Kazimierz Robak

O człowieku, który kłaniał się morzu

Roman Kramsztyk: Stanisław Wachowiak (ok. 1930, olej na płótnie)

 

– Po co to czytasz? Piszesz o nim pracę? – zapytał kolega, który akurat wpadł był do mnie, kartkując leżącą na stole książkę.
– Nie. Tak sobie czytam.
– Lektura do poduszki? To?
– To.
A ponieważ obaj znamy się i przyjaźnimy od lat, zmieniliśmy temat.

Kolega ma rację. Lektura tej książki nie jest lekturą poduszkową i chyba niewiele osób ją czytało ot, tak po prostu – dla przy­jem­noś­ci czy z cieka­wości. Ja zaczą­łem od cieka­woś­ci, która być może zgu­biła kota, ale jakoś w moim przy­pad­ku przynios­ła in­ny efekt: przyjemność.

 

Na wspomnienia o Stanisławie Wachowiaku – bankierze, milionerze, wojewodzie pomorskim w okresie 1924-1926, brazylijskim potentacie i działaczu polonijnym, kawalerze krzyży, medali i orderów – trafiłem mimochodem, pisząc komentarze do prezentacji fotograficznej o pierwszym Święcie Morza w Gdyni, które wymyślił jego brat – Andrzej, dziennikarz.

W życiorysach Andrzeja bardzo niewiele jest o Stanisławie – ot, czasem wzmianka „brat Stanisława, woje­wo­dy pomorskiego z lat…”. Przez ciekawość właśnie, zacząłem szukać w katalogu bibliotecznym pod naz­wis­kiem wojewody i wypożyczyłem dwie publikacje[1]. Jako pierwsza przyszła ta ogólna, pełniejsza: Czasy które przeżył – Dr Stanisław Wachowiak (1890-1972).

Są to materiały z sesji naukowej, która odbyła się 7 maja 2001 r w Inowrocławiu, pod auspicjami Rady Miejs­kiej, lokalnego Banku Spółdzielczego i Towarzystwa Historycznego oraz Instytutu Historii Akademii Bydgoskiej. Tam też – przy współ­udziale ambasadora Brazylii – odsłonięto tablicę pamiątkową. Bowiem od stolicy Kujaw Stanisław Wachowiak zaczynał swoją długą i barwną karierę.

 

Konferencyjne referaty otwierają świat, o jakim na ogół wie się mało. Ba – dla wielu osób spoza regionu „Pomorze” to brzeg morski, stwierdzenie, że Bydgoszcz i Toruń to miasta Pomorza, budzi zdziwienie, Kujawy są pojęciem abstrakcyjnym, kojarzonym raczej z Władysławem Łokietkiem niż ze współczesnością i konia z rzędem temu, kto wie, że Inowrocław miał swoje tramwaje jeszcze przed I wojną światową.

 

Stanisław Wachowiak urodził się w wielkopolskich Smolicach, gdzie jego rodzice pracowali na folwarku. W 1898 rodzina przeniosła się do Westfalii i tam ojciec, Ignacy, został górnikiem.
Stanisław jeszcze w szko­le średniej zaangażował się w działalność narodową środowisk polskich, przez co później dwa razy musiał zmieniać uniwersytet, gdyż władze pruskie ten rodzaj aktywności uważały za zdradę. Obronił (1915-02-22) z wyróżnieniem doktorat z ekonomii na monachijskim Ludwig-Maximilians-Universität; dysertację wydał najpierw po niemiecku, a później w tłumaczeniu na polski, pod tytułem „Polacy w Nad­renii i Westfalii”.

Pracę zawodową zaczął w 1916, w Inowrocławiu,  jako członek zarządu Banku Ludowego, aby po kilku mie­siącach zostać naczelnym dyrektorem tej 49-letniej wówczas instytucji. Bank był motorem i promo­to­rem polskości na Kujawach, będących wówczas częścią Prus.

Spółka nasza – napisał jeden z prezesów banku na jego 50-lecie – była oparciem i ostoją: zdro­wym i tanim kredytem zbudowała trwałe podstawy pod przyszły rozwój gospodarczy Kujaw.[2]

Po Inowrocławiu przyszła kolej na Poznań – w 1920 r. Stanisław Wachowiak, już wtedy poseł  na Sejm II RP, został podsekretarzem stanu (a więc wiceministrem) w Ministerstwie byłej Dzielnicy Pruskiej: insty­tucji, do której – i tu paradoks – zlikwidowania dążył bardzo konsekwentnie, gdyż twierdził (i miał rację), że utrzymuje ona sztuczny podział i przeszkadza scaleniu państwa w jeden organizm.

 

W tym momencie – po raz pierwszy i ostatni – w referatach wspomniany jest brat wiceministra, ów Andrzej od Święta Morza, w dość charak­te­rys­tycznym zresztą kontekście. Prasa endecka atakując kandydaturę Stanisława Wachowiaka pisała:

Pan dr Wachowiak wprawdzie poza talentem robienia majątku (jest notorycznym milionerem) żadnych kwalifi­kacji nie posiada, ale ma protekcję „Prawdy” – a to dużo znaczy.[3]

„Prawdę” zaś redagował właśnie Andrzej Wachowiak.[4]

 

W latach 1924-26 Stanisław Wachowiak był wojewodą pomorskim. Nie ma co wdawać się w szczegóły jego dokonań na tym stanowisku. Ponieważ jednak moja z wojewodą pomorskim przygoda zaczęła się od Gdyni i Święta Morza w niej urządzanego, więc na kwestii gdyńskiej poprzestanę.
Stanisław Wachowiak od początku popierał i wspomagał budowę pierwszego polskiego portu morskiego; to również jego starania przy­niosły wiosce Gdynia prawa miejskie (1926-02-10).
Na sesji rady miejskiej Gdyni (1926-05-10) powiedział:

Rząd polski zgodził się na przyjęcie przez Gdynię charakteru miasta. […] Chcąc ten dzień upamięt­nić, ofiaruję miastu ozdobnie wykonany dekret erekcyjny i wręczam go Magistratowi do przecho­wa­nia, jako symbol kamienia węgielnego przyszłej wielkości i sławy Gdyni. […] Wielkość i rozwój Gdyni ma być przewodem oddechowym na świat daleki. […] Gdynia, miasto portowe Państwa Polskiego, niech żyje, niech się rozwija i niech błyszczy jak najcenniejsza perła w koronie Orła Białego!”[5]

 

Rok 1926 był w Polsce międzywojennej cezurą szczególną, bowiem po Przewrocie Majowym do władzy i urzędów doszli zwolennicy Józefa Piłsudskiego, a przeciwnicy i ci, których Marszałek lub jego ekipa nie byli pewni – poszli w odstawkę. W grupie „niepewnych” znalazł się Stanisław Wachowiak. Jako wojewoda postawiony został „w stan nieczynny” w sierpniu 1926.
„Nieczynny” w rozumieniu służby państwowej nie przekładało się na aktywność osobistą. Stanisław Wachowiak przez kolejne lata pracował jako dyrektor komitetu organizacyjnego Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, zwanej popularnie „PeWuKa”.

Nie przypuszczaliśmy wtedy, – napisał – że PWK w niespełna trzy lata później miała stać się największym dziełem zbiorowym  dwudziestolecia, dziełem nie jednego miasta, lecz całego narodu.[6]

Wystawa odbyła się w roku 1929 i trwała od 16 maja do 30 września: w tym czasie dorobek 10 lat niepod­ległości Polski obejrzało 4,5 mln osób.

Nigdy przed Wystawą – pisał Wachowiak – nie było w Polsce, w krótkim okresie czasu, tylu najwybitniejszych przedstawicieli finansów, przemysłu i importerów, co podczas Wystawy. Nic lepiej nie mogło im opisać Polski z jej możliwościami jak Powszechna Wystawa Krajowa.[7]

Głównym organizatorom: Stanisławowi Wachowiakowi i Cyrylowi Ratajskiemu – prezydentowi Poznania, oprócz satysfakcji ze wzorowo wykonanej pracy, przyniosła ona Wielkie Wstęgi z Gwiazdą orderu Polonia Restituta[8].

 

W latach trzydziestych Stanisław Wachowiak prowadził interesy. Udziały w Związku Kopalń Górnośląs­kich „Robur” w Katowicach i spółce żeglugowej „Polskarob”, transportującej na własnych statkach węgiel dla zagranicznych odbiorców, pozwoliły mu wejść do finansowo-przemysłowej elity II RP.

 

Podczas wojny i okupacji (1939-45), Stanisław Wachowiak pracował w Warszawie. Jego okupacyjne credo, to: unikać jakichkolwiek prób porozumienia. […] Ratować fizycznie naród, bez prób jakichkolwiek innych działań.[9] Mówiący płynnie po niemiecku i z niemieckim wykształceniem objął stanowisko prezesa Central­nego Związku Przemysłu Polskiego i wiceprezesa Banku Handlowego oraz Rady Głównej Opiekuńczej.

Jednocześnie współdziałał z podziemiem. Decyzją dowódcy AK, gen. Bora-Komorowskiego (1944-09-29), Stanisław Wachowiak wszedł w skład delegacji prowadzącej rozmowy kapitulacyjne, negocjując z Niem­ca­mi przyszłe losy cywilnych mieszkańców Warszawy i akcje ratowania zbiorów muzealnych, bibliotecznych i mienia kulturalnego.

Armia Czerwona wkroczyła do wyludnionej i zburzonej lewobrzeżnej Warszawy 17 stycznia 1945.

 

Stanisław Wachowiak nie zdecydował się na pozostanie w PRL. Opuścił Polskę na zawsze (1946-04-26). W Wielkiej Brytanii mieszkał krótko. Zniechęcony sporami emigracji i jej polityczną krótko­wzrocz­nością założył farmę i stadninę koni w Irlandii, ale klimat zmusił go do zmiany półkuli.
W 1953 osiadł w São Paulo w Brazylii i mieszkał tam do końca życia. Aktywnie uczestniczył w życiu Polonii: pisał artykuły, wygłaszał odczyty, był komentatorem Radia Wolna Europa. Współorganizował Międzynarodowy Kongres Eucharys­tyczny w Rio de Janeiro w 1955, a za szczególne zasługi dla Kościoła papież Paweł VI przyznał mu koman­dorię Orderu św. Grzegorza Wielkiego (1966-04-17).


Referaty – jak referaty, zresztą ich zadaniem jest dostarczenie jak największej ilości informacji.
Za to roz­mo­wa z tych informacji podmiotem, a więc z samym Stanisławem Wachowiakiem, poprzez lekturę jego wspom­nień, jest  doświadczeniem emocjonującym. Opinie, opisy, oceny zdarzeń i ludzi w tych zapiskach zawar­te dotyczą nie tylko najciekawszego ale i przełomowego okresu w dziejach XX-wiecz­nej Polski, ponadto pochodzą od człowieka o nieprzeciętnej inteligencji i wiedzy, wychowanego w kulcie pracy, poszanowania tradycji, perfekcyjnego w swych działaniach i precyzyjnego w myśleniu.
Nie bez przy­czyny Andrzej Garlicki, w przedmowie do wydania z roku 1983, napisał o autorze:

Angielski termin self-made man nie ma – i nie jest to kwestia przypadku – odpowiednika w języku polskim. Sens jego można jedynie oddać przez omówienie, że chodzi o kogoś, kto zawdzięcza swą karierę jedynie własnej pracowitości, inteligencji, sile przebicia. W polskiej tradycji nigdy nie zako­rzenił się wzorzec pucybuta, który dzięki pracowitości i sprytowi zostaje milionerem. […] Życiorys autora tych wspomnień jest właśnie życiorysem człowieka, który z nizin społecznych, dzięki praco­wi­tości i talentom, przebił się ku górze, zdobywając miejsce w  elicie politycznej i finansowej II Rze­czypospolitej. Jest przykładem kariery w ówczesnej Polsce nietypowej, ale tym bardziej fascy­nującej.[10]

 

 Czytam książki historyczne, pamiętniki, opracowania, materiały z naukowych konferencji. Powiedzenie „jeśli ty nie przyjdziesz do historii, to historia przyjdzie do ciebie” w moim przynajmniej przypadku się sprawdza. Nie ze wszystkimi komentarzami i interpretacjami się zgadzam (powiedziałbym nawet, że nie zgadzam się co najmniej z połową), ale przecież na tym to polega.

I tylko gdy słucham śpiewanego wiersza „Cieszyńska”[11], w którym Jaromír Nohavica dokonał rzeczy niemożliwej, gdyż powiedział w nim więcej o tym, o czym nie powiedział, niż o tym, o czym powiedział, myślę o paradoksie. By zrozumieć te kilka, pisanych prostym językiem strofek trzeba przeczytać ocean książek, albo przynajmniej coś z tego przeżyć. Ale na tym polega różnica między historykiem a poetą. Ten pierwszy musi czytać. Ten drugi wie.

 

Ja, mnie, mną, o mnie.
Tak. Bo, wbrew pozorom, ten tekst nie jest recenzją, tylko opisem mojego prywatnego odbioru książki o Stanisławie Wachowiaku, a także jego wspomnień.
Recenzent powinien doradzić albo odradzić czytanie jakiejś pozycji. Ja zaś jeszcze na tyle nie oder­wałem się od rzeczywistości, by doradzać czytanie naukowych referatów wygłoszonych na uniwersy­teckiej sesji odległej w czasie i przestrzeni, pisanych naukowym stylem, nie zawsze i niekoniecznie porywającym, wy­da­nych w niszowym wydawnictwie w małonakładowej edycji (ale bardzo starannie), a więc praktycznie nie do dostania.
O odradzaniu zaś nie ma mowy – wręcz przeciwnie, polecam jak najbardziej, ale tylko nielicznym.

 

A czy Stanisław Wachowiak ukłonił się kiedyś morzu?

Symbolicznie – nie raz.
A dosłownie? Nie wiem. Ale myślę, że jeśli mu to wpadło do głowy, to tak.

Kazimierz Robak
14 sierpnia 2012


[1] A było ich czternaście; patrz: bibliografia na końcu tekstu.

[2] ks. Antoni Laubitz w: 50 lat Banku Ludowego w Inowrocławiu 1867-1917, opr. Marcel Scheffs i Stanisław Wachowiak, Poznań, 1917, s. 45-46.

[3] „Kurier Poznański” nr 195 z 1920-08-26.

[4] za: Gulczyński, Andrzej. „Stanisław Wachowiak – podsekretarz stanu w Ministerstwie byłej Dzielnicy Pruskiej”. W: Czasy, które przeżył, str. 43.

[5] Wachowiak, Stanisław. Czasy, które przeżyłem : wspomnienia z lat 1890-1939. Warszawa : „Czytelnik”, 1983. Str. 137.

[6] Wachowiak, Stanisław, ibidem, str. 180.

[7] Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu w roku 1929 / dzieło zbior. pod kierownictwem Stanisława Wachowiaka. Tom 1-5. Poznań, PWK 1930. Tom 5, str. 625.

[8] „Monitor Polski”, nr 233, 1929-10-09, poz. 534, str. 1

[9] Wachowiak, Stanisław, ibidem, str. 87.

[10] Garlicki, Andrzej. „Wstęp”. W: Wachowiak, Stanisław, ibidem, str. 7.

[11] „Těšínská”, tekst i muz: Nohavica, Jaromír. W: Nohavica, Jaromír. Divné století. CD. Monitor – EMI Records, 1996.
„Cieszyńska”, przekł. Antoni Muracki; wykonanie: Artur Andrus. W: Świat według Nohavicy. CD. Agencja Warsztat Antoniego, 2008. / Andrus, Artur. Myśliwiecka. CD. Mystic Production, 2012.

 

Czasy które przeżył – Dr Stanisław Wachowiak (1890-1972), polityk działacz gospodarczy i społeczny.
Red. Edmund Mikołaj­czak i Piotr Stracha­nowski.
Inowroc­ław : Pols­kie Towa­rzyst­wo Histo­rycz­ne Oddział w Ino­wroc­ławiu, 2002.

Wachowiak, Stanisław. Czasy, które przeżyłem : wspomnienia z lat 1890-1939.
Warszawa : Czytelnik, 1983.

 

4_Wachowiak_Stanislaw_Czasy_ktore_przezylem_Interim_3

Wachowiak, Stanisław. Czasy które przeżyłem.
Warszawa : Oficyna Wydawnicza Interim, 1991.

Bibliografia podmiotowa
(niekompletna; układ chronologiczny)

 

Wachowiak, Stanisław. Die Polen in Rheinland-Westfalen : eine volkswirtschaftliche Untersuchung. Borna : R. Noske, 1916.

– – – . O przyszłość rzemiosła. Poznań : Tow. Wydawnicze „Kupiec”, 1917.

– – – . Polacy w Nadrenii i Westfalii. Poznań : Zjednoczenie Zawodowe Polskie w Bochum, 1917.

– – – . W ostatniej chwili przed reformą walutową. Warszawa : Galewski i Dau, 1919

– – – . Powszechna Wystawa Krajowa w r. 1929. Przemówienie naczelnego dyrektora P.W.K. d-ra Stanisława Wachowiaka wygłoszone na IX Zjeździe Związku Miast Polskich w dniu 23 października 1927 roku w Poznaniu. Poznań : Druk. „Dziennika Poznańskiego”, 1927.

– – – . Powszechna Wystawa Krajowa w roku 1929 w Poznaniu : wykład wygłoszony na zebraniu Poznańskiego Towarzystwa Prawniczego i Ekonomicznego dnia 1 grudnia 1927 roku. Poznań : Druk. Poznańska T.A., 1928.

– – – . Targi i wystawy w Polsce. Warszawa : Tygodnik „Przemysł i Handel”, 1928.

– – – . Rys historyczny Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu w roku 1929. Poznań : Druk. św. Wojciecha, 1930.

– – – . Rząd a Powszechna Wystawa Krajowa. Poznań : Drukarnia św. Wojciecha, 1930.

– – – . Przedsiębiorczość prywatna w polskiej żegludze morskiej. Warszawa : „Przegląd Gospodarczy”, 1938.

– – – . Kiedy to Polacy w Nadrenii i Westfalii potęgą byli. Warszawa : Biblioteczka „Czasu” nr 14 1939.

– – – . Czasy, które przeżyłem : wspomnienia z lat 1890-1939. Warszawa : Czytelnik, 1983.

– – – . Czasy które przeżyłem. Warszawa : Interim, 1991.

Wachowiak, Stanisław, red. Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu w roku 1929 / dzieło zbiorowe pod kierownictwem Stanisława Wachowiaka. Tom 1-5. Poznań, PWK 1930.

 

pdf_logo_sm

Kazimierz Robak: O człowieku, który kłaniał się morzu.pdf

 


 

Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha