KTO JEST KIM:

KRZYSZTOF BARANOWSKI

3.

Ramka_03_Polonez_ill_1

1969

wiosna

Krzysztof Baranowski wymienia listy z redakcją brytyjskiego tygodnika The ObserverRoyal Western Yacht Club of England, organizatorami Transatlantyckich Regat Samotnych Żeglarzy OSTAR[1].

Wynikiem korespondencji jest złożony w Polskim Związku Żeglarskim projekt udziału polskiego zawodnika (lub całej ekipy) w regatach OSTAR ’72 i prośba o wyrażenie zgody na samotny rejs treningowy jeszcze w sezonie 1969.
W obu sprawach PZŻ odpowiada pozytywnie.

sierpień

Samotny, dwutygodniowy rejs na s/y Zenit[2] po Bałtyku.

Wracając z rejsu, zadałem sobie pytanie – a gdyby tak dookoła świata?
[…] do eliminacji przystąpiło zaledwie piętnastu kapitanów. Były wieloetapowe, wymagały wiele wysiłku. Wygrałem je. Przechodziliśmy próby olimpijskie! Miałem dobre wyniki, byłem młody, wysportowany. O ile stan zdrowia i dobre wyniki sportowe nie mogły budzić wątpliwości, to gorzej z eliminacjami żeglarskimi.
Nie udało nam się zdobyć pięciu takich samych jachtów, żeby wszyscy mieli jednakowe szanse.
[3]

 

 1970

[…] mając już za sobą dwa sezony samotnej żeglugi po Bałtyku, zdecydowałem się na start jako samotny żeglarz w otwartych mistrzostwach Polski. […]
Właśnie podczas tych mistrzostw dołączyli do mnie konkurenci z tamtej grupy eliminacyjnej.[4]

Krzysztof Baranowski, samotnie na s/y Nadir[5], startuje we wszystkich biegach Mistrzostw Polski.
Końcowy rezultat – w połowie stawki jachtów załogowych i pierwsze miejsce wśród samotnych żeglarzy startujących tylko w jednym wyścigu.

Decyzja PZŻ typująca kandydatów do OSTAR wg następującej kolejności:
1. Krzysztof Baranowski, 2. Aleksander Bereśniewicz, 3. Zbigniew Puchalski.

Niezrażony porażką Zbigniew Puchalski przygotował do startu w OSTAR swój jacht Miranda, a Teresa Remiszewska otrzymała od Marynarki Wojennej Komodora. W ten sposób w regatach OSTAR ostatecznie startowała trójka Polaków i jeden Czech (Richard Konkolski) również przygotowujący się w Polsce.[6]

 

1970-1971 – budowa jachtu Polonez.[7]

Krzysztof Baranowski prowadzi nadzór armatorski nad budową.

Nazwę jachtu wybierały dzieci w plebiscycie audycji telewizyjnej „Ekran z bratkiem”.
Wygrała nazwa zaproponowana przez 14-letnią Jadwigę Geisler[8].

„Polonez” budowany był z myślą o Transatlantyckich Regatach Samotnych Żeglarzy, przynajmniej oficjalnie. Nie zwierzałem się jednak ze swojego marzenia, żeby popłynąć dalej. Nadzorując budowę miałem okazję wpłynąć na ostateczny kształt jachtu tak, by mógł sprostać najtrudniejszym warunkom. Trzy lata po położeniu stępki okazało się, że sprostał; po regatach OSTAR popłynąłem dalej – dookoła świata najtrudniejszą trasą. […] W rezultacie powstał kecz o pięknej linii pokładu (bo bez nadbudówek), zgrabny i szybki. O dwa maszty sam się napierałem w myśl zasady, że jak jeden się straci, to zawsze jeszcze jest jeszcze drugi. Kolegom konstruktorom nie mówiłem o tym, że buduję jacht na rejs dookoła świata, ale wtedy sam nie byłem pewien, czy popłynę.[9]

Prezesowi Szopie [ówczesny prezes PZŻ i minister żeglugi] powiedziałem, że po regatach chciałbym popłynąć dalej. Zapytał mnie tylko, czy zdążę na Dni Morza. Powiedziałem, że spróbuję. On na to: „płyń Baranowski, tylko wróć na Dni Morza”. Więc już po regatach w Ameryce, gdzie zająłem dwunaste miejsce, powiedziałem oficjalnie, że chcę płynąć dalej. I nikt mnie nie próbował zatrzymać.[10]


1971

Krzysztof Baranowski odbywa na Bałtyku obowiązkowy rejs kwalifikacyjny do OSTAR i startuje samotnie na s/y Polonez we wszystkich biegach Żeglarskich Mistrzostw Polski.

 

 1972

2 maja – Krzysztof Baranowski z Kazimierzem „Kubą” Jaworskim wypływają na Polonezie ze Szczecina do Plymouth.

Krzysztof Baranowski żegluje samotnie w regatach przez kanał La Manche, z Gosport (nad Zatoką Solent) do Cherbourga, w ramach Operacji Żagiel 1972.

Regaty te wygrałem, ale komisja regatowa zdyskwalifikowała „Poloneza”, bo załoga miała być w połowie poniżej 25 lat, a ja byłem sam i w dodatku po trzydziestce![11]

 

 17 czerwca, 1200 GMT – 18 lipca, 0455 GMT

Krzysztof Baranowski na Polonezie w Transatlantyckich Regatach Samotnych Żeglarzy OSTAR ’72 zajmuje 12 miejsce w klasyfikacji generalnej (overall), 8 miejsce w klasie (jednokadłubowce) i 17 miejsce po przelicznikach (corrected).

Płynął 30 dób, 16 godzin i 55 minut.

Regaty rozpoczęło 55, a ukończyło 43 żeglarzy.

Startując z Plymouth wybrałem trasę po ortodromie czyli odchyloną na północ, ryzykując spotkanie z górami lodowymi, ale warunki jak na te okolice były bardzo łagodne i wielokadłubowce płynące nieco bardziej na południe pędziły do mety, gdy ja stałem w ciszy (i we mgle) w okolicach złowieszczej skądinąd wyspy Sable.
Dwunaste miejsce (po przeliczeniu) nie było takie złe biorąc pod uwagę debiut i przygotowanie jachtu na najcięższe pogody (Ryczące Czterdziestki), a nie na słabe wiatry.
Na mecie w Newport, Rhode Island, myślałem już o dalszej trasie – dookoła świata.
[12]

 

 1972-1973 – samotny rejs dookoła świata na Polonezie trasą wokół południowych kontynentów i przylądka Horn.

1972
17 czerwca                                          – start do transatlantyckich regat OSTAR z Plymouth
6 sierpnia                                            – wyjście z Newport na Ocean Atlantycki
13-29 października                               – postój w Kapsztadzie
29 października                                   – wyjście z Kapsztadu na Ocean Indyjski
21 grudnia 1972 – 10 stycznia 1973     – postój w Hobart; reperacja samosteru, zdjęcie bezanmasztu
.                                                              zniszczonego przez fale Oceanu Indyjskiego  (został postawiony ponownie w  Plymouth)

1973
10 stycznia 1973                               – wyjście z Hobart na Pacyfik
23 lutego, 1220 GMT                        – trawers przylądka Horn
27 lutego – 3 marca                         – postój w Stanley na Falklandach
10 kwietnia, 2300 GMT                     – zamknięcie pętli wokółziemskiej; 7°20′S 24°55′W
25 maja                                            – zakończenie samotnego rejsu w Plymouth
22 czerwca                                      – wejście do Świnoujścia
24 czerwca (Dni Morza)                    – wejście do Szczecina, uroczyste powitanie.

 

_03_POLONEZ_Mapa col4_sm[13]

 

W 272 dni żeglarz przepłynął 35 424 Mm; średnia 130 Mm dziennie plasowała go w światowej czołówce pod względem prędkości żeglugi na jachtach jednokadłubowych.
Przez wiele lat Polonez miał również najlepszy czas przejścia Południowego Pacyfiku od Tasmanii do Przylądka Horn – 45 dni.[14]

Krzysztof Baranowski był drugim – po Leonidzie Telidze – Polakiem, który samotnie opłynął kulę ziemską.
Był pierwszym Polakiem i dziewiątym żeglarzem w historii światowego żeglarstwa[15], który dokonał tego samotnie, płynąc wokół trzech[16] przylądków (Agulhas, Leeuwin i Horn).

Za swój wyczyn otrzymał wiele odznaczeń państwowych i nagród sportowych (patrz: Nagrody i odznaczenia). Dostał również nominację na kapitana rezerwy Marynarki Wojennej.

1973 – 1974 – s/y Polonez odbył dwie podróże lądowe:
– do Warszawy, gdzie był wystawiony na Placu Defilad
– do Moskwy, gdzie był eksponatem na wystawach: „XXX lat socjalistycznej Polski” i „Polskie jachty” (organizowanej przez Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Navimor).

Po powrocie z Moskwy (na początku września 1974) Zarząd Główny AZS  przekazał jacht Jacht Klubowi AZS Szczecin, który stał się jego oficjalnym gospodarzem.

4 listopada 1974 Polonez przekazany został Jacht Klubowi szczecińskiej Wyższej Szkoły Morskiej.[17]

 

 

1973

Krzysztof Baranowski zostaje członkiem Kapituły Bractwa Żelaznej Szekli.

Bractwo Żelaznej Szekli – telewizyjny klub wychowania morskiego założony w lipcu 1973 z inicjatywy kpt. Adama Jassera; współdziała z telewizyjnym programem „Latający Holender” prowadzonym (od 1967) przez red. Bohdana Sienkiewicza.

Celem BŻSz jest umożliwienie wypłynięcia na morze każdemu, kto nie ukończył 18 roku życia, jest zdrowy i umie pływać, niezależnie od umiejętności żeglarskich, a pomyślnie zdał serię zadań konkursowych. Konkurs trwa cały rok, dwutygodniowe rejsy organizowane są w miesiącach wakacyjnych.
Akcja propagandowa, prowadzona przez audycje telewizyjne, narzuca comiesięczny obowiązek rozwiązywania określonych zadań, a system punktacji za prawidłowe odpowiedzi umożliwia wysłanie na morze najbardziej wytrwałych i pracowitych.

System, budzi w Polsce początkowo wiele kontrowersji, ale szybko okazuje się słuszny: niewykwalifikowane załogi młodzieżowe pod okiem doświadczonej kadry radzą sobie doskonale z żeglugą i żaglowcem w każdych warunkach.

Jachty – Generał Zaruski, Henryk RutkowskiZew Morza – z jungami BŻSz na pokładzie wypływają w dalekomorskie rejsy, osiągają sukcesy w regatach. Jungowie BŻSz gościli też na pokładzie Daru Pomorza.

Komandorem Kapituły BŻSz zostaje Maciej Szczepański – prezes Komitetu d/s Radia i Telewizji. Kanclerzem jest Adam Jasser. Członkami kapituły są m.in. Andrzej Benesz – wicemarszałek Sejmu PRL i przewodniczący PZŻ, Henryk Śliwowski – wojewoda gdański, Witold Bublewski – wieloletni dowódca Harcerskich Drużyn Żeglarskich, Michał Sumiński – pisarz, żeglarz i popularny prezenter telewizyjny, red. Bohdan Sienkiewicz – autor i realizator morskiego magazynu dla młodzieży „Latający Holender” emitowanego od 1967 przez TV Gdańsk.[17]

Znak BŻSz to cztery skrzyżowane szekle.

 

 

1975

15 kwietnia – 19 maja

Krzysztof Baranowski dowodzi załogowym rejsem morskim na Polonezie do Brukseli na Międzynarodową Wystawę, na zaproszenie Polskiej Izby Handlu Zagranicznego.

Trasa: Szczecin – Holtenau – Brunsbüttel – Helgoland – Flushing – Antwerpia – Bruksela – Zeebrugge – Kiel – Świnoujście.

Dystans: 1429 Mm.

 

1976

10 kwietnia – 6 lipca

Krzysztof Baranowski dowodzi Polonezem w transatlantyckich regatach Operacji Żagiel organizowanych na Dwustulecie (Bicentennial) Stanów Zjednoczonych. Zajmuje 5 miejsce w klasie B.

Załoga
Krzysztof Baranowski (kapitan), Antoni „Toni” Brancewicz, Wojciech Jacobson, Jarosław Malejewski, Wiesław Słoboda, Marek Stryjecki[18], Mona Thorogood (od Teneryfy).

Trasa i kalendarium rejsu:
10 kwietnia                    – wyjście ze Szczecina
10-11 kwietnia               – postój w Świnoujściu
13/14 kwietnia               – Kanał Kiloński
14-15 kwietnia               – postój w Cuxhaven
18-19 kwietnia               – Wielkanoc na morzu
20 kwietnia                    – kotwiczenie w Dover, przejście do Cowes
20-22 kwietnia               – postój w Cowes
22-25 kwietnia               – postój w Lymington
25/26 kwietnia               – wejście do Dartmouth
26 kwietnia                    – postój w Dartmouth
27-28 kwietnia               – postój w Salcombe Bay
29 kwietnia – 2 maja      – postój w Plymouth
2 maja                            – start do regat Operacji Żagiel
13 maja                          – wejście do Santa Cruz de Tenerife
18-19 maja                     – „Cruise in company” dookoła Teneryfy (Antoni Brancewicz na Great Britain II,
.                                          Wojciech Jacobson na brytyjskim Kukri) z krótkim postojem w Los Cristianos
23 maja                          – start do regat z Santa Cruz de Tenerife; do załogi dołączyła Mona Thorogood
14 czerwca                     – wejście do St. Georges (Bermudy)
15-20 czerwca                – postój w Hamilton (Bermudy)
20 czerwca                     – przejście do St. Georges, postój na boi; start do regat
26 czerwca, świt             – wejście do Newport (R.I., USA)
1 lipca                            – wyjście z Newport;
.                                          w załodze dodatkowo: Elwira Jasser i Katarzyna Jaszczuk płynące do Nowego Jorku
2 lipca                            – wejście do Northport-Huntington (N.Y.)
3 lipca                            – wejście do Nowego Jorku
4 lipca                            – parada żaglowców (na Polonezie płynie 10 osób)
6 lipca                            – A. Brancewicz, J. Malejewski, W. Słoboda i M. Stryjecki wracają do Polski
7 lipca                            – wyjście z Nowego Jorku przez Hudson River i East River do Matinecock  (N.Y.) w Long
.                                          Island Sound
8 lipca                            – wejście do New Haven (CT)
10 lipca                          – wizyta królowej brytyjskiej w New Haven; z Poloneza wyokrętowuje Wojciech Jacobson,
.                                         który wróci do Polski Darem Pomorza.[19]

Dystans: 6611 Mm.

00_1976_OP-Sail_mapa_wg_W_Jacobsona_4 1976: atlantycka trasa Poloneza
mapa wg Wojciecha Jacobsona

 

1976/77 – Rejs Polonezem przez jeziora, rzeki i kanały USA, i przez Atlantyk do Polski

Załoga: żona Ewa, 7-letnia córka Małgosia i 12-letni syn Jaś (do Nowego Jorku przypłynęli dziesięciotysięcznikiem Polskich Linii Oceanicznych m/s Gen. Stanisław Popławski[20]).

Trasa (przybliżona): Hudson River (Nowy Jork, NY; Nyack, NY; Cold Spring, NY; Albany, NY; Troy, NY); Erie Canal: Mohawk River – Oswego River – (Schenectady, NY; Utica, NY; Oneida Lake; Oswego, NY); Lake Ontario (Youngstown, NY); Welland Canal, ON; Lake Erie (Buffalo, NY; Erie, PA; Put-In-Bay, OH); St. Clair River (Detroit, MI; Lake St. Clair); Lake Huron (Bay City, MI; Alpena, MI; Cheybogan, MI; Mackinaw City, MI); Lake Michigan (Chicago, IL); Chicago River (Marina City, IL); South Branch Chicago River – Chicago Sanitary And Ship Canal – Des Plaines River – Illinois River; Mississippi River (Portage Des Sioux (Palisades Yacht Club), MO [1976-11-02] ; St. Louis, MO; Chester, IL; Hickman, KY; Memphis, TN; [wyjazd do Cookeville, TN, 1976-11-4/26]; Greenville, MS; Vicksburg, MS; Natchez, MS; Baton Rouge, LA; New Orleans, LA [1976-12-24]); Industrial Canal, Mississippi River – Gulf Outlet Canal (Yscloskey, Saint Bernard, LA); Gulf Of Mexico: St. Petersburg, FL; Miami, FL; Bahamas: Freeport (Grand Bahama), Nassau (New Providence), San Salvador Island; Açores: Horta (Faial); Wlk. Brytania: Plymouth; Polska: Szczecin.

1976-77_POLONEZ_Mississippi_14_sm2a

W Chicago, nad jeziorem Michigan, Krzysztof Baranowski spotyka braci Ireneusza i Zdzisława Gieblewiczów, którzy wykupili z chicagowskiego Museum of Science and Industry przeznaczony do kasacji legendarny polski jacht Dal, na którym w latach 1932-33 z Polski do Chicago dopłynęli Andrzej Bohomolec i Jerzy Świechowski.

Rejs kończy się w Szczecinie, gdyż armatorem Poloneza była szczecińska Wyższa Szkoła Morska.[21]

Podczas rejsu, by dzieci nie straciły roku szkolnego, rodzice pełnili funkcje nauczycieli wszystkich przedmiotów. Te doświadczenia Krzysztof Baranowski wykorzysta przy realizacji projektu Szkoła Pod Żaglami.

Plonem literackim rejsu jest książka Dom pod żaglami  (1980) oraz reportaże drukowane przez Trybunę Ludu, wydane w zbiorze Żaglem po Ameryce (1978).


[1] regaty były wówczas sponsorowane przez Observera, a ich nazwa angielska jest skrótem od Observer Single-handed Trans-Atlantic Race.

[2] s/y Zenit – drewniany bermudzki slup balastowy typu Vega. Konstruktorzy: Kazimierz Michalski i Ryszard Langer. Budowa (1964) – Szczecińska Stocznia Jachtowa. Dł.: 11,2 m (36.7 ft); szer.: 2,95 m (9.7 ft); zanurz.: 1,95 m (6.4 ft); pow. żagli: 54 m kw. (581 sq ft). W 1987 przeszedł remont kapitalny, zmienił właściciela i nazwę. Obecnie pływa jako s/y Gandalf.

[3] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/regaty-ostar-na-polonezie.html>

[4] Falba, Tomasz i Czesław Romanowski. „Kapitan i jego sekta.” Nasze Morze, 2011 nr 10 (70), s. 12-13.

[5] s/y Nadir – drewniany slup balastowy, zbudowany w Szwecji ok. 1906, początkowo przeznaczony do żeglugi zatokowej, pod koniec lat 1950. przebudowany i dostosowany do żeglugi pełnomorskiej. Dł.: 11,85 m (38.9 ft); szer.: 2,49 m (8.2 ft); zanurz.: 1,70 m (5.6 ft); pow. żagli: 47,5 m kw. (511 sq ft).

[6] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/regaty-ostar-na-polonezie.html>

[7] s/y Polonez – drewniany kecz bermudzki typu Arcturus. Konstruktorzy: Edward Hoffman, Czesław Gogołkiewicz i Kazimierz Jaworski. Budowa (1970/71): Morska Stocznia Jachtowa im. Leonida Teligi w Szczecinie.
Kadłub: drewniany, z obłogów mahoniowych giętych na wręgach, klejony; wręgi i stępka – drewniane, poszycie – mahoń trzywarstwowy. Pokład: na pokładnikach sosnowych, poszycie ze sklejki pokrytej makietą z peroby. Dwa maszty stalowe, liny strunowe – nierdzewne, fały prowadzone wewnątrz masztu. Podczas rejsu dookoła świata, w Hobart (Australia; 21 grudnia 1972 – 10 stycznia 1973), zdjęty został bezanmaszt, zniszczony przez fale Oceanu Indyjskiego. Silnik: Volvo Penta 14 KM (10,5 kW).
Dł. całk.: 13,80 m (45.3 ft); dł. linii wodnej: 10,65 m (35 ft); szer.: 3,80 m (12.5 ft); zanurz.: 2,20 m (7.2 ft); pow. ożagl.: pomiarowa – 73,5 m kw. (791 sq ft), rzeczywista – 88,0 m kw. (947 sq ft), maksymalna – 210,0 m (2260.5 sq ft). Komplet żagli – 21 sztuk; największy żagiel – 90 m kw. (969 sq ft).
Dane za: Baranowski, Krzysztof. „Polonezem” dookoła świata. Warszawa : KiW, 1973; s. 17 i 197-198.

[8] Baranowski, Krzysztof. Z pokładu „Poloneza”. Gdańsk, Wydawnictwo Morskie, 1974, s. 15.

[9] <http://krzysztofbaranowski.pl/jachty/polonez.html#more-667>

[10] Falba, ibidem, s. 13.

[11] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/regaty-ostar-na-polonezie.html>

[12] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/regaty-ostar-na-polonezie.html>

[13] Mapa za: Baranowski, Krzysztof. „Polonezem” dookoła świata. Warszawa : KiW, 1973; s. 113.

[14] <http://krzysztofbaranowski.pl/rejsy/polonezem-dookola-swiata-2.html#more-581>

[15] Pierwszych ośmiu to:
Vito Dumas (Argentyna) – 1942-06-27 – 1943-09-07, s/y LEHG II;
Francis Chichester (Wlk. Bryt.) – 1966-08-27 – 1967-05-28, s/y Gypsy Moth IV;
Alec Rose (Wlk. Br.) – 1967-07-16 – 1968-07-04, s/y Lively Lady;
Robin Knox-Johnston (Wlk. Br.) – 1968-06-14 – 1969-04-22, s/y Suhaili;
Bernard Moitessier (Francja) – 1968-08-22 – 1969-03-18, s/y Joshua;
Nigel Tetley (Wlk. Br.) – 1968-06-01 – 1969-04-22, s/y Victress;
Chay Blyth (Wlk. Br.) – 1970-10-18 – 1971-08-02, s/y British Steel;
Bill King (Wlk. Br.) – 1970-09 – 1973-05-23, s/y Galway Blazer II.

[16] Trasa ta zwana jest również „wokół pięciu przylądków”: Dobrej Nadziei (Afryka), Leeuwin (Zach. Australia), Przylądek Południowo-Wschodni (South East Cape, Tasmania), Przylądek Południowo-Zachodni (South West Cape, wyspa Stewart, N. Zelandia), Horn (Am. Płd.).

[17] Wadowski, Jerzy. „Bractwo Żelaznej Szekli.” Morze, nr 08 (537)/1975.

[18]  Więcej o Marku Stryjeckim i jego rejsach z Krzysztofem Baranowskim na stronie <http://www.jachtchorwacja.pl/o-nas_1>.

[19]  Dziękuję najserdeczniej Wojciechowi Jacobsonowi za kalendarium i mapę rejsu Poloneza w Operacji Żagiel na 200-lecie Deklaracji Niepodległości USA. I za zdjęcia, i za uwagi, i w ogóle za nieocenioną pomoc przy pisaniu tego całego opracowania!

[20]  Baranowski, Krzysztof. Dom pod żaglami. Warszawa : Iskry, 1980; s. 12.

[21] Polonez pływał w barwach szczecińskiej WSM jeszcze 10 lat.
1987 – sprzedany prywatnemu właścicielowi, Lechowi Grobelnemu, który rozpoczął jego przebudowę na jednostkę turystyczną, ale wkrótce został aresztowany pod zarzutem malwersacji finansowych. Jacht stał wyslipowany przez ponad 20 lat, na szczęście w hangarze, co nie chroniło jednak przed szabrownikami. W międzyczasie zakupiła go Stocznia Szczecińska, ale nie zainwestowała w dokończenie przebudowy.
1996 – Poloneza kupili kpt. Bruno Salcewicz i Marcin Marchaj; uchroniło to kadłub przed sprzedażą do Niemiec, ale koszt renowacji przekraczał możliwości finansowe nabywców.
2005 – Poloneza kupiła firma budowlana Włodarzewska S.A. i z pomocą Brunona Salcewicza odrestaurowała; sylwetka jachtu została znacznie zmieniona: dobudowano nadbudówkę i podwyższono burty.
2008-06-13 – na jednostce ponownie podniesiono banderę polską i Polonez znów pływa pod dawna nazwą. Por. <http://pl.wikipedia.org/wiki/SY_Polonez>

[22] Janka Bielak – nieoficjalny ambasador morskiej i żeglarskiej Polski w Wielkiej Brytanii, jedna z najbardziej wpływowych osób działających społecznie w ramach Sail Training Association i jego różnych organizacyjnych wcieleń (STI, ISTA). Jej cicha dyplomacja i umiejętność przełamywania lodów dawała znane na zewnątrz efekty. M.in. doprowadziła do udziału Rosjan w regatach do Stanów Zjednoczonych w 1976 roku. Potem rosyjskie i polskie żaglowce były już stałymi uczestnikami imprez Cutty Sark.
Knabe, Jerzy. „The Sea is our Bridge – Morze jest naszym mostem.” <http://www.pogoria.org/dzialy/sylwetki/S9.htm>

 


 sy_Gandalf_ex_Zenit_2010_1s/y Gandalf ex Zenit ok. 2010 r.

 

 

Krzysztof Baranowski, zeglarz, morze Baltyk, lipiec, 1964 r.,
1964: Krzysztof Baranowski na s/y Joseph Conrad
fot. arch. Krzysztof Baranowski

1970_MP_sy_Nadir_KB_Scan_0514_sm_fot_Wojciech_Jacobson©21970: Krzysztof Baranowski żegluje samotnie na s/y Nadir w regatach o Mistrzostwo Polski
fot. Wojciech Jacobson, z pokładu s/y Swantewit (JK AZS Szczecin)

 

szary_gplf_002_smOk. 1970
fot. arch. Krzysztof Baranowski

Polonez_19701970: Polonez w budowie
fot. arch. Krzysztofa Baranowskiego

sy_Polonez_Archiwum_PZZ_as/y Polonez / fot. arch. PZŻ

02_sy_Polonez_8048492_orig

1973_arch_K_Baranowski1973: s/y Polonez / fot. arch. Krzysztof Baranowski

1973-02-23_fot_K_Baranowski1973-02-23: s/y Polonez przy Cabo de Hornos / fot. Krzysztof Baranowski

 

05_1973-06-24_Szczecin_fot_Jan_Morek_Forum1973-06-24: zakończenie wokółziemskiego rejsu w Szczecinie podczas Dni Morza
fot. Jan Morek / Forum

 

06_4251481_orig

 

06b_voksnp31b1973, Warszawa, Plac Defilad

 

07_1975-04_1506811_401187573351560_771252062_n1975: Załogowy rejs morski na Polonezie do Brukseli na Wystawę Międzynarodową.
Fotografia z archiwum Marka Stryjeckiego, który podpisał ją następująco:
Krzysztof Baranowski podczas mojego pierwszego rejsu do Brukseli. Całe doświadczenie żeglarskie i wiedzę zawdzięczam Krzysztofowi, jest to mój „ojciec żeglarstwa”. Większość rejsów spędziłem pod jego dowództwem. Kiedy zaproponował mi w 1983 roku, żebym popłynął jako mechanik w pierwszej i drugiej Szkole pod Żaglami pozostawiłem pracę w Polskich Liniach Oceanicznych i bez wahania zamustrowałem na rok na „Pogorię.

 

08_1975-05_1507847_401187626684888_500274681_n1975, maj: Bruksela. Załoga Poloneza w towarzystwie sponsorów rejsu
fot. z arch. Marka Stryjeckiego


09_1976-04-10_923097_401187706684880_1383261530_n1976-04-10: Szczecin, Pożegnanie Poloneza na Wałach Chrobrego przed rejsem na Operację Żagiel ’76
fot. z arch. Marka Stryjeckiego

 

10_1976_041_sm_arch_Wojciech_Jacobson1976: załoga Poloneza w rejsie na Operację Żagiel:
od lewej: Krzysztof Baranowski, Wojciech Jacobson, Antoni Brancewicz, Jarosław Malejewski, Wiesław Słoboda; klęczy: Marek Stryjecki
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

11_1976-04-18_F1010021_sm_fot_Wojciech_Jacobson1976-04-18: śniadanie wielkanocne na Polonezie; od lewej: Krzysztof Baranowski, Jarosław Malejewski, Antoni Brancewicz, Marek Stryjecki, Wiesław Słoboda.
fot. Wojciech Jacobson
Komentarz Wojciecha Jacobsona: Wielkanoc 1976. Wydawało by się, że żeglarze zasiadają do świątecznej uczty w spokojnym porcie. Tymczasem rzecz się miała – nie do wiary – na środku Morza Północnego, w połowie drogi do Anglii. Na stole, w mesie STOJĄ, i nie przewracają się, szklane kieliszki! Na zewnątrz była kompletna flauta, sztil bez rozkołysu, jak nigdy na Morzu Pónocnym!

 

12_1976_F1010020_sm_arch_Wojciech_Jacobson1976: na pokładzie Poloneza (Wojciech Jacobson i Jarosław Malejewski)
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

12a_1976_043_sm_arch_Wojciech_Jacobson1976: Polonez na Atlantyku
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 13a_1976-06-11_sm_arch_Wojciech Jacobson1976, czerwiec: Atlantyk (od lewej: Wiesław Słoboda, Krzysztof Baranowski, Wojciech Jacobson)
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

 

13_1976-06_arch_Marek_Stryjecki1976, czerwiec: tuńczyk złowiony na Atlantyku (Marek Stryjecki i Krzysztof Baranowski)
fot. z arch. Marka Stryjeckiego

 

14_1976-07__arch_Marek_Stryjecki1976: Marek Stryjecki na pokładzie Poloneza
podczas rejsu powstał film Załoga wg scenariusza i w reżyserii Krzysztofa Baranowskiego;

autorem zdjęć był Marek Stryjecki
fot. z arch. Marka Stryjeckiego

 

15_1976-06_arch_Marek_Stryjecki1976: załoga Poloneza na Bermudach w uszytych własnoręcznie bermudach
od prawej: Krzysztof Baranowski, Wiesław Słoboda, Jarosław Malejewski, Mona Thorogood, Wojciech Jacobson, Marek Stryjecki, Antoni Brancewicz
fot. z arch. Marka Stryjeckiego

 

16_1976-06_F1010026_sm_arch_Wojciech_Jacobson1976, czerwiec: załoga Poloneza na mecie regat w Newport, R.I.
górny rząd od lewej: Antoni Brancewicz, Krzysztof Baranowski, Wojciech Jacobson.
dolny rząd od lewej: Jarosław Malejewski, Mona Thorogood, Wiesław Słoboda, Marek Stryjecki
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

1976-06_arch_Wojciech_Jacobson1976, czerwiec: załoga Poloneza na mecie regat w Newport, R.I.
Dama w drugim rzędzie, jedyna bez „firmowej” koszulki, to Janka Bielak[22]
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

 

17_1976-07_F1010027_sm_arch_Wojciech_Jacobson1976, czerwiec: Wiesław Słoboda wita Kazimierza „Kubę” Jaworskiego na Polonezie na mecie w Newport.
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

 

18_1976-07-06_044_sy_Polonez_NYC_arch_Wojciech_Jacobson1976, lipiec: s/y Polonez w Nowym Jorku
fot. z arch. Wojciecha Jacobsona

19_1976-77_POLONEZ_Mississippi_005_sm21976/77 – rejs Polonezem po wodach śródlądowych USA
fot. arch. Krzysztof Baranowski (Żaglem po Ameryce, s. 24)

Kazimierz Robak
Tampa, FL; 12 sierpnia 2014
Żeglujmy Razem

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski – strona główna

Calendar

« May 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało... Wiosna, ach to ty!
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty!

[Marek Grechuta]

Wiosna – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Charakteryzuje się umiarkowanymi temperaturami powietrza z rosnącą średnią dobową, oraz umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego.

Każda wiosna tak się zaczyna, od tych horoskopów ogromnych i oszałamiających, nie na miarę jednej pory roku, w każdej – żeby to raz powiedzieć – jest to wszystko: nieskończone pochody i manifestacje, rewolucje i barykady, przez każdą przechodzi w pewnej chwili ten gorący wicher zapamiętania, ta bezgraniczność smutku i upojenia szukająca nadaremnie adekwatu w rzeczywistości.

Ale potem te przesady i te kulminacje, te spiętrzenia i te ekstazy wstępują w kwitnienie, wchodzą całe w bujanie chłodnego listowia, we wzburzone nocą wiosenne ogrody i szum je pochłania. Tak wiosny sprzeniewierzają się sobie – jedna za drugą, pogrążone w zdyszany szelest kwitnących parków, w ich wezbrania i przypływy – zapominają o swych przysięgach, gubią liść po liściu ze swego testamentu.

Ładnie. Ale skoro poszło już z takiego pułapu jak Schultz, do skontrowania trzeba rzeczywiście poszukać adekwatu:

Tymczasem ze wszystkich podmiejskich okolic wiosna przybywała na rynki. Tysiące róż więdło wzdłuż chodników w koszykach sprzedawców i ich słodki zapach unosił się po całym mieście. Na pozór nic się nie zmieniło. Tramwaje wciąż były pełne z rana, puste i brudne w ciągu dnia. Tarrou przyglądał się małemu staruszkowi, a mały staruszek pluł na koty.

Chyba może być, choć od razu wiadomo, że niepowtarzalny mały staruszek plujący na koty mieszka w Oranie i należy do Dżumy Camusa (koty, skądinąd, skończyły smutnie).

 

Odniesień symbolicznych, mitologicznych, literackich wiosna ma więcej niż pozostałe trzy pory roku razem.

Jest „Wiosna Ludów” (1848), „Praska Wiosna” (1968) i „wiosna w październiku” (1956).
Jest Wiosna 1905 Stanisława Masłowskiego, o której śpiewa Kaczmarski, i „ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” (1812) – ale o tym będzie pod właściwymi miesiącami.
Wiosnę zdobywały traktory – o czym będzie za chwilę.

W muzyce jest oczywiście pierwsza z Czterech Pór Roku (1725) Vivaldiego, kantata Wiosna (1902) Rachmaninowa, pieśń Strawińskiego (op. 6 no. 1; 1907) do wiersza Wiosna klasztorna (1906) Siergieja Gorodeckogo i tegoż Strawińskiego Święto wiosny (1913). Tego wszystkiego jednak opisać się nie da, nawet onomatopejami, jak np. ulubionego owocu Beethovena, który zresztą też Sonatę Wiosenną napisał.

W malarstwie jest La Primavera (1482) Boticellego (nie Wiosna, a właśnie tak, z włoska), której opisywać, mam nadzieję nie trzeba. I – wśród niezliczonych wiosennych odniesień malarskich – swojski, prosty i jednocześnie mocny Sawrosow, czyli Przyleciały gawrony (1871), który kojarzy mi się raczej smutno, bo nieznośna pamięć (żadnego zapomnienia!) podsuwa Żeromskiego i jego „A kej ty idzies, fajtasiu, kej?”, czego przypomnienie dla rodzaju ludzkiego jest wstydliwe.

Wiosną obchodzone jest najważniejsze święto chrześcijańskie, Wielkanoc, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa, symbolizujące jego zwycięstwo nad śmiercią.

Benedykt Chmielowski idzie dalej:

Druga Sentencya jest, że Świat od BOGA stworzony na WIOSNĘ podczas Aequinoctium Wiosnowego i ta sentencya probabilior, dla większej liczby pewniejszych Autorów, bo Nowy Adam CHRYSTUS, Świat restaurujący, począł się na Wiosnę 25. Marca w Żywocie Najświętszej MARYI, toć i Stary Adam, psujący Świat, w takimże Wiosnowym czasie miał być stworzony. W ten czas miał być Mundus creatus, kiedy recreatus.

Wiosna nastaje, gdy na Ziemię powraca do matki Kora, a Demeter – po zimowej żałobie – przywraca do życia przyrodę, co prawda tylko do końca jesieni, bo jej córka, nieopatrznie zjadłszy w Podziemiach ziarnko granatu, musi powrócić do męża i znów stać się Persefoną.

Nastaje, gdy do żywych wraca Adonis i tonie w objęciach stęsknionej i zakochanej Afrodyty, zaś Persefona (nie była ona takim niewinnym kwiatuszkiem, jakim widziała ją jej matka – bo to ona, chcąc mieć Adonisa dla siebie w Podziemiu, nasłała na niego dzika-zabójcę) musi na Ziemi obejść się smakiem.

Nastaje, gdy do Mezopotamii wraca przywracający wegetację Tammuz, a Babilończycy święcą rocznicę zwycięstwa Marduka nad Tiamat.

Według Walijczyków Gwyn ap Nudd, król demonów panujący w zaświatach, 1 maja rozpoczyna walkę ze swym rywalem, którym jest Gwythyr ap Greidawl. Chodzi oczywiście o to, kto zawładnie dziewicą: jest nią Creiddylad, siostra Gwyna i narzeczona Gwythyra. Wg jednego z mitów, pierwszą walkę wygrał Gwyn, ale król Artur nakazał mu zwrócić narzeczoną Gwthyrowi i zawrzeć z nim pokój. Nemezis dziejowa nakazuje jednak obu rywalom bić się co roku w pierwszym dniu maja aż do dnia Sądu Ostatecznego: dopiero zwycięstwo w dniu ostatnim będzie zwycięstwem ostatecznym. Uczeni mówią, że walka ta symbolizuje zmaganie zimy z wiosną (a może i z latem, bo klimat tam ciężki) - i niech tak zostanie.

A proza?

– Jak daleko jeszcze mamy do wiosny? – spytał K.
– Do wiosny? – powtórzyła pytanie Pepi. – Zima bywa u nas długa, bardzo długa i monotonna. Na to jednak tu na dole się nie skarżymy, przeciwko zimie jesteśmy zabezpieczeni. No, ale kiedyś nadejdzie wiosna i lato i będą miały swój czas trwania. Jednak we wspomnieniach wiosna i lato wydają się teraz tak krótkie, jak gdyby trwały najwyżej dwa dni i nawet w ciągu tych dwu dni, i to przy najpiękniejszej pogodzie, popada jeszcze czasem śnieg.

Prawda. Aż dziw, że u Kafki była jakakolwiek inna pora roku niż zima czy późna jesień. Ale nawet gdy na dworze wiosna w pełni…

Na dworze wiosna w pełni. Jezdnie pokrywa bure błocko, na którym zarysowują się już przyszłe ścieżynki; dachy i chodniki już suche; pod płotami spod zgniłej zeszłorocznej trawy wynurza się młoda, delikatna zieleń. W rynsztokach wesoło pieniąc się i bełkocąc płynie brudna woda, w której nie brzydzą się kąpać słoneczne promienie. Drzazgi, słomki, łupiny słonecznikowych pestek szybko mkną po wodzie, wirują, zahaczają o brudną pianę. A dokąd płyną te drzazgi? Możliwe, że z rynsztoku dostaną się do rzeki, do morza, z morza do oceanu... Chciałbym sobie wyobrazić tę długą niebezpieczną drogę, lecz fantazja zawodzi nie docierając do morza.

Ładne? Myślę, że tak. No to dalej, ten sam Antoni Czechow:

Na ziemi jeszcze leży śnieg, a do duszy, już zagląda wiosna. Jeżeli, czytelniku, kiedykolwiek wracałeś do zdrowia po ciężkiej chorobie, to znasz ten błogi stan, kiedy serce zamiera od mglistych przeczuć, a uśmiech rozjaśnia twarz bez wyraźnej po temu przyczyny. Widocznie podobny stan przeżywa obecnie przyroda. Ziemia jest zimna, błoto ze śniegiem chlupoce pod nogami, lecz jakie dokoła wszystko wesołe, łagodne i przymilne! Powietrze jest tak jasne i przejrzyste, że gdyby wejść na gołębnik lub dzwonnicę, to — zda się — ujrzysz świat cały od krańca do krańca. Słońce świeci jasno, a promienie lśniące i uśmiechnięte kąpią się w kałużach wraz z wróblami. Rzeczka pęcznieje i ciemnieje: zbudziła się już ze snu i nie dziś, to jutro ruszy. Drzewa stoją nagie, lecz żyją już i oddychają.

W takie dni dobrze jest gnać miotłą lub łopatą brudną wodę w rowach, puszczać z biegiem okręciki lub rozbijać obcasami uparty lód. Dobrze też pędzać gołębie pod samo sklepienie niebios lub włazić na drzewa i zawieszać tam domki dla szpaków. Tak, wszystko to jest dobre o tej szczęśliwej porze roku, zwłaszcza jeśli człowiek jest młody, kocha przyrodę, nie kaprysi, nie histeryzuje, a praca nie zmusza go do siedzenia w czterech ścianach od rana do wieczora. Niedobrze zaś, gdy człowiek jest chory, gdy więdnie gdzieś w kancelarii lub kuma się z muzami.

Tak, wiosną nie należy kumać się z muzami.

Zygmunt Gloger podchodził do wiosny etnograficznie:

Wiktor opowiadał, że każdy człek na wiosnę chowa tu w kieszeni kilka groszy na „zieziulkę” (kukułkę), aby miał czem brzęknąć, gdy pierwszy raz kukanie posłyszy. Przypomniał mi tem białoruskie przysłowie „Schawaj try hroszy na ziaziulku”.
Kukułka
[...] w pieśniach ukraińskich [...]
gdy głodnemu zakuka na wiosnę, to będzie on głodny rok cały.

Dla Marka Hłaski wiosna jest pachnąca i niefrasobliwa.
Gabriel García Marquez wspomina rzymską wiosnę pełną z diamentowego światła i nieśmiertelnego powietrza.
Agustín w górach Sierra de Guadarrama fajdał w mleko wiosny.
Lejzorek Rojtszwaniec, choć w więzieniu nie słyszał wróbli, jednak wiedział, że:

dziś one z pewnością śpiewają jak gwiazdy w operetce, ponieważ już jest międzynarodowa wiosna.

Józef K., Augustín, staruszek plujący na koty, Lejzorek – dziecinne szarady. Ale proszę spróbować odgadnąć, kto to napisał:

Spójrzcie tylko, znów zaczyna się wiosna. Dnie nastały już dłuższe, jaśniejsze. Na pewno na polach jest już dużo do zobaczenia i usłyszenia! Wychodźcie dużo na powietrze, niebo jest teraz tak ciekawe w swej różnorodności, ze swymi niespokojnymi, goniącymi obłokami, a naga jeszcze ziemia musi tak pięknie wyglądać w swym zmiennym oświetleniu.

Ułatwienie? Proszę bardzo: pisane 24 marca 1918 w więzieniu miasta Breslau (dziś Wrocław). Rozwiązanie znajdziecie na końcu tej strony.

 

Miało być jeszcze o traktorach. Trudno, będzie. W czasach, gdy w Polsce większość późniejszych bojowników o indywidualizm w sztuce popełniała wstydliwy grzech zwany socrealizmem, wydrukowano utwór pod tytułem Traktory zdobędą wiosnę (1950). Wówczas nazywało się to powieść reportażowa. Dziś gatunek ten ma własną nazwę: „produkcyjniak” i jeśli ktoś nie zna dokładnej jego definicji, niech się cieszy. Ja np. przypomniałem to sobie niedawno i nie mam ani powodu do radości, ani do tego, by wymieniać autora po nazwisku, zwłaszcza że nie jest zbyt znane. Ba, ale produkcyjniaki pisywały wówczas takie tuzy jak Tadeusz Konwicki, Aleksander Ścibor-Rylski, wyzwolona sawantka lat 50-tych Anna Kowalska, Marian Brandys.
Za panią minister można powtórzyć „Sorry, taki mamy klimat”.

Żeby płynnie przejść od prozy o wiośnie do poezji o wiośnie, pokażemy (drogi Fagocie) na początek coś prościutkiego – i stąd, i stąd:

[…] choć deszcz ze śniegiem bije w zakratowane okna, choć pada tak gęsto, że w pokoju jest mrok, pan Ignacy ma wiosenny humor. Wydobywa spod łóżka gitarę, dostraja ją i wziąwszy kilka akordów, zaczyna śpiewać przez nos pieśń bardzo romantyczną:

Wiosna się budzi w całej naturze
Witana rzewnym słowików pieniem;
W zielonym gaju, ponad strumieniem,
Kwitną prześliczne dwie róże.

– Milcz, ty podła świnio!... – zbeształ pan Ignacy pudla Ira, gdy ten próbował poddać w wątpliwość koordynację ruchową swego właściciela. Bez wątpienia posłużyłby się mocniejszymi środkami, gdyby ktoś kwestionował jego możliwości wokalno-instrumentalne (Zamordować człowieka albo nawet dwu, czy samemu dać się porąbać to u pana chleb z masłem… – ajent handlowy Szprot chyba wiedział, co mówi…). Nie roztrząsajmy więc JAK, a przejdźmy do CO.

Jeśli porównać CO śpiewał pan Ignacy z podobną twórczością lat późniejszych, wyjdzie, że „rzewne słowików pienia” nie były wcale takie złe:

Wybrałam już sobie chłopaka na medal, […]
Przystojny, niegłupi, szeroki gest ma,
Na wiosnę mi kupił WSK.

W jak wiosna, S jak Stach,
K jak kocham Stacha wiosną,
WSK, och, WSK.
W tej maszynie wszystko gra,
to podoba się dziewczynie,
WSK, och, WSK.

Sześć koni ma, sześć koni ma,
na trawkę gna, na trawkę gna,
na trawkę co niedziela z nami gna.

Utwór ten popełnił w roku 1966 Edward Fiszer jako tekst piosenki dla Danuty Rinn. Młodszym wyjaśniam, że WSK to marka motocykla produkowanego w Polsce w latach 1954-1985 przez Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Maszyna w wersji podstawowej miała silnik o pojemności 125 ccm i moc rzeczywiście 6 KM, ale nic nie usprawiedliwia takiej rymowanki. Nawet trawka. I nawet to, ze podobno mają motocykl WSK znów produkować.

Że co? Że Fiszer to tylko tekściarz od piosenek? A cóż innego podśpiewywał pan Ignacy?

To jest jednak złośliwość. Bo w piosenkach o wiośnie znalazły się też teksty z innych półek, nawet jeśli była ona daleko i cieszyła (nim przyjdzie wiosna, nim miną mrozy) samą tylko obietnicą swego istnienia.
A piosenek o wiośnie jest bez liku. Po prostu – zatrzęsienie. Sprawdziłem Katalog Polskich Płyt Gramofonowych Jacka Żylińskiego (czapka z głowy, ten facet dokonał rzeczy niesamowitej!):
słowo „wiosna” i jego pochodne występuje w tytułach 115 utworów (dla porównania: lato, z obocznościami – 76 tytułów, jesień – 96, zima – 52).

Trzeba więc od razu przejść do poezji, ale tego się – przy wiośnie - nie da zrobić, bo to osobna, opasła antologia. Od Reja i Kochanowskiego…

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.

… przez Morsztyna…

Tak wiemy, że już wiosna nam nadchodzi,
Gdy słońce w kąpiel do Wodnika wchodzi,

…do klasyków współczesności np. Lechonia, o którym Miłosz pisał później, że:

Wiosnę, nie Polskę, chciał widzieć na wiosnę
Depczący przeszłość Lechoń-Herostrates

lub Wierzyńskiego, który to, czego chciał Lechoń, dokładnie wypełnił:

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

co twórcy ściągawek uczniowskich opisali i zanalizowali dokładnie („w wierszu są obecne epitety oraz metafory”), włącznie z odpowiedzią na pytanie „co poeta chciał przez to powiedzieć?”.

 

Po drodze byli jeszcze twórcy młodopolscy. Choć cenię na przykład Tetmajera, ale jego wiosna różanoustna, złotobrewa z żółtym jaskrem i chabrem niebieskim na czole i jego wizje

Gdy pierwszy nastał dzień wschodzącej wiosny młodej,
najpierwszy zbudził się śpiący na dnie bóg wody
i powstał z chłodnych leż, i głową kędzierzawą
uderzył w lód, co legł na rzece lśniącą ławą,
i rozpękł z hukiem lód, i z prądem kry się suną

wydają mi się już nieco… hmm, powiedzmy: archaiczne. Nie mówiąc o tym, że tetmajerowski obrazek:

Z daleka od ludzkiego zgiełku i mrowiska
wstaje wiosna. Już w kępie lianów, palm i wici
jaguar cętkowaną, lśniącą skórą błyska
i iskrzącym bursztynem wielkich oczu świeci.

Jakoby liść potworny z olbrzymiego drzewa,
któremu na gałęziach gwiazdy lśnią jak rosa;
leży płaski, błyszczący, a przez gąszcz się wlewa
ku niemu fali słońca tęcza złotokosa.

wydaje się być żywcem wzięty z „Celnika” Rousseau, o którym będzie w zupełnie innym miejscu. Z innymi młodopolanami jest podobnie (przykładów nie będzie).

Resztę Młodej Polskę zatem sobie daruję. Ale będzie za to krótka dygresja z poezją rosyjską w tle.

Ponieważ od jakiegoś czasu drążę temat „wpływy Verlaine’a na...", więc przy okazji zanurzyłem się w morzu rosyjskiej poezji o wiośnie. M.in. wziąłem z półki pierwszą z brzegu książkę, którą była Historia literatury rosyjskiej XX wieku pod redakcją Andrzeja Drawicza. Tam, w rozdziale „Symbolizm w poezji” Grażyny Вobilewicz, wśród akapitów poświęconych Konstantinowi Balmontowi (1867-1942), którego rolę w poezji rosyjskiego Srebrnego Wieku porównać mogę do roli właśnie do starszego o generację Paula Verlaine’a (1844-1896) w poezji francuskiej, znalazłem taki oto opis ilustrowany fragmentem wiersza „Весеннее”:

Niezrównany kolorysta, umiejący zwłaszcza w swoich poetyckich pejzażach oddać całą ich ruchliwą zmienność, rozmaitość barw, drgań powietrza, grę refleksów świetlnych i cieni, Balmont był też prawdziwym wirtuozem w przekazywaniu wrażeń odbieranych za pomocą, zmysłów słuchu, wzroku i powonienia:

Своим щебетаньем рассыплет ту сказку
Лазурною вязью пролесок и сна.
Танцует весна
[...]
Она из зеленых, и белых, и синих,
И желтых, и красных, и диких цветов.

W przekładzie filologicznym prof. Bobilewicz:

Swoim szczebiotem rozsypie tę baśń
Lazurową więzią przylaszczek i snu.
Tańczy wiosna
[...]

Cała z zielonych, i białych, i niebieskich
I żółtych, i czerwonych, i dzikich kwiatów.

 

I jeszcze pełna zdumienia dygresja: w Internecie znaleźć można całą literaturę rosyjską.
No dobrze, wiem, że to niemożliwe, ale przy 90-ciu procentach będę się upierał. Jak i przy tym, że skala oraz jakość przedsięwzięcia przekracza nieskończenie Project Gutenberg.org, o wątłych początkach digitalizacji literatury polskiej nie mówiąc. Balmont jest oczywiście cały, wraz z wierszami rozproszonymi.

 

Był Verlaine, to teraz Rimbaud:

I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty.

 

Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej.
Na półkuli północnej Słońce wschodzi wtedy dokładnie na wschodzie, góruje w zenicie nad równikiem i przechodzi przez punkt Barana, a zachodzi na zachodzie. Kończy wiosnę przesilenie letnie w czerwcu. I te wczesne wiosenne burze…

No i cóż w tym strasznego? – wiosną idą chmury,
Z chmury piorun wypada: – taki bieg natury.
[1]

 

Równonoc wiosenna to w Polsce dzień topienia Marzanny: jest to symboliczne pożegnanie Zimy i powitanie budzącego się z zimowego uśpienia życia.
W szkołach pierwszy dzień wiosny obchodzony jest jako Dzień Wagarowicza.

Za wiosnę klimatyczną uznaje się okres, w którym średnie dobowe temperatury powietrza wahają się pomiędzy +5 a +15° C (41-60° F).
Pomiędzy zimą a wiosną znajduje się klimatyczny etap przejściowy − przedwiośnie. To podobno właśnie Przedwiośniem podpadł Żeromski pewnym klikom i nie załapał się na literackiego Nobla. Ponieważ była właśnie kolej na Polskę, nagrodę 1924 dostał Reymont. Doceniam żar uczuć Żeromszczyzny, ale chyba słusznie. Tyle tylko, że jednak wychodzi na to, iż nagrodami z literatury rządzą krajowe koterie. No cóż, żeby tylko na literaturze się kończyło…

 

Niedziela Wielkanocna lub Niedziela Zmartwychwstania wypada w chrześcijaństwie zachodnim w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
W chrześcijaństwie wschodnim Wielkanoc zazwyczaj obchodzona jest od kilku do kilkunastu dni później. Z wyjątkami – np. w roku 2014 oba kościoły obchodziły Wielkanoc 20 kwietnia.

Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych:
święcone, wielkanocne śniadanie, pisanki, śmigus-dyngus, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia.
O każdym można nieskończenie.

W Polsce po Niedzieli Zmartwychwstania następuje Poniedziałek Wielkanocny – święto kościelne dzień wolny od pracy. Więcej takich!

 

WIOSNA
w językach słowiańskich i bałtosłowiańskich:

białoruskiвясна [viasna]
bośniackiproljeće
bułgarskiпролет [proliet]
chorwackiproljeće
czeskijaro

kaszubskizymk
litewskipavasaris
łatgalskipavasars
łużycki (dolny)nalěśe

łużycki (górny)nalěćo
łotewskipavasaris
macedońskiпролет [proliet]
rosyjskiвесна [viesna]
serbskiпролећe [proliecze]
słowackijar
słoweńskipomlad
serbo-chorwackiproljeće

ukraińskiвесна [viesna]
żmudzkipavasaris

 

Przysłowia związane z wiosną:

Hyppotamus alias koń morski,
gdy na wodę pokazuje się,
Wiosnę znaczy.
[któż by inny, jak nie Benedykt Chmielowski i jego Nowe Ateny]

Jedz w wiosnę mało,
chceszli żyć cało.

Na wiosnę:
ceber deszczu, łyżka błota,
na jesień:
łyżka deszczu, ceber błota.

Nie każdej wiosny dojrzałe czeremchy.

Wiosna − będzie kura jaja niosła.

Wiosna mówi: urodzę,
Lato: jeśli nie przeszkodzę.

W wiośnie to każdy odrośnie.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

 


[1] Co ma piernik do wiatraka przeczytacie przy dniu 7 września.

List z Gefängnis Breslau pisała Róża Luksemburg.

Maj

A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju!
Miasto na wskroś mnie przeszywa!
Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!
Na skrętach - koliście
Zagarniam zachwytem ramienia,
A drzewa w porywie natchnienia
Szaleją wiosenną wonią,
Z radości pęka pąkowie,
Ulice na alarm dzwonią,
Maju, maju!

Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,
Wielce szanowni panowie!...

Julian Tuwim – „Do krytyków” (1920)

 

Maj – piąty miesiąc roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni.

Nazwa miesiąca – jak uważa Aleksander Brückner (1856-1939), filolog i slawista, historyk literatury
i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny – pochodzi od czasownika „maić” – ‘stroić, zdobić zielenią
i kwiatami’.

W staropolszczyźnie piąty miesiąc roku nazywany był „trawień” (tej nazwy używa język białoruski i ukraiński: травень ‘maj’, oraz chorwacki – travanj, ale tam tak nazywa się kwiecień) – wiadomo dlaczego.

 

Łaciński Maius zawiera
w sobie imię matki boga Merkurego – nimfy Mai.

 

Dwie dodatkowe etymologie nazwy Maius podaje Owidiusz w ks. V poematu Fasti (8 r. n.e.), traktującego o kalendarzu rzymskim.

Pierwsza wywodzi nazwę miesiąca od majestatu (Maiestas) – na przykład bogini, ale i cesarza, bo niech ktoś tylko spróbuje zaprzeczyć i powie, że cezar Majestatem nie jest!
Drugi owidiuszowski źródłosłów kieruje do starszych (maiores) – w tym wypadku senatorów rzymskich.

Na Owidiusza powołują się różne źródła i autorytety, ale jego wywody słowotwórcze mają tyle wspólnego
z językoznawstwem, co kamień węgielny z węglem kamiennym.

Owidiusz był poetą
i dworakiem – trudno powiedzieć, czym za swego życia bardziej. Boccaccio pisał, by się podobać damom, Owidiusz – by się podobać cesarzowi. Pierwszemu się udało, drugiemu – nie:
w dworactwie poeta nie miał szczęścia, bo inaczej nie dostałby wyroku wygnania (do dziś nikt nie wie, za co). Ale tworzył i wysysał
z palca, co mógł, byle tylko przypodobać się zwierzchności.

Maiestas – to oczywiste, bo bogini – boginią, ale podkadzenie imperatorowi zaszkodzić nie mogło, zwłaszcza że bogini daleko,
a cesarz – blisko.

Maiores – a czy źle było zaskarbić sobie niewinnym pochlebstewkiem życzliwość starców? Którzy – czy ich cesarz lubił czy nie – wciąż jeszcze coś mogli i o czymś tam decydowali.
Zresztą, na zasadzie świeczki i ogarka, Owidiusz nazwę następnego miesiąca, Iunius, w następnej księdze tego samego poematu wywodzi od słowa iuniores ‘młodzi’. Tak że Owidiuszem nie ma sobie co głowy zawracać.
Z równym powodzeniem moglibyśmy wywodzić nazwę „maj” od nazwiska Żemajska (i opiewać piękność obojga), gdyby tylko celem do sforsowania była dla nas twierdza piękności tejże damy. Albo – ogarnięci górnolotnym zapałem – moglibyśmy twierdzić, że z całą pewnością przodkowie nasi miesiąc „maj” nazwali od hasła „Trzymajmy się!”, co było nawiązaniem do szczytnych tradycji, woli przetrwania i misji dziejowej dającej nam pierwszeństwo nad innymi, a maj, jako symbol wiosny i odrodze-
nia… i tak dalej, i dalej.

 

Tak czy siak, nazwa łacińska została przejęta przez większość języków europejskich.

 

W drugiej dekadzie maja panują najchłodniejsze dni wiosenne, więc klimatycznie ten miesiąc też raczej zaprzecza swej symbolice
i w tym kontekście fraza
w w sercu ciągle maj brzmi co najmniej dwuznacznie, jak zresztą wszystko w poezji Jeremiego Wielkiego.

Ochłodzenie majowe jest zjawiskiem klimatycznym charakterystycznym dla całej Europy Środkowej: po okresie utrzymywania się wyżu barycznego nad Europą Środkową i Wschodnią następuje zmiana cyrkulacji atmosferycznej i przy słabnącym wyżu zaczyna – wraz z niżem barycznym – napływać zimne powietrze
z obszarów polarnych.

Według tradycji ludowej środek maja powinien być zimny, deszczowy, a czasem mroźny – jest to znakiem, że aż do jesieni nie powinno być przymrozków.

 

1 maja to Święto Pracy,
w Polsce święto państwowe.

We Francji 1 maja to, oprócz uroczystości organizowanych przez L’Humanité, święto konwalii (la fête du muguet).

 

Wiosna 1905 Stanisława Masłowskiego, o której śpiewa Kaczmarski, dzieje się w maju.

 

2 maja to w Polsce Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej.

 

3 maja jest w Polsce świętem państwowym, które oficjalnie nazywa się Święto Narodowe Trzeciego Maja. Ustanowiono je dla upamiętnienia uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Obojga Narodów (3 maja 1791).

…od razu się przyznam. Datownik maja mam niedokończony. Sporo tego, ale jakoś tak się składa, że
z tych wydarzeń, które do tej pory wziąłem na warsztat, większość związana jest
z Rosją. No a przecież, jeśli po Konstytucji – którą się
u nas czci prawie jak konkordat, a już na pewno jak Kościuszkę i Pułaskiego razem wziętych – dam rocznice wydarzeń spod Romanowych, z bolszewii lub z Putinogorska, to będzie wstyd i obraza Boska. Po TAKIEJ Konstytucji? Lepiej zatem poprzestanę na tym, co powyżej (na razie, bo praca trwa)…

 

Znaki Zodiaku w maju:
Byk (♉) – do 20 maja
Bliźnięta (♊) – od 21 maja (najweselszy
i najpogodniejszy znak Zodiaku).

Horoskopy Bliźnięta mają pomyślne w dowolnym układzie, nawet w czarnym PR.

Ludzie spod znaku Bliźniąt
w ogóle nie osiągają dojrzałości zarówno intelektualnej, jak
i uczuciowej.
Jedyne, co naprawdę potrafią, to raz w tygodniu wypełnić kupon gry liczbowej.
Niezdarnie to ukrywają, ale największą przyjemność sprawia im dłubanie w nosie.
Zapraszając takiego do domu należy pamiętać, że kradnie
i koniecznie przed wyjściem zrewidować.

Zauważcie, że nawet zawodowi hejterzy dają Bliźniętom pozytywną recenzję (co jest złego w grach liczbowych, dłubaniu w nosie – dla zdrowia przecież, albo
w zapobiegliwości?) – po prostu nie mają się do czego przyczepić!

Porównajcie z takim wczesnomajowym Bykiem, który ma:

wdzięk powiatowego Casanovy i skłonności dewiacyjne.
Niczym niezmącone przekonanie, że jest pępkiem świata.
Lubi mizdrzyć się zarówno przed lustrem jak i w pracy.
Najbliższą rodzinę terroryzuje od urodzenia do późnej starości.
Nigdy niczego nie czyta, choć o wszystkim ma z góry wyrobione zdanie.
Charakteryzuje go brak umiarkowanie w jedzeniu
i piciu.
Oderwać od rozkoszy stołu mogą go jedynie rozkosze łoża – przy czym i tu Byk będzie dążył do wyuzdanych uciech, nazywając je dla niepoznaki „wyższą sztuką”.
Lenistwo swoje i brak zainteresowania światem zewnętrznym Byki nazywają „dbaniem o domowe ognisko”, a brak wyższych uczuć „stąpaniem twardo po ziemi”.
Wreszcie swą ociężałość umysłową i skrajny konserwatyzm nazywają „przywiązaniem do tradycji” i „opieraniem się na sprawdzonych wzorcach”. Jednym słowem – to leniwi hedoniści, pogrążeni
w brudnej rozpuście
(no dobrze: „brudnej” możemy skreślić, bo znajomy Doktor obrazi się już na amen).

Albo z późnoczerwcowym Rakiem:

Urodzeni pod znakiem Raka oszukują na każdym kroku, zdradzają, uwielbiają podłożyć świnię.
Rakom nie można wierzyć nigdy i w niczym.
Jeśli np. Rak mówi „Cenię sobie twoją przyjaźń”, to można być pewnym, że przed godziną napisał na ciebie donos do szefa.
Raki stale komuś czegoś zazdroszczą, a po dwudziestym piątym roku życia łysieją, garbią się
i tracą zęby.
Słusznie zresztą.

No przecież szkoda słów, bo tu nie pomoże nawet oddział zamknięty.

A kolejne horoskopy są jeszcze gorsze (czytajcie, to się dowiecie), więc po prostu Bliźnięta – których i tak nawet czarny piar się nie ima – punktują z miesiąca na miesiąc.

 

Kwiaty maja:

Konwalia (Convallaria maialis L.) – bylina o kwiatach słodko pachnących, ale zdradziecka, bo silnie trująca; uznawana jest za kwiat szczęścia, pomyślności i młodości; ponieważ symbolizuje też czystość
i skromność, więc często wplatana jest w bukiety ślubne panien młodych (o symbolice toposu „trucizna pod słodyczą” etymologia ludowa jakoś milczy).

Niekontrolowana – konwalia staje się chwastem i to bardzo trudnym do usunięcia, ponieważ łatwo odrasta (ciekawe, czy ma to jakiś związek symboliczny
z owymi bukietami ślubnymi
i skromnością – może odrastają w sposób naturalny…).

Suszone, sproszkowane kwiaty konwalii dodawane są czasem do tabaki – w obliczu powszechnie znanych trujących właściwości substancji psychoaktywnych w tabace zawartych szczypta konwalii różnicy nie czyni.

Duże zastosowanie ma konwalia w medycynie
i zielarstwie, ale i tu ostrzega się przed zejściem wskutek przedawkowania.

W tzw. alfabecie kwietnym konwalie oznaczają nieśmiałość, co jest zrozumiałe: któż by, niewinnym będąc, do trucia jadem zabierał się śmiało?

Duże znaczenia ma konwalia w ikonografii maryjnej, ale to tematyka zbyt szeroka, by ją roztrząsać właśnie tu.

 

Głóg (Crataegus monogyna Jacq.), któremu botanicy dodają epitet „jednoszyjkowy” (co chyba nie jest obraźliwe); symbolizował on ostrożność i nadzieję, na szczęście bardzo dawno temu, bo
w średniowieczu; dziś tylko kłuje i nadaje się na nalewkę.

 

Kamień maja:

Szmaragd – symbolizujący miłość
i powodzenie.

 

W ogóle maj to miesiąc nijaki, coś takiego właśnie jak konwalia:

Maj jest dziwny. Dokładnie taki jak konwalia: trochę aromatu, ale zaraz jakieś przedawkowania i groźba zejścia. Nic dziwnego, że mądrość ludowa odradza zawierania małżeństw w maju (znam majowe
i szczęśliwe, ale być może to wyjątki potwierdzające regułę). I gdyby nie to, że jego ostatnia dekada przynosi najlepszy znak Zodiaku, czyli Bliźnięta, to ogólnie byłoby z majem kiepsko.

Kwiecień, na przykład, zaczyna się od primaaprilisowych wygłupów – i od razu jest weselej.
A popatrzcie, od czego startuje maj: od święta pracy, do której każdy chodzi, bo musi, więc to jest tak, jakby więźniowie obchodzili dzień św. Penitencji i cieszyli się, że jeszcze trochę posiedzą. To mogły wymyślić tylko Byki!
Na szczęście kogo jak kogo, ale ludzi pomysłowych u nas nie brakuje (a założę się, że większość z nich jest spod znaku Bliźniąt) – gdyby nie oni, to już by się w ogóle
w maju nie dało wytrzymać. Bowiem ludzie pomysłowi (zwłaszcza ci spod znaku Bliźniąt) połączyli „święto pracy” z innymi okolicznymi świętami, włączając w to weekendy z przodu i z tyłu,
i stworzyli jeden
z najdłuższych weekendów nowoczesnego świata; weekend, który – jak go dobrze ułożyć – może potrwać nawet 10 dni.
I nawet znajomego lekarza nie trzeba!
A gdy wreszcie, w co nie wątpię, za dzień święty zostanie uznane Święto Kanonizacji, to weekend majowy, podczas którego będzie można kompletnie zapomnieć o pracy, dojść może do dni szesnastu, a kto wie, czy nie więcej.

I ponieważ prawie zaraz po tym weekendzie przychodzą Bliźnięta, to maj daje się jakoś przetrzymać – mimo konwalii, szmaragdów, głogów jednoszyjkowych
i trzech ogrodników, których same imiona wywołują taki dreszcz, że nagłe chłody wcale nie są potrzebne.

Maj jednak rehabilituje się imieninami:
• Moniki;
• Stanisława – ale tylko częściowo, bo połowa Stachów uciekła od Szczepanowskiego do Kostki, tak że nigdy nie wiadomo, który kiedy obchodzi;
• Zofii (Zocha, przecież wiesz, że to o Tobie: wszystkiego najlepszego!)
• i Joanny – które już piękniejszego dnia na imieniny wybrać nie mogły!

 

Śluby i wesela w maju:
w żadnym wypadku! Ale zastrzegam jeszcze raz: tylko według mądrości ludu.

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
piąty miesiąc roku to:

białoruskiмай [maj], травень [trawień]
bośniackimaj
bułgarskiмай [maj]
chorwackimaj
czeskikvěten
kaszubskimôj (też: gòran, maj)
litewskigegužė
łatgalskiLopu (też: maja)
łużycki (dolny)rozhelony (też: rožownik, maj)
łużycki (górny)meja (też: róžownik)
łotewskimaijs
rosyjskiмай [maj]
macedońskiмај albo косар [kosar]
serbskimaj
słowackimáj
słoweńskimaj
ukraińskiтравень [trawień]
żmudzkigegožė

 

Przysłowia związane
z majem:

Chłodny maj,
dobry urodzaj.

Ciepły kwiecień, mokry maj
– będzie zboże jako gaj.

Częste w maju grzmoty
rozpraszają chłopom zgryzoty.

Deszcz majowy,
chleb gotowy.

Deszcz na pierwszym maju,
chyba w urodzaju.

Dużo chrabąszczów w maju,
proso będzie gdyby w maju.

Gdy kukułka w maju,
spodziewaj się urodzaju

Gdy maj jest przy pogodzie,
nie bywają siana w szkodzie.

Gdy się maj z grzmotem
odezwie na wschodzie,
rok sprzyja sianu
i zbożu w urodzie.

Gdy się w maju pszczoły roją,
takie roje w wielkiej cenie stoją.

Grzmot w maju
sprzyja urodzaju.

Jak pszczółki na wiosnę z ula
wcześnie wylatują,
to pewnie mróz na drzewa
w maju nam zwiastują.

Jak w maju zimno,
to w stodole ciémno.

Jeśli w maju grzmot,
rośnie wszystko w lot.

Kiedy lipa w maju kwitnie,
to w ulach miód zawiśnie.

Kiedy mokry maj,
będzie żyto jako gaj.

Kiedy pierwszy maj płacze,
będą chude klacze.

Kto się w maju urodzi,
dobrze mu się powodzi.

Maj – wołom daj
i sam na piec uciekaj.

Na pierwszego maja szron
obiecuje dobry plon.

Na pierwszy maj
ostatek bydłu daj,
a jeszcze się oglądaj:
w piecu sobie napal,
za niego się wal.

Nastał miesiąc maj,
kożdy o się dbaj.

Niedalekoć już do maja,
więc nie uchodź za mazgaja.

Nie zawsze na ziemi maj,
nie zawsze
ludzkiemu szczęściu raj.

Pierwszego maja deszcz,
nieurodzaju wieszcz.

Pierwszy maja poranek
jest tęskliwym dla kochanek.

Przyjdzie maj,
przedsię bydłu daj,
a jeszcze się oglądaj.

Tyle przymrozków w maju,
ile ich było przed św. Michałem.

W maju…
Np. Zobaczymy się
w maju…

[tj. nie teraz, kiedyś może, nigdy]

W maju jak w gaju.

W maju szumne sosieneczki,
wonne puszczą ci chojneczki.

W maju wieje, trochę pada,
coraz bliżej listopada

Witaj nam maiczku
ze słowikiem w gaiczku.

Wody w maju stojące
szkodę przynoszą łące.

 

Przysłowia na
św. Stanisława (8 V):

Do św. Stanisława
z pastuchami sprawa.

Jak się len zasieje
w św. Stanisława
to tak urośnie, jako ława.

Na św. Stanisława
rośnie koniom trawa.

Na św. Stanisława
żytko kieby ława.

Św. Stanisław len sieje,
Zofija konopie,
A Urban jęczmień i owies
każe kończyć, chłopie.

Św. Stanisław –
pierwszy siew prosa,
a ostatni owsa.

 

Przysłowia na
św. Pankracego, Serwacego
i Bonifacego
(12, 13 i 14 V)
:

Jak się rozsierdzi Serwacy,
to wszystko zmrozi
i przeinaczy.

Jasny dzień Pankracego
przyczynia wina dobrego.

Pankracy, Serwacy, Bonifacy
– źli na ogrody chłopacy.

Przed Serwacjuszem nie trzeba
pewnego się lata spodziewać.

 

Przysłowia na
św. Zofię (15 V):

Dla świętej Zosi
kłos się podnosi

Na św. Zofiją
pola w kłos wybiją.

Niechaj mnie Zośka
o wiersze nie prosi

[oczywiście to nie przysłowie, tylko cytat ze Słowackiego]

Św. Zofija ciepło rozwija.

Św. Zofija kłosy wywija.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

 

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha