeci ślad jesień zostawiła w literackich tytułach.

Pomińmy Witkacowskie Pożegnanie jesieni (1927), obie Jesienie (1934, 1936) Schulza, Polską jesień (1955) Jana Józefa Szczepańskiego, Złotą jesień (1954) Hłaski, Trzecią jesień Dąbrowskiej, a nawet Siódmą jesień (1921) Tuwima.

Sądzę bowiem, że w dziale „jesienne tytuły” pierwsze miejsce zajmuje dzieło holenderskiego mediewisty Johana Huizingi Jesień średniowiecza. Oryginał został wydany w roku 1919, przekład polski (Tadeusza Brzostowskiego) ukazał się dopiero w roku 1961, ale od tego czasu wywiera wpływ na kolejne pokolenia Polaków. Nawet swego czasu, w pewnych kręgach, poważnym towarzyskim obciachem była niezna­jomość tej średniowiecznej panoramy dziejów.
Jak dziś przedstawia się sprawa znajomości dzieła Huizingi – nie mnie wyrokować, ale jednego jestem pewien: tytuł zarówno zapadł w świadomość masową, jak i wzbogacił ekspresyjną warstwę polszczyzny.

Stało się to za sprawą geniuszu tłumaczki, Elżbiety Gałązki-Salamon, która – pracując nad dialogami filmu Pulp Fiction (1994) Quentina Tarantino – kwestię „I'm gonna get medieval on yo' ass!” podała jako: „Zrobię ci z dupy jesień średniowiecza!”

 

Dosyć już tych jesienności. Na psa urok!
Teraz kilka przysłów (niby dla poprawienia nastroju, ale też depresyjne!):

Idzie jesień, a tu próżna kieszeń.

Im głębiej w jesieni
grzebią się robaki,
tym bardziej zima
da się we znaki.
[bardzo to przysłowie lubię!]

Jesień, brzuch kieby kieszeń.

Jesień tego nie zrodzi,
czego wiosna nie zasiała.

Kto w jesieni swoich bydląt nie tuczy,
ten je w zimie dźwiga, na wiosnę wywłóczy.

Przyszła jesień,
a tu próżna kieszeń.

Przyszła jesień, ręce w kieszeń.

W jesieni, gdy tłuste ptaki,
mróz w zimie nie ladajaki.

W jesieni, prędko
gdy liście z drzew padnie,
to wkrótce zima będzie,
każdy zgadnie.

W jesieni wczas mróz,
na wiosnę prędko rychtuj wóz.

W jesieni
z garnca deszczu, korzec błota;
na wiosnę
z korca deszczu, garniec błota.

Pzdrwm_Robak

PS.
Za pocztówki dziękuję (w kolejności nadlatywania z czterech stron świata):

•   Kai (ze Shqipërii);
•   Kai, Mai i Witoldowi (z Finlandii, z rejsu Zaruskim);
•   Markowi (właśnie temu ze Świdnicy, a kartka była pantomimiczna z Wrocławia!);
•   Oli, Matyldzie, Mai, Strusiowi, Zuzi i Zuzi (skądże by, jak nie z Pogorii sześć pocztówek w jednej kopercie!);
•   Karolowi (z któregoś z rozlicznych festiwali);
•   Natalii (z Lidingo w Szwecji);
•   Łukaszowi (nie powiem, skąd);
•   Magdzie i Maszy (najpierw z Grecji, później ze Złotych Gór);
•   Oli (banan z Tennessee!);
•   Zuz-Ali (z Jastrzębia, ale i ze Zdroju);
•   Martynie (ciężko powiedzieć, skąd : );
•   Mirce i Stachowi (najpierw z Gruzji, a potem z Litwy);
•   Kasi (z jej rejsu na pokładzie jednostki czterokołowej Helena);
•   Krzysztofowi, znanemu jako "Kapitan" (z wędrówki po ostępach Montany i Yellowstone);
•   Ryśkowi (z rejsu, który prowadził dookoła Sycylii);
•   Kryspinowi (z Krakowa ale z Wieliczki);
•   Dorocie, Idze i Karolowi (z Kazimierza).

 

Cytaty na wstępie:

Andrzej Waligórski – „Jesień idzie”.
Eugène Ionesco – Lekcja (La Leçon; 1950). Tłum. Jan Błoński.

LISTOPAD...

Listopad to dla Polski niebezpieczna pora…

 

Cytat, jasne, kto pamięta – ten pamięta (prosimy o nienadsyłanie odpowiedzi), ale z tych, od których trudno się uwolnić.
Podobno nic tak nie cieszy, jak nieszczęście bliźniego, ale nie wiem, czy specjalnym pocieszeniem jest dla nas to, że innym listopad też dał się nieźle we znaki.

Wraca tu wspomnienie lektury (a dokładnie: słuchania – bo w samochodzie) wspomnień spisanych przez jednego z tuzów Polski przedwojennej.

Słuchanie mnie męczyło. Autor władał płynnie kilkoma językami, które nie przeszkadzały mu mówieniu i pisaniu, natomiast czytający aktor nie tylko nie znał żadnego z nich (więc można sobie wyobrazić, co wyprawiał na polu fonetycznym), ale zatrzymywał się przed co trudniejszymi (dla niego!) słowami jak np. Syłgudyszki, do tego z małopolska wymawiał „trz” jak „cz” (poczeba czeźwego czykrotnego począś­nię­cia), a jeszcze nie zawsze rozumiał, co czyta.
Treść jednak wynagradzała i zacierała wszelkie niedogodności.

Autorem jest kresowy ziemianin, z tytułem książęcym i genealogią, w której przewija się kilka domów królewskich, spokrewniony z… (łatwiej wymienić z kim nie), wysoki urzędnik w Rosji carskiej, równie wysoki w II Rzplitej, znający wszystkie jej najważniejsze postacie, znane z podręczników historii XX wieku.
Najkrócej scharakteryzować go można dwoma słowami (znów cytat): „Zabity arystokrata”. Nie bez powodu cytuję opinię Leonarda o hrabim Henryku, bo przy tej opowieści miałem cały czas wrażenie, że słucham przedłużonej kwestii tegoż Henryka właśnie, któremu nagle zabrakło Pankracego do dialogu.

Generalnie, postać to – dla mnie, tak po ludzku – niesympatyczna, o czym długo by mówić, ale jedno­cześ­nie obdarzona niezwykłym zmysłem obserwacji, doskonałym piórem i niebywałą inteligencją.
O ile, jak sądzę, nie do końca (jeśli w ogóle) rozumiał on procesy dziejące się wokół, jednak opisał je – i głównych ich aktorów – w sposób bezkonkurencyjny.
Jak najdalsza jest od niego polityczna poprawność. Charakteryzuje narody i ludzi w sposób taki, że dziś, gdy złodziejstwo nazywane jest „ekonomią alternatywną” (w zależności od tego, kto kradnie, rzecz jasna), a głupota – „mądrością à rebours” (w zależności od tego, czyja ona), sprocesowany by został – mimo majątku – do skarpetek za obrazę, krzywdzące stereotypy, anty- (tu by się sporo nazbierało), rasizm i różne takie.
Jak napisała zaprzyjaźniona Dama, która notabene mi tę lekturę poleciła: „arystokrata z krwi i kości, i z duszy. I ze wszystkimi swoimi wadami, jest jednak fascynujący, prawdziwy, intègre – ugryziesz i poczujesz mięso a nie galaretę. Czyta się jego relacje wspaniale. I wierzy się, że on tak naprawdę myślał. A czy słusznie myślał? To już inna para kaloszy. Czyli lubmy go za to, co zrobił: świetnie napisał swoje wspomnienia.”

Co to ma jednak wspólnego z listopadem?

Ano to, że jednym z najważniejszych wydarzeń dziejowych które ów pamiętnikarz opisuje jest bolszewicka rewolucja w Rosji, zwana październikową, ale której rocznicę obchodzono w listopadzie, bo w gnieździe carów zmienił się nie tylko despota, lecz i kalendarz (w końcu nie bez przyczyny podaję przy każdym miesiącu, że liczymy po gregoriańsku).

Opisy pierwszego etapu rewolucyjnego chaosu i terroru podnoszą włosy na głowie (tego w podręcznikach historii nie znajdziecie).
Autor spotyka (jakże by nie?) Lenina, Trockiego i Dzierżyńskiego i każdemu sporządza taki portret (podobnych nawet nie ma co szukać), że już tylko to mogłoby być powodem braterskiej interwencji dla podreperowania mentalności i moralności sąsiadów, którzy do dziś traktowani jako zagranica nie są. Dokładnie też opisuje przyczyny obu kataklizmów – I wojny światowej i rewolucji bolszewickiej – i jas­no wskazuje ich sprawcę: kajzerowskie Niemcy, opanowane przez militarystów w mundurach, owład­nięte żądzą podboju i rozszerzenia przestrzeni życiowej.

Te pamiętniki po prostu trzeba przeczytać. Korzystając, że wspomnienia te (trzy części wydano zbiorczo rok temu) nie zostały jeszcze wycofane z księgarni i bibliotek pod zarzutem obrazy, szargania, naruszania i podżegania. Ci od procesów widać jeszcze do nich nie dotarli… Nie chcąc ułatwiać im zadania, nazwis­ka nie powiem, nic to albowiem do rzeczy nie przyda. Kto chce – wyszuka.

 

Ale nie trzeba żadnych pamiętników (nawet spisanych przez tych, o których poeta pisał, że nie wszystko gra, gdy w ankiecie się „ziemianin były” ma), by wiedzieć, że listopad okazał się stokroć bardziej złonoś­ny dla Rosji niż dla Polski, choć i nas te wióry na dobre półwiecze zasypały. Słaba to więc pociecha.

Swoją drogą ciekawe, jak w tym roku obchodzono w Rosji ładną, okrągłą, setną  rocznicę wybuchu Wielikoj Oktiabrskoj, która – jak wszystko co bolszewickie – znaczy co innego niż napisane, bo jej rocznicę obchodzi się w listopadzie (o tym, dlaczego, przeczytacie w „Październiku”). Tym razem naczalstwo tego kraju nie beształo przywódców innych państw, może dlatego, że owi przywódcy dobrze pojęli wcześniejsze nauki i tym razem nikomu się nie wypsnęło, że dwa nieszczęścia nawiedziły Europę w XX wieku: bolszewizm i faszyzm.

Dość już jednak o tym, co – wciąż miejmy nadzieję – nie wróci.

My wróćmy do kalendarza.

 

 

Listopad – jedenasty miesiąc w roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 30 dni.

W sprawie etymologii rodzimej nie trzeba żadnego (z całym szacunkiem) Brücknera, by wywieść nazwę „listopad” od opadających liści (por. czes. listopad, ukr. листопад; chorw. listopad ‛październik’).

Etymologia łacińska nazwy używanej w większości krajów Unii jest znakomitą ilustracją dla sporej części unijnych procedur: nazwa miesiąca jedenastego November znaczy po łacinie „miesiąc dziewiąty”; (novem – dziewięć).
Nawet Grecy zdradzili dziedzictwo Homerowe i – mogąc wybierać między Pyanepsion (Πυανεψιών) i Maimakterion (Μαιμακτηριών) – używają zlatynizowanej nazwy Noembrios (Νοέμβριος). A później dziwią się, że pouczają ich Niemcy.
Można oczywiście mądrze tłumaczyć (co czynię już od września), że – od roku 46 p.n.e., gdy Rzymianie za pierwszy miesiąc roku uznali Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius) – stare nazwy liczebnikowe nie nadążyły za zmianami, ale nie zmienia to faktu, że „Jedenasty” nazywa się „Dziewiąty” i wszyscy się z tym zgadzają, nawet nie zauważając drobnej różnicy. Symbol czy przypadek? Przypadek czy hasło?
Ale i tak wolę już November od Brumaire’a, na którego podczas rewolucji Robespierre’a przypadała większość dni naszego listopada (jak pięknie słowo to brzmi…).

Opadły więc liście z drzew, laurów nie ma, a róże pomarły (znów cytat, prosimy o nienadsyłanie podpowiedzi).

 

Listopadowe rocznice

Noc z 31 października na 1 listopada to tzw. Halloween.
O co w tym chodzi – wiadomo i nie ma co opisywać, bo koń, jaki jest, każdy widzi. Pisanie, że jest to irlandzka z pochodzenia wigilia dnia Wszystkich Świętych jest bez sensu, bo i tak każdy wierzy, w co chce, najchętniej w to, co ksiądz z ambony powie. A bardzo tego święta nie lubią kościoły: katolicki, prawosławny i protestanckie – dziwnie w tym nielubieniu solidarne. Nic nowego. Kiedyś księża, popi i pastorzy tak samo nie lubili święta Dziadów.
A ileż uboższa byłaby nasza kultura i narodowa pamięć bez niego i tego, co z nim związane.

 

1 listopada w kościele rzymskokatolickim, anglikańskim i wielu kościołach protestanckich jest dniem Wszystkich Świętych (łac. festum omnium sanctorum) – odprawiane są wtedy msze za dusze wszystkich znanych i nieznanych świętych.
W Polsce i wielu innych krajach istnieje tradycja odwiedzana w tym dniu cmentarzy, palenia zniczy na grobach bliskich, ozdabiania ich kwiatami i modlenia się w intencji zmarłych. Zwyczaj ten ma charakter religijny, ale generalnie uznawany jest przez wszystkich jako dzień pamięci, czci i szacunku dla zmarłych.

W kościele prawosławnym, 1 listopada, wznoszone są modły w intencji zmarłych, gdy wierni idą odwiedzić groby swych bliskich. Jednak odpowiednik rzymskokatolickiego Dnia Wszystkich Świętych w kościele prawosławnym obchodzi się w pierwszą niedzielę po Pięćdziesiątnicy (Pentecoste, 50. dzień po zmartwychwstaniu Chrystusa, dzień zesłania Ducha Świętego na apostołów, w Polsce potocznie zwany Zielone Świątki) lub – według innych źródeł – w sobotę przed Pięćdziesiątnicą.

 

2 listopada to w kościele rzymskokatolickim Dzień Zaduszny (w Polsce zwany Zaduszkami) – dzień wspominania zmarłych.

 

3 listopada (1918) buntują się marynarze w Kilonii, co daje początek Rewolucji Listopadowej w Niemczech (część historyków uważa, że zaczęła się ona półtora tygodnia wcześniej, 29 października, buntem marynarzy z Wilhelmshaven).
Rewolucja doprowadza do abdykacji Wilhelma II i upadku Cesarstwa Niemieckiego (9 listopada 1918), zawieszenia broni kończącego I wojnę swiatową (11 listopada 1918) i powstania Republiki Weimarskiej, a trwa do 11 sierpnia 1919 – dnia podpisania konstytucji w Weimarze.
Zryw ten tak podekscytuje Trockiego i Lenina, że zechcą oni – „po trupie białej Polski” – rozszerzyć władzę Sowietów na Niemcy. Stalina ekscytowało to widać mniej i pewnie dlatego podziękować mu możemy za to, że Piłsudski przeprowadził swój manewr przez Wieprz bez przeszkód i ocalił Warszawę od hord prowadzonych (trzeba przyznać, że bardzo sprawnie) przez Tuchaczewskiego.

 

4 listopada przypada rocznica rzezi Pragi, dokonanej w 1794 przez wojska Suworowa. Rosjanie wymordowali ok. 20 tys. ludności cywilnej – tak Rosja utwierdzała swe stanowisko lidera Ligi Pansłowiańskiej.
Zachwycona postawą swego feldmarszałka i pogulanijem jego podkomendnych, niemiecka caryca prawosławnego imperium ustanowiła na cześć tego wydarzenia Крест за Прагу – Krzyż za Zdobycie Pragi z napisem „Za wysiłek i odwagę” (За труды и храбрость).

Jakimś cudem przemknęło to przez sita cenzury (nie lubili carów, ale w końcu to nie carowie wyrzynali praskie kobiety i dzieci tylko umundurowany lud) i przez cały okres PRL-u można było czytać u Mickiewicza, że najpierw Jasiński i Korsak

stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali

później, że Maciej Dobrzyński

sam jeden skoczył z wałów Pragi,
Bronić pana Pocieja, który, odbieżany
Na placu boju, dostał dwadzieście trzy rany

wreszcie zaś, że

wojna, atak, szturm, słychać wystrzały,
Jęk dzieci, płacze matek. – Tak mistrz doskonały
Wydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały,
Przypominając sobie ze łzami boleści
Rzeź Pragi, którą znały z pieśni i z powieści.

Jeśli ktoś zna rosyjski, niech koniecznie przeczyta relację Suworowa z bitwy praskiej przesłaną Piotrowi Aleksandrowiczowi Rumiancewowi, <http://wars175x.narod.ru/dc94_133.html>, w której opisane jest „znakomite zwycięstwo warszawskie” i nauczka, którą odebrała вероломная сия столица – „wiarołomna ta stolica”.

 

7 listopada (wg kalendarza gregoriańskiego; w juliańskim był to 25 października) 1917 rozpoczęła się w Rosji rewolucja bolszewicka, zwana później Październikową, Socjalistyczną lub Wielką (albo z wszystkimi epitetami naraz).
Wielką była, jeśli uwzględnić jej efekty, ale trwała zaledwie dwa dni, a wszelkie późniejsze opowieści o szturmach, walkach i bohaterstwie bolszewików („dokumentowane” fragmentami fabularnych filmów nakręconych kilka lat później) można między bajki włożyć.
Efekty? Co tu dużo mówić.
Norman Davies w Europie (str. 1328-9, wyd. ang. 1996) szacuje liczbę ofiar reżimu sowieckiego tylko w latach 1917-1953 na 54 miliony. Nie obejmuje to ofiar zabitych podczas II wojny światowej, które Davies ocenia na 8-9 mln. żołnierzy Armii Czerwonej (tamże), a Wiki na 8,7-13,8 mln.
Już tylko z zestawienia tych liczb z łączną liczbą poległych podczas II w. ś. w armiach amerykańskiej i brytyjskiej (Davies: 0,5 mln, Wiki: 0,8 mln), widać jasno, że rozkaz nr 227 z 28 lipca 1942 („Ani kroku wstecz!”, Ни шагу назад!) wydany przez Stalina był kolejnym aktem ludobójstwa, tym razem wobec własnych żołnierzy.

 

10 listopada urodziny obchodzi amerykański Korpus Piechoty Morskiej – U.S. Marine Corps – założony w roku 1775.

 

Urodziny obchodzą też państwa:

Polska (11 listopada 1918),
Angola (11 listopada 1975),
Łotwa (18 listopada 1918),
Liban (22 listopada 1943),
Surinam (25 listopada 1975),
Albania (28 listopada 1912).

11 listopada, w rocznicę zakończenia I wojny światowej, w USA obchodzony jest Dzień Weterana (Veterans Day) – święto honorujące wszystkich służących w Siłach Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Jeśli 11 listopada wypada w weekend, dzień świąteczny przenoszony jest na piątek lub poniedziałek.

 

19 listopada (1493) wylądował w Portoryko Krzysztof Kolumb podczas swej drugiej transatlantyckiej podróży. Co dobrego przyniosło to plemionom zamieszkującym wyspę – odgadnijcie sami, jak pisał poeta, choć podobno zaczęło się od uratowania dwóch indiańskich kastratów.

 

W czwarty czwartek listopada Stany Zjednoczone świętują Dzień Dziękczynienia (w 2017 to 23.XI).
Historia sięga Pielgrzymów, czyli 102 osób płci obojga ze wspólnoty religijnej, która przybyła do Nowego Świata na statku Mayflower w 1620. Udało im się przeżyć rok prawdziwym cudem, bo jak inaczej nazwać to, że – gdy przybysze byli na skraju śmierci głodowej – z lasu wyszło dwóch Indian, którzy wszczęli konwersację po angielsku, wcześniej przedstawiwszy się jako Squanto i Samoset.
Gdy rok później, dzięki pomocy Indian, Pielgrzymom udało się zebrać pierwsze plony z pól – trudno się dziwić, że pierwsza wieczerza dziękczynna z indykami w roli głównej (konsumpcji oddawało się 53 białych i 90 Indian) trwała 3 dni.
Dwaj prostoduszni panowie S. nie zdawali sobie sprawy, że ich działalność charytatywna obróci się przeciwko nim, a owa uczta jest poniekąd stypą dla ich plemion – Wampanoagów i Wabanaków – i reszty Indian na kontynencie.
Formalnie Thanksgiving Day stał się świętem federalnym w 1863 za Lincolna, choć podobno pierwsze orędzie w tej sprawie podpisał Waszyngton.
Kanadyjczycy świętują Dziękczynienie (w Quebecu: Jour de l’Action de grâce) w drugi poniedziałek października.

Thanksgiving dinner jest dla Amerykanów tym, czym dla Polaków wieczerza wigilijna: robią wszystko, pokonują tysiące mil, by właśnie tego dnia zasiąść do rodzinnego stołu.
Zapytał mnie kiedyś amerykański znajomy, czy ja też obchodzę Thanksgiving. Odpowiedziałem, że to przede wszystkim jest święto moje i mnie podobnych pielgrzymów-imigrantów, którym udało się – lepiej lub gorzej – przetrwać kolejny rok, również dzięki pomocy takich jak on – dla nas będących współ­czes­ny­mi odpowiednikami Squanto i Samoseta. Pytający zdziwił się bardzo i zastygł był w zadumie na czas jakiś, po czym powiedział, że nigdy nie patrzył na to w ten sposób i że wiele w tym, co powie­dzia­łem, jest słuszności. Ile w tym, co powiedział, było poprawności politycznej – nie wiem.

Po dziękczynnym czwartku w USA następuje „czarny piątek” – Amerykanów ogarnia szał konsumpcji: sklepy organizują wyprzedaże, a kolejki (dobrze mówię: kolejki pod sklepami!) stoją czasem całą noc, co skądinąd jest okazją do zadzierzgania więzi towarzyskich. Nie są one jednak chyba zbyt trwałe, gdyż otwarcie sklepów nieodmiennie łączy się z szarżą tłumu i prawie co roku są ofiary śmiertelne (ale jest ich niewiele).

Zapamiętajcie rok
trzydziesty,
dzień dwudziesty dziewiąty
listopada:
dzień wzeszedł dla was, ta noc!

29/30 listopada 1830 rozpoczyna się polskie powstanie narodowe przeciw Rosji, zwane listopadowym.
Trwa do 21 października 1831.

Ujrzycie bohatery i karły,
i wojenniki, i gachy,
i dumne, pychą pojęte,
i podłe, jako gad liche,
i wyniosłe, i groźne, i ciche,
i zbrodnicze, i jako cud: święte.

Wyspiański powiedział. Nic dodać, nic ująć.
A jeśli ktoś chce zagłębiać się w szczegóły, niech zacznie od literatury i przeczyta Mariana Brandysa.

 

 

Znaki Zodiaku w listopadzie:
Skorpion (♏) – do 21 listopada
Strzelec (♐) – od 22 listopada.

Co czarny pijar mówi o Skorpionie, już było (w „Paździeniku) i nie było to przyjemne, oj nie! Ale Strzelce wszystkich dżenderów też niech się nie cieszą:

Osobnik spod tego znaku wykazuje dużo energii i pomysłowości – urodzony działacz społeczny. Oczywiście do czego się nie weźmie – to spieprzy. W dzieciństwie zabiera młodszym dzieciom cukierki. Ma skłonności do samogwałtu i podgląda w toalecie. Na starość pisuje wspomnienia, od początku do końca zmyślone.

Tu akurat CzPR przesadza, bo wszystkie wspomnienia, nie tylko Strzelców, są na ogół w większości zmyślone.
Ale prawdą jest, że swoim horoskopem cieszyć się mogą tylko Bliźnięta – najfajniejsza i najweselsza konstelacja w bloku.

 

Kwiat listopada (wielkiego wyboru nie ma) to:
chryzantema (Chrysanthemum indicum L.).
W Polsce (i sporej części Europy) kojarzy się ona tak jednoznacznie, że lepiej nie wspominać. Jedyna weselsza konotacja pochodzi z piosenki, ale też nie z oryginału a ludowej trawestacji: Chryzantemy złociste, przy nich pół litra czystej

Ciekawe, że w USA (poza Nowym Orleanem) chryzantema jest symbolem pogody ducha i optymizmu. Ale Nowy Orlean – wiadomo: parafie zamiast hrabstw, kilometry zamiast mil, dix zamiast ten i cmentarz Metairie. A na nim chryzantemy. Wszystko jasne.

 

Kamienie listopada:

topaz – symbol przyjaźni, ale również godności i bogactwa. Weźmy np. Biblię:

●   w Księdze Wyjścia (28:17) topaz był w pierwszym rzędzie drogich kamieni (razem z rubinem i szmaragdem) pektorału, który Mojżesz miał wykonac dla brata swego Aarona;
co to jest pektorał wszyscy wiedzą, ale dla porządku (za Słownikiem Doroszewskiego) przy­pom­nę, że był to napierśnik ozdobiony drogimi kamieniami noszony przez faraonów i ży­dow­skich arcykapłanów (od łacińskiego pectus = pierś);

●   w „Hymnie o mądrości” z Księgi Hioba (Hi 28:19), topaz jest wśród najdroższych klejnotów, za które mądrości kupić się nie da; nb. dokładny cytat brzmi „i topaz z Kusz nie dorówna”, co znaczy, że w najwyższej cenie były topazy z owej właśnie krainy (dziś jest to północny Sudan);

●   topaz jest jednym z atrybutów bogactwa i szczęśliwości króla Tyru, o czym posłyszał Ezechiel w swym widzeniu (Ez 28:13);

●   jest też topaz dziewiątą warstwą fundamentu miasta Jeruzalem czasów mesjańskich, przedstawianego przez Jana w Apokalipsie (Ap 21:20);

i cytryn – rzadka, makrokrystaliczna odmiana kwarcu.
Na temat cytrynu jeden z jubilerów pisze:

Wzmaga pewność siebie, silną wolę i kreatywność. Pomaga rozwiązywać problemy, zwiększa optymizm, entuzjazm i uczy, jak cieszyć się życiem. Rozprasza negatywną energią. Sprzyja osiągnięciu materialnego dobrobytu i powodzeniu w karierze zawodowej. Sprzyja leczeniu chorób serca, wątroby i nerek. Pomaga pozbyć się cellulitu. Przynosi ulgę przy wrzodach żołądka.

Czego to ludzie nie wymyślą, tylko żeby sprzedać… Ja bym jeszcze dodał „krawaty wiąże i przerywa ciąże”, bo jak już – to już. Swoją drogą, ciekawe na co (poza portfelem) działa kupiony w tym sklepie Swarovski?

W etymologie bawić się tym razem nie będziemy, bo zawędrujemy aż do sanskrytu, a to daleko, tak
w cza­sie jak i w przestrzeni.
Natomiast tu i teraz oba minerały występują w Polsce, w Sudetach oczywiście (Tatry są diamentem same w sobie) – w Górach Izerskich, Karkonoszach, Górach Sowich i Przedgórzu Sudeckim: Wzgórzach Strze­gom­skich i Strzelińskich

 

Imieniny w listopadzie obchodzą (między innymi, przecież nie mogę wymienić sześćdziesięciu imion!):

• Hubert (3 XI),
• Karolina (4 XI),
• Marcin (11 XI),
• Stanisław Choiński (13 XI),
• Elżbieta B. (19 XI),
• Katarzyna (25 XI),
• Andrzej (30 XI) – ale o andrzejkach nie będzie.

Najlepsze życzenia!

 

Urodziny
• Konrad, który urodził się w miesiącu listopadzie 1823 roku w Wilnie przy ulicy Ostrobramskiej, w klasztorze ks. ks. Bazylianów, przerobionym na więzienie stanu, w miejsce zmarłego właśnie Gustawa.
Więcej o urodzinach nie będzie. Za dużo się okazało chętnych i pominiętych, z czego tylko kłopot, ambaras i niesnaski.
Jubilatkom (czyżby damy obchodziły urodziny?) i jubilatom – wszystkiego najlepszego!

O ślubach też nie będzie – i tak każdy to robi na własne ryzyko.
W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
jedenasty miesiąc roku to:

białoruskiлістапад [listapad]
bośniackinovembar
bułgarskiноември [nojembri]
chorwackistudeni (chorwacki listopad to nasz październik)
czeskilistopad
kaszubskilëstopadnik (też: smùtan, lëstopad)
litewskilapkritis
łatgalskisolnys
łużycki (dolny)młośny (też: nowember)
łużycki (górny)nowember (też: nazymnik)
łotewskinovembris
macedońskiноември [nojembri] albo студен [studien]
rosyjskiноябрь [nojabr’]
serbskiновембар [novembar]
słowackinovember
słoweńskinovember (też: listopad)
ukraińskiлистопад [listopad]
żmudzkilapkrėtis

 

Przysłowia związane
z listopadem:

Czasem w listopad nie palisz
i rąbala precz oddalisz,
ale w grudniu –
musisz durniu.

Gdy w listopadzie
od południowego kraju grzmi,
znaczy niepłodność wszystkiego.

Jak na świętego Hieronima
jest deszcz, albo go nie ma,
to pod koniec listopada
pada, albo nie pada.

Jaka pogoda listopadowa,
taka i marcowa.

Jeszcze nie listopad,
a liść z drzewa opadł.

Listopada wiela wody,
na łąki wielkie wygody.

W listopadzie goło w sadzie.

W listopadzie grzmi,
rolnik dobrze śni.

W listopadzie
kapusty pełne kadzie.

W listopadzie
liście opadają,
a ludzie znicze
na grobach stawiają.

 

Przysłowia na
Wszystkich Świętych (1 XI)

We Wszystkich Świętych,
gdy się deszcz rozpada,
może słota potrzymać
do końca listopada.

Wszyscy Święci niezgodą,
wiatry ze śniegiem przywiodą.

Czasy niekiedy bywają,
że Wszyscy Święci w bieli przybywają.

Jeśli śnieg na Wszystkich Świętych zawiedzie,
to święty Marcin [11 listopada]
na białym koniu przyjedzie.

Na Wszystkich Świętych ziemia skrzepła,
to będzie zima ciepła,
a jak deszcz,
to trzeba będzie za piec wleźć.

Na Wszystkich Świętych mróz,
na Boże Narodzenie zima i susz.

 

Przysłowia na
św. Huberta (3 XI)

Kiedy swego czasu
goły las nastaje,
święty Hubert z lasu
cały obiad daje.

Jaki listopad trzeci,
taki marzec się kleci.

 

Przysłowia na
św. Marcina (11 XI)

Chmurny Marcin chętnie przyprowadza
łagodną zimę, mrozy straszne zgładza.

Gdy liście przed Marcinem nie opadają,
to mroźną zimę przepowiadają.

Gdy Marcin w śniegu przybieżał,
całą zimę będzie w nim leżał.

Gdy Marcinowa gęś po lodzie,
będzie Boże Narodzenie po wodzie.

Gdy mróz na świętego Marcina,
będzie tęga zima.

Jaki dzień na świętego Marcina,
taka będzie cała zima.

Jeśli na Marcina sucho,
to Gody (25 grudnia) z pluchą.

Jeśli na Marcina
wiatr z południa wieje,
lekkiej zimy daje nadzieje.

 

Przysłowia na
św. Stanisława (13 XI)

Na Stanisława Kostkę
ujrzysz śniegu drobnostkę,
a na Ofiarowanie [21 listopada]
przydadzą się sanie.

 

Przysłowia na
św. Marka (16 XI)

Deszcz w Marka,
ziemia w lecie jak skwarka.

 

Przysłowia na
św. Elżbiety (19 XI)

Zjawia to Elżbieta święta,
czy ta zima będzie cięta.

 

Przysłowia na
św. Katarzyny (25 XI)

Katarzyny dzień jaki,
cały grudzień taki.

Kiedy w świętą Katarzynę
lód nie stanie,
to gotuj sanie.

W Katarzynę z nieba nic nie spadnie,
będzie w przyszłym lutym
chyba jeszcze ładniej.

 

Przysłowia na
św. Zdzisława (28 XI)

Kiedy Zdzisiek rano szroni,
zima jest w zasięgu dłoni.

 

Przysłowia na
św. Andrzeja (30 XI)

Gdy święty Andrzej
ze śniegiem przybieży,
sto dni śnieg w polu leży.

Na św. Jędrzeja
trza kożucha dobrodzieja.

W wilją św. Andrzeja
jest dla dziewcząt nadzieja.

Zdybali się dwa Jędruchy:
jeden ślepy, drugi głuchy.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

A jednak podam. Pamiętniki, o których piszę na początku tekstu, to:

Jałowiecki, Mieczysław. Na skraju Imperium i inne wspomnienia.
Warszawa : Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, [2000, 2003, 2005, 2012, 2013,  2014,  2015,  2017].
Liczba wznowień mówi sama za siebie. Niesamowita lektura!
Prawda: tylko dla dorosłych, ale nieposłuszna (a ciekawa) młodzież też może w nich znaleźć zadowolenie.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha