STS Fryderyk Chopin bez masztów


STS Fryderyk Chopin – od 1990 do 2010

17 lutego 2011

PZU wypłaci odszkodowanie armatorowi STS Fryderyk Chopin.
Decyzję tę ubezpie­czy­ciel ogło­sił dzisiaj na konfe­ren­cji praso­wej. Wpły­nąć na nią miały ujaw­nio­ne niedaw­no fak­ty, infor­ma­cje i eksper­ty­zy zwią­za­ne z wypadkiem.
„W naszej opinii – powie­dział przedsta­wi­ciel PZU  Tomasz Tarkowski – nowe dane nie przesą­dza­ją spra­wy w spo­sób bezwzględ­ny, ale posta­no­wi­li­śmy ją roz­strzyg­nąć na korzyść ubez­pie­czo­ne­go, zgod­nie z zasa­da­mi obowią­zu­ją­cy­mi w prakty­ce likwi­da­cji szkód ubezpieczeniowych.”
Obie strony opubli­ko­wa­ły wspól­ny komu­ni­kat praso­wy, nie ujaw­ni­ły jed­nak, jaka suma wcho­dzi w grę. Przedsta­wi­ciel arma­to­ra, kanc­lerz EWSPiA  dr Dariusz Czajka zako­mu­ni­ko­wał tyl­ko, że wyso­kość odszko­do­wa­nia jest adek­wat­na do ponie­sio­nych kosz­tów, wlicza­jąc w nie remont i opła­tę za holowanie.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 lutego 2011

Opis aktualnego stanu prac na STS Fryde­ryk Chopin przedsta­wił dziś w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranow­ski, który właś­nie wró­cił z Falmouth.
Grotmaszt jest już odbu­do­wa­ny, w fazie końco­wej są pra­ce nad fok­masz­tem, a stocz­niow­cy rozpo­czy­na­ją rekon­struk­cję buk­szpry­tu.
Nie zachodzi potrze­ba wy­mia­ny rej, gdyż w cza­sie awa­rii nie utra­co­no ani jed­nej. Reje wkrót­ce będą wypias­ko­wa­ne i poma­lo­wa­ne. Przed ich podnie­sie­niem na masz­ty zało­ga sta­ła żaglow­ca uzbroi je takie­lun­kiem i przyszy­je żagle.
Firma Sail Service z Gdań­ska, zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną przez dyrek­to­ra Tadeu­sza Wojto­wi­cza, napra­wi­ła żag­le nada­ją­ce się do użyt­ku, zaś w miej­sce znisz­czo­nych uszy­ła no­we – wszyst­ko to bezpłatnie.
„Gdy reje będą uzbro­jo­ne i żag­le przyszy­te, a masz­ty na swo­im miej­scu – pisze kpt. Baranow­ski – dźwig będzie brał po kolei każ­dą re­ję, usta­wiał na swo­im miej­scu, bosman przetknie bolec przy bejfucie, na którym reja się obra­ca oraz umo­cu­je tope­nan­ty. I tak dwanaś­cie razy.”
Remont Fryderyka Chopina ma się zakoń­czyć w poło­wie kwietnia.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

10 stycznia 2011

STS Fryde­ryk Chopin wszedł do doku stocz­ni A&P Fal­mouth, gdzie zosta­nie odbu­do­wany buk­szpryt, masz­ty i zało­żo­ny takie­lu­nek sta­ły. Olino­wa­nie rucho­me zosta­nie zało­żo­ne przez zało­gę żag­low­ca. Po przewi­dzia­nym na dwa miesią­ce remon­cie bryg powró­ci do Polski.
„Perpekty­wa rej­su na dru­gą stro­nę Atlan­ty­ku odsu­nę­ła się do jesie­ni, ale za dwa miesią­ce uczest­ni­cy Szko­ły pod Żag­la­mi powró­cą na pok­ład, by choć sym­bo­licz­nie wysu­nąć dziób (dzio­by?) na Atlan­tyk (Made­ra, Kana­ry, Azo­ry) i przypro­wa­dzić żag­lo­wiec do Szcze­ci­na” – pi­sze w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranowski.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

5 stycznia 2011

Remont STS Fryde­ryk Chopin ma rozpo­cząć się w przysz­łym tygod­niu w Fal­mouth. Taką decy­zję pod­jął arma­tor, Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, który sfinan­su­je napra­wę żagl­owca . Ofer­ta stocz­ni w Fal­mouth prze­wi­du­je wyko­na­nie remon­tu w osiem tygod­ni przy kosz­tach ok. 158 tys. fun­tów (ok. 245 tys. dola­rów, 611 tys. PLN). Arma­tor przewi­du­je, że po remon­cie „gimna­zja­li­ści bę­dą mog­li wró­cić na żag­lo­wiec i konty­nu­o­wać rejs na Karaiby.”
EWSPiA doma­ga się jedno­cześ­nie ponow­ne­go rozpat­rze­nia spra­wy wypła­ty odszko­do­wania, której – jak do­tąd – odma­wia PZU. Pis­mo w tej spra­wie zosta­ło zło­żo­ne 29 grud­nia 2010.
Podsta­wą rosz­czeń są no­we dowo­dy: raport bry­tyj­skiego Met Office (Urząd Mete­o­ro­lo­gii), z któ­rego wyni­ka, że w cza­sie złama­nia masz­tów wiatr był zmien­ny, a je­go pory­wy mog­ły przekra­czać 62 węz­ły (115 km/godz; 11°B), oraz odczyt pręd­koś­ci wiat­ru 56 węz­łów (104 km/godz) zare­jes­tro­wa­ny przez apa­ra­tu­rę pomia­ro­wą obsłu­gi­waną przez Met Office na latar­niow­cu Seven­sto­nes zakotwi­czo­nym 10 mil NE od wysp Scilly. Na ma­pach pogo­do­wych Met Office wi­dać też wyraź­nie, że w miej­scu wypad­ku przebie­ga­ła grani­ca zim­ne­go frontu.
Szczegó­ły odwo­łania poda­je Kontakt24.TVN. Stam­tąd też pocho­dzą przedsta­wio­ne ni­żej ma­py meteo­rologiczne.


= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

31 grudnia 2010

Kpt. Ziemowit Barański i czterech człon­ków sta­łej zało­gi STS Fryde­ryk Chopin spę­dza­li Boże Naro­dze­nie i wi­ta­li Nowy Rok na pokła­dzie żag­low­ca w Fal­mouth. Tuż przed świę­tami odwie­dzi­li ich niespo­dzie­wa­ni goś­cie: prezes The Fal­mouth Tall Ships Asso­cia­tion John Hick, jego oficer łączni­ko­wy – Anne Oliver, która jedno­cześ­nie jest szefo­wą klu­bu wioś­lar­skie­go Nanker­sey Rowing Club z sąsia­du­jącej z Fal­mouth gmi­ny Mylor oraz Penny Phillips z Misji Dla Tych Co Na Morzu (Mission to Seafarers).
Anne Oliver przyby­ła na Chopina od stro­ny mo­rza, wraz z wioś­lar­ską osa­dą ło­dzi Circe. Pozo­sta­li poja­wi­li się na żag­low­cu trady­cyj­nie, od stro­ny lądu: John Hick przy­niósł drzew­ko choin­ko­we, a Penny Phillips – prezen­ty dla załogi.
– Gdybyście mieli jakie­kol­wiek problemy lub trudności – powiedziała Penny – nasza Misja jest od tego, by wam pomóc.
Gdy wioś­la­rze z Nanker­sey Rowing Club zwiedza­li bryg, pierw­szy ofi­cer Chopi­na skorzy­stał z okazji i spró­bo­wał wios­ło­wa­nia na Circe.
Kapitan Barański, dzięku­jąc goś­ciom za wizy­tę, zapowie­dział, że rozda na Gwiazd­kę po­da­run­ki zało­dze jako Świę­ty Miko­łaj – i obiet­ni­cy dotrzymał.
(na podstawie: http://www.nankerseyrowingclub.com/news.html)

John Hick trady­cyj­nie okazu­je gościn­ność pol­skim żeg­la­rzom. Jego nazwis­ko spot­kać moż­na np. wśród gospo­da­rzy organi­zu­ją­cych pobyt na lą­dzie uczest­ni­kom pierw­szej Szko­ły Pod Żag­lami, która pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego płynę­ła Pogo­rią z Gdyni do Indii i Sri Lanki w ro­ku szkol­nym 1983/84. Pogo­ria cumo­wa­ła w Fal­mouth w dniach 28 wrześ­nia – 3 paź­dzier­ni­ka 1983. Ucznio­wie z jej pokła­du odby­li wów­czas wyciecz­ki do kopal­ni cyny, Aero-Parku, doków porto­wych, Stacji Ratow­nic­twa Mor­skie­go i ogro­du bota­nicz­ne­go, wizy­to­wa­li także lokal­ne liceum i Szko­łę Kade­tów Mor­skich (Fal­mouth and Penryn Sea Cadets). Spon­so­ra­mi wszyst­kich tych wycie­czek i wi­zyt były wła­dze Korn­wa­lii, Royal Corn­wall Yacht Club i osobiś­cie John Hick, które­mu ówczes­na Szko­ła Pod Żag­la­mi podzię­ko­wa­ła dyplo­mem honorowym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


30 grudnia 2010

STS Fryde­ryk Chopin wciąż znajdu­je się w por­cie Fal­mouth i nie mo­że go opu­ścić. Został tam zatrzy­ma­ny przez wła­dze angiel­skie jako zabez­pie­cze­nie rosz­czeń finan­so­wych właś­ci­cie­la kut­ra Nova Spero, który przeho­lo­wał Chopina do Fal­mouth po wypad­ku (patrz ni­żej, pod datą 7 grud­nia 2010).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 grudnia 2010

Z licz­nych arty­ku­łów praso­wych komentu­ją­cych decyz­ję ubez­pie­czy­cie­la i sy­tu­ac­ję na ryn­ku ubez­pie­czeń w Pol­sce wybra­li­śmy jeden, autor­stwa Pawła Rożyń­skiego, opubli­ko­wa­ny przez Dzien­nik Gaze­ta Prawna na stro­nie inter­ne­to­wej:

Paweł Rożyński: Departamenty wyłudzania składek

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

14 grudnia 2010

Armator STS Fryde­ryk Chopin, Europej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie nastę­pu­­ce oświad­czenie:

Oświad­cze­nie Arma­to­ra STS Fryde­ryk Chopin.
14.12.2010

W związku z bieżą­cą sytua­cją żaglow­ca Fryde­ryk Chopin i infor­mac­ja­mi, które poja­wi­ły się na stro­nie interne­to­wej Funda­cji Szko­ła Pod Żag­lami i w niektó­rych me­diach, Arma­tor żag­low­ca oświadcza:

1. Arma­tor nie pod­jął żad­nej decy­zji co do miej­sca przepro­wa­dze­nia remon­tu. Przedsta­wio­no nam róż­ne ofer­ty a przy ostatecz­nym wybo­rze będzie­my kiero­wa­li się rachun­kiem ekono­micz­nym i jakoś­cią ofer­ty. Infor­ma­cja, że kieru­je­my się „ofer­tą odro­czo­nej płat­no­ści” jest niepraw­dziwa.

2. Spra­wą priory­te­to­wą jest dla Arma­to­ra zdję­cie ze stat­ku aresz­tu. W tym celu, Kanc­lerz EWSPiA dr Dariusz Czajka uda­je się do Anglii wyne­go­cjo­wać ugo­dę z Arma­to­rem kutra Nova Spiro, który holo­wał Frydery­ka Chopi­na do bezpiecz­ne­go por­tu i rato­wał pol­skie dzie­ci, uczest­ni­ków Szko­ły Pod Żaglami.

3. Bank Powszech­na Kasa Oszczęd­ności Bank Pol­ski S.A. zaofe­ro­wał Armato­ro­wi finan­so­wa­nie remon­tu. Rozmo­wy na ten te­mat trwają.

4. W dalszym cią­gu nego­cju­je­my kon­trakt czar­te­ro­wy i umo­wę sponso­rin­go­wą z Mias­tem Szczecin.

5. W związ­ku z suge­stia­mi pojawia­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach, Arma­tor oświad­cza, że PZU S.A. nie złoży­ło nam do tej pory żad­nej ofer­ty. EWSPiA jako Arma­tor żag­low­ca, poza konteks­tem praw­nym, abstra­hu­jąc od tego kto w tym sporze ma rację, jest otwar­ta na wszel­kie propozy­cje, kieru­jąc się przede wszyst­kim ideą i dob­rem żag­low­ca Fryde­ryk Chopin.

Oświadczenie Armatora STS Fryderyk Chopin (PDF).

Dokumenty dotyczą­ce ubez­pie­cze­nia STS Fryde­ryk Chopin.
W związku z bar­dzo nieścis­ły­mi infor­ma­cjami ukazu­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach (Gaze­ta Wybor­cza, Burza Pod Żag­lami, 13.12.2010) oraz zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną braci żeg­lar­skiej publi­ku­je­my doku­men­ty doty­czą­ce ubez­pie­cze­nia żag­low­ca Fryde­ryk Chopin w PZU S.A. oraz odmo­wy wypła­ty odszko­do­wa­nia. Wszyst­kie doku­men­ty do pobra­nia w posta­ci plików pdf.

1. PZU vs STS Fryderyk Chopin ogólne warunki ubezpieczenia (PDF).
2. PZU vs STS Fryderyk Chopin polisa (PDF).
3. PZU vs STS Fryderyk Chopin decyzja (PDF).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Powszechny Zakład Ubez­pie­czeń opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie oświad­cze­nie dotyczą­ce odmo­wy wypła­ty ubez­pie­cze­nia arma­to­ro­wi STS Fryde­ryk Chopin.

Stano­wi­sko PZU SA w spra­wie ubez­pie­czenia żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin”

PZU SA potwier­dza, że na mocy umo­wy zawar­tej pomię­dzy PZU SA a prywat­nym właś­ci­cie­lem żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin” – Europej­ską Wyż­szą Szko­łą Prawa i Admi­ni­stra­cji, – statek ten został obję­ty ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą PZU SA. Ubez­pie­cze­nie stat­ku, tak jak każ­da umo­wa ubez­pie­cze­nia, okreś­la zda­rze­nia, które są obję­te ochro­ną ubez­pie­czeniową.

– Z przykrością przyję­li­śmy infor­ma­cję o zdarze­niu, do które­go doszło pod koniec paź­dzier­ni­ka na statku „Fryde­ryk Chopin” – powie­dział Mariusz Sarnow­ski, dyrek­tor Grupy PZU odpowie­dzial­ny za pion klienta korpo­ra­cyj­ne­go oraz czło­nek zarzą­du PZU Życie. – Nasi przedsta­wi­cie­le bezzwłocz­nie i z peł­nym zaanga­żo­wa­niem podję­li czyn­no­ści zwią­z­ane z anali­zą tego wypad­ku. Nieste­ty w wyni­ku tego postę­po­wa­nia, na podsta­wie usta­lo­ne­go sta­nu faktycz­ne­go oraz zebra­ne­go w spra­wie mate­ria­łu dowo­do­we­go musi­my stwier­dzić, iż nie zaszło żad­ne ze zda­rzeń wymie­nio­nych w umo­wie ubez­pie­cze­nia, które byłoby podsta­wą do przy­ję­cia przez PZU odpowie­dzial­no­ści odszko­do­waw­czej. Takie stanowi­sko zmusze­ni byli­śmy przeka­zać Ubezpie­cza­ją­ce­mu – Euro­pej­skiej Wyż­szej Szko­le Pra­wa i Admi­nistracji.

W przypad­ku, gdyby pojawi­ły się dodat­ko­we istot­ne dowo­dy, infor­ma­cje lub okolicz­no­ści – w szczegól­no­ści uzyska­ne w wyni­ku postę­po­wa­nia przepro­wa­dzo­ne­go przez Izbę Mor­ską w Szcze­cinie – PZU SA niezwłocz­nie powró­ci do ana­li­zy niniej­szej sprawy.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 grudnia 2010 (środa)

Przedstawiciel Europej­skiej Wyż­szej Szko­ły Prawa i Admi­ni­stra­cji (EWSPiA) w Warsza­wie, arma­tora STS Fryde­ryk Chopin spotkał się z władza­mi Szczecina.

Miasto chce zawrzeć z uczel­nią trzylet­nią umo­wę, w ramach któ­rej w rej­sach na żag­low­cu pły­wa­łaby szcze­ciń­ska mło­dzież, ponad­to na jed­nym z żag­li Chopi­na umiesz­czo­ne byłoby god­ło Szczecina.

– Nie może­my przeka­zać pienię­dzy na remont żag­low­ca, ale prowa­dzi­my nego­cja­cje , które mogą pomóc Chopi­nowi, a mias­tu umoż­li­wią korzy­sta­nie z żag­low­ca oraz promo­cję miasta – powie­dział Piotr Krzystek, prezy­dent Szcze­cina wybra­ny ponow­nie na to stano­wi­sko 5 grud­nia 2010.

Przedpła­ta za rej­sy czar­te­ro­we, które mia­łyby się rozpo­cząć już w czerw­cu 2011, mo­że pomóc arma­to­ro­wi w opła­ce­niu kosz­tów holo­wa­nia i remon­tu. Strony nego­cju­ją wyso­kość kwo­ty i szcze­gó­ły umo­wy o dal­szej współpracy.

Podczas kam­pa­nii w wybo­rach samorządowych VI kaden­cji (listo­pad/gru­dzień 2010), ubiega­ją­cy się o reelek­cję na stano­wi­sko prezy­den­ta Szcze­cina Piotr Krzystek zrezyg­no­wał z uży­cia częś­ci bill­boar­dów, przeka­zu­jąc zaosz­czę­dzo­ne fun­du­sze na kon­to fun­da­cji „Szko­ła pod Żag­la­mi Krzysz­to­fa Baranow­skiego”. Krzystek zwró­cił się rów­nież z ape­lem do in­nych kandy­da­tów na prezy­den­ta miasta, by w taki sam spo­sób wspar­li Szko­łę Pod Żag­la­mi i żag­lo­wiec, dla któ­rego Szcze­cin jest por­tem macie­rzystym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 grudnia 2010 (wtorek)

STS Fryde­ryk Chopin nie może opuś­cić Fal­mouth. Został zatrzy­ma­ny w ra­mach porę­cze­nia mająt­ko­we­go dla właś­ci­cie­li kutra Nova Spero, któ­ry doho­lo­wa­ł uszko­dzo­ny bryg do wybrze­ży brytyj­skich. Uchyle­nie „aresz­tu” nastą­pi w momen­cie uregu­lo­wa­nia żąda­nej przez holu­ją­ce­go należ­no­ści, albo po wszczę­ciu oficjal­nych roko­wań o wyso­kość roszcze­nia. Według infor­ma­cji z niepo­twier­dzo­nych źródeł, sumą żąda­ną jest 300 000 USD, zaś arma­tor żag­low­ca pro­po­nu­je 40 000 GBP (ok. 63 tys. dola­rów). Jeśli stro­ny nie uło­żą się polu­bow­nie, kwes­tię rozstrzyg­nie sąd. Armato­rem Chopi­na jest Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji z Warszawy.

Trudności zaczę­ły się, gdy Pol­ski Zak­ład Ubez­pie­czeń – fir­ma ubezpie­cza­ją­ca żag­lo­wiec – odmó­wił wypła­ty odszko­do­wa­nia. EWSPA, zasko­czo­na decy­zją ubezpie­czy­cie­la, nie jest przygo­to­wa­na na wyasyg­no­wa­nie kwo­ty idą­cej w setki tysię­cy dola­rów w tak krót­kim termi­nie. Pisem­na moty­wa­cja ubez­pie­czy­ciel­a jest wciąż nieznana.

Reprezen­tu­ją­cy arma­to­ra dr Dariusz Czajka, kanclerz EWSPA, twier­dzi, że umo­wa ubez­pie­cze­nia zawie­ra­ła punkty dotyczą­ce zarów­no napra­wy jak i ewen­tu­al­ne­go holo­wa­nia żag­low­ca. Wg Czajki PZU przyję­ło złą wykład­nię praw­ną angiel­skie­go termi­nu heavy weather: zamiast „warun­ki sztor­mo­we” przetłu­ma­czy­ło to jako „nadzwy­czaj­ne warun­ki pogo­do­we” i stwier­dzi­ło, że tych poli­sa nie obej­mowała.

Podczas konfe­ren­cji praso­wej Dariusz Czajka mówił, że zatrzy­ma­nie Chopina nie jest dla arma­to­ra zasko­cze­niem i że – nieza­leż­nie od wyni­ku proce­su z PZU – należ­ność za holo­wa­nie i re­mont zosta­nie uregu­lo­wa­na. Wg Czajki warian­tem optymi­stycz­nym jest zakoń­cze­nie remon­tu Chopi­na w cią­gu trzech miesię­cy, jed­nak może się to prze­ciąg­nąć i do czerwca.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 listopada 2010 (wtorek)

Wiadomość podana przez kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego na stronach interne­to­wych jest niepo­ko­ją­ca, jeśli nie alarmu­jąca.


„30.11 godz.1700. Przygoto­wy­wa­liś­my gruntow­ny plan remon­tu, bo Funda­cja chcia­ła wspo­móc ubezpie­czy­cie­la i włas­nymi siła­mi odbudo­wać takielu­nek.

Tymcza­sem ubezpie­czy­ciel, któ­rym jest PZU, odmó­wił w ogó­le płace­nia za remont.

Fryde­ryk Chopin od 20 lat jest ubezpie­czo­ny w PZU do wysoko­ści warto­ści stat­ku. Nie znam uzasad­nie­nia, prócz tego, że na ogół ubezpie­czy­ciel nie lubi wypła­cać odszko­do­wań, nato­miast bar­dzo chęt­nie pobie­ra skład­ki z tytu­łu polisy.

Łatwo jednak przewi­dzieć konsekwen­cje – Fryde­ryk Chopin pój­dzie na żyletki!”

(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)


„Armator Chopina poinfor­mo­wał mnie, że PZU odma­wia płace­nia za remont żaglow­ca, któ­ry przez ostat­nie 20 lat był w PZU ubezpie­czony.

To prawda, że nikt z dotych­cza­so­wych arma­to­rów nie wyma­gał jakichkol­wiek odszko­do­wań. Wręcz przeciw­nie – nagrywa­łem kie­dyś rekla­mów­kę telewi­zyj­ną dla PZU, za którą nie wzią­łem ani gro­sza – tak bar­dzo cieszy­łem się, że mam dobre­go ubezpie­czy­ciela.

A teraz, dwadzieś­cia lat póź­niej, mimo że nie jestem armato­rem, zapropo­no­wa­łem zmniej­sze­nie obcią­żeń dla ubezpie­czy­cie­la i w ramach Funda­cji odtwo­rze­nie całe­go takielun­ku gratis. Już raz to zrobi­li­śmy z kapita­nem Ziemowi­tem i wtedy też było za darmo.”

(http://www.krzysztofbaranowski.pl/blog.php)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

19 listopada 2010 (piątek)

„Kapitan Ziemo­wit Barań­ski przygo­to­wał szczegó­ło­wy zes­taw drob­ne­go sprzę­tu potrzeb­ne­go do uzbro­je­nia nowe­go takie­lun­ku. Jest to 140 ściąga­czy, 100 szak­li i 180 kieli­chów stano­wią­cych zakoń­cze­nia lin stalo­wych podtrzy­mu­ją­cych maszt.”
(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

18 listopada 2010 (czwartek)

Armator STS Fryde­ryk Chopin otrzy­mał pierw­sze koszto­ry­sy napra­wy. Przesła­ły je: Szczeciń­ska Stocz­nia Remon­to­wa Gryfia SA i stocz­nia Y.B.M. Ltd (Yacht Buil­ding Mana­ge­ment) z Gdań­ska.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 listopada 2010 (środa)

Gratiso­wą dosta­wę lin, potrzeb­nych przy remon­cie STS Fryde­ryk Chopin zaofe­ro­wał zak­ład produk­cyj­ny Splot s.c. z Gliwic, produ­cent lin, sznu­rów i ni­ci.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

12 listopada 2010 (piątek)

Uczen­nice i ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami powró­ci­li autoka­rem do Pol­ski.

Organi­za­to­rzy Szko­ły Pod Żag­lami zorga­ni­zo­wa­li konfe­re­ncję praso­wą na tar­gach „Boatshow” w Pozna­niu, gdzie mie­li swoje stoisko ofero­wa­ne gratis przez dyrek­cję tar­gów.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 listopada 2010 (poniedziałek)

„Młodzież z pokładu Chopi­na wró­ci do Polski” donio­sła dziś ra­no Pol­ska Agen­cja Praso­wa. PAP powo­łu­je się na wypo­wiedź Krzysz­to­fa Baranow­skiego, który obec­nie przeby­wa w Polsce i spot­kał się z rodzi­ca­mi uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żaglami.

Remont Fryde­ryka Chopi­na bę­dzie trwał nie kró­cej niż mie­siąc. Jeś­li zapad­nie decy­zja, że odbę­dzie się w stocz­ni pol­skiej, doli­czyć trze­ba czas żeg­lu­gi z Fal­mouth na Bał­tyk: w przypad­ku pozba­wio­ne­go masz­tów żag­low­ca w sezo­nie jesien­nych sztor­mów może to być i kil­ka tygod­ni. Tymcza­sem rzeczo­znaw­ca PRS, któ­ry nie wi­dzi przesz­kód, by wy­dać Chopino­wi zezwo­le­nie na ewen­tu­al­ny rejs do Pol­ski, wyklu­czył obec­ność mło­dzie­ży na pokła­dzie w tej podróży.

„Dlate­go roz­sąd­niej jest zab­rać bryka­ją­ce na lą­dzie dzie­ci i wró­cić z nimi do macie­rzy­stych szkół, a kie­dy żaglo­wiec zosta­nie napra­wio­ny, przy­wieźć je z powro­tem do Anglii” – wyjaś­nia kpt. Baranow­ski na stro­nie Szko­ły Pod Żaglami.

Ter­min powro­tu uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żag­la­mi jest na razie nieokreś­lo­ny. Arma­tor opła­cił im hotel w Penzance do 9 listo­pada.

Remont w Anglii leży w intere­sie arma­to­ra, gdyż w tym przypad­ku STS Fryde­ryk Chopin mógł­by dot­rzeć jesz­cze w tym sezo­nie na Kara­iby, gdzie po 20 stycz­nia 2011 (przewi­dy­wa­ny ter­min zakoń­cze­nia Szko­ły Pod Żag­lami) czeka­ją na nie­go pasa­że­rowie.

„Arma­tor wyra­ża zgo­dę i chęć wyko­rzy­sta­nia zało­gi mło­dzie­żo­wej na dopro­wa­dze­nie stat­ku na Kara­iby, mi­mo, że wykro­czy to po­za plano­wa­ny czas. Kosz­ty tego przedłu­że­nia bę­dą jed­nak obcią­żały Fun­da­cję” – poda­je stro­na tej orga­nizacji.

Jednocześnie „Fun­da­cja Szko­ła Pod Żag­lami Krzysz­tofa Baranow­skiego” ogło­si­ła na­bór kandy­da­tów na rok szkol­ny 2011/2012. Zasa­dy są te sa­me, co w poprzed­nich edyc­jach Szko­ły: całorocz­na pra­ca opiekuń­cza – kon­kurs świa­dectw i spraw­ności – bezpłat­ny rejs Szko­ły dla 36 najlep­szych + bezpłat­ne rej­sy pocie­sze­nia dla pozo­sta­łych. Zgo­dę na wyczar­te­ro­wa­nie Fun­da­cji żag­low­ca w ro­ku przysz­łym wyra­ził arma­tor STS Fryde­ryk Chopin.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 listopada 2010 (niedziela)

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skiego, wpły­nął póź­nym popołud­niem do suche­go doku stocz­ni Pen­dennis Ship Yard Ltd w Fal­mouth. Tam dopie­ro, z pomo­cą dźwi­gów brzego­wych, bę­dzie moż­na zdjąć połama­ne masz­ty i zwisa­ją­ce z nich reje.

Pobyt w doku umoż­li­wi też dokład­niej­szą wyce­nę strat i kosz­tów napra­wy oraz ponow­ne oglę­dzi­ny dna, tym razem przez rzeczo­znaw­ców firm ubez­pie­cze­nio­wych i Pol­skiego Reje­stru Stat­ków – towa­rzy­stwa klasy­fi­ka­cyj­nego z upraw­nie­nia­mi m.in. do wyda­wa­nia certy­fi­ka­tów bezpie­czeń­stwa stat­kom wszyst­kich ban­der UE.

Wtedy dopie­ro podję­ta zosta­nie decy­zja o miejs­cu remon­tu żag­low­ca. Ewen­tu­al­ne przepro­wa­dze­nie STS Fryde­ryk Chopin bez masz­tów i żag­li do stocz­ni pol­skiej bę­dzie też uzależ­nio­ne od otrzy­ma­nia zgo­dy inspek­to­rów PRS na samo­dziel­ną jedno­ra­zo­wą pod­róż bry­gu do Polski.

W Szko­le Pod Żag­lami prowa­dzo­ne są regu­lar­ne zaję­cia, połą­czo­ne z wyciecz­ka­mi, któ­re prog­ram przewi­du­je w każ­dym por­cie. Pierw­sze dwa dni 36 uczen­nic i ucz­niów spędzi­ło w hote­lu w Fal­mouth, opła­co­nym przez pol­skie MSZ. Teraz spon­so­rem poby­tu jest arma­tor żag­low­ca, którego repre­zen­tuje dr Dariusz Czajka, a mło­dzież miesz­ka w Pen­zance. Darmo­wy trans­port zorga­ni­zo­wał p. Stefan Kas­przyk z Lon­dy­nu. Arma­tor opła­cił ho­tel do 9 listo­pa­da – do tego cza­su powin­ny się wyjaś­nić wszyst­kie kwes­tie związa­ne z dal­szym przebie­giem tej edy­cji Szko­ły Pod Żaglami.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


3 listopada

0700 GMT – „Ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami pozo­sta­ną przy STS Fryde­ryk Chopin do cza­su ukoń­cze­nia napra­wy. Nau­ka bę­dzie się odby­wać zgod­nie z pla­nem, równo­legl­e z praca­mi napraw­czymi.” Taki komu­ni­kat poda­li na kon­fe­ren­cji praso­wej kapi­tan, arma­tor i organi­za­tor rejsu.

Wciąż nie są zna­ne kosz­ty remon­tu, jego wyko­naw­ca i czas trwa­nia. Decy­zje o dal­szych lo­sach rej­su podję­te zosta­ną dopie­ro po rozstrzyg­nię­ciu tych kwestii.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

2 listopada

Zało­ga żag­lowca koń­czy pra­ce przy usuwa­niu resz­tek takie­lun­ku i frag­men­tów masz­tów; pływa­jący dźwig porto­wy pod­no­si z wo­dy bukszpryt.

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego, wpły­wa do por­tu Falmouth. W tym cza­sie kpt. Ziemo­wit Barań­ski dopeł­nia na lądzie formal­ności zwią­zane z wypad­kiem.

Na pokła­dzie żag­low­ca pracu­je rzeczo­znawca PZU.

Załoga młodzie­żo­wa przeby­wa na lądzie

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

1 listopada

ok. 0900 GMT – STS Fryde­ryk Chopin, przeho­lo­wa­ny do zato­ki Falmouth, cumu­je do boi u ujścia rze­ki Fal, 1 Mm od portu.

W porcie na zało­gę Frydery­ka Chopina oczekują – oprócz brytyj­skich służb medycz­nych – pol­scy leka­rze-psycho­lo­dzy, pracow­ni­cy konsu­latu RP, koman­dor Szko­ły Pod Żag­lami Krzysz­tof Bara­now­ski, dr Dariusz Czajka – kanc­lerz EWSPA, rzeczo­znaw­ca PZU oraz brytyj­scy i pol­scy dzien­ni­ka­rze.

Po tych z załogi, którzy zech­cą wró­cić do Polski, ma przy­być autokar.

ok. 1100 GMT – zało­ga szkol­na zosta­je przewie­zio­na na ląd. Uczen­nice i ucznio­wie są w dobrym nastro­ju. Wszys­cy, z który­mi rozma­wia­li zgroma­dze­ni na nabrze­żu dzien­ni­ka­rze, mó­wią, że chcą konty­nu­o­wać rejs po napra­wie żag­lowca.

„Sam wypa­dek nie był dla nas aż tak prze­ra­ża­jący – powiedziała dzien­nika­rzo­wi BBC uczen­ni­ca Natalia Gałda – gdyż po awarii pierw­sze­go masz­tu tylko doro­śli mog­li wycho­dzić na dek. Dla nas, pod pokła­dem, wszyst­ko działo się nor­mal­nie.”

„Cała załoga jest zdro­wa, nikt nie został ran­ny. Jesteśmy w dob­rym nastro­ju i ma­my nadzie­ję konty­nu­ować rejs – mówi­ła Małgo­rza­ta Michałkie­wicz, asys­tent drugie­go ofi­cera w rozmo­wie z repor­te­rem Sky News. – Oczywiś­cie, utra­ta masz­tów była szo­kiem, ale ma­my dobre­go kapi­ta­na. Dzięki niemu nie było pani­ki. Podej­mo­wał właś­ciwe decy­zje i mieli­śmy do niego peł­ne zaufa­nie. Najwię­ksze wraże­nie zrobi­ło na mnie to, w ja­ki spo­sób zosta­ła przepro­wa­dzo­na akcja ratun­ko­wa: mieli­śmy zapew­nio­ną pomoc już pół­tora godzi­ny po wypadku.”

ok. 1200 GMT – na pokła­dzie rozpo­czy­na pracę rzeczo­znawca. Ekipa Pol­skie­go Klubu Płetwo­nur­ków „Waleń” z Londy­nu spraw­dza część podwod­ną kad­łu­ba.

ok. 1700 GMT – do pracy przy żag­lowcu przystę­puje dźwig porto­wy, by wydo­być z wody reszt­ki takie­lun­ku. Po tej opera­cji STS Fryde­ryk Chopin będzie mógł wejść do por­tu o włas­nych siłach.


Źródła zdjęć: BBC, Sky News i Newlyn Harbour.co.UK



30 października 2010

Łódź ratownicza z wyspy St. Mary’s spędziła 20 godzin na morzu w akcji ratunkowej
pozbawionego masztów polskiego żaglowca…więcej…

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 października  2010

O natychmias­tową po­moc popro­sił przez radio kapi­tan szkolne­go żag­low­ca Fryderyk Chopin 29 października 2010 o godz. 0703 GMT. Wg infor­ma­cji poda­nej przez brytyj­ską Mariti­me and Coast­guard Agency, kapi­tan zamel­dował, że jednos­tka straciła w sztor­mie fokmaszt i zachodzi poważna oba­wa, iż to samo sta­nie się z dru­gim masztem. Jedno­cześ­nie przeka­zał, że nikt z załogi nie odniósł obrażeń. Fryderyk Chopin znajdował się wówczas 100 mil SW od wysp Scilly. Na pomoc pospie­szy­ły trzy­ statki: drobnico­wiec, traw­ler i konte­ne­ro­wiec (MSC Narissa), zaś Royal Navy postawiła w stan gotowości heli­kop­ter. Akcję ratun­ko­wą koordy­nuje brytyj­ski Coast­guard w Falmouth, który wysłał na po­moc swój ku­ter ratowniczy.­

Doniesienia agencyjne z późniejszych godzin informują, że bryg stracił rów­nież drugi maszt, a sztorm w tym rejo­nie, o sile 9°B, pod­niósł wyso­ką falę. Jednos­tka zosta­nie odho­lo­wa­na prawdopodobnie do Plymouth, istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że w przypad­ku uży­cia silni­ka włas­nego, reszt­ki oli­no­wa­nia mo­gą zablo­kowac śrubę i ster. Hol podany został z trawlera Nova Spirro (armator: Newlyn Fishing). Z uwagi na stan morza podróż na holu potrwać może do trzech dni

STS Fryderyk Chopin pły­nie w rejsie Szko­ły pod Żag­la­mi pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skie­go. Na pokła­dzie znaj­du­je się 47 osób, w tym 36 uczen­nic i ucz­niów dru­giej kla­sy gimna­zjaln­ej.

Premier RP Donald Tusk, przeby­wają­cy obec­nie w Brukse­li na szczy­cie Wspól­no­ty Euro­pej­skiej, rozma­wiał o wypadku z premie­rem brytyjskim Davi­dem Came­ro­nem i otrzy­mał od niego zapew­nie­nie, że stro­na brytyj­ska zrobi wszystko, by akcja ratun­ko­wa zosta­ła zakoń­czo­na pomyślnie. „Nie widzimy w tej chwili powodów do poważ­niej­szych obaw – powie­dział pre­mier Tusk – gdyż z rela­cji kapi­ta­na wyni­ka, że nikt z zało­gi nie zos­tał poszko­do­wa­ny, nie zacho­dzi koniecz­ność ewaku­acji, a sytuac­ja jest pod kon­trolą.”

Ministerstwo Spraw Zagra­nicz­nych RP uruchomiło infolinię dla ro­dzin zało­gi żag­low­ca, przeby­wa­ją­cej na pokła­dzie statku:

Centrala w Warszawie – 22 523 94 48

Wydział Konsularny Ambasady RP w Londynie

00 44 207 291 39 14 – czynny do godz. 20:00

00 44 793 959 42 78 – czynny całą dobę

Rzecznik MSZ, Paweł Bosacki poinfor­mo­wał, że wy­dział konsu­lar­ny amba­sady pol­skiej w Falmouth zare­zer­wo­wał ho­tel dla zało­gi Fryderyka Chopina i w razie potrze­by skie­ruje do por­tu pol­skich psycho­lo­gów. Zapew­nio­ny zosta­nie także trans­port auto­ka­ro­wy do Polski, „cho­ciaż niewy­klu­czo­ne, że znisz­cze­nia oka­żą się ma­łe i zało­ga bę­dzie konty­nu­ować podróż na Kara­iby” – powie­dział Paweł Bosacki na kon­fe­ren­cji prasowej.­­­

Żaglowiec jest holowany przez statek rybacki w stronę angielskiego portu Falmouth.

 



Calendar

« May 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało... Wiosna, ach to ty!
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty!

[Marek Grechuta]

Wiosna – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Charakteryzuje się umiarkowanymi temperaturami powietrza z rosnącą średnią dobową, oraz umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego.

Każda wiosna tak się zaczyna, od tych horoskopów ogromnych i oszałamiających, nie na miarę jednej pory roku, w każdej – żeby to raz powiedzieć – jest to wszystko: nieskończone pochody i manifestacje, rewolucje i barykady, przez każdą przechodzi w pewnej chwili ten gorący wicher zapamiętania, ta bezgraniczność smutku i upojenia szukająca nadaremnie adekwatu w rzeczywistości.

Ale potem te przesady i te kulminacje, te spiętrzenia i te ekstazy wstępują w kwitnienie, wchodzą całe w bujanie chłodnego listowia, we wzburzone nocą wiosenne ogrody i szum je pochłania. Tak wiosny sprzeniewierzają się sobie – jedna za drugą, pogrążone w zdyszany szelest kwitnących parków, w ich wezbrania i przypływy – zapominają o swych przysięgach, gubią liść po liściu ze swego testamentu.

Ładnie. Ale skoro poszło już z takiego pułapu jak Schultz, do skontrowania trzeba rzeczywiście poszukać adekwatu:

Tymczasem ze wszystkich podmiejskich okolic wiosna przybywała na rynki. Tysiące róż więdło wzdłuż chodników w koszykach sprzedawców i ich słodki zapach unosił się po całym mieście. Na pozór nic się nie zmieniło. Tramwaje wciąż były pełne z rana, puste i brudne w ciągu dnia. Tarrou przyglądał się małemu staruszkowi, a mały staruszek pluł na koty.

Chyba może być, choć od razu wiadomo, że niepowtarzalny mały staruszek plujący na koty mieszka w Oranie i należy do Dżumy Camusa (koty, skądinąd, skończyły smutnie).

 

Odniesień symbolicznych, mitologicznych, literackich wiosna ma więcej niż pozostałe trzy pory roku razem.

Jest „Wiosna Ludów” (1848), „Praska Wiosna” (1968) i „wiosna w październiku” (1956).
Jest Wiosna 1905 Stanisława Masłowskiego, o której śpiewa Kaczmarski, i „ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” (1812) – ale o tym będzie pod właściwymi miesiącami.
Wiosnę zdobywały traktory – o czym będzie za chwilę.

W muzyce jest oczywiście pierwsza z Czterech Pór Roku (1725) Vivaldiego, kantata Wiosna (1902) Rachmaninowa, pieśń Strawińskiego (op. 6 no. 1; 1907) do wiersza Wiosna klasztorna (1906) Siergieja Gorodeckogo i tegoż Strawińskiego Święto wiosny (1913). Tego wszystkiego jednak opisać się nie da, nawet onomatopejami, jak np. ulubionego owocu Beethovena, który zresztą też Sonatę Wiosenną napisał.

W malarstwie jest La Primavera (1482) Boticellego (nie Wiosna, a właśnie tak, z włoska), której opisywać, mam nadzieję nie trzeba. I – wśród niezliczonych wiosennych odniesień malarskich – swojski, prosty i jednocześnie mocny Sawrosow, czyli Przyleciały gawrony (1871), który kojarzy mi się raczej smutno, bo nieznośna pamięć (żadnego zapomnienia!) podsuwa Żeromskiego i jego „A kej ty idzies, fajtasiu, kej?”, czego przypomnienie dla rodzaju ludzkiego jest wstydliwe.

Wiosną obchodzone jest najważniejsze święto chrześcijańskie, Wielkanoc, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa, symbolizujące jego zwycięstwo nad śmiercią.

Benedykt Chmielowski idzie dalej:

Druga Sentencya jest, że Świat od BOGA stworzony na WIOSNĘ podczas Aequinoctium Wiosnowego i ta sentencya probabilior, dla większej liczby pewniejszych Autorów, bo Nowy Adam CHRYSTUS, Świat restaurujący, począł się na Wiosnę 25. Marca w Żywocie Najświętszej MARYI, toć i Stary Adam, psujący Świat, w takimże Wiosnowym czasie miał być stworzony. W ten czas miał być Mundus creatus, kiedy recreatus.

Wiosna nastaje, gdy na Ziemię powraca do matki Kora, a Demeter – po zimowej żałobie – przywraca do życia przyrodę, co prawda tylko do końca jesieni, bo jej córka, nieopatrznie zjadłszy w Podziemiach ziarnko granatu, musi powrócić do męża i znów stać się Persefoną.

Nastaje, gdy do żywych wraca Adonis i tonie w objęciach stęsknionej i zakochanej Afrodyty, zaś Persefona (nie była ona takim niewinnym kwiatuszkiem, jakim widziała ją jej matka – bo to ona, chcąc mieć Adonisa dla siebie w Podziemiu, nasłała na niego dzika-zabójcę) musi na Ziemi obejść się smakiem.

Nastaje, gdy do Mezopotamii wraca przywracający wegetację Tammuz, a Babilończycy święcą rocznicę zwycięstwa Marduka nad Tiamat.

Według Walijczyków Gwyn ap Nudd, król demonów panujący w zaświatach, 1 maja rozpoczyna walkę ze swym rywalem, którym jest Gwythyr ap Greidawl. Chodzi oczywiście o to, kto zawładnie dziewicą: jest nią Creiddylad, siostra Gwyna i narzeczona Gwythyra. Wg jednego z mitów, pierwszą walkę wygrał Gwyn, ale król Artur nakazał mu zwrócić narzeczoną Gwthyrowi i zawrzeć z nim pokój. Nemezis dziejowa nakazuje jednak obu rywalom bić się co roku w pierwszym dniu maja aż do dnia Sądu Ostatecznego: dopiero zwycięstwo w dniu ostatnim będzie zwycięstwem ostatecznym. Uczeni mówią, że walka ta symbolizuje zmaganie zimy z wiosną (a może i z latem, bo klimat tam ciężki) - i niech tak zostanie.

A proza?

– Jak daleko jeszcze mamy do wiosny? – spytał K.
– Do wiosny? – powtórzyła pytanie Pepi. – Zima bywa u nas długa, bardzo długa i monotonna. Na to jednak tu na dole się nie skarżymy, przeciwko zimie jesteśmy zabezpieczeni. No, ale kiedyś nadejdzie wiosna i lato i będą miały swój czas trwania. Jednak we wspomnieniach wiosna i lato wydają się teraz tak krótkie, jak gdyby trwały najwyżej dwa dni i nawet w ciągu tych dwu dni, i to przy najpiękniejszej pogodzie, popada jeszcze czasem śnieg.

Prawda. Aż dziw, że u Kafki była jakakolwiek inna pora roku niż zima czy późna jesień. Ale nawet gdy na dworze wiosna w pełni…

Na dworze wiosna w pełni. Jezdnie pokrywa bure błocko, na którym zarysowują się już przyszłe ścieżynki; dachy i chodniki już suche; pod płotami spod zgniłej zeszłorocznej trawy wynurza się młoda, delikatna zieleń. W rynsztokach wesoło pieniąc się i bełkocąc płynie brudna woda, w której nie brzydzą się kąpać słoneczne promienie. Drzazgi, słomki, łupiny słonecznikowych pestek szybko mkną po wodzie, wirują, zahaczają o brudną pianę. A dokąd płyną te drzazgi? Możliwe, że z rynsztoku dostaną się do rzeki, do morza, z morza do oceanu... Chciałbym sobie wyobrazić tę długą niebezpieczną drogę, lecz fantazja zawodzi nie docierając do morza.

Ładne? Myślę, że tak. No to dalej, ten sam Antoni Czechow:

Na ziemi jeszcze leży śnieg, a do duszy, już zagląda wiosna. Jeżeli, czytelniku, kiedykolwiek wracałeś do zdrowia po ciężkiej chorobie, to znasz ten błogi stan, kiedy serce zamiera od mglistych przeczuć, a uśmiech rozjaśnia twarz bez wyraźnej po temu przyczyny. Widocznie podobny stan przeżywa obecnie przyroda. Ziemia jest zimna, błoto ze śniegiem chlupoce pod nogami, lecz jakie dokoła wszystko wesołe, łagodne i przymilne! Powietrze jest tak jasne i przejrzyste, że gdyby wejść na gołębnik lub dzwonnicę, to — zda się — ujrzysz świat cały od krańca do krańca. Słońce świeci jasno, a promienie lśniące i uśmiechnięte kąpią się w kałużach wraz z wróblami. Rzeczka pęcznieje i ciemnieje: zbudziła się już ze snu i nie dziś, to jutro ruszy. Drzewa stoją nagie, lecz żyją już i oddychają.

W takie dni dobrze jest gnać miotłą lub łopatą brudną wodę w rowach, puszczać z biegiem okręciki lub rozbijać obcasami uparty lód. Dobrze też pędzać gołębie pod samo sklepienie niebios lub włazić na drzewa i zawieszać tam domki dla szpaków. Tak, wszystko to jest dobre o tej szczęśliwej porze roku, zwłaszcza jeśli człowiek jest młody, kocha przyrodę, nie kaprysi, nie histeryzuje, a praca nie zmusza go do siedzenia w czterech ścianach od rana do wieczora. Niedobrze zaś, gdy człowiek jest chory, gdy więdnie gdzieś w kancelarii lub kuma się z muzami.

Tak, wiosną nie należy kumać się z muzami.

Zygmunt Gloger podchodził do wiosny etnograficznie:

Wiktor opowiadał, że każdy człek na wiosnę chowa tu w kieszeni kilka groszy na „zieziulkę” (kukułkę), aby miał czem brzęknąć, gdy pierwszy raz kukanie posłyszy. Przypomniał mi tem białoruskie przysłowie „Schawaj try hroszy na ziaziulku”.
Kukułka
[...] w pieśniach ukraińskich [...]
gdy głodnemu zakuka na wiosnę, to będzie on głodny rok cały.

Dla Marka Hłaski wiosna jest pachnąca i niefrasobliwa.
Gabriel García Marquez wspomina rzymską wiosnę pełną z diamentowego światła i nieśmiertelnego powietrza.
Agustín w górach Sierra de Guadarrama fajdał w mleko wiosny.
Lejzorek Rojtszwaniec, choć w więzieniu nie słyszał wróbli, jednak wiedział, że:

dziś one z pewnością śpiewają jak gwiazdy w operetce, ponieważ już jest międzynarodowa wiosna.

Józef K., Augustín, staruszek plujący na koty, Lejzorek – dziecinne szarady. Ale proszę spróbować odgadnąć, kto to napisał:

Spójrzcie tylko, znów zaczyna się wiosna. Dnie nastały już dłuższe, jaśniejsze. Na pewno na polach jest już dużo do zobaczenia i usłyszenia! Wychodźcie dużo na powietrze, niebo jest teraz tak ciekawe w swej różnorodności, ze swymi niespokojnymi, goniącymi obłokami, a naga jeszcze ziemia musi tak pięknie wyglądać w swym zmiennym oświetleniu.

Ułatwienie? Proszę bardzo: pisane 24 marca 1918 w więzieniu miasta Breslau (dziś Wrocław). Rozwiązanie znajdziecie na końcu tej strony.

 

Miało być jeszcze o traktorach. Trudno, będzie. W czasach, gdy w Polsce większość późniejszych bojowników o indywidualizm w sztuce popełniała wstydliwy grzech zwany socrealizmem, wydrukowano utwór pod tytułem Traktory zdobędą wiosnę (1950). Wówczas nazywało się to powieść reportażowa. Dziś gatunek ten ma własną nazwę: „produkcyjniak” i jeśli ktoś nie zna dokładnej jego definicji, niech się cieszy. Ja np. przypomniałem to sobie niedawno i nie mam ani powodu do radości, ani do tego, by wymieniać autora po nazwisku, zwłaszcza że nie jest zbyt znane. Ba, ale produkcyjniaki pisywały wówczas takie tuzy jak Tadeusz Konwicki, Aleksander Ścibor-Rylski, wyzwolona sawantka lat 50-tych Anna Kowalska, Marian Brandys.
Za panią minister można powtórzyć „Sorry, taki mamy klimat”.

Żeby płynnie przejść od prozy o wiośnie do poezji o wiośnie, pokażemy (drogi Fagocie) na początek coś prościutkiego – i stąd, i stąd:

[…] choć deszcz ze śniegiem bije w zakratowane okna, choć pada tak gęsto, że w pokoju jest mrok, pan Ignacy ma wiosenny humor. Wydobywa spod łóżka gitarę, dostraja ją i wziąwszy kilka akordów, zaczyna śpiewać przez nos pieśń bardzo romantyczną:

Wiosna się budzi w całej naturze
Witana rzewnym słowików pieniem;
W zielonym gaju, ponad strumieniem,
Kwitną prześliczne dwie róże.

– Milcz, ty podła świnio!... – zbeształ pan Ignacy pudla Ira, gdy ten próbował poddać w wątpliwość koordynację ruchową swego właściciela. Bez wątpienia posłużyłby się mocniejszymi środkami, gdyby ktoś kwestionował jego możliwości wokalno-instrumentalne (Zamordować człowieka albo nawet dwu, czy samemu dać się porąbać to u pana chleb z masłem… – ajent handlowy Szprot chyba wiedział, co mówi…). Nie roztrząsajmy więc JAK, a przejdźmy do CO.

Jeśli porównać CO śpiewał pan Ignacy z podobną twórczością lat późniejszych, wyjdzie, że „rzewne słowików pienia” nie były wcale takie złe:

Wybrałam już sobie chłopaka na medal, […]
Przystojny, niegłupi, szeroki gest ma,
Na wiosnę mi kupił WSK.

W jak wiosna, S jak Stach,
K jak kocham Stacha wiosną,
WSK, och, WSK.
W tej maszynie wszystko gra,
to podoba się dziewczynie,
WSK, och, WSK.

Sześć koni ma, sześć koni ma,
na trawkę gna, na trawkę gna,
na trawkę co niedziela z nami gna.

Utwór ten popełnił w roku 1966 Edward Fiszer jako tekst piosenki dla Danuty Rinn. Młodszym wyjaśniam, że WSK to marka motocykla produkowanego w Polsce w latach 1954-1985 przez Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Maszyna w wersji podstawowej miała silnik o pojemności 125 ccm i moc rzeczywiście 6 KM, ale nic nie usprawiedliwia takiej rymowanki. Nawet trawka. I nawet to, ze podobno mają motocykl WSK znów produkować.

Że co? Że Fiszer to tylko tekściarz od piosenek? A cóż innego podśpiewywał pan Ignacy?

To jest jednak złośliwość. Bo w piosenkach o wiośnie znalazły się też teksty z innych półek, nawet jeśli była ona daleko i cieszyła (nim przyjdzie wiosna, nim miną mrozy) samą tylko obietnicą swego istnienia.
A piosenek o wiośnie jest bez liku. Po prostu – zatrzęsienie. Sprawdziłem Katalog Polskich Płyt Gramofonowych Jacka Żylińskiego (czapka z głowy, ten facet dokonał rzeczy niesamowitej!):
słowo „wiosna” i jego pochodne występuje w tytułach 115 utworów (dla porównania: lato, z obocznościami – 76 tytułów, jesień – 96, zima – 52).

Trzeba więc od razu przejść do poezji, ale tego się – przy wiośnie - nie da zrobić, bo to osobna, opasła antologia. Od Reja i Kochanowskiego…

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.

… przez Morsztyna…

Tak wiemy, że już wiosna nam nadchodzi,
Gdy słońce w kąpiel do Wodnika wchodzi,

…do klasyków współczesności np. Lechonia, o którym Miłosz pisał później, że:

Wiosnę, nie Polskę, chciał widzieć na wiosnę
Depczący przeszłość Lechoń-Herostrates

lub Wierzyńskiego, który to, czego chciał Lechoń, dokładnie wypełnił:

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

co twórcy ściągawek uczniowskich opisali i zanalizowali dokładnie („w wierszu są obecne epitety oraz metafory”), włącznie z odpowiedzią na pytanie „co poeta chciał przez to powiedzieć?”.

 

Po drodze byli jeszcze twórcy młodopolscy. Choć cenię na przykład Tetmajera, ale jego wiosna różanoustna, złotobrewa z żółtym jaskrem i chabrem niebieskim na czole i jego wizje

Gdy pierwszy nastał dzień wschodzącej wiosny młodej,
najpierwszy zbudził się śpiący na dnie bóg wody
i powstał z chłodnych leż, i głową kędzierzawą
uderzył w lód, co legł na rzece lśniącą ławą,
i rozpękł z hukiem lód, i z prądem kry się suną

wydają mi się już nieco… hmm, powiedzmy: archaiczne. Nie mówiąc o tym, że tetmajerowski obrazek:

Z daleka od ludzkiego zgiełku i mrowiska
wstaje wiosna. Już w kępie lianów, palm i wici
jaguar cętkowaną, lśniącą skórą błyska
i iskrzącym bursztynem wielkich oczu świeci.

Jakoby liść potworny z olbrzymiego drzewa,
któremu na gałęziach gwiazdy lśnią jak rosa;
leży płaski, błyszczący, a przez gąszcz się wlewa
ku niemu fali słońca tęcza złotokosa.

wydaje się być żywcem wzięty z „Celnika” Rousseau, o którym będzie w zupełnie innym miejscu. Z innymi młodopolanami jest podobnie (przykładów nie będzie).

Resztę Młodej Polskę zatem sobie daruję. Ale będzie za to krótka dygresja z poezją rosyjską w tle.

Ponieważ od jakiegoś czasu drążę temat „wpływy Verlaine’a na...", więc przy okazji zanurzyłem się w morzu rosyjskiej poezji o wiośnie. M.in. wziąłem z półki pierwszą z brzegu książkę, którą była Historia literatury rosyjskiej XX wieku pod redakcją Andrzeja Drawicza. Tam, w rozdziale „Symbolizm w poezji” Grażyny Вobilewicz, wśród akapitów poświęconych Konstantinowi Balmontowi (1867-1942), którego rolę w poezji rosyjskiego Srebrnego Wieku porównać mogę do roli właśnie do starszego o generację Paula Verlaine’a (1844-1896) w poezji francuskiej, znalazłem taki oto opis ilustrowany fragmentem wiersza „Весеннее”:

Niezrównany kolorysta, umiejący zwłaszcza w swoich poetyckich pejzażach oddać całą ich ruchliwą zmienność, rozmaitość barw, drgań powietrza, grę refleksów świetlnych i cieni, Balmont był też prawdziwym wirtuozem w przekazywaniu wrażeń odbieranych za pomocą, zmysłów słuchu, wzroku i powonienia:

Своим щебетаньем рассыплет ту сказку
Лазурною вязью пролесок и сна.
Танцует весна
[...]
Она из зеленых, и белых, и синих,
И желтых, и красных, и диких цветов.

W przekładzie filologicznym prof. Bobilewicz:

Swoim szczebiotem rozsypie tę baśń
Lazurową więzią przylaszczek i snu.
Tańczy wiosna
[...]

Cała z zielonych, i białych, i niebieskich
I żółtych, i czerwonych, i dzikich kwiatów.

 

I jeszcze pełna zdumienia dygresja: w Internecie znaleźć można całą literaturę rosyjską.
No dobrze, wiem, że to niemożliwe, ale przy 90-ciu procentach będę się upierał. Jak i przy tym, że skala oraz jakość przedsięwzięcia przekracza nieskończenie Project Gutenberg.org, o wątłych początkach digitalizacji literatury polskiej nie mówiąc. Balmont jest oczywiście cały, wraz z wierszami rozproszonymi.

 

Był Verlaine, to teraz Rimbaud:

I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty.

 

Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej.
Na półkuli północnej Słońce wschodzi wtedy dokładnie na wschodzie, góruje w zenicie nad równikiem i przechodzi przez punkt Barana, a zachodzi na zachodzie. Kończy wiosnę przesilenie letnie w czerwcu. I te wczesne wiosenne burze…

No i cóż w tym strasznego? – wiosną idą chmury,
Z chmury piorun wypada: – taki bieg natury.
[1]

 

Równonoc wiosenna to w Polsce dzień topienia Marzanny: jest to symboliczne pożegnanie Zimy i powitanie budzącego się z zimowego uśpienia życia.
W szkołach pierwszy dzień wiosny obchodzony jest jako Dzień Wagarowicza.

Za wiosnę klimatyczną uznaje się okres, w którym średnie dobowe temperatury powietrza wahają się pomiędzy +5 a +15° C (41-60° F).
Pomiędzy zimą a wiosną znajduje się klimatyczny etap przejściowy − przedwiośnie. To podobno właśnie Przedwiośniem podpadł Żeromski pewnym klikom i nie załapał się na literackiego Nobla. Ponieważ była właśnie kolej na Polskę, nagrodę 1924 dostał Reymont. Doceniam żar uczuć Żeromszczyzny, ale chyba słusznie. Tyle tylko, że jednak wychodzi na to, iż nagrodami z literatury rządzą krajowe koterie. No cóż, żeby tylko na literaturze się kończyło…

 

Niedziela Wielkanocna lub Niedziela Zmartwychwstania wypada w chrześcijaństwie zachodnim w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
W chrześcijaństwie wschodnim Wielkanoc zazwyczaj obchodzona jest od kilku do kilkunastu dni później. Z wyjątkami – np. w roku 2014 oba kościoły obchodziły Wielkanoc 20 kwietnia.

Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych:
święcone, wielkanocne śniadanie, pisanki, śmigus-dyngus, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia.
O każdym można nieskończenie.

W Polsce po Niedzieli Zmartwychwstania następuje Poniedziałek Wielkanocny – święto kościelne dzień wolny od pracy. Więcej takich!

 

WIOSNA
w językach słowiańskich i bałtosłowiańskich:

białoruskiвясна [viasna]
bośniackiproljeće
bułgarskiпролет [proliet]
chorwackiproljeće
czeskijaro

kaszubskizymk
litewskipavasaris
łatgalskipavasars
łużycki (dolny)nalěśe

łużycki (górny)nalěćo
łotewskipavasaris
macedońskiпролет [proliet]
rosyjskiвесна [viesna]
serbskiпролећe [proliecze]
słowackijar
słoweńskipomlad
serbo-chorwackiproljeće

ukraińskiвесна [viesna]
żmudzkipavasaris

 

Przysłowia związane z wiosną:

Hyppotamus alias koń morski,
gdy na wodę pokazuje się,
Wiosnę znaczy.
[któż by inny, jak nie Benedykt Chmielowski i jego Nowe Ateny]

Jedz w wiosnę mało,
chceszli żyć cało.

Na wiosnę:
ceber deszczu, łyżka błota,
na jesień:
łyżka deszczu, ceber błota.

Nie każdej wiosny dojrzałe czeremchy.

Wiosna − będzie kura jaja niosła.

Wiosna mówi: urodzę,
Lato: jeśli nie przeszkodzę.

W wiośnie to każdy odrośnie.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

 


[1] Co ma piernik do wiatraka przeczytacie przy dniu 7 września.

List z Gefängnis Breslau pisała Róża Luksemburg.

Maj

A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju!
Miasto na wskroś mnie przeszywa!
Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!
Na skrętach - koliście
Zagarniam zachwytem ramienia,
A drzewa w porywie natchnienia
Szaleją wiosenną wonią,
Z radości pęka pąkowie,
Ulice na alarm dzwonią,
Maju, maju!

Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,
Wielce szanowni panowie!...

Julian Tuwim – „Do krytyków” (1920)

 

Maj – piąty miesiąc roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni.

Nazwa miesiąca – jak uważa Aleksander Brückner (1856-1939), filolog i slawista, historyk literatury
i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny – pochodzi od czasownika „maić” – ‘stroić, zdobić zielenią
i kwiatami’.

W staropolszczyźnie piąty miesiąc roku nazywany był „trawień” (tej nazwy używa język białoruski i ukraiński: травень ‘maj’, oraz chorwacki – travanj, ale tam tak nazywa się kwiecień) – wiadomo dlaczego.

 

Łaciński Maius zawiera
w sobie imię matki boga Merkurego – nimfy Mai.

 

Dwie dodatkowe etymologie nazwy Maius podaje Owidiusz w ks. V poematu Fasti (8 r. n.e.), traktującego o kalendarzu rzymskim.

Pierwsza wywodzi nazwę miesiąca od majestatu (Maiestas) – na przykład bogini, ale i cesarza, bo niech ktoś tylko spróbuje zaprzeczyć i powie, że cezar Majestatem nie jest!
Drugi owidiuszowski źródłosłów kieruje do starszych (maiores) – w tym wypadku senatorów rzymskich.

Na Owidiusza powołują się różne źródła i autorytety, ale jego wywody słowotwórcze mają tyle wspólnego
z językoznawstwem, co kamień węgielny z węglem kamiennym.

Owidiusz był poetą
i dworakiem – trudno powiedzieć, czym za swego życia bardziej. Boccaccio pisał, by się podobać damom, Owidiusz – by się podobać cesarzowi. Pierwszemu się udało, drugiemu – nie:
w dworactwie poeta nie miał szczęścia, bo inaczej nie dostałby wyroku wygnania (do dziś nikt nie wie, za co). Ale tworzył i wysysał
z palca, co mógł, byle tylko przypodobać się zwierzchności.

Maiestas – to oczywiste, bo bogini – boginią, ale podkadzenie imperatorowi zaszkodzić nie mogło, zwłaszcza że bogini daleko,
a cesarz – blisko.

Maiores – a czy źle było zaskarbić sobie niewinnym pochlebstewkiem życzliwość starców? Którzy – czy ich cesarz lubił czy nie – wciąż jeszcze coś mogli i o czymś tam decydowali.
Zresztą, na zasadzie świeczki i ogarka, Owidiusz nazwę następnego miesiąca, Iunius, w następnej księdze tego samego poematu wywodzi od słowa iuniores ‘młodzi’. Tak że Owidiuszem nie ma sobie co głowy zawracać.
Z równym powodzeniem moglibyśmy wywodzić nazwę „maj” od nazwiska Żemajska (i opiewać piękność obojga), gdyby tylko celem do sforsowania była dla nas twierdza piękności tejże damy. Albo – ogarnięci górnolotnym zapałem – moglibyśmy twierdzić, że z całą pewnością przodkowie nasi miesiąc „maj” nazwali od hasła „Trzymajmy się!”, co było nawiązaniem do szczytnych tradycji, woli przetrwania i misji dziejowej dającej nam pierwszeństwo nad innymi, a maj, jako symbol wiosny i odrodze-
nia… i tak dalej, i dalej.

 

Tak czy siak, nazwa łacińska została przejęta przez większość języków europejskich.

 

W drugiej dekadzie maja panują najchłodniejsze dni wiosenne, więc klimatycznie ten miesiąc też raczej zaprzecza swej symbolice
i w tym kontekście fraza
w w sercu ciągle maj brzmi co najmniej dwuznacznie, jak zresztą wszystko w poezji Jeremiego Wielkiego.

Ochłodzenie majowe jest zjawiskiem klimatycznym charakterystycznym dla całej Europy Środkowej: po okresie utrzymywania się wyżu barycznego nad Europą Środkową i Wschodnią następuje zmiana cyrkulacji atmosferycznej i przy słabnącym wyżu zaczyna – wraz z niżem barycznym – napływać zimne powietrze
z obszarów polarnych.

Według tradycji ludowej środek maja powinien być zimny, deszczowy, a czasem mroźny – jest to znakiem, że aż do jesieni nie powinno być przymrozków.

 

1 maja to Święto Pracy,
w Polsce święto państwowe.

We Francji 1 maja to, oprócz uroczystości organizowanych przez L’Humanité, święto konwalii (la fête du muguet).

 

Wiosna 1905 Stanisława Masłowskiego, o której śpiewa Kaczmarski, dzieje się w maju.

 

2 maja to w Polsce Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej.

 

3 maja jest w Polsce świętem państwowym, które oficjalnie nazywa się Święto Narodowe Trzeciego Maja. Ustanowiono je dla upamiętnienia uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Obojga Narodów (3 maja 1791).

…od razu się przyznam. Datownik maja mam niedokończony. Sporo tego, ale jakoś tak się składa, że
z tych wydarzeń, które do tej pory wziąłem na warsztat, większość związana jest
z Rosją. No a przecież, jeśli po Konstytucji – którą się
u nas czci prawie jak konkordat, a już na pewno jak Kościuszkę i Pułaskiego razem wziętych – dam rocznice wydarzeń spod Romanowych, z bolszewii lub z Putinogorska, to będzie wstyd i obraza Boska. Po TAKIEJ Konstytucji? Lepiej zatem poprzestanę na tym, co powyżej (na razie, bo praca trwa)…

 

Znaki Zodiaku w maju:
Byk (♉) – do 20 maja
Bliźnięta (♊) – od 21 maja (najweselszy
i najpogodniejszy znak Zodiaku).

Horoskopy Bliźnięta mają pomyślne w dowolnym układzie, nawet w czarnym PR.

Ludzie spod znaku Bliźniąt
w ogóle nie osiągają dojrzałości zarówno intelektualnej, jak
i uczuciowej.
Jedyne, co naprawdę potrafią, to raz w tygodniu wypełnić kupon gry liczbowej.
Niezdarnie to ukrywają, ale największą przyjemność sprawia im dłubanie w nosie.
Zapraszając takiego do domu należy pamiętać, że kradnie
i koniecznie przed wyjściem zrewidować.

Zauważcie, że nawet zawodowi hejterzy dają Bliźniętom pozytywną recenzję (co jest złego w grach liczbowych, dłubaniu w nosie – dla zdrowia przecież, albo
w zapobiegliwości?) – po prostu nie mają się do czego przyczepić!

Porównajcie z takim wczesnomajowym Bykiem, który ma:

wdzięk powiatowego Casanovy i skłonności dewiacyjne.
Niczym niezmącone przekonanie, że jest pępkiem świata.
Lubi mizdrzyć się zarówno przed lustrem jak i w pracy.
Najbliższą rodzinę terroryzuje od urodzenia do późnej starości.
Nigdy niczego nie czyta, choć o wszystkim ma z góry wyrobione zdanie.
Charakteryzuje go brak umiarkowanie w jedzeniu
i piciu.
Oderwać od rozkoszy stołu mogą go jedynie rozkosze łoża – przy czym i tu Byk będzie dążył do wyuzdanych uciech, nazywając je dla niepoznaki „wyższą sztuką”.
Lenistwo swoje i brak zainteresowania światem zewnętrznym Byki nazywają „dbaniem o domowe ognisko”, a brak wyższych uczuć „stąpaniem twardo po ziemi”.
Wreszcie swą ociężałość umysłową i skrajny konserwatyzm nazywają „przywiązaniem do tradycji” i „opieraniem się na sprawdzonych wzorcach”. Jednym słowem – to leniwi hedoniści, pogrążeni
w brudnej rozpuście
(no dobrze: „brudnej” możemy skreślić, bo znajomy Doktor obrazi się już na amen).

Albo z późnoczerwcowym Rakiem:

Urodzeni pod znakiem Raka oszukują na każdym kroku, zdradzają, uwielbiają podłożyć świnię.
Rakom nie można wierzyć nigdy i w niczym.
Jeśli np. Rak mówi „Cenię sobie twoją przyjaźń”, to można być pewnym, że przed godziną napisał na ciebie donos do szefa.
Raki stale komuś czegoś zazdroszczą, a po dwudziestym piątym roku życia łysieją, garbią się
i tracą zęby.
Słusznie zresztą.

No przecież szkoda słów, bo tu nie pomoże nawet oddział zamknięty.

A kolejne horoskopy są jeszcze gorsze (czytajcie, to się dowiecie), więc po prostu Bliźnięta – których i tak nawet czarny piar się nie ima – punktują z miesiąca na miesiąc.

 

Kwiaty maja:

Konwalia (Convallaria maialis L.) – bylina o kwiatach słodko pachnących, ale zdradziecka, bo silnie trująca; uznawana jest za kwiat szczęścia, pomyślności i młodości; ponieważ symbolizuje też czystość
i skromność, więc często wplatana jest w bukiety ślubne panien młodych (o symbolice toposu „trucizna pod słodyczą” etymologia ludowa jakoś milczy).

Niekontrolowana – konwalia staje się chwastem i to bardzo trudnym do usunięcia, ponieważ łatwo odrasta (ciekawe, czy ma to jakiś związek symboliczny
z owymi bukietami ślubnymi
i skromnością – może odrastają w sposób naturalny…).

Suszone, sproszkowane kwiaty konwalii dodawane są czasem do tabaki – w obliczu powszechnie znanych trujących właściwości substancji psychoaktywnych w tabace zawartych szczypta konwalii różnicy nie czyni.

Duże zastosowanie ma konwalia w medycynie
i zielarstwie, ale i tu ostrzega się przed zejściem wskutek przedawkowania.

W tzw. alfabecie kwietnym konwalie oznaczają nieśmiałość, co jest zrozumiałe: któż by, niewinnym będąc, do trucia jadem zabierał się śmiało?

Duże znaczenia ma konwalia w ikonografii maryjnej, ale to tematyka zbyt szeroka, by ją roztrząsać właśnie tu.

 

Głóg (Crataegus monogyna Jacq.), któremu botanicy dodają epitet „jednoszyjkowy” (co chyba nie jest obraźliwe); symbolizował on ostrożność i nadzieję, na szczęście bardzo dawno temu, bo
w średniowieczu; dziś tylko kłuje i nadaje się na nalewkę.

 

Kamień maja:

Szmaragd – symbolizujący miłość
i powodzenie.

 

W ogóle maj to miesiąc nijaki, coś takiego właśnie jak konwalia:

Maj jest dziwny. Dokładnie taki jak konwalia: trochę aromatu, ale zaraz jakieś przedawkowania i groźba zejścia. Nic dziwnego, że mądrość ludowa odradza zawierania małżeństw w maju (znam majowe
i szczęśliwe, ale być może to wyjątki potwierdzające regułę). I gdyby nie to, że jego ostatnia dekada przynosi najlepszy znak Zodiaku, czyli Bliźnięta, to ogólnie byłoby z majem kiepsko.

Kwiecień, na przykład, zaczyna się od primaaprilisowych wygłupów – i od razu jest weselej.
A popatrzcie, od czego startuje maj: od święta pracy, do której każdy chodzi, bo musi, więc to jest tak, jakby więźniowie obchodzili dzień św. Penitencji i cieszyli się, że jeszcze trochę posiedzą. To mogły wymyślić tylko Byki!
Na szczęście kogo jak kogo, ale ludzi pomysłowych u nas nie brakuje (a założę się, że większość z nich jest spod znaku Bliźniąt) – gdyby nie oni, to już by się w ogóle
w maju nie dało wytrzymać. Bowiem ludzie pomysłowi (zwłaszcza ci spod znaku Bliźniąt) połączyli „święto pracy” z innymi okolicznymi świętami, włączając w to weekendy z przodu i z tyłu,
i stworzyli jeden
z najdłuższych weekendów nowoczesnego świata; weekend, który – jak go dobrze ułożyć – może potrwać nawet 10 dni.
I nawet znajomego lekarza nie trzeba!
A gdy wreszcie, w co nie wątpię, za dzień święty zostanie uznane Święto Kanonizacji, to weekend majowy, podczas którego będzie można kompletnie zapomnieć o pracy, dojść może do dni szesnastu, a kto wie, czy nie więcej.

I ponieważ prawie zaraz po tym weekendzie przychodzą Bliźnięta, to maj daje się jakoś przetrzymać – mimo konwalii, szmaragdów, głogów jednoszyjkowych
i trzech ogrodników, których same imiona wywołują taki dreszcz, że nagłe chłody wcale nie są potrzebne.

Maj jednak rehabilituje się imieninami:
• Moniki;
• Stanisława – ale tylko częściowo, bo połowa Stachów uciekła od Szczepanowskiego do Kostki, tak że nigdy nie wiadomo, który kiedy obchodzi;
• Zofii (Zocha, przecież wiesz, że to o Tobie: wszystkiego najlepszego!)
• i Joanny – które już piękniejszego dnia na imieniny wybrać nie mogły!

 

Śluby i wesela w maju:
w żadnym wypadku! Ale zastrzegam jeszcze raz: tylko według mądrości ludu.

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
piąty miesiąc roku to:

białoruskiмай [maj], травень [trawień]
bośniackimaj
bułgarskiмай [maj]
chorwackimaj
czeskikvěten
kaszubskimôj (też: gòran, maj)
litewskigegužė
łatgalskiLopu (też: maja)
łużycki (dolny)rozhelony (też: rožownik, maj)
łużycki (górny)meja (też: róžownik)
łotewskimaijs
rosyjskiмай [maj]
macedońskiмај albo косар [kosar]
serbskimaj
słowackimáj
słoweńskimaj
ukraińskiтравень [trawień]
żmudzkigegožė

 

Przysłowia związane
z majem:

Chłodny maj,
dobry urodzaj.

Ciepły kwiecień, mokry maj
– będzie zboże jako gaj.

Częste w maju grzmoty
rozpraszają chłopom zgryzoty.

Deszcz majowy,
chleb gotowy.

Deszcz na pierwszym maju,
chyba w urodzaju.

Dużo chrabąszczów w maju,
proso będzie gdyby w maju.

Gdy kukułka w maju,
spodziewaj się urodzaju

Gdy maj jest przy pogodzie,
nie bywają siana w szkodzie.

Gdy się maj z grzmotem
odezwie na wschodzie,
rok sprzyja sianu
i zbożu w urodzie.

Gdy się w maju pszczoły roją,
takie roje w wielkiej cenie stoją.

Grzmot w maju
sprzyja urodzaju.

Jak pszczółki na wiosnę z ula
wcześnie wylatują,
to pewnie mróz na drzewa
w maju nam zwiastują.

Jak w maju zimno,
to w stodole ciémno.

Jeśli w maju grzmot,
rośnie wszystko w lot.

Kiedy lipa w maju kwitnie,
to w ulach miód zawiśnie.

Kiedy mokry maj,
będzie żyto jako gaj.

Kiedy pierwszy maj płacze,
będą chude klacze.

Kto się w maju urodzi,
dobrze mu się powodzi.

Maj – wołom daj
i sam na piec uciekaj.

Na pierwszego maja szron
obiecuje dobry plon.

Na pierwszy maj
ostatek bydłu daj,
a jeszcze się oglądaj:
w piecu sobie napal,
za niego się wal.

Nastał miesiąc maj,
kożdy o się dbaj.

Niedalekoć już do maja,
więc nie uchodź za mazgaja.

Nie zawsze na ziemi maj,
nie zawsze
ludzkiemu szczęściu raj.

Pierwszego maja deszcz,
nieurodzaju wieszcz.

Pierwszy maja poranek
jest tęskliwym dla kochanek.

Przyjdzie maj,
przedsię bydłu daj,
a jeszcze się oglądaj.

Tyle przymrozków w maju,
ile ich było przed św. Michałem.

W maju…
Np. Zobaczymy się
w maju…

[tj. nie teraz, kiedyś może, nigdy]

W maju jak w gaju.

W maju szumne sosieneczki,
wonne puszczą ci chojneczki.

W maju wieje, trochę pada,
coraz bliżej listopada

Witaj nam maiczku
ze słowikiem w gaiczku.

Wody w maju stojące
szkodę przynoszą łące.

 

Przysłowia na
św. Stanisława (8 V):

Do św. Stanisława
z pastuchami sprawa.

Jak się len zasieje
w św. Stanisława
to tak urośnie, jako ława.

Na św. Stanisława
rośnie koniom trawa.

Na św. Stanisława
żytko kieby ława.

Św. Stanisław len sieje,
Zofija konopie,
A Urban jęczmień i owies
każe kończyć, chłopie.

Św. Stanisław –
pierwszy siew prosa,
a ostatni owsa.

 

Przysłowia na
św. Pankracego, Serwacego
i Bonifacego
(12, 13 i 14 V)
:

Jak się rozsierdzi Serwacy,
to wszystko zmrozi
i przeinaczy.

Jasny dzień Pankracego
przyczynia wina dobrego.

Pankracy, Serwacy, Bonifacy
– źli na ogrody chłopacy.

Przed Serwacjuszem nie trzeba
pewnego się lata spodziewać.

 

Przysłowia na
św. Zofię (15 V):

Dla świętej Zosi
kłos się podnosi

Na św. Zofiją
pola w kłos wybiją.

Niechaj mnie Zośka
o wiersze nie prosi

[oczywiście to nie przysłowie, tylko cytat ze Słowackiego]

Św. Zofija ciepło rozwija.

Św. Zofija kłosy wywija.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

 

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha