Michał Leszczyński-Lester

Jones_Lester_LESZCZYNSKI_sm

 

Na kartach książek Karola Olgierda Borchardta występuje pod przydomkiem „Pigieł” albo „Pigłu”.

Najładniej na kursie fechtował się „Pigieł”. Po zapuszczeniu wąsów mógłby grać rolę Charłampa i to podczas zdobycia Tykocina w momencie zgonu księcia.
Pigieł władał szpadą, pędzlem, trzema językami, smykiem, batutą i fortepianem. Podczas obiadów w sali gimnastycznej kwartet w białych tropikalnych mundurach grał pod jego batutą najnowsze przeboje. […]
Pigieł rozpoczynał „naukę własną” od kilkunastominutowej zaprawy szermierczej – dłużej jego przeciwnik nie wytrzymywał serii bolesnych trafień w żywe ciało. Każde trafienie było zawsze wytwornie odsalutowane szpadą. Wszystkie trafienia piekły przez kilka dni, ale to nigdy nie wpływało na zmniejszenie ilości walczących.
Podczas szczęku krzyżujących się ze sobą szpad dwóch następnych szermierzy, którym się wydawało, że każdy z nich jest zwycięskim kapitanem Bloodem zdobywającym nieprzyjacielski okręt, Pigieł potrafił pędzlem wyczarować soczystą akwarelę, po czym spokojnie zabrać się do nauki.
                                                                                                      [Krążownik spod Somosierry – „Egzamin”]

Kolega nasz Pigieł […] był od urodzenia artystą malarzem i często wolał podziwiać grę kolorów w czasie wschodu słońca niż szorować cegłą pokład.
                                                                                            [Krążownik spod Somosierry – „O! Mu-Ku-Ru!”]

 Dotychczasowe jego wyczyny przyniosły mu w rezultacie przydomek „Pigłu”, które to słowo powtarzane szybko raz po raz ujawniało jego istotne znaczenie. Wówczas jeszcze nikt w nim nie podejrzewał światowej sławy malarza, którego wystawę będzie otwierał Bernard Shaw, nikomu nie przeszło przez myśl, że Pigieł wystawi swe obrazy w Royal Academy i jako nadworny malarz królowej Elżbiety II odbędzie z nią podróż na Bermudy. Na razie Pigieł potwierdzał swym gadaniem przysłowie perskie, że „dobry kogut w jajku pieje”.
[…] ilustrował podręczniki wydawane przez wykładowców Szkoły Morskiej, piórkiem i tuszem wyczarowując wspaniałe żaglowce. Z czasem żaglowce te znalazły się w wydanych przez Pigła w języku angielskim książkach pt.: Jak malować żagle i morze oraz Jak malować swój statek.
.                                                                                                [Krążownik spod Somosierry – „Ornitolodzy”]

 W utworach wydanych za jego życia, tylko raz wielki marynista polskiej prozy nazwał swego kolegę pełnym imieniem i nazwiskiem:

Szczyt kontaktów z panującą rodziną królewską w Anglii osiągnął mój kolega z tego samego rocznika Szkoły Morskiej w Tczewie (1928), Michał Leszczyński – jako malarz nadworny królowej Elżbiety II.
.                                                                                                         [Szaman Morski – „Ostatnia parada”]

 Pełniejszy literacki portret Michała Leszczyńskiego – wielkiego marynisty polskiego malarstwa – pojawia się dopiero w wydanej po śmierci pisarza Kolebce nawigatorów, w rozdziale „Pigłu”.

* * *

 Wstęp powyższy jest niesprawiedliwy. Michał Leszczyński świeci bowiem blaskiem własnym i nie musi korzystać ze światła odbitego przez prozę jego przyjaciela. Jednak w Polsce, wśród miłośników marynistyki, Borchardt jest znany wszystkim, Leszczyński – tylko niewielu. Choć są kraje, w których proporcja jest odwrotna. Są też takie, gdzie Leszczyński jest narodową dumą.

* * *

 Michał Leszczyński, urodzony w 1906 r. w Sanoku, dyplom akademicki uzyskał na wydziale nawigacyjnym Szkoły Morskiej w Tczewie – to właśnie tam działy się przytoczone wyżej historyjki z życia studenckiego. Naturalną koleją rzeczy uzyskał też, po latach praktyki, dyplom kapitana marynarki handlowej, ale – i znów posłużę się określeniem Borchardta – „nie mieścił się w ramach”. Życie Leszczyńskiego było bowiem rozdzierane przez dwie pasje: miłość do żagli i miłość do malarstwa, co umiał pogodzić tylko w jeden sposób: malując morze i żagle.

Pływał na statkach handlowych, był pilotem Portu Gdyńskiego, przez rok (1933/34) studiował na krakowskiej  Akademii Sztuk Pięknych, m.in. w pracowniach Józefa Mehoffera i Kazimierza Sichulskiego. Wrócił na morze, a wojna zastała go w Londynie, gdzie – wciąż pływając, i to na własnym statku żaglowym – pełnił m.in. funkcję sekretarza Związku Oficerów Polskiej Marynarki Handlowej.

Nie przestawał malować i rysować. Pod koniec wojny, zatrudniony przez Admiralicję Brytyjską w wydziale ratowniczym na wybrzeżach brytyjskich, w uznaniu dla osiągnięć malarskich otrzymał zezwolenie na szkicowanie i malowanie wszelkich urządzeń i obiektów morskich.  Wystawiał swoje prace w Royal Institute (1944), miał wystawy indywidualne w Londynie i Paryżu, krytycy brytyjscy porównywali jego malarstwo do prozy Conrada. Powstały też – jeszcze w czasie wojny – pierwsze publikacje artystyczne: dwie broszury mające charakter podręczników – How to Draw Sail & Sea (1944 i 1945) i Marine Perspective (1949).

 Leszczynski_okladki_sm

Ich tekst, rzeczywiście, uczy i doradza – ale rysunki niewiele mają wspólnego z instruktażem. Czy przedstawiają detal, czy statek pod pełnymi żaglami – są miniaturami, które wyszły spod ręki mistrza. Sposób prowadzenia kreski, ujęcie perspektywiczne, cieniowanie – wszystko to sprawia, że żaglowce Leszczyńskiego, nawet wyczarowane w czerni i bieli ołówkiem, płyną naprawdę, z prawdziwym wiatrem, po prawdziwym morzu.

W zasadzie nie był to podręcznik – napisze później Kenneth J. Jones, biograf Leszczyńskiego – przynajmniej nie w potocznym znaczeniu tego słowa – a raczej świadectwo jego zachwytu nad statkiem, złożone na piśmie i w postaci znakomitych rysunków.

Zobaczcie zresztą sami:

Leszczynski_Sail & Sea_053_4-masted_schooner_sm

Czteromasztowy szkuner z ładunkiem drewna widziany podczas białej nocy na Zatoce Botnickiej
(ołówek, How to Draw Sail & Sea, str. 53)

 

Leszczynski_Sail & Sea_55_5-masted_schooner_sm

Pięciomasztowy szkuner na Morzu Śródziemnym;
[jest to prawdopodobnie Elemka, żaglowiec należący do Ligi Morskiej i Kolonialnej w latach 1934–1938]
(ołówek, How to Draw Sail & Sea, str. 55)

 

Leszczynski_Sail & Sea_61_Full_rigged_sm

Żaglowiec pełnorejowy
(ołówek, How to Draw Sail & Sea, str. 61)

 

Leszczynski_Marine_Perspective_p_9_sm

Pod tym rysunkiem autor napisał m.in.:
Zauważ, jak wiele można wyrazić przy maksymalnej oszczędności kreski…

[ołówek, Marine Perspective, str. 9]

 

Po wojnie Michał Leszczyński i jego żona Margaret, „Peggy”, zamieszkali na Jamajce. Artysta staje się tam znany jako Michael Lester. W malarstwie olejnym eksperymentuje z barwami, przenikaniem kolorów i perspektywą, sprawdza w praktyce własne nowatorskie teorie, w których rozważa najczęściej zagadnienie perspektywy sferycznej, posługującej się krzywiznami – a nie liniami prostymi, jak w przypadku perspektywy liniowej.

Wypracował – jak napisze jego biograf – szereg teorii mieszczących sie w czterech kategoriach: 1. Perspektywa sferyczna, 2. Teoria koloru, 3. Trzeci wymiar, 4. Teoria przestrzeni i światła.

Prace teoretyczne Lestera, wyłożone z użyciem pojęć z astronawigacji, matematyki i fizyki budzą zainteresowanie jedynie specjalistów –  traktat „Teoria koloru” pozostaje w rękopisie do dziś, gdyż wydawcy twierdzą, że nie opłaca się im drukować niezwykle trudnych edytorsko książek dla kilku czytelników. W dużo prostszy sposób Leszczyński przedstawił swoją teorię perspektywy sferycznej – we wspomnianej już Marine Perspective. Dziś perspektywa sferyczna jest stosowana powszechnie, zarówno w sztuce malarskiej jak i grafice czy animacji komputerowej.

Supernowoczesność moich obrazów – pisze Michał Leszczyński-Lester – można udowodnić całkiem prosto, zwracając uwagę publiczności na jeden fakt: nie ilustrują one tematu (miłego lub niemiłego dla oka), lecz są wynikiem najnowszych osiągnięć rodzaju ludzkiego w innych dziedzinach, nawet lotu na Księżyc. Poprzez kolor, czystość, wzajemne oddziaływania czarnych konturów, światła i cienia, naukowymi metodami zmuszam nieożywioną materię, to jest farbę, by emitowała energię, która odżywia ciało za pośrednictwem zmysłu wzroku.

 

Na Jamajce maluje mieszkańców wyspy, jej pejzaże, sceny rodzajowe, kwiaty, owoce, ryby. W palecie artysty widać fascynację barwami tropików i dynamiką życia. Jego twórczość  budzi coraz większe zainteresowanie. Wreszcie, po latach chudszych, nadchodzi uznanie i popularność. Obrazy Michała Leszczyńskiego-Lestera są cenione – i oceniane – coraz wyżej w galeriach Jamajki, USA i Londynu. Do jego domu i pracowni „The Anchorage” w Montego Bay, zaczynają zjeżdżać kolekcjonerzy sztuki z całego świata. W roku 1970 Michael Lester otrzymał dożywotnie członkostwo brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Sztuk, co dało mu prawo do umieszczania przed nazwiskiem liter FRSA – Fellow of the Royal Society of Arts.

* * *

 Dla uczczenia setnej rocznicy urodzin Michała Leszczyńskiego-Lestera,  28 maja 2006, w Galerii Narodowej Jamajki otwarta została wystawa zatytułowana Michael Lester: Picturing Paradise; A Centenary Tribute.
Złożyły się na nią prace należące do Galerii i wypożyczone z kolekcji prywatnych: 37 obrazów olejnych i akwareli powstałych w latach 1945-1972 oraz 17 rysunków z okresu 1945-1966.

Ekspozycji towarzyszył obszerny katalog. Znalazły się w nim artykuły: Jonathana Greenlanda – dyrektora Galerii i Davida Boxera – głównego kustosza Galerii, esej Lecha Krzyżanowskiego – historyka sztuki, wzięty z katalogu wystawy obrazów Leszczyńskiego w Gdańsku 1979, kalendarium życia Michała Leszczyńskiego-Lestera, spis wystawianych prac z dokładnymi opisami i sporo kolorowych, znakomitej jakości reprodukcji. Nakład katalogu był wystarczająco duży, by egzemplarze trafiły do bibliotek amerykańskich i brytyjskich.

Lester_Paradise_001_1_sm

 

* * *

 W Polsce kilkakrotnie organizowano wystawy obrazów Michała Leszczyńskiego, ale najwięcej dla popularyzacji życia i twórczości malarza zrobiło Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku, publikując w roku 2007 monografię Kennetha J. Jonesa Michał Leszczyński-Lester – marynarz i artysta.

 

Jones, dziennikarz mieszkający na Jamajce, przyjaciel Leszczyńskiego, zafascynowany jego życiem i twórczością, zawarł w swej pracy wszystko, czego Czytelnik – miłośnik morza i koneser malarstwa – chciałby się dowiedzieć o artyście i co chciałby zobaczyć w pierwszym kontakcie jego sztuką za pośrednictwem wydawnictwa albumowego.

Jest tam historia  niezwykłego życia Leszczyńskiego-Lestera, którego przodkiem w prostej linii był król Stanisław Leszczyński.

Jones, biograf dobry i wnikliwy, nie pominął szczegółów ani anegdot i zadał sobie wiele pracy, by dotrzeć do materiałów źródłowych, w Polsce, Wielkiej Brytanii i na Jamajce. Wykorzystał także zapiski samego Leszczyńskiego.

Podjąłem to zadanie – pisze Jones – w imię naszej przyjaźni, a także po to, by zwrócić uwagę odbiorców na jego twórczość. Choć Michał nie napisał autobiografii, sprządził wiele notatek, z których część, po pewnych zabiegach redakcyjnych, zamieszczam […]
Peggy przekazała Państwu Polskiemu duży zespół materiałów, obejmujący m.in. większość niepublikowanych prac Michała. Obecnie znajdują się one w zbiorach archiwaliów Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

W biografii notatki te cytowane są obficie – dodają jej wiarygodności i głębi, uzupełniają wątek anegdotyczny i są wartością samą w sobie, bowiem Leszczyński władał równie sprawnie piórem jak pędzlem.

Jones_Lester_okladka_001_sm

 

Polska edycja została przygotowana ze starannością i artystycznym smakiem, które mogą zadowolić gust najbardziej wybrednego bibliofila. Doskonałą jakość reprodukcji dopełnia piękną i fachową polszczyzną podane tłumaczenie Moniki Jankiewicz-Brzostowskiej, kustosza Muzeum. Tłumaczka zaopatrzyła ponadto tekst w przypisy o nieocenionej wartości merytorycznej i dokumentacyjnej. Tych przypisów pozbawiona jest angielska edycja książki Jonesa: wydana dwa lata później z równym pietyzmem, ustępuje wersji polskiej przez brak przypisów właśnie – jakże angielski wydawca mógł o nich zapomnieć?!

Szacunek budzi ogrom pracy dokonanej przez Jonesa przy zbieraniu materiału ikonograficznego. Album zawiera 98 kolorowych i 77 czarno-białych reprodukcji prac Leszczyńskiego-Lestera oraz 32 fotografie.

Ilustracje […] pochodzą z wielu rozmaitych źródeł. Właściciele prac Lestera przesyłali mi ich fotografie. Pewna ilość odbitek wykonana została z negatywów zdjęć, które Michał robił przed sprzedażą obrazów. Sam sfotografowałem wiele prac w Polsce, Anglii, USA i na Jamajce.

 

Rzecz niezwykła i budująca. Oto w dwóch językach ukazuje się ciekawie napisana monografia jednego z najwybitniejszych polskich malarzy marynistów XX wieku, którego twórczość znana jest i ceniona w świecie, a życiorys mógłby posłużyć za kanwę do kilku filmów. Wypełniony został kolejny kawałek fresku-mozaiki opowiadający o dziejach legendarnego już pokolenia, które zastało Polskę lądową, a zostawiało morską. Opisana została historia jednego z tych, którzy – uzdolnieni wszechstronnie niczym giganci Renesansu – byli jednocześnie najwyższej klasy fachowcami, artystami (Karol Olgierd Borchardt zostawił po sobie interesującą kolekcję obrazów) i pisarzami (proza Leszczyńskiego jest wysokiej próby, podobnie jak pamiętniki Mamerta Stankiewicza).

Rzecz smutna: osoba i dzieło Michała Leszczyńskiego-Lestera są znane tylko w wąskich kręgach, a jego biografia-album ma status wydawnictwa niszowego. Między innymi dlatego, że brakuje jej po prostu reklamy.

 

Trwa sezon regat. Organizatorzy nagradzają zwycięzców i uczestników pucharami, pamiątkowymi plakietkami. A może pomyśleliby nagrodzie, która nie tylko promuje artystę i jego dzieło, ale będzie ozdobą każdego księgozbioru lub… jego dobrym początkiem?

Album Kennetha J. Jonesa o Michale Leszczyńskim-Lesterze i jego twórczości jest wciąż do nabycia w obu wersjach językowych.

Bez żenady podkładam linki do odpowiednich stron pod podane niżej metryczki książek. I nie jest to żadna kryptoreklama, tylko otwarta zachęta do kupna czegoś, co warto kupić, a trzeba przeczytać i zobaczyć.

Kazimierz Robak
2 sierpnia 2013

 

Jones, Kenneth J. Michał Leszczyński-Lester – marynarz i artysta. Tłum. Monika Jankiewicz-Brzostowska; red. Anna Ciemińska. Gdańsk : Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku, 2007.

Jones, Kenneth J. Michael Lester : Artist Mariner 1906-1972 : His Life and Works. Panama : Focus Publications Int., S.A., 2009.

 

Źródło reprodukcji obrazów i rysunków Michała Leszczyńskiego-Lestera zamieszczonych poniżej:
<http://www.focuspublicationsint.com/lester/works/default.htm>

Lester_003 of 70 Lester_004 of 70 Lester_007 of 70 Lester_008 of 70 Lester_016 of 70 Lester_017 of 70  Lester_027 of 70 Lester_040 of 70 Lester_041 of 70 lester_042 of 70 Lester_049 of 70 Lester_050 of 70 Lester_053 of 70 Lester_054 of 70 Lester_058 of 70 Lester_059 of 70 Lester_060 of 70 Lester_066 of 70

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha