Aleksander Nebelski

Asia i Alek w kanałach Europy

Oto relacja z naszego rejsu przez rzeki i kanały Europy z Hiszpanii do Polski.
Płynęliśmy
– Asia Pajkowska i Alek Nebelski – jachtem motorowym o długości 11,5 m, szerokości 3,65 m i zanurzeniu 0,9 m, zbudowanym w stoczni Andrzeja Armińskiego. Motorówka ta przypłynęła w 2009 r. ze Szczecina do Almeríi pod dowództwem samego budowniczego. Teraz my mieliśmy ją przeprowadzić w drugą stronę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Andrzej Armiński po swoim rejsie zadbał, by łódka była w doskonałym stanie. Niemniej jednak stała ona przy kei przez 5 lat, więc pierwsza rzeczą, którą zrobiliśmy po przybyciu, było sprawdzenie dosłownie wszystkiego w rejsie próbnym, zwłaszcza hydraulicznego urządzenia sterowego (kto nas zna, ten wie, dlaczego mamy taką fobię).

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Z hiszpańskiego portu Almería wypłynęliśmy 29 marca 2014.
Pierwsze ok. 400 mil płynęliśmy morzem, więc wiedzieliśmy, jak żeglować, chociaż na dużej fali płaskodenną motorówką bez kilu nieźle kiwało na boki. Prędkość – ok. 6-7 węzłów.
Wybrzeże Hiszpanii na początku było strasznie dzikie i bezludne: wysokie, niemal pionowe górzyste brzegi schodzące do morza, nie jak Europa lecz jakaś wyspa na Pacyfiku; dopiero od Walencji i Alicante zaczęła się turystyczna Hiszpania, jaką znamy.

 

W kanały francuskie weszliśmy w Port-la-Nouvelle i tu zaczęła się inna bajka: kanały i śluzy.

Na początek – wąziutki Canal du Midi: śluzy co 3-4 kilometry, wysokie (skok wody 3-4 metry), samo­ob­słu­gowe, automatyczne. Idziemy do góry, więc jedna osoba wysiada wcześniej, otwiera guzikiem wrota, a gdy jacht wejdzie do śluzy, rzuca z góry cumy i naciska inny guzik. Wrota się zamykają, woda się wlewa, jacht idzie do góry. Teraz kolejny guzik na otwarcie wrót, powrót na pokład i dalej w drogę. I tak co pół godziny. Żegluga dozwolona tylko w porze dziennej, wokół już szalała wiosna, a po drodze pełno ślicznych, histo­rycz­nych średniowiecznych miasteczek z romańskimi i gotyckimi zamkami i katedrami, wąskimi uliczkami śred­nio­wiecz­ny­mi a nawet z zabytkami z czasów panowania Rzymu – na czele z przecudnym Narbonne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Potem – potężny Rodan. Żegluga pod silny prąd, prędkość ok. 5 węzłów, spory ruch barek, śluzy – tym razem obsługiwane przez śluzowego – ogromne: 190 metrów długości, przy skokach wody od 15 do 23 metrów (!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ogromne barki i wycieczkowce wypełniają całą długość i szerokość śluzy. Wzdłuż rzeki – liczne elektrownie, hydro i atomowe. Za to miejsca postoju – super! W końcu jesteśmy w Prowansji, sercu i kolebce francuskiej kultury. W każdym miasteczku, gdzie stajemy, zabytki klasy zerowej – a nazw tych miasteczek nigdy wcześniej nie słyszałem!

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA
Z tych bardziej znanych:

Arles…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…gdzie popijaliśmy pernod (anyżówka) w kafejce, w której to samo pijał Vincent van Gogh, uwieczniając tę kawiarnię na słynnych obrazach;

08b_Vincent_van_Gogh_Arles

 

Awinion – z pałacem papieży i…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…mostem Saint-Bénézet, słynnym z piosenki (Sur le pont d’Avignon, on y danse, on y danse…) i wiersza Baczyńskiego.

 

Nadal pełno średniowiecznych miasteczek, gdzie przekonaliśmy się do popijania pernodu na placu przed katedrami z XI wieku (wcześniej zwiedziwszy katedry).

 

Od Lyonu – Saona. Jak spływ Narwią, albo nawet Pisą na Mazury. Albo może – gdyby nie to, że temperatury niskie – jakieś Orinoko, taka tu gęsta, dżunglowa zieleń na brzegach. Spokojnie, sielsko i też średniowieczne miasteczka. Spory ruch turystyczny, zamki i katedry nadal gęsto, winko bardzo dobre (w końcu to już Burgundia); piwko, francuskie, niestety marne.
Śluzy są rzadko, ale mają  inny – trzeci już – system śluzowania, który musieliśmy szybko opanować.
No i dwa kanały znikające w tunelach, z których każdy ma ponad 650 metrów!

Żeglugę po Saonie skończyliśmy 17-go kwietnia.

 

Następny był Canal de l’Est.
Jego południowa część, łącząca Saonę z Mozelą, nazywa się Canal des Vosges: 123 kilometry i 93 śluzy (!), najpierw 46 do góry, potem 47 na dół.

Śluzy są samoobsługowe, automatyczne – na pilota. Dużo wybierania cum, ale my też już się wyrobiliśmy i sprawnie nam to idzie. Nie da się jednak zrobić więcej niż ok. 30 km dziennie, choć wcześniej robiliśmy po 80-90 kilometrów.

Jesteśmy teraz w zupełnie innej Francji, w Wogezach w Lotaryngii, której księciem był niegdyś nasz były król, Stanisław Leszczyński (Lotaryngię podarował mu na pociechę zięć, król Francji Ludwik XV). Stanislasa dobrze tu wspominają, to był król-socjalista: stworzył – jak to się dziś nazywa – system opieki socjalnej.

Kanał bardzo wąski, pływają tu tylko motorówki turystyczne, jak nasza. Wokół nie ma już palm ani cyprysów, są za to niewysokie góry (Wogezy), ze zboczami porośniętymi świerkami i bukami, wzdłuż kanału szemrze górski potok – po prostu: Bieszczady! Bardzo duża wilgoć, gęste mchy, porosty i powoje. I zimno: rano na pokładzie szron! Skończyły się też eleganckie châteaux, a także elektrownie atomowe. Wsie i miasteczka tu bardziej biedne: zniszczone kamienne domy ogrzewane drewnem, upadłe, zniszczone fabryki – biedniej chyba nawet niż u nas w Bieszczadach. Zamiast winnic – pola kartofli i rzepaku.

 

Od Wielkanocy, czyli od 20 kwietnia, płyniemy już śluzami w dół. Jest ich mnóstwo: w pewnym miejscu na odcinku trzech kilometrów aż 17 śluz – nie ma czasu na piwo! Wokół szaleje wiosna, orgia kwiatów, zapachów i ptasiego śpiewu. W pewnym momencie nasz kanał biegnie mostem nad Mozelą.

 

22/23 kwietnia. Jesteśmy w Nancy. To miasto, bardzo piękne, powinno nazywać się Stanislasville, bo przeżywało rozkwit za Stanisława Leszczyńskiego: Stanislas ufundował tu liczne rokokowe budowle, pałace i parki. Wszędzie widać uwielbienie dla Stanislasa: wielki i piękny główny plac miasta to La place Stanislas z pomnikiem króla-księcia na środku (na gronostajowej szacie Stanislasa – herby Polski i Lotaryngii) i wspaniałymi, kapiącymi od złotych rokokowych dekoracji pałacami i budynkami wokół.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszystko tu kręci się wokół Stasia, nawet komunikacja miejska nazywa się StanBus. Tylko w licznych kafejkach na La place Stanislas pije się raczej pernod, a nie wódkę.

 

Od Nancy wpływamy na Mozelę. Tu już zaczyna się duży ruch komercjalnych barek, a rzeka, chociaż szeroka, płynie zakolami i strasznie, naprawdę strasznie kręci: zakręty po 180 stopni, no zupełnie jak na Pisie.
Płyniemy tą Mozelą, płyniemy – a tymczasem winko mozelskie ciągle jeszcze nie rośnie na zboczach.

 

24 kwietnia – Schengen.
Nie chodzi mi o strefę Schengen, bo w niej byliśmy już i na Tahiti, i na Gwadelupie, ale o luksemburską wieś Schengen leżącą w sercu-centrum Zjednoczonej Europy, gdzie w 1985 zaczęła się UE bez granic; o wioskę leżącą u zbiegu granic Luksemburga, Francji i Niemiec.
Jesteśmy więc w Luksemburgu,

Gdy tylko zaczęliśmy płynąć wzdłuż luksemburskiego brzegu Mozeli, pojawiły się winnice. W Schengen skosztowaliśmy bardzo dobrego wina mozelskiego z winnic wiszących tuż nad osadą. Na górze na zboczu – winnica, na dole – testowanie lokalnych, luksemburskich odmian Elbling i Rivaner, wytrawnych i bardzo dobrych; bierzemy więc zapasik na łódkę.

Mozela płynie wąwozami, a na bardzo stromych zboczach po obu brzegach – winnice, winnice i winnice. Miejscami winorośl rośnie na tak stromym zboczu, że do obsługi używane sa specjalne górskie kolejki (!) – nigdzie na świecie nie widziałem winnic tak stromo pochylonych!
Krajobraz w jakimś sensie znów jak w Bieszczadach, ale o tyle ciekawszy, że na zboczach zamiast jęczmienia (też pożyteczna uprawa!) wszędzie rośnie winko.
Jest prześlicznie – podobno to najbardziej malowniczy kawałek Niemiec i na pewno najbardziej malowniczy odcinek naszej podróży.

W śluzach trzeba już gadać po niemiecku, a w każdej miejscowości, gdzie zatrzymujemy się na noc, testujemy kolejne lokalne mozele, np. Piesporter – zawsze bardzo dobre!

Pamiętajmy, że wina mozelskie znali już starożytni Rzymianie, a Trier (Trewir), który mijaliśmy (rzymska brama, most rzymski do dziś używany!), już trzy tysiące lat temu dostarczał wina do stolicy imperium. Trewir to zresztą podobno najstarsze miasto w Europie na północ od Alp.

 

27 kwietnia, ok. godz. 10-tej, opuszczamy Mozelę i wpływamy na Ren, na jego 593. kilometrze. Ogromna rzeka, wokół krajobraz przemysłowy. Bardzo silny prąd: płyniemy 10 węzłów przy zaledwie 1800 obrotach! Ruch barek straszny: cały czas wokół nas w którąś stronę płynie 4 – 5 barek, czasem dziesięć, a niektóre mają nawet po 170 metrów długości!

Po południu, na 687. kilometrze Renu dotarliśmy do Kolonii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Katedra kolońska, choć imponująca, jest jednak przereklamowana – ani się umywa do francuskich katedr w Chartres czy Reims, mimo że wewnątrz jest wiele wspaniałych dzieł sztuki późnego gotyku: witraże z XIII w., rzeźbione w drewnie ołtarze i droga krzyżowa w stylu Wita Stwosza. Na dodatek katedra do dziś nie jest ukończona! Ale wleźliśmy (bardzo krętymi schodkami) na jedną z wież, na wysokość 98 metrów (cała wieża ma 157 metrów).

 

30 kwietnia – stajemy w Düsseldorfie (747. kilometr Renu), w bardzo przyjaznym Düsseldorfer Kanu Club.

 

Dalej – do Duisburga, skąd popłynęliśmy Rhein-Herne-Kanal do miasta Datteln, a później – przez Dortmund-Ems-Kanal – do Mittellandkanal, który poprowadził nas w poprzek Niemiec na Hannover – Magdeburg – Berlin.
Zimno, mimo że to początek maja.
Krajobraz jak na Mazurach: na brzegach lasy mieszane, sosna, świerk i brzoza, morenowate wzgórza, domy i obejścia z czerwonej cegły z czerwoną dachówką (ale są też dachy całe pokryte panelami słonecznymi!).
Skończyły się winnice, zaczęły kartofliska, skończyły się malownicze châteaux czy Schlösser znad Mozeli – są obory i stodoły.
Zamiast średniowiecznych katedr mamy skromne kirchen, silosy na zboża i pasze zamiast ogromnych fabryk, elektrowni i hut. Ale wiele jest też dużych portów przeładunkowych. No i wszędzie tani ALDI.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Od opuszczenia Renu w Duisburgu zmniejszył się ruch barek, ale wciąż jest ich dużo: zamiast dziesięciu barek na raz dookoła, mija nas jedna co 5-10 minut. Barki nie są tak wielkie, po 170 metrów, jak na Renie, lecz „zaledwie” po 80-100 metrów – w tym bardzo dużo polskich. Mijamy się w odległości 5 metrów – rzecz nie do pomyślenia na morzu!
Nie mamy już silnego prądu rzecznego, nie ma ogromnych portów dla wielkich barek i kosztownych marin (na Renie, z powodu silnego nurtu, trzeba stać w osłoniętych marinach). Tu stanąć na noc można niemal wszędzie, w malowniczym wiejskim krajobrazie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Staliśmy w Hanowerze: bardzo piękna starówka, oryginalna, ceglany gotyk – ładnie odbudowana po bombardowaniach z okresu wojny, chociaż jednak nie tak starannie i historycznie wiernie jak starówka warszawska.

Dopływamy do b. granicy z b. NRD. W dawnym rozległym pasie przygranicznym zaczynają się tereny nieskażone industrializacją: zielono, pięknie, jak w narodowym parku. Stare miasteczka – czyste, zadbane, stara architektura niezaśmiecona stawianymi na oślep apartamentowcami – ale też widać, że przez lata NRD-owscy właściciele tych starych, niekiedy – co widać – średniowiecznych domów, nie byli w stanie odtworzyć ich historycznego stylu: więc domki z datą nad drzwiami „1495” pokryte są ohydnym tynkiem – okropne! Do tego po-PGR-owskie zabudowania gospodarcze w stanie ruiny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruch barek bardzo się zmniejszył. Porty są dopiero w budowie, trwa umacnianie nabrzeży kanału po okresie zapuszczenia, postawiono też mnóstwo nowiutkich mostów nad kanałem. Pozostało też jeszcze parę mostów NRD-owskich, a na nich – brązowe tablice z wizerunkami komunistycznych przodowników pracy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciekawostką są bardzo ruchliwe skrzyżowania torów wodnych: naszego kanału z rzekami Wezerą i Łabą, a także z biegnącą dołem autostradą czy linią kolejową. Nie ma świateł: nasz kanał biegnie górą, mostem nad rzeką Łabą, a po przejściu mostu musieliśmy opuścić się śluzą kilkanaście metrów na dół, gdzie weszliśmy w kolejny kanał, Łaba – Hawela.

Potem kanały Haweli czyli wodna obwodnica Berlina, którą wybudowano w czasach NRD, żeby ominąć Berlin Zachodni i kanał Odra-Hawela – wszystkie bardzo malownicze, a niemal wszystkie barki na nich są polskie.

Niedaleko przed granicą z Polską – robiąca największe wrażenie śluza-nieśluza, może raczej winda: Niederfinow. Wpływa się do wielkiej jakby wanny, wrota za tobą się zamykają, jedziesz windą 30 metrów w dół i wtedy wrota z przodu się otwierają i wypływasz na położony niżej kanał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To unikatowa konstrukcja, jeszcze z czasów Bismarcka – zabytek ciągle działający!

 

Wreszcie Odra, na której w ciągu całego dnia żeglugi spotkaliśmy jedną zaledwie barkę.
10 maja 2014 dotarliśmy do Szczecina.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Problemów technicznych nie mieliśmy, ale ciekawostkę techniczną – tak i to z gazem.
Jest na motorówce czujnik, który odłącza gaz, gdy uważa, że trzeba. Na odcinku przez morze, z Almería do Port-la-Nouvelle, było ok. Ale w kanałach problem pojawił się od razu pierwszego dnia. Gdy dopłynęliśmy do Narbonne, zamknęliśmy łódkę i poszliśmy zwiedzać to przepiękne miasteczko. Wracamy – nie da się zapalić gazu, bo detektor od razu wyłącza. Nie ma sprawy – weźmiemy się za to jutro rano. Ale rano zrobiliśmy poranną kawę bez problemu! Ruszamy więc w dalszą drogę – i pod wieczór ta sama historia: zamykamy łódkę, idziemy na zwiedzanie kolejnego miasteczka, a po powrocie – gazu niet!
O co tu chodzi?
Wreszcie wpadliśmy: obok kuchenki gazowej postawiliśmy wazon z wielkimi kiściami bzu, który wtedy, na początku kwietnia, kwitł tam bujnie i dla nas była to atrakcja. Niebywale intensywny zapach bzu uruchamiał czujnik detektora, a ten odcinał nam gaz! Gdy tylko bez wywędrował na stół do kokpitu, problem znikł!
No więc to tak, ku przestrodze dla miłośników kwiatków na jachcie.

 *   *   *

W sumie: wyruszyliśmy z hiszpańskiego portu Almería 29 marca 2014. Około 400 mil płynęliśmy morzem do francuskiego Port-la-Nouvelle, potem kanałami i rzekami przez Francję, Luksemburg, Niemcy i Polskę do Szczecina, gdzie byliśmy 10 maja 2014. Przez 43 dni zrobiliśmy ok. 2500 km i zaliczyliśmy ok. 200 śluz!

Nasze pomoce nawigacyjne to:
♦  program Navionics na tableta z mapami na Europę,
oraz wydawnictwa:

♦ na Francję: Carte-guide de navigation fluviale (www.fluvialnet.com),
♦ na Niemcy: Manfred Fenzl – Deutsche Binnengewässer; locje bardzo dokładne, ale tylko po niemiecku.

 

Pozdrawiamy
Asia i Alek


 

O innych rejsach Joanny Pajkowskiej i Aleksandra Nebelskiego, oraz o nich samych, czytajcie na naszej stronie:

„Prawie dookoła świata” (2010-2011)

OSTAR 2013

OSTAR 2013: Joanna Pajkowska na mecie

Asia Pajkowska: 4 x Atlantyk

KTO JEST KIM: Joanna Pajkowska

KTO JEST KIM: Aleksander Nebelski

 (kr)
Żeglujmy Razem
27 maja 2014

Calendar

« September 2018 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

LATO

 

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 

* * *

Pyszne lato, paw olbrzymi,
stojący za parku kratą,
roztoczywszy wachlarz ogona,
który się czernią i fioletem dymi,
spogląda wkoło oczyma płowymi,
wzruszając złotą i błękitną rzęsą.
I z błyszczącego łona
wydaje krzepkie krzyki,
aż drży łopuchów zieleniste mięso,
trzęsą się wielkie serca rumbarbaru
i jaskry, które wywracają płatki
z miłości skwaru,
i rozśpiewane, więdnące storczyki.


O, siądź na moim oknie, przecudowne lato,
niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra
korzennej woni,
na wietrze drżące — —
niech żółte słońce
gorącą ręką oczy mi przesłoni,
niech się z rozkoszy ma dusza wygina
jak poskręcany wąs dzikiego wina. —

 

= = = = = = =

Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

Dla tych, którzy nie pamiętają: to fragment piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniew­skiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz  Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i kończy z równonocą jesienną.

Przesilenie letnie Słońca (solstycjum) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – leżącym na północnym równoleżniku 52°13’ – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum) to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy (52°13’ szerokości geograficznej północnej) dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

W pierwszym ćwierćwieczu XXI w. lato na półkuli północnej zaczyna się 21 czerwca (jedynym wyjątkiem jest rok 2024: 20 czerwca, ale 69 minut przed północą!) i trwa do równonocy jesiennej, czyli do 22 lub 23 września
(2018 – 23 IX).

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.

Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany
Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska

pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).
W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Cytaty na wstępie:
Ionesco, Eugène. Lekcja (La Leçon). (1950) Tłum. Jan Błoński.

Pawlikowska-Jasnorzewska, Maria. „Pyszne lato”. Niebieskie migdały (1922)

SIERPIEŃ – ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).
A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios). Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene wymyślony nie przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage („kwestii cygańskiej” – jak to eufemistycznie określił reżim), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Węgry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.  O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko. O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.
Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

 

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2018) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 18 sierpnia do 2400 GMT 19 sierpnia.
W roku ubiegłym krótkofalarze z 47 krajów nadawali podczas Latarniowego Weekendu z 453 latarni morskich. Wśród nich było tylko trzech nadawców z Polski. Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna (i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Z czego wynika, że makowiec – groźna rzecz. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż dwa lata temu odpłynął do Hilo, odbieram go w czasie teraźniejszym, bo nie umiem inaczej;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VIII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na mirnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu – tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku). Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

•   10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

•   11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

•   13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

•   26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela w sierpniu:
no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A jedna z osób mi znajomych akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [serpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika
zboże z pola do gumn zmyka.

Na święty Dominik
kopy z pola myk, myk.

Gdy ciepło na Dominika,
ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

 

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
 to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

 

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha