KTO JEST KIM:

KRZYSZTOF BARANOWSKI

10.

Ramka_10_wiek_XXI_ill

2000[1]

grudzień

Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Admi­ni­stracji w Warszawie kupuje od Kredyt Banku Fryderyka Chopina za 2 460 425,00 PLN.
Decyzję kupna podjął dr Dariusz Czajka, pomysłodawca i jeden z założycieli EWSPiA, który w la­tach 70-tych płynął w młodzieżowej załodze Zewu Morza dowodzonego przez Krzysztofa Bara­now­skiego i tam po raz pierwszy zapoznał się z ideą edukacji na morzu.

Krzysztof Baranowski koordynuje i nadzoruje całość działań wychowania morskiego EWSPiA.

W ramach Akademii pod Żaglami na Fryderyku Chopinie zaczęły się odbywać seminaria, wykła­dy oraz kursy językowe dla studentów EWSPiA.

Uczelnia proponuje też naukę na poziomie szkoły średniej dla chętnych spoza uczelni, w Szkole Pod Żaglami.

 

2001-2007
STS Fryderyk Chopin pływa z młodzieżą z kolejnych edycji Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.

Rejsami dowodzą przeważnie kapita­no­wie Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański i Adam Kantorysiński.

 

2001

Za całokształt działalności żeglarskiej (50 lat) Bractwo Wybrzeża – Mesa Kaprów Polskich przyznaje Krzysztofowi Baranowskiemu nagrodę „Chwała Mórz” – Kaperski Topór Bojowy. Wręczenie Topora odbyło się na pokładzie żaglowca STS Fryderyk Chopin.[2]

Bałtyckie Bractwo Żeglarzy odznacza Krzysztofa Baranowskiego nagrodą Conrad 2000 przyznawaną największym indywidualnościom żeglarskim. W uzasadnieniu podano:

Za cały dorobek żeglarski obejmujący wiele ambitnych rejsów oceanicznych (w tym samotny rejs dookoła świata, zakończony w roku 2000), liczne książki (łączny nakład wraz z tłumaczeniami – milion egzemplarzy), realizację 50 filmów o tematyce morskiej oraz znaną działalność organizatorską (imprezy, żaglowce, szkoły, konferencje)[3]

 

2001 – 2007

Lady B. latem pływa w rejsach stażowych po Bałtyku i Morzu Północnym, jesień i zimę spędza na ogół na Wyspach Kanaryjskich.
Stałym kapitanem jest Mieczysław Leśniak, później Jan Stankiewicz.

 

2003 – 2004

Lady B. uczestniczy w akcji Jolanty Kwaśniewskiej „Płyniemy do Europy”, polegającej na gratisowych rejsach morskich młodzieży z całego kraju wybranej na podstawie znajomości problematyki europejskiej.
Punktem kulminacyjnym (maj 2004) jest odebranie przez młodzież w Brukseli symbolicznych kluczy do Europy.

 

2003

Krzysztof Baranowski formalnie przechodzi na emeryturę,
kończy również pracę etatową w EWSPiA, a tym samym na Fryderyku Chopinie.

Posłano po mnie dopiero wtedy, gdy statek utknął w Szczecinie. Kapitan postawił wyższe warunki finansowe, a kadra oficerska go poparła, ale pod moim dowództwem kadra zgodziła się płynąć – wykonałem zadanie, doprowadziłem statek na zakontraktowane rejsy w Niemczech.[4]

 

2005-2009

Krzysztof Baranowski jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Jachting”.

Ustanawia tam nagrodę „Jachtsmen Roku”.

 

2006   

Kpt. Krzysztof Baranowski występuje gościnnie w serialu TV Ranczo (2006) w roli Starosty… ale tylko na stronie internetowej Filmweb[5].

 Ranczo_Filmweb_b

 

W rzeczywistości w 78. odcinku Rancza (sezon 6, odc. 13 – „Poród amatorski”; emisja 2012-05-27) starostę Wilkowyi zagrał Krzysztof Baranowski – starosta powiatu lipnowskiego (z siedzibą w mieście Lipno, woj. kujawsko-pomorskie).

 

2008

8 marca – Gdynia, galeria Centrum Gemini przy Skwerze Kościuszki:

kpt. Krystyna Chojnowska-Liskiewicz wręcza Krzysztofowi Baranowskiemu Specjalną Nagrodę Super Kolosa[6] przyznaną przez kapitułę X Ogólnopolskiego Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów.

Tę nagrodę, Super Kolosa, dostaje się raz w życiu. Cieszę się, że tego doczekałem. Jest to dla mnie niezwykły zaszczyt przede wszystkim z tego powodu, że statuetkę przyznają nie tylko żeglarze, ale i podróżnicy, himalaiści czy speleolodzy. Super Kolosa będę, zatem cenił wyjątkowo, bowiem honor z nim związany jest wyrazem uznania całego środowiska podróżniczego, a nie tylko moich kolegów z branży.[7]

Szczególne podziękowania laureat skierował do kpt. Wojciecha Jacobsona – legendy polskiego żeglarstwa, który zawsze służył i służy pomocą oraz dzieli się swym doświadczeniem z innymi żeglarzami – przypominając, że bez wsparcia Jacobsona, rejs Polonezem w 1972 roku mógł w ogóle nie dojść do skutku.

 

Od 2008

Krzysztof Baranowski jest członkiem rady programowej Polskiej Fundacji Morskiej.

Jest to niezależna, niedochodowa organizacja pozarządowa, zarejestrowana przez Sąd Rejonowy w Szczecinie. Jej celem jest „popularyzowanie walorów żeglarstwa, jego kultury materialnej, jak i duchowej, poszerzanie wiedzy historycznej o związkach Polski z morzem, ich znaczeniu w Europie i na świecie oraz upowszechnianie polskich osiągnięć w tej dziedzinie.”[8]

 

2008

15-22 listopada

Krzysztof Baranowski prowadzi Pogorię po Morzu Liguryjskim w tygodniowym rejsie, zorganizowanym przez absolwentów International Class Afloat 1988-1989, z okazji dwudziestej rocznicy rejsu. Z dawnych uczniów stawiło się sześciu Amerykanów, Estończyk, sześciu Rosjan oraz szesnastu Polaków.

Eskapada szesnastolatków przed dwoma dekadami, dziś dorosłych facetów: lekarzy, prawników, naukowców, menadżerów, burmistrzów, wreszcie mężów i ojców, zakończyła się wspólną obietnicą powtórzenia jej za pięć lat.[9]

 

2009

16 marca

Reaktywacja Fundacji noszącej teraz nazwę „Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego”[10].

Fundacja, współpracując z Caritasem, inicjuje akcję „Dookoła świata za pomocną dłoń”. Proponuje uczennicom i uczniom, którzy za zgodą rodziców zgłoszą swój udział w projekcie, niesienie pomocy w trakcie roku szkolnego osobom niepełnosprawnym, chorym i potrzebującym, a następnie kwalifikacje sprawnościowe. Najlepsza trzydziestka kwalifikuje się na rejs oceaniczny. Pozostałym Fundacja organizuje „rejsy pocieszenia” na Mazurach lub po Bałtyku.

Tradycyjnie, udział młodzieży w rejsach jest bezpłatny, a koszty pokrywać mają środki otrzymane od sponsorów oraz pozyskane przez Fundację w ramach prowadzonej działalności.[11]

Fundacja ustanawia nagrodę „Żeglarz Roku” przyznawaną od 2010 roku żeglarzom za wyczyny morskie i w innych dziedzinach żeglarstwa (np. deska, ślizg lodowy), w których nominaci przyczynili się do popularyzacji tej dziedziny sportu.[12]

 
2010-2016 – rejsy Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego na Fryderyku ChopiniePogorii

 

2010

2 października

STS Fryderyk Chopin pod dowództwem kpt. Krzysztofa Baranowskiego wypływa z Gdy­ni w rejs Szkoły Pod Żaglami pod hasłem „Dookoła świata za pomocną dłoń”.

Armator brygu, EWSPiA, użycza żag­lo­wiec bezpłatnie.

Na pokład zamustrowało 36 uczennic i uczniów II klasy gimnazjum, wyłonionych w drodze ca­ło­rocz­ne­go kon­kursu. Trasa ma zakończyć się w Fort de France na Martynice w połowie stycz­nia 2011.

Kapitanowie (zmiana w Stavanger): Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański (chemia).
Załoga etatowa: Marek Derendarz (kucharz), Krzysztof Olczyk (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Katarzyna Jankowska (biologia, lekarz), Adam Kantorysiński (bosman), Mieczysław Leśniak (III oficer), Małgorzata Michałkiewicz (j. angielski, j. francuski), Jolanta Modelska (j. polski, historia), Maciej Ostrowski (II oficer, meteorolog, fizyka, geografia), Mateusz Potempski (I oficer, WOS), Marcin Tyfa (pomocnik bosmana, fizyka, j. niemiecki).
Ekipa TV: Weronika Wojnach (operator TVN; do Stavanger).
Uczennice i uczniowie: Szymon Angowski, Joanna Borowska, Konrad Bosek, Anita Chwastek, Maciej Dowgiałło, Natalia Gałda, Jakub Jeleński, Jadwiga Juwa, Kacper Kaferski, Katarzyna Kozubal, Alicja Kromka, Magdalena Kurowska, Bartosz Kutwin, Patryk Leszek, Tomasz Ławski, Kinga Łoboda, Jakub Łochowski, Filip Niemcunowicz, Karolina Okwiecińska, Marta Orlińska, Oskar Orlitz, Katarzyna Patryniak, Beniamin Rostankowski, Julia Różycka, Igor Rudnicki, Jan Rybołowik, Anna Sachaj, Dominika Szmit, Hanna Tokaj, Anna Wilk, Marek Włodarczyk, Iwo Wojcieszak, Katarzyna Zajączkowska, Miłosz Zieliński, Paulina Żurawińska.


14 października

W Stavanger (Norwegia) dowództwo brygu przejmuje kpt. Ziemowit Barański.
Krzysztof Baranowski, zgodnie z planem, wraca do Polski, do pracy w biurze armatorskim rejsu.


29 października

100 Mm SW od wysp Scilly Fryderyk Chopin traci w sztormie bukszpryt i oba masz­ty.
Nikt z 47-osobowej załogi nie doznał obra­żeń, nie ma też potrzeby ewaku­acji. Kapitan jednak przyjmuje hol, bowiem w przy­pad­ku uży­cia sil­ni­ka żag­low­ca, reszt­ki oli­no­wa­nia, niemoż­liwe do usu­nię­cia w cza­sie sztormu, mo­gą zablo­kować śru­bę i ster.

2010-SzPZ_MAPA2

Żaglowiec odholowano do stoczni remontowej w Falmouth, skąd młodzież wróciła do Polski.
Postój Fryderyka Chopina w stoczni trwa do 24 czerwca 2011.
W międzyczasie zmienia się właściciel i armator: EWSPiA sprzedaje żaglowiec spółce 3Oceans, zajmującej się czarterami i organizacją rejsów komercyjnych.

 

2011

7 marca

Prezydent RP Bronisław Komorowski obejmuje honorowym patronatem akcję „Dookoła świata za pomocną dłoń”.[13]

18 czerwca

W Nowym Warpnie nad Zalewem Szczecińskim otwarta zostaje Aleja Żeglarzy. Jako pierwsze umieszczone zostają tablice kapitanów: Krzysztofa Baranowskiego i Andrzeja Mendygrała.

17 września, Szczecin

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego na Fryderyku Chopinie wypływają uczennice i uczniowie Szkoły Pod Żaglami, których rejs rok wcześniej przerwała utrata masztów.

Kapitanowie (zmiana w Santa Cruz de Tenerife): Krzysztof Baranowski, Ziemowit Barański (chemia).
Załoga etatowa: Wiesław Patro (mechanik), Krystyna Szypczyńska (kucharz).
Kadra oficersko-nauczycielska: Zbigniew Bosek (do Santa Cruz de Tenerife; biologia), Bogusława Ćwikła (j. polski, j. angielski, muzyka), Mieczysław Leśniak (III oficer), Agnieszka Leśny (historia i j. polski), Maciej Ostrowski (II oficer, geografia), Karol Petryka (bosman), Mateusz Potempski (I oficer, WOS, historia architektury), Olga Sabok (matematyka, j. francuski), Tomasz Trojnar (biologia, lekarz), Marcin Tyfa (bosman, fizyka, j. niemiecki), Wiktor Waszkowiak (chemia).
Ekipa TV: Konrad Kwas (operator filmowy; plastyka).
Uczennice i uczniowie: Szymon Angowski, Anita Chwastek, Maciej Dowgiałło, Jakub Jeleński, Jadwiga Juwa, Kacper Kaferski, Katarzyna Kozubal, Alicja Kromka, Magdalena Kurowska, Patryk Leszek, Tomasz Ławski, Kinga Łoboda, Jakub Łochowski, Filip Niemcunowicz, Karolina Okwiecińska, Marta Orlińska, Oskar Orlitz, Katarzyna Patryniak, Przemysław Piernicki, Beniamin Rostankowski, Julia Różycka, Jan Rybołowik, Anna Sachaj, Dominika Szmit, Hanna Tokaj, Iwo Wojcieszak, Marek Włodarczyk, Julia Stalmach, Anna Wilk, Miłosz Zieliński.

Trasa: Szczecin – Kanał Kiloński (RFN) – Falmouth (Wlk. Bryt.) – Vigo (Hiszpania) – Madera i Porto Santo (Portugalia) – Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania) – Wyspy Zielonego Przylądka – Martynika (dep. zamorski Francji).

Armator, firma 3Oceans, wysyłając Fryderyka Chopina na Karaiby na czarter, udostępnia bryg Szkole Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, na trasie Szczecin – Martynika,  „po kosztach własnych”.
Koszty paliwa, wyżywienia i opłat portowych ponosi Fundacja Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.

15 grudnia

Koniec rejsu na Martynice.

SzPZ-2011_MAPA

 

2012

25 września, Świnoujście

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego kolejna edycja jego Szkoły Pod Żaglami (34 uczennice i uczniowie) wypływa na Pogorii.

Kapitanowie (zmiana w Maladze): Krzysztof Baranowski, Krzysztof Grubecki.
Załoga etatowa: Marcin Mieczkowski (bosman), Stanisław Reszel (mechanik), Krystyna Szypczyńska (kucharz).
Kadra oficersko-nauczycielska: Marek Bieliński (j. angielski, WOS), Zbigniew Bosek (intendent, fotograf, biologia; IV oficer od Lizbony), Anna Kulczak  (II oficer, j. polski), Elżbieta Nizińska (do Barcelony; III oficer, historia), Maciej Ostrowski (do Lizbony; IV oficer, meteorolog, geografia), Marcin Piotrowski (do Amsterdamu), Waldemar Rzeźnicki (I oficer, fizyka), Anita Wietrzyńska (matematyka, geografia), Jerzy Wojciechowski (do Barcelony), Marcin Wojtkowski  (lekarz, chemia; III oficer od Barcelony).
Ekipa TV: Maciej Dudziński (operator TVN24).
Uczennice i uczniowie: Michał Bojarczuk, Andrzej Brzeski, Maja Duszkiewicz, Martyna Eiben, Paula Eiben, Bruno Ganicz, Robert Gattner, Agata Golonka, Paweł Jachim, Jakub Kokot, Elisej Kosarev, Aleksandra Kozowska, Anna Kozubal, Maciej Krygier, Magdalena Kupilas, Adam Machońko, Łukasz Mielczarek, Stanisław Murgrabia, Kalina Paszyna, Elżbieta Przeździak, Tatiana Shikhovtcova, Wojciech Sobierajski, Jędrzej Staniewicz, Kamila Stapf, Martin Szajnar, Julia Szewczyk, Michał Szukała, Agata Tomaszek, Daria Wasilewska, Alicja Wawrzyniak, Michał Wnuk, Krzysztof Wyrzykiewicz, Mateusz Zabielski, Konrad Ziemianin.

Trasa: Świnoujście – Amsterdam (Holandia) – Boulogne-sur-Mer (Francja) – Setúbal (Portugalia) – Malaga, Cartagena, Vilanova i la Geltrú, Portinatx (Hiszpania) – Monako – Genua (Włochy).

SzPZ-2012_MAPA

 

19 października, Malaga

Krzysztof Baranowski przekazuje dowództwo nad Pogorią i swoją Szkołą Pod Żaglami kpt. Krzysztofowi Grubeckiemu, absolwentowi pierwszej Szko­ły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego (rok szkolny 1983/1984).


3 listopada, Genua

Koniec rejsu.

 

 

2013

2 maja

W dniu Święta Flagi RP, na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego w Warszawie zaprezentowana zostaje wystawa „Biało-czerwona na morzach i oceanach”[14], złożona z 42 plansz przedsta­wia­ją­cych największe osiąg­nięcia żeglar­stwa polskiego.

Wystawę otworzył prezydent Bronisław Komorowski, który uhonorował przedsta­wio­nych na planszach żeglarzy banderami prezydenckimi.

Z dużą satysfakcją informujemy, że – wśród odznaczonych prezydencką banderą – bank nagród rozbił Krzysztof Baranowski. Prezydent RP wręczył bandery: kpt. Baranowskiemu za całokształt dokonań żeglarskich, żaglowcom „Pogoria” i „Fryderyk Chopin”, które dzięki Krzysztofowi Baranowskiemu powstały i „Szkole Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego”.[15]


1 września, Gdańsk-Westerplatte

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego na Pogorii wypływa pierwsza polsko-rosyjska Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego: do 32-osobowej załogi młodzieżowej wybrano po 8 dziewcząt i chłopców z Polski i Rosji.

Kapitanowie (zmiany w Cherbourgu i La Spezia): Krzysztof Baranowski (geografia), Adam Busz (geografia), Krzysztof Grubecki (geografia).
Załoga etatowa: Sylwester Małachowski (kucharz), Marcin Mieczkowski (bosman), Stanisław Reszel (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Ekaterina Andreyasheva (j. angielski, j. rosyjski), Ewa Bajerska (j. angielski, matematyka), Oleg Bespalov (dziennikarz i filmowiec – Komsomolskaja Pravda), Zbigniew Bosek (IV oficer, fotograf, intendent), Marek Duszkiewicz (I oficer, lekarz, biologia, chemia), Magdalena Lapshin (j. polski, j. niemiecki), Mieczysław Leśniak (III oficer), Kryspin Pluta (filmowiec TVN24, WOS, filmoznawstwo), Kazimierz Robak (j. polski, historia, dyrektor Szkoły), Remigiusz Trzaska (do Port de Sóller; II oficer), Anita Wietrzyńska (fizyka, matematyka, II oficer od Port de Sóller).
Uczennice i uczniowie: Bartosz Andrałojć, Maksim Boiarov, Jakub Borysewicz, Alexandra Bulavkina, Filip Chojnacki, Aleksandra Dudij, Veronika Gasparian, Egor Ivanov, Zuzanna Jeglorz, Anastasiia Kashparowa, Oliwia Kiełbowska, Alexey Korolyuk, Jakub Krakowski, Maria Kulak, Viktoriia Kurbanova, Aleksandra Lashchuk, Olga Lazareva, Daniil Litvinov, Michał Łakomski, Małgorzata Narecka, Nikodem Niziołek, Kamilla Nowak, Valeriya Ogoleva, Sergey Ostapets, Katarzyna Pisarek, Denis Popov, Anastasiia Poteeva, Andrzej Rydzewski, Maria Sachaj, Araik Simonyan, Evgenii Sosnin, Natalia Strzępka, Alexander Suchanek.

Trasa: Gdańsk – Kanał Kiloński – Cherbourg – Vigo – Setúbal – San Miguel – Portinatx – Port de Sóller – Tulon – La Spezia – Viareggio – Zatoka Neapolitańska – Isola di Ustica – Vibo Valentia Marina – Porto di Levante – Olbia – Bonifacio – Civitavecchia.

SzPZ-2013_MAPA

9 września, Cherbourg

Krzysztof Baranowski przekazuje dowództwo kpt. Adamowi Buszowi.


5 października, La Spezia

Dowództwo nad PogoriąSzkołą Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego przejmuje kpt. Krzysztof Grubecki.


26 października, Civitavecchia

koniec rejsu polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Krzysztof Baranowski wita jej załogę w porcie docelowym i na pokładzie Pogorii wręcza opinie rejsowe.


26 października – 2 listopada

Krzysztof Baranowski prowadzi Pogorię po Morzu Liguryjskim w rejsie zorganizowanym – zgodnie z zapowiedzią – przez absolwentów International Class Afloat 1988-1989, tym razem z okazji jej dwudziestopięciolecia.

 _00_SzPZ-ICA_rejs_25_lat_2013_sm

 

2014

Krzysztof Baranowski zabiega bezustannie o budowę nowego żaglowca dla swojej Szkoły Pod Żaglami.

Koncepcja jest gotowa – wypracowaliśmy ją ze znanym konstruktorem nowozelandzkim Tomkiem Głowackim. Projekt został nazwany „Polonia”, ale to nazwa robocza, zapewne potencjalni inwestorzy zechcą go nazwać inaczej. Problemem jest to, że inwestorów nie widać na horyzoncie, a sam temat mało kogo w Polsce interesuje. […]

Moim życzeniem był wyższy standard wnętrza polegający na kabinach dwuosobowych (za­mie­nianych na czas Szkoły na czteroosobowe), dużo przestrzeni „socjalnej” i naresz­cie duża klasa w formie audytorium na rufie wykorzystująca nawis kadłuba. Tomek za­pro­po­no­wał wystrój w „starym stylu” przy najnowocześniejszych rozwiązaniach tech­nicznych. […]

„Polonia” może służyć różnym celom – promocyjnym, wizerunkowym, propagandowym, wreszcie komercyjnym – ja potrzebuję żaglowca na cztery pierwsze miesiące roku szkol­ne­go na realizację Szkoły pod Żaglami jako projektu charytatywnego (młodzież pracuje w wo­lon­ta­riacie cały rok, a potem płynie za darmo). […]

„Fryderyk Chopin” […] w roku 2011 zrobił promocyjną turę po zachodniej Europie z okazji jubileuszu kompozytora pokazując jak pięknie można propagować kulturę i sztukę przy pomocy żaglowca.[16]

 

Moje najbliższe plany wiążą się z budową kolejnego żaglowca […] To moje nowe wyzwanie i cel. Ten nowy projekt to […] bryg o długości 56 metrów przeznaczony dla szkolenia młodzieży w ramach „Szkoły pod Żaglami” oraz… w celu zdobywania funduszy […]
W wersji biznesowej „Polonia” będzie mogła być wygodnym miejscem do wypoczynku dla 18 osób w dwuosobowych kabinach z własnymi węzłami sanitarnymi.
[…]
Koszt przedsięwzięcia szacuje się na 35 mln złotych.
[…] Jeśli każdy Polak złożyłby się po złotówce, to akurat starczyłoby na całość, hm…
Ale myślimy o indywidualnych inwestorach, którzy mogliby wykupić kabiny na „Polonii”, tak jak kupuje się apartamenty w atrakcyjnych miejscach świata i stadionach.
[17]

 

marzec

Ukazuje się 20. książka Krzysztofa Baranowskiego – Bujanie w morskiej pianie.
W posłowiu do niej napisałem:

W naszym żeglarstwie Krzysztof to druga obok Zaruskiego postać. Zaruski przed wojną, a on po wojnie. Bo akurat nam nikt nie powie, że jest człowiek, który po wojnie zrobił więcej propagandy dla żagli i dla wyprowadzenia małolatów na morze niż Krzysztof.
Pisałem tak 30 lat temu, w mojej opowieści o pierwszej Szkole Pod Żaglami. Dziś nie zmieniłbym w tej kwestii ani słowa.[18]

 

24 maja

Bolesławiec (województwo dolnośląskie): Drugie Bolesławieckie Prywatne Gimnazjum przyjmuje za patrona kpt. Krzysztofa Baranowskiego. Szkołę założył Zdzisław Czyżowicz, jeden z uczestników rejsu na Darze Pomorza w 1979 i bohater filmu Na rejach.

 

12 sierpnia

Krzysztof Baranowski, jako gość honorowy i jeden z ambasadorów regat Baltic Polonez Cup 2014 o Puchar Poloneza, towarzyszył na s/y Polonez zawodnikom startującym w wyścigu.
Regaty samotnych żeglarzy na trasie Świnoujście – wyspy Christiansø – Świnoujście zainicjowali w 1973 roku kapitanowie Jerzy Siudy i Kazimierz Jaworski dla upamiętnienia rejsu kpt. Krzysztofa Baranowskiego jachtem Polonez dookoła świata. Od 2013 obok samotników startują załogi dwuosobowe.

 

17 sierpnia 2014

Krzysztof Baranowski żegna w Gdyni Pogorię, która wypływa ze Szkołą pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego w rejs dookoła Europy.
Żaglowcem i Szkołą dowodzi kpt. Krzysztof Grubecki, absolwent pierwszej SzPŻ 1983/84.

Kolejna edycja Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego znów jest polsko-rosyjska głównym sponsorem jest polska organizacja Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Kandydatki i kandydaci z Polski musieli jak zawsze  przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto
popłynie Pogorią w semestrze jesiennym, zadecydowały konkursy finałowe organizowane w czerw­cu w Giżycku i Smoleńsku.
Pozostali uczestnicy otrzymali prawo bezpłatnego udziału w wakacyjnym obozie żeglarskim na Mazurach.

Rejs kończy się 24 października 2014 w Genui.

 

2015

22 sierpnia, Amsterdam

Krzysztof Baranowski rozpoczyna trzecią polsko-rosyjską Szkołę Pod Żaglami: do 32-osobowej załogi młodzieżowej wybrano po 8 dziewcząt i chłopców (trzecia klasa gimnazjum) z Polski i Rosji.
Trasa rejsu SzPŻ-2015 na Pogorii prowadzi z Amsterdamu do Civitavecchia.

23 sierpnia, Amsterdam

Pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego Pogoria wypływa z Amsterdamu.

Kapitan: Krzysztof Baranowski (Dyrektor Szkoły, geografia).
Załoga etatowa: Sylwester Małachowski (kucharz), Henryk Czerniecki (bosman, do 2015-10-03), Jarosław Borówka (bosman, od 2015-10-04), Mirosław Bednarz (mechanik).
Kadra oficersko-nauczycielska: Oleg Biespałow ( WOS, dziennikarz i filmowiec), Zbigniew Bosek (II oficer), Łukasz Kaźmierczak (lekarz, biologia, chemia), Mieczysław Leśniak (III oficer),  Marian Mańkowski (I oficer, matematyka, fizyka), Natalia Pasierska (j. angielski), Kryspin Pluta (filmowiec TVN24, WOS, filmoznawstwo), Kazimierz Robak (j. polski, historia Polski; historia Cywilizacji Zachodniej; dyr. wykonawczy Szkoły), Miłosz Romaniuk (IV oficer, informatyka, jęz. angielski, WOS), Lida Sogomonyan (j. rosyjski), Anita Wietrzyńska  (fizyka, matematyka).
Uczennice i uczniowie: Julia Bernatek, Arina Bovszeva, Pavel Doronin, Arseniy Durov, Julia Garbowska, Elian Godyń, Sviatoslav Grachev, Anastasia Gusakova, Michał Jastrzębski, Polina Kenshenskaya, Aziza Khestanova, Olga Kim, Danila Krygin, Maja Kozowska, Bartosz Kubicki, Maksim Kunyashev, Konstantin Lobachev (do 2015-09-16), Piotr Marszałek, Yulia Mushkis, Bartosz Muszkat, Olesiya Osipova, Stanisław Patynowski, Szymon Piątek (od 2015-09-16), Sylwia Stupnicka, Martyna Szoja, Bartłomiej Szymański, Zuzanna Śliwska, Avelina Terentyeva, Barbara Urbańczyk, Pavel Vertyanov, Karol Ważny, Egor Zaytsev, Olga Ziuzia.

Trasa: Amsterdam (Holandia) – IJmuiden (Holandia) – Lerwick (Szetlandy, Wlk. Brytania) – Vigo (Hiszpania) – Leixões (Portugalia) – Cascais (Portugalia) – Vila Baleira (Porto Santo, archipelag Madera, Portugalia) – Gibraltar (brytyjskie terytorium zamorskie) – Málaga (Hiszpania) – Ensenada de San Miquel (Ibiza, Baleary, Hiszpania) – Bonifacio (Korsyka, Francja) – Porto San Stefano (Włochy) – Civitavecchia (Włochy).

SzPZ-2015_Mapa_2

17 października, Civitavecchia

koniec rejsu polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Dystans (wg zapisu w Dzienniku Jachtowym): 4625 Mm
Czas rejsu: 53 doby, 10 godzin, 30 minut.
Relacje z rejsu: Żeglujmy Razem: SzPŻ-2015 od Amsterdamu do Civitavecchia (22 sierpnia – 17 października 2015).

 

Ukazuje się 21. książka Krzysztofa Baranowskiego – Kapitan jachtowy.

W redaktorskiej stopce na IV stronie okładki napisałem:

Nie wystarczy kupić „Kapitana” Baranowskiego, by móc bezpiecznie popłynąć, gdyż „Kapitan jachtowy” przede wszystkim wskazuje, co kapitan jachtowy wiedzieć powinien i gdzie może tę wiedzę zdobyć. Takie wskazania są zawsze kłopotliwe: ogół chętniej przyjmuje wiedzę w pigułce, natomiast sposób w jaki można tę pigułkę sporządzić zadowala tylko nielicznych.
Ci, którzy szukają gotowych recept i chcą, żeby było łatwiej, znajdą w tej książce bardzo wiele. Ale jej wartość tkwi przede wszystkim w prze­ka­za­niu sokratejskiej wiedzy o tym, co pozostaje nieznane.
[19]


2016

30 maja

Promocja 22. książki Krzysztofa Baranowskiego – Uczucia oceaniczne (Park Cafe, Konstancin, ul. Sienkiewicza 3).

Mimo bogatej warstwy historycznej i anegdotycznej wszystkie historie tu przedstawione dotyczą – lub dotyczyły – Autora osobiście. Jest to więc rodzaj autobiografii uczuciowej, podanej jednak tak dyskretnie (introwertyk!), że książka może być jednocześnie podręcznikiem przedmiotu, który nazywa się życie. Nie mówiąc już o tym, że powinien to przeczytać każdy mający zamiar wyruszyć w rejs (zwłaszcza dłuższy), a także ci, którzy chcą funkcjonować lub funkcjonują w zespołach, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych.
Na szczęście jest to podręcznik nietypowy: nieczęsto pozycję tego gatunku czyta się tak lek­ko i z taką cie­ka­wością jak „Uczucia oceaniczne”. Które z równym powodzeniem mogłyby nosić tytuł „Oceany uczuć”.
[20]

czerwiec

Trwają kwalifikacje do kolejnej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Kandydatki i kandydaci muszą przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto popłynie Pogorią w rejsie trwającym od sierpnia do listopada, zadecydował konkurs finałowy (bieg, pływanie, podciąganie na drążku, test z angielskiego) zorganizowany  18 czerw­ca na terenach warszawskiej AWF.

Pozostali otrzymali zaproszenia do wzięcia udziału w wakacyjnych obozach żeglarskich na Mazurach.

26 sierpnia, Warszawa

Krzysztof Baranowski żegna załogę swojej Szkoły Pod Żaglami odjeżdżającą autokarem do Civitavecchia (Włochy), gdzie cumuje Pogoria.

Zaokrętowanie nastąpiło 27 sierpnia 2016.
Dowódcą Pogorii był kpt. Krzysztof Grubecki, absolwent pierwszej SzPŻ-1983/84.

Trasa rejsu SzPŻ-2016, licząca 4059 Mm, prowadziła z Civitavecchia  (Włochy) przez Cieśniny Tureckie do Konstancy (Rumunia), Noworosyjska i Soczi (Rosja), Warny (Bułgaria), i z powrotem przez wyspy greckie i włoskie do Civitavecchia.
W tym czasie Pogoria uczestniczyła w Międzynarodowych Czarnomorskich Regatach Wielkich Żaglowców (SCF Black Sea Tall Ships Regatta 2016).
Oprócz wielu nagród zdobytych podczas kolejnych etapów, Pogoria otrzymała
nagrodę główną: Friendship Trophy – prestiżowe trofeum, przyznawane przez kapitanów wszystkich jednostek biorących udział w regatach organizowanych przez Sail Training International.
Rejs trwał do 22 października 2016.

 

28 października, Warszawa

Krzysztof Baranowski wita i żegna załogę swojej Szkoły Pod Żaglami 2016 wracającą autokarem z Civitavecchia (Włochy).
Za ten rejs kpt. Krzysztof Grubecki otrzyma honorowe wyróżnienie w konkursie Rejs Roku 2017.
Szczegółowe relacje z rejsu na stronie
Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego i na Żeglujmy Razem.

 

2017

9 czerwca

Na półkach księgarskich pojawiła się 23. książka Krzysztofa Baranowskiego – Żegluga oceaniczna.

„Żegluga oceaniczna” to kolejny podręcznik Krzysztofa Baranowskiego, który uświadamia, że to, co wiemy, kroplą jest w oceanie niewiedzy. Chcąc doprowadzić wyprawę do szczęśliwego końca, trzeba się uczyć zanim się wypłynie, bo prawdziwy Ocean weryfikuje wszystko i wszystkich jednakowo.
Autor, który opłynął dwa razy świat samotnie, proponuje, by skorzystać z jego wiedzy, doświadczeń i przemyśleń. Co najdziwniejsze: większa część tej książki będzie fascynującą lekturą nawet dla tych, którzy nigdzie nie chcą płynąć…
[21]

czerwiec

Trwają kwalifikacje do kolejnej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.
Kandydatki i kandydaci muszą przede wszystkim wykazać się wytrwałością w pracy opiekuńczej.
O tym, kto popłynie Pogorią w rejsie łączącym zajęcia szkolne z obsługą żaglowca, zadecyduje konkurs finałowy (bieg, pływanie, podciąganie na drążku, test z angielskiego). 
Pozostali będą mogli wziąć udział w wakacyjnych obozach żeglarskich na Mazurach.

 

Krzysztof Baranowski zabiega bezustannie o budowę nowego żaglowca dla swojej Szkoły Pod Żaglami.

Kazimierz Robak
Tampa, FL; 12 sierpnia 2014 /11 czerwca 2017
Żeglujmy Razem


[1] Tak, wiem, że kalendarzowo rok 2000 jest ostatnim rokiem wieku XX.

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Bractwo_Wybrzeża_-_Mesa_Kaprów_Polskich

[3] <http://www.sail-ho.pl/archiwum/kulinski/23020108.html>

[4] <http://krzysztofbaranowski.pl/jachty/fryderyk-chopin.html#more-742>

[5] <http://www.filmweb.pl/person/Krzysztof+Baranowski-583999>
< http://www.filmweb.pl/serial/Ranczo-2006-262774/cast#>

[6] Kolosy – polskie nagrody podróżnicze przyznawane corocznie od 2000 roku za dokonania w kategoriach: podróże, alpinizm, żeglarstwo, speleologia, wyczyn roku oraz („Super Kolos”) za całokształt osiagnięć lub za wybitne dokonanie zespołowe.

[7] <http://www.kolosy.pl/sylwetki/item/222-trzeciej-drogi-już-nie-ma.html>

[8] <http://fundacjamorska.org/>

[9] Czajewski, Witold. „20 lat później”. Żagle, nr 1, Warszawa 2009, s. 12.

[10] Rejestracja w Krajowym Rejestrze Sądowym – 2009-05-15. Sygnatura akt: WA.XIV NS-Rej.KRS/5457/09/198.

[11] <http://szkolapodzaglami.org.pl/page/32/ksiega-projektu>

[12] <http://www.zeglarzroku.pl/index.html>

[13] Szef Kancelarii Prezydenta RP, Jacek Michałowski. Pismo do kpt. Krzysztofa Baranowskiego z dn. 2011-03-07, sygn. BWP 046 40A-10.

[14] Wystawę zorganizowała firma Movida, a imiennie: jej prezes, Izabella Kiriczok oraz autor scenariusza i większości tekstów Damian Święs. Ekspozycja ma wersję wirtualną na <http://www.bialo-czerwona.org/index.php/pl/b-c-na-morzach-i-oceanach/>

[15] <http://www.zeglujmyrazem.com/?page_id=6326>

[16] <http://krzysztofbaranowski.pl/trzeci-zaglowiec/>

[17] Grajda, Peter. „Kpt. Krzysztof Baranowski: Zbudować żaglowiec POLONIA to moje nowe wyzwanie… – wywiad”. Toronto, Kanada; czerwiec 2012. Web: TS/S Stefan Batory, Polish Ocean Liner 1968-1988. <http://stefanbatoryoceanliner.weebly.com/interview-ii.html>

[18] Robak, Kazimierz. „Posłowie”. W: Baranowski, Krzysztof. Bujanie w morskiej pianie. Warszawa : Fundacja SzPŻ KB, 2014; s. 215.

[19] Baranowski, Krzysztof. Kapitan jachtowy. Warszawa : Szkoła Żeglarska Jacek Wójcik, 2015; IV str. okładki (Robak, K. „Od redaktora”).

[20] Robak, Kazimierz. „Posłowie”. W: Baranowski, Krzysztof. Uczucia oceaniczne. Warszawa : SzPŻ KB, 2016; s. 183.

[21] Baranowski, Krzysztof. Żegluga oceaniczna. Warszawa : SzPŻ KB, 2017; IV str. okładki (Robak, K. „Od redaktora”).


2008-03-08_SuperKolos_2 2008-03-08: Super Kolos

 

2008-11-17_IMG_1337_sm_fot Konrad_Duc2008-11-17: podczas rejsu z okazji 20. rocznicy International Class Afloat
fot. Konrad Duc

 

 

 2010_Samotny_zeglarz_sm2_fot_Andrzej_Wiktor2010: jedno ze zdjęć z tej serii weszło na okładkę drugiego wydania Samotnego żeglarza
fot. Andrzej Wiktor

 

 SONY DSC2013: zdjęcie, które weszło na okładkę książki najnowszej – Bujanie w morskiej pianie
fot. Zbigniew Bosek

 

SONY DSC2013-08-31, Gdańsk, Muzeum Morskie: przed konferencją prasową dotyczącą polsko-rosyjskiej Szkoły Pod Żaglami
W pierwszym rzędzie (od prawej): Krzysztof Baranowski, Bogdan Zdrojewski – minister kultury,
Paweł Adamowicz – prezydent Gdańska, Tatiana Szichowcowa – uczennica SzPŻ-2012.
fot. Danuta Matloch 

SONY DSC2013-08-31, sala konferencyjna Ośrodka Kultury Morskiej Narodowego Muzeum Morskiego, Gdańsk:
konferencja prasowa przed wypłynięciem polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
Od lewej: Krzysztof Baranowski, Sławomir Dębski – dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia,
Bogdan Zdrojewski – minister kultury, Paweł Adamowicz – prezydent Gdańska, Tatiana Szichowcowa – uczennica SzPŻ-2012.
fot. Zbigniew Bosek

_07_2013-08-31_9645824310_8ea2e67bce_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, sala konferencyjna Ośrodka Kultury Morskiej Narodowego Muzeum Morskiego, Gdańsk:
podczas konferencji prasowej dotyczącej polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Danuta Matloch

_08_2013-08-31_9645827468_5026e34a41_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, Gdańsk: po konferencji prasowej w Muzeum Morskim dotyczącej polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
Od lewej: Krzysztof Baranowski, Bogdan Zdrojewski – minister kultury, Sławomir Dębski – dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, Jerzy Litwin – dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
fot. Danuta Matloch

_09_2013-08-31_9642595267_e4d855223e_o_fot_Danuta_Matloch_sm22013-08-31, Gdańsk-Westerplatte: z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim w salonie kapitańskim Pogorii
fot. Danuta Matloch

SONY DSC2013-08-30, Gdańsk-Westerplatte: z szefową firmy „Hornet”, która wyposażyła część załogi Pogorii w odzież sztormową
fot. Zbigniew Bosek

_11_2013-08-28_DSC_2533_fot_Ewa_Bajerska_sm22013-08-28, Gdańsk-Westerplatte: z rodzicami uczennic i uczniów polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Ewa Bajerska

_12_2013-09-08_POGORIA_2013 (1122)_fot_Zbigniew_Bosek_sm22013-08-30, Gdańsk-Westerplatte: Krzysztof Baranowski (kapitan) ze swoimi oficerami w salonie kapitańskim Pogorii
w rejsie polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013

od lewej: Mieczysław Leśniak (III oficer), Marek Duszkiewicz (I oficer, lekarz, nauczyciel biologii i chemii),
fot. Zbigniew Bosek

SONY DSC2013-08-30, Gdańsk-Westerplatte, Pogoria: lekcja geografii w polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
fot. Zbigniew Bosek

_14_2013-10-26_POGORIA 2013-6 (109)_1280x853_fot_Zbigniew_Bosek_sm22013-10-26, Civitavecchia, Pogoria: rozdanie opinii żeglarskich na zakończenie polsko-rosyjskiej SzPŻ-2013
obok Krzysztofa Baranowskiego: Marek Duszkiewicz (I oficer) i Krzysztof Grubecki (kapitan)
fot. Zbigniew Bosek

_15_2013-11-01_DSC06688_sm_fot_Malgorzata_Wieladek2013-11-01, Civitavecchia: po rejsie z okazji 25. rocznicy International Class Afloat
Krzysztof Baranowski
wśród kadry i absolwentów swoich Szkół Pod Żaglami

stoją (od lewej): Witold Czajewski, Maciej Szemryk, Krzysztof Baranowski, Kazimierz Robak, Ryszard Mokrzycki,
Ziemowit Barański, Przemysław Lech, Mariusz Chmielewski, Maciej Nuckowski, Marian Wilusz;
klęczą: Aleksiej Undesow, Aleksiej Łysenko, Tomasz Podoba
fot. Małgorzata Wielądek

 

2014-05-24_Boleslawiec_012014-05-25, Bolesławiec: w Drugim Prywatnym Gimnazjum im. kpt. Krzysztofa Baranowskiego
fot. II Prywatne Gimnazjum w Bolesławcu

 

2014-08-12_34_n_fot_Marek Marek_Slodownik_Wiatr2014-08-12: Krzysztof Baranowski – gość honorowy regat Baltic Polonez Cup 2014 o Puchar Poloneza – towarzyszy na Polonezie zawodnikom na starcie
Fot. Marek Słodownik / Wiatr

 

2014-08-12_Polonez_DSC00706_sm_fot_Jaroslaw_Malejewski©2014-08-12, Świnoujście – marina: Krzysztof Baranowski na Polonezie
fot. Jarosław Malejewski

2015-09-11_DSCF3655_sm_fot_Kazimierz_RobakPogoria, 2015-09-11, Leixões (Portugalia): Tomasz Cichocki i Krzysztof Baranowski
w przededniu wypłynięcia Tomasza Cichockiego w samotny rejs wokółziemski nonstop

Fot.: Kazimierz Robak

 

_16_Polonia_projekt_T_Glowacki_sm2

Projekt brygu Polonia, stworzony przez Tomasza Głowackiego

Kazimierz Robak
12 sierpnia 2014 / 11 czerwca 2017
Żeglujmy Razem

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski – strona główna

Calendar

« October 2018 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

JESIEŃ

Może zrobić się chłodno już jutro
lub pojutrze, a może za tydzień?
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
nie ma rady, jesień, jesień idzie!

 

Jesień – jedna z czterech pór roku, przed nią było lato, po niej będzie zima, trwa od równonocy jesiennej (w 2017 – 22 września) do przesilenia zimowego (w 2017 – 21 grudnia), robi się coraz chłodniej… i tak dalej.

– Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm… wios…
– Tak?
– …na, a potem lato… no i…
– Zaczyna się tak jak jedzenie, proszę pani.
– Ach, tak, jesień…

Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. A mną owładnął stereotyp. Pod jego wpływem postanowiłem przebiec się po Internecie i poszukać wierszy o jesieni.
Spokojnie, żadnych poetyckich wzruszeń ani uniesień nie będzie, chciałem tylko zobaczyć, czy poeci – a jeśli tak, to którzy – potrafili wznieść się nad poziom melancholii, zadumy, narzekania, mgieł i osmętnic lub standard ostemplowany epitetem „złota”.

Dwie polskie jesienne ikony poezji to:

Staff, któremu – gdy jesień się rozełkała – ostatnie więdły kwiaty, warzyły się kasztany, trwogą krzyczało ptactwo, a deszcz jesienny dzwonił o szyby, podobnie jak partyzantom w piosence

i Harasymowicz – z jesienią, która zdmuchuje nawet jesienną stronę księżyca.

Smutek, proszę państwa, smutek.

 

Muza lżejsza wcale weselsza nie jest:

Czapińska nie wiedziała, czy się odważy uciec od jesieni byle jakim pociągiem, jej jednak można się nie czepiać, bo to psycholog z zawodu, poza tym Remedium ma etykietkę „hymn wagabundów”, a z nimi jest mi po drodze bardziej niż się wydaje.

Długosz poleciał standardem jesieni złotej, ale też ma darowane, bo o nalewkach (z dzikiej róży i porzeczki) napisał i zaśpiewał smacznie.

Kofta – przewrotnie, ale raczej mało optymistycznie (bo się w końcu depresje w impresje odmienią, ale tylko jesienią, jesienią).

A te dawniejsze, o tym że:

jesienne róże więdną już (gdy idziemy przez parku głusz),
że są dni umierające – chore, blade słońce
(oba teksty napisał Andrzej Włast)

– powinny być dawkowane przez lekarzy osobom wyjątkowo odpornym psychicznie.

 

Za to gdy zejść do klasyki – groza!

Achmatowa – piękna i liryczna, jak zwykle, ale jeśli wypatrzyła trzy jesienie w jednym roku, to już depresja najgłębsza, bo sowiecka (czemu, skądinąd, znając koleje jej życia, trudno się dziwić).

Apollinaire – deprecha awangardowa (chora i uwielbiana umrzesz, gdy na rozaria dmuchnie dziki huragan – chodzi o różę).

Baczyński – depresja dziejów (nie będzie cytatów).

Baudelaire – deprecha programowa (wstrętny mrok i plucha, przeczucie końca, monotonny łoskot – gwoździ w trumnę pośpieszne wbijanie), choć tak ostentacyjna, że jakby weselsza.

Broniewski – deprecha kliniczna (chwytają mnie złe listopady czarnymi palcami gałęzi).

Bursa – deprecha szarzyzny codziennej (październik z trudem wiąże koniec z końcem, piwo popija na kredyt i ostatnią przepije kapotę).

Gałczyński – deprechy różniste:
– listopadowa historyczna (Mgła. Mgła. Mgła. Cała Warszawa to mgła. Cała Polska to mgła. – …Piotrze, to ty? – To ja.);
– meteorologiczna (Lato się tak jak skazaniec kładzie pod jesienny topór krwawy bardzo);
– erotyczna (o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki, która niech będzie jak jesień śmiertelna);
– ekonomiczna (i nic, już nic nie zachwyca; i nic, już nic nie wystarcza; idzie przez łan osmętnica: tęsknota gospodarcza);
– freudowska (jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę);
– i towarzyska (oto się jesień zaczęła i nie ma komu dać w mordę).

Heine – deprecha oniryczna romantycznego samotnika (jesień – noc zimna i słotna, wicher drzew wstrząsa konary, samotny, konno w las wjeżdżam…).

Jasieński – futurystyczna (po rżyskach węszy wiatr i ryży seter), z rozkosznymi rymami (oliveleitmotiviw; wiatrpas-de-quatre), ale jednak deprecha (po polach straszą widma suchych iw; jesień, szara, smutna polska jesień…).

Leśmian – deprecha Dusiołka (Ziemia kona już – blada i Konam! – śmiercią piękną jesieni).

Lorca – deprecha iberyjska (wszystkie róże są białe, tak białe, jak moja rozpacz), choć jakby trochę i polska.

Norwid – deprecha postromantyczna (ciernie deptać znośniej i z ochotą na dzid iść kły, niż błoto deptać, ile z łez to błoto, a z westchnień mgły).

Osiecka jest depresyjnie w jesieni lustrze bladym o jedno lato starsza.

Pawlikowska-Jasnorzewska jest, co prawda, w tęczy (liście jesienne leżą po brzegach dróg, mieniąc się jedną połową tęczy), bo – mimo że jesień – wzbiera w niej miłosne wyznanie; więc zderza się jesienność z wiosennością, a i motyw żeglarski się pojawia (liście wierzby płyną jak dżonki, wiatrem popychane).
Jednak i tak depresję czuć na milę, bo tęczy jest tylko połowa, a powrót wiosny jest niekalendarzowy.
A jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że drzew bezlistnych rozszczepione pędzle to nie jest widmo, które się może przyśnić w nocy, że stwierdzenie: kiedyś [jesień] przysypie mnie liśćmi i obraz jesieni, która oczami zranionej sarny patrzy na liście lecące, to nie smutek przemijania (więc depresja) – jego sprawa.

Poświatowska – deprecha egzystencjalna (jestem jesienne nagie drzewo, z zimna drżę).

Przybora – depresja wysmakowana (znów październik i ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal, gdy porwał dziewczę zdrady poryw i zabrała pomidory).

Stachura – deprecha ostateczna (mały listek ostatni zostawić komuś i umrzeć).

Trakl – deprecha katastroficzna (lęk przejmuje zgoła, gdy nocą rosa z drzew bezlistnych pada).

Tuwim – deprecha
– trochę miłosna (szukałem i czekałem w żrącej, okrutnej tęsknicy, w wieczór jesienny, ulewny),
– trochę alkoholiczno-metafizyczna (Wypiję kwartę jesieni, do parku pustego wrócę, na zimną, ciemną ziemię pod jasny księżyc się rzucę),
– trochę nostalgiczna (zamilkły w jesiennym uśmiechu zapatrzeniem dalekim się kołyszę),
– choć czasem jednak nad szablony wylatująca, jak np. we Wspomnieniu, od czasów Niemena kultowym.

Ważyk – deprecha kipiąca (nienawiścią do okupanta: jesień rdzawa, popiołami zdmuchnięta Warszawa).

Wierzyński – deprecha emigracyjna (ostatnie herbaciane róże i wieczór w szarudze i słocie – a wszystko na Long Island).

 

O Młodej Polsce nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze smutniej niż u Staffa.

 

Nie zawodzi, co prawda, Barok i Klasycyzm, ale to też standard, bo tamtejszym poetom na ogół wszystko się kojarzyło jednoznacznie.

Morsztyn, po krótkim wstępie, domaga się prosto z mostu, ale chyba jednak zbyt bezpośrednio:

Dajże się i ty użyć, a daj wcześnie,
Póki jagodom dopiekają wrześnie,
I daj wprzód, niż nam zima smak odmieni
Zażyć owoców tak pięknej jesieni.

Kniaźnin zaś, mimo że jesień ma za posępną oznakę starzenia się wszystkiego, twardo deklaruje:

Moje to tylko serce bez zmiany
Służy statecznie Kostusi.
Zawsze swe dla niej rozrzewnia rany
I kochać ją zawsze musi.

I choć wiersz nie pozostawia wątpliwości, iż „Kostusia” jest zdrobnieniem „Konstancji” – pięknej, młodej, urodziwej i błyszczącej (choć z wiekiem uroda i blask kobiety jak wiosna z latem ubieży), dziś nie sposób uciec od skojarzenia współczesnego, które w zgrubieniu imienia brzmi raczej złowieszczo.

Więc też deprecha, choć achronologiczna.

 

Punkt siedzenia określa punkt widzenia.
Na Florydzie jesień to ochłodzenie z ponad trzydziestu stopni Celsjusza do lekko ponad dwudziestu, spadek wilgotności z niemal setki do znośnych osiemdziesięciu procent. Słowem – powrót pięknego, choć deszczowego, europejskiego lata.

Ale zadzwoniłem do Polski, a tu mi przyjaciel mówi: „Wojna. No, może jeszcze nie – ale w powietrzu wisi.”

Pytam: „Z kim?”

Odpowiada: „A ze wszystkimi. Z Niemcami – bo w końcu tę drugą światową musimy wygrać. Z Francją – bo chcą za dużo pieniędzy. Z Ruskimi – bo z nimi inaczej się nie da. Z Litwinami i Ukraińcami – bo zapomnieli, że Wilno i Kijów to nasze, po ojcach. Z Czechami – bo wciąż Zaolzie ich. Z Angolami też będzie, bo nam rachunek za leasing Spitfire'ów w czasie Bitwy o Anglię wystawili i sami z polskiego banku pobrali. Jak dobrze w kodeksach prawnicy pogrzebią, to na Szweda też ruszymy, bo dyzgusta Świętemu Przybytkowi czynił i księdzu Kordeckiemu zdrowie odbierał. Ameryka nam pomoże, wróg nie ma szans.”

Myślę sobie: „Źle. Jak Ameryka nam pomoże, to po wygranej kawę tylko ze Starbucksa będzie można w Polsce pić, a moja znajoma kawiarnię ma i zawsze na tych z franczyzą pomstuje, to zbankrutuje jak nic. Ale jak wojna – to wojna, rady nie ma.”

 

I od razu mi na myśl przychodzi wiersz Andrzeja Waligórskiego, o jesieni właśnie – i nie tylko.
Krytycy nie odnotowują tego nazwiska wśród najpierwszych poetów, ale nic nie poradzę, że jego utwory lubię, a doktor Duszkiewicz (ze Świdnicy i z Pogorii) nawet zna na pamięć prawie wszystkie (memorię ma lekarską, na osteologii wytrenowaną , więc żadna dziwota).

I zimno mi się, mimo tej Florydy, robi: Waligórski – satyryk, a u nas to już od stuleci tylko błaznowie potrafią prawdę powiedzieć i przyszłość przewidzieć. Bo tak:

Znowu jesień, znowu jesień polska,
Żółte liście na ulicach Wrocławia,
Kowalskiego wzięli do wojska,
Zamachowski zacier nastawia.

Przyszedł sąsiad i gada po lwowsku
(choć urodził się koło Gorzowa)
– Patrz pan, jakiś ziomkostwa na Śląsku
Nie daj Boży si zaczni ud nowa.
[…]

Tylko panna Hortensja we dworze
Plan kampanii ustala po cichu:
– Panie Maćku, tu się rannych położy,
A CKM ustawicie na strychu.

Babie lato leci wzdłuż ulicy
Kocur drzemie na grządce z petunią…
– W razie gdyby oprócz Niemców bolszewicy,
To gdzie szukać granicy z Rumunią?
[…]

Tego nawet Grotowski ze Zwierzchowską nie zaśpiewali!

Zadzwoniłem jeszcze raz.
„Nie – mówi przyjaciel – bez nerwów. Tak źle to jeszcze nie jest. Wciąż jesteśmy w NATO i w Europie, więc jeszcze nie czas.”

A tu od innych przyjaciół kartki z wakacji dostaję, pocztówki z rejsów – wszyscy szczęśliwi, zadowoleni, żadna wojna im nie w głowie. Więc jak zwykle: jednomyślności w narodzie nie ma, a idzie ku lepszemu.

Waligórski przewidział i to, bo zakończył:

Znowu jesień, taka śliczna znowu,
Wieczór ciepły jak wtedy, w przeddzień…
– Chodź, przejdziemy się z psem Jaworową,
Wnuki rosną… E, jakoś to będzie.
.

Oby miał rację.

 

Punkt widzenia z punktu siedzenia może być również określony przez współrzędne geograficzne pozycji obiektu pływającego.

W zeszłorocznym dniu równonocy kołysałem się na falach Morza Czarnego. Nie „wśród fal”, bo obiekt pływający stał wówczas na cumach w porcie Soczi.

Po kei snuli się policjanci z psami i bez psów, tajniacy i różne dziwne indywidua, które próbowały przekonać nas że są przeciwko obecnemu rządowi, myśląc pewnie, że nie wiemy, iż aby do nas dojść, trzeba przejść przez kilka posterunków kontrolujących tożsamość.
Jeśli rzeczywiście dzisiejsi rosyjscy dysydenci mogą swobodnie przechodzić kordony graniczne, by opowiadać o swoich tęsknotach cudzoziemcom – znaczy, że w Rosji zmieniło się wiele.

Ale na pewno nie zmieniło się swoiste pojęcie gościnności ze strony władz: piątka moich współtowarzyszy żeglugi, która ośmieliła się przyjechać do Rosji bez wiz, dostała kary pieniężne i bezwzględny zakaz opuszczania pokładu, co sprawdzali niespodziewanymi wizytami policjanci (bez psów) o niespodziewanych porach (tak, w nocy też).
Nic to, że żaglowiec brał udział w międzynarodowych regatach.
Nic to, że został do Rosji zaproszony.
Nic to, że organizatorem była największa w świecie organizacja zrzeszająca wszystkie wielkie żaglowce (w tym rosyjskie).
Nic to, że w świecie zachodnim rosyjskim żeglarzom bez wizy dawane są tymczasowe pozwolenia na poruszanie się po porcie i okolicach.

Podejście do niebłagonadiożnych nie zmieniło się w Rosji na jotę, co oczywiście nie przeszkadzało miejscowym konferansjerom i dziennikarzom epatować publikę komunałami o odwiecznej gościnności, otwartości i radości z powodu wizyty tak znakomitej flotylli.
Inna rzecz, że owa międzynarodowa organizacja palcem nie kiwnęła w sprawie osadzonej na pokładzie piątki, a komunały łykała z oczami przymkniętymi z zachwytu.

Mickiewicz pisał o krajach, w których panuje „noc głucha”.
Proponuję zamienić „noc” na „jesień”. By im życzyć rychłego nadejścia wiosny wraz z jutrzenką (też tą od Mickiewicza).

 

 

Opowiastka o jesieni byłaby niepełna bez przypomnienia co najmniej trzech utrwalonych w języku polskim, związków frazeologicznych, w których jesień występuje.

 

Pierwszy ślad jesień zostawiła w nazwie „złota jesień” nadanej okresowi pięknej pogody we wrześniu i październiku, kiedy ptaki ulatują, a wyże nadlatują.
W innych językach nazywa się to na ogół od lata: po angielsku „indiańskie lato” (Indian Summer), po niemiecku „późne lato” (Spätsommer), a po szwedzku „lato św. Birgitty” (Brittsommar; choć niektórzy mówią, że to od Brytanii).
Wrodzony Polakom optymizm i realizm spowodował, że nazwaliśmy to właściwie, bez mydlenia oczu: od jesieni, która albo w te piękne dni już stoi za progiem, albo właśnie nadeszła.

Charakterystyczne dla „złotej jesieni” są nitki pajęczyn unoszące się w powietrzu.
I znów – w językach obcych nazywa się to dziwacznie: „pajęcze latawce” lub „pajęcze balony” (spider kiting lub spider ballooning) po angielsku, „pajęczy lot” (vuelo arácnido) po hiszpańsku, a Francuzi, gdy chcą uniknąć anglicyzmu ballooning, używają czasownika montgolfière.
My, znani z rycerskości, kurtuazji i czci dla płci niewieściej, nazwaliśmy to lotne zjawisko „babie lato” (przepraszam: Pawlikowska-Jasnorzewska się wyłamała, nazywając lecące pajęczyny „szalem kaukaskim”, ale wiadomo – kobieta!). A Rosjanie, mimo że uważają Kaukaz za swój, nazwali to (бабье лето) za nami.

Metaforycznie „złota jesień” to wiek, w którym panowie przeżywają drugą młodość, a paniom (pamiętajmy o przyrodzonej nam rycerskości, kurtuazji i czci dla płci pięknej – ale do czasu) przystoi jedynie: kądziel, koronkowy czepek babuni, kapcie i bezzębność.

Tak czy inaczej jesień – metaforycznie – oznacza schyłek: zapowiada koniec roku, życia, okresu, ery. W przeciwieństwie do wiosny, która wszystkiego ogłasza początek, po zwycięstwie nad zimową martwotą obsypany kwiatami, miłością i zielenią. Chciałbym więc wiedzieć, kto wymyślił dla okresu, który zakończył totalitarną zimę w krajach ówczesnego bloku sowieckiego, nazwę „jesień ludów”?
Prawda: wyjęcie głowy spod sierpa i młota, zapoczątkowane w PRL (4 czerwca 1989), a kon­ty­nu­o­wa­ne w tymże i następnym roku na Węgrzech, w NRD, Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii, było formalno-prawne, bo kilku generacji trzeba by wyrzucić je z umysłów i serc. Chcę jednak wierzyć, że był to początek czyli wiosna nowej ery, a nie – na litość boską! – jej schyłek, czyli jesień! Bo co potem?
Choć fakt: zastanowienie moje (kto wymyślił?) jest retoryczne, gdyż odpowiedź narzuca się sama: cichy marksista postkomunista!.

 

Drugi ślad jesień zostawiła w terminologii muzycznej.

Festiwal „Warszawska Jesień”, który po raz pierwszy odbył się w roku 1956 (wymyślili go kompozytorzy Tadeusz Baird i Kazimierz Serocki) i trwa do dziś, to jedna z najbardziej odjazdowych imprez muzycznych w dziejach świata. Jakim cudem PRL-owska cenzura pozwoliła na jego (nieprzerwane, z wyjątkiem stanu wojennego) istnienie – nie mam pojęcia.

 

Trzeci ślad jesień zostawiła w literackich tytułach.

Pomińmy Witkacowskie Pożegnanie jesieni (1927), obie Jesienie (1934, 1936) Schulza, Polską jesień (1955) Jana Józefa Szczepańskiego, Złotą jesień (1954) Hłaski, Trzecią jesień Dąbrowskiej, a nawet Siódmą jesień (1921) Tuwima.

Sądzę bowiem, że w dziale „jesienne tytuły” pierwsze miejsce zajmuje dzieło holenderskiego mediewisty Johana Huizingi Jesień średniowiecza. Oryginał został wydany w roku 1919, przekład polski (Tadeusza Brzostowskiego) ukazał się dopiero w roku 1961, ale od tego czasu wywiera wpływ na kolejne pokolenia Polaków. Nawet swego czasu, w pewnych kręgach, poważnym towarzyskim obciachem była niezna­jomość tej średniowiecznej panoramy dziejów.
Jak dziś przedstawia się sprawa znajomości dzieła Huizingi – nie mnie wyrokować, ale jednego jestem pewien: tytuł zarówno zapadł w świadomość masową, jak i wzbogacił ekspresyjną warstwę polszczyzny.

Stało się to za sprawą geniuszu tłumaczki, Elżbiety Gałązki-Salamon, która – pracując nad dialogami filmu Pulp Fiction (1994) Quentina Tarantino – kwestię „I'm gonna get medieval on yo' ass!” podała jako: „Zrobię ci z dupy jesień średniowiecza!”

 

 

Dosyć już tych jesienności. Na psa urok!

Teraz kilka przysłów (niby dla poprawienia nastroju, ale też depresyjne!):

 

Im głębiej w jesieni
grzebią się robaki,
tym bardziej zima
da się we znaki.
[bardzo to przysłowie lubię!]

Jesień,
brzuch kieby kieszeń.

Jesień tego nie zrodzi,
czego wiosna nie zasiała.

Kto w jesieni swoich bydląt nie tuczy,
ten je w zimie dźwiga, na wiosnę wywłóczy.

Przyszła jesień,
a tu próżna kieszeń.

Przyszła jesień,
ręce w kieszeń.

W jesieni, gdy tłuste ptaki,
mróz w zimie nie ladajaki.

W jesieni, prędko
gdy liście z drzew padnie,
to wkrótce zima będzie,
każdy zgadnie.

W jesieni wczas mróz,
na wiosnę prędko rychtuj wóz.

W jesieni:
z garnca deszczu, korzec błota;
na wiosnę:
z korca deszczu, garniec błota.

 

Pzdrwm_Robak

PS.

W tym roku dziękuję:
– Młodym za doniesienia o działalności codziennej (co wg mnie jest wielkim pasmem sukcesów),
– a wszystkim za rozmowy, które pozwalają mi czerpać z mądrości moich Rozmówczyń i Rozmówców (kolejność absolutnie przypadkowa):

Henrykowi, Kazimierzowi i Piotrowi
Rudej Grecie
Maćkowi
Eli
i Maćkowi
panu Kazimierzowi
Konradowi, Krzyśkowi, Marcinowi
i Marcinowi
Juliuszowi
Robertowi
Piotrowi
i Wojtkowi
Peeterowi
Adasiowi
Jadzi i Włodkowi
Darkowi i jego Mamie
panu Radosławowi
Kai
panu Wojtkowi

Mai
Oli czyli Aleksandrze
Sylwii
Witkowi
Matyldzie
Martynie, Łucji i ich Rodzicom
Strusiowi
Zuzalowi
Zuzi ...zi
Szymonowi 5
Karolowi
Natalii
Łukaszowi
Filipowi
ekipie Oshee
Magdzie i Maszy
Anicie
Ewce-Konewce
Ewie z Gibraltaru i jej Rodzicom
Oliwii
Mirce i Stachowi
Anecie
Beacie
doktorowi Markowi i Mai
Leszkowi i Annie (przepraszam, że bez kwiatów :((
Kasi i Helenie
Ryśkowi
Kryspinowi
Dorocie, Idze i Karolowi
Wojtkowi ze Szczecina (podziękowania szczególne!)
Ziemowitowi (przecież wszyscy wiedzą, kto to!)
Krzysztofowi, znanemu jako „Kris”
Krzysztofowi, znanemu jako „Rzeźbiarz”
Krzysztofowi, znanemu najbardziej

... i wszystkim, których moja pamięć (dobra ale krótka) tu jeszcze nie przywołała

 

Cytaty na wstępie:

Andrzej Waligórski – „Jesień idzie”.
Eugène Ionesco – Lekcja (La Leçon; 1950). Tłum. Jan Błoński.

PAŻDZIERNIK 

Jasne, że październik. W takiej Warszawie na przykład: słoneczko jasne, niebo niebieskie, a na tym niebie – jeśli już coś – to pasą się, pasą barany wełniane, tak jak na patelni na niebieskiej łące… Żyć nie umierać. No, chyba że ktoś mieszka w tropikach, na przykład na Florydzie – tam leje, duje, huragany jeden za drugim – coś okropnego!

Październik – dziesiąty miesiąc w roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni.
Jest najdłuższym miesiącem w roku kalendarzowym: ponieważ na październik przypada zmiana czasu letniego na zimowy jest on dłuższy o jedną godzinę od pozostałych 31-dniowych miesięcy.

Teraz powinno być, jak etymologię słowa „październik” wyjaśnia Aleksander Brückner (pamiętamy: 1856-1939, filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) i jeszcze np. zgrabny cytacik z Lindego. Ale nie będzie, bo to wyjaśni każdy, nawet ci, co o Brücknerze i Lindem nie słyszeli w życiu, a nawet tacy, dla których zaskoczeniem jest fakt istnienia słownika języka polskiego, bo przecież jeżeli słownik – to z jakiegoś na jakiś, a nie z naszego na nasze.
„Wrzesień” – bo wrzosy, „listopad” – bo liście spadają, „grudzień” – bo gruda (tu już tak prosto nie jest, bo na własne uszy słyszałem, jak ktoś powiedział, że mu coś „idzie jak po grudzień”).

A „październik”? Tu też jest „trudniej”, bo chodzi o paździerze, od których jest też „płyta paździerzowa” (a nie na odwrót!) – odpadki z lnu lub konopi.
Dziś mało kto zna bajkę Konopnickiej Jak to ze lnem było, a tego, jak się obrabia len – poza specjalistami – dziś nie wie nikt, choć kiedyś była to jedna z podstawowych prac w każdym większym gospodarstwie. W bajce, jak to w bajce: był król – dobrotliwy, sprawiedliwy, ale bardzo nieszczęśliwy, ciągle bowiem był zmartwiony z racji takiej, że jego naród na grzbiet nie miał co włożyć. Dał mu starzec, przy drodze spotkany, worek nasion mówiąc, że złoto z nich wyrośnie – ale że nie wyrosło, więc król zielsko najpierw kazał wyrwać, później w rzece topić, później pod lasem rzucić. A gdy znów mu się przed oczy napatoczyło, zawołał:

– Hej tam! Zabrać mi to przeklęte zielsko i otłuc kijami, żeby aż z niego paździerze poszły!
I z wielką pasją do domu wracał, a z nim goście jego. A pachołki tymczasem, one pęki łodyg porwawszy, zaczęli je kijami okładać tak, że aż z nich paździerze leciały. Naleciał tych paździerzy okrutny pokład, a łodygi aż pobielały, jak z nich ta pierwsza surowizna zeszła.

Tymczasem starzec – którego król zdążył już w lochu uwięzić – nauczył dzieweczkę jedną, jak z łodyg lnianych nić wysnuć i płótno utkać, i królowi sztukę materiału w darze złożył, mówiąc:

Kazałeś go topić? Dobrześ uczynił, bo jego łodyżki w wodzie odmięknąć muszą. Kazałeś go z wody precz cisnąć? Dobrześ uczynił, bo go trzeba suszyć. Po moknięciu owym kazałeś go kijami z paździerzy obić? Dobrześ uczynił, bo tę złą paździerz obić trzeba z łodygi, żeby ją uprawić. Kazałeś je zaś powtórnie kijami obijać? I toś dobrze uczynił, bo do trzeciej skóry len obić trzeba i kijem go wyłamać, żeby do włókna się dostać. […] Królewna niech każe po wsiach len siać i tak go sprawić z rozwagą i miłością, jakeś go ty królu, z gniewem sprawiał, a z płótna niech da koszule dla wszystkich sierot i niemocnych szyć, co jest więcej niż złoto, bo jest poratowanie ubóstwa i niedostatku.

I tak to się wszystko – jak pisał x. Tischner – fajnie po góralsku skończyło, hej!

 

Hen, drzewiej... [„hen” to wg słownika 'wzmocnienie okolicznika miejsca', „drzewiej” to 'dawniej' (a nie tryb rozkazujący)] dziesiąty miesiąc roku nazywano u nas również: paździerzec lub paździerzeń (od tych samych paździerzy), pościernik (od ściernisk jesienią pola pokrywających), a także winnik, co zbieżne było ze starogermańską nazwą października Weinmond, więc smacznie – bo od wina.

Łacińska nazwa October – „ósmy miesiąc” (octo to po łacinie osiem), zaczęła być używana od roku 46 p.n.e., kiedy to Rzymianie za pierwszy miesiąc roku uznali Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).
Nazwa ta została zapożyczona przez większość języków europejskich.

 

Październikowe rocznice

 

1 października 1800:
trzeci traktat z San Ildefonso – Hiszpania oddaje Francji „Zachodnią Luizjanę”.

Cudzysłów dałem dlatego, że owa nazwa nie ma nic wspólnego z dzisiejszym stanem Luizjana, gdyż w owym czasie oznaczała terytorium stanowiące prawie 25% powierz­chni dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.
Obejmowało ono – w całości – dzisiejsze stany (porządek alfabetyczny): Arkansas; Dakota Południowa; Iowa; Kansas; Missouri; Nebraska; Oklahoma; oraz mniejsze lub większe części stanów (porządek prawie alfabetyczny): Dakota Północna; Luizjana (na zachód od Missisipi, z Nowym Orleanem); Minnesota (na zachód od Missisipi); Montana, Wyoming i Kolorado (na wschód od Gór Skalistych); Nowy Meksyk (część północno-wschodnia); Teksas (część północna) i niewielkie kawałki dzisiejszych prowincji kanadyjskich Alberta i Saskatchewan.

Hiszpania oddała więc taki kawał kontynentu Francji w zamian za:

● obietnicę utworzenia królestwa na podbitym przez Napoleona Półwyspie Apenińskim (państwa „Włochy” wówczas nie było; powstanie dopiero w 1861 r.) którym władać miał bratanek hiszpańskiego króla – książę Parmy, Ludwik Franciszek Filibert Burbon-Parmeński;

● obietnicę Francji, że nie przekaże „Zachodniej Luizjany” żadnemu innemu państwu.

● Do tego Hiszpanie zgodzili się dołożyć sześć 74-działowych okrętów wojennych, które miały być przekazane po objęciu przyrzeczonego tronu przez Ludwika Franciszka Filiberta.

Trzeci traktat z San Ildefonso (ściśle tajny w momencie podpisania) ogłoszono miesiąc po uzgodnieniu. Ostateczna umowa podpisana została 21 marca 1801 r. w Aranjuez.

Napoleonowi, wojującemu z Anglią, zależało na sojuszu z Hiszpanią, więc Ludwik Franciszek Filibert, 21 marca 1801 r., został królem tzw. Etrurii, ze stolicą we Florencji (że pod kontrolą Francji, to jasne, prawda?). Panował krótko: dwa lata później zmarł, zostawiając na tronie 4-letniego syna.
Epizod Królestwa Etrurii trwał też krótko, bowiem Napoleon w 1807 roku włączył je w skład Cesarstwa Francuskiego.
I tak została wypełniona francuska obietnica pierwsza.

Karol IV Hiszpański ogłosił dekret królewski o przekazaniu „Zachodniej Luizjany” Cesarstwu Francji 15 października 1802. Trzy miesiące później Napoleon złożył, a Thomas Jefferson przyjął ofertę kupna/sprzedaży tego terytorium.
I tak została wypełniona francuska obietnica druga.

Okręty (Intrépido, Conquistador, Pelayo, San Genaro, Atlante i San Antonio) zostały przekazane Francji, zgodnie z umową, w marcu 1801 r.

 

Jak było dokładnie ze sprzedażą „Zachodniej Luizjany” Stanom Zjednoczonym, przeczytacie przy dacie 30 kwietnia, bo właśnie tego dnia, w 1803 roku, podpisany został akt transakcji zwanej Louisiana Purchase. A w skrócie rzecz miała się tak.

Rewolucja francuska z 1789 roku (zwana Wielką) oparła się na trzech wyrazach-hasłach: liberté, égalité i fraternité, komunikując całemu światu, że wszyscy ludzie są wolni, równi i (sobie) braćmi. Ludzie prostoduszni przyjęli to bez zastrzeżeń, zapominając, że zawsze są ludzie bardziej wolni i bardziej równi niż inni, a braterstwo też może być różne, np. stryjeczne, cioteczne czy jeszcze dalsze.
Dosłownie pół godziny po napisaniu tych słów, otworzyła mi się (słowo daję: przypadkiem) jedna z książek na stronie z następującym cytatem:

Rewolucje proklamują szlachetne słownictwo, które przenika do mowy potocznej: nawet przeciwnicy wierzą w głębi serc, że zawarte w intencjach rewolucji dobro i rozum wyeliminują w końcu przemoc i absurd, wierzą w słowa, albowiem moc słów jest nieodgadniona, zaś na zużycie ich nie starczy stuleci.

Précisément.
Tacy właśnie prostoduszni ludzie zamieszkiwali kolonię francuską Saint-Domingue (zachodnia część wyspy Hispaniola, dziś: wyspa Haiti; po polsku kolonia ta zwana była z hiszpańska: San Domingo). Pojęli oni rewolucyjne hasła dosłownie i zażądali tego, co im się wydawało ich.
Sęk w tym, że byli to czarni niewolnicy z plantacji, którym do głowy nie wpadło, że gdy biali panowie w Europie robią demokratyczno-wolnościowe rewolucje, to czarnym do tego wara, bo mają pracować jeszcze więcej, gdyż rewolucja zawsze potrzebuje pieniędzy. Jednak niewolnicy – jak to niewolnicy – zaczęli powstanie.

Ekspedycje wojskowe wysłane do Saint-Domingue przez Hiszpanię, Wielką Brytanię i Napoleona, by spacyfikować buntowników (Legiony Polskie z armii napoleońskiej też pacyfikowały, a jakże) były dziesiątkowane zarówno przez powstańców, jak i choroby tropikalne. Ukaz z 1802 roku, który nadszedł z Paryża i oznajmiał utrzymanie niewolnictwa na Martynice i Gwadelupie także niewiele pomógł.

Napoleon zdał sobie sprawę, że Saint-Domingue nie utrzyma (i rzeczywiście: powstańcy ogłosili niepodległość 1 stycznia 1804 jako Haiti), a bez tej bazy wszelkie posiadłości francuskie na kontynencie północnoamerykańskim nie przetrwają długo. Najbardziej zaś potrzebne mu były pieniądze.

Jefferson z kolei zdawał sobie sprawę, że wkrótce pojawi się co najmniej dwóch pretendentów do „Zachodniej Luizjany” – Hiszpania i Anglia i że najtańsza wojna będzie wielokrotnie droższa od ceny wynegocjowanej z Francją. Francja zaś proponowała sprzedaż terytorium mającego 2.144.510 km2 (828.000 mil kw.) za 15 milionów dolarów (11,75 mln gotówką, reszta – przez umorzenie długu), czyli 7 centów za hektar (po amerykańsku: 2,8ȼ za akr). Dziś by to było ok. 236 milionów dolarów czyli 1,11 dolara za hektar (44,5ȼ za akr) – darmo!

Trzeba tu jeszcze dodać, że w owym czasie duża część ziem wchodzących w skład „Zachodniej Luizjany” mogłaby się reklamować jako „nietknięta stopą białego człowieka”.

 

 

14 października 1582
był dniem ciekawym, bo datą dnia poprzedniego był 4 paź­dzier­nika – czyli 10 dni wypadło z kalendarza. Stało się to za sprawą bulli Inter gravissimas [„Wśród najpoważniejszych (obowiązków pasterskich)"] wydanej przez Grzegorza XIII.

Papież zarządził zmianę, by dostosować daty obowiązującego do owej pory systemu juliańskiego do kalendarza solarnego czyli astronomicznego, bo np. przesunięcie Wielkiejnocy zaczęło być zbyt wielkie.
Kalendarz wprowadzony przez Juliusza Cezara w 45 r p.n.e. był postępem wobec tego, jak liczono daty w Rzymie wcześniej, ale miał i wady: m.in. w wyznaczaniu lat przestępnych, przez co spóźniał się wobec Słońca o 1 dzień na 128 lat.
Kalendarz Grzegorza zreformował naliczanie lat przestępnych (miał 1 dzień spóźnienia solarnego na 3322 lata), ale musiał też zniwelować różnicę (dokładnie: jej część), jaka narosła w systemie juliańskim, stąd właśnie ów przeskok o 10 dni.

Różne kraje przyjęły tę zmianę różnie.

Katolicy – Hiszpania, państwa włoskie czy Polska – przyjęli kalendarz gregoriański niemal natychmiast.

Wielka Brytania przyjęła go niemal 200 lat później (1752), Bułgaria – w 1916, Grecja – w 1923.

W Rosji było jeszcze dziwniej: kalendarz zmienił się tam w roku 1700 ale... z bizantyjskiego na juliański. Bizantyjski – wiadomo: otrzymany od Cesarstwa Wschodniorzymskiego i dumnie podtrzymywany, gdy po 1453 roku drugim Konstantynopolem – stolicą prawosławia – stał się Kijów, a później Moskwa.
Bizantyjczycy poszli na całość: żadne tam założenie miasta, czy nawet narodzenie Chrystusa, tylko stworzenie świata. Wyliczyli sobie, że akt kosmicznej kreacji wydarzył się (wg naszych ułomnych obliczeń) w 5508 r p.n.e. i w AD 691 zaczęli datować lata po swojemu, uznając ten rok za 6199.
W roku 7208 Piotr I, modernizując Rosję, chciał uczynić (i uczynił) to samo z jej kalendarzem. „Ciut mu się jednak – jak mawia mój przyjaciel, Geografem zwany, więc i na kalendarzach się znający – omskło.” I car Piotr zamiast gregoriańskiego wybrał kalendarz juliański, oznajmiając w dodatku, że niniejszym jest rok 1700, czyli początek wieku osiemnastego.
Z tym też mu się „omskło” (podobnie jak sto lat później Słowackiemu; a niektórzy nie mogą tego zrozumieć do dziś), bo lata zakończone na dwa zera kończą stary wiek, a nie są początkiem nowego. Ale wydaje się, że na Rusi nie było głupiego na tyle, żeby wytknąć błąd carowi – więc tak zostało.
Wreszcie przyszli bolszewicy i w roku 1918 przeszli na system gregoriański.
Aż dziw: bolszewicy przejęli system burżuazyjno-religiancki. Chyba tylko dlatego, że przyspieszał kalendarz: jeden dzień – a dziesięć dni władzy proletariatu więcej!

Ale w Rzeczypospolitej też łatwo było jedynie teoretycznie. W aktach obrad sejmowych, które rozpoczęły się w Warszawie w październiku 1582 odnotowano:

wedle poprawy nowego kalendarza w dzień świętej Jadwigi (15 października) roku tysięcznego pięćsetnego osiemdziesiąt drugiego [Sejm] zaczęty i zagajony został.

Ciekawa rzecz: Stefan Batory, który początkowo nakazywał wprowadzenie nowego datowania w urzędach państwowych i całym państwie bez względu na wyznanie (nie zachował się żaden oryginał tego rozkazania), w roku następnym rozkaz złagodził i do hierarchów Kościoła Prawosławnego, 18 maja 1585, napisał:

postanowiliśmy dla wyznawców religii Greckiej, którzy w Wielkiem Księstwie Litewskiem zamieszkują, udzielić wolne i spokojne wyznanie, odbywanie i zachowywanie w temże Księstwie wszelkich obrządków i rytuałów podług dawnego kalendarza i przepisu.

W roku kolejnym (21 stycznia 1584) król powtórzył: ludzie greckiego zakonu do tej poprawy kalendarza nowego, bez przyzwolenia starszego patryjarchy swojego, gwałtem przymuszani być nie mają. Ten uniwersał był reakcją na zachowanie katolickich fundamentalistów, którzy we Lwowie, w Wilnie i Łucku wszczęli rozruchy, gdyż nie podobało im się, że prawosławni obchodzili święta kościelne dziesięć dni później. Dziesięć dni, jak widać, nie dym!

Ruszyli się nie tylko katolicy. Rewoltę antygregoriańską wszczęli ewangelicy w Inflantach; w Rydze zrobiło się groźnie do tego stopnia, że w styczniu 1585 ryska rada miejska musiała zagwarantować opozycji, iż stary kalendarz będzie obowiązywał tak w sferze kościelnej jak i świeckiej. I tak było.
Gdy nakaz datowania gregoriańskiego powtórzył w 1589 kolejny król, Zygmunt III, Ryga odmówiła, a w 1613 złożyła formalny protest na sejmiku – i zgoda na używanie dat juliańskich została jej przyznana.

Podobnie rzecz się miała w Prusach Książęcych, gdzie rozkazowi królewskiemu otwarcie zaoponowano. Bez szemrania za to daty gregoriańskie przyjęte zostały w 1612, gdy zadekretował je pruski książę-regent Johann Sigismund, opiekun prawny formalnego władcy Albrechta Friedricha, słabującego wówczas na umyśle.

Który to już raz chce się za podlaskimi adwersarzami Bogusława Radziwiłła powtórzyć: Omnis novitas in re publica periculosa est — wszelka nowość w Rzeczypospolitej jest niebezpieczna.

Choć może bardziej pasowałby tu cytat Radziwiłła sienkiewiczowskiego: „Ej, galimatias w tej waszej Rzeczypospolitej, galimatias.”

 

Dużo się tego zrobiło, choć rocznice tylko dwie. Wobec tego:

 

Znaki Zodiaku przypadające na październik

Waga (♎, do 22 października).

Skorpion (♏, od 23 października).

Wstyd nawet pisać. Pijar tzw. czarny (więc prawdziwy, bo bez kadzenia i komercyjnej chęci przypodobania się każdemu) jest po prostu bezlitosny. O Wadze było we wrześniu, a Skorpion?

Ma manię prześladowczą. Nic nie jest w stanie zmienić jego przekonania, że licznym, stałym niepowodzeniom Skorpiona winien jest zawsze ktoś inny, a nie on sam.
Ze strachu atakuje pierwszy i to od tyłu. Z przyjemnością dręczy zwierzęta i marzy o posadzie dozorcy w ZOO.

Maju, przybądź!

 

Kamienie października to opal i turmalin

Opal uważany był przez starożytnych za kamień szczęścia i pomyślności, symbol czystości i nadziei, spadający wprost z nieba. W czasach nowożytnych odnoszono się do niego mniej entuzjastycznie, ale wciąż z szacunkiem. Czarną legendę dorobił mu dopiero Walter Scott i od tego czasu opal zaczął być uważany za przynoszący śmierć.

Z czego płynie nauka: jeśli macie w domu jakiś opal, za nic nie czytajcie powieści Scotta Anna z Geierstein (1829), tylko strony jubilerów, najlepiej australijskich.

Australijczycy bowiem, którzy odkryli u siebie ogromne złoża opali, postanowili na tym zarobić: w roku 1924 zaprezentowali kolekcję czarnych opali w Londynie, w swoim pawilonie wystawy British Empire Exhibition. I tak czernią klejnotu pokonali czerń przesądu, w myśl twierdzenia, że nikt nie będzie im mówił, że czarne jest czarne (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe): ceny opali znów poszły w górę (po bajaniach Walter Scotta spadły o ponad połowę!), bo nie ma takiej rzeczy, której dobra reklama ludziom nie wmówi, hej!

 

Turmalin to kolejna historia (ale o niej kiedy indziej) i kolejny trick marketingowy: jubilerscy ortodoksi uważają, że liczą się jedynie turmaliny z malutkiego brazylijskiego stanu Paraíba (1/6 powierzchni Polski). Tymczasem, gdy dobrze poskrobać, okazuje się, że większość „turmalinów z Paraiby” pochodzi z sąsiedniego stanu Rio Grande do Norte. Więc znowu – ponieważ nie wiadomo, o co chodzi – wiadomo o co chodzi. W ten sposób wypadają z rynku na przykład turmaliny z Polski, występujące w Sudetach jako czarny szerl (podobno „za popularne”). I biznes się kręci – nawet Prawdziwi Polacy na tym skorzystają, bo oto mają kolejnego wroga i kolejne antypolskie sprzysiężenie, do którego mogą spokojnie dołączyć jeszcze Sri Lankę (też turmalinowe mocarstwo). „Turmalin a sprawa polska” – to brzmi!

 

 

Kwiat października – nagietek (Calendula).

Jego odmiana – nagietek lekarski (Calendula officinalis L.) – jak sama nazwa wskazuje – ma właściwości lecznicze, np. przeciwzapalne i bakteriobójcze. W czasie amerykańskiej Wojny Domowej (1861-1865) kwiatów nagietka używano do powstrzymywania krwawienia, zapobiegania infekcjom i szybszego gojenia. Co prawda statystyka wskazuje, że nagietkowe możliwości były ograniczone (na 620 tysięcy ofiar tej wojny tylko jedna trzecia zmarła na bitewnych polach, pozostali umierali po bitwach z ran, zakażeń i głodu), ale tacy mądrzy możemy być dziś (nie wszyscy, nie wszyscy!), mając za sobą wielki przemysł chemiczno-farmaceutyczny

Z kwiatów nagietka robi się napary i wyciągi na alkoholu i oleju. Damom nie trzeba mówić, ale dżentelmeni mogą nie wiedzieć, że z nagietek jest składnikiem kremów, maseczek i najróżniejszych kosmetyków zwłaszcza na cerę suchą (wiem, bo spytałem).

Ponieważ wcześniej zachęcałem do nieczytania Waltera Scotta (mimo, że Sir), zatem – dla przeciwwagi – zachęta do czytania Hildegardy z Bingen (1098-1179). Nie dlatego że święta i doktor(ka?) Kościoła, a dlatego że w jej pismach (a sporo ich wydano ostatnimi czasy) są rzeczy, jakich gdzie indziej nie znaleźć. O zastosowaniu nagietka również.

 

Skoro o świętej: nagietek po angielsku często nazywany jest marigold, co jest odniesieniem do Maryi i pierwotnie brzmiało „Mary’s Gold” – złoto Marii. Kojarzy mi się ten rzeczownik niezbyt kościelnie i w poetyckim przetworzeniu:

The King of Marigold was in the kitchen
Cooking breakfast for the Queen
The Queen was in the parlor
Playing piano for the children of the King

 

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
dziesiąty miesiąc roku to:

białoruskiкастрычнік [kastrycznik]
bośniackioktobar
bułgarskioктомври [oktombri]
chorwackilistopad
czeskiříjen [rzijen]
kaszubskirujan (też: pajicznik, paklepnik, pazdzérznik, oktober)
litewskispalis
łatgalskileita
łużycki (dolny)oktober (też: winowc, winski)
łużycki (górny)oktober (też: winowc)
łotewskioktobris
macedońskioктомври [oktombri] albo листопад [listopad]
rosyjskioктябрь [oktiabr’]
serbskioктобар [oktobar]
słowackioktóber
słoweńskioktober
ukraińskiжовтень [żovtień]
żmudzkispalis

 

Przysłowia związane
z październikiem:

Gdy październik ciepło trzyma,
zwykle mroźna bywa zima.

Gdy październik ze śniegiem przybieży,
na wiosnę długo śnieg na polach leży.

Grzmot październikowy – niestatek zimowy.

Jeżeli październik jest wietrzny i mroźny,
to nie będzie za to styczeń, luty groźny.

Miesiąc październy,
marca obraz wierny.

Październik chodzi po kraju,
żenie ptastwo z gaju.

Październik, bo paździerze
baba z lnu cierlicą bierze.

Październik, gdy grzmot na wschodzie naprawi,
burz nas wielkich i wiatrów nabawi.

Pościernik, bo po ścierni,
pług rznąc skibę, rolą czerni.

W krótkie dzionki października
wszystko z pola, sadu znika.

W październiku jak na śmietniku

W październiku, jeśli liście z drzewa nie spadają,
będzie tęga i ostra zima.

W październiku myśli z ptakami na południe odlatują.

 

Przysłowia na
św. Franciszka (
4.X)

Na św. Franciszka
chłop już w polu nic nie zyska.

Na św. Franciszka
odlatuje pliszka.

 

św. Brygidę (8.X)

O św. Brygidzie
babie lato przyjdzie.

 

św. Emila (11.X)

Na Emila
babskie lato się przesila.

 

św. Edwarda (13.X)

Na Edwarda – jesień twarda.

 

św.Teresę i Jadwigę (15.X)

Dobra Tereska,
kto z nią nie mieszka.

Każda Teresa
ma swe interesa.

Na św. Teresę
odziej się w bekieszę.

Do św. Jadwigi
pozbieraj jabłka, orzechy i figi.

Jadwiga rzepę kopie.

Kto sieje na Jadwigę,
ten zbiera figę.

Od św. Jadwigi
włóż na górę czepigi.
[można odłożyć na strych pługi i radła, bo to koniec orki]

Po św. Jadwidze
słodycz w marchew idzie.

 

św. Gawła (16.X)

Kiedy w św. Gaweł słota,
będzie w lecie dużo błota.

Św. Gaweł stoi na to,
jakie będzie przyszłe lato.

 

św. Łukasza (18.X)

Już minął św. Łukasz,
czego w polu szukasz?

 

św. Urszulę (21.X)

Od Urszuli
śnieżnej oczekuj koszuli.

Urszula do pieca przytula.

 

św. Kryspina (25 X)

Na świętego Kryspina
szewc przy świecy poczyna.

W świętego Kryspiniana
każda szewczyna pijana.
[św. Kryspin uważany jest za patrona szewców]

 

św. Szymona (28.X)

Kiepski rok zapowiada,
gdy na Szymona pada.

Na Szymona i Judę
trza opatrzeć budę.

Od Szymona i Judy
przeszły w polu trudy.

 

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Cytat wewnątrz tekstu:
Tyrmand, Leopold. Życie towarzyskie i uczuciowe.
Paryż : Instytut Literacki, 1967; str. 167.

 

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha