STS Pogoria – galeria portretów

Kazimierz Robak

Płynąć i widzieć

Pogoria w moim życiu zajmuje miejsce szczególne. Wszedłem na jej pokład po raz pierwszy w grudniu 1980 i od tego czasu była ona moim drugim domem przez wiele lat.

W połowie kwietnia tego roku otrzymałem od autora wystawy „Biało-czerwona na morzach i oceanach” miłą propozycję napisania kilku słów (dokładnie: „2400 znaków ze spacjami”) na planszę „STS Pogoria” i przysłania zdjęć z komentarzami na stronę internetową przedstawiającą Pogorię, wśród bohaterów wystawy.

Ów tekst (którego pierwodruk znajdziecie na stronie organizatorów wystawy) zamieszczam niżej. Dociekliwych informuję, że jest to wersja pierwotna, mająca 125 znaków (ze spacjami!) wiecej, niż ta na planszy wystawy plenerowej.

Szperanie w archiwum i komentowanie pogoriowych zdjęć obudziło miłe wspomnienia. Postanowiłem więc otworzyć galerię potretów Pogorii. Za uprzejmą zgodą autora i organizatorów powtórzę te, które już są przedstawione na wystawie „Biało-czerwona” i dodam kilka innych z archiwum własnego i przyjaciół.

 

STS „POGORIA”

Pogoria płynie swobodnie…”
Tak zaczyna się jedna z wielu piosenek o Pogorii, żaglowcu, o którym – podczas jego trwającej ponad trzy dziesiątki lat historii – powstało co najmniej tuzin książek, a liczba artykułów prasowych idzie w tysiące.

Narodziny Pogorii przypadły na rok 1980 – czas protestów i zmian, w miejscu będącym wówczas na pierwszych stronach gazet całego świata: Stoczni Gdańskiej. Ale nawet tam – w owych przemian epicentrum – rejowy żaglowiec był nowością, bo takich jednostek w Polsce wcześniej nie budowano.

Pogoria powstała jako pierwsza z serii kilkunastu żaglowców zaprojektowanych w pracowni inż. Zygmunta Chorenia. Inicjator jej budowy, kpt. Krzysztof Baranowski, miał już wtedy pomysł stworzenia Szkoły Pod Żaglami, łączącej naukę szkolną z żeglugą w dalekim rejsie – stąd nadbudówka dziobowa Pogorii została zaprojektowana jako klasa szkolna. Spartańsko urządzone wnętrze żaglowca nie przeszkadzało co prawda złym językom w puszczaniu plotek o luksusach panujących „na jachcie” i konieczności jego sprzedaży, ale na szczęście na plotkach się skończyło.

Pogoria w swój pierwszy dalszy rejs popłynęła na „Operację Żagiel 1980”, skąd młodzieżowa załoga z „Bractwa Żelaznej Szekli”, dowodzona przez kpt. Baranowskiego, przywiozła tytuł najszybszej jednostki regat.

Pierwszym transatlantyckim rejsem Pogorii była wyprawa do polskiej stacji antarktycznej im. Henryka Arctowskiego zbudowanej na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandy Południowe (1980-12-07 – 1981-04-17, kpt. K. Baranowski) połączona z transportem polarników. Ówczesna załoga szybko stała się zgranym zespołem – w przenośni i dosłownie, bo piosenki, które powstały w trakcie żeglugi złożyły się na „Śpiewnik antarktyczny”, dziś biały kruk wśród żeglarskich wydawnictw.
Uczestnicy kadry antarktycznej organizowali z Krzysztofem Baranowskim pierwszą polską Szkołę Pod Żaglami (1983/84) i International Class Afloat (dla uczniów z USA, ZSRR i Polski, 1988/89). Spotkać ich można wciąż wśród oficerów i dowódców barkentyny.

Polską banderę Pogoria zaniosła na wszystkie oceany i kontynenty. Biało-czerwona łopotała na jej rufie w Reykjaviku i Ushuaia, na Malediwach i na chilijskiej Wyspie Robinsona, w Nowym Jorku i Bombaju, na trawersie przylądka Horn i na Wielkich Jeziorach Amerykańskich.

Barkentyna wciąż pływa z młodzieżą. Od 1995 jej armatorem jest STA Poland – filia Sail Training International, która edukuje młodych ludzi przez pełnomorską żeglugę i organizuje regaty wielkich żaglowców „Operacja Żagiel”.

Kazimierz Robak

Ten sam (prawie) tekst w wersji angielskiej

 

Galerię otworzą dwa zdjęcia, które między sobą nazywamy „Pogoria jasna” i „Pogoria ciemna”. Oba zostały zrobione 30 marca 1984, w pobliżu Kapsztadu (na fotografii „jasnej” widać w tle Górę Stołową) podczas rejsu pierwszej Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego.

 

1984-03-30_Pogoria_i_Gora_Stolowa_01_fot_Andrzej_DrapellaFot. Andrzej Drapella

 1984-03-30_STS_POGORIA_fot_Kazimierz_Robak

Fot. Kazimierz Robak

 

Rejs antarktyczny Pogorii zaczął się w grud­niu 1980. Przed wyjściem w morze głównym zadaniem kolejnych wacht było odśnieżanie, bo śnieg padał i padał. Ale zajęcia z szuflą były relaksem w porównaniu z tym, co zaczęło się dziać po wyjściu z Zatoki Gdańskiej.

 

1980-12-07_1_fot_Kazimierz_Robak_245
Fot. Kazimierz Robak

 

1980-12-07_2_fot_Kazimierz_Robak_246
Fot. Kazimierz Robak

 

Po niespełna dwóch miesiącach Pogoria wpłynęła na wody antarktyczne.

1981-02-03_fot_Kazimierz_Robak_Icebergi_1_2171802-R1-E002a
Fot. Kazimierz Robak

 

1981-02-03_fot_Kazimierz_Robak_Icebergi_2_2171802-R1-E003aFot. Kazimierz Robak

 1981-02-03_fot_Kazimierz_Robak_Icebergi_3_2171802-R1-E004
Fot. Kazimierz Robak

 

W Zatoce Admiralicji, nad którą zbudowano stację im. Henryka Arctowskiego, Pogoria rzuciła kotwicę 4 lu­te­go 1983. Jest  na 62. stop­niu szero­kości południowej (dokładne współrzędne stacji: 62°09’45”S, 58°27’45”W).

 1981-02-06_fot_Zbigniew_Studzinski_u22a
Fot. Zbigniew Studziński

 

Krzyż na zboczu, który widać na zdjęciu niżej, stoi na grobie przyrodnika, pisarza i fotografa Włodzimierza Puchalskiego, który zmarł w czasie pracy nad kolejnym reportażem na Wyspie Króla Jerzego 19 stycznia 1979 i tam został pochowany. Na jego książkach wychowało się kilka pokoleń, które autor zaraził pasją „bezkrwawych łowów” – z aparatem fotograficznym zamiast strzelby.1981-02-06_Pogoria_grob_W_Puchalskiego_fot_Zbigniew_Studzinski_14b

Fot. Zbigniew Studziński

 

W Stanley, stolicy Falklandów, Pogoria stała dwa dni (12 i 13 lute­go 1981). Wracającej z wód antarktycznych załodze miasto wydawało się oazą spokoju.
2 kwietnia 1982, rozpętała się tam wojna, podczas której zginęło prawie tysiąc ludzi, zniszczone zostało kilkanaście okrętów i kilkadziesiąt samolotów.
Tak – rok przed wojną – wyglądało Stanley z rei Pogorii.
Nie jest to, rzecz jasna portret żaglowca (raczej „portret z żaglowca”), ale w opowieści o dawnych rejsach Pogorii pobytu na Falklandach nie może zabraknąć. Te wyspy przez kilka stuleci były oazą, a samo Stanley (o bardzo trudnym nawigacyjnie wejściu) – mekką żaglowców w drodze wokół przylądka Horn.
Starsi mieszkańcy Falklandów, którzy jeszcze pamiętali złoty wiek żagli, patrzyli na naszą barkentynę ze wzruszeniem i mówili, że był to pierwszy od dziesięcioleci duży żaglowiec, który zawinął do ich portu. I dziękowali kapitanowi za dotrzymanie obietnicy, bo Krzysztof Baranowski, który był w Stanley Polonezem w 1973, obiecał, że powróci prawdziwym rejowcem.

1981-02-12_Stanley_Falklandy_fot_Ryszard_Mokrzycki_smFot. Ryszard Mokrzycki

 

Postój w Rio de Janeiro (25-27 lute­go 1981).

1981-02-26_fot_Kazimierz_Robak_Rio_2171802-R1-E009_a_smFot. Kazimierz Robak

 

W marcu (1981) na Atlantyku dopadł nas sztorm.

A więc wreszcie to, na co czekali wszyscy. Przywiał nam sztorm – jakie szczęście, że od rufy. O drugiej w nocy – alarm „do żagli!” Uderzani podmuchami niosącymi ze sobą ściany wody zrzucaliśmy grota i sztaksle. Dziób otwierał przed sobą szeroki korytarz, wodne odkosy waliły się na pokład, a Pogoria rwała jak na skrzydłach. Dziewięć, dziesięć, jedenaście węzłów – leciały meldunki z rufy. Szalona doprawdy jazda, jakiej już dawno nie zażywaliśmy. A później – niekończące się dyskusje w mesie przy herbacie, mimo że to środek nocy. Prognozy, obliczenia – kiedy miniemy Azory, kiedy La Manche, kiedy Kiloński? Kiedy Gdynia? I – jak nieodłączny refren wszystkich wysłuchanych w tym czasie relacji radiowych – co czeka nas w kraju?
Rano wita nas słońce, ale ocean… Jakże jest inny! Głębokie fale kołyszą nami tak, że ledwie możemy ustać na nogach. Na nich białe grzywy, które w zderzeniu z burtami strzelają w górę śnieżnobiałymi gejzerami. I wciąż ponad 10 węzłów na logu, a na kompasie kurs NE, prosto w La Manche.

[Robak, Kazimierz. Pogorią na koniec świata. Gdańsk : Wydawnictwo Morskie, 1983, s. 131]

Sztorm – sztormem, ale najważniejszym elementem na tym zdjęciu jest sylwetka pingwina namalowana na nadbudówce: Pogoria wraca z Antarktyki!

1981-03_Atlantyk_rejs_antarktyczny_3_fot_Andrzej_MakacewiczFot. Andrzej Makacewicz

 

Trzy impresje poniższe wyszły spod obiektywu Ryszarda Halby – biologa (zoologia kręgowców), naukowca z Instytutu Ekologii UW, który na Stacji Arctowskiego spędził zimę i wracał Pogorią do Polski. Ryszard jest fotografem znakomitym – te zdjęcia mówią więcej o żegludze w tropikach niż tysiące słów. I dlatego znalazły się w galerii potretów Pogorii.

1981-03_fot_Ryszard_Halba_62_smFot. Ryszard Halba

1981-03_fot_Ryszard_Halba_68_A_smFot. Ryszard Halba

1981-03_fot_Ryszard_Halba_70_smFot. Ryszard Halba

 

Trzeba dokładnie przyglądać się mapie Morza Śródziemnego, by między Kretą a Peloponezem znaleźć półksiężycowaty kształt Santorini – największej wyspy mini-archipelagu Thira. Są to resztki dawnej wulkanicznej wyspy, która praktycznie wyleciała w powietrze podczas eksplozji wulkanu, ok. 1600 p.n.e. Wybuch był tak potężny, że nie tylko zostawił ślady w Biblii (egipskie ciemności i krwawa woda w Nilu), nie tylko wywołał tsunami o fali dochodzącej prawdopodobnie do dwustumetrowej wysokości, która spustoszyła Kretę i nadwyrężyła cywilizację minojską, ale zapisał się również w pniach drzew na kontynencie amerykańskim i w grenlandzkich lodowcach.
Mikroskopijna na mapie wyspa wcale nie jest taka mała w rzeczywistości. Dwa zdjęcia poniżej przedstawiają Pogorię na tle Nea Kameni – niezamieszkałej wyspy, powstałej z lawy wypiętrzonej w środku kaldery i korkującej (na razie!) podwodny wylot komina wulkanu. Tam, gdzie na zdjęciu kotwiczy Pogoria, przed wybuchem był wypiętrzający się wulkaniczny stożek wyspy o promieniu ok. 10 kilometrów.

1983-11-24_Thira_002_fot_Kazimierz_Robak_smFot. Kazimierz Robak

1983-11-24_Thira_004_fot_Kazimierz_Robak_smFot. Kazimierz Robak

 

Pogorii portret kolejny pochodzi z Malediwów (luty 1984).
Według folderów turyści mogli się poruszać po wyspach archipelagu swobodnie, w praktyce – tylko na wytyczonych przez rząd i policję trasach.
Pierwsza Szkoła Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego miała szczęście podwójne, na co – jak sądzę – miała wpływ flaga ONZ powiewająca spod salingu, bo rejs odbywał się pod patronatem UNESCO (o czym zapewnił polski oddział tej ONZ-owskiej organizacji).
Władze Republiki Malediwskiej pozwoliły Szkole zająć na dwa tygodnie bezludną wyspę Weli (w Północnym Atolu Ari), oddaloną od wyspy stołecznej Male o dobre 10 godzin żeglugi. A dwaj przydzieleni opiekunowie (do końca nie było jasne, jakie instytucje reprezentowali) okazali się miłymi młodymi ludźmi, którzy szybko zaprzyjaźnili się z załogą, ucząc jak piec ryby w piasku plaży, jak splatać maty z liści palmowych i co najlepiej gotować w tropikalnych warunkach.
Tak wygladała codzienna odprawa poranna, na ogół przed zajęciami z nurkowania swobodnego.
Odprawę prowadzi „Makac” – Andrzej Makacewicz.
Wśród ówczesnych uczniów widzę dzisiejszych: dwóch dyrektorów, dwóch ordynatorów, ambasadora RP, dwójkę profesorów uniwersyteckich i kapitana Pogorii (po znajomości będzie po nazwisku: Krzysztof Grubecki), który w 2012 dowodził barkentyną w rejsie kolejnej Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego.

1984-01-31_02-07_Malediwy_Weli-Du_02_fot_Kazimierz_Robak_smFot. Kazimierz Robak

 

Damy przy porannej toalecie to temat w malarstwie częsty i wdzięczny. Poranna toaleta Pogorii czasem wyglądała właśnie tak:

1984-05_Atlantyk_fot_Kazimierz_Robak_smFot. Kazimierz Robak

 

Tu jest portret prawdziwy, choć farba olejna położona została nie na płótnie, a na murze.
W porcie Horta, na wyspie Faial w Archipelagu Azorskim, wzdłuż kei ciągnie się mur, na którym załogi cumujących jachtów zostawiają malowane wizytówki swoich rejsów.
Naszą, 21 maja 1984, wymalował Julek Gojło (na samej górze trzeci od lewej).
Stojący z prawej strony dwaj faceci w czerwono-czarnych ubraniach to nie przebierańcy, tylko Geograf i bosman Stach Choiński, którzy przed chwilą, w piankach nurkowych, sprawdzali stan części podwodnej kadłuba Pogorii.

1984-05-21_Horta_fot_Kazimierz_Robak_smFot. Kazimierz Robak

 

 

Cztery lata później Pogoria wróciła na Malediwy. W Polsce o szkole kształtującej charaktery na morzu nie chciał nikt słyszeć, pomysł podchwycili za to Kanadyjczycy: West Island College z Montrealu skopiował dokładnie przedsięwzięcie Krzysztofa Baranowskiego i zaczął wysyłać (wysyła do dziś) swych studentów na naukę połączoną z obsługą żaglowca. Przez pierwsze kilka lat jednostką flagową montreal­skiej uczelni była czarterowana Pogoria, obsługiwana przez polskich nawigatorów i mechaników.
Autorem czterech zdjęć niżej jest Wojciech Jacobson, II oficer Pogorii w rejsie z kanadyjską Class Afloat 1987/88.
Dwa – z malediwską dhoni na pierwszym planie – zostały zrobione 31 stycz­nia 1988 z brzegu wysepki Kudabandos, koło większej Bodubandos, w atolu Kaafu, tuż obok wyspy stołecznej – Malé.
Zdjęcie z dziećmi zrobiłem 5 lute­go 1988, w atolu Southern Maalhosmadulu, koło wyspy Hedufuri, gdzie stanęliśmy na kotwicy. Dzieci przypłynęły wpław z wyspy Eydhafushi. […] na wyspie wioska, ładne murowane domy, kilka tysięcy mieszkańców, czysto, porządek – z zapisu wyjętego z notatnika Wojciecha Jacobsona ostały się jeno daty. Nazwy wysp Wojtek miał zapisane inne. Ja starałem się je zweryfikować z mapami współczesnymi – i wyszedł z tego taki galimatias, że na razie wolę go nie ruszać, bo już się wszystko pomyli dokumentnie. Gdy dojdziemy do ustaleń wiążących, ten akapit zostanie zmieniony. W każdym razie nazwa atolu się zgadza.

1988_Malediwy_Canadian_Class_Afloat_1_fot_Wojciech_JacobsonFot. Wojciech Jacobson

1988_Malediwy_Canadian_Class_Afloat_2_fot_Wojciech_Jacobson_smFot. Wojciech Jacobson

1988_Malediwy_Canadian_Class_Afloat_fot_Wojciech_Jacobson_smFot. Wojciech Jacobson

 

Zdjęcie następne pochodzi z tego samego rejsu. Pisze Wojciech Jacobson:

Mam oryginalne przezrocze. Według mnie było robione w r. 1988 na Oceanie Indyjskim na przelocie z Singapuru do Gdyni, na odcinku między Bombajem a Zatoką Adeńską. Pogoda była idealna, słaby monsun NE.
Zdjęcie robił najprawdopodobniej Bob Washer – midshipman załogi kanadyjskiej. Wtedy byłem też na pontonie, który prowadził Wicio Zamojski, robiłem zdjęcia „na przezrocza”, ale nie przysięgnę, że akurat to jest moje. Muszę sprawdzić, czy fotka nie jest na Orwo-Chromie, wtedy byłaby z mojego aparatu. W każdym razie: „z archiwum W.J.”

1988_Pogoria_Indyk_Bombaj_Zat_Adenska_fot_Bob_Washer_problFot. Bob Washer (?). Z archiwum Wojciecha Jacobsona.

 

Gdy podsunięty przez Krzysztofa Baranowskiego pomysł Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami (International Class Afloat), pod hasłem „Uczmy się razem żyć i pracować”, podchwycili z entuzjazmem Amerykanie i władze Komsomołu, już wtedy w szczytowej fazie Gorbaczowowskiej pieriestrojki, władzom PRL (rządowym i żeglarskim) nie wypadało powiedzieć nic innego niż „tak”.
Z trzydziestką uczniów z trzech państw, w rejs dookoła Ameryki Południowej, Pogoria wypłynęła 1 września 1988 r. z Gdańska. Tym razem obowiązywał system semestralny: 15 grud­nia 1988, w połowie roku szkolnego, w argentyńskim porcie Ushuaia na Ziemi Ognistej, najdalej na południe wysuniętym mieście świata, odbyła się wymiana załogi.

1988-12-15 - Ushuaia_phot_K_Robak_013Fot. Kazimierz Robak

1988-12-15_Ushuaia_fot_Kazimierz_Robak_024Fot. Kazimierz Robak

 

Po dwutygodniowym sztormowaniu wokół przylądka Horn (trawers: 22 grud­nia 1988, 10:00 LT) , Pogoria wzięła kurs na północ, w stronę Kanału Panamskiego. Po drodze, 13-15 stycz­nia 1989, stanęła na kotwicy w Zatoce Cumberland (Bahía Cumberland) chilijskiej Wyspy Robinsona Cruzoe (Isla Robinson Crusoe). Tam, w latach 1704-1709, mieszkał samotnie Alexander Selkirk, pierwowzór bohatera powieści Daniela Defoe Robinson Crusoe, opublikowanej w 1719.

1989-01-15_Robinson Crusoe Island 22_phot_M_Chmielewski_1_smFot. Mariusz Chmielewski

1989-01-15_Robinson_Crusoe_Island 23_phot_M_Chmielewski_2_smFot. Mariusz Chmielewski

 

Układ bander jest czytelny: polski statek (bandera polska powiewa na rufie) ma na pokładzie obywateli USA i ZSRR, a znajduje się na wodach terytorialnych Stanów Zjednoczonych. W tym momencie pod podniesionym mostem w porcie Jacksonville na Florydzie (14 mar­ca 1989).

1989-03-14_Jacksonville, FL 3_phot_M_Chmielewski_smFot. Mariusz Chmielewski

 

Miesiąc później (15 kwiet­nia 1989) Pogoria, pod podniesionym Tower Bridge, wpływała Tamizą do Londynu.

1989-04-15_London_005_fot_Kazimierz_RobakFot. Kazimierz Robak

 

Na poniższym zdjęciu Pogoria jest tłem, ale tłem wyjątkowym. Sądzę, że to zdjęcie powinno się znaleźć zarówno w kronice zespołu Piastowie ze Sztokholmu, którego tancerki i tancerze chyba nigdy wcześniej ani później nie występowali w tak oryginanej scenerii, jak i w kronice barkentyny, która nigdy nie była tłem dla równie oryginalnych występów.
Dla porządku: zespół na sztokholmskiej ulicy spotkał (23 kwiet­nia 1989) i na pokład zaprosił bosman i nauczyciel informatyki Ryszard Mokrzycki, pląsy zaś odbyły się na kei tylko dlatego, że wycinanie hołubców na pełnym lin pokładzie groziło wiadomo czym.

1989-04-23c_Stockholm_006_Piastowie_fot_Kazimierz_RobakFot. Kazimierz Robak

 

Oficjalne zakończenie rejsu Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego odbyło się 10 maja 1989 w mieście, które wówczas nazywało się Leningrad, a dziś wróciło do nazwy Sankt Petersburg. Znaczenia słów „oficjalne” i „prawdziwe” rzadko się pokrywają: prawdziwe zakończenie rejsu nastąpiło 19 maja 1988 w Gdyni.
Na zdjęciu: parada całej załogi przed burtą Pogorii cumującej do nabrzeża na Newie w Leningradzie. Dalej stoi ORP Iskra II, która przypłynęła z wizytą kurtuazyjną, by powitać wracającą z 249-dniowego rejsu siostrzaną jednostkę.

1989-05-10_Leningrad_fot_Kazimierz_Robak_023Fot. Kazimierz Robak

 

Kadra i uczniowie Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami kpt.  Baranowskiego byli podejmowani w czasie rejsu przez głowy państw, prowincji i stanów. Niemniej jednak sytuacja się powtórzyła. W Polsce pomysł morskiej szkoły charakterów nie zainteresował nikogo z tzw. czynników odpowiedzialnych za edukację, zaś Kanadyjczycy tylko na to czekali: natychmiast wyczarterowali Pogorię – z polską załogą – na cały rok szkolny dla swoich studentów.
Na zdjęciu pierwszym – Pogoria, z piątą kanadyjską Class Afloat, okrąża w grud­niu 1991 Przylądek Dobrej Nadziei.
Zdjęcie drugie Wojciech Jacobson zrobił podczas postoju w Hout Bay (RPA). W notatniku zapisał: „Pogoria” była wtedy największą jednostką w porcie, a manewry w basenie były majstersztykiem Andrzeja Straburzyńskiego.
Na trzecim: Pogoria opuszcza Hout Bay (RPA).
Na czwartym, w stycz­niu 1992 – Pogoria na redzie Jamestown, głównego miasta wyspy Święta Helena.

1991_Pogoria_kolo_Przyladka_Dobrej_Nadziei_arch_W_Jacobson_A_smFotografia lotnicza, z archiwum Wojciecha Jacobsona
1991_Pogoria_Hout Bay_1_F1000007_fot_W_Jacobson_sm

1991_Pogoria_opuszcza_port_Hout_Bay_RPA_arch_W_Jacobson_smFot. z archiwum Wojciecha Jacobsona

1992_Pogoria_St_Helena_fot_W_Jacobson_smFot. Wojciech Jacobson

 

4 lipca 2000, w dniu narodowego święta Stanów Zjednoczonych, Pogoria brała udział w paradzie żaglowców na wodach rzeki Hudson przy nowojorskiej części Manhattanu. Kilkanaście miesięcy później to zdjęcie miało już zupełnie inną wartość dokumentalną.

2000-07-04_NYC_004a2Fot. Grażyna Walczak

 

Dwa ładne lotnicze portrety Pogorii, zrobione 27 czerw­ca 2008 na francuskich wodach terytorialnych, zostały strzelone z samolotu Marine nationale française.

STS Pogoria, Fot. Marine nationale française, 2008-06-27Fot. Marine nationale française

2008-06-27_Pogoria_2_Fot_Marine_nationale_française_smFot. Marine nationale française

 

W 20. rocznicę rozpoczęcia Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami kpt.  Baranowskiego, większość uczestników tamtego rejsu spotkała się na Pogorii i pod dowództwem Kapitana wypłynęła w tygodniowy rejs po Morzu Liguryjskim.
Na zdjęciu: Pogoria na cumach w korsykańskim porcie Bonifacio (18 listo­pa­da 2008).

2008-11-18_Bonifacio_DSC02936_fot_Konrad_DucFot. Konrad Duc

 

W archipelagu Wysp Liparyjskich na Morzu Tyrreńskim najbardziej na południe wysunięta jest Isola di Vulcano.
W  rejsach po Morzu Śródziemnym Pogoria jest tam częstym gościem. To zdjęcie zostało zrobione w roku 2009.

2009_POGORIA_Vulcano_Island_fot_Aleksandra_ChwaliszFot. Aleksandra Chwalisz

 

W tym samym roku, na wodach polskich Pogoria brała udział w paradzie żaglowców: podczas współczesnej parady żagle stawia się niezależnie od kierunku wiatru, bo i tak wszystkie jednostki płyną na silnikach. Właśnie dlatego żagle rejowe barkentyny „pracują wstecz”.

2009-04-14_fot_afleksFot. afleks.flog.pl

 

Znów Korsyka i znów Bonifacio. Tym razem w stycz­niu 2011.

2011-01-11_Korsyka_1_fot_K_GrubeckiFot. Krzysztof Grubecki

 

W portach Pogoria ze swoją niską burtą nie rzuca się w oczy od strony nabrzeża, ale i od strony wody często ginie na tle dźwigów i kominów.

2011-01-19_fot_Aleksandra_Chwalisz_IMG_7037lev_smFot. Aleksandra Chwalisz

 

Przeczytałem gdzieś niedawno, że „na pierwszy rzut oka Pogoria to plątanina kolorowych sznurków i płócien o przedziwnych nazwach”.
Tu akurat postawiony jest grotsztak­sel, sznurkowa drabina to prawobur­towe wyblinki na wantach grotmasz­tu, zaś żagiel zasłania fokmaszt, z którego widoczne są jedynie końcówki rej i kawałek marsa.

2011-01-23_fot_Aleksandra_Chwalisz_IMG_7293_smFot. Aleksandra Chwalisz

 

Jednym z najczęściej powtarzanych w reportażach marynistycz­nych zwrotów jest: „przed dziobem otworzył się…” albo „koniec bukszprytu wskazywał na…”.
Właśnie tak.

2011-01-27_fot_Aleksandra_Chwalisz_IMG_8132Fot. Aleksandra Chwalisz

 

Czerwiec 2011 we francuskim porcie.

2011-06-27_fot_Aleksandra_Chwalisz_IMG_7625_smFot. Aleksandra Chwalisz

 

Kapitan Daru Młodzieży, Tadeusz Olechnowicz, komentując spotkanie PogoriiDaru na Oceanie Indyjskim (4 stycz­nia 1984, na pozycji 11°09,7’N; 068°24’E), napisał: Nie zazdroś­ci­łem kapi­ta­nowi Baranowskiemu. Wielka odpo­wie­dzial­ność ciąży na kapi­tanie tak małej jednostki

.                                                                 Dar Młodzieży           Pogoria
długość (z bukszprytem):                               108,8 m               46,8 m
szerokość:                                                               14 m                    8 m
Maksymalna wys. masztów:                                50 m                 32 m
zanurzenie:                                                              6,6 m                3,8 m
wyporność:                                                            2946 t                 342 t
pow. ożaglowania:                                            3015 m2          1000 m2
moc napędu pomocniczego:                     2 x 750 KM           348 KM

Jak to wygląda w praktyce przedstawiają poniższe zdjęcia, zrobione 25 lipca 2011 w pobliżu Wysp Szetlandzkich, podczas Operacji Żagiel (Tall Ships’ Races).
Na obu za Pogorią jest Mir – zaprojektowany przez Zygmunta Chorenia i zbudowany w 1987 w Stoczni Gdańskiej, pływający pod banderą rosyjską bliźniak Daru Młodzieży (który na pierwszym zdjęciu jest schowany na trzecim planie), więc proporcje widać dokładnie.

Pogoria - Mir - Dar MlodziezyFot. Sean Rathbone

Pogoria - MirFot. Sean Rathbone

 

Dwa zdjęcia uzasadniają jedno z głównych przykazań obowiazujących na Pogorii:
liczy się tylko praca zespołowa; ani żagli rejowych, ani trójkątnych, a praktycznie nawet żadnej liny nie da się obsłużyć pojedynczo. Im szybciej załoga nauczy się pracować razem, tym szybciej opanuje technikę żeglowania.

2011-09-25_fot_Krzysztof_Grubecki_12_IMG_2106_smFot. Krzysztof Grubecki

2011-09-27_fot_Krzysztof_Grubecki_35_IMG_2238_smFot. Krzysztof Grubecki

 

Pogoria widziana z pokładu przepływającego obok statku (26 kwietnia 2012):

2012-04-26_Pogoria-343_fot_Señalero_bisFot. Señalero bis

 

I dwa zdjęcia najnowsze, ze stycznia 2013: Pogoria w korsykańskim porcie Calvi i nocą w Nicei.

2013-01-31_Calvi_fot_Krzysztof_Grubecki_smFot.Krzysztof Grubecki.

2013-01-19_fot_Arkadiusz_Rogowski_DSC_5600Fot. Arkadiusz Rogowski

 

Kazimierz Robak
5 czerwca 2013

 

 

Calendar

« March 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Zima

– Śnieg pada zimą. Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm…
– Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. Ale nawet do najlepszej odpowiedzi zawsze da się coś dodać. Nie odejmować, a dodać.

* * *

Od kiedy pamiętam, słowo „zima” wywołuje u mnie zawsze jedno skojarzenie: widzę wtedy obraz Myśliwi na śniegu (1565) Pietera Breughla Starszego.
Nie wiem, dlaczego. Ani nie jest to mój ulubiony obraz, ani nie chadzam na polowania, zima też (do przeprowadzki na Florydę) nie była moją ulubioną porą roku – ale fakt jest faktem, niezależnie od tego, jak bardzo bym się sam sobie dziwił.
Zdziwienie jest tym większe, że pamięć podsuwa detal, a nie jest nim ani biała płaszczyzna śniegu na pierwszym planie, ani skulone trzy sylwetki (z których jedna ledwo widać) łowców wracających z jednym marnym lisem i zmęczonymi, kulącymi ogony pod siebie psami, ani ludzie przy ogniu, ani nawet łyżwiarze na sadzawce. Detalem tym jest lecąca sroka, czarnym krzyżem nakładająca się na górski krajobraz.
Że to sroka – choć na drzewach siedzą wrony i być może kawki – wnioskuję po ogonie. I po innym obrazie Breughla Starszego – Pejzaż z szubienicą, mającego też inny tytuł: Sroka na szubienicy (1568). Sroki są tam nawet trzy: ta tytułowa siedzi na belce rusztowania, druga – na kamieniu obok, a trzecia leci. Sroki lubią towarzystwo. Breughel lubił sroki. Ja też je lubię.

„Schematyzm” – powiedział kolega po przeczytaniu tego fragmentu. – „Stereotypy. Jest zima, to musi być Breughel. Czterysta pięćdziesiąt lat, to co chcesz? Odwiecznych praw natury nikt nie zmieni.”

* * *
Zima – jedna z czterech podstawowych pór roku
w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Na półkuli północnej charakteryzuje się najniższymi temperaturami powietrza w skali roku, umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego, zazwyczaj zestaloną (zamarzniętą) formą opadu i osadu atmosferycznego,
a większość świata roślin i zwierząt przechodzi okres uśpienia.

Za zimę klimatyczną przyjmuje się okres roku (następujący po jesieni), w którym średnie dobowe temperatury powietrza spadają poniżej 0°C (32°F).
Zasadniczo zimę poprzedza jesień, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy - przedzimie.

Zima astronomiczna na półkuli północnej rozpoczyna się
w momencie przesilenia zimowego (w 2016 – 21 grudnia)
i trwa do momentu równonocy wiosennej (w 2017 – 20 marca). Daty przesilenia i równonocy są zmienne, czasem wypadają dzień wcześniej lub dzień później,
a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień.
Podczas zimy astronomicznej dzienna pora dnia jest krótsza od pory nocnej, jednak z każdą kolejną dobą dnia przybywa,
a nocy ubywa.

W dniu przesilenia zimowego, przypadającym na grudzień, Słońce góruje w zenicie nad półkulą południową na szerokości zwrotnika Koziorożca. Na półkuli północnej jest to najdłuższa noc
(i najkrótszy dzień) w roku.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia zimowego w centrum Warszawy – na 52°14' szerokości geograficznej północnej – wynosi 14°20'.

Przesilenie zimowe w większości kultur było okazją do świętowania „odradzania się Słońca”.
W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji – narodziny Mitry, boga Słońca. Plemiona germańskie obchodziły Jul, Słowianie – Święto Godowe.
Chrześcijaństwo, od IV w., obchodzi zimą – 25 grudnia – dzień urodzin Jezusa. Dlaczego akurat 25 grudnia – różnie powiadają o tym, ale zamieszanie z datami zaczęło się dopiero po zastąpieniu niedokładnego (wobec Słońca i Księżyca) kalendarza juliańskiego nowocześniejszym kalendarzem gregoriańskim.
Na Zachodzie, gdzie kalendarz gregoriański przyjął się niemal od razu, pozostano przy nominale daty, bez względu jak się to miało do wyliczeń dawniejszych, zatem Boże Narodzenie wypada tam 25 grudnia. Na Wschodzie w liturgii obowiązuje starodawny kalendarz juliański, ale życie świeckie toczy się wg obowiązującego kalendarza gregoriańskiego. Stąd juliański 25 grudnia przypada na gregoriański dzień 7 stycznia.
Dwa tygodnie wielkiej różnicy nie czynią, świętować można podwójnie – grunt, że obie daty zimowe są.

Od czasów rzymskich, dokładnie od 46 r. p.n.e. w zimie, 1 stycznia, obchodzony jest również początek nowego roku.

W dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej, wypadającym w marcu, Słońce góruje w zenicie nad równikiem
i przechodzi przez punkt Barana. Na półkuli północnej zima się wtedy kończy i rozpoczyna się wiosna. Teoretycznie.
Istnieje bowiem nordycka przepowiednia o tym, że pewnego razu przyjdzie Wielka Zima trwająca trzy lata – Fimbulvinter, która poprzedzi zmierzch bogów – Ragnarök. Że przy okazji zginą ludzie, jest oczywiste, a Normanowie podali to dodatkowo we własnej stylistyce: głód nastanie tak straszny, że ludzie zjedzą się nawzajem, lądy najpierw spustoszy ogień, a później zaleje morze – czyli nastąpi koniec świata.
Czyli, wypisz wymaluj, Wikingowie stworzyli obraz termonuklearnej zimy.
Jest też co prawda akcent optymistyczny, a jakże: po tym wszystkim nastanie era szczęśliwości i nowy świat, bo ponoć jedna para ludzka ocaleje. Pozostaje tylko pytanie: i po co to wszystko?

Jeśli ktoś się chce utrzymać w klimacie i to bez happy endu, niech przeczyta powieść Nevila Shute'a Ostatni brzeg (1957), albo obejrzy jedną z dwóch jej adaptacji filmowych. Moim zdaniem ta starsza (1959), z Gregorym Peckiem, Avą Gardner i Anthonym Perkinsem, jest lepsza.

* * *

Zima to słowo wywodzące się niemal wprost z naszej językowej przeszłości.
Etymologicznie jego najbliższy krewniakiem jest słowo himā (हिमा) ‘mróz, chłód, śnieg’ (Himalaje to ‘dom chłodu / mrozu / śniegu’), które zachowało się w sanskrycie, najstarszym zapisanym (z należących do wspólnoty praindoeuropejskiej) języku, w wersji wedyjskiej sięgającym połowy drugiego tysiąclecia p.n.e.
W hindi himā to również ‘lód’.

Zima w językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
:

białoruskiзіма [zima]
bośniackizima
bułgarskiзима [zima]
chorwackizima
czeskizima
kaszubskizëma
litewskižiema
łatgalskizima
łużycki (dolny)zyma (też: zymje)
łużycki (górny)zyma
łotewskiziema
macedońskiзіма [zima]
rosyjskiзима [zima]
serbskiзима [zima]
słowackizima
słoweńskizima
ukraińskiзима [zima]
żmudzkižėima

Zadziwiająca jednomyślność!

Przysłowia związane
z zimą:

Będzie zima, będzie mróz,
będzie ptaszek jajka niósł.

Deszcze Michałowe
prawią w zimie powietrze zdrowe.

Gdy tęga zima nastanie
w pierwiotku adwentu,
ośmnaście tygodni
nie spocznie ani momentu.

Idzie zima, a tu butów nie ma.

Idzie zima,
a tu chleba nie ma;
mój Ty Panie z nieba,
daj nam chleba.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Jaka zima, takie lato.

Kafla z pieca, szybki z okna,
a tu zima, butów ni ma.
[t.j. zbytków mu się zachciewa, a butów nie ma]

Kiedy się liść gęsto trzyma,
nie tak prędko będzie zima.

Kiej w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto zimie próżnuje, ten lecie musi być leniwy.

Na modrzewiu zima
niedługo trzyma.
[Góralskie: śnieg, gdy spadnie zanim modrzew zrzuci igły, zniknie prędko, bo na nich nigdy nic leży długo.]

Na świętego Grzegorza [12 marca]
idzie zima do morza.

Połowa zimy, połowa pastwy.

Późna zima długo trzyma.

Słaba zima, kiepskie lato.

Spyta cię zima zarazem:
byłżeś w lecie gospodarzem?

W pierwszym tygodniu
pogoda stała,
będzie długo zima biała.

W zimie koła, w lecie sanie robić.

W zimie odkryte ucho,
to w lecie sucho.

W zimie: komin nam ojcem,
fajerka matką,
kożuch dobrodziej,
a zapiecek chatką.

Zima następuje tęga,
póki głowy twej nie sięga;
postaraj się o barana,
a chwal niebieskiego Pana.

Zima nie jednemu zajrzy pod napiętki.
[niejednemu dokuczy, da się we znaki]

Zima nie pyta, gdzie się lato podziało.

Zima, jak w psiarni.

Zimą to człek siedzi doma,
albo pije gdzie u kuma.

Zimę uśmierza wiosna,
wiosnę lato niszczy.

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

(na samej górze był Ionesco)

Jeszcze o zimie
(bez powodu, wybrane na chybił trafił):

Maria Konopnicka
Zła zima

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

 

Maria Konopnicka
Ślizgawka

Równo, równo, jak po stole,
Na łyżewkach w dal...
Choć wyskoczy guz na czole,
Nie będzie mi żal!

Guza nabić – strach nieduży,
Nie stanie się nic;
A gdy chłopiec zawsze tchórzy,
Powiedzą, że fryc!

Jak powiedzą, tak powiedzą,
Pójdzie nazwa w świat;
Niech za piecem tchórze siedzą,
A ja jestem chwat!

 

Maria Konopnicka
Zmarźlak

A widzicie wy zmarźlaka,
Jak się to on gniewa;
W ręce chucha, pod nos dmucha,
Piosenek nie śpiewa.

— A czy nie wiesz, miły bracie,
Jaka na to rada,
Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie,
Śnieg na ziemię pada?

Oj, nie w ręce wtedy dmuchaj,
Lecz serce zagrzewaj,
Stań do pracy, jak junacy,
I piosenkę śpiewaj!

 

Maria Konopnicka
Rzeka

Za tą głębią, za tym brodem,
Tam stanęła rzeka lodem;
Ani szumi, ani płynie,
Tylko duma w swej głębinie:

Gdzie jej wiosna,
Gdzie jej zorza?
Gdzie jej droga
Het, do morza?

Oj, ty rzeko, oj, ty sina,
Lody tobie nie nowina;
Co rok zima więzi ciebie,
Co rok wichry mkną po niebie.

Aż znów przyjdzie
Wiosna hoża
I popłyniesz
Het do morza.

Nie na zawsze słonko gaśnie,
Nie na zawsze ziemia zaśnie,
Nie na zawsze więdnie kwiecie,
Nie na zawsze mróz na świecie.

Przyjdzie wiosna,
Przyjdzie hoża,
Pójdą rzeki
Het do morza!
 
 
Jeremi Przybora
Na całej połaci śnieg

Na całej połaci śnieg.
W przeróżnej postaci śnieg.
Dla sióstr i dla braci
zimowy plakacik
– śnieg, śnieg.
 
Na naszą równinę – śnieg.
Na każdą roślinę – śnieg.
Na tłoczek przed kinem,
na ładną dziewczynę – śnieg, śnieg.

Na pociąg do Jasła,
na wzmiankę że zgasła,
na napis „Brak masła”
na starte dwa hasła,
na flaszki od wódki,
na tego złe skutki,
na puste ogródki,
na dzionek za krótki.

Na w sinej mgle dale – śnieg,
na kocham cię stale – śnieg,
na żale, że wcale
i na tak dalej
tak dalej, tak dalej
na tak dalej – śnieg
śnieg
 
Tekst ten, do muzyki Jerzego Wasowskiego, śpiewali w „Kabarecie Starszych Panów” Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.
Inne wykonania: Kalina Jędrusik, Anna Maria Jopek i Jeremi Przybora

Marzec

Przedwiośnie. Dla Polski to oznacza, że średnie temperatury dobowe są od 0 do 5°C.

Ale ja, Robak, mieszkam na Florydzie, gdzie zimą jest rześko, wilgotność spada do europejskiego poziomu (nawet mimo deszczu) i jest na ogół słonecznie. Dlatego florydzka zima to najpiękniejsza pora roku – dla mnie przynajmniej, bo rodowici florydianie chodzą w zimowych kurtkach, czapkach i butach. Z kolei wyczekiwane przez nich lato dla mnie jest nie do zniesienia – przede wszystkim przez wilgoć, wilgoć, wilgoć…
Ale na razie kwitną drzewka pomarańczowe, grejpfrutowe na nowy urodzaj i wszyscy czekają na deszcz.

 

Marzec – trzeci miesiąc w roku według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni.
Słowniki twierdzą, że nazwę miesiąca wzięliśmy pośrednio od łacińskiego Martius z dawnego czeskiego marec/mařec/marcius, co było pochodną niemieckiego März.
Z pewnością tak jest, ale mnie bardziej podoba się etymologia ludowa, łącząca marzec z Marzanną, którą – na pohybel Zimie – umarzano w rzece, już nie marznącej.
W staropolszczyźnie używana była też nazwa „brzezień”, który do dziś mieszka w języku czeskim (březen) i ukraińskim (березень) – od brzóz, które wtedy zaczynały się zielenić. Są jednak czescy i słowaccy językoznawcy (Václav Machek, Igor Němec, Jan Horálek), którzy uważają, że nazwa miesiąca pochodzi od słowa březost (ʽciąża’): v ten čas drobný dobytek bývá březí, rodí mláďata (w tym czasie bydło jest w ciąży, rodzi młode).

Na Morawskiej Wołoszczyźnie (brzmi podobnie jak historyczna kraina Rumunii, ale to niewielki teren na północy Moraw, między miastami Nowy Jiczyn / Nový Jičín i Brumov-Bylnice, gdzie w XVI w. osiedlono wołoskich pasterzy) do dziś używa się słowa marčák, które może oznaczać ʽjęczmień siany w marcu’ lub ʽmarcujący zając’.

W polszczyźnie wyraz „marzec” miał dawno temu jeszcze jedno znaczenie: oznaczał piwo marcowe, czyli warzone w marcu. Brückner pisze o tym smacznie: „Piwo marzec albo dwuraźne (ʽdubeltowe’), w 16. i 17. wieku słynne krakowskie Märzenbier”.
Trunkową – choć nie piwną – konotację ma również lipiec, o czym będzie w odpowiednim czasie.

 

Łaciński Martius lub mensis Martius oznaczał ‘miesiąc [poświęcony] Marsowi’. Bardzo był przez to ważny, ponieważ Rzymianie uważali boga wojny Marsa za swego protoplastę, jako ojca Romulusa i Remusa (to ci spod wilczycy kapitolińskiej).
Martius – dla nas trzeci – dla Rzymian przez kilkaset lat był pierwszym miesiącem roku, póki Juliusz Cezar nie wprowadził reformy kalendarzowej w roku 46 p.n.e., po której pierwszeństwo objął Ianuarius (styczeń). Za co zresztą Martius zemścił się na Cezarze srogo, ale o tym za chwilę.
Nazwa Martius została przejęta przez większość języków europejskich.

 

Marcowe rocznice:

 

1 marca 1893 – Nikola Tesla – inżynier-elektryk, wynalazca przez pewien czas współpracujący z Edisonem, później działający na własną rękę, zwany „czarodziejem elektryczności” – po raz pierwszy publicznie (w St. Louis, Missouri) demonstruje działanie fal radiowych. Pięć lat później, w nowojorskiej Madison Square Garden, pokazuje publiczności „teleautomaton” – zdalnie sterowaną łódkę. Część obecnych na pokazie była przekonana, że łodzią steruje ukryta w niej tresowana małpka. Wojskowi, którym Tesla zaproponował sterowane radiem torpedy, nie wyrazili zainteresowania.

 

1 marca – w Rosji, osoby, które wykorzystywane są przez koty do obsługi (a które, bez sensu, uważają, że są tychże kotów właścicielami), obchodzą Dzień Kota. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że reszta Europy obchodzi Światowy Dzień Kota 17 lutego, a International Fund for Animal Welfare ustanowiło Międzynarodowy Dzień Kota 8 sierpnia.
Zostaje więc jeszcze 6 terminów, bowiem – jak twierdzi sanskrycki Pięcioksiąg (Pańczatantra, III w. p.n.e.) – „natura dała kotu dziewięć żywotów zamiast jednego”. Nie mówiąc o tym, że nawet kwestia kocia wskazuje, iż Europa, świat i Rosja to trzy zupełnie inne punkty w czasoprzestrzeni.
A skoro o Rosji mowa:

 

3 marca 1918 – bolszewicy podpisali w Brześciu Litewskim traktat pokojowy z najważniejszymi z Państw Centralnych: Niemcami i Austro-Węgrami. Tym samym spłacali część długu, który zaciągnęli, gdy wywiad niemiecki dał Leninowi worek złota, wywiózł w zaplombowanym wagonie ze Szwajcarii i umożliwił przedostanie się do Rosji, by – jak to później określił Churchill – „zainfekować Europę bakcylem komunizmu”. Separatystyczny pokój z bolszewicką Rosją (właśnie ten w Brześciu Litewskim), miał być za ów manewr zapłatą. Niemcom zależało, bo chcieli przerzucić swe armie ze wschodu na zachód, by na Zachodzie przestało wreszcie być „bez zmian”. Armie przerzucili, ale znów nie zdobyli przewagi (tym razem przez Amerykanów – o tym już było w lutym). Bolszewikom też zależało, bo chcieli w spokoju w Rosji robić swoje.
A skoro o Rosji mowa:

 

5 marca 1953 – umiera Stalin. Na stanowisko sekretarza generalnego KC wśliznął się w 1922, jeszcze za życia Lenina. Po śmierci Uljanowa (prawdziwe nazwisko Lenina, gdyby co) w 1924, stworzył triumwirat z Kamieniewem (1936) i Zinowiewem (1936), którzy najpierw pomogli mu ukryć tzw. testament Lenina (sugerujący partyjnym towarzyszom wyrzucenie Stalina z politbiura), a później usunąć konkurentów: Bucharina (1938), Rykowa (1938), Tomskiego (1936) i Trockiego (1940).
Daty w nawiasach oznaczają rok fizycznej likwidacji czyli egzekucji (tylko Tomski popełnił samobójstwo tuż przed aresztowaniem), ale od władzy Stalin odsunął ich znacznie wcześniej – w roku 1929 był już w politbiurze, KC, partii i państwie (co w praktyce znaczyło to samo) samodzierżcą.
Jego śmierć przyniosła konsekwencje spore (o czym nie teraz), choć mniejsze niż można się było tego spodziewać.
W 2008 roku, w telewizyjnym (telewizja państwowa) plebiscycie na „Rosjanina wszech czasów” (50 milionów głosujących) zwyciężył Aleksander Newski, za nim był Piotr Stołypin (kto, na litość boską, go dziś pamięta, nawet w Rosji?!), na trzecim – Stalin. Być może to teoria spiskowa, ale trudno mi uwierzyć, że to nie Stalin zajął miejsce pierwsze, a wynik końcowy nie jest ukłonem „komisji wyborczej” w stronę politycznej poprawności, bo… (sorry, Winnetou!) jeszcze nie czas…
Tak czy siak dla rządu dzisiejszej Rosji Stalin jest mężem opatrznościowym.
Nie pożywiosz, lecz wiesz, że Stalin był zły / I wszystko już można dziś zwalić na niego – śpiewał Kaczmarski [List z Moskwy, 1987-08-13], co przekłada się na propagandową doktrynę: „ustrój sowiecki był wspaniały, a jeśli kto go wypaczył – to Stalin”.
Putin nie bez przyczyny powiedział, że „upadek Związku Sowieckiego był największą geopolityczną katastrofą XX wieku”. Z czego jasno wynika, że rezultatem tej katastrofy jest postkomunistyczna próba wprowadzenia do Rosji demokracji. Poza tym wypaczenia nie musiały być duże, skoro władze rosyjskie przychylnym okiem patrzą na wiece i uroczystości organizowane w rocznice urodzin i śmierci Dżugaszwilego-Koby-Stalina. Poszukajcie w wiadomościach pod tą datą, albo dzień później – na pewno znajdziecie.

 

7 marca 1876 – wreszcie mamy telefon! Alexander Graham Bell opatentował swój wynalazek!

 

8 marca to Międzynarodowy Dzień Kobiet, ongiś hucznie obchodzony w całym bloku.
W zakładach pracy kobietom przysługiwał goździk, a czasem jeszcze cukierki czy rajstopy, rzadziej premia pieniężna – koniecznie za pokwi­to­wa­niem w Radzie Zakładowej.
Były akademie ku czci i okolicznościowe programy telewizyjne.
W TVP najczęściej śpiewali wtedy („ja wam wszystko wyśpiewam!”): Adam Zwierz, Kazimierz Kowalski i Edward Hulewicz.
Z importu, od czasu do czasu, pojawiał się Iosif Kobzon.

 

8 marca 1968 – w Polsce zaczynają się tzw. wydarzenia marcowe: protest studentów, którzy – jak zwykle – żądali wolności słowa, zgromadzeń i sumienia. Brutalnie spacyfikowany przez milicję i tzw. aktyw robotniczy, czyli zbirów z pałami, którzy mieli tyle wspólnego z robotnikami co picie w Szczawnicy z węglem kamiennym.
Nigdy jednak nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej: najtwardszy partyjny beton (chodzi o Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, przez którą realizowała się w PRL dyktatura proletariatu) w ramach represji doprowadził do wysiedlenia z Polski inteligencji pochodzenia żydowskiego – tzw. paszport w jedną stronę otrzymało ok. 20 tys. osób. Słowo „paszport” jest mylące, był to bowiem dokument podróży stwierdzający, że „okaziciel nie jest obywatelem PRL”. Co dla 35-milionowego kraju oznaczał wyjazd kilkunastu tysięcy osób z elity intelektualnej dodawać nie trzeba.
Pogrom marcowy nie był jednak zaskoczeniem: w czerwcu 1967, po wojnie sześciodniowej, która – mimo że zaczepna – była obronną, bezczelnie przez Izrael wygranej, hegemon i jego blok (z wyjątkiem Rumunii) zerwali z państwem żydowskim stosunki dyplomatyczne. Marzec ’68 i to, co działo się później, było tylko dalszym ciągiem serialu.
Nagranie wystąpienia ówczesnego szefa partii Władysława Gomułki podczas wiecu PZPR w Sali Kongresowej 19 marca 1968 jest jednym z najczęściej cytowanych dokumentów dźwiękowych epoki – nawet osobom, które słuchały tego przemówienia na żywo (ja słuchałem!), trudno dziś uwierzyć, że działo się to naprawdę. Dzień po wiecu oficyna Książka i Wiedza wydała broszurkę Stanowisko partii zgodne z wolą narodu : przemówienie wygłoszone na spotkaniu z warszawskim aktywem partyjnym 19 marca 1968 r. z pełnym tekstem przemówienia. Kupiłem, za całe 2 złote.
Cytat „utwór ten zawiera jednocześnie pornograficzne obrzydliwości, na jakie może zdobyć się tylko człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoku, człowiek o moralności alfonsa” jest właśnie stamtąd, ale nie dotyczy – rzecz jasna, niestety – autora.

 

11 marca 1985 – sekretarzem generalnym KC KPZR zostaje Michaił Gorbaczow. Od niego się to wszystko zaczyna i żeby nie wiem jak nie lubić Andrzeja Rosiewicza, trzeba przyznać, że jego „Michaił, Michaił, ty postroisz nowyj mir”, śpiewane w 1988 podczas pląsów przed gensekiem odwiedzającym akurat Warszawę, było prorocze.
Gorbaczow to głasnost’ i pieriestrojka.
Ta pierwsza znaczyła, że przestał być aktualny dowcip o braku różnic w postrzeganiu swobód obywatelskich w ZSRR i USA, tak samo przestrzegających i respektujących wolność słowa (z drobną wprawdzie poprawką: w USA istniała dodatkowo wolność po słowie).
Ta druga znalazła swój finał 25 grudnia 1991 w podpisanym w Wiskulach układzie białowieskim o rozwiązaniu Sojuza, ale wcześniej była jeszcze „doktryna Sinatry”. 25 października 1989 rzecznik sowieckiego MSZ, Giennadij Gerasimow, zaskoczył tym terminem dziennikarza programu Good Morning America nazywając tak trend polityki Gorbaczowa wobec państw satelickich: zgodnie z tytułem piosenki My Way każde z nich może obrać własną drogę.
Mnie, od Sinatry, bliższy jest Kaczmarski:

– Towarzyszu Gorbaczow, wybaczcie mi,
Wiem, towarzysz czasu wiele dla mnie nie ma…
[…]
Towarzyszu, ja praszu was, pomagitie!
[…]

– Mieczisław Josifowicz, nie biezpakojties’:
My pamożem wam, kak smożem, no inacze
[…]
Smotriu ja na was siewodnia s biezpakojem.
No tiepier wam nada – kak umiejetie – żit’,
A szto budiet – budiet s etoj paranoju.

[Dwie rozmowy z Kremlem (1981-1989), 1989-08-24]

No cóż, Gorbaczowowi nie udało się to, czego dokonał Jiang Zemin: przewekslowanie gospodarki na tory ekonomii rynkowej i utrzymanie przy władzy mafii partii komunistycznej. Sowiecki beton partyjny był zbyt twardy i „Gorbi” mógł go usunąć tylko rozwalając całą konstrukcję…
No dobrze, wiadomo: filary nośne zostały, ale przynajmniej ściany i fasada zniknęły. Ale i tak chwała mu za to, że cokolwiek zostało ruszone, bo skorzystała na tym Polska i inne kraje satelickie. Przynajmniej czasowo.

 

13 marca 1848 – zaczyna się seria zbrojnych wystąpień przeciwko staremu porządkowi, zwana Rewolucją Marcową, która dała początek Wiośnie Ludów. Walczący domagali się swobód – politycznych i narodowych, a najubożsi – poprawy warunków bytowych.

Podczas Rewolucji Marcowej rozpoczęły się m.in.:

13 marca 1848 – powstania w Wiedniu i Berlinie. Protestującym chodziło o wolności polityczne, które dość szybko zostały zatwierdzone przez panujących.
Austriacki cesarz Ferdynand I Dobrotliwy (der Gütige) tego samego dnia zdymisjonował kanclerza Klemensa Metternicha – fanatycznego monarchistę i konserwatystę, tępiciela wszelkich przejawów demokracji, odpowiedzialnego za uczynienie z Austrii po Kongresie Wiedeńskim (1815) państwa policyjnego z wszechwładną cenzurą ingerującą we wszystkie dziedziny życia.
Konserwatywny Fryderyk Wilhelm IV Pruski również powołał liberalny rząd i nadał swemu królestwu konstytucję (5 grudnia 1848).

15 marca 1848 – powstanie węgierskie, które wybuchło w Peszcie. Rozpoczęli je radykałowie, którym przewodził poeta Sándor Petőfi, żądający niepodległości, demokracji i zniesienia pańszczyzny.
Austriakom ani w głowie było zezwalać Węgrom na separację. Stosując rzymską zasadę divide et impera (dziel i rządź) najpierw obrócili przeciw Węgrom mniejszości narodowe Królestwa Węgierskiego – Chorwatów, Rumunów, Rusinów, Serbów i Słowaków (notabene używając realnego straszaka, jakim była madziaryzacja propagowana nawet przez rząd Kossutha).
W grudniu 1848 na tron wstąpił Franciszek Józef I (ten sam, którego wiele lat później Czesi nazwali Starym Prochazką, a polscy językoznawcy „dobrotliwym staruszkiem” tak właśnie tłumacząc określenie „stary pierdoła”, by uratować autora tych słów przed plutonem egzekucyjnym za obrazę majestatu).
Kaiser Franz Josef nie bawił się w negocjacje i do pacyfikacji powstania wysłał wojsko. Nie mając wystarczających sił własnych, o braterską pomoc zwrócił się do cara Mikołaja I i tę otrzymał. Armia rosyjska pod wodzą feldmarszałka Paskiewicza, który wcześniej utopił we krwi powstanie listopadowe, wespół z korpusem austriackim dokonały swego.
Sen Węgier o niepodległości (ogłoszonej 19 kwietnia 1849) skończył się szybko: Petőfi poległ, lojalista Batthyány został rozstrzelany wcześniej przez Węgrów-radykałów, Kossuth i jego prawa (zbrojna) ręka, gen. Józef Bem, otrzymali azyl w Turcji, a mniejszości narodowe zamiast madziaryzacji dostały germanizację i to w tempie przyspieszonym.
Dla porządku trzeba dodać, że w końcu, gdy Austriacy dostali lanie od Prus, Węgrzy dopięli swego choć w części: w 1867 kompromis austriacko-węgierski przekształcił Cesarstwo Austriackie w monarchię podwójną – Austro-Węgry. Dla mniejszości narodowych Królestwa Węgierskiego skończyła się germanizacja a zaczęła madziaryzacja, czego skutki można zauważyć od czasu do czasu nawet przy lekturze dzisiejszej prasy.
Swego czasu, po krajach żyjących w najlepszym z ustrojów, krążył dowcip o pięciu filarach RWPG (kto nie wie, co to było, niech się cieszy): obok sowieckiego taktu, enerdowskiego poczucia humoru i kilku innych wyraźnie obraźliwych, jednym z najważniejszych była powszechna znajomość języka węgierskiego. Jak widać dla niektórych wcale nie była to taka abstrakcja. Geopolityka sprawia, że dowcipy polityczne tracą swe ostrze w najmniej oczekiwanych momentach.

Zwischenruf.
W połowie lat 1970-tych jedną z tras na długie wakacje była podróż do Afganistanu, Pakistanu i Indii przez ZSRR: za tanie pieniądze leciało się samolotem do tadżyckiego Duszanbe, stamtąd pociągiem do Termezu nad Amu-Darią, promem przez rzekę – i dalej, autostopem, jak daleko czas i powodzenie w handlu wymiennym pozwalały.

Jeździłem tak kilkakrotnie nawiązując po drodze znajomości i przyjaźnie. Gościnne domy czekały na mnie i współtowarzyszy podróży w Duszanbe, gdzie się jadło, piło, a najwięcej opowiadało, z dowcipami politycznymi (tak, antysowieckimi też) włącznie.
Któregoś razu przypomniał mi się dowcip, z którego w Polsce zarykiwali się wszyscy: polskiego geodetę, uczestnika ekspedycji sowieckiej pracującej w terenie, zapytał miejscowy kołchoźnik, co takiego mierzy. Bomba wybuchła następnego dnia, gdy ów chłop pojawił się w lokalnym urzędzie i zapytał, komu i ile zapłacić, by zostać po polskiej stronie, bo ponoć geodeci wytyczają granicę między Polską a Chinami.
Witz opowiedziałem i… zapadła cisza. Poczułem się nieswojo. Współbiesiadnicy byli na tyle uprzejmi, że wyjaśnili mi, iż w republice graniczącej bezpośrednio z ChRL, w dodatku w dobie nasilonej propagandowej antychińskiej histerii, historyjka ta ani trochę śmieszna nie jest.

18 marca 1848 – antyaustriackie powstanie w Mediolanie (tzw. pięć dni Mediolanu, wówczas w granicach Cesarstwa Austriackiego): powstańcy przejęli miasto zaczynając tym samym pierwszą włoską wojnę o niepodległość. Wojna skończyła się porażką Włochów; Zjednoczone Królestwo Włoch powstało dopiero w marcu (!), dokładnie: 17 marca, 1861.

Łączy się z tym wydarzenie z 25 marca 1848, kiedy na audiencji u Piusa IX pojawił się Adam Mickiewicz. Poeta chciał dostać (i dostał) od papieża błogosławieństwo dla tworzonego przez siebie Legionu Polskiego, któremu za cel pierwszy stawiał walkę z Austrią o niepodległość Włoch, a dalej – przejście na ziemie słowiańskie i wzniecenie tam powstania. To właśnie podczas tego spotkania Mickiewicz miał złapać biskupa Rzymu za rękę, potrząsnąć nią i zawołać: Wiedz, że duch boży jest dzisiaj w bluzach paryskiego ludu!.

 

15 marca – Idy marcowe (łac. Idus Martii) − rzymskie święto poświęcone Marsowi. Były parady i przeglądy wojsk. Podczas Idów Marcowych w 44 roku p.n.e. ponad 60-osobowa (jak twierdzi Eutropiusz) grupa zamachowców z Kasjuszem i Brutusem na czele zamordowała Juliusza Cezara.
Dictator perpetuo został 23 razy pchnięty sztyletem, co świadczy, że niektórzy z zamachowców chcieli być chytrzejsi od innych. Co i tak im nie pomogło, bo żaden ze spiskowców nie zmarł śmiercią naturalną. Można przy okazji obejrzeć, albo przeczytać szekspirowskiego Juliusza Cezara (1599) – dokładne to nie jest, ale robi wrażenie. W 1953 film z tej sztuki zrobił Joseph Mankiewicz (ten od Kleopatry), z Marlonem Brando w roli Antoniusza – mocna rzecz!

 

17 marca 1861 – powstaje Zjednoczone Królestwo Włoch (patrz wyżej).

 

17 marca 1921 – uchwalono w Polsce „konstytucję marcową” (obowiązywała do 23 kwietnia 1935, czyli do „konstytucji kwietniowej”). Była to pierwsza polska konstytucja nowoczesna (nie, „konstytucja majowa” z 1791 taką nie była): rządzić miał Naród (przez swoich przedstawicieli), władza – zgodnie z Monteskiuszem – miała być trójdzielna (prawodawcza, wykonawcza i sądownicza) i – żeby było równo – skasowane zostały przywileje stanowe i herby.
Pierwsze dwa punkty jakoś zadziałały, trzeci – podobno też, ale chyba tylko teoretycznie.

 

17 marca – dzień św. Patryka: irlandzkie święto narodowe i religijne. Ma być podczas niego zielono, koniczynowo i piwnie. Poeta stan ten ujął z właściwą sobie zwięzłością: Pełno radości i krzyku.
Święty Paddy, żyjący w V w., jest patronem Irlandii – porwany za młodu przez irlandzkich piratów i więziony przez 6 lat, powrócił na Szmaragdową Wyspę jako misjonarz, został pierwszym biskupem Irlandii i zyskał miano Irlandzkiego Apostoła. Biskup Patryk wygonił również z Irlandii wszystkie węże – podobno nie ma ich na tej wyspie po dziś dzień. Ewolucjoniści w zasługi Patryka na tym polu nie wierzą, ale oni w ogóle jacyś mało wierzący są.
A u nas tego dnia świętuje Zbigniew, który – przy całym dla Patryka szacunku – godniejszy jest i zacniejszy, bo za wężami po żadnych wyspach nie ganiał! Za to jeden królowi Jagielle żywot między Grunwaldem a Tannenbergiem ocalił, drugi Rotgiera zarąbał (bo było na śmierć, nie na niewolę), trzeci w zamku tegoż Rotgiera przerobionym na willę (z wygodami – byli i widzieli!) mieszka i pod chmurami lata, a czwarty z Latającym Holendrem żeglował, o czym się sami wkrótce przekonacie.

 

W nocy z 17 na 18 marca 1921 – Armia Czerwona dowodzona przez Michaiła Tuchaczewskiego ostatecznie rozgromiła powstańców z Kronsztadu – portu wojennego na niewielkiej (15 km2) wyspie Kotlin w Zatoce Fińskiej, położonej około 30 km na zachód od Petersburga.
Marynarze, robotnicy i mieszkańcy Kronsztadu, mimo poparcia udzielonego bolszewikom w latach 1917-1918, w marcu 1921 zaprotestowali przeciwko terrorowi i dyktaturze wprowadzonej przez rząd Lenina i Trockiego.
Atak armii bolszewickiej na Kronsztad ułatwił lód, po którym wówczas można się było dostać na wyspę.
Po jej zdobyciu, ci powstańcy, którym nie udało się zbiec do Finlandii (tych było ok. 8000), zostali zmasakrowani: ponad dwa tysiące osób zostało rozstrzelanych, niemal 20 tysięcy bolszewicy zesłali do łagrów, mordując po drodze co najmniej kolejne kilka tysięcy.
Prześladowania uczestników i ich rodzin trwały do późnych lat 60-tych. Dopiero w 1994, za prezydentury Borysa Jelcyna, powstańcy kronsztadzcy zostali rehabilitowani, a działania bolszewików uznano za sprzeczne z prawem.

 

17-19 marca 1915 – szósty i ostatni wypad (Sienkiewicz nazywał to „wycieczka”) podczas drugiego oblężenie Twierdzy Przemyśł (o pierwszym przeczytacie w październiku). Wojska austro-węgierskie próbowały się przedrzeć z Twierdzy przez pierscień oblegającej armii rosyjskiej. Akcja zakończyła się tragicznie: 5,5 tys. zabitych, rannych i zaginionych.

Rosjanie odpowiadaja atakiem na umocnienia – zostają odparci, ale oblegani obronili się ostatkiem sił.
Armeeoberkommando czyli Naczelne Dowództwo C.K. Armii szykuje już rozkaz zniszczenia twierdzy i poddania.

 

20 marca (przez wszystkie lata drugiej dekady XXI wieku, poza 2011) wypada dzień równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej: Słońce góruje w zenicie nad równikiem i przechodzi przez punkt Barana. W tym dniu Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Na półkuli północnej rozpoczyna się wtedy wiosna.

 

22 marca 1895 – możemy już chodzić do kina! W Paryżu bracia Auguste i Louis Lumière pokazali tego dnia po raz pierwszy swoje „ruchome obrazki”. Do hollywódzkiego gwiazdozbioru jest już tylko jeden krok.

 

22 marca 1915 – detonacje wstrząsają Przemyślem: armia austro-węgierska wysadza w powietrze mosty na Sanie oraz forty i działa swojej największej twierdzy: Festung Przemysl.

 

23 marca 1915 – po 5 miesiącach największego w I wojnie światowej oblężenia kapituluje Festung Przemysl, trzecia co do wielkości twierdza w Europie (po Verdun i Antwerpii). Akt kapitulacji dostarczono do sztabu rosyjskiego o 6 rano.

Do niewoli poszło 9 C.K. generałów, prawie setka oficerów sztabowych, 2,5 tys. oficerów oraz 117 tys. podoficerów i żołnierzy. Wśród austro-węgierskich jeńców było prawie 30 tysięcy rannych i chorych.

Rosjanie zachowali się bardzo po rycersku, być może wiedząc, że skierowane są na nich oczy całej Europy (padła „twierdza nie do zdobycia”!). C.K. oficerowie mogli zostać przy szablach, żołnierze dostali żołd taki, jak w armii rosyjskiej. Później jeńców podzielono wg narodowości i zesłano do republik azjatyckich. Najlepiej miał Hermann von Kusmanek, generał i Festungskommandant: jeszcze przed końcem wojny wrócił do domu, a po 16 latach zasnął w Panu mając lat 74. Gdy był w niewoli dostał awans na generała obersta, po powrocie postawiono go co prawda przed sądem, ale – oczywiście – uniewinniono i tak przyschło pytanie, czemu wcześniej nie zgromadzono żywności, amunicji i środków medycznych na tyle, by twierdza była rzeczywiście nie do zdobycia. Ale tak już jest: a najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy.

Za to Rosjanie mieli bal: do Przemyśla przyjechał sam car i tak się cieszył, że żołnierze dostali po 5 rubli, a oficerowie po medalu.
Ale dalej już nie było im tak wesoło, bo 2 maja, tego samego 1915 roku, armia austro-węgierska odbiła Przemyśl i ruiny twierdzy. Jaki był los ludności cywilnej – strach nawet myśleć.
Austriacy sobie później i tak poszli, a ruiny zostały do dziś.

 

23 marca obchodzony jest dzień przyjaźni polsko-węgierskiej. Wciąż się lubimy!

 

25 marca – w kościele katolickim obchodzona jest uroczystość liturgiczna Zwiastowania Pańskiego, na 9 miesięcy przed uroczystością Bożego Narodzenia. Jeżeli 25 marca wypada w niedzielę, obchody przekładane są na następny dzień.
Tę samą datę (25 III) przyjmuje za dzień Zwiastowania Bogurodzicy kościół prawosławny; ponieważ liturgia prawosławna posługuje się kalendarzem juliańskim, w kalendarzu gregoriańskim wypada to 7 kwietnia.

 

25 marca 1807 – aprobatę królewską uzyskuje prawo zabraniające handlu niewolnikami (Slave Trade Act 1807) ustanowione przez parlament Zjednoczonego Królestwa.
W historii ludzkości niewiele jest aktów prawnych, wprowadzonych bez użycia siły, w których moralność i chęć ulżenia doli innych brałaby górę nad żądzą zysku. Akt z 1807 roku był – jak sądzę – pierwszym z nich. Do jego uchwalenia przyczynił się głównie William Wilberforce, przywódca brytyjskich abolicjonistów, wywodzących się z kręgów anglikańskich ewangelików i kwakrów. Niewolnictwo było dla nich sprzeczne z moralnością chrześcijańską, a kampanię przeciwko handlowi żywym towarem uważali za pierwszy etap walki z niewolnictwem; po jego wprowadzeniu niewolnictwo miało zniknąć w sposób samoistny.
Kampania podjęta została pod koniec lat 1780-tych, na forum parlamentarne trafiła w 1789.

Nigdy, przenigdy nie zaprzestaniemy naszych wysiłków, aż nie wymażemy tego skandalu z chrześcijańskiego imienia, aż nie uwolnimy się od ciężaru winy, pod którym obecnie się uginamy, aż nie położymy kresu wszelkim śladom tego znaczonego krwią handlu, w który przyszłe pokolenia, patrząc wstecz na historię naszego wieku oświecenia, nie będą mogły uwierzyć, że okrywał hańbą i niesławą nasz kraj aż tak długo[1] – mówił Wilberforce 18 kwietnia 1781 z parlamentarnej mównicy.

Projekt ustawy przepadał w głosowaniu kilkakrotnie, a do przeforsowania go przyczyniło się uchwalone w 1806 prawo zabraniające obywatelom brytyjskim udziału w handlu niewolnikami, chytrze podsunięte przez abolicjonistów jako etap pośredni. Zakaz handlu został uchwalony przez Parlament 23 lutego 1807.
W maju 1833 rząd przedłożył w Parlamencie projekt uchwały o zniesieniu niewolnictwa. Izba Gmin zatwierdziła ją 26 lipca 1833, trzy dni przed śmiercią Wilberforce’a. Ustawa weszła w życie 1 sierpnia 1834, nie objęła jednak terytoriów zarządzanych przez Kompanię Wschodnioindyjską, jako nie będących pod bezpośrednią kontrolą Korony. W historii ludzkości niewiele jest…

 

30 marca 1492 – katoliccy monarchowie Hiszpanii, Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, podpisali Edykt z Alhambry dający hiszpańskim żydom 4 miesiące na opuszczenie kraju lub chrzest. Karą za niewykonanie rozkazu była egzekucja bez procesu.
Zdecydowana większość wyemigrowała.
Historycy nie są zgodni co do liczby wypędzonych: waha się ona od 130 do 800 tysięcy. Z pomocą dla prześladowanych „Ludzi Księgi” pospieszył m.in. sułtan Bajazyd II, który wysłał jednostki wojenne, by przywiozły wypędzonych do Imperium Ottomańskiego.
Ci, którzy dokonali konwersji (ok. 50 000 osób), mieli tego wkrótce pożałować: kilka lat późnej większość conversos została uznana za kłamców i osadzona w lochach inkwizycji. Ich majątki skonfiskowano na rzecz państwa, po odliczeniu prowizji dla donosicieli, którzy wnieśli akt oskarżenia przeciwko „krypto-żydom” o religijne oszustwo.
Edykt z Alhambry był pierwszym gwoździem do trumny hiszpańskiej potęgi, ale o tym – nie teraz.
Formalnie, rząd hiszpański odwołał edykt 16 grudnia 1968 roku (za rządów Francisca Franco).
W 500. rocznicę wygnania (31 marca 1992), król Juan Carlos z kipą na głowie modlił się obok premiera izraelskiego Chaima Herzoga w madryckiej synagodze Beth Yaakow. Od 2012 potomkowie żydów wypędzonych w 1492 mogą uzyskać obywatelstwo hiszpańskie bez konieczności zamieszkania w Hiszpanii.

 

30 marca 1945 – urodził się Eric Clapton, uznany przez pismo Rolling Stone za drugiego (po Jimim Hendrixie) z najlepszych gitarzystów wszech czasów.

Pochodzący z Ripley w hrabstwie Surrey, Clapton karierę zaczynał z grupą The Yardbirds we wczesnych latach 60-tych, później na jakiś czas wessał go blues grany przez Johna Mayalla i The Bluesbreakers. W 1966, Clapton, Ginger Baker i Jack Bruce stworzyli legendarną supergrupę Cream. Dalej było wszystko: kolejne supergrupy, reggae, solówka w beatlesowskim przeboju While My Guitar Gently Weeps (1968), blues, złote płyty, alkohol, kokaina, heroina, miłość, śmierć syna.

W latach 60-tych jakiś graficiarz napisał na ścianie londyńskiego metra „Clapton is god” – Clapton jest bogiem. Slogan chwycił – był czas, że ten napis można było zobaczyć w Londynie wszędzie.

Sam Clapton nie dał się zwariować. Komentując w jednym z wywiadów najbardziej znane zdjęcie graffiti powiedział: „Na dole fotografii jest pies sikający na tę ścianę. Mam do tego mniej więcej taki sam stosunek”.

Polecam Autobiografię Claptona (wydanie polskie: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009). Oczy okrągleją.

 

31 marca 1854 – Iesada, trzynasty siogun z rodu Tokugawa, zmuszony zostaje do podpisania Traktatu z Kanagawy (dziś część Jokohamy). Amerykański komandor Matthew Calbraith Perry, podczas drugiej „wizyty” w Japonii z eskadrą złożonej z ośmiu okrętów US Navy (za pierwszym razem, w 1853, pojawił się tylko w cztery okręty), wymusił na Japończykach otwarcie ich portów dla handlu ze Stanami Zjednoczonymi.
Wyłom dokonany w japońskim izolacjonizmie miał się okazać brzemienny w skutki, o czym pierwsza przekonała się Rosja w 1904-05, a podczas II wojny światowej – reszta Azji i świat anglosaski. Ale to będzie dużo później.
Oficjalnie dokument z Kanagawy nazywał się oczywiście „Traktat o pokoju i przyjaźni pomiędzy Japonią i Stanami Zjednoczonymi”.
Fakt – Perry grzecznie prosił, choć jako rozwiązanie alternatywne proponował obrócenie w perzynę jokohamskiego portu i miasta. Zupełnie jak nasz Gerwazy:

„Co za gwałty, rzekł Klucznik, tu nie ma napaści,
Wszak proszę Pana grzecznie; jeśli ciemno Waści,
To Scyzorykiem skrzesam ognia, że Waszeci
Zaraz w ślepiach jak w siedmiu kościołach zaświeci”.
[AM, PT (1834), VIII]

Stany Zjednoczone rozpoczynały właśnie gwałtowne poszukiwanie rynków zbytu dla swoich towarów i za wszelką cenę próbowały znaleźć choćby najwęższą furtkę do Azji. Kilka lat po kanonierkowej dyplomacji Perry’ego działania te zostaną przerwane przez Wojnę Secesyjną (1861-1865), ale pod koniec wieku wrócą ze zdwojoną siłą, kiedy to w wojnie z Hiszpanią „o wyzwolenie Kuby” najważniejszą okaże się bitwa w Zatoce Manilskiej (1 maja 1898). Już wiadomo dlaczego.

 

W końcówce drugiej dekady XXI wieku zawiodą się ci, którzy oczekiwaliby długiego karnawału trwającego aż do marca: zaledwie dwa ostatnie zabawowe wtorki są marcowe: w 2017 (1 marca) i w 2019 (6 marca). To jednak kwestia astronomii: Wielki Post zaczyna się bowiem na 46 dni kalendarzowych przed Wielkanocą – ta zaś przypada na pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca. W wiosennym miesiącu nisan – jak w powieści o Poncjuszu Piłacie pisał Mistrz.

 

 

Znaki Zodiaku w marcu:

Ryby (♓) – do 20 marca
Baran (♈) – od 21 marca.
O Rybach było w lutym, a Barany?
No cóż – przykro mi. Naprawdę. Bo czarny piar jest dla nich bezlitosny:

…tylko długotrwałym biciem można skłonić Barana do przyswojenia minimum wiedzy (tabliczka mnożenia, wyjątki na „rz”).
Ludzie spod tego znaku w pracy dezorganizują wszystko, dzięki czemu awansują szybko na wysokie stanowiska.
W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i z powodu najmniejszego pretekstu, a nierzadko i bez, wywołują karczemne burdy i bijatyki.

Maju, przybądź!

 

 

Kwiat marca:

narcyz (Narcissus poeticus L.) – kojarzony z Wielkanocą, ale również symbolizujący próżność (na Zachodzie) oraz bogactwo i szczęście (na Wschodzie). Prawda, jak prosto łączy się w tym kwiecie Wschód z Zachodem?

O Narcyzie napisano tomy, zarówno na półki z mitologią jak i psychologią, więc jeśli koniecznie chcecie się dowiedzieć, co, kto i dlaczego, to musicie tam sięgnąć.

Ci, co nie lubią czytać, niech popatrzą na obraz (wart co najmniej tysiąca słów) – najlepiej Waterhouse’a albo Westa, ale Caravaggio też może być (Dalí wykluczony), który można wyguglować w sekundę. A jeśli ktoś nie lubi ani czytać, ani wpatrywać się w nieruchome malowidła, polecam pierwszą lepszą telewizyjną debatę polityczną: zobaczycie tam stado Narcyzów w behawiorze naturalnym, więc niestety dziko rosnących. Jeśli traficie na spęd partii przeciwnej, to na pewno przyznacie mi rację.

Kwiat – cóż: ten biały, w łacinie zwany „poetyckim”, ma w sobie zieleń życia, złoto bogactwa, czerwień krwi oraz biel niewinności i śmierci. Dlatego – w dłoniach Kory przeniesiony – rośnie nad brzegami Styksu. W mowie kwiatów oznacza zazdrość i zachłanność, ale też tęsknotę.
Gdzieś znalazłem, że „narcyz to fantazja”, ale autor tego twierdzenia chyba słabo znał sie na kwiatach, bo troche dalej pisał o niebieskim kwiatku, który uporczywie nazywał „niezapominajek”…

 

Mitologia grecka łączy narcyz z dwoma mitami: historią samego Narcyza, w ten kwiat przemienionego i porwaniem Kory, którą Hades dopadł wtedy, gdy zrywała na łące narcyzy. Grecy te kwiaty składali na ołtarzach Hadesa i Kory-Persefony.

Z woli Dzeusa ten kwiat Hadesowi przychylna zrodziła
Gaja, godzien zachwytu; w zdumieniu patrzyli nań wszyscy
Ludzie śmiertelni, a także bogowie, co śmierci nie znają.
Z jego korzenia sto wyrastało łodyg kwitnących,
Cudnie też pachniał i wszystkich radował: niebo rozległe,
Całą też ziemię, a takoż i morza słonego odmęty.

[Do Demeter (ok. 640 p.n.e.), drugi hymn homerycki, przekład Włodzimierz Apel]

Kamienie marca:

akwamaryn – niebieska odmiana berylu i heliotrop – odmiana chalcedonu zwana też krwawnikiem.

Akwamaryn (od aqua marina – woda morska) jest kamieniem chroniącym żeglarzy i zapewniającym bezpieczną podróż (przez morza słonego odmęty :). Łagodny błękit klejnotu zapewniać ma właścicielowi łagodność charakteru, spokój i umiejętność chłodnej oceny sytuacji.

Krwawnik swą karierę rozpoczął w Babilonie – robiono z niego pieczęcie i amulety.
W chrześcijaństwie często nazywano go „kamieniem męczeństwa”, gdyż wierzono, że powstał z leżących pod krzyżem jaspisów, na które spłynęły krople krwi Chrystusa.

Oba kamienie symbolizują odwagę.

 

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
trzeci miesiąc roku to:

białoruskiсакавік [sakavik]
bośniackimart i ožujak
bułgarskiмарт [mart]
chorwackiožujak
czeskibřezen
kaszubskistrumiannik (też: strëmiannik, strumian, marc)
litewskikovas
łatgalskiavasara (też: marta)
łużycki (dolny)pózymski (też: nalětnik, měrc)
łużycki (górny)měrc (też: nalětnik)
łotewskimarts
macedońskiмарт [mart] albo цутар [cutar]
rosyjskiмарт [mart]
serbskiмарт [mart]
słowackimarec
słoweńskimarec albo sušec
ukraińskiберезень [bieriezień]
żmudzkikuovs

 

Przysłowia związane
z marcem:

Co marzec wypiecze,
to kwiecień wysiecze.

Czasami w marcu
zetnie wodę w garncu.

Czasem marzec tak się podsadzi,
że dwa kożuchy oblec nie zawadzi.

Gdy przyjdzie marzec,
umrze niejeden starzec.

Gdy w marcu
niebo od południa ryknie,
Rok wszego dobra
w żyzności uniknie.

Ile w marcu dni jasnych
ale z rana mglistych,
tyle w żniwa
czasów dżdżystych.

Kiedy starzec chory w marzec,
będzie zdrów;
lecz gdy baba w maju słaba,
pacierz zmów.

Kiedy twa ma rodzić rola,
to wóź w marcu gnój na pola.

Kiedy w marcu deszczu wiele,
nieurodzaj zboża ściele.

Kiedy w marcu wiele grzmoty
Nie ma w lato k’bur ochoty.

Marcowy loda rada,
majowa pogoda, ranny deszcz
– wszystko to nietrwałe.

Marzec dziwne broi fochy,
zmiata starce i junochy.

Marzec marzy, jak się zdarzy.

Marzec odmienia wiatry,
deszcz miesza z pogodą,
więc nie dziw, jeśli starzy
czują go ze szkodą.

Marzec uparty
stroi z pługiem żarty,
a kwiecień przychodzi
i w chlew go zawodzi.

Marzec zielony – niedobre plony.

Marzec, co z deszczem chadza,
mokry czerwiec sprowadza.

Marzec:
czy słoneczny, czy płaczliwy,

listopada obraz żywy.

Radował się starzec,
kiedy minął marzec;
nie baj baju, umrzesz w maju.

Słońce marcowe
owocom niezdrowe.

Suchy marzec,
kwiecień mokry,
maj przechłodny
– nie będzie rok głodny.

Suchy marzec, maj niechłodny,
kwiecień mokry – rok niegłodny.

Suchy marzec, mokry maj,
będzie żytko jako gaj.

W marcu jak w garncu.

W marcu, gdy są grzmoty,
urośnie zboże ponad płoty.

W marzec już dzień, gdyby ruski wół.

W marcu, kto siać nie zaczyna,
biednyć to gospodarzyna.

W marcu śnieżek sieje,
czasem słonko grzeje.

Źle się w marcu urodzić,
bo trudno takiemu dogodzić.

 

Przysłowia na
św. Albina (1 III)

Na świętego Albina,
rzadka u ludzi mina,
bo post się zaczyna.

 

Przysłowia na
św. Haliny (2 III)

W świętej Halszki dzionek
nuci już skowronek.

 

Przysłowia na
św. Kazimierza (4 III):

Dzień świętego Kazimierza
resztki zimy uśmierza.

Na świętego Kazimierza
zima do morza zmierza.

Na świętego Kazimiera
zima zamiera.

Na świętego Kazimierza
dzień się z nocą przymierza

Na świętego Kazimierza
pokój dla łowcy i zwierza.

Na świętego Kazimierza
wyjdzie skowronek spod pierza.

Na święty Kazimierz
dzień z nocą przymierz.

Na święty Kazimierz
wygnaj świnie na pyrz.

W dzień świętego Kazimierza
zima do morza zmierza.

 

Przysłowia na
św. Tomasza (7 III)

Na świętego Tomasza
wyrasta w polu pasza.

 

Przysłowia na
św. Franciszkę (9 III)

Gdy Franciszka z wichrem po polu hasa,
może sypnąć śniegiem powyżej pasa

 

Przysłowia na
Czterdziestu Męczenników
(10 III):

Czterdziestu Męczenników jakich,
czterdzieści dni po nich takich.

Gdy mróz w marcu dnia dziesiątego,
jeszcze czterdzieści dni mrozu takiego.

Kiedy na Czterdziestu
Męczenników marznie,
to jeszcze czterdzieści
nocy przymarznie.

Męczennicy, gdy mróz noszą,
czterdzieści dni mrozu głoszą.

Męczennicy jeśli psocą,
będzie dżdżysto Wielką Nocą,
a gdy kropla dżdżu nie spadnie,
przez sześć niedziel będzie ładnie.

 

Przysłowia na
św. Grzegorza (12 III):

Na świętego Grzegorza
zima idzie do morza.

Na św. Grzegorza
szuka kawka łoża.

Po świętym Grzegorzu
nie paś bydła ma zbożu.

Święty Grzegorz wielki spławnik,
nad wszystkimi rzeki ławnik;
grzeje więcej – lody płaczą,
rzeki warczą, brzegi znaczą.

 

Przysłowia na
św. Hilarego (16 III):

Hilary zapowiada,
jaka pogoda na Wielkanoc przypada.

 

Przysłowia na
św. Gertrudę (17 III):

Gdy na Gertrudy zjawią się bociany,
to wiosna już rychło nastanie.

Ogrodniku, św. Gertruda gdy słońcem błyśnie
zrobi cuda oczywiście.

 

Przysłowia na
św. Józefa (19 III):

Cóż święty Józef niesie?
Kaczka pierwsze jaja zniesie.

Jak na świętego Józefa chmurki,
to sadź ziemniaki gdzie górki,
a jak pogoda,
to sadź gdzie woda.

Gdy na świętego Józefa
bociek przybędzie,
to już śniegu nie będzie.

Na świętego Józefa pięknie,
zima prędko pęknie.

Na świętego Józwa
przez pole jest bruzda.

Na święty Józek
czasem śniegu wózek.

Na święty Józef pogoda,
będzie w polu uroda.

Oblubieniec pogodny,
rok będzie urodny.

Przyjdzie święty Józef z pomocą
– porówna dzień z nocą.

Święty Józef kiwnie brodą,
idzie zimno na dół z wodą.

Święty Józef laską w ziemię kole,
wyjeżdżajcie, chłopy, orać w pole.

Święty Józef pogodny,
będzie roczek wodny.

Święty Józek wiezie trawy wózek,
ale czasem smuci,
bo śniegiem przyrzuci.

W Józefa z zimy się śmiej
i na grządce kapustę siej.

 

Przysłowia na
św. Benedykta (21 III):

Jak po Benedykcie ciepło,
to i w lecie będzie piekło.

Benedykt groch w polu sieje,
Wojciech [23 IV] do owsa się śmieje.

 

Przysłowia na
Zwiastowanie (25 III):

Jakie Zwiastowanie,
takie Zmartwychwstanie.

Jasny świt na Zwiastowanie
znaczy czasy zdrowe, tanie.

Na Zwiastowanie,
kiedy mgła w zaranie,
chociaż słonko jasno wschodzi,
znak niechybnej to powodzi.

Na Zwiastowanie
zlatują się bocianie.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.


 

[1] Never, never will we desist till we have wiped away this scandal from the Christian name, released ourselves from the load of guilt, under which we at present labour, and extinguished every trace of this bloody traffic, of which our posterity, looking back to the history of these enlightened times, will scarce believe that it has been suffered to exist so long a disgrace and dishonour to this country.

The Parliamentary History of England from the Earliest Period to the Year 1803, Volume XXIX. London : T.C. Hansard, 1817; str. 278.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha