Bujanie w morskiej pianie,
najnowsza książka Krzysztofa Baranowskiego…

…zeszła z maszyn drukarskich – dosłownie – kilka dni temu.

Baranowski, K - Bujanie_front_sm

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Baranowski, Krzysztof. Bujanie w morskiej pianie.
Warszawa, Fundacja Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, 2014.

 

We wstępie Autor pisze:

Przełom lat 2014/15 to pięćdziesięciolecie mojego kapitaństwa, choć ze zgromadzonych tu wspomnień wynika, że dowodziłem już pięć lat wcześniej. W każdym razie korzystam z okazji, by wysprzątać szuflady z opowiadań, które tam zalegały, a które nie mieściły się w formacie kolejnych książek. Dorzuciłem też niektóre materiały publikowane w takich pismach jak „Żagle” czy „Morze”, które kurz pokrył grubą warstwą oraz fragmenty z książek, które dawno zostały wyczerpane.

Sam odkrywam w tych notatkach pewne nastroje ówczesnych czasów, o których zdążyłem już zapomnieć. Dla moich wiernych Czytelników będzie to zapis dziejów żeglarstwa ostatnich pięćdziesięciu lat, tyle że widzianych przez pryzmat wysiłków pojedynczego żeglarza.

Jakie to były wysiłki podaję na końcu książki. Myślę, że na nich się nie skończy, ponieważ ciągle żegluję i idee wychowania morskiego staram się realizować w praktyce nie oglądając się na skąpe honory, wątpliwe uznanie i nieobecne wyróżnienia, o medalach nie wspominając.

 

Styl tej prozy jest jednocześnie lapidarny i obrazowy, precyzyjny i metaforyczny. Opowiadania, z pozoru wyrywkowe i fragmentaryczne, dają obraz życia i osiągnięć nie tylko jednego z największych żeglarzy polskich i światowych, ale i nieprzeciętnej osobowości. Mają cechy zarówno dokumentu jak i fikcji literackiej. Wreszcie: jest to najnowsze opus pisarza, którego poprzednie książki rozchodziły się w milionowych nakładach, tak po polsku jak w tłumaczeniach.

 

Krzysztof Baranowski jest filmowcem, pisarzem, ale przede wszystkim żeglarzem. Jako pierwszy Polak opłynął samotnie świat wokół trzech przylądków (rejs Polonezem 1972-73). Jako pierwszy Polak żeglujący na małym jachcie miał na trawersie przylądek Horn (23 lutego 1973; pod żaglami pod polską banderą przepłynął wcześniej Cieśniną Drake’a tylko pełnorejowy Dar Pomorza w 1937). Jako pierwszy (i jak dotąd jedyny) Polak opłynął samotnie świat po raz drugi (rejs na Lady B., 1999-2000).

Drugą dziedziną, w której Krzysztof Baranowski ma zasługi nieprzecenione, jest edukacja. Dokonał w żeglarstwie wystarczająco dużo, by móc czerpać z tego sławę i chwałę do końca życia, jak większość sportowych mistrzów. To mu jednak nie wystarczało i na początku lat 1980., powołał do życia jedną z najbardziej niezwykłych i wartościowych inicjatyw w polskim szkolnictwie: Szkołę Pod Żaglami.

O tym, że jednym z najlepszych wychowawców jest morze, wiedzieli już starożytni.
Imprez ze „szkołą” i „żaglami” w nazwie jest na świecie i w Polsce wiele.
Jednak Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego różni się od nich zasadniczo:

  • na morzu, oprócz rutynowych zajęć związanych z żeglugą, jest w niej codziennie 5 lub 6 lekcji, z klasówkami i ocenami, jak w „normalnej” lądowej szkole;
  • za prawo wejścia na pokład i cały rejs płaci się wyłącznie własnym wysiłkiem, a nie pieniędzmi rodziców: o dostanie się do tej Szkoły trzeba walczyć, długo i w wielu dziedzinach, wśród których jest wielomiesięczna praca opiekuńcza jako próba charakteru, konkurs sprawności fizycznej i intelektualnej;
  • jej założeniem jest to, że trwać powinna kilka miesięcy, a najlepiej jeden semestr: młodym ludziom potrzeba dwóch miesięcy na integrację i nabranie rutyny; zazwyczaj dopiero trzeci i dalsze miesiące przynoszą pełną satysfakcję z żeglugi i nauki, zaś działanie w zespole staje się przyjemnością, a nie obowiązkiem.

Mimo elitarności, celem Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego nie jest wychowywanie czempionów, rekordzistów czy noblistów. Zadanie zostaje spełnione, gdy z pokładu schodzą młodzi ludzie świadomi swej wartości, rozumiejący zasadę współpracy w grupie. W przyszłości wyrosną na aktywnych i rzutkich obywateli, o których potocznie mówi się „porządni i wartościowi ludzie”.

Wszyscy dotychczasowi absolwenci i absolwentki zgodnie twierdzą: Szkoła Kapitana była dla nich bodźcem, odskocznią i akceleratorem podczas wkraczania w etap dorosłości i w dalszej, samodzielnej karierze; otworzyła im drzwi do świata, pomogła uwierzyć we własne możliwości, jasno sprecyzować cele życiowe, zmobilizować do wysiłku dla ich osiągnięcia. Wszyscy ci młodzi ludzie stali się postaciami wybitnymi w swych środowiskach.

Nad tym, że od tak wychowanej młodzieży zależy przyszłość zbiorowości, w której przyjdzie im działać, rozwodzić się nie trzeba, gdyż – w Polsce przynajmniej – są to prawdy znane (choć niestety rzadko popierane na szczeblu państwowym) od czasów Odrodzenia.

 

W opowiadaniach zawartych w Bujaniu wiele jest o wychowawczej roli i wpływie morza na proces kształtowania młodych charakterów, ale te opisy mają charakter ogólny. Nawet po dokładnym przeczytaniu skróconego spisu dat w żeglarskim życiorysie Autora trudno się domyślić, co naprawdę kryje się za enigmatycznymi wzmiankami o powołaniu czy reaktywowaniu Fundacji „Szkoła pod Żaglami”.

A kryje się wiele. Walcząc o realizację swego projektu Krzysztof Baranowski doprowadził do zbudowania dwóch żaglowców: PogoriiFryderyka Chopina. Oba były siedzibą Szkoły Pod Żaglami, ale obu nie udało się utrzymać, gdyż Szkoła nie jest instytucją zarobkową i musi bazować na dotacjach. Tych zaś nie było.
Opłacalność inwestycji w wychowanie młodych pokoleń trudno przełożyć na kwoty pieniężne. Dlatego Kapitan nieprzerwanie stuka do drzwi instytucji i ministerstw odpowiedzialnych za polską edukację i wychowanie. A że o dotacjach z budżetu Szkoła Pod Żaglami może tylko pomarzyć, więc utrzymuje się dzięki sponsorom prywatnym, z którymi – samo życie – bywa różnie. I tak samo bywa ze Szkołą, która jest wciąż na dorobku: na własny żaglowiec pieniędzy nie wystarcza, a za czarterowanie armatorzy liczą słono. Im jednak nie ma się co dziwić, a jeśli komu dziwić się można, to władzom oświatowym i ich obojętności.

Tego wszystkiego z niniejszego zbioru można się jedynie domyślać. Kolejne rozdziały są jak pogodna gawęda przy kominku: pełna suspensów, ale zakończona szczęśliwie, gdyż żeglarz pokonał morskie straszydła, wrócił do Itaki i swej Penelopy, i wszystko nam teraz opowiada.
Gdzieś na uboczu pozostają prawdziwie dramatyczne sploty akcji, która trwa: gdyż Krzysztof Baranowski wciąż o swoją Szkołę walczy, wśród burz i sztormów znacznie groźniejszych niż prawdziwe, bo na oceanie biurokracji, niechęci i obojętności.
W tym wszystkim wykazuje niewiarygodny optymizm, determinację i konsekwencję działania – wszak jego Szkoła Pod Żaglami wciąż płynie, a z pokładów żaglowców rok w rok schodzą uśmiechnięci, radośni – i lepsi – młodzi ludzie.

 

Za zgodą Autora, dwa opowiadania ze zbioru Bujanie w morskiej pianie publikujemy.
Pierwsze wybrałem nie dlatego, że jest krótkie, a dlatego że zawiera kwintesencję tego, co w żeglarstwie – i w życiu Krzysztofa Baranowskiego – najważniejsze.
Drugie – dłuższe, ale dla tych, co lubią akcję – znajdziecie w wersji pdf, podobnie jak skrócony żeglarski życiorys Krzysztofa Baranowskiego.

Kazimierz Robak
15 marca 2014
Żeglujmy Razem

 

PS.
Jubileusz kapitaństwa zbiegł się z jubileuszem pisarskim: Bujanie jest dwudziestą książką Krzysztofa Baranowskiego, jeśli nie liczyć przekładów i tytułów, których był współautorem.
O tym jednak przeczytacie na naszej stronie w KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski. Tekst zawiera rewelacje, o których nie ma pojęcia nawet właściciel życiorysu, więc po prostu: zajrzyjcie na tę stronę Żeglujmy Razem.


 

02


Krzysztof Baranowski

żeglarz (jachtowy kapitan żeglugi wielkiej)
pierwszy Polak, który opłynął samotnie świat wokół trzech przylądków: Agulhas, Leeuwin i Horn (1972-73)
pierwszy (i jak dotąd jedyny) Polak, który opłynął samotnie świat dwukrotnie (Polonez 1972-73, Lady B. 1999-2000)
inicjator budowy barkentyny Pogoria (1980) i brygu Fryderyk Chopin (1990)

twórca (1983), organizator i kapitan Szkoły Pod Żaglami w edycjach polskich i międzynarodowych
kapitan żaglowców: Zew Morza, Pogoria, Atlantis, Fryderyk Chopin
inżynier-elektronik, absolwent Politechniki Wrocławskiej
absolwent Studium Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego
krótkofalowiec SP 5 ATV/MM
dziennikarz, filmowiec, pisarz

 

KTO JEST KIM: Krzysztof Baranowski

szczegółowy życiorys żeglarski autora Bujania w morskiej pianie
znajdziecie tu właśnie – na naszej stronie www.ZeglujmyRazem.com

 

 

pdf

Krzysztof Baranowski – Trójkąt Bermudzki po raz drugi

 

pdf 

Ważniejsze daty w żeglarskim życiorysie Krzysztofa Baranowskiego

 

 

Krzysztof Baranowski

Żeglarski hazard

Zanim dopłynąłem do Monte Carlo w charakterze dowódcy żaglowca i wygra­łem pierwsze dwadzieścia dolarów (które chwilę później przegrałem), kołysałem się przez kilkanaście lat na różnych jachtach, na różnych funkcjach i na różnych mo­rzach. Morza Śródziemnego unikałem uważając, że ten akwen przez swoją łagod­ność zarezerwowany jest dla emerytów że­glarskich. Ostatniej jesieni zajrzałem na parę tygodni na Morze Śródziemne bry­giem Fryderyk Chopin – morze utarło mi nosa, wiatry wytarmosiły żagle i kaptur mojego sztormiaka, a żadnego posiłku nie można było zjeść spokojnie. Zmieniam więc zdanie i twierdzę, że nie ma akwe­nów z zasady bezpiecznych. Wyjście na morze to jak wyjście w góry albo lot szy­bowcem – szlachetny hazard, gdzie stawką jest własne życie.

Nie wypływamy po to, by walczyć o przetrwanie. Nie zawsze przecież pogoda żeglarzom dokucza. Ale w samym geście oderwania się od lądu, doczekania nocy z dala od brzegów, czy wytyczenia odległe­go celu żeglugi tkwi ryzyko, że tego lądu się już nie zobaczy, rana się nie doczeka, odległego celu nie osiągnie.

Starożytni Grecy uważali, że żeglarze nie należą już do żywych, choć jeszcze nie umarli. To pośrednia forma egzystencji na obrzeżach świata poznawalnego. Do czasu gdy ze statkami nie było łączności radiowej, nikt nie był w stanie przewidzieć, kiedy i czy w ogóle zaplanowany rejs się zakoń­czy. Nawet dziś, gdy środki łączności pozwalają skomunikować się z małym jach­tem w dowolnym punkcie oceanu, pozosta­je duży margines ryzyka. Wiemy, że ktoś potrzebuje pomocy na dalekim oceanie, ale nie jesteśmy w stanie na czas jej udzielić.

Morze więc – mimo wspaniałego rozwo­ju cywilizacji – pozostaje probierzem ludz­kiej zaradności w obliczu sił natury. Tu ka­tastrofy nie kończą się kilkudziesięciosekundowym krzykiem rozpaczy. Tu naj­częściej pozostaje tyle czasu, żeby coś zdziałać – minuty, kwadranse, godziny. Można spuścić szalupy, można zatamować przeciek, można ugasić pożar. Ćwiczymy te próbne alarmy parę razy w ciągu mie­siąca, gdy jesteśmy w długim rejsie. Ale kiedy przychodzi krytyczny moment szalu­py mogą nie opaść, przeciek może okazać się zbyt gwałtowny, pompa pożarowa nie nastarczy wody.

Te wszystkie problemy rozważa kapitan statku jeszcze zanim wypłynie. Rejs się nie zaczął, a dowódca już w swojej wyobraźni parokrotnie zginął. To jest zwyczajne, a zarazem konieczne psychologiczne przy­gotowanie do pełnienia odpowiedzialnej służby. Gdy już zdarzy się nieszczęście – odpukuję w nie malowane drewno – nie będzie czasu na rozważanie najlepszej linii obrony. Wtedy trzeba być gotowym na szybkie działanie, gdyż od tej szybkości za­leży życie całej załogi.

Tak oto wygląda prawdziwa ruletka że­glarza – jakakolwiek liczba wypadnie, po­winna nieść wygraną. Ale do gry przystę­puje się nie z nadzieją na wygraną, ale z obawą, że można wszystko przegrać. Nieliczne wprawdzie, ale spektakularne zatonięcia lub zaginięcia różnych jedno­stek pływających wskazują, że nie zawsze się wygrywa. Choć marynarze to różne społeczności (jedni pływają dla pieniędzy, drudzy dla przyjemności), łączy ich ryzyko morskiej żeglugi i pewna nonszalancja w stosunku do pieniędzy. Wiedzą, że moż­na stracić znacznie więcej. Być może ze­chcą zajrzeć do kasyna i zagrać. Może wła­śnie dlatego, że wiedzą, iż prawdziwa gra jest zupełnie gdzie indziej – na rozkołysa­nej wodzie za główkami portu.

1994

 Żeglarski hazard / Bujanie w morskiej pianie (2014)

Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha