KTO JEST KIM:

KRZYSZTOF BARANOWSKI

6.

Ramka_06_SzPZ_ill_2 1982 lipiec-sierpień

Krzysztof Baranowski rozpoczyna przygotowania do pierwszej Szkoły Pod Żaglami: długiego rejsu z młodzieżową załogą, która na pokładzie, oprócz obowiązków żeglarskich, ma zajęcia szkolne.

Założenia:

●  dla młodzieży udział w rejsie jest bezpłatny.

●  o uczestnictwo kandydaci i kandydatki muszą walczyć długo i w wielu dziedzinach, wśród których jest wielomiesięczna praca opiekuńcza jako próba charakteru, sprawdzian sprawności fizycznej, konkurs świadectw, sprawdzian współdziałania w grupie na lądzie (obóz kondycyjny) i morzu (rejs próbny);

●  młodzież, oprócz normalnych zajęć związanych z żeglugą, codziennie na morzu ma 6 lekcji, z kla­sów­ka­mi i ocenami, jak w szkole lądowej – nauczycielami poszczególnych przedmiotów są oficerowie i kadra żaglowca;

●  nauka trwa nieustannie: młodzież po lekcjach pełni służbę na wachtach, ale prak­tycz­nie o każdej porze może prosić nauczycieli o wyjaśnienia, powtórzenia lub rozszerzenia oma­wia­nych na lekcjach tematów;

●  rejs ma być długi: młodym ludziom potrzeba co najmniej dwóch miesięcy na integrację i nabranie rutyny – zazwyczaj dopiero trzeci i dalsze miesiące przynoszą pełną satysfakcję z żeglugi i nauki, zaś działanie w zespole staje się przyjemnością, a nie obowiązkiem; pierwsza Szkoła Pod Żaglami trwała przez cały rok szkolny; następne (na ogół) jeden semestr.

  8 października

W porozumienia z ministrem oświaty PRL, Bolesławem Faronem[1], Krzysztof Baranowski rozsyła do wszystkich liceów w Polsce list, skierowany do uczniów klas pierwszych. Pisze w nim m.in.:

Przygotowuję dla Was rejs żaglowcem POGORIA szlakiem starych kultur morskich, prowadzącym na Morze Śródziemne, Czerwone i Arabskie do Indii i Sri Lanki. Powrócimy do kraju przez Ocean Indyjski i Atlantycki. Poszukuję na ten rejs załogi, którą chciałbym skompletować z uczniów II klasy licealnej (wiek 16 lat). Rejs trwałby w czasie roku szkolnego 1983/84. […] uczestnicy rejsu przerabiać będą program szkolny w trakcie pływania.

Sama żegluga nie wymaga wstępnych wiadomości żeglarskich ani stosowanych w tej dziedzinie stopni, natomiast wymaga zdrowia, kondycji oraz szczególnych cech charakteru.

Ci którzy zainteresują się moją propozycją, muszą od zaraz zająć się opieką nad ludźmi starszymi, którzy właśnie teraz, w wyjątkowo ciężkich czasach, potrzebują Waszej pomocy. Będzie to próba charakteru.[2]

 

Dużo później ujmuje to w ten sposób:

Mój system to wieloszczeblowa selekcja: jeżeli ktoś spędził rok na pomaganiu innym, jeżeli pokonał bieg na czterysta i pływanie na pięćdziesiąt metrów, i znalazł się w finałowej trzydziestce, to on sobie to ceni. Jego nie tak łatwo przestraszyć, on ma rok treningu za sobą. […]

Sedno sprawy to znaleźć się w każdej sytuacji, wykonać dobrze swoją robotę. Bo nawet jeżeli nie zweryfikuje tego kadra oficerska, zweryfikują koledzy. Ktoś spóźni się trzy minuty w środku nocy do steru? Koledzy znajdą dla niego odpowiednią karę. Po to, żeby następnym razem był na czas. Jeżeli człowiek wdroży sobie takie postępowanie, to ono już mu zostanie. Uznane jako zasada. Jeśli umówiłem się na 15, jestem za trzy, a nie pięć po. I koniec. Podczas rejsów wychowuje się obywateli.[3]

 

Projekt jest na tyle nowatorski i niecodzienny, że bulwersuje opinię publiczną. Atakują go dziennikarze, przeciwne są władze żeglarskie (PZŻ), wrogo traktuje PRON[4], niechętna jest część szkół. Sprawą Szkoły Pod Żaglami zajmuje się Rada Ministrów PRL, a premier (Wojciech Jaruzelski) wyraża akceptację. Nie zatrzymuje to jednak ataków np. ze strony Urzędu Morskiego.

Bez względu na opór biurokracji i tzw. czynników prace nad przygotowaniem rejsu pierwszej Szkoły Pod Żaglami trwają nieprzerwanie. W korespondencji angielskiej organizatorzy używają nazwy Class Afloat.

  1983 31 stycznia

Na liście chętnych do wzięcia udziału w rejsie Szkoły Pod Żaglami są 864 osoby (404 dziewczęta, 460 chłopców).

25 maja

Akceptację wobec „eksperymentu wychowawczego pn. Szkoła Pod Żaglami” wyraża Prezes Rady Ministrów PRL, Wojciech Jaruzelski.[5]

3-5 czerwca

Eliminacje w Ośrodku Marynarki Wojennej w Gdyni Oksywie. Po weryfikacji danych przesłanych przez terenowe ośrodki opiekuńcze nadzorujące akcję, organizatorzy zakwalifikowali do nich 432 osoby. Do następnego etapu przechodzi 50 chłopców; pierwsza dziewczyna zajęła 52. lokatę.

4-24 lipca

Obóz kondycyjno-przygotowawczy połączony ze szkoleniem żeglarskim dla najlepszej pięćdziesiątki z eliminacji na Oksywiu. Nad jeziorem Miedwie, w Wierzchlądzie koło Starogardu Szczecińskiego, kandydaci poddawani są testom psychologicznym, sprawdzana jest ich wiedza i zdolności adaptacyjne. Jednocześnie zaliczają program przysposobienia obronnego – jedynego przedmiotu, którego prowadzenie w warunkach podróży morskiej jest niewykonalne.

16 lipca (niecałe dwa miesiące przed planowanym wyjściem w morze)

Urząd Morski przysyła do PZŻ pismo:

W związku z teleksem nr 645/8 z dn. 15.07.83 odpowiadamy, że Krzysztof Baranowski nie figuruje na liście kapitanów jachtowych zatwierdzonych przez Urząd Morski zgodnie z paragrafem 31 zarządzenia GKKFiS z dn. 8.01.1981. Mimo upłynięcia okresu karencji uznanego przez Izbę Morską, zespół kwalifikujący naszego urzędu, kierując się brakiem zaufania, nie akceptuje ob. Baranowskiego na kapitana jachtu „Pogoria” w sezonie 1983. /-/ Dyrektor Urzędu ds Administracji Morskiej.

Decyzja zostaje uchylona miesiąc później, po zdecydowanej kontrakcji władz żeglarskich.

25-31 lipca

Rejs przygotowawczy Pogorią na trasie Szczecin – Gdynia dla 33 osób, po którym wyłoniono finałową trzydziestkę.

11 sierpnia

Polski Komitet do spraw UNESCO obejmuje Szkołę Pod Żaglami swoim patronatem i zezwala, by Pogoria płynęła pod flagą ONZ.[6]

7 września

Pod dowództwem kpt. Krzysztofa Baranowskiego pierwsza Szkoła Pod Żaglami wypływa na Pogorii z Gdyni.

W roku 1983 nie bez kłopotów wypłynęliśmy w rejs, właśnie z całą klasą i nauczycielami wszystkich przedmiotów, kierując się na Morze Śródziemne, a potem przez Morze Czerwone na Ocean Indyjski. Organizatorami rejsu była zaprawiona w trudach żeglugi antarktycznej moja ówczesna załoga.

Załogę jachtu stanowili uczniowie, trzymali wachty przez całą dobę, stawiali i zwijali żagle, gdy było trzeba, ale niezależnie od wszystkiego chodzili na lekcje. Program nie miał żadnych tematów żeglarskich – realizowaliśmy program II klasy licealnej. Ten schemat został nazwany Szkołą Pod Żaglami i choć wiele organizacji podszywa się pod tą nazwę, zawsze chodziło o długi rejs kształtujący charakter młodego człowieka.[7]

  1982-09-07 – 1984-06-10 Krzysztof Baranowski prowadzi pierwszą Szkołę Pod Żaglami na Pogorii, w rejsie pod hasłem „Śladami starych kultur”.

Kapitan: Krzysztof Baranowski (nauczyciel języka angielskiego). Zastępcy kapitana: Zbigniew Szpecht (do 1983-11-15, Pireus), Andrzej Drapella (od 1983-12-02, Aleksandria; j. niemiecki). Kadra: Andrzej Bolewski (IV oficer, matematyka i chemia), Stanisław Choiński (bosman, zajęcia techniczne), Jacek Czajewski (I oficer, fizyka, żeglarstwo), Janusz Kawęczyński (III oficer, geografia), Valerie Lintott (od 1983-09-27, Fowey; j. angielski, j. francuski, wych. muzyczne), Andrzej Makacewicz (do 1984-02-19, Male; instruktor nurkowania swobodnego, wych. fizyczne, żeglarstwo), Wojciech Przybyszewski (intendent, skarbnik; biologia), Kazimierz Robak (sekretariat; j. polski, j. rosyjski, historia), Karmena Stańkowska (II oficer, j. niemiecki). Załoga etatowa: Arnold Copa (kucharz), Ewaryst Iwanowski (II mechanik), Marek Stryjecki (I mechanik, zajęcia techniczne). Ekipa TV: Janusz Cieliszak (od 1984-01-10, Bombaj), Mirosław Lasota (do 1984-06-01, Penzance), Jan Muszyński (operator obrazu). Absolwenci: Michał Drążkowski, Zbigniew Fabisiak, Marek Gatz (do 19.02.1984, Male), Juliusz Gojło, Marek Górniak, Krzysztof Grubecki, Grzegorz Krawczyk, Karol Krzystolik, Paweł Majtyka, Michał Malicki, Piotr Malicki, Szymon Masłowski, Szymon Meysztowicz, Maciej Mierzwiński, Marek Mizera, Maciej Młodowicz, Sergiusz Nawrocki, Maciej Olszewski, Tomasz Podoba, Przemysław Predygier, Ryszard Rożek, Dariusz Rudziński, Wojciech Szczygielski, Wojciech Szymański, Marek Tokarski, Dariusz Turkowicz, Mariusz Wilk, Filip Wójcik, Robert Zieliński.

Trasa:

SZKOLA.pdf - II - Daty, liczby, fakty 1983-84_SzPZ_MAPA_9_sm

Załoga pierwszej Szkoły Pod Żaglami m.in.

●  była na audiencji u Jana Pawła II w prywatnych apartamentach papieskich (1983-11-03), ●  zwiedzała siedzibę Polskiej Misji Archeologicznej w Aleksandrii (1983-12-03); ●  nurkowała na rafach koralowych Morza Czerwonego (Great Hanish, 1983-12-20) i Oceanu Indyj­skiego (Malediwy, luty 1984) oraz w rezerwacie podwodnym Mahé (Seszele, 1984-03-03), ●  zwiedzała najważniejsze zabytki w indyjskim stanie Maharasztra (1984-01-10/15) i na Sri Lance (1984-01-21/26), ●  wysłuchała wykładu Thora Heyerdahla (Malediwy, 1984-02-14), ●  miała lekcje biologii w Stacji Naukowo-Badawczej ONZ na wyspie Picard (Aldabra, Seszele) w re­zer­wacie żółwi i ptaków (1984-03-11); ●  odwiedziła Longwood House – miejsce ostatniego pobytu i śmierci Napoleona Bonapartego (Wyspa Św. Heleny, 1984-04-15).

  1984 czerwiec

Polski Związek Żeglarski przekazuje Pogorię do komercyjnej eksploatacji spółce „Interster Yachting”, której PZŻ jest głównym akcjonariuszem. Formalnym właścicielem żaglowca jest wciąż Skarb Państwa.

„Interster” zawiera umowę czarterową z montrealskim West Island College, który organizuje na Pogorii swoją szkołę pod żaglami. Dziewięciomiesięczny kontrakt opiewa na ok. 350 000 USD i z roku na rok jest przedłużany; Pogoria – z niewielkimi przerwami – pływać będzie dla Kanadyjczyków do 1992.

Wśród warunków kontraktu jest zatrudnienie minimalnej polskiej załogi (8 osób z kapitanem włącznie), niezbędnej do prowadzenia żeglugi i utrzymania sprawności mechanizmów i ożaglowania oraz przeprowadzenie Pogorii z Polski do Kanady.

Krzysztof Baranowski zostaje kapitanem Pogorii w rejsie do Montrealu i pierwszej części rejsu kanadyjskiego. Udaje mu się się uzyskać zgodę na to, by załogą Pogorii w rejsie do Kanady były uczennice kandydujące do pierwszej Szkoły Pod Żaglami w roku 1983.

 

1985-07-14 – 1985-09-05 Krzysztof Baranowski prowadzi drugą Szkołę Pod Żaglami na Pogorii, w rejsie „Szlakiem wikingów”.

14 lipca

Krzysztof Baranowski wypływa Pogorią z Gdyni do Kanady w rejs Szkoły Pod Żaglami pod hasłem „Szlakiem wikingów”.

Załogę tworzy 25 najlepszych uczestniczek eliminacji na Oksywiu (patrz: 1983, 3-5 czerwca). Na pokładzie prowadzone są zajęcia szkolne z języków obcych, geografii, oceanologii i żeglarstwa.

Kapitan: Krzysztof Baranowski. Zastępca kapitana: Jerzy Rakowicz. Kadra: Henryk Bartoszuk (asystent II oficera), Andrzej Makacewicz (asystent I oficera), Tadeusz Olszewski (asystent III oficera), Robert Uklański (III oficer), Jerzy Zamorski (I oficer), Andrzej Zugaj (II oficer). Załoga etatowa: Zbigniew Brodowski(elektryk), Stanisław Choiński (bosman), Arnold Copa (kuk), Ewaryst Iwanowski (II  mechanik), Marek Stryjecki (I mechanik). Ekipa TV: Ewa Baranowska (reżyser dźwięku), Andrzej Wyglądała (operator obrazu). Uczennice: Joanna Bogaczyńska, Ewa Brzezicka, Joanna Cekała, Joanna Drewnicka, Małgorzata Dytewska, Anna Kinastowska, Ewa Krzemińska, Elżbieta Kucharska, Zofia Lelakowska, Małgorzata Magiera, Katarzyna Monkiewicz, Iwona Osetek, Agnieszka Ozimek, Dorota Pawlak, Anna Piskorska, Edyta Prawda, Katarzyna Przysiecka, Renata Sikora, Monika Skoraczyńska, Monika Szymaszek, Małgorzata Urbańska, Magdalena Wasąg, Magdalena Wielgat, Barbara Zajkowska, Iwona Żurawska.

1985-07-14_09-05_Rejs_Papug_MAPA_7_sm

Trasa:

1985-07-14                                 Gdynia 1985-07-18 – 1985-07-20       Helsingør (Dania) 1985-07-22 – 1985-07-24       Oslo (Norwegia) 1985-07-27 – 1985-07-28       Leerwick (Szetlandy Płn., Wlk. Brytania) 1985-08-01 – 1985-08-04       Reykjavík (Islandia) 1985-08-04 – 1985-08-05       Hvalfjörður (Islandia) – na kotwicy 1985-08-05 – 1985-08-05       Maríuhöfn (Islandia) – na kotwicy 1985-08-05 – 1985-08-06       Reykjavík (Islandia) 1985-08-16 – 1985-08-17       St. John’s (Nowa Fundlandia, Kanada) 1985-08-19 – 1985-08-20       Saint-Pierre (wspólnota zamorska Francji) 1985-08-22 – 1985-08-23       Bear Bay (Québec, Kanada) – na kotwicy 1985-08-23 – 1985-08-23       Île d’Anticosti (Québec, Kanada) 1985-08-24 – 1985-08-25       Sept-Îles (Québec, Kanada) 1985-08-25 – 1985-08-25       Île du Corossol (Québec, Kanada) – na kotwicy 1985-08-26 – 1985-08-27       St. Pancras Cove (Québec, Kanada) – na kotwicy 1985-08-27 – 1985-08-28       Île du Bic (Québec, Kanada) – na kotwicy 1985-08-28 – 1985-08-29       Québec (Québec, Kanada) 1985-08-30 – 1985-08-31       Île Saint-Ignace (Québec, Kanada) – na kotwicy 1985-08-31 – 1985-09-05       Montréal (Québec, Kanada)

Łącznie: 4719 Mm, 33 dni (211 godz. żeglugi; 505 godz. postojów w portach).

 Uczennice wróciły do Warszawy 6 września 1985 samolotem.

   

1985-09-06 – 1985-11-12

Krzysztof Baranowski jest pierwszym kapitanem kanadyjskiej Class Afloat na Pogorii.

Prowadzi ją z Montrealu (1985-09-06) do Pireusu (1985-11-12) przez Trois-Rivières, Québec i Louisbourg (Kanada), Ponta Delgada (São Miguel, Azory, Portugalia), Tanger (Maroko), Gibraltar, Baie de Cavalaire (Francja), Monaco, Fiumicino i Neapol (Włochy), Patras i Korinthos (Grecja). Długość tego odcinka liczy 5420 Mm.

1985-09-06_11-12_Canadian_Class_Afloat_MAPA_4_smPierwszy etap (Montreal – Pireus) kanadyjskiej Class Afloat na Pogorii, dowodzonej przez Krzysztofa Baranowskiego. Dalej trasa (kapitanem  Pogorii był Jerzy Rakowicz) prowadziła przez Kanał Sueski wokół Afryki do Montrealu.

Szkoła kanadyjska jest kopią pierwszej polskiej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego. Kanadyjczycy też nazwali ją Class Afloat i… zastrzegli prawa autorskie do nazwy; do dziś tylko oni mają prawo do jej użycia np. na stronach internetowych.

West Island College, który skierował na „Pogorię” 40 uczniów i uczennic, bez żenady skopiował niemal dosłownie polską Szkołę Pod Żaglami, powtarzając nazwę, program i założenia przedsięwzięcia, notabene wciąż bulwersującego polską opinię publiczną.

Podczas gdy rodzimi znawcy roztrząsali moralność i zasadność takiego właśnie wykorzystania „Pogorii” w sezonie praktycznie dla niej martwym, Kanadyjczycy zaczęli działać: projekt uznali za swój, nie wspominając w informatorach i materiałach reklamowych (po części dosłownie przepisanych i przerysowanych z oryginału polskiego) ani słowem o swych polskich poprzednikach, ani o rzeczywistym autorze pomysłu – Krzysztofie Baranowskim. Dopiero po interwencji polskiej załogi, już w czasie rejsu, do określenia „pierwszy” Kanadyjczycy zaczęli dodawać (i to tylko w obecności Polaków): „w krajach zachodnich”.[9]

Chichotem historii jest fakt, że nazwa „Class Afloat” powstała jesienią 1982 roku w mieszkaniu piszącego te słowa. Ponieważ egzystencja Szkoły Pod Żaglami w olbrzymiej mierze zależeć miała od życzliwości sponsorów i gospodarzy odwiedzanych portów, niezbędna była papeteria z firmowym nagłówkiem. W wersji polskiej był on oczywisty, w wersji angielskiej, której projekt sam opracowałem, nagłówkiem było School Under Sails. Krzysztof zdyskredytował to natychmiast, życząc sobie nazwy Class Afloat – i ponieważ nalegał, tak już zostało. Notabene tłumacze innych wersji językowych nie dali się przekonać i w ten sposób pierwsza Szkoła Pod Żaglami funkcjonowała również jako Die Schule unter den Segeln, École sous les voiles, Escuela bajo velas, La scuola sotto le vele, Madrasa tahta ash-sharaat.

Tak jak się jednak rzekło, nikt z nas – organizatorów nie myślał wówczas o zatrzeżeniu nazwy: w PRL-owskich warunkach – było to trudne do wykonania, a na wykupienie praw na Zachodzie nie mieliśmy pieniędzy.

 SZKOLA.pdf - II - Daty, liczby, fakty   1986

Krzysztof Baranowski stara się kontynuować Szkołę Pod Żaglami, jednak po powrocie pierwszej Szkoły do kraju w 1984 roku, jego usiłowania spotykają się z przyjęciem chłodnym, lub niechętnym. Władze państwowe, jak się wydaje, mają dość szumu medialnego i nagonki prasowej. Dla władz żeglarskich rejs Szkoły Pod Żaglami oznaczałby przerwanie lukratywnego kontraktu kanadyjskiego.

  1986/87

Krzysztof Baranowski dowodzi niemieckim żaglowcem pasażerskim Atlantis[10].

Rejsy pasażerskie odbywały się na Morzu Egejskim wczesną jesienią. Na przełomie roku armator skierował Atlantis na remont w Hamburgu mimo ciężkich warunków zimowych. Szczególnie uciążliwe było wejście w Kanał La Manche przy wschodnim sztormie połączonym ze śnieżycą.

1986-87_Atlantis_MAPA_5
Trasa barkentyny Atlantis z Turcji do Hamburga zimą 1986/87
 

[1] Minister Oświaty i Wychowania, Bolesław Faron. Pismo adresowane „Obywatele Dyrektorzy Liceów Ogólnokształcących” z dn. 1982-10-08 (bez sygn). W: Przybyszewski, Wojciech, red. Z archiwum Szkoły Pod Żaglami. Tom 1. Warszawa : nakład własny autora, 1986.

[2] Przybyszewski, Wojciech, ibidem.

[3] Morelowska, Karolina. „Baranowski: Do szkoły chodziłem z prądem”. Polska The Times, 2008-07-21, Warszawa, s. 5.
[4] „Patriotyczny Ruchu Ocalenia Narodowego”, organizacja stworzona 20 lipca 1982 dla poparcia stanu wojennego; rozwiązana 8 listopada 1989.
[5] Sekretarz Komitetu Rady Ministrów do spraw Młodzieży, Andrzej Ornat. Pismo do Krzysztofa Baranowskiego z dn. 1984-05-25 (sygn. BSM-1135-M/83). W: Przybyszewski, Wojciech, ibidem.
[6] Sekretarz Generalny Polskiego Komitetu do spraw UNESCO, Janusz Zabłocki. Pismo do Krzysztofa Baranowskiego z dn. 1984-08-11 (sygn. 690/83). W: Przybyszewski, Wojciech, ibidem.
[7] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/pierwsza-szkola.html#more-892>
[8] Robak, Kazimierz. Szkoła. Cz. III – Daty, liczby, fakty. Wyd. 3 uzup. Tampa, FL : KR, 2005; s. 1. Dokładne dane na temat pierwszej SzPŻ Krzysztofa Baranowskiego zawarte w tym opracowaniu można też znaleźć na stronach <http://www.zeglujmyrazem.com/?page_id=8253> i <http://szkolapodzaglami.org.pl/>
[9] Robak, Kazimierz, ibidem, s. 38.

[10] Atlantis – kadłub zbudowany w stoczni J.H.N. Wichhorst (Hamburg) w 1905, nazwany Bürgermeister Bartels. 1905-1914 – służy jako latarniowiec Elbe 3 u ujścia Łaby; 1914-1974 – służy jako latarniowiec Elbe 2 (53°59′37″N, 8°24′51″E). Po staranowaniu przez duński frachtowiec Banana (1974-12-10) wycofany ze służby. 1975-1979 trzymany w stoczni Bauhof Wedel des Wasser- und Schifffahrtamtes w Hamburgu. 1983-85 – w stoczni w Szczecinie przedłużono kadłub o 14,5 m (47.5 ft) i przebudowano na trzymasztową barkentynę Atlantis. Dł.: 57 m (187 ft); szer.: 7,45 m (24.5 ft); zanurz.: 5,10 m (17 ft); wys. grotmasztu: 31 m (102 ft); wyporność: 365 t, pow. ożagl.: 742 m kw. (7987 sq ft); prędkość na żaglach – do 9 węzłów; silnik gł.: 750 KM (560 kW); prędkość na silniku: do 7 węzłów; ster strumieniowy; dwa generatory: 60 + 40 kVA. W 1986 armatorem był Friedrich Beutelrock z Hamburga. 2005 – ponownie przebudowana. Obecnie (2014) pływa pod banderą holenderską; armatorem jest The Tall Ship Company; portem macierzystym – Hoorn.


 

 _001_Kpt_Krzysztof_fot_Khemka_sm_2Krzysztof Baranowski podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami (styczeń, 1984) fot. Khemka

_002_POGORIA_1984-03-30_fot_Kazimierz_Robak_sm_2Pogoria podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami (marzec 1984) fot. Kazimierz Robak

_1983-06-03_eliminacje_01_fot_Jerzy_Krug_sm_21983-06-03: Krzysztof Baranowski podczas eliminacji do pierwszej Szkoły Pod Żaglami fot. Jerzy Krug

 

_1983-10-18_wieniec_dla_Kudowy_fot_K_Robak_sm_21983-10-18: pierwsza Szkoła Pod Żaglami: wieniec, który będzie opuszczony w miejscu zatonięcia m/s Kudowa Zdrój (1983-01-20, 15 Mm E od Ibizy, 20 ofiar) fot. Kazimierz Robak

_1983-11-03_Watykan_06_fot_Arturo_Mari_sm_21983-11-03: Kapitan, kadra i uczniowie pierwszej Szkoły Pod Żaglami podczas audiencji i Jana Pawła II fot: Arturo Mari / L'Osservatore Romano

_1984-02-14_Thor_Heyerdahl_arch_Valerie_I_Lintott_024_sm_21984-02-14, Male (Malediwy): Krzysztof Baranowski i Thor Heyerdahl podczas pierwszej Szkoły Pod Żaglami fot. Valerie Lintott

_1984-06-10_Gdynia_02_fot_K_Robak_sm_21984-06-10, Gdynia: kpt. Krzysztof Baranowski składa meldunek Andrzejowi Ornatowi (przewodniczący Komitetu ds. Młodzieży przy URM) o pomyślnym zakończeniu rejsu i związanych z nim zadań fot. Kazimierz Robak

_1985-06-26_07-03_Obóz_Lunów_3_sm_arch_Joanna_Bogaczynska-Staniewicz1985, czerwiec/lipiec, Łunów: Krzysztof Baranowski i uczestniczki resju drugiej Szkoły Pod Żaglami na obozie kwalifikacyjnym fot. z arch. Joanny Bogaczyńskiej-Staniewicz

_1985-07-25_Pogoria_ II_SzPZ_fot_Tadeusz_Olszewski_arch_Anna_Kinastowska-Bronikowska1985-07-25: Krzysztof Baranowski na Pogorii podczas rejsu drugiej Szkoły Pod Żaglami fot.: Tadeusz Olszewski (arch. Anny Kinastowskiej-Bronikowskiej)

Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH1985-09-05, Montreal: Kapitan i część kadry drugiej Szkoły Pod Żaglami fot. z arch. Anny Kinastowskiej-Bronikowskiej

_2013-05-03_bandera_prezydencka_dla SzPZ_2Bandera Prezydenta RP przyznana Szkole Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego w dniu Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, 2 maja 2013 fot. Zbigniew Bosek

Kazimierz Robak Tampa, FL; 12 sierpnia 2014 Żeglujmy Razem

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski – strona główna

Calendar

« February 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

Zima

– Śnieg pada zimą. Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm…
– Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. Ale nawet do najlepszej odpowiedzi zawsze da się coś dodać. Nie odejmować, a dodać.

* * *

Od kiedy pamiętam, słowo „zima” wywołuje u mnie zawsze jedno skojarzenie: widzę wtedy obraz Myśliwi na śniegu (1565) Pietera Breughla Starszego.
Nie wiem, dlaczego. Ani nie jest to mój ulubiony obraz, ani nie chadzam na polowania, zima też (do przeprowadzki na Florydę) nie była moją ulubioną porą roku – ale fakt jest faktem, niezależnie od tego, jak bardzo bym się sam sobie dziwił.
Zdziwienie jest tym większe, że pamięć podsuwa detal, a nie jest nim ani biała płaszczyzna śniegu na pierwszym planie, ani skulone trzy sylwetki (z których jedna ledwo widać) łowców wracających z jednym marnym lisem i zmęczonymi, kulącymi ogony pod siebie psami, ani ludzie przy ogniu, ani nawet łyżwiarze na sadzawce. Detalem tym jest lecąca sroka, czarnym krzyżem nakładająca się na górski krajobraz.
Że to sroka – choć na drzewach siedzą wrony i być może kawki – wnioskuję po ogonie. I po innym obrazie Breughla Starszego – Pejzaż z szubienicą, mającego też inny tytuł: Sroka na szubienicy (1568). Sroki są tam nawet trzy: ta tytułowa siedzi na belce rusztowania, druga – na kamieniu obok, a trzecia leci. Sroki lubią towarzystwo. Breughel lubił sroki. Ja też je lubię.

„Schematyzm” – powiedział kolega po przeczytaniu tego fragmentu. – „Stereotypy. Jest zima, to musi być Breughel. Czterysta pięćdziesiąt lat, to co chcesz? Odwiecznych praw natury nikt nie zmieni.”

* * *
Zima – jedna z czterech podstawowych pór roku
w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Na półkuli północnej charakteryzuje się najniższymi temperaturami powietrza w skali roku, umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego, zazwyczaj zestaloną (zamarzniętą) formą opadu i osadu atmosferycznego,
a większość świata roślin i zwierząt przechodzi okres uśpienia.

Za zimę klimatyczną przyjmuje się okres roku (następujący po jesieni), w którym średnie dobowe temperatury powietrza spadają poniżej 0°C (32°F).
Zasadniczo zimę poprzedza jesień, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy - przedzimie.

Zima astronomiczna na półkuli północnej rozpoczyna się
w momencie przesilenia zimowego (w 2016 – 21 grudnia)
i trwa do momentu równonocy wiosennej (w 2017 – 20 marca). Daty przesilenia i równonocy są zmienne, czasem wypadają dzień wcześniej lub dzień później,
a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień.
Podczas zimy astronomicznej dzienna pora dnia jest krótsza od pory nocnej, jednak z każdą kolejną dobą dnia przybywa,
a nocy ubywa.

W dniu przesilenia zimowego, przypadającym na grudzień, Słońce góruje w zenicie nad półkulą południową na szerokości zwrotnika Koziorożca. Na półkuli północnej jest to najdłuższa noc
(i najkrótszy dzień) w roku.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia zimowego w centrum Warszawy – na 52°14' szerokości geograficznej północnej – wynosi 14°20'.

Przesilenie zimowe w większości kultur było okazją do świętowania „odradzania się Słońca”.
W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji – narodziny Mitry, boga Słońca. Plemiona germańskie obchodziły Jul, Słowianie – Święto Godowe.
Chrześcijaństwo, od IV w., obchodzi zimą – 25 grudnia – dzień urodzin Jezusa. Dlaczego akurat 25 grudnia – różnie powiadają o tym, ale zamieszanie z datami zaczęło się dopiero po zastąpieniu niedokładnego (wobec Słońca i Księżyca) kalendarza juliańskiego nowocześniejszym kalendarzem gregoriańskim.
Na Zachodzie, gdzie kalendarz gregoriański przyjął się niemal od razu, pozostano przy nominale daty, bez względu jak się to miało do wyliczeń dawniejszych, zatem Boże Narodzenie wypada tam 25 grudnia. Na Wschodzie w liturgii obowiązuje starodawny kalendarz juliański, ale życie świeckie toczy się wg obowiązującego kalendarza gregoriańskiego. Stąd juliański 25 grudnia przypada na gregoriański dzień 7 stycznia.
Dwa tygodnie wielkiej różnicy nie czynią, świętować można podwójnie – grunt, że obie daty zimowe są.

Od czasów rzymskich, dokładnie od 46 r. p.n.e. w zimie, 1 stycznia, obchodzony jest również początek nowego roku.

W dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej, wypadającym w marcu, Słońce góruje w zenicie nad równikiem
i przechodzi przez punkt Barana. Na półkuli północnej zima się wtedy kończy i rozpoczyna się wiosna. Teoretycznie.
Istnieje bowiem nordycka przepowiednia o tym, że pewnego razu przyjdzie Wielka Zima trwająca trzy lata – Fimbulvinter, która poprzedzi zmierzch bogów – Ragnarök. Że przy okazji zginą ludzie, jest oczywiste, a Normanowie podali to dodatkowo we własnej stylistyce: głód nastanie tak straszny, że ludzie zjedzą się nawzajem, lądy najpierw spustoszy ogień, a później zaleje morze – czyli nastąpi koniec świata.
Czyli, wypisz wymaluj, Wikingowie stworzyli obraz termonuklearnej zimy.
Jest też co prawda akcent optymistyczny, a jakże: po tym wszystkim nastanie era szczęśliwości i nowy świat, bo ponoć jedna para ludzka ocaleje. Pozostaje tylko pytanie: i po co to wszystko?

Jeśli ktoś się chce utrzymać w klimacie i to bez happy endu, niech przeczyta powieść Nevila Shute'a Ostatni brzeg (1957), albo obejrzy jedną z dwóch jej adaptacji filmowych. Moim zdaniem ta starsza (1959), z Gregorym Peckiem, Avą Gardner i Anthonym Perkinsem, jest lepsza.

* * *

Zima to słowo wywodzące się niemal wprost z naszej językowej przeszłości.
Etymologicznie jego najbliższy krewniakiem jest słowo himā (हिमा) ‘mróz, chłód, śnieg’ (Himalaje to ‘dom chłodu / mrozu / śniegu’), które zachowało się w sanskrycie, najstarszym zapisanym (z należących do wspólnoty praindoeuropejskiej) języku, w wersji wedyjskiej sięgającym połowy drugiego tysiąclecia p.n.e.
W hindi himā to również ‘lód’.

Zima w językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
:

białoruskiзіма [zima]
bośniackizima
bułgarskiзима [zima]
chorwackizima
czeskizima
kaszubskizëma
litewskižiema
łatgalskizima
łużycki (dolny)zyma (też: zymje)
łużycki (górny)zyma
łotewskiziema
macedońskiзіма [zima]
rosyjskiзима [zima]
serbskiзима [zima]
słowackizima
słoweńskizima
ukraińskiзима [zima]
żmudzkižėima

Zadziwiająca jednomyślność!

Przysłowia związane
z zimą:

Będzie zima, będzie mróz,
będzie ptaszek jajka niósł.

Deszcze Michałowe
prawią w zimie powietrze zdrowe.

Gdy tęga zima nastanie
w pierwiotku adwentu,
ośmnaście tygodni
nie spocznie ani momentu.

Idzie zima, a tu butów nie ma.

Idzie zima,
a tu chleba nie ma;
mój Ty Panie z nieba,
daj nam chleba.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Jaka zima, takie lato.

Kafla z pieca, szybki z okna,
a tu zima, butów ni ma.
[t.j. zbytków mu się zachciewa, a butów nie ma]

Kiedy się liść gęsto trzyma,
nie tak prędko będzie zima.

Kiej w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto zimie próżnuje, ten lecie musi być leniwy.

Na modrzewiu zima
niedługo trzyma.
[Góralskie: śnieg, gdy spadnie zanim modrzew zrzuci igły, zniknie prędko, bo na nich nigdy nic leży długo.]

Na świętego Grzegorza [12 marca]
idzie zima do morza.

Połowa zimy, połowa pastwy.

Późna zima długo trzyma.

Słaba zima, kiepskie lato.

Spyta cię zima zarazem:
byłżeś w lecie gospodarzem?

W pierwszym tygodniu
pogoda stała,
będzie długo zima biała.

W zimie koła, w lecie sanie robić.

W zimie odkryte ucho,
to w lecie sucho.

W zimie: komin nam ojcem,
fajerka matką,
kożuch dobrodziej,
a zapiecek chatką.

Zima następuje tęga,
póki głowy twej nie sięga;
postaraj się o barana,
a chwal niebieskiego Pana.

Zima nie jednemu zajrzy pod napiętki.
[niejednemu dokuczy, da się we znaki]

Zima nie pyta, gdzie się lato podziało.

Zima, jak w psiarni.

Zimą to człek siedzi doma,
albo pije gdzie u kuma.

Zimę uśmierza wiosna,
wiosnę lato niszczy.

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

(na samej górze był Ionesco)

Jeszcze o zimie
(bez powodu, wybrane na chybił trafił):

Maria Konopnicka
Zła zima

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

 

Maria Konopnicka
Ślizgawka

Równo, równo, jak po stole,
Na łyżewkach w dal...
Choć wyskoczy guz na czole,
Nie będzie mi żal!

Guza nabić – strach nieduży,
Nie stanie się nic;
A gdy chłopiec zawsze tchórzy,
Powiedzą, że fryc!

Jak powiedzą, tak powiedzą,
Pójdzie nazwa w świat;
Niech za piecem tchórze siedzą,
A ja jestem chwat!

 

Maria Konopnicka
Zmarźlak

A widzicie wy zmarźlaka,
Jak się to on gniewa;
W ręce chucha, pod nos dmucha,
Piosenek nie śpiewa.

— A czy nie wiesz, miły bracie,
Jaka na to rada,
Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie,
Śnieg na ziemię pada?

Oj, nie w ręce wtedy dmuchaj,
Lecz serce zagrzewaj,
Stań do pracy, jak junacy,
I piosenkę śpiewaj!

 

Maria Konopnicka
Rzeka

Za tą głębią, za tym brodem,
Tam stanęła rzeka lodem;
Ani szumi, ani płynie,
Tylko duma w swej głębinie:

Gdzie jej wiosna,
Gdzie jej zorza?
Gdzie jej droga
Het, do morza?

Oj, ty rzeko, oj, ty sina,
Lody tobie nie nowina;
Co rok zima więzi ciebie,
Co rok wichry mkną po niebie.

Aż znów przyjdzie
Wiosna hoża
I popłyniesz
Het do morza.

Nie na zawsze słonko gaśnie,
Nie na zawsze ziemia zaśnie,
Nie na zawsze więdnie kwiecie,
Nie na zawsze mróz na świecie.

Przyjdzie wiosna,
Przyjdzie hoża,
Pójdą rzeki
Het do morza!
 
 
Jeremi Przybora
Na całej połaci śnieg

Na całej połaci śnieg.
W przeróżnej postaci śnieg.
Dla sióstr i dla braci
zimowy plakacik
– śnieg, śnieg.
 
Na naszą równinę – śnieg.
Na każdą roślinę – śnieg.
Na tłoczek przed kinem,
na ładną dziewczynę – śnieg, śnieg.

Na pociąg do Jasła,
na wzmiankę że zgasła,
na napis „Brak masła”
na starte dwa hasła,
na flaszki od wódki,
na tego złe skutki,
na puste ogródki,
na dzionek za krótki.

Na w sinej mgle dale – śnieg,
na kocham cię stale – śnieg,
na żale, że wcale
i na tak dalej
tak dalej, tak dalej
na tak dalej – śnieg
śnieg
 
Tekst ten, do muzyki Jerzego Wasowskiego, śpiewali w „Kabarecie Starszych Panów” Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.
Inne wykonania: Kalina Jędrusik, Anna Maria Jopek i Jeremi Przybora

LUTY

W lutym do wiosny jeszcze daleko,
bowiem u jego granic jaśnieje
tak wielki obszar bieli jak mleko,
że może zaćmić nawet zawieję.

Zamieć porusza nagie zarośla,
od jej uderzeń domy się chwieją,
a ponad nimi szaleje wiosna
i dorównuje siwiźnie bielą.

Josif Brodski, „Instrukcja dla więźnia” („В феврале далеко до весны”),
15 lutego 1964; przekład: Katarzyna Krzyżewska

Ponieważ wciąż jeszcze zdarzają się w Polszcze ludzie znający język Lermontowa i Bułhakowa, a ja uważam, że gdy można coś przeczytać w oryginale – to trzeba, więc dla tych, co zrozumieją, oryginał:

<А. А. А.>

(«В феврале далеко до весны»),

В феврале далеко до весны,
ибо там, у него на пределе,
бродит поле такой белизны,
что темнеет в глазах у метели.

И дрожат от ударов дома,
и трепещут, как роща нагая,
над которой бушует зима,
белизной седину настигая.

15 февраля 1964

 

Luty – drugi miesiąc w roku według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego.
Jest to także miesiąc najkrótszy w obu kalendarzach: luty gregoriański i luty juliański mają po 28, a w latach przestępnych po 29 dni.
I jest to trzeci miesiąc meteorologicznej zimy.

Nazwa powtarza się w dwóch sąsiednich językach wschodniej słowiańszczyzny: w ukraińskim (лютий) i białoruskim (люты).
Po etymologię trzeba jednak sięgnąć do Brücknera, albo przynajmniej do jakiegoś słownika staropolskiego, lub z odniesieniami do staropolszczyzny.
Słownik języka polskiego z lat 1960., w redakcji Witolda Doroszewskiego, podaje, że nazwa miesiąca wywodzi się od staropolskiego „luty” – ‘zimny’, ‘mroźny’, ‘srogi’, ‘okrutny’, ‘dziki’, ale że przymiotnik ten jest już tylko w użyciu książkowym. Dziś chyba tylko nieliczni skojarzą nazwę drugiego miesiąca ze srogością mrozów i dzikością puszczańskiego zwierza.

Ciekawe skojarzenie podsuwa Słownik wileński z 1861. Po haśle „luty” jest „Lutyca”: imię słowiańskiej jędzy piekielnéj, ob. Dracica.

Szukajmy więc dalej:

Dracica – słowiańska jędza. Jak Dydki męzkie, tak Dracice żeńskie wojsko piekielne, trapiące grzeszników na ziemi i w piekle. Przybierają postaci straszliwe. Znaczą wyrzuty sumienia. Odpowiadają greckim Eumenidom i łacińskim Furjom. Inne imiona ich: Ostudy, Lutyce, Tassany.

Dracz zaś, według tego samego słownika, znaczy „zdzieracz, łupieżca”, a dracza – „zdzieranie, zdzierstwo”. Do czego dołączony jest cytat ilustrujący, skądinąd bardzo do współczesności pasujący: Niech się ten wilk urzędnik tą draczą wspomoże.

Gdy sięgnąć do nazw miesięcy w Encyklopedii staropolskiej (1900-1903) Zygmunta Glogera, dojść można do wieku XIV, gdy luty nazywał się „strąpacz” (prawdopodobnie od strzępienia czyli ścinania szronem).
W staropolszczyźnie używany był też starosłowiański „sieczeń”, który w innych językach słowiańskich jest nazwą stycznia (po ukraińsku to січень, po chorwacku – siječanj).
Samuel Linde w swoim Słowniku (1807-1814), podaje jeszcze „świeżnik” i „drugnik” (od ‘drugi’). Kopaliński dodaje „gromnicznik” (od święta NMP Gromnicznej) i „mięsopustnik”, od mięsopustu – ostatnich trzech dni dni karnawału zwanych „ostatki”, które w dawnej Polsce obchodzono hucznie, z pijatykami, tańcami, kuligami i balami przebierańców.

Większość języków europejskich przejęła nazwę łacińską: Februarius. Rzeczownik ten oznaczał ostatni miesiąc kalendarza starorzymskiego, który przeznaczony był na obrzędy oczyszczające (łac. februa, l.poj. februum) przed początkiem nowego roku.
Zwyczaj zaczynania nowego roku od pierwszego dnia miesiąca Ianuarius wprowadził w reformie kalendarzowej Gajusz Juliusz Cezar w 45 r. p.n.e.

 

Rocznice lutego:

2 lutego
w kościele katolickim obchodzone jest Ofiarowanie Pańskie, w Polsce nazywane tradycyjnie świętem Matki Bożej gromnicznej.

Począwszy od IX wieku wierni przynoszą 2 lutego do kościoła świece do pobłogosławienia zwane gromnicami, zwane tak od słowa „grom”, bowiem zapalano je w czasie burzy i stawiano w oknie, gdy modlono się o oddalenie piorunów.
Angielskie tłumaczenie polskiej nazwy to Feast of Our Lady of Thunder Candles, ale w angielskiej terminologii katolickiej święto zwane jest Presentation of the Lord lub Purification of the Blessed Virgin Mary; święcenie gromnic to Candlemas lub Candle Mass.
W krajach hiszpańskojęzycznych, 2 lutego obchodzone jest święto Presentación de Jesús en el Templo (zaprezentowanie Jezusa w Świątyni), Purificación de la Virgen (oczyszczenie Dziewicy) lub La Virgen de la Candelaria (Dziewica z Candelarii). To ostatnie związane jest z obchodami święta Matki Boskiej – patronki Wysp Kanaryjskich, której figura znajduje się w Candelarii na Teneryfie (i to jest wielka osobna historia, o której może kiedy indziej).
W Meksyku 2 lutego wydają przyjęcia ci, którzy w dniu Trzech Króli znaleźli figurkę dzieciątka Jezus w swojej porcji ciasta Rosca de Reyes (‘ciasto Trzech Króli’ mające formę pierścienia).

Kościół prawosławny świętuje w lutym Spotkanie Pańskie (2 lutego wg kalendarza juliańskiego, obowiązującego w liturgii prawosławnej; 15 lutego wg kalendarza gregoriańskiego).

Tak się składa, że do końca drugiej dekady wieku XXI, w lutym wypada ostatni czwartek przed wielkim postem, rozpoczynający ostatni tydzień karnawału – Tłusty Czwartek (4 II 2016; 23 II 2017, 8 II 2018, 28 II 2019 i 20 II 2020).

Odpowiednikiem Tłustego Czwartku w niektórych krajach jest Mardi Gras ‘tłusty wtorek’ lub Pancake Tuesday ‘naleśnikowy wtorek’, obchodzony przed środą popielcową.
Od lat media, a teraz nawet Wikipedia, uporczywe lansują przesąd, że kto nie zje pączka w Tłusty Czwartek… itd., czyli dokładnie jak w łańcuszkach szczęścia. Co znaczy, że gdzieś w podziemiu działa lobby cukierników, które uprawia dywersję za pomocą kryptoreklamy. I dobrze – obyśmy nigdy gorszych lobby nie mieli!

 

14 lutego jest Dniem Zakochanych (Walentynki).
Dzień to z pewnością piękny, ale jeśli przypomnieć sobie śpiewkę:

To-morrow is Saint Valentine’s day,
All in the morning bedtime,
And I a maid at your window,
To be your Valentine.

Then up he rose and donn’d his clo’es
And dupp’d the chamber door,
Let in the maid, that out a maid
Never departed more.

czyli:

Dzisiaj świętego jest Walentego,
Słońce już stoi na niebie;
Ja drżącą ręką w twoje okienko
Stukam i czekam na ciebie.

Wdział prędko szatki i drzwi chatki
Rozwarł przed swoją jedyną;
Dziewczyna słodka weszła do środka,
Ale nie wyszła dziewczyną.

(Shakespeare, H, IV, 5, przekład Stanisław Barańczak)

i uświadomić, jak skończyła śpiewająca ją Ofelia, to już jakby trochę tego piękna mniej.

 

W rocznicach lutowych dziwnym trafem, jak refren, powtarza się I wszystko byłoby pięknie… No bo tak:

 

1 lutego 1411
Polska podpisuje w Toruniu pokój, który kończy Wielką Wojnę Polski i Litwy

z Zakonem Krzyżackim, zaczętą w 1409. Krzyżacy – niby rozbici pod Grunwaldem, ale wciąż z Malborkiem – oddali Żmudź, oddali Ziemię Dobrzyńską, zapłacili sporą grzywnę.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że cztery dekady później zaczęła się kolejna wojna z Zakonem, tym razem trzynastoletnia. Po niej też był pokój, też w Toruniu, w 1466.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie kolejna wojna, pół wieku później. Po której był pokój i hołd pruski w 1525, i zamiana państwa zakonnego w księstwo świeckie, i obraz Matejki (1882).
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że nowe świeckie księstwo, które nazwało się Pruskie, już 176 lat później (1701) stało się królestwem, a za kolejne siedemdziesięciolecie tak dziarsko zaczęło dzielić z sąsiadami polsko-litewski tort, że w 1795 nie było już po tym torcie ani śladu. No ale bitwę pod Grunwaldem żeśmy wygrali, przynajmniej wg naszej wersji historii, bo znam kraje, w których uczą dzieci, że pod Grunwaldem zwyciężył zupełnie kto inny.
Na szczęście lekcje historii u nas już są raczej nieobowiązkowe, więc nie mamy z tym większego problemu.

2 lutego 1848
Amerykanie podpisują w Guadalupe Hidalgo traktat z Meksykanami, który kończy wojnę (1846-48) między oboma krajami.

Wojna wybuchła po tym, jak Meksykanie nie zechcieli nawet pogadać z facetem, którego w 1845-tym wysłał do miasta Meksyk amerykański prezydent James K. Polk z propozycją kupienia za spore pieniądze ówczesnych ziem meksykańskich czyli Kalifornii i Nowego Meksyku.
Facet nazywał się John Slidell i za samą Kalifornię mógł dać 25 milionów dolarów, a ogółem miał do dyspozycji coś około 30 milionów (na owe czasy to była kosmiczna suma; Alaskę Stany kupiły w 1867 za jedne siedem milionów dwieście tysięcy).

Meksykańska strona rządowa mnożyła trudności uniemożliwiające jakiekolwiek oficjalne negocjacje, Slidell spędzał w Meksyku miłe chwile, generalnie zachwycony, bo Polkowi właśnie o to chodziło: skoro nie przemówiło złoto, miały zagrać armaty. Tak też się stało.

Nad samą wojną Meksykanie powinni spuścić kurtynę miłosierdzia i to z kilku powodów.
Jednym z nich było to, że ich wojskami dowodził generał Santa Anna, który jako bohater byłby ozdobą każdego operetkowego libretta, gdyby nie to, że był największą tragedią swego kraju (w kategorii wszechczasów). Tego, co wyczyniał zarówno podczas wojny z Amerykanami, jak i podczas swoich jedenastu rozpoczętych kadencji prezydenckich, nie spisać na wołowej skórze.

Drugim powodem był cud, jaki najpierw przydarzył się Ksenofontowi i wojskom greckim podczas Anabasis w V w. p.n.e., a później, na początku wieku XVI, Cortezowi i braciom Pizarro, którzy dowodząc kilkusetosobowymi oddziałami podbili imperia Azteków i Inków.
Tym razem, w marcu 1847, 10-tysięczny korpus gen. Winfielda Scotta, mając przeciwko sobie całą armię meksykańską, co najmniej 6-krotnie liczniejszą, wyokrętował pod Veracruz, przeszedł przez góry, doliny
i wąwozy 400-kilometrowym spacerkiem do miasta Meksyk, miasto zdobył i jeszcze musiał czekać, aż znajdzie się urząd czy osoba mająca dość plenipotencji, by podpisać jakikolwiek dokument kończący jego podboje.
Podręczniki historii piszą na ogół, jak to Meksyk, po podpisaniu traktatu w Guadalupe Hidalgo, stracił swe północne terytoria, które dziś są Kalifornią, Nevadą, Arizoną i Utah, a jeszcze kawałkiem Nowego Meksyku, Kolorado i Wyoming, czyli 1,36 mln km kw. (powierzchnia Alaski to 1,7 mln km kw.). Trudniej się dokopać informacji, że po wygranej wojnie USA za owe terytoria zapłaciły
15 milionów dolarów gotówką (dziś to jest podobno pół miliarda), anulując do tego ponad 3 miliony dolarów meksykańskiego długu. Pięć lat później (1853), nie kto inny jak gen. Santa Anna zaproponował Amerykanom „wyrównanie granicy” i za kolejne 10 milionów USD opchnął im 77 tysięcy km kw. Meksyku, w transakcji nazwanej Zakup Gadsdena (Gadsden Purchase). O tym, co się stało z tymi pieniędzmi, już nawet nie warto wspominać.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że na wojnę, a zwłaszcza na katabasis gen. Scotta, spuszczają też lekki woal zapomnienia Amerykanie, chyba dlatego, że generałowi zdarzyła się po drodze rzecz, dziś podpadająca pod kategorię zbrodni wojennych: 12-dniowe oblężenie miasta Veracruz, którego fortecę Scott zaatakował od strony cywilnych przedmieść.
Wg Meyera i Shermana, autorów The Course of Mexican History (Oxford UP, 1983, str. 349), straty po stronie amerykańskiej wynosiły 67 zabitych i rannych, zaś w mieście zginęło ok. 1000-1500 Meksykanów, przy czym straty wśród cywilów były niemal dwukrotnie większe niż wśród żołnierzy. Chyba dlatego Hollywood za kampanię Scotta dotąd się nie złapał: dużo łatwiej fałszować historie wojenne z odległej Europy.

Żeby dopełnić temat cudów wspomnę jeszcze historię legionistów czeskich podczas I wojny światowej i wojny domowej w Rosji: przejechali oni przez Rosję z Europy do Azji, przebili się przez armie bolszewickie, mienszewickie i inne, po drodze w Kazaniu zagarnęli rezerwy złota Banku Rosji i z częścią tego złota (jaką? „nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem”) zniknęli w sinej dali Pacyfiku ewakuując się drogą morską.

14 lutego 1076
papież Grzegorz VII rzuca ekskomunikę na Henryka IV – króla niemieckiego a niebawem Świętego Cesarza Rzymskiego. Rok później król się pokajał, a że papież mieszkał wówczas w zamku Kanossa, więc już wiemy dokąd musiał boso i w worku pokutnym pójść Henryk.

Papież tryumfował, a Henryk, w 1105, abdykował.
I wszystko byłoby (dla papiestwa) pięknie, gdyby nie to, że syn i następca Henryka IV, Henryk oczywiście V (tak, ten co oblegał Głogów), kolejnego papieża pojmał i parafę na korzystnych dla siebie traktatach (chodziło o to, kto wyznacza biskupów) wymusił.
Nie na wiele mu się to zdało, bo kolejny papież ekskomunikował i jego, co następny papież odwołał (obaj Henrykowie, jak z tego widać, mieli szczęście do co drugiego papieża).
Jaka była dalsza historia papiestwa i Niemiec można sobie poczytać, ale nic szczególnie wesołego z tego nie wynikło, chociaż Watykan takim najgorszym miejscem zamieszkania chyba nie jest.

Było o „wyrównywaniu granicy” po amerykańsku, to teraz może coś dla przeciwwagi:
15 lutego 1951
przedstawiciele Polski podpisują umowę o „wyrównaniu granicy” z ZSRR.
PRL dostała 480 km kw. (a przynajmniej tak podaje Dziennik Ustaw 1952, nr 11, poz. 63.) w Bieszczadach, a hegemon przejął 480 km kw. Lubelszczyzny.

Za czasów najlepszego z ustrojów krążył dowcip o wymianie towarowej w krajach bloku: my Sojuzowi – wagon węgla, a Sojuz nam – dwa wagony butów. Do podzelowania. Précisément.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że uśmiechnąć się tu mogą tylko mieszkańcy Ustrzyk Dolnych i kilku okolicznych wsi, którym na mocy tej umowy udało się znaleźć po zachodniej stronie granicy.
Ale mieszkańcom Bełza, Krystynopola i okolic chyba jednak do śmiechu nie było i nie jest. Dziś Белз (Bełz), Червоноград (Czerwonograd czyli Krystynopol), Угнів (Ugniw czyli Uhnów), Варяж (Wariaż czyli Waręż) i Хоробрів (Chorobriw czyli Chorobrów) są częścią rejonu sokalskiego w obwodzie lwowskim.
Dla porównania: powierzchnia m.st. Warszawa liczy (w 2015) 517 km kw.

18 lutego 1916
Roman Dmowski składa obszerny memoriał na ręce Aleksandra Pietrowicza Izwolskiego – ambasadora Rosji w Paryżu. Dmowski wciąż jeszcze uporczywie wiąże nadzieje niepodległości Polski z Rosją.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Rosja – nie tyle uporczywie, co konsekwentnie od stuleci – uważa, że Polska żadną zagranicą nie jest i nie będzie.
Memoriał Dmowskiego opisywał, jakiego szczęścia zaznają w przyszłości niepodległe narody słowiańskie, w tym Polacy, pod rosyjską egidą. Jak carski aparat potraktował te opowieści łatwo przewidzieć.
Myślenie kategoriami imperialnego hegemona było zresztą w Rosji tak zakorzenione, że kilka lat później, walczący z bolszewikami „biali” wzruszyli ramionami na proponowaną przez Piłsudskiego pomoc w rozbiciu „czerwonych”, bo warunkiem było uznanie po zwycięstwie polskiej niepodległości. Czym to się dla nich skończyło – wiadomo i nawet można by powiedzieć „dobrze im tak”, gdyby nie to, że w sumie nam wyszło na jeszcze gorsze.

19 lutego 1594
Zygmunt II Waza jest koronowany w katedrze w Uppsali na króla Szwecji.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Zygmunt był fanatycznym katolikiem i do tego upartym.
Przez swój upór zaprzepaścił szanse swego syna Władysława na tron szwedzki (warunkiem było przejście Władysława na luteranizm) i na tron carów Rosji (warunkiem było przejście Władysława na prawosławie). Upór Zygmunta i jego synów, utrzymujących w tytulaturze miano „dziedziczny król Szwedów”, dawało Szwecji dobry pretekst do atakowania Polski, a potop szwedzki (1655-1660)
– i wcześniejsze (1648-1654) powstanie Chmielnickiego – stały się pierwszymi gwoździami do trumny Rzeczypospolitej.

21 lutego 1848
Karol Marks i Fryderyk Engels opublikowali Manifest der kommunistischen Partei, po naszemu Manifest komunistyczny.

Zgrabnie napisana broszura miała wszystko, co politycznemu pamfletowi potrzeba: chwytliwe hasło na początku (Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu), chwytliwe hasło na końcu (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!), a za temat – niesprawiedliwość społeczną i prostą na nią receptę – rewolucję.
I wszystko byłoby pięknie, bo przecież w demokracji panuje pluralizm i wolność słowa, gdyby za poglądy obu panów nie złapały się grupy, których dziś nie da się określić inaczej niż terrorystyczne.
Marksizm, w swych kolejnych edycjach nazywany od imion kolejnych liderów totalitarnych partii, stał się oficjalną ideologią państw opanowanych przez najbardziej ludobójczy system polityczny jaki dotąd zdołano wymyślić. Żeby nie było nieporozumień – NSDAP też zaczynała od marksizmu, w swojej oczywiście wersji.

Polska i tak ma szczęście – marksizm-leninizm i marksizm-stalinizm zaledwie ją musnęły, a przecież i tak jeszcze po tym muśnięciu nie może się pozbierać.

23 lutego 1917
wybucha w Rosji Rewolucja Lutowa (nazwa dotyczy daty juliańskej, bo w gregoriańskim kalendarzu Zachodu był wówczas 8 marca).

Jej rezultatem jest abdykacja Mikołaja II (2/15 marca 1917) i utworzenie pierwszego demokratycznego rządu w dziejach Rosji, nazwanego Rząd Tymczasowy (trudno o gorszą nazwę), którym początkowo kierował książę Gieorgij Jewgienjewicz Lwow, a później Aleksander Fiodorowicz Kiereński.
I może wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że trwała I wojna światowa, a nowy rząd, mimo klęsk bitewnych, chciał uporczywie utrzymać Rosję w Entencie i na froncie.
Wtedy do gry włączyły się Niemcy, grające pierwsze skrzypce w bloku Państw Centralnych.
Niemcy, jak to Niemcy – myśleli kategoriami niemieckimi (a niby jakimi mogli myśleć?) i wydało im się, że skoro w Rosji nastała demokracja, to nastanie też ordnung, co zagrozić mogło niemieckim interesom na Wschodzie.
Niemcom nie wpadło do głowy, że – zamiast ordnungu – w Rosji zrobił się bałagan jeszcze większy, niż był za cara. Więc zdecydowały, że najlepszym lekarstwem na demokratyczną Rosję jest przywódca terrorystycznej partii bolszewickiej Włodzimierz Uljanow ps. Lenin.

Lenina i jego wspólników wyciągnięto z bezpiecznego azylu w Szwajcarii i z workiem niemieckiego złota przetransportowano w zaplombowanym wagonie do Hamburga i dalej statkiem do Helsinek, czyli praktycznie do Petersburga.
Ceną za pomoc miał być separatystyczny pokój z bolszewicką Rosją (był, a jakże, podpisany w Brześciu Litewskim „traktat brzeski” z 3 marca 1918), dający Niemcom możliwość przerzucenia armii ze Wschodu na Zachód, by na Zachodzie przestało wreszcie być „bez zmian”. Co się – rzecz jasna – nie udało (znowu przez Amerykanów), ale to już historia zupełnie innych miesięcy.
Mnie tutaj męczy jedno: walka wewnętrzna chęci z niechęcią. Chęć podpowiada, by sprawdzić, czy dobrze pamiętam, że za komuny starano się nam wpoić, iż to bolszewicy obalili carat, by uszczęśliwić uciemiężone ludy najlepszym z ustrojów. Niechęć za wszelką cenę stara się uświadomić mi, że dla udowodnienia tego kłamstwa propagandy musiałbym przedzierać się przez gazetowe wstępniaki i podręczniki historii, na widok których dostawałem niegdyś wysypki. Chyba nawrotu tej wysypki boję się bardziej.

 

W lutym urodziło się kilka ciekawych osób, m.in.:

James Joyce (1882-02-02);
księżniczka Bona Sforza (1494-02-02) czyli ta „królowa Bona, która umarła” (1557-11-19);
Tadeusz Kościuszko (1746-02-04), którego nazwisko ma tyle samo liter co nazwisko prezydenta USA wybranego na urząd równo 43 lata później, 1789-02-04;
Charles Lindbergh (1902-02-04), który jako pierwszy przeleciał non stop nad Atlantykiem, a historia jego 72-letniego życia to co najmniej kilkanaście sensacyjnych powieści lub scenariuszy;
Ronald Reagan (1911-02-06), 40. prezydent USA;
Charles Dickens (1812-02-07);
Thomas Edison (1847-02-11);
Abraham Lincoln (1809-02-12), 16. prezydent USA ;
Mikołaj Kopernik (1473-02-19);
Jerzy Waszyngton (1732-02-22), 1. prezydent USA;

Wśród tych, którzy zmarli (w tym wypadku to takie ładne określenie morderstw sądowych), są m.in.:

Maria Stuart, królowa Szkocji, ścięta 1857-02-08 w zamku Fotheringhay;
Giordano Bruno, spalony 1600-02-17 za herezję na rzymskim Campo de’ Fiori.
289 lat później w miejscu egzekucji wzniesiono Giordanowi pomnik.

 

Znaki Zodiaku lutego:
Wodnik (♒) – do 18 lutego
Ryby (♓) – od 19 lutego.
O Wodnikach już było. A o Rybach Czarny Pijar mówi z politowaniem:

Ryba powoduje ciągłe nieporozumienia w pracy i w domu, prochu nie wymyśli, sprawdza się najlepiej jako kontroler biletów komunikacji miejskiej i pod żadnym pozorem nie należy jej dopuszczać do urządzeń bardziej skomplikowanych niż tłuczek do kartofli, bo popsuje.

Zaiste, smutno się robi na samą myśl, że maj i jego Bliźnięta są jeszcze tak daleko.

 

Kwiaty lutego:

fiołek (Viola L.) – kwiat zakochanych, symbolizujący niewinność, szczerość, prawdę, namiętność, piękno i stałość w uczuciach.
Jest też symbolem straty – np. w Australii symbolizuje pamięć o żołnierzach poległych w I wojnie światowej.

pierwiosnek (Primula vulgaris L.) – kwiat szlachetny, występujący jako godło herbowe, ulubiony kwiat premiera brytyjskiego Benjamina Disraeli (1804-1881), upamiętniający rocznicę jego śmierci zwaną Primrose Day (Dzień Pierwiosnka). Gdy dłużej pomyśleć, można dojść do wniosku, że nazwa ta była po myśli zarówno zwolenników jak i przeciwników earla Beaconsfield.

U nas wiersz o pierwiosnku napisał Mickiewicz, zaczynając:

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Ja
Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Chyba cenił ten utwór, gdyż otworzył nim swój pierwszy tomik poezji, Ballady i romanse (1822), czyniąc niejako wstępem do następnej „Romantyczności”.

Zachwyty filomaty jakże inne były od uczuć, które 80 lat później wzbudził ten wiersz w demonicznym Waldemarze:

– Niech mi pani pokaże karnecik.
Stefcia podała mu seledynowy, malowany gracik z maciupcim ołówkiem tegoż koloru. Waldemar przeczytał na okładce:

Lepsza w kwietniu jedna chwilka
Niż w jesieni całe grudnie.

Uśmiechnął się i usiadł obok Stefci na krześle w ten sposób, że odgrodził ją od sali. […]
– Bardzo dobry aforyzm. Mickiewicz dla siebie go widać ułożył, bo jednak czasami jest inaczej. Na przykład u nas wiosenne chwile były złe, nieufne, drażliwe, słowem brzydkie! Dzisiaj są lepsze, a mamy jesień! [...]
Spojrzał jej w oczy z demoniczną pewnością siebie.

 

Kamień lutego:
ametyst – symbolizuje pobożność, pokorę, duchową mądrość i szczerość.
Podobno chroni przed opilstwem – po grecku bowiem améthystos (ἀμέθυστος) znaczy „nie opiły”.
Wzięło się to ponoć stąd, że ceniąca trzeźwość nimfa Amethis znieść nie mogła zalotów Dionizosa, wiecznie będącego pod dobrą datą. Artemis, bogini łowów, na prośbę nimfy zmieniła ją w klejnot, a że Dionizos urazy nie chował, więc dał mu moc przeciwstawiania się potędze trunku. Starożytni zdobili ametystami czary i puchary, a nasi ujęli rzecz krótko i z właściwą sobie bezpretensjonalnością: łagodzi kaca.
Najwięcej ametystów wydobywa się w Zambii (rocznie podobno ok. tysiąca ton) i w Brazylii. W Polsce – jak zwykle: klejnotonośne są Sudety i tam też, w okolicach Szklarskiej na przykład, daje się znaleźć ametysty.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
drugi miesiąc roku to:

białoruskiлюты [liuty]
bośniackifebruar
bułgarskiфевруари [februari]
chorwackiveljača
czeskiúnor
kaszubskigromicznik
litewskivasaris
łatgalskisvacainis
łużycki (dolny)swěckowny (też: februar)
łużycki (górny)februar (też: mały rožk)
łotewskifebruāris
macedońskiфевруари [februari] albo cечко [seczko]
rosyjskiфевраль [fievral]
serbskiфебруар [februar]
słowackifebruár
słoweńskifebruar
ukraińskiлютий [liutij]
żmudzkivasaris

 

Przysłowia związane z lutym:

Czasem luty ostro kuty,
czasem w luty same pluty.

Czasem luty się zlituje,
że człek niby wiosnę czuje;
ale czasem tak się zżyma,
że człek prawie nie wytrzyma.

Gdy bez wiatrów luty chodzi,
w kwietniu wicher nie zawodzi.

Gdy ciepło w lutym,
zimno w marcu bywa,
długo trwa zima,
to jest niewątpliwa.

Gdy mróz w lutym ostro trzyma,
tedy jest niedługa zima.

Idzie luty, podkuj buty.

Jeśli ci jeszcze nie dokuczył luty,
to pal dobrze w kominie
i miej kożuch suty.

Kiedy luty puści, to marzec wypiecze.

Kiedy luty schodzi,
człek po wodzie brodzi.

Kiedy luty, obuj buty.

Luty,
gdy wiatrów i mrozów nie daje,
prowadzi rok słotny
i nieurodzaje.

Luty w lód okuty.

Luty, napije się wół pluty.

Na stycznie i lute
trzeba mieć konie kute.

Spyta cię luty: masz-li buty?

W lutym gdy zagrzmi
od wschodniego boku,
burze i wiatry walne
są w tym roku.

W lutym wody wiele
– w lecie głodne nawet cielę.

 

Przysłowia na
Matkę Boską Gromniczną (2 II):

Gdy jasne słońce
w dzień gromniczny będzie,
więcej niż przed tym śniegu
spadnie wszędzie.

Gdy na Gromnice roztaje,
rzadkie będą urodzaje.

Gdy słońce
świeci jasno na Gromnice,
większych jak były mrozów
czyni lice.

Gdy w Gromnice słońce
świeci na śmiecisko,
niechże zachowa gospodarz
słomę wszystko.

Gdy w Gromniczną z dachu ciecze,
zima jeszcze się przewlecze.

Gromnica – zimy połowica.

Gromnice jasne i czyste,
zima potrwa zaiste.

Ile razy przed gromniczną Matką Boską z dachów kapie,
tyle razy przed Wniebowzięciem [15 sierpnia] burze.

Jak na Matkę Boską gromniczną,
tak na św. Józef [19 marca].

Jasny dzień podczas Gromnice
lnu przyczynia na przęślice.

Jeśli Gromnice
mają zielne kwiatki,
kwietną niedzielę śnieżną
mają dziatki.

Na Gromnice – łataj bracie rękawice.

Na Gromnice mróz
– ogryzki do gnoju włóż;
na Gromnice kałużki
– wybieraj z gnoju ogryzki.

Na Gromniczną mróz
– szykuj chłopie wóz.
Na Gromniczną lanie
– szykuj chłopie sanie.

Od Gromnic do Gromnic,
aż nie będzie nic.
[gdy kto kogo łudzi próżną obietnicą, mówią: od…]

Skowronek,
o ile przed Gromnicą śpiewa,
o tyle po tym milczy.

W dzień Panny gromnicznej
bywaj zdrów, mój śliczny.
[t.j. już za późno na zaloty, konkury, gdyż post bliski.]

W Gromnicę milszym w owczarni wilk jak słońce.
[gospodarze utrzymują, że słońce w dniu gromnicznym jest pewną przepowiednią słoty, zimna i zarazy na owoc.]

 

Przysłowia na
św. Agatę (5 II):

Chleb świętej Agaty
od ognia strzeże chaty.
[lud w dniu tym zwykł święcić chleb i sól, a w razie pożaru, szczególniej od pioruna wynikłego, obnosi je dokoła domu, a następnie rzuca w płomienie, wierząc, iż ogień zostanie stłumiony.]

Gdzie święta Jagata,
bezpieczna tam chata.

Po świętej Agacie
widzimy muchy w chacie.

Po św. Agacie
wyschnie bielizna na płocie.

W dzień św. Agaty,
jeśli słonko przez okienko zajrzy do chaty,
to wiosenka na świat pogląda
zza zimowej kraty

 

Przysłowia na
św. Dorotę (6 II):

Na dzień świętej Doroty
ma być śniegu nad płoty.

Po św. Dorocie
wyschną chusty na płocie.

Rzadki dzień św. Doroty
bez mrozu, zawiei, słoty.

Święta Dorotka
wypuszcza skowronka za wrotka.

Wedle świętej Doroty
naprawiaj człecze płoty.

 

Przysłowia na
św. Walentego (14 II):

Gdy na święty Walek deszcze,
mrozy wrócą jeszcze.

Na św. Walentego
bywa zwykle mróz niczego,
ale jak Walek się rozdeszcze,
pewne mrozy wrócą jeszcze.

Święty Walek tych powali,
co patronem go nie zwali.

Św. Walenty gdy odmrozi pięty,
na wyżywienie sprzedawaj sprzęty.

 

Przysłowia na
św. Macieja (24 II):

Gdy Maciej święty
cokolwiek lodu nie stopi,
będą długo chuchali
w zimne ręce chłopi.

Jeśli mróz w święto Macieja,
czterdzieści dni tegoż nadzieja.

Na św. Macieja
prędkiej wiosny nadzieja.

Na św. Maciejca
zniesie gęś pierwsze jejca.

Na święty Maciej lody
wróżą długie chłody,
a gdy płyną już strugą,
to i zimy niedługo.

Skoro po Macieju
drzewa się ogrzeją,
pobiegnij do sadu,
oczyść go z owadu.

Św. Maciej posłał do braci,
czy zimę stracić;
a bracia mu powiedzieli:
niech zaczeka do niedzieli.

Święty Maciej zimę straci,
albo ją zbogaci.

 

Przysłowia na Tłusty Czwartek
(4 II 2016; 23 II 2017, 8 II 2018 i 28 II 2019, 20 II 2020):

Gdy w tłusty czwartek
człek w jedzeniu pofolguje,
łaskawy Pan Bóg
grzech obżarstwa daruje.

Im bliższy czwartek tłusty,
tym weselsze zapusty.

Kto w tłusty czwartek
nie zje pączków kopy,
temu myszy zniszczą pole
i będzie miał pustki w stodole.

Nie zjesz pączka
w tłusty czwartek,
twoje życie mało warte.

Powiedział Bartek,
że dziś tłusty czwartek,
a Bartkowa uwierzyła,
dobrych pączków nasmażyła.

Od tłustego czwartku
do Zmartwychwstania
– ścisły post się kłania.

Tłusty czwartek pączkami fetuje,
a od Popielca ścisły post szykuje

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha