KTO JEST KIM:

KRZYSZTOF BARANOWSKI

6.

Ramka_06_SzPZ_ill_2

1982

lipiec-sierpień

Krzysztof Baranowski rozpoczyna przygotowania do pierwszej Szkoły Pod Żaglami: długiego rejsu z młodzieżową załogą, która na pokładzie, oprócz obowiązków żeglarskich, ma zajęcia szkolne.

Założenia:

●  dla młodzieży udział w rejsie jest bezpłatny.

●  o uczestnictwo kandydaci i kandydatki muszą walczyć długo i w wielu dziedzinach, wśród których jest wielomiesięczna praca opiekuńcza jako próba charakteru, sprawdzian sprawności fizycznej, konkurs świadectw, sprawdzian współdziałania w grupie na lądzie (obóz kondycyjny) i morzu (rejs próbny);

●  młodzież, oprócz normalnych zajęć związanych z żeglugą, codziennie na morzu ma 6 lekcji, z kla­sów­ka­mi i ocenami, jak w szkole lądowej – nauczycielami poszczególnych przedmiotów są oficerowie i kadra żaglowca;

●  nauka trwa nieustannie: młodzież po lekcjach pełni służbę na wachtach, ale prak­tycz­nie o każdej porze może prosić nauczycieli o wyjaśnienia, powtórzenia lub rozszerzenia oma­wia­nych na lekcjach tematów;

●  rejs ma być długi: młodym ludziom potrzeba co najmniej dwóch miesięcy na integrację i nabranie rutyny – zazwyczaj dopiero trzeci i dalsze miesiące przynoszą pełną satysfakcję z żeglugi i nauki, zaś działanie w zespole staje się przyjemnością, a nie obowiązkiem; pierwsza Szkoła Pod Żaglami trwała przez cały rok szkolny; następne (na ogół) jeden semestr.

 

8 października

W porozumienia z ministrem oświaty PRL, Bolesławem Faronem[1], Krzysztof Baranowski rozsyła do wszystkich liceów w Polsce list, skierowany do uczniów klas pierwszych. Pisze w nim m.in.:

Przygotowuję dla Was rejs żaglowcem POGORIA szlakiem starych kultur morskich, prowadzącym na Morze Śródziemne, Czerwone i Arabskie do Indii i Sri Lanki. Powrócimy do kraju przez Ocean Indyjski i Atlantycki. Poszukuję na ten rejs załogi, którą chciałbym skompletować z uczniów II klasy licealnej (wiek 16 lat). Rejs trwałby w czasie roku szkolnego 1983/84. […] uczestnicy rejsu przerabiać będą program szkolny w trakcie pływania.

Sama żegluga nie wymaga wstępnych wiadomości żeglarskich ani stosowanych w tej dziedzinie stopni, natomiast wymaga zdrowia, kondycji oraz szczególnych cech charakteru.

Ci którzy zainteresują się moją propozycją, muszą od zaraz zająć się opieką nad ludźmi starszymi, którzy właśnie teraz, w wyjątkowo ciężkich czasach, potrzebują Waszej pomocy. Będzie to próba charakteru.[2]

 

Dużo później ujmuje to w ten sposób:

Mój system to wieloszczeblowa selekcja: jeżeli ktoś spędził rok na pomaganiu innym, jeżeli pokonał bieg na czterysta i pływanie na pięćdziesiąt metrów, i znalazł się w finałowej trzydziestce, to on sobie to ceni. Jego nie tak łatwo przestraszyć, on ma rok treningu za sobą. […]

Sedno sprawy to znaleźć się w każdej sytuacji, wykonać dobrze swoją robotę. Bo nawet jeżeli nie zweryfikuje tego kadra oficerska, zweryfikują koledzy. Ktoś spóźni się trzy minuty w środku nocy do steru? Koledzy znajdą dla niego odpowiednią karę. Po to, żeby następnym razem był na czas. Jeżeli człowiek wdroży sobie takie postępowanie, to ono już mu zostanie. Uznane jako zasada. Jeśli umówiłem się na 15, jestem za trzy, a nie pięć po. I koniec. Podczas rejsów wychowuje się obywateli.[3]

 

Projekt jest na tyle nowatorski i niecodzienny, że bulwersuje opinię publiczną. Atakują go dziennikarze, przeciwne są władze żeglarskie (PZŻ), wrogo traktuje PRON[4], niechętna jest część szkół. Sprawą Szkoły Pod Żaglami zajmuje się Rada Ministrów PRL, a premier (Wojciech Jaruzelski) wyraża akceptację. Nie zatrzymuje to jednak ataków np. ze strony Urzędu Morskiego.

Bez względu na opór biurokracji i tzw. czynników prace nad przygotowaniem rejsu pierwszej Szkoły Pod Żaglami trwają nieprzerwanie.
W korespondencji angielskiej organizatorzy używają nazwy Class Afloat.

 

1983

31 stycznia

Na liście chętnych do wzięcia udziału w rejsie Szkoły Pod Żaglami są 864 osoby (404 dziewczęta, 460 chłopców).

25 maja

Akceptację wobec „eksperymentu wychowawczego pn. Szkoła Pod Żaglami” wyraża Prezes Rady Ministrów PRL, Wojciech Jaruzelski.[5]

3-5 czerwca

Eliminacje w Ośrodku Marynarki Wojennej w Gdyni Oksywie. Po weryfikacji danych przesłanych przez terenowe ośrodki opiekuńcze nadzorujące akcję, organizatorzy zakwalifikowali do nich 432 osoby.
Do następnego etapu przechodzi 50 chłopców; pierwsza dziewczyna zajęła 52. lokatę.

4-24 lipca

Obóz kondycyjno-przygotowawczy połączony ze szkoleniem żeglarskim dla najlepszej pięćdziesiątki z eliminacji na Oksywiu.
Nad jeziorem Miedwie, w Wierzchlądzie koło Starogardu Szczecińskiego, kandydaci poddawani są testom psychologicznym, sprawdzana jest ich wiedza i zdolności adaptacyjne. Jednocześnie zaliczają program przysposobienia obronnego – jedynego przedmiotu, którego prowadzenie w warunkach podróży morskiej jest niewykonalne.

16 lipca (niecałe dwa miesiące przed planowanym wyjściem w morze)

Urząd Morski przysyła do PZŻ pismo:

W związku z teleksem nr 645/8 z dn. 15.07.83 odpowiadamy, że Krzysztof Baranowski nie figuruje na liście kapitanów jachtowych zatwierdzonych przez Urząd Morski zgodnie z paragrafem 31 zarządzenia GKKFiS z dn. 8.01.1981. Mimo upłynięcia okresu karencji uznanego przez Izbę Morską, zespół kwalifikujący naszego urzędu, kierując się brakiem zaufania, nie akceptuje ob. Baranowskiego na kapitana jachtu „Pogoria” w sezonie 1983.
/-/ Dyrektor Urzędu ds Administracji Morskiej
.

Decyzja zostaje uchylona miesiąc później, po zdecydowanej kontrakcji władz żeglarskich.

25-31 lipca

Rejs przygotowawczy Pogorią na trasie Szczecin – Gdynia dla 33 osób, po którym wyłoniono finałową trzydziestkę.

11 sierpnia

Polski Komitet do spraw UNESCO obejmuje Szkołę Pod Żaglami swoim patronatem i zezwala, by Pogoria płynęła pod flagą ONZ.[6]

7 września

Pod dowództwem kpt. Krzysztofa Baranowskiego pierwsza Szkoła Pod Żaglami wypływa na Pogorii z Gdyni.

W roku 1983 nie bez kłopotów wypłynęliśmy w rejs, właśnie z całą klasą i nauczycielami wszystkich przedmiotów, kierując się na Morze Śródziemne, a potem przez Morze Czerwone na Ocean Indyjski. Organizatorami rejsu była zaprawiona w trudach żeglugi antarktycznej moja ówczesna załoga.

Załogę jachtu stanowili uczniowie, trzymali wachty przez całą dobę, stawiali i zwijali żagle, gdy było trzeba, ale niezależnie od wszystkiego chodzili na lekcje. Program nie miał żadnych tematów żeglarskich – realizowaliśmy program II klasy licealnej. Ten schemat został nazwany Szkołą Pod Żaglami i choć wiele organizacji podszywa się pod tą nazwę, zawsze chodziło o długi rejs kształtujący charakter młodego człowieka.[7]

 

1982-09-07 – 1984-06-10
Krzysztof Baranowski prowadzi pierwszą Szkołę Pod Żaglami na Pogorii, w rejsie pod hasłem „Śladami starych kultur”.

Kapitan: Krzysztof Baranowski (nauczyciel języka angielskiego).
Zastępcy kapitana: Zbigniew Szpecht (do 1983-11-15, Pireus), Andrzej Drapella (od 1983-12-02, Aleksandria; j. niemiecki).
Kadra: Andrzej Bolewski (IV oficer, matematyka i chemia), Stanisław Choiński (bosman, zajęcia techniczne), Jacek Czajewski (I oficer, fizyka, żeglarstwo), Janusz Kawęczyński (III oficer, geografia), Valerie Lintott (od 1983-09-27, Fowey; j. angielski, j. francuski, wych. muzyczne), Andrzej Makacewicz (do 1984-02-19, Male; instruktor nurkowania swobodnego, wych. fizyczne, żeglarstwo), Wojciech Przybyszewski (intendent, skarbnik; biologia), Kazimierz Robak (sekretariat; j. polski, j. rosyjski, historia), Karmena Stańkowska (II oficer, j. niemiecki).
Załoga etatowa: Arnold Copa (kucharz), Ewaryst Iwanowski (II mechanik), Marek Stryjecki (I mechanik, zajęcia techniczne).
Ekipa TV: Janusz Cieliszak (od 1984-01-10, Bombaj), Mirosław Lasota (do 1984-06-01, Penzance), Jan Muszyński (operator obrazu).
Absolwenci: Michał Drążkowski, Zbigniew Fabisiak, Marek Gatz (do 19.02.1984, Male), Juliusz Gojło, Marek Górniak, Krzysztof Grubecki, Grzegorz Krawczyk, Karol Krzystolik, Paweł Majtyka, Michał Malicki, Piotr Malicki, Szymon Masłowski, Szymon Meysztowicz, Maciej Mierzwiński, Marek Mizera, Maciej Młodowicz, Sergiusz Nawrocki, Maciej Olszewski, Tomasz Podoba, Przemysław Predygier, Ryszard Rożek, Dariusz Rudziński, Wojciech Szczygielski, Wojciech Szymański, Marek Tokarski, Dariusz Turkowicz, Mariusz Wilk, Filip Wójcik, Robert Zieliński.

Trasa:

SZKOLA.pdf - II - Daty, liczby, fakty

1983-84_SzPZ_MAPA_9_sm

Załoga pierwszej Szkoły Pod Żaglami m.in.

●  była na audiencji u Jana Pawła II w prywatnych apartamentach papieskich (1983-11-03),
●  zwiedzała siedzibę Polskiej Misji Archeologicznej w Aleksandrii (1983-12-03);
●  nurkowała na rafach koralowych Morza Czerwonego (Great Hanish, 1983-12-20) i Oceanu Indyj­skiego (Malediwy, luty 1984) oraz w rezerwacie podwodnym Mahé (Seszele, 1984-03-03),
●  zwiedzała najważniejsze zabytki w indyjskim stanie Maharasztra (1984-01-10/15) i na Sri Lance (1984-01-21/26),
●  wysłuchała wykładu Thora Heyerdahla (Malediwy, 1984-02-14),
●  miała lekcje biologii w Stacji Naukowo-Badawczej ONZ na wyspie Picard (Aldabra, Seszele) w re­zer­wacie żółwi i ptaków (1984-03-11);
●  odwiedziła Longwood House – miejsce ostatniego pobytu i śmierci Napoleona Bonapartego (Wyspa Św. Heleny, 1984-04-15).

 

1984

czerwiec

Polski Związek Żeglarski przekazuje Pogorię do komercyjnej eksploatacji spółce „Interster Yachting”, której PZŻ jest głównym akcjonariuszem. Formalnym właścicielem żaglowca jest wciąż Skarb Państwa.

„Interster” zawiera umowę czarterową z montrealskim West Island College, który organizuje na Pogorii swoją szkołę pod żaglami.
Dziewięciomiesięczny kontrakt opiewa na ok. 350 000 USD i z roku na rok jest przedłużany; Pogoria – z niewielkimi przerwami – pływać będzie dla Kanadyjczyków do 1992.

Wśród warunków kontraktu jest zatrudnienie minimalnej polskiej załogi (8 osób z kapitanem włącznie), niezbędnej do prowadzenia żeglugi i utrzymania sprawności mechanizmów i ożaglowania oraz przeprowadzenie Pogorii z Polski do Kanady.

Krzysztof Baranowski zostaje kapitanem Pogorii w rejsie do Montrealu i pierwszej części rejsu kanadyjskiego.
Udaje mu się się uzyskać zgodę na to, by załogą Pogorii w rejsie do Kanady były uczennice kandydujące do pierwszej Szkoły Pod Żaglami w roku 1983.

 

1985-07-14 – 1985-09-05
Krzysztof Baranowski prowadzi drugą Szkołę Pod Żaglami na Pogorii, w rejsie „Szlakiem wikingów”.

14 lipca

Krzysztof Baranowski wypływa Pogorią z Gdyni do Kanady w rejs Szkoły Pod Żaglami pod hasłem „Szlakiem wikingów”.

Załogę tworzy 25 najlepszych uczestniczek eliminacji na Oksywiu (patrz: 1983, 3-5 czerwca). Na pokładzie prowadzone są zajęcia szkolne z języków obcych, geografii, oceanologii i żeglarstwa.

Kapitan: Krzysztof Baranowski.
Zastępca kapitana: Jerzy Rakowicz.
Kadra: Henryk Bartoszuk (asystent II oficera), Andrzej Makacewicz (asystent I oficera), Tadeusz Olszewski (asystent III oficera), Robert Uklański (III oficer), Jerzy Zamorski (I oficer), Andrzej Zugaj (II oficer).
Załoga etatowa: Zbigniew Brodowski(elektryk), Stanisław Choiński (bosman), Arnold Copa (kuk), Ewaryst Iwanowski (II  mechanik), Marek Stryjecki (I mechanik).
Ekipa TV: Ewa Baranowska (reżyser dźwięku), Andrzej Wyglądała (operator obrazu).
Uczennice: Joanna Bogaczyńska, Ewa Brzezicka, Joanna Cekała, Joanna Drewnicka, Małgorzata Dytewska, Anna Kinastowska, Ewa Krzemińska, Elżbieta Kucharska, Zofia Lelakowska, Małgorzata Magiera, Katarzyna Monkiewicz, Iwona Osetek, Agnieszka Ozimek, Dorota Pawlak, Anna Piskorska, Edyta Prawda, Katarzyna Przysiecka, Renata Sikora, Monika Skoraczyńska, Monika Szymaszek, Małgorzata Urbańska, Magdalena Wasąg, Magdalena Wielgat, Barbara Zajkowska, Iwona Żurawska.

1985-07-14_09-05_Rejs_Papug_MAPA_7_sm

Trasa:

1985-07-14                                 Gdynia
1985-07-18 – 1985-07-20       Helsingør (Dania)
1985-07-22 – 1985-07-24       Oslo (Norwegia)
1985-07-27 – 1985-07-28       Leerwick (Szetlandy Płn., Wlk. Brytania)
1985-08-01 – 1985-08-04       Reykjavík (Islandia)
1985-08-04 – 1985-08-05       Hvalfjörður (Islandia) – na kotwicy
1985-08-05 – 1985-08-05       Maríuhöfn (Islandia) – na kotwicy
1985-08-05 – 1985-08-06       Reykjavík (Islandia)
1985-08-16 – 1985-08-17       St. John’s (Nowa Fundlandia, Kanada)
1985-08-19 – 1985-08-20       Saint-Pierre (wspólnota zamorska Francji)
1985-08-22 – 1985-08-23       Bear Bay (Québec, Kanada) – na kotwicy
1985-08-23 – 1985-08-23       Île d’Anticosti (Québec, Kanada)
1985-08-24 – 1985-08-25       Sept-Îles (Québec, Kanada)
1985-08-25 – 1985-08-25       Île du Corossol (Québec, Kanada) – na kotwicy
1985-08-26 – 1985-08-27       St. Pancras Cove (Québec, Kanada) – na kotwicy
1985-08-27 – 1985-08-28       Île du Bic (Québec, Kanada) – na kotwicy
1985-08-28 – 1985-08-29       Québec (Québec, Kanada)
1985-08-30 – 1985-08-31       Île Saint-Ignace (Québec, Kanada) – na kotwicy
1985-08-31 – 1985-09-05       Montréal (Québec, Kanada)

Łącznie: 4719 Mm, 33 dni (211 godz. żeglugi; 505 godz. postojów w portach).

 Uczennice wróciły do Warszawy 6 września 1985 samolotem.

 

 

1985-09-06 – 1985-11-12

Krzysztof Baranowski jest pierwszym kapitanem kanadyjskiej Class Afloat na Pogorii.

Prowadzi ją z Montrealu (1985-09-06) do Pireusu (1985-11-12) przez Trois-Rivières, Québec i Louisbourg (Kanada), Ponta Delgada (São Miguel, Azory, Portugalia), Tanger (Maroko), Gibraltar, Baie de Cavalaire (Francja), Monaco, Fiumicino i Neapol (Włochy), Patras i Korinthos (Grecja).
Długość tego odcinka liczy 5420 Mm.

1985-09-06_11-12_Canadian_Class_Afloat_MAPA_4_smPierwszy etap (Montreal – Pireus) kanadyjskiej Class Afloat na Pogorii, dowodzonej przez Krzysztofa Baranowskiego.
Dalej trasa (kapitanem  Pogorii był Jerzy Rakowicz) prowadziła przez Kanał Sueski wokół Afryki do Montrealu.

Szkoła kanadyjska jest kopią pierwszej polskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego. Kanadyjczycy też nazwali ją Class Afloat i… zastrzegli prawa autorskie do nazwy; do dziś tylko oni mają prawo do jej użycia np. na stronach internetowych.

West Island College, który skierował na „Pogorię” 40 uczniów i uczennic, bez żenady skopiował niemal dosłownie polską Szkołę Pod Żaglami, powtarzając nazwę, program i założenia przedsięwzięcia, notabene wciąż bulwersującego polską opinię publiczną.

Podczas gdy rodzimi znawcy roztrząsali moralność i zasadność takiego właśnie wykorzystania „Pogorii” w sezonie praktycznie dla niej martwym, Kanadyjczycy zaczęli działać: projekt uznali za swój, nie wspominając w informatorach i materiałach reklamowych (po części dosłownie przepisanych i przerysowanych z oryginału polskiego) ani słowem o swych polskich poprzednikach, ani o rzeczywistym autorze pomysłu – Krzysztofie Baranowskim. Dopiero po interwencji polskiej załogi, już w czasie rejsu, do określenia „pierwszy” Kanadyjczycy zaczęli dodawać (i to tylko w obecności Polaków): „w krajach zachodnich”.[9]

Chichotem historii jest fakt, że nazwa „Class Afloat” powstała jesienią 1982 roku w mieszkaniu piszącego te słowa. Ponieważ egzystencja Szkoły Pod Żaglami w olbrzymiej mierze zależeć miała od życzliwości sponsorów i gospodarzy odwiedzanych portów, niezbędna była papeteria z firmowym nagłówkiem.
W wersji polskiej był on oczywisty, w wersji angielskiej, której projekt sam opracowałem, nagłówkiem było School Under Sails. Krzysztof zdyskredytował to natychmiast, życząc sobie nazwy Class Afloat – i ponieważ nalegał, tak już zostało.
Notabene tłumacze innych wersji językowych nie dali się przekonać i w ten sposób pierwsza Szkoła Pod Żaglami funkcjonowała również jako Die Schule unter den Segeln, École sous les voiles, Escuela bajo velas, La scuola sotto le vele, Madrasa tahta ash-sharaat.

Tak jak się jednak rzekło, nikt z nas – organizatorów nie myślał wówczas o zatrzeżeniu nazwy: w PRL-owskich warunkach – było to trudne do wykonania, a na wykupienie praw na Zachodzie nie mieliśmy pieniędzy.

 SZKOLA.pdf - II - Daty, liczby, fakty

 

1986

Krzysztof Baranowski stara się kontynuować Szkołę Pod Żaglami, jednak po powrocie pierwszej Szkoły do kraju w 1984 roku, jego usiłowania spotykają się z przyjęciem chłodnym, lub niechętnym.
Władze państwowe, jak się wydaje, mają dość szumu medialnego i nagonki prasowej.
Dla władz żeglarskich rejs Szkoły Pod Żaglami oznaczałby przerwanie lukratywnego kontraktu kanadyjskiego.

 

1986/87

Krzysztof Baranowski dowodzi niemieckim żaglowcem pasażerskim Atlantis[10].

Rejsy pasażerskie odbywały się na Morzu Egejskim wczesną jesienią. Na przełomie roku armator skierował Atlantis na remont w Hamburgu mimo ciężkich warunków zimowych. Szczególnie uciążliwe było wejście w Kanał La Manche przy wschodnim sztormie połączonym ze śnieżycą.

1986-87_Atlantis_MAPA_5
Trasa barkentyny Atlantis z Turcji do Hamburga zimą 1986/87

 


[1] Minister Oświaty i Wychowania, Bolesław Faron. Pismo adresowane „Obywatele Dyrektorzy Liceów Ogólnokształcących” z dn. 1982-10-08 (bez sygn). W: Przybyszewski, Wojciech, red. Z archiwum Szkoły Pod Żaglami. Tom 1. Warszawa : nakład własny autora, 1986.

[2] Przybyszewski, Wojciech, ibidem.

[3] Morelowska, Karolina. „Baranowski: Do szkoły chodziłem z prądem”. Polska The Times, 2008-07-21, Warszawa, s. 5.

[4] „Patriotyczny Ruchu Ocalenia Narodowego”, organizacja stworzona 20 lipca 1982 dla poparcia stanu wojennego; rozwiązana 8 listopada 1989.

[5] Sekretarz Komitetu Rady Ministrów do spraw Młodzieży, Andrzej Ornat. Pismo do Krzysztofa Baranowskiego z dn. 1984-05-25 (sygn. BSM-1135-M/83). W: Przybyszewski, Wojciech, ibidem.

[6] Sekretarz Generalny Polskiego Komitetu do spraw UNESCO, Janusz Zabłocki. Pismo do Krzysztofa Baranowskiego z dn. 1984-08-11 (sygn. 690/83). W: Przybyszewski, Wojciech, ibidem.

[7] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/pierwsza-szkola.html#more-892>

[8] Robak, Kazimierz. Szkoła. Cz. III – Daty, liczby, fakty. Wyd. 3 uzup. Tampa, FL : KR, 2005; s. 1.
Dokładne dane na temat pierwszej SzPŻ Krzysztofa Baranowskiego zawarte w tym opracowaniu można też znaleźć na stronach
<http://www.zeglujmyrazem.com/?page_id=8253> i <http://szkolapodzaglami.org.pl/>

[9] Robak, Kazimierz, ibidem, s. 38.

[10] Atlantis – kadłub zbudowany w stoczni J.H.N. Wichhorst (Hamburg) w 1905, nazwany Bürgermeister Bartels.
1905-1914 – służy jako latarniowiec Elbe 3 u ujścia Łaby;
1914-1974 – służy jako latarniowiec Elbe 2 (53°59′37″N, 8°24′51″E). Po staranowaniu przez duński frachtowiec Banana (1974-12-10) wycofany ze służby.
1975-1979 trzymany w stoczni Bauhof Wedel des Wasser- und Schifffahrtamtes w Hamburgu.
1983-85 – w stoczni w Szczecinie przedłużono kadłub o 14,5 m (47.5 ft) i przebudowano na trzymasztową barkentynę Atlantis.

Dł.: 57 m (187 ft); szer.: 7,45 m (24.5 ft); zanurz.: 5,10 m (17 ft); wys. grotmasztu: 31 m (102 ft); wyporność: 365 t, pow. ożagl.: 742 m kw. (7987 sq ft); prędkość na żaglach – do 9 węzłów; silnik gł.: 750 KM (560 kW); prędkość na silniku: do 7 węzłów; ster strumieniowy; dwa generatory: 60 + 40 kVA.
W 1986 armatorem był Friedrich Beutelrock z Hamburga.
2005 – ponownie przebudowana. Obecnie (2014) pływa pod banderą holenderską; armatorem jest The Tall Ship Company; portem macierzystym – Hoorn.


 

 _001_Kpt_Krzysztof_fot_Khemka_sm_2Krzysztof Baranowski podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami (styczeń, 1984)
fot. Khemka

_002_POGORIA_1984-03-30_fot_Kazimierz_Robak_sm_2Pogoria podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami (marzec 1984)
fot. Kazimierz Robak

_1983-06-03_eliminacje_01_fot_Jerzy_Krug_sm_21983-06-03: Krzysztof Baranowski podczas eliminacji do pierwszej Szkoły Pod Żaglami
fot. Jerzy Krug

 

_1983-10-18_wieniec_dla_Kudowy_fot_K_Robak_sm_21983-10-18: pierwsza Szkoła Pod Żaglami:
wieniec, który będzie opuszczony w miejscu zatonięcia m/s Kudowa Zdrój (1983-01-20, 15 Mm E od Ibizy, 20 ofiar)

fot. Kazimierz Robak

_1983-11-03_Watykan_06_fot_Arturo_Mari_sm_21983-11-03: Kapitan, kadra i uczniowie pierwszej Szkoły Pod Żaglami podczas audiencji i Jana Pawła II
fot: Arturo Mari / L’Osservatore Romano

_1984-02-14_Thor_Heyerdahl_arch_Valerie_I_Lintott_024_sm_21984-02-14, Male (Malediwy): Krzysztof Baranowski i Thor Heyerdahl podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami
fot. Valerie Lintott

_1984-06-10_Gdynia_02_fot_K_Robak_sm_21984-06-10, Gdynia: kpt. Krzysztof Baranowski składa meldunek Andrzejowi Ornatowi (przewodniczący Komitetu ds. Młodzieży przy URM) o pomyślnym zakończeniu rejsu i związanych z nim zadań
fot. Kazimierz Robak

_1985-06-26_07-03_Obóz_Lunów_3_sm_arch_Joanna_Bogaczynska-Staniewicz1985, czerwiec/lipiec, Łunów: Krzysztof Baranowski i uczestniczki resju drugiej Szkoły Pod Żaglami na obozie kwalifikacyjnym
fot. z arch. Joanny Bogaczyńskiej-Staniewicz

_1985-07-25_Pogoria_ II_SzPZ_fot_Tadeusz_Olszewski_arch_Anna_Kinastowska-Bronikowska1985-07-25: Krzysztof Baranowski na Pogorii podczas rejsu drugiej Szkoły Pod Żaglami
fot.: Tadeusz Olszewski (arch. Anny Kinastowskiej-Bronikowskiej)

Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH1985-09-05, Montreal: Kapitan i część kadry drugiej Szkoły Pod Żaglami
fot. z arch. Anny Kinastowskiej-Bronikowskiej

_2013-05-03_bandera_prezydencka_dla SzPZ_2Bandera Prezydenta RP przyznana Szkole Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego
w dniu Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, 2 maja 2013
fot. Zbigniew Bosek

Kazimierz Robak
Tampa, FL; 12 sierpnia 2014
Żeglujmy Razem

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski – strona główna

Calendar

« June 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało... Wiosna, ach to ty!
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty!

[Marek Grechuta]

Wiosna – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Charakteryzuje się umiarkowanymi temperaturami powietrza z rosnącą średnią dobową, oraz umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego.

Każda wiosna tak się zaczyna, od tych horoskopów ogromnych i oszałamiających, nie na miarę jednej pory roku, w każdej – żeby to raz powiedzieć – jest to wszystko: nieskończone pochody i manifestacje, rewolucje i barykady, przez każdą przechodzi w pewnej chwili ten gorący wicher zapamiętania, ta bezgraniczność smutku i upojenia szukająca nadaremnie adekwatu w rzeczywistości.

Ale potem te przesady i te kulminacje, te spiętrzenia i te ekstazy wstępują w kwitnienie, wchodzą całe w bujanie chłodnego listowia, we wzburzone nocą wiosenne ogrody i szum je pochłania. Tak wiosny sprzeniewierzają się sobie – jedna za drugą, pogrążone w zdyszany szelest kwitnących parków, w ich wezbrania i przypływy – zapominają o swych przysięgach, gubią liść po liściu ze swego testamentu.

Ładnie. Ale skoro poszło już z takiego pułapu jak Schultz, do skontrowania trzeba rzeczywiście poszukać adekwatu:

Tymczasem ze wszystkich podmiejskich okolic wiosna przybywała na rynki. Tysiące róż więdło wzdłuż chodników w koszykach sprzedawców i ich słodki zapach unosił się po całym mieście. Na pozór nic się nie zmieniło. Tramwaje wciąż były pełne z rana, puste i brudne w ciągu dnia. Tarrou przyglądał się małemu staruszkowi, a mały staruszek pluł na koty.

Chyba może być, choć od razu wiadomo, że niepowtarzalny mały staruszek plujący na koty mieszka w Oranie i należy do Dżumy Camusa (koty, skądinąd, skończyły smutnie).

 

Odniesień symbolicznych, mitologicznych, literackich wiosna ma więcej niż pozostałe trzy pory roku razem.

Jest „Wiosna Ludów” (1848), „Praska Wiosna” (1968) i „wiosna w październiku” (1956).
Jest Wiosna 1905 Stanisława Masłowskiego, o której śpiewa Kaczmarski, i „ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” (1812) – ale o tym będzie pod właściwymi miesiącami.
Wiosnę zdobywały traktory – o czym będzie za chwilę.

W muzyce jest oczywiście pierwsza z Czterech Pór Roku (1725) Vivaldiego, kantata Wiosna (1902) Rachmaninowa, pieśń Strawińskiego (op. 6 no. 1; 1907) do wiersza Wiosna klasztorna (1906) Siergieja Gorodeckogo i tegoż Strawińskiego Święto wiosny (1913). Tego wszystkiego jednak opisać się nie da, nawet onomatopejami, jak np. ulubionego owocu Beethovena, który zresztą też Sonatę Wiosenną napisał.

W malarstwie jest La Primavera (1482) Boticellego (nie Wiosna, a właśnie tak, z włoska), której opisywać, mam nadzieję nie trzeba. I – wśród niezliczonych wiosennych odniesień malarskich – swojski, prosty i jednocześnie mocny Sawrosow, czyli Przyleciały gawrony (1871), który kojarzy mi się raczej smutno, bo nieznośna pamięć (żadnego zapomnienia!) podsuwa Żeromskiego i jego „A kej ty idzies, fajtasiu, kej?”, czego przypomnienie dla rodzaju ludzkiego jest wstydliwe.

Wiosną obchodzone jest najważniejsze święto chrześcijańskie, Wielkanoc, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa, symbolizujące jego zwycięstwo nad śmiercią.

Benedykt Chmielowski idzie dalej:

Druga Sentencya jest, że Świat od BOGA stworzony na WIOSNĘ podczas Aequinoctium Wiosnowego i ta sentencya probabilior, dla większej liczby pewniejszych Autorów, bo Nowy Adam CHRYSTUS, Świat restaurujący, począł się na Wiosnę 25. Marca w Żywocie Najświętszej MARYI, toć i Stary Adam, psujący Świat, w takimże Wiosnowym czasie miał być stworzony. W ten czas miał być Mundus creatus, kiedy recreatus.

Wiosna nastaje, gdy na Ziemię powraca do matki Kora, a Demeter – po zimowej żałobie – przywraca do życia przyrodę, co prawda tylko do końca jesieni, bo jej córka, nieopatrznie zjadłszy w Podziemiach ziarnko granatu, musi powrócić do męża i znów stać się Persefoną.

Nastaje, gdy do żywych wraca Adonis i tonie w objęciach stęsknionej i zakochanej Afrodyty, zaś Persefona (nie była ona takim niewinnym kwiatuszkiem, jakim widziała ją jej matka – bo to ona, chcąc mieć Adonisa dla siebie w Podziemiu, nasłała na niego dzika-zabójcę) musi na Ziemi obejść się smakiem.

Nastaje, gdy do Mezopotamii wraca przywracający wegetację Tammuz, a Babilończycy święcą rocznicę zwycięstwa Marduka nad Tiamat.

Według Walijczyków Gwyn ap Nudd, król demonów panujący w zaświatach, 1 maja rozpoczyna walkę ze swym rywalem, którym jest Gwythyr ap Greidawl. Chodzi oczywiście o to, kto zawładnie dziewicą: jest nią Creiddylad, siostra Gwyna i narzeczona Gwythyra. Wg jednego z mitów, pierwszą walkę wygrał Gwyn, ale król Artur nakazał mu zwrócić narzeczoną Gwthyrowi i zawrzeć z nim pokój. Nemezis dziejowa nakazuje jednak obu rywalom bić się co roku w pierwszym dniu maja aż do dnia Sądu Ostatecznego: dopiero zwycięstwo w dniu ostatnim będzie zwycięstwem ostatecznym. Uczeni mówią, że walka ta symbolizuje zmaganie zimy z wiosną (a może i z latem, bo klimat tam ciężki) - i niech tak zostanie.

A proza?

– Jak daleko jeszcze mamy do wiosny? – spytał K.
– Do wiosny? – powtórzyła pytanie Pepi. – Zima bywa u nas długa, bardzo długa i monotonna. Na to jednak tu na dole się nie skarżymy, przeciwko zimie jesteśmy zabezpieczeni. No, ale kiedyś nadejdzie wiosna i lato i będą miały swój czas trwania. Jednak we wspomnieniach wiosna i lato wydają się teraz tak krótkie, jak gdyby trwały najwyżej dwa dni i nawet w ciągu tych dwu dni, i to przy najpiękniejszej pogodzie, popada jeszcze czasem śnieg.

Prawda. Aż dziw, że u Kafki była jakakolwiek inna pora roku niż zima czy późna jesień. Ale nawet gdy na dworze wiosna w pełni…

Na dworze wiosna w pełni. Jezdnie pokrywa bure błocko, na którym zarysowują się już przyszłe ścieżynki; dachy i chodniki już suche; pod płotami spod zgniłej zeszłorocznej trawy wynurza się młoda, delikatna zieleń. W rynsztokach wesoło pieniąc się i bełkocąc płynie brudna woda, w której nie brzydzą się kąpać słoneczne promienie. Drzazgi, słomki, łupiny słonecznikowych pestek szybko mkną po wodzie, wirują, zahaczają o brudną pianę. A dokąd płyną te drzazgi? Możliwe, że z rynsztoku dostaną się do rzeki, do morza, z morza do oceanu... Chciałbym sobie wyobrazić tę długą niebezpieczną drogę, lecz fantazja zawodzi nie docierając do morza.

Ładne? Myślę, że tak. No to dalej, ten sam Antoni Czechow:

Na ziemi jeszcze leży śnieg, a do duszy, już zagląda wiosna. Jeżeli, czytelniku, kiedykolwiek wracałeś do zdrowia po ciężkiej chorobie, to znasz ten błogi stan, kiedy serce zamiera od mglistych przeczuć, a uśmiech rozjaśnia twarz bez wyraźnej po temu przyczyny. Widocznie podobny stan przeżywa obecnie przyroda. Ziemia jest zimna, błoto ze śniegiem chlupoce pod nogami, lecz jakie dokoła wszystko wesołe, łagodne i przymilne! Powietrze jest tak jasne i przejrzyste, że gdyby wejść na gołębnik lub dzwonnicę, to — zda się — ujrzysz świat cały od krańca do krańca. Słońce świeci jasno, a promienie lśniące i uśmiechnięte kąpią się w kałużach wraz z wróblami. Rzeczka pęcznieje i ciemnieje: zbudziła się już ze snu i nie dziś, to jutro ruszy. Drzewa stoją nagie, lecz żyją już i oddychają.

W takie dni dobrze jest gnać miotłą lub łopatą brudną wodę w rowach, puszczać z biegiem okręciki lub rozbijać obcasami uparty lód. Dobrze też pędzać gołębie pod samo sklepienie niebios lub włazić na drzewa i zawieszać tam domki dla szpaków. Tak, wszystko to jest dobre o tej szczęśliwej porze roku, zwłaszcza jeśli człowiek jest młody, kocha przyrodę, nie kaprysi, nie histeryzuje, a praca nie zmusza go do siedzenia w czterech ścianach od rana do wieczora. Niedobrze zaś, gdy człowiek jest chory, gdy więdnie gdzieś w kancelarii lub kuma się z muzami.

Tak, wiosną nie należy kumać się z muzami.

Zygmunt Gloger podchodził do wiosny etnograficznie:

Wiktor opowiadał, że każdy człek na wiosnę chowa tu w kieszeni kilka groszy na „zieziulkę” (kukułkę), aby miał czem brzęknąć, gdy pierwszy raz kukanie posłyszy. Przypomniał mi tem białoruskie przysłowie „Schawaj try hroszy na ziaziulku”.
Kukułka
[...] w pieśniach ukraińskich [...]
gdy głodnemu zakuka na wiosnę, to będzie on głodny rok cały.

Dla Marka Hłaski wiosna jest pachnąca i niefrasobliwa.
Gabriel García Marquez wspomina rzymską wiosnę pełną z diamentowego światła i nieśmiertelnego powietrza.
Agustín w górach Sierra de Guadarrama fajdał w mleko wiosny.
Lejzorek Rojtszwaniec, choć w więzieniu nie słyszał wróbli, jednak wiedział, że:

dziś one z pewnością śpiewają jak gwiazdy w operetce, ponieważ już jest międzynarodowa wiosna.

Józef K., Augustín, staruszek plujący na koty, Lejzorek – dziecinne szarady. Ale proszę spróbować odgadnąć, kto to napisał:

Spójrzcie tylko, znów zaczyna się wiosna. Dnie nastały już dłuższe, jaśniejsze. Na pewno na polach jest już dużo do zobaczenia i usłyszenia! Wychodźcie dużo na powietrze, niebo jest teraz tak ciekawe w swej różnorodności, ze swymi niespokojnymi, goniącymi obłokami, a naga jeszcze ziemia musi tak pięknie wyglądać w swym zmiennym oświetleniu.

Ułatwienie? Proszę bardzo: pisane 24 marca 1918 w więzieniu miasta Breslau (dziś Wrocław). Rozwiązanie znajdziecie na końcu tej strony.

 

Miało być jeszcze o traktorach. Trudno, będzie. W czasach, gdy w Polsce większość późniejszych bojowników o indywidualizm w sztuce popełniała wstydliwy grzech zwany socrealizmem, wydrukowano utwór pod tytułem Traktory zdobędą wiosnę (1950). Wówczas nazywało się to powieść reportażowa. Dziś gatunek ten ma własną nazwę: „produkcyjniak” i jeśli ktoś nie zna dokładnej jego definicji, niech się cieszy. Ja np. przypomniałem to sobie niedawno i nie mam ani powodu do radości, ani do tego, by wymieniać autora po nazwisku, zwłaszcza że nie jest zbyt znane. Ba, ale produkcyjniaki pisywały wówczas takie tuzy jak Tadeusz Konwicki, Aleksander Ścibor-Rylski, wyzwolona sawantka lat 50-tych Anna Kowalska, Marian Brandys.
Za panią minister można powtórzyć „Sorry, taki mamy klimat”.

Żeby płynnie przejść od prozy o wiośnie do poezji o wiośnie, pokażemy (drogi Fagocie) na początek coś prościutkiego – i stąd, i stąd:

[…] choć deszcz ze śniegiem bije w zakratowane okna, choć pada tak gęsto, że w pokoju jest mrok, pan Ignacy ma wiosenny humor. Wydobywa spod łóżka gitarę, dostraja ją i wziąwszy kilka akordów, zaczyna śpiewać przez nos pieśń bardzo romantyczną:

Wiosna się budzi w całej naturze
Witana rzewnym słowików pieniem;
W zielonym gaju, ponad strumieniem,
Kwitną prześliczne dwie róże.

– Milcz, ty podła świnio!... – zbeształ pan Ignacy pudla Ira, gdy ten próbował poddać w wątpliwość koordynację ruchową swego właściciela. Bez wątpienia posłużyłby się mocniejszymi środkami, gdyby ktoś kwestionował jego możliwości wokalno-instrumentalne (Zamordować człowieka albo nawet dwu, czy samemu dać się porąbać to u pana chleb z masłem… – ajent handlowy Szprot chyba wiedział, co mówi…). Nie roztrząsajmy więc JAK, a przejdźmy do CO.

Jeśli porównać CO śpiewał pan Ignacy z podobną twórczością lat późniejszych, wyjdzie, że „rzewne słowików pienia” nie były wcale takie złe:

Wybrałam już sobie chłopaka na medal, […]
Przystojny, niegłupi, szeroki gest ma,
Na wiosnę mi kupił WSK.

W jak wiosna, S jak Stach,
K jak kocham Stacha wiosną,
WSK, och, WSK.
W tej maszynie wszystko gra,
to podoba się dziewczynie,
WSK, och, WSK.

Sześć koni ma, sześć koni ma,
na trawkę gna, na trawkę gna,
na trawkę co niedziela z nami gna.

Utwór ten popełnił w roku 1966 Edward Fiszer jako tekst piosenki dla Danuty Rinn. Młodszym wyjaśniam, że WSK to marka motocykla produkowanego w Polsce w latach 1954-1985 przez Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Maszyna w wersji podstawowej miała silnik o pojemności 125 ccm i moc rzeczywiście 6 KM, ale nic nie usprawiedliwia takiej rymowanki. Nawet trawka. I nawet to, ze podobno mają motocykl WSK znów produkować.

Że co? Że Fiszer to tylko tekściarz od piosenek? A cóż innego podśpiewywał pan Ignacy?

To jest jednak złośliwość. Bo w piosenkach o wiośnie znalazły się też teksty z innych półek, nawet jeśli była ona daleko i cieszyła (nim przyjdzie wiosna, nim miną mrozy) samą tylko obietnicą swego istnienia.
A piosenek o wiośnie jest bez liku. Po prostu – zatrzęsienie. Sprawdziłem Katalog Polskich Płyt Gramofonowych Jacka Żylińskiego (czapka z głowy, ten facet dokonał rzeczy niesamowitej!):
słowo „wiosna” i jego pochodne występuje w tytułach 115 utworów (dla porównania: lato, z obocznościami – 76 tytułów, jesień – 96, zima – 52).

Trzeba więc od razu przejść do poezji, ale tego się – przy wiośnie - nie da zrobić, bo to osobna, opasła antologia. Od Reja i Kochanowskiego…

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.

… przez Morsztyna…

Tak wiemy, że już wiosna nam nadchodzi,
Gdy słońce w kąpiel do Wodnika wchodzi,

…do klasyków współczesności np. Lechonia, o którym Miłosz pisał później, że:

Wiosnę, nie Polskę, chciał widzieć na wiosnę
Depczący przeszłość Lechoń-Herostrates

lub Wierzyńskiego, który to, czego chciał Lechoń, dokładnie wypełnił:

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

co twórcy ściągawek uczniowskich opisali i zanalizowali dokładnie („w wierszu są obecne epitety oraz metafory”), włącznie z odpowiedzią na pytanie „co poeta chciał przez to powiedzieć?”.

 

Po drodze byli jeszcze twórcy młodopolscy. Choć cenię na przykład Tetmajera, ale jego wiosna różanoustna, złotobrewa z żółtym jaskrem i chabrem niebieskim na czole i jego wizje

Gdy pierwszy nastał dzień wschodzącej wiosny młodej,
najpierwszy zbudził się śpiący na dnie bóg wody
i powstał z chłodnych leż, i głową kędzierzawą
uderzył w lód, co legł na rzece lśniącą ławą,
i rozpękł z hukiem lód, i z prądem kry się suną

wydają mi się już nieco… hmm, powiedzmy: archaiczne. Nie mówiąc o tym, że tetmajerowski obrazek:

Z daleka od ludzkiego zgiełku i mrowiska
wstaje wiosna. Już w kępie lianów, palm i wici
jaguar cętkowaną, lśniącą skórą błyska
i iskrzącym bursztynem wielkich oczu świeci.

Jakoby liść potworny z olbrzymiego drzewa,
któremu na gałęziach gwiazdy lśnią jak rosa;
leży płaski, błyszczący, a przez gąszcz się wlewa
ku niemu fali słońca tęcza złotokosa.

wydaje się być żywcem wzięty z „Celnika” Rousseau, o którym będzie w zupełnie innym miejscu. Z innymi młodopolanami jest podobnie (przykładów nie będzie).

Resztę Młodej Polskę zatem sobie daruję. Ale będzie za to krótka dygresja z poezją rosyjską w tle.

Ponieważ od jakiegoś czasu drążę temat „wpływy Verlaine’a na...", więc przy okazji zanurzyłem się w morzu rosyjskiej poezji o wiośnie. M.in. wziąłem z półki pierwszą z brzegu książkę, którą była Historia literatury rosyjskiej XX wieku pod redakcją Andrzeja Drawicza. Tam, w rozdziale „Symbolizm w poezji” Grażyny Вobilewicz, wśród akapitów poświęconych Konstantinowi Balmontowi (1867-1942), którego rolę w poezji rosyjskiego Srebrnego Wieku porównać mogę do roli właśnie do starszego o generację Paula Verlaine’a (1844-1896) w poezji francuskiej, znalazłem taki oto opis ilustrowany fragmentem wiersza „Весеннее”:

Niezrównany kolorysta, umiejący zwłaszcza w swoich poetyckich pejzażach oddać całą ich ruchliwą zmienność, rozmaitość barw, drgań powietrza, grę refleksów świetlnych i cieni, Balmont był też prawdziwym wirtuozem w przekazywaniu wrażeń odbieranych za pomocą, zmysłów słuchu, wzroku i powonienia:

Своим щебетаньем рассыплет ту сказку
Лазурною вязью пролесок и сна.
Танцует весна
[...]
Она из зеленых, и белых, и синих,
И желтых, и красных, и диких цветов.

W przekładzie filologicznym prof. Bobilewicz:

Swoim szczebiotem rozsypie tę baśń
Lazurową więzią przylaszczek i snu.
Tańczy wiosna
[...]

Cała z zielonych, i białych, i niebieskich
I żółtych, i czerwonych, i dzikich kwiatów.

 

I jeszcze pełna zdumienia dygresja: w Internecie znaleźć można całą literaturę rosyjską.
No dobrze, wiem, że to niemożliwe, ale przy 90-ciu procentach będę się upierał. Jak i przy tym, że skala oraz jakość przedsięwzięcia przekracza nieskończenie Project Gutenberg.org, o wątłych początkach digitalizacji literatury polskiej nie mówiąc. Balmont jest oczywiście cały, wraz z wierszami rozproszonymi.

 

Był Verlaine, to teraz Rimbaud:

I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty.

 

Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej.
Na półkuli północnej Słońce wschodzi wtedy dokładnie na wschodzie, góruje w zenicie nad równikiem i przechodzi przez punkt Barana, a zachodzi na zachodzie. Kończy wiosnę przesilenie letnie w czerwcu. I te wczesne wiosenne burze…

No i cóż w tym strasznego? – wiosną idą chmury,
Z chmury piorun wypada: – taki bieg natury.
[1]

 

Równonoc wiosenna to w Polsce dzień topienia Marzanny: jest to symboliczne pożegnanie Zimy i powitanie budzącego się z zimowego uśpienia życia.
W szkołach pierwszy dzień wiosny obchodzony jest jako Dzień Wagarowicza.

Za wiosnę klimatyczną uznaje się okres, w którym średnie dobowe temperatury powietrza wahają się pomiędzy +5 a +15° C (41-60° F).
Pomiędzy zimą a wiosną znajduje się klimatyczny etap przejściowy − przedwiośnie. To podobno właśnie Przedwiośniem podpadł Żeromski pewnym klikom i nie załapał się na literackiego Nobla. Ponieważ była właśnie kolej na Polskę, nagrodę 1924 dostał Reymont. Doceniam żar uczuć Żeromszczyzny, ale chyba słusznie. Tyle tylko, że jednak wychodzi na to, iż nagrodami z literatury rządzą krajowe koterie. No cóż, żeby tylko na literaturze się kończyło…

 

Niedziela Wielkanocna lub Niedziela Zmartwychwstania wypada w chrześcijaństwie zachodnim w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
W chrześcijaństwie wschodnim Wielkanoc zazwyczaj obchodzona jest od kilku do kilkunastu dni później. Z wyjątkami – np. w roku 2014 oba kościoły obchodziły Wielkanoc 20 kwietnia.

Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych:
święcone, wielkanocne śniadanie, pisanki, śmigus-dyngus, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia.
O każdym można nieskończenie.

W Polsce po Niedzieli Zmartwychwstania następuje Poniedziałek Wielkanocny – święto kościelne dzień wolny od pracy. Więcej takich!

 

WIOSNA
w językach słowiańskich i bałtosłowiańskich:

białoruskiвясна [viasna]
bośniackiproljeće
bułgarskiпролет [proliet]
chorwackiproljeće
czeskijaro

kaszubskizymk
litewskipavasaris
łatgalskipavasars
łużycki (dolny)nalěśe

łużycki (górny)nalěćo
łotewskipavasaris
macedońskiпролет [proliet]
rosyjskiвесна [viesna]
serbskiпролећe [proliecze]
słowackijar
słoweńskipomlad
serbo-chorwackiproljeće

ukraińskiвесна [viesna]
żmudzkipavasaris

 

Przysłowia związane z wiosną:

Hyppotamus alias koń morski,
gdy na wodę pokazuje się,
Wiosnę znaczy.
[któż by inny, jak nie Benedykt Chmielowski i jego Nowe Ateny]

Jedz w wiosnę mało,
chceszli żyć cało.

Na wiosnę:
ceber deszczu, łyżka błota,
na jesień:
łyżka deszczu, ceber błota.

Nie każdej wiosny dojrzałe czeremchy.

Wiosna − będzie kura jaja niosła.

Wiosna mówi: urodzę,
Lato: jeśli nie przeszkodzę.

W wiośnie to każdy odrośnie.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

 


[1] Co ma piernik do wiatraka przeczytacie przy dniu 7 września.

List z Gefängnis Breslau pisała Róża Luksemburg.

Czerwiec – szósty miesiąc roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 30 dni.

Nazwa miesiąca – jak uważa Aleksander Brückner (1856-1939), filolog i slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny – pochodzi od słowa „czerw” oznaczającego beznogą larwę błonkówek i muchówek; larwy te były (i są) wykorzystywane jako efektywny sposób oczyszczania ran.

W Słowniku etymologicznym Sławskiego nazwa miesiąca jest dopiero trzecim znaczeniem słowa „czerwiec”. Pierwsze to: czerwiec polski (Porphyrophora polonica) – „owad wytwarzający barwik czerwony”, drugie: „farba służąca do barwienia materiałów na czerwono, coccus, color coccinus”, a źródłosłowy idą we wczesne lata XV wieku. Czwarte zaś: Scleranthus anuus L. czyli czerwiec roczny – chwast rosnący na pastwiskach, ugorach i przydrożach.

Słownik wileński idzie dalej: w nim „miesiąc” jest dopiero n-tym znaczeniem słowa „czerwiec”. Wcześniej jest bowiem rodzaj i trzy gatunki pluskwiaka Coccus; tlenosiarczek antymonu, zwany też kermezytem, o pięknej wiśniowej barwie; rodzaj i dwa gatunki roślin z rodziny Scleranthus, w tym czerwiec trwały (Scleranthus perennis); amerykański kaktus Cactus chochenillifer; kolor szkarłatny lub karmazynowy i „drogi, przedni jedwab” oczywiście koloru czerwonego.

Dwie nazwy wytłuściłem nie bez powodu: w korzeniach czerwca-rośliny znajduje schronienie i pożywienie czerwiec-owad. Splatają się więc te czerwce ze sobą dość dokładnie.

Barwnik czerwony wyrabiany z czerwca-owada to koszenila (inaczej: kwas karminowy), która jest ciekawa sama w sobie. Rozpuszcza się w wodzie, co jest rzadkie wśród barwników organicznych. Jest bardzo trwała i odporna na działanie czasu, światła i ciepła, a więc nie blaknie, co było zaletą pierwszorzędną. Nie jest trująca (w nadmiarze), więc można nią barwić nie tylko tkaniny ale i potrawy oraz kosmetyki.
Tu jednak kłopot zaczynają mieć wegetarianie i weganie (którzy nie używają produktów pochodzących ze zwierząt) oraz np. ci wyznawcy judaizmu i islamu, dla których produkty z owadów nie są ani koszerne ani halal. Problem w tym, że współcześni ludzie na ogół nie wiedzą, iż koszenilę uzyskuje się z owadów (strona http://www.food-info.net podaje że dla uzyskania 1 kilograma koszenili trzeba zanurzyć we wrzątku – a później na różne sposoby wysuszyć, a potem zmielić – 150 tys. owadów). Ostatnio produkty zawierające koszelinę muszą być odpowiednio oznaczane.

Polski monopol na czerwca w znaczeniu „farba” (tytuł popularnej, stosunkowo niedawnej – 1992, publikacji Lewy czerwcowy, nabiera teraz zupełnie innej barwy…) złamał w XIV w. Meksyk.
Aztekowie znali i stosowali koszenilę od wieków, od nich nauczyli się tego konkwistadorzy. Żeby skrócić transport do Europy, owady meksykańskie (inne niż polskie: czerwce kaktusowe, Dactylopius coccus, rodzaj mszyc) zaczęto hodować na Wyspach Kanaryjskich. Ta sama www.food-info podaje, że tylko w roku 1868 wyeksportowano stamtąd 2800 ton (6 mln. funtów) koszenili uzyskanej z 420 miliardów owadów…

 

Pierwiastek „czerw” w nazwie szóstego miesiąca roku występuje też w innych językach naszej rodziny: białoruskim (чэрвень), czeskim (červen), kaszubskim (czerwińc), ukraińskim (червень).
Co by nie mówić, w większości języków słowiańskich (także w staropolszczyźnie) rzeczownik „czerw” znaczy „robak”, z czego wynika, że „czerwiec” znaczy tyle co „robaczywiec” lub „robacznik” (a kolor czerwony to kolor robaczywy). Tyz piyknie.

W staropolszczyźnie szósty miesiąc roku nazywany też był „ugornik” lub „zok” (konik polny lub – niestety – szarańcza), ale generalnie czerwie czyli robaki okazały się (słowotwórczo) silniejsze.

 

Łaciński Iunius zawiera w sobie imię żony Jupitera – Junony.

Owidiusz w ks. VI Fasti (8 r. n.e.), poematu o kalendarzu rzymskim, podaje dwie dodatkowe etymologie nazwy Iunius: od małżonki Jupitera – Junony i bogini młodości Iuventas (grecki pierwowzór: Hebe). Owidiusza – jako źródła – nie można jednak traktować poważnie, bo plótł co mu ślina na język przyniosła, a koniunktura dworska i polityczna podsuwała. W maju umizgał się do starców z senatu (maiores), więc w czerwcu pochlebiać zaczął młodym iuniores. Na czerwcu zresztą Fasti się skończyło, bo poeta dostał nagle dożywotni nakaz zesłania do Dacji – pruderyjni twierdzą, że za nieskromność Ars amatoria (celnicy amerykańscy nie wpuścili tego dzieła w angielskim tłumaczeniu jeszcze w 1930), ale tak naprawdę nie wiemy za co.

Nazwa łacińska została przejęta przez większość języków europejskich.

 

Pod koniec czerwca na półkuli północnej następuje letnie przesilenie Słońca: jest to najdłuższy dzień (i najkrótsza noc) w roku.
W 2014 solstycjum letnie wypada 21 czerwca. W tym dniu Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka i zaczyna się astronomiczne lato.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’.

 

1 czerwca to Dzień Dziecka.

 

4 czerwca to w Polsce rocznica wolnych wyborów z 1989 roku.
W rzeczywistości były one pół-wolne, ale skutek był ten sam. Najkrócej zdefiniowała go Joanna Szczepkowska w ogólnokrajowym programie TV: „Ogłaszam koniec komunizmu w Polsce”.

 

12 czerwca 1967 – PRL zrywa stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Nie ona jedna. Po wojnie sześciodniowej (5-10 czerwca 1967), która – mimo że zaczepna – była obronną, bezczelnie przez Izrael wygranej, Czerwony Hegemon się zdenerwował. Nie tak miało być, zwłaszcza że Hegemon uzbrajał, szkolił i popierał Egipt. Poszedł więc przykład i rozkaz z Moskwy i cały blok zerwał z państwem żydowskim stosunki dyplomatyczne. Z jednym wyjątkiem: nie zerwała Rumunia. Niby, że taka niezależna i umiejąca się Sojuzowi postawić, defacto – potrzebna, bo zerwać stosunki można, ale pogadać czasem trzeba, więc jeśli już, to czemu nie przez Bukareszt, któremu opinia „niepokorny” bardzo pasowała, bo dawało się na nią kolejne kredyty z Zachodu wyciągać. A po RWPG poszedł później dowcip, przaśny, ale po linii: „– Wymień trzy państwa komunistyczne na ‘k’. – Kuba, Korea i..., i..., i ta Kurwa Rumunia.” Zerwanie stosunków i ujadanie propagandy jest prologiem do polskiego Marca ’68 (patrz: marzec).

 

23 czerwca to w Polsce tzw. wigilia św. Jana, którą kończy noc świętojańska, często używana obocznie z nazwą Sobótka.
Jest to schrystianizowana wersja słowiańskiego święta związanego z letnim przesileniem Słońca, obchodzonego w najkrótszą noc w roku, tzw. Noc Kupały, zwanego też (na południu Polski) sobótką lub palinocką. Było to święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości.
Słowo kupała pochodzi prawdopodobnie z indoeuropejskiego pierwiastka kump, oznaczającego grupę, gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak kupa, skupić, kupić się (‘gromadzić’). Termin sobótka stworzony został prawdopodobnie przez Kościół i miał wydźwięk ujemny, bo znaczył tyle, co ‘mały sabat’.
W chrześcijaństwie obchody nocy kupalnej przeniesione zostały na specjalnie w tym celu ustanowioną przez Kościół 23 czerwca wigilię św. Jana.

W tym wypadku jednak zadziałał synkretyzm religijny: noc kupalna i wigilia św. Jana współegzystują w świadomości zbiorowej do dziś. Mają też liczne odzwierciedlenia w literaturze, z których – w piśmiennictwie polskim – najbardziej znanym jest Pieśń świętojańska o Sobótce Jana Kochanowskiego, rozpoczynająca się od słów:

Gdy słońce Raka zagrzewa
A słowik więcej nie śpiewa
Sobótkę (jako czas niesie),
Zapalono w Czarnym Lesie.

„Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” napisał Mickiewicz o roku 1812, ale oznaczenie jest niedokładne. Bowiem to, co ową „wiosnę” przyniosło, zaczęło się latem.

Wieczorem 23 czerwca 1812, około godziny 22, pierwsze korpusy – kawaleryjski marszałka Murata oraz korpusy marszałków Davout i Neya przekraczają Niemen.

Napoleon, którego idée fixe było rzucenie na kolana Wielkiej Brytanii, po serii porażek z Anglikami w bitwach morskich (i to jakich porażek! Abu Kir w 1798 i Trafalgar w 1805 to były mega klęski!) wymyślił blokadę handlową (więc teoretycznie i morską) Wysp Brytyjskich.

Rzecz jasna, wszyscy zainteresowani stawali na głowie, by to embargo ominąć, zwłaszcza, że blokada rujnowała sporo gospodarek państwowych. Poza tym zawsze w podobnych przypadkach opór bywa ogromny i praktycznie nie do pokonania: założę się, że Napoleon nie miał pojęcia, co to było „Ograbme”, bo jak większość Europejczyków z wyższością patrzył na Amerykę i do głowy mu nie wpadało, ze może się od niej wiele nauczyć.

Jednym z wyłamujących się z tego dyktatu była Rosja. Oczywiście car Aleksander oficjalnie się zgadzał, uśmiechał, toasty wznosił, pakty podpisywał – ale robił swoje. Darujmy sobie „skąd my to znamy?”, gdyż handel z Brytanią był dla rosyjskiej gospodarki alternatywą Hamleta.

Rację miał stary Maciek Dobrzyński sarkając, że „a on co? Pokój w Tylży zrobił!”, choć powody do gderania były inne.
Papier – papierem, a życie życiem. Napoleon wpadł więc na kolejny pomysł, by zmusić Rosję do respektowania postanowień z Tylży (1807) siłą. Znów nie odrobił lekcji z historii: nie doczytał, jak skończył Karol XII Szwedzki. A może po prostu myślał, że skoro ma Grande Armée, to da radę?

Najpierw jednak zebrał armię 600-tysięczną, nie tylko wielonarodową ale i multi-kulti, bo było w niej m.in. 300 tys. Francuzów, Włochów i Belgów, 180 tys. Niemców, 90 tys. Polaków (skąd wymyślił, że Niemcy będą się dzielnie bić dla Francuzów – trudno orzec, nie obiecywał im przecież nawet ułamka tego, co Polakom). Z tą armią przekroczył Niemen.

Zaczął z Księstwa Warszawskiego i po przejściu granicy wciąż poruszał się po terenach zamieszkałych przez Polaków, nic więc dziwnego, że propaganda Cesarza Francuzów przeszła samą siebie. Napoleon z bezprzykładnym cynizmem, godnym największych kosterów, nazwał swoją kampanię „drugą wojną polską”, a sejmowi Księstwa Warszawskiego nakazał zawiązać Konfederację Generalną Królestwa Polskiego i proklamować zmartwychwstanie Polski w dawnych granicach (Niemcy w szeregach armijnych, zwłaszcza ci z Prus, musieli się cieszyć niezwykle!).

Ale: nikt nie da ci więcej, niż obieca Napoleon!

I prawda. Zaczynając swą wojnę z Rosją o Brytanię, cesarz powiedział:

Jestem tu, aby raz na zawsze skończyć z tym barbarzyńskim kolosem Północy. Szpada została już dobyta. Trzeba ich zapędzić jak najdalej w ich lody, aby przez najbliższe 25 lat nie byli w stanie mieszać się w sprawy cywilizowanej Europy. Nawet za czasów Katarzyny Rosjanie prawie nie odgrywali żadnej roli w życiu politycznym Europy. Z cywilizacją zetknęli się dopiero przez rozbiór Polski. Nadszedł więc teraz czas, aby Polacy pokazali im, gdzie ich miejsce... Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy Katarzyna dzieliła Polskę, chwiejny Ludwik XV drżał ze strachu w Wersalu, a caryca zachowywała się tak, że wychwalały ją wszystkie paryskie plotkary. Po spotkaniu w Erfurcie Aleksander zrobił się zbyt zarozumiały, a już zdobycie Finlandii zupełnie przewróciło mu w głowie. Jeżeli potrzebne mu są zwycięstwa, to niech się wyprawi na Persów, ale nie miesza się w sprawy Europy. Cywilizacja odrzuca tych dzikusów z Północy. Europa obejdzie się bez nich.

Jak to się skończyło – wiemy, a więcej przeczytacie o tym w grudniu.

Napoleon nie był jedyny. 129 lat później, z dokładnością jednodniową, bo 22 czerwca, powtórzył napoleoński manewr Hitler, nazywając to – też miał niezłych propagandzistów – „Operacja Barbarossa”. Skończył jak jego poprzednik, co niewiele nas pociesza, bo dla Polski skutki też były podobne.

Znaki Zodiaku w czerwcu:
Bliźnięta (♊) – do 20 czerwca (najweselszy i najpogodniejszy znak Zodiaku).
Rak (♋) – od 21 czerwca

Kwiaty czerwca :
róża (Rosa L.) – tu nie ma co wiele mówić, po prostu: królowa kwiatów.

Kamienie czerwca:
perła – co prawda to żaden kamień, tylko efekt mordęgi małża, ale w formie naturalnej błyskotka bardzo droga. Wymieniana jest – jako symbol wielkiej wartości – przez święte księgi hinduizmu, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. W tradycji europejskiej perły uważano dawniej za łzy aniołów – przesąd, że jest to klejnot przynoszący łzy i troski pokutuje do dziś.

● aleksandryt – odmiana chryzoberylu, znana z tego, że zależnie od oświetlenia potrafi zmieniać kolor. Podobno znalazł go fiński geolog Nils Gustaf Nordenskiöld (1792-1866, ojciec znanego polarnika) po tym jak razem z całą Finlandią znalazł się pod panowaniem rosyjskich carów – nazwał więc kamień imieniem następcy tronu, przyszłego Aleksandra II Romanowa.
O carze tym mówi się jako o „demokratycznym reformatorze”, ale kiedy pomyślę, na co batiuszka Aleksandr Nikołajewicz zezwalał w Polsce po powstaniu styczniowym, to nawet sprzedaż Alaski Amerykanom nie jest w stanie sprawić, bym myślał o nim pozytywnie (jak zresztą o żadnym z Romanowów, ani o ich tzw. reformach).

● kamień księżycowy zwany też ortoklazem (którego jest odmianą) – starożytni wierzyli, że jest pochodzenia boskiego, bo wziął się z promieni księżyca.
Najcenniejsze ortoklazy można podobno znaleźć w Indiach i na Sri Lance, ale i my nie gorsi, bo występują też w okolicach Jeleniej Góry. Z czego wynika, że Ryszard Ochódzki wiedział, co czyni, gdy kamień z londyńskiego bruku podniesiony wręczył jako ten z Jeleniej Góry: chciał po prostu wcisnąć go Panu Janowi jako cenny okaz ortoklazu, zapominając, że nie o to chodziło.
Ciekawostką jest, że kamień księżycowy jest oficjalnym klejnotem stanu Floryda, co Florydianiom się wzięło po locie Apolla-11, który wystartował z Cape Canaveral i 20 lipca 1969 wylądował na Księżycu.

Napisałem, że z czerwcem bywa podobnie nieszczególnie jak z majem – „dlaczego” miało przyjść później, bo na początku miesiąca pisanie o tych wszystkich solstycjach, Kupałach, świętych księgach i Romanowych kapkę mnie (jak by powiedział Geograf) osłabiło.
Tak więc czerwiec, podobnie jak maj, jest miesiącem optymistycznym. Zero zdziwienia: oba przebiegają pod panowaniem najlepszego znaku Zodiaku, czyli Bliźniąt, więc – po prostu ten gwiazdozbiór rządzi i nie da się tego ukryć.

 

Śluby i wesela w czerwcu:
mogą być, ale wyłącznie na własne ryzyko.

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
szósty miesiąc roku to:

białoruskiчэрвень [czerwień]
bośniackijuni
bułgarskiюни [juni]
chorwackilipanj
czeskičerven
kaszubskiczerwińc
litewskibirželis
łatgalskivosorys
łużycki (dolny)smažki (też: smažnik, junij)
łużycki (górny)smažnik (też: junij)
łotewskijūnijs
macedońskiјуни [uni] albo житар [żytar]
prekmurskiivánšček (też: juniuš)
rosyjskiиюнь [ijuń]
serbskijун [jun]
słowackijún
słoweńskijunij (też: rožnik)
ukraińskiчервень [czerwień]
żmudzkibiržielis

 

Przysłowia związane
z czerwcem:

Czerwiec daje dni gorące,
kosa brzęczy już na łące.

Czerwiec gdy zagrzmi,
gdzie zorze zachodzą,
ryby się znacznie
i obficie zrodzą.

Czerwiec na maju
zwykle się wzoruje,
jego pluchy, pogody,
często naśladuje.

Czerwiec po deszczowym maju
często dżdżysty w naszym kraju.

Czerwiec – przerwiec, bo przerywa
gospodarkę aż do żniwa.

Czerwiec się czerwieni?
Będzie dość w kieszeni.

Czerwiec stały,
grudzień doskonały.

Czerwiec temu się zieleni,
kto do pracy się nie leni.

Gdy czerwiec chłodem i wodą szafuje,
to zwykle rok cały popsuje.

Grzmoty czerwca
rozweselają rolnikom serca.

Kiedy kwitnie w czerwcu bób,
to największy wtedy głód,
a kiedy mak,
to już nie tak.

Mokry czerwiec, chłodny maj
– wszystkim gburom prawy raj.

Od czerwca dużo zależy,
czy żniwa będą jak należy.

Pełnia czerwcowa – burza gotowa.

W czerwcu gorącego lata,
zdrowa więc bywa sałata,
wina jeśli być nie może,
piwo chłodne pij, niebożę.

W czerwcu grusze kwiat zrzucają,
czereśnie się zapalają.

W czerwcu pod czerwcem siedzi czerwiec.

W czerwcu się okaże,
co nam Bóg da w darze.

W czerwcu to się lęga,
ci się przedtym sprzęga.

 

Przysłowia na
św. Małgorzatę (10 VI):

Deszcz na św. Małgorzatę
jest orzechom na stratę.

Św. Małgorzata pierwsza żnarka.

W św. Małgorzatę skąd wiatr duje,
drogę po zboże toruje.

Ze św. Małgorzatą
zaczyna się lato.

 

Przysłowia na
św. Jana (24 VI):

Chrzest Jana
w deszczowej wodzie
trzyma zbiory na przeszkodzie.

Deszcz świętego Jana
obiecuje mokre żniwa.

Do świętego Jana
woła deszczu kania,
a po świętym Janie
chodzą po wodzie kanie.

Gdy bliżej święta Jana
gżegżółka zakuka,
nadzieja zbóż przedaży
pewnie nas oszuka.

Gdy Jan Chrzciciel skropi,
mokre będą kopy.

Gdy się deszcz w święto Jana
opuści obfity.
po nim w kilka dni,
wierz mi, bywa pozbyty.

Gdy się Jan Chrzciciel
w dżdżystej kąpie wodzie,
deszcze żniwom bywają
wtenczas na przeszkodzie.

Gdy się święty Jan rozczuli,
to go dopiero
Najświętsza Panna utuli.

Jak się Janek kąpie w wodzie,
żniwom deszcze na przeszkodzie.

Jak św. Jan się obwieści,
takich będzie dni trzydzieści.

Jana Chrzciciela
– już kwiecia wiela.

Jutro święty Janek,
puśćmy na wodę wianek.

Już Jan ochrzcił wszystkie wody,
odtąd wam nie będzie szkody.

Już świętego Jana,
ruszajmy do siana.

O św. Janie kwas w piwo,
robak w mięso,
diabeł w babę wstępuje.

Święty Jan
– jagód dzban.

Umilkł, jak kukułka na św. Jan.

 

Przysłowie na
sobótkę:

Gdzie sobótki zapalają,
tam grady nie przeszkadzają.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha