STS Fryderyk Chopin bez masztów


STS Fryderyk Chopin – od 1990 do 2010

17 lutego 2011

PZU wypłaci odszkodowanie armatorowi STS Fryderyk Chopin.
Decyzję tę ubezpie­czy­ciel ogło­sił dzisiaj na konfe­ren­cji praso­wej. Wpły­nąć na nią miały ujaw­nio­ne niedaw­no fak­ty, infor­ma­cje i eksper­ty­zy zwią­za­ne z wypadkiem.
„W naszej opinii – powie­dział przedsta­wi­ciel PZU  Tomasz Tarkowski – nowe dane nie przesą­dza­ją spra­wy w spo­sób bezwzględ­ny, ale posta­no­wi­li­śmy ją roz­strzyg­nąć na korzyść ubez­pie­czo­ne­go, zgod­nie z zasa­da­mi obowią­zu­ją­cy­mi w prakty­ce likwi­da­cji szkód ubezpieczeniowych.”
Obie strony opubli­ko­wa­ły wspól­ny komu­ni­kat praso­wy, nie ujaw­ni­ły jed­nak, jaka suma wcho­dzi w grę. Przedsta­wi­ciel arma­to­ra, kanc­lerz EWSPiA  dr Dariusz Czajka zako­mu­ni­ko­wał tyl­ko, że wyso­kość odszko­do­wa­nia jest adek­wat­na do ponie­sio­nych kosz­tów, wlicza­jąc w nie remont i opła­tę za holowanie.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 lutego 2011

Opis aktualnego stanu prac na STS Fryde­ryk Chopin przedsta­wił dziś w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranow­ski, który właś­nie wró­cił z Falmouth.
Grotmaszt jest już odbu­do­wa­ny, w fazie końco­wej są pra­ce nad fok­masz­tem, a stocz­niow­cy rozpo­czy­na­ją rekon­struk­cję buk­szpry­tu.
Nie zachodzi potrze­ba wy­mia­ny rej, gdyż w cza­sie awa­rii nie utra­co­no ani jed­nej. Reje wkrót­ce będą wypias­ko­wa­ne i poma­lo­wa­ne. Przed ich podnie­sie­niem na masz­ty zało­ga sta­ła żaglow­ca uzbroi je takie­lun­kiem i przyszy­je żagle.
Firma Sail Service z Gdań­ska, zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną przez dyrek­to­ra Tadeu­sza Wojto­wi­cza, napra­wi­ła żag­le nada­ją­ce się do użyt­ku, zaś w miej­sce znisz­czo­nych uszy­ła no­we – wszyst­ko to bezpłatnie.
„Gdy reje będą uzbro­jo­ne i żag­le przyszy­te, a masz­ty na swo­im miej­scu – pisze kpt. Baranow­ski – dźwig będzie brał po kolei każ­dą re­ję, usta­wiał na swo­im miej­scu, bosman przetknie bolec przy bejfucie, na którym reja się obra­ca oraz umo­cu­je tope­nan­ty. I tak dwanaś­cie razy.”
Remont Fryderyka Chopina ma się zakoń­czyć w poło­wie kwietnia.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

10 stycznia 2011

STS Fryde­ryk Chopin wszedł do doku stocz­ni A&P Fal­mouth, gdzie zosta­nie odbu­do­wany buk­szpryt, masz­ty i zało­żo­ny takie­lu­nek sta­ły. Olino­wa­nie rucho­me zosta­nie zało­żo­ne przez zało­gę żag­low­ca. Po przewi­dzia­nym na dwa miesią­ce remon­cie bryg powró­ci do Polski.
„Perpekty­wa rej­su na dru­gą stro­nę Atlan­ty­ku odsu­nę­ła się do jesie­ni, ale za dwa miesią­ce uczest­ni­cy Szko­ły pod Żag­la­mi powró­cą na pok­ład, by choć sym­bo­licz­nie wysu­nąć dziób (dzio­by?) na Atlan­tyk (Made­ra, Kana­ry, Azo­ry) i przypro­wa­dzić żag­lo­wiec do Szcze­ci­na” – pi­sze w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranowski.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

5 stycznia 2011

Remont STS Fryde­ryk Chopin ma rozpo­cząć się w przysz­łym tygod­niu w Fal­mouth. Taką decy­zję pod­jął arma­tor, Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, który sfinan­su­je napra­wę żagl­owca . Ofer­ta stocz­ni w Fal­mouth prze­wi­du­je wyko­na­nie remon­tu w osiem tygod­ni przy kosz­tach ok. 158 tys. fun­tów (ok. 245 tys. dola­rów, 611 tys. PLN). Arma­tor przewi­du­je, że po remon­cie „gimna­zja­li­ści bę­dą mog­li wró­cić na żag­lo­wiec i konty­nu­o­wać rejs na Karaiby.”
EWSPiA doma­ga się jedno­cześ­nie ponow­ne­go rozpat­rze­nia spra­wy wypła­ty odszko­do­wania, której – jak do­tąd – odma­wia PZU. Pis­mo w tej spra­wie zosta­ło zło­żo­ne 29 grud­nia 2010.
Podsta­wą rosz­czeń są no­we dowo­dy: raport bry­tyj­skiego Met Office (Urząd Mete­o­ro­lo­gii), z któ­rego wyni­ka, że w cza­sie złama­nia masz­tów wiatr był zmien­ny, a je­go pory­wy mog­ły przekra­czać 62 węz­ły (115 km/godz; 11°B), oraz odczyt pręd­koś­ci wiat­ru 56 węz­łów (104 km/godz) zare­jes­tro­wa­ny przez apa­ra­tu­rę pomia­ro­wą obsłu­gi­waną przez Met Office na latar­niow­cu Seven­sto­nes zakotwi­czo­nym 10 mil NE od wysp Scilly. Na ma­pach pogo­do­wych Met Office wi­dać też wyraź­nie, że w miej­scu wypad­ku przebie­ga­ła grani­ca zim­ne­go frontu.
Szczegó­ły odwo­łania poda­je Kontakt24.TVN. Stam­tąd też pocho­dzą przedsta­wio­ne ni­żej ma­py meteo­rologiczne.


= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

31 grudnia 2010

Kpt. Ziemowit Barański i czterech człon­ków sta­łej zało­gi STS Fryde­ryk Chopin spę­dza­li Boże Naro­dze­nie i wi­ta­li Nowy Rok na pokła­dzie żag­low­ca w Fal­mouth. Tuż przed świę­tami odwie­dzi­li ich niespo­dzie­wa­ni goś­cie: prezes The Fal­mouth Tall Ships Asso­cia­tion John Hick, jego oficer łączni­ko­wy – Anne Oliver, która jedno­cześ­nie jest szefo­wą klu­bu wioś­lar­skie­go Nanker­sey Rowing Club z sąsia­du­jącej z Fal­mouth gmi­ny Mylor oraz Penny Phillips z Misji Dla Tych Co Na Morzu (Mission to Seafarers).
Anne Oliver przyby­ła na Chopina od stro­ny mo­rza, wraz z wioś­lar­ską osa­dą ło­dzi Circe. Pozo­sta­li poja­wi­li się na żag­low­cu trady­cyj­nie, od stro­ny lądu: John Hick przy­niósł drzew­ko choin­ko­we, a Penny Phillips – prezen­ty dla załogi.
– Gdybyście mieli jakie­kol­wiek problemy lub trudności – powiedziała Penny – nasza Misja jest od tego, by wam pomóc.
Gdy wioś­la­rze z Nanker­sey Rowing Club zwiedza­li bryg, pierw­szy ofi­cer Chopi­na skorzy­stał z okazji i spró­bo­wał wios­ło­wa­nia na Circe.
Kapitan Barański, dzięku­jąc goś­ciom za wizy­tę, zapowie­dział, że rozda na Gwiazd­kę po­da­run­ki zało­dze jako Świę­ty Miko­łaj – i obiet­ni­cy dotrzymał.
(na podstawie: http://www.nankerseyrowingclub.com/news.html)

John Hick trady­cyj­nie okazu­je gościn­ność pol­skim żeg­la­rzom. Jego nazwis­ko spot­kać moż­na np. wśród gospo­da­rzy organi­zu­ją­cych pobyt na lą­dzie uczest­ni­kom pierw­szej Szko­ły Pod Żag­lami, która pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego płynę­ła Pogo­rią z Gdyni do Indii i Sri Lanki w ro­ku szkol­nym 1983/84. Pogo­ria cumo­wa­ła w Fal­mouth w dniach 28 wrześ­nia – 3 paź­dzier­ni­ka 1983. Ucznio­wie z jej pokła­du odby­li wów­czas wyciecz­ki do kopal­ni cyny, Aero-Parku, doków porto­wych, Stacji Ratow­nic­twa Mor­skie­go i ogro­du bota­nicz­ne­go, wizy­to­wa­li także lokal­ne liceum i Szko­łę Kade­tów Mor­skich (Fal­mouth and Penryn Sea Cadets). Spon­so­ra­mi wszyst­kich tych wycie­czek i wi­zyt były wła­dze Korn­wa­lii, Royal Corn­wall Yacht Club i osobiś­cie John Hick, które­mu ówczes­na Szko­ła Pod Żag­la­mi podzię­ko­wa­ła dyplo­mem honorowym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


30 grudnia 2010

STS Fryde­ryk Chopin wciąż znajdu­je się w por­cie Fal­mouth i nie mo­że go opu­ścić. Został tam zatrzy­ma­ny przez wła­dze angiel­skie jako zabez­pie­cze­nie rosz­czeń finan­so­wych właś­ci­cie­la kut­ra Nova Spero, który przeho­lo­wał Chopina do Fal­mouth po wypad­ku (patrz ni­żej, pod datą 7 grud­nia 2010).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 grudnia 2010

Z licz­nych arty­ku­łów praso­wych komentu­ją­cych decyz­ję ubez­pie­czy­cie­la i sy­tu­ac­ję na ryn­ku ubez­pie­czeń w Pol­sce wybra­li­śmy jeden, autor­stwa Pawła Rożyń­skiego, opubli­ko­wa­ny przez Dzien­nik Gaze­ta Prawna na stro­nie inter­ne­to­wej:

Paweł Rożyński: Departamenty wyłudzania składek

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

14 grudnia 2010

Armator STS Fryde­ryk Chopin, Europej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie nastę­pu­­ce oświad­czenie:

Oświad­cze­nie Arma­to­ra STS Fryde­ryk Chopin.
14.12.2010

W związku z bieżą­cą sytua­cją żaglow­ca Fryde­ryk Chopin i infor­mac­ja­mi, które poja­wi­ły się na stro­nie interne­to­wej Funda­cji Szko­ła Pod Żag­lami i w niektó­rych me­diach, Arma­tor żag­low­ca oświadcza:

1. Arma­tor nie pod­jął żad­nej decy­zji co do miej­sca przepro­wa­dze­nia remon­tu. Przedsta­wio­no nam róż­ne ofer­ty a przy ostatecz­nym wybo­rze będzie­my kiero­wa­li się rachun­kiem ekono­micz­nym i jakoś­cią ofer­ty. Infor­ma­cja, że kieru­je­my się „ofer­tą odro­czo­nej płat­no­ści” jest niepraw­dziwa.

2. Spra­wą priory­te­to­wą jest dla Arma­to­ra zdję­cie ze stat­ku aresz­tu. W tym celu, Kanc­lerz EWSPiA dr Dariusz Czajka uda­je się do Anglii wyne­go­cjo­wać ugo­dę z Arma­to­rem kutra Nova Spiro, który holo­wał Frydery­ka Chopi­na do bezpiecz­ne­go por­tu i rato­wał pol­skie dzie­ci, uczest­ni­ków Szko­ły Pod Żaglami.

3. Bank Powszech­na Kasa Oszczęd­ności Bank Pol­ski S.A. zaofe­ro­wał Armato­ro­wi finan­so­wa­nie remon­tu. Rozmo­wy na ten te­mat trwają.

4. W dalszym cią­gu nego­cju­je­my kon­trakt czar­te­ro­wy i umo­wę sponso­rin­go­wą z Mias­tem Szczecin.

5. W związ­ku z suge­stia­mi pojawia­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach, Arma­tor oświad­cza, że PZU S.A. nie złoży­ło nam do tej pory żad­nej ofer­ty. EWSPiA jako Arma­tor żag­low­ca, poza konteks­tem praw­nym, abstra­hu­jąc od tego kto w tym sporze ma rację, jest otwar­ta na wszel­kie propozy­cje, kieru­jąc się przede wszyst­kim ideą i dob­rem żag­low­ca Fryde­ryk Chopin.

Oświadczenie Armatora STS Fryderyk Chopin (PDF).

Dokumenty dotyczą­ce ubez­pie­cze­nia STS Fryde­ryk Chopin.
W związku z bar­dzo nieścis­ły­mi infor­ma­cjami ukazu­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach (Gaze­ta Wybor­cza, Burza Pod Żag­lami, 13.12.2010) oraz zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną braci żeg­lar­skiej publi­ku­je­my doku­men­ty doty­czą­ce ubez­pie­cze­nia żag­low­ca Fryde­ryk Chopin w PZU S.A. oraz odmo­wy wypła­ty odszko­do­wa­nia. Wszyst­kie doku­men­ty do pobra­nia w posta­ci plików pdf.

1. PZU vs STS Fryderyk Chopin ogólne warunki ubezpieczenia (PDF).
2. PZU vs STS Fryderyk Chopin polisa (PDF).
3. PZU vs STS Fryderyk Chopin decyzja (PDF).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Powszechny Zakład Ubez­pie­czeń opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie oświad­cze­nie dotyczą­ce odmo­wy wypła­ty ubez­pie­cze­nia arma­to­ro­wi STS Fryde­ryk Chopin.

Stano­wi­sko PZU SA w spra­wie ubez­pie­czenia żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin”

PZU SA potwier­dza, że na mocy umo­wy zawar­tej pomię­dzy PZU SA a prywat­nym właś­ci­cie­lem żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin” – Europej­ską Wyż­szą Szko­łą Prawa i Admi­ni­stra­cji, – statek ten został obję­ty ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą PZU SA. Ubez­pie­cze­nie stat­ku, tak jak każ­da umo­wa ubez­pie­cze­nia, okreś­la zda­rze­nia, które są obję­te ochro­ną ubez­pie­czeniową.

– Z przykrością przyję­li­śmy infor­ma­cję o zdarze­niu, do które­go doszło pod koniec paź­dzier­ni­ka na statku „Fryde­ryk Chopin” – powie­dział Mariusz Sarnow­ski, dyrek­tor Grupy PZU odpowie­dzial­ny za pion klienta korpo­ra­cyj­ne­go oraz czło­nek zarzą­du PZU Życie. – Nasi przedsta­wi­cie­le bezzwłocz­nie i z peł­nym zaanga­żo­wa­niem podję­li czyn­no­ści zwią­z­ane z anali­zą tego wypad­ku. Nieste­ty w wyni­ku tego postę­po­wa­nia, na podsta­wie usta­lo­ne­go sta­nu faktycz­ne­go oraz zebra­ne­go w spra­wie mate­ria­łu dowo­do­we­go musi­my stwier­dzić, iż nie zaszło żad­ne ze zda­rzeń wymie­nio­nych w umo­wie ubez­pie­cze­nia, które byłoby podsta­wą do przy­ję­cia przez PZU odpowie­dzial­no­ści odszko­do­waw­czej. Takie stanowi­sko zmusze­ni byli­śmy przeka­zać Ubezpie­cza­ją­ce­mu – Euro­pej­skiej Wyż­szej Szko­le Pra­wa i Admi­nistracji.

W przypad­ku, gdyby pojawi­ły się dodat­ko­we istot­ne dowo­dy, infor­ma­cje lub okolicz­no­ści – w szczegól­no­ści uzyska­ne w wyni­ku postę­po­wa­nia przepro­wa­dzo­ne­go przez Izbę Mor­ską w Szcze­cinie – PZU SA niezwłocz­nie powró­ci do ana­li­zy niniej­szej sprawy.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 grudnia 2010 (środa)

Przedstawiciel Europej­skiej Wyż­szej Szko­ły Prawa i Admi­ni­stra­cji (EWSPiA) w Warsza­wie, arma­tora STS Fryde­ryk Chopin spotkał się z władza­mi Szczecina.

Miasto chce zawrzeć z uczel­nią trzylet­nią umo­wę, w ramach któ­rej w rej­sach na żag­low­cu pły­wa­łaby szcze­ciń­ska mło­dzież, ponad­to na jed­nym z żag­li Chopi­na umiesz­czo­ne byłoby god­ło Szczecina.

– Nie może­my przeka­zać pienię­dzy na remont żag­low­ca, ale prowa­dzi­my nego­cja­cje , które mogą pomóc Chopi­nowi, a mias­tu umoż­li­wią korzy­sta­nie z żag­low­ca oraz promo­cję miasta – powie­dział Piotr Krzystek, prezy­dent Szcze­cina wybra­ny ponow­nie na to stano­wi­sko 5 grud­nia 2010.

Przedpła­ta za rej­sy czar­te­ro­we, które mia­łyby się rozpo­cząć już w czerw­cu 2011, mo­że pomóc arma­to­ro­wi w opła­ce­niu kosz­tów holo­wa­nia i remon­tu. Strony nego­cju­ją wyso­kość kwo­ty i szcze­gó­ły umo­wy o dal­szej współpracy.

Podczas kam­pa­nii w wybo­rach samorządowych VI kaden­cji (listo­pad/gru­dzień 2010), ubiega­ją­cy się o reelek­cję na stano­wi­sko prezy­den­ta Szcze­cina Piotr Krzystek zrezyg­no­wał z uży­cia częś­ci bill­boar­dów, przeka­zu­jąc zaosz­czę­dzo­ne fun­du­sze na kon­to fun­da­cji „Szko­ła pod Żag­la­mi Krzysz­to­fa Baranow­skiego”. Krzystek zwró­cił się rów­nież z ape­lem do in­nych kandy­da­tów na prezy­den­ta miasta, by w taki sam spo­sób wspar­li Szko­łę Pod Żag­la­mi i żag­lo­wiec, dla któ­rego Szcze­cin jest por­tem macie­rzystym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 grudnia 2010 (wtorek)

STS Fryde­ryk Chopin nie może opuś­cić Fal­mouth. Został zatrzy­ma­ny w ra­mach porę­cze­nia mająt­ko­we­go dla właś­ci­cie­li kutra Nova Spero, któ­ry doho­lo­wa­ł uszko­dzo­ny bryg do wybrze­ży brytyj­skich. Uchyle­nie „aresz­tu” nastą­pi w momen­cie uregu­lo­wa­nia żąda­nej przez holu­ją­ce­go należ­no­ści, albo po wszczę­ciu oficjal­nych roko­wań o wyso­kość roszcze­nia. Według infor­ma­cji z niepo­twier­dzo­nych źródeł, sumą żąda­ną jest 300 000 USD, zaś arma­tor żag­low­ca pro­po­nu­je 40 000 GBP (ok. 63 tys. dola­rów). Jeśli stro­ny nie uło­żą się polu­bow­nie, kwes­tię rozstrzyg­nie sąd. Armato­rem Chopi­na jest Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji z Warszawy.

Trudności zaczę­ły się, gdy Pol­ski Zak­ład Ubez­pie­czeń – fir­ma ubezpie­cza­ją­ca żag­lo­wiec – odmó­wił wypła­ty odszko­do­wa­nia. EWSPA, zasko­czo­na decy­zją ubezpie­czy­cie­la, nie jest przygo­to­wa­na na wyasyg­no­wa­nie kwo­ty idą­cej w setki tysię­cy dola­rów w tak krót­kim termi­nie. Pisem­na moty­wa­cja ubez­pie­czy­ciel­a jest wciąż nieznana.

Reprezen­tu­ją­cy arma­to­ra dr Dariusz Czajka, kanclerz EWSPA, twier­dzi, że umo­wa ubez­pie­cze­nia zawie­ra­ła punkty dotyczą­ce zarów­no napra­wy jak i ewen­tu­al­ne­go holo­wa­nia żag­low­ca. Wg Czajki PZU przyję­ło złą wykład­nię praw­ną angiel­skie­go termi­nu heavy weather: zamiast „warun­ki sztor­mo­we” przetłu­ma­czy­ło to jako „nadzwy­czaj­ne warun­ki pogo­do­we” i stwier­dzi­ło, że tych poli­sa nie obej­mowała.

Podczas konfe­ren­cji praso­wej Dariusz Czajka mówił, że zatrzy­ma­nie Chopina nie jest dla arma­to­ra zasko­cze­niem i że – nieza­leż­nie od wyni­ku proce­su z PZU – należ­ność za holo­wa­nie i re­mont zosta­nie uregu­lo­wa­na. Wg Czajki warian­tem optymi­stycz­nym jest zakoń­cze­nie remon­tu Chopi­na w cią­gu trzech miesię­cy, jed­nak może się to prze­ciąg­nąć i do czerwca.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 listopada 2010 (wtorek)

Wiadomość podana przez kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego na stronach interne­to­wych jest niepo­ko­ją­ca, jeśli nie alarmu­jąca.


„30.11 godz.1700. Przygoto­wy­wa­liś­my gruntow­ny plan remon­tu, bo Funda­cja chcia­ła wspo­móc ubezpie­czy­cie­la i włas­nymi siła­mi odbudo­wać takielu­nek.

Tymcza­sem ubezpie­czy­ciel, któ­rym jest PZU, odmó­wił w ogó­le płace­nia za remont.

Fryde­ryk Chopin od 20 lat jest ubezpie­czo­ny w PZU do wysoko­ści warto­ści stat­ku. Nie znam uzasad­nie­nia, prócz tego, że na ogół ubezpie­czy­ciel nie lubi wypła­cać odszko­do­wań, nato­miast bar­dzo chęt­nie pobie­ra skład­ki z tytu­łu polisy.

Łatwo jednak przewi­dzieć konsekwen­cje – Fryde­ryk Chopin pój­dzie na żyletki!”

(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)


„Armator Chopina poinfor­mo­wał mnie, że PZU odma­wia płace­nia za remont żaglow­ca, któ­ry przez ostat­nie 20 lat był w PZU ubezpie­czony.

To prawda, że nikt z dotych­cza­so­wych arma­to­rów nie wyma­gał jakichkol­wiek odszko­do­wań. Wręcz przeciw­nie – nagrywa­łem kie­dyś rekla­mów­kę telewi­zyj­ną dla PZU, za którą nie wzią­łem ani gro­sza – tak bar­dzo cieszy­łem się, że mam dobre­go ubezpie­czy­ciela.

A teraz, dwadzieś­cia lat póź­niej, mimo że nie jestem armato­rem, zapropo­no­wa­łem zmniej­sze­nie obcią­żeń dla ubezpie­czy­cie­la i w ramach Funda­cji odtwo­rze­nie całe­go takielun­ku gratis. Już raz to zrobi­li­śmy z kapita­nem Ziemowi­tem i wtedy też było za darmo.”

(http://www.krzysztofbaranowski.pl/blog.php)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

19 listopada 2010 (piątek)

„Kapitan Ziemo­wit Barań­ski przygo­to­wał szczegó­ło­wy zes­taw drob­ne­go sprzę­tu potrzeb­ne­go do uzbro­je­nia nowe­go takie­lun­ku. Jest to 140 ściąga­czy, 100 szak­li i 180 kieli­chów stano­wią­cych zakoń­cze­nia lin stalo­wych podtrzy­mu­ją­cych maszt.”
(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

18 listopada 2010 (czwartek)

Armator STS Fryde­ryk Chopin otrzy­mał pierw­sze koszto­ry­sy napra­wy. Przesła­ły je: Szczeciń­ska Stocz­nia Remon­to­wa Gryfia SA i stocz­nia Y.B.M. Ltd (Yacht Buil­ding Mana­ge­ment) z Gdań­ska.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 listopada 2010 (środa)

Gratiso­wą dosta­wę lin, potrzeb­nych przy remon­cie STS Fryde­ryk Chopin zaofe­ro­wał zak­ład produk­cyj­ny Splot s.c. z Gliwic, produ­cent lin, sznu­rów i ni­ci.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

12 listopada 2010 (piątek)

Uczen­nice i ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami powró­ci­li autoka­rem do Pol­ski.

Organi­za­to­rzy Szko­ły Pod Żag­lami zorga­ni­zo­wa­li konfe­re­ncję praso­wą na tar­gach „Boatshow” w Pozna­niu, gdzie mie­li swoje stoisko ofero­wa­ne gratis przez dyrek­cję tar­gów.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 listopada 2010 (poniedziałek)

„Młodzież z pokładu Chopi­na wró­ci do Polski” donio­sła dziś ra­no Pol­ska Agen­cja Praso­wa. PAP powo­łu­je się na wypo­wiedź Krzysz­to­fa Baranow­skiego, który obec­nie przeby­wa w Polsce i spot­kał się z rodzi­ca­mi uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żaglami.

Remont Fryde­ryka Chopi­na bę­dzie trwał nie kró­cej niż mie­siąc. Jeś­li zapad­nie decy­zja, że odbę­dzie się w stocz­ni pol­skiej, doli­czyć trze­ba czas żeg­lu­gi z Fal­mouth na Bał­tyk: w przypad­ku pozba­wio­ne­go masz­tów żag­low­ca w sezo­nie jesien­nych sztor­mów może to być i kil­ka tygod­ni. Tymcza­sem rzeczo­znaw­ca PRS, któ­ry nie wi­dzi przesz­kód, by wy­dać Chopino­wi zezwo­le­nie na ewen­tu­al­ny rejs do Pol­ski, wyklu­czył obec­ność mło­dzie­ży na pokła­dzie w tej podróży.

„Dlate­go roz­sąd­niej jest zab­rać bryka­ją­ce na lą­dzie dzie­ci i wró­cić z nimi do macie­rzy­stych szkół, a kie­dy żaglo­wiec zosta­nie napra­wio­ny, przy­wieźć je z powro­tem do Anglii” – wyjaś­nia kpt. Baranow­ski na stro­nie Szko­ły Pod Żaglami.

Ter­min powro­tu uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żag­la­mi jest na razie nieokreś­lo­ny. Arma­tor opła­cił im hotel w Penzance do 9 listo­pada.

Remont w Anglii leży w intere­sie arma­to­ra, gdyż w tym przypad­ku STS Fryde­ryk Chopin mógł­by dot­rzeć jesz­cze w tym sezo­nie na Kara­iby, gdzie po 20 stycz­nia 2011 (przewi­dy­wa­ny ter­min zakoń­cze­nia Szko­ły Pod Żag­lami) czeka­ją na nie­go pasa­że­rowie.

„Arma­tor wyra­ża zgo­dę i chęć wyko­rzy­sta­nia zało­gi mło­dzie­żo­wej na dopro­wa­dze­nie stat­ku na Kara­iby, mi­mo, że wykro­czy to po­za plano­wa­ny czas. Kosz­ty tego przedłu­że­nia bę­dą jed­nak obcią­żały Fun­da­cję” – poda­je stro­na tej orga­nizacji.

Jednocześnie „Fun­da­cja Szko­ła Pod Żag­lami Krzysz­tofa Baranow­skiego” ogło­si­ła na­bór kandy­da­tów na rok szkol­ny 2011/2012. Zasa­dy są te sa­me, co w poprzed­nich edyc­jach Szko­ły: całorocz­na pra­ca opiekuń­cza – kon­kurs świa­dectw i spraw­ności – bezpłat­ny rejs Szko­ły dla 36 najlep­szych + bezpłat­ne rej­sy pocie­sze­nia dla pozo­sta­łych. Zgo­dę na wyczar­te­ro­wa­nie Fun­da­cji żag­low­ca w ro­ku przysz­łym wyra­ził arma­tor STS Fryde­ryk Chopin.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 listopada 2010 (niedziela)

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skiego, wpły­nął póź­nym popołud­niem do suche­go doku stocz­ni Pen­dennis Ship Yard Ltd w Fal­mouth. Tam dopie­ro, z pomo­cą dźwi­gów brzego­wych, bę­dzie moż­na zdjąć połama­ne masz­ty i zwisa­ją­ce z nich reje.

Pobyt w doku umoż­li­wi też dokład­niej­szą wyce­nę strat i kosz­tów napra­wy oraz ponow­ne oglę­dzi­ny dna, tym razem przez rzeczo­znaw­ców firm ubez­pie­cze­nio­wych i Pol­skiego Reje­stru Stat­ków – towa­rzy­stwa klasy­fi­ka­cyj­nego z upraw­nie­nia­mi m.in. do wyda­wa­nia certy­fi­ka­tów bezpie­czeń­stwa stat­kom wszyst­kich ban­der UE.

Wtedy dopie­ro podję­ta zosta­nie decy­zja o miejs­cu remon­tu żag­low­ca. Ewen­tu­al­ne przepro­wa­dze­nie STS Fryde­ryk Chopin bez masz­tów i żag­li do stocz­ni pol­skiej bę­dzie też uzależ­nio­ne od otrzy­ma­nia zgo­dy inspek­to­rów PRS na samo­dziel­ną jedno­ra­zo­wą pod­róż bry­gu do Polski.

W Szko­le Pod Żag­lami prowa­dzo­ne są regu­lar­ne zaję­cia, połą­czo­ne z wyciecz­ka­mi, któ­re prog­ram przewi­du­je w każ­dym por­cie. Pierw­sze dwa dni 36 uczen­nic i ucz­niów spędzi­ło w hote­lu w Fal­mouth, opła­co­nym przez pol­skie MSZ. Teraz spon­so­rem poby­tu jest arma­tor żag­low­ca, którego repre­zen­tuje dr Dariusz Czajka, a mło­dzież miesz­ka w Pen­zance. Darmo­wy trans­port zorga­ni­zo­wał p. Stefan Kas­przyk z Lon­dy­nu. Arma­tor opła­cił ho­tel do 9 listo­pa­da – do tego cza­su powin­ny się wyjaś­nić wszyst­kie kwes­tie związa­ne z dal­szym przebie­giem tej edy­cji Szko­ły Pod Żaglami.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


3 listopada

0700 GMT – „Ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami pozo­sta­ną przy STS Fryde­ryk Chopin do cza­su ukoń­cze­nia napra­wy. Nau­ka bę­dzie się odby­wać zgod­nie z pla­nem, równo­legl­e z praca­mi napraw­czymi.” Taki komu­ni­kat poda­li na kon­fe­ren­cji praso­wej kapi­tan, arma­tor i organi­za­tor rejsu.

Wciąż nie są zna­ne kosz­ty remon­tu, jego wyko­naw­ca i czas trwa­nia. Decy­zje o dal­szych lo­sach rej­su podję­te zosta­ną dopie­ro po rozstrzyg­nię­ciu tych kwestii.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

2 listopada

Zało­ga żag­lowca koń­czy pra­ce przy usuwa­niu resz­tek takie­lun­ku i frag­men­tów masz­tów; pływa­jący dźwig porto­wy pod­no­si z wo­dy bukszpryt.

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego, wpły­wa do por­tu Falmouth. W tym cza­sie kpt. Ziemo­wit Barań­ski dopeł­nia na lądzie formal­ności zwią­zane z wypad­kiem.

Na pokła­dzie żag­low­ca pracu­je rzeczo­znawca PZU.

Załoga młodzie­żo­wa przeby­wa na lądzie

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

1 listopada

ok. 0900 GMT – STS Fryde­ryk Chopin, przeho­lo­wa­ny do zato­ki Falmouth, cumu­je do boi u ujścia rze­ki Fal, 1 Mm od portu.

W porcie na zało­gę Frydery­ka Chopina oczekują – oprócz brytyj­skich służb medycz­nych – pol­scy leka­rze-psycho­lo­dzy, pracow­ni­cy konsu­latu RP, koman­dor Szko­ły Pod Żag­lami Krzysz­tof Bara­now­ski, dr Dariusz Czajka – kanc­lerz EWSPA, rzeczo­znaw­ca PZU oraz brytyj­scy i pol­scy dzien­ni­ka­rze.

Po tych z załogi, którzy zech­cą wró­cić do Polski, ma przy­być autokar.

ok. 1100 GMT – zało­ga szkol­na zosta­je przewie­zio­na na ląd. Uczen­nice i ucznio­wie są w dobrym nastro­ju. Wszys­cy, z który­mi rozma­wia­li zgroma­dze­ni na nabrze­żu dzien­ni­ka­rze, mó­wią, że chcą konty­nu­o­wać rejs po napra­wie żag­lowca.

„Sam wypa­dek nie był dla nas aż tak prze­ra­ża­jący – powiedziała dzien­nika­rzo­wi BBC uczen­ni­ca Natalia Gałda – gdyż po awarii pierw­sze­go masz­tu tylko doro­śli mog­li wycho­dzić na dek. Dla nas, pod pokła­dem, wszyst­ko działo się nor­mal­nie.”

„Cała załoga jest zdro­wa, nikt nie został ran­ny. Jesteśmy w dob­rym nastro­ju i ma­my nadzie­ję konty­nu­ować rejs – mówi­ła Małgo­rza­ta Michałkie­wicz, asys­tent drugie­go ofi­cera w rozmo­wie z repor­te­rem Sky News. – Oczywiś­cie, utra­ta masz­tów była szo­kiem, ale ma­my dobre­go kapi­ta­na. Dzięki niemu nie było pani­ki. Podej­mo­wał właś­ciwe decy­zje i mieli­śmy do niego peł­ne zaufa­nie. Najwię­ksze wraże­nie zrobi­ło na mnie to, w ja­ki spo­sób zosta­ła przepro­wa­dzo­na akcja ratun­ko­wa: mieli­śmy zapew­nio­ną pomoc już pół­tora godzi­ny po wypadku.”

ok. 1200 GMT – na pokła­dzie rozpo­czy­na pracę rzeczo­znawca. Ekipa Pol­skie­go Klubu Płetwo­nur­ków „Waleń” z Londy­nu spraw­dza część podwod­ną kad­łu­ba.

ok. 1700 GMT – do pracy przy żag­lowcu przystę­puje dźwig porto­wy, by wydo­być z wody reszt­ki takie­lun­ku. Po tej opera­cji STS Fryde­ryk Chopin będzie mógł wejść do por­tu o włas­nych siłach.


Źródła zdjęć: BBC, Sky News i Newlyn Harbour.co.UK



30 października 2010

Łódź ratownicza z wyspy St. Mary’s spędziła 20 godzin na morzu w akcji ratunkowej
pozbawionego masztów polskiego żaglowca…więcej…

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 października  2010

O natychmias­tową po­moc popro­sił przez radio kapi­tan szkolne­go żag­low­ca Fryderyk Chopin 29 października 2010 o godz. 0703 GMT. Wg infor­ma­cji poda­nej przez brytyj­ską Mariti­me and Coast­guard Agency, kapi­tan zamel­dował, że jednos­tka straciła w sztor­mie fokmaszt i zachodzi poważna oba­wa, iż to samo sta­nie się z dru­gim masztem. Jedno­cześ­nie przeka­zał, że nikt z załogi nie odniósł obrażeń. Fryderyk Chopin znajdował się wówczas 100 mil SW od wysp Scilly. Na pomoc pospie­szy­ły trzy­ statki: drobnico­wiec, traw­ler i konte­ne­ro­wiec (MSC Narissa), zaś Royal Navy postawiła w stan gotowości heli­kop­ter. Akcję ratun­ko­wą koordy­nuje brytyj­ski Coast­guard w Falmouth, który wysłał na po­moc swój ku­ter ratowniczy.­

Doniesienia agencyjne z późniejszych godzin informują, że bryg stracił rów­nież drugi maszt, a sztorm w tym rejo­nie, o sile 9°B, pod­niósł wyso­ką falę. Jednos­tka zosta­nie odho­lo­wa­na prawdopodobnie do Plymouth, istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że w przypad­ku uży­cia silni­ka włas­nego, reszt­ki oli­no­wa­nia mo­gą zablo­kowac śrubę i ster. Hol podany został z trawlera Nova Spirro (armator: Newlyn Fishing). Z uwagi na stan morza podróż na holu potrwać może do trzech dni

STS Fryderyk Chopin pły­nie w rejsie Szko­ły pod Żag­la­mi pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skie­go. Na pokła­dzie znaj­du­je się 47 osób, w tym 36 uczen­nic i ucz­niów dru­giej kla­sy gimna­zjaln­ej.

Premier RP Donald Tusk, przeby­wają­cy obec­nie w Brukse­li na szczy­cie Wspól­no­ty Euro­pej­skiej, rozma­wiał o wypadku z premie­rem brytyjskim Davi­dem Came­ro­nem i otrzy­mał od niego zapew­nie­nie, że stro­na brytyj­ska zrobi wszystko, by akcja ratun­ko­wa zosta­ła zakoń­czo­na pomyślnie. „Nie widzimy w tej chwili powodów do poważ­niej­szych obaw – powie­dział pre­mier Tusk – gdyż z rela­cji kapi­ta­na wyni­ka, że nikt z zało­gi nie zos­tał poszko­do­wa­ny, nie zacho­dzi koniecz­ność ewaku­acji, a sytuac­ja jest pod kon­trolą.”

Ministerstwo Spraw Zagra­nicz­nych RP uruchomiło infolinię dla ro­dzin zało­gi żag­low­ca, przeby­wa­ją­cej na pokła­dzie statku:

Centrala w Warszawie – 22 523 94 48

Wydział Konsularny Ambasady RP w Londynie

00 44 207 291 39 14 – czynny do godz. 20:00

00 44 793 959 42 78 – czynny całą dobę

Rzecznik MSZ, Paweł Bosacki poinfor­mo­wał, że wy­dział konsu­lar­ny amba­sady pol­skiej w Falmouth zare­zer­wo­wał ho­tel dla zało­gi Fryderyka Chopina i w razie potrze­by skie­ruje do por­tu pol­skich psycho­lo­gów. Zapew­nio­ny zosta­nie także trans­port auto­ka­ro­wy do Polski, „cho­ciaż niewy­klu­czo­ne, że znisz­cze­nia oka­żą się ma­łe i zało­ga bę­dzie konty­nu­ować podróż na Kara­iby” – powie­dział Paweł Bosacki na kon­fe­ren­cji prasowej.­­­

Żaglowiec jest holowany przez statek rybacki w stronę angielskiego portu Falmouth.

 



Calendar

« March 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Zima

– Śnieg pada zimą. Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm…
– Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. Ale nawet do najlepszej odpowiedzi zawsze da się coś dodać. Nie odejmować, a dodać.

* * *

Od kiedy pamiętam, słowo „zima” wywołuje u mnie zawsze jedno skojarzenie: widzę wtedy obraz Myśliwi na śniegu (1565) Pietera Breughla Starszego.
Nie wiem, dlaczego. Ani nie jest to mój ulubiony obraz, ani nie chadzam na polowania, zima też (do przeprowadzki na Florydę) nie była moją ulubioną porą roku – ale fakt jest faktem, niezależnie od tego, jak bardzo bym się sam sobie dziwił.
Zdziwienie jest tym większe, że pamięć podsuwa detal, a nie jest nim ani biała płaszczyzna śniegu na pierwszym planie, ani skulone trzy sylwetki (z których jedna ledwo widać) łowców wracających z jednym marnym lisem i zmęczonymi, kulącymi ogony pod siebie psami, ani ludzie przy ogniu, ani nawet łyżwiarze na sadzawce. Detalem tym jest lecąca sroka, czarnym krzyżem nakładająca się na górski krajobraz.
Że to sroka – choć na drzewach siedzą wrony i być może kawki – wnioskuję po ogonie. I po innym obrazie Breughla Starszego – Pejzaż z szubienicą, mającego też inny tytuł: Sroka na szubienicy (1568). Sroki są tam nawet trzy: ta tytułowa siedzi na belce rusztowania, druga – na kamieniu obok, a trzecia leci. Sroki lubią towarzystwo. Breughel lubił sroki. Ja też je lubię.

„Schematyzm” – powiedział kolega po przeczytaniu tego fragmentu. – „Stereotypy. Jest zima, to musi być Breughel. Czterysta pięćdziesiąt lat, to co chcesz? Odwiecznych praw natury nikt nie zmieni.”

* * *
Zima – jedna z czterech podstawowych pór roku
w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Na półkuli północnej charakteryzuje się najniższymi temperaturami powietrza w skali roku, umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego, zazwyczaj zestaloną (zamarzniętą) formą opadu i osadu atmosferycznego,
a większość świata roślin i zwierząt przechodzi okres uśpienia.

Za zimę klimatyczną przyjmuje się okres roku (następujący po jesieni), w którym średnie dobowe temperatury powietrza spadają poniżej 0°C (32°F).
Zasadniczo zimę poprzedza jesień, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy - przedzimie.

Zima astronomiczna na półkuli północnej rozpoczyna się
w momencie przesilenia zimowego (w 2016 – 21 grudnia)
i trwa do momentu równonocy wiosennej (w 2017 – 20 marca). Daty przesilenia i równonocy są zmienne, czasem wypadają dzień wcześniej lub dzień później,
a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień.
Podczas zimy astronomicznej dzienna pora dnia jest krótsza od pory nocnej, jednak z każdą kolejną dobą dnia przybywa,
a nocy ubywa.

W dniu przesilenia zimowego, przypadającym na grudzień, Słońce góruje w zenicie nad półkulą południową na szerokości zwrotnika Koziorożca. Na półkuli północnej jest to najdłuższa noc
(i najkrótszy dzień) w roku.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia zimowego w centrum Warszawy – na 52°14' szerokości geograficznej północnej – wynosi 14°20'.

Przesilenie zimowe w większości kultur było okazją do świętowania „odradzania się Słońca”.
W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji – narodziny Mitry, boga Słońca. Plemiona germańskie obchodziły Jul, Słowianie – Święto Godowe.
Chrześcijaństwo, od IV w., obchodzi zimą – 25 grudnia – dzień urodzin Jezusa. Dlaczego akurat 25 grudnia – różnie powiadają o tym, ale zamieszanie z datami zaczęło się dopiero po zastąpieniu niedokładnego (wobec Słońca i Księżyca) kalendarza juliańskiego nowocześniejszym kalendarzem gregoriańskim.
Na Zachodzie, gdzie kalendarz gregoriański przyjął się niemal od razu, pozostano przy nominale daty, bez względu jak się to miało do wyliczeń dawniejszych, zatem Boże Narodzenie wypada tam 25 grudnia. Na Wschodzie w liturgii obowiązuje starodawny kalendarz juliański, ale życie świeckie toczy się wg obowiązującego kalendarza gregoriańskiego. Stąd juliański 25 grudnia przypada na gregoriański dzień 7 stycznia.
Dwa tygodnie wielkiej różnicy nie czynią, świętować można podwójnie – grunt, że obie daty zimowe są.

Od czasów rzymskich, dokładnie od 46 r. p.n.e. w zimie, 1 stycznia, obchodzony jest również początek nowego roku.

W dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej, wypadającym w marcu, Słońce góruje w zenicie nad równikiem
i przechodzi przez punkt Barana. Na półkuli północnej zima się wtedy kończy i rozpoczyna się wiosna. Teoretycznie.
Istnieje bowiem nordycka przepowiednia o tym, że pewnego razu przyjdzie Wielka Zima trwająca trzy lata – Fimbulvinter, która poprzedzi zmierzch bogów – Ragnarök. Że przy okazji zginą ludzie, jest oczywiste, a Normanowie podali to dodatkowo we własnej stylistyce: głód nastanie tak straszny, że ludzie zjedzą się nawzajem, lądy najpierw spustoszy ogień, a później zaleje morze – czyli nastąpi koniec świata.
Czyli, wypisz wymaluj, Wikingowie stworzyli obraz termonuklearnej zimy.
Jest też co prawda akcent optymistyczny, a jakże: po tym wszystkim nastanie era szczęśliwości i nowy świat, bo ponoć jedna para ludzka ocaleje. Pozostaje tylko pytanie: i po co to wszystko?

Jeśli ktoś się chce utrzymać w klimacie i to bez happy endu, niech przeczyta powieść Nevila Shute'a Ostatni brzeg (1957), albo obejrzy jedną z dwóch jej adaptacji filmowych. Moim zdaniem ta starsza (1959), z Gregorym Peckiem, Avą Gardner i Anthonym Perkinsem, jest lepsza.

* * *

Zima to słowo wywodzące się niemal wprost z naszej językowej przeszłości.
Etymologicznie jego najbliższy krewniakiem jest słowo himā (हिमा) ‘mróz, chłód, śnieg’ (Himalaje to ‘dom chłodu / mrozu / śniegu’), które zachowało się w sanskrycie, najstarszym zapisanym (z należących do wspólnoty praindoeuropejskiej) języku, w wersji wedyjskiej sięgającym połowy drugiego tysiąclecia p.n.e.
W hindi himā to również ‘lód’.

Zima w językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
:

białoruskiзіма [zima]
bośniackizima
bułgarskiзима [zima]
chorwackizima
czeskizima
kaszubskizëma
litewskižiema
łatgalskizima
łużycki (dolny)zyma (też: zymje)
łużycki (górny)zyma
łotewskiziema
macedońskiзіма [zima]
rosyjskiзима [zima]
serbskiзима [zima]
słowackizima
słoweńskizima
ukraińskiзима [zima]
żmudzkižėima

Zadziwiająca jednomyślność!

Przysłowia związane
z zimą:

Będzie zima, będzie mróz,
będzie ptaszek jajka niósł.

Deszcze Michałowe
prawią w zimie powietrze zdrowe.

Gdy tęga zima nastanie
w pierwiotku adwentu,
ośmnaście tygodni
nie spocznie ani momentu.

Idzie zima, a tu butów nie ma.

Idzie zima,
a tu chleba nie ma;
mój Ty Panie z nieba,
daj nam chleba.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Jaka zima, takie lato.

Kafla z pieca, szybki z okna,
a tu zima, butów ni ma.
[t.j. zbytków mu się zachciewa, a butów nie ma]

Kiedy się liść gęsto trzyma,
nie tak prędko będzie zima.

Kiej w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto zimie próżnuje, ten lecie musi być leniwy.

Na modrzewiu zima
niedługo trzyma.
[Góralskie: śnieg, gdy spadnie zanim modrzew zrzuci igły, zniknie prędko, bo na nich nigdy nic leży długo.]

Na świętego Grzegorza [12 marca]
idzie zima do morza.

Połowa zimy, połowa pastwy.

Późna zima długo trzyma.

Słaba zima, kiepskie lato.

Spyta cię zima zarazem:
byłżeś w lecie gospodarzem?

W pierwszym tygodniu
pogoda stała,
będzie długo zima biała.

W zimie koła, w lecie sanie robić.

W zimie odkryte ucho,
to w lecie sucho.

W zimie: komin nam ojcem,
fajerka matką,
kożuch dobrodziej,
a zapiecek chatką.

Zima następuje tęga,
póki głowy twej nie sięga;
postaraj się o barana,
a chwal niebieskiego Pana.

Zima nie jednemu zajrzy pod napiętki.
[niejednemu dokuczy, da się we znaki]

Zima nie pyta, gdzie się lato podziało.

Zima, jak w psiarni.

Zimą to człek siedzi doma,
albo pije gdzie u kuma.

Zimę uśmierza wiosna,
wiosnę lato niszczy.

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

(na samej górze był Ionesco)

Jeszcze o zimie
(bez powodu, wybrane na chybił trafił):

Maria Konopnicka
Zła zima

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

 

Maria Konopnicka
Ślizgawka

Równo, równo, jak po stole,
Na łyżewkach w dal...
Choć wyskoczy guz na czole,
Nie będzie mi żal!

Guza nabić – strach nieduży,
Nie stanie się nic;
A gdy chłopiec zawsze tchórzy,
Powiedzą, że fryc!

Jak powiedzą, tak powiedzą,
Pójdzie nazwa w świat;
Niech za piecem tchórze siedzą,
A ja jestem chwat!

 

Maria Konopnicka
Zmarźlak

A widzicie wy zmarźlaka,
Jak się to on gniewa;
W ręce chucha, pod nos dmucha,
Piosenek nie śpiewa.

— A czy nie wiesz, miły bracie,
Jaka na to rada,
Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie,
Śnieg na ziemię pada?

Oj, nie w ręce wtedy dmuchaj,
Lecz serce zagrzewaj,
Stań do pracy, jak junacy,
I piosenkę śpiewaj!

 

Maria Konopnicka
Rzeka

Za tą głębią, za tym brodem,
Tam stanęła rzeka lodem;
Ani szumi, ani płynie,
Tylko duma w swej głębinie:

Gdzie jej wiosna,
Gdzie jej zorza?
Gdzie jej droga
Het, do morza?

Oj, ty rzeko, oj, ty sina,
Lody tobie nie nowina;
Co rok zima więzi ciebie,
Co rok wichry mkną po niebie.

Aż znów przyjdzie
Wiosna hoża
I popłyniesz
Het do morza.

Nie na zawsze słonko gaśnie,
Nie na zawsze ziemia zaśnie,
Nie na zawsze więdnie kwiecie,
Nie na zawsze mróz na świecie.

Przyjdzie wiosna,
Przyjdzie hoża,
Pójdą rzeki
Het do morza!
 
 
Jeremi Przybora
Na całej połaci śnieg

Na całej połaci śnieg.
W przeróżnej postaci śnieg.
Dla sióstr i dla braci
zimowy plakacik
– śnieg, śnieg.
 
Na naszą równinę – śnieg.
Na każdą roślinę – śnieg.
Na tłoczek przed kinem,
na ładną dziewczynę – śnieg, śnieg.

Na pociąg do Jasła,
na wzmiankę że zgasła,
na napis „Brak masła”
na starte dwa hasła,
na flaszki od wódki,
na tego złe skutki,
na puste ogródki,
na dzionek za krótki.

Na w sinej mgle dale – śnieg,
na kocham cię stale – śnieg,
na żale, że wcale
i na tak dalej
tak dalej, tak dalej
na tak dalej – śnieg
śnieg
 
Tekst ten, do muzyki Jerzego Wasowskiego, śpiewali w „Kabarecie Starszych Panów” Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.
Inne wykonania: Kalina Jędrusik, Anna Maria Jopek i Jeremi Przybora

Marzec

Przedwiośnie. Dla Polski to oznacza, że średnie temperatury dobowe są od 0 do 5°C.

Ale ja, Robak, mieszkam na Florydzie, gdzie zimą jest rześko, wilgotność spada do europejskiego poziomu (nawet mimo deszczu) i jest na ogół słonecznie. Dlatego florydzka zima to najpiękniejsza pora roku – dla mnie przynajmniej, bo rodowici florydianie chodzą w zimowych kurtkach, czapkach i butach. Z kolei wyczekiwane przez nich lato dla mnie jest nie do zniesienia – przede wszystkim przez wilgoć, wilgoć, wilgoć…
Ale na razie kwitną drzewka pomarańczowe, grejpfrutowe na nowy urodzaj i wszyscy czekają na deszcz.

 

Marzec – trzeci miesiąc w roku według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni.
Słowniki twierdzą, że nazwę miesiąca wzięliśmy pośrednio od łacińskiego Martius z dawnego czeskiego marec/mařec/marcius, co było pochodną niemieckiego März.
Z pewnością tak jest, ale mnie bardziej podoba się etymologia ludowa, łącząca marzec z Marzanną, którą – na pohybel Zimie – umarzano w rzece, już nie marznącej.
W staropolszczyźnie używana była też nazwa „brzezień”, który do dziś mieszka w języku czeskim (březen) i ukraińskim (березень) – od brzóz, które wtedy zaczynały się zielenić. Są jednak czescy i słowaccy językoznawcy (Václav Machek, Igor Němec, Jan Horálek), którzy uważają, że nazwa miesiąca pochodzi od słowa březost (ʽciąża’): v ten čas drobný dobytek bývá březí, rodí mláďata (w tym czasie bydło jest w ciąży, rodzi młode).

Na Morawskiej Wołoszczyźnie (brzmi podobnie jak historyczna kraina Rumunii, ale to niewielki teren na północy Moraw, między miastami Nowy Jiczyn / Nový Jičín i Brumov-Bylnice, gdzie w XVI w. osiedlono wołoskich pasterzy) do dziś używa się słowa marčák, które może oznaczać ʽjęczmień siany w marcu’ lub ʽmarcujący zając’.

W polszczyźnie wyraz „marzec” miał dawno temu jeszcze jedno znaczenie: oznaczał piwo marcowe, czyli warzone w marcu. Brückner pisze o tym smacznie: „Piwo marzec albo dwuraźne (ʽdubeltowe’), w 16. i 17. wieku słynne krakowskie Märzenbier”.
Trunkową – choć nie piwną – konotację ma również lipiec, o czym będzie w odpowiednim czasie.

 

Łaciński Martius lub mensis Martius oznaczał ‘miesiąc [poświęcony] Marsowi’. Bardzo był przez to ważny, ponieważ Rzymianie uważali boga wojny Marsa za swego protoplastę, jako ojca Romulusa i Remusa (to ci spod wilczycy kapitolińskiej).
Martius – dla nas trzeci – dla Rzymian przez kilkaset lat był pierwszym miesiącem roku, póki Juliusz Cezar nie wprowadził reformy kalendarzowej w roku 46 p.n.e., po której pierwszeństwo objął Ianuarius (styczeń). Za co zresztą Martius zemścił się na Cezarze srogo, ale o tym za chwilę.
Nazwa Martius została przejęta przez większość języków europejskich.

 

Marcowe rocznice:

 

1 marca 1893 – Nikola Tesla – inżynier-elektryk, wynalazca przez pewien czas współpracujący z Edisonem, później działający na własną rękę, zwany „czarodziejem elektryczności” – po raz pierwszy publicznie (w St. Louis, Missouri) demonstruje działanie fal radiowych. Pięć lat później, w nowojorskiej Madison Square Garden, pokazuje publiczności „teleautomaton” – zdalnie sterowaną łódkę. Część obecnych na pokazie była przekonana, że łodzią steruje ukryta w niej tresowana małpka. Wojskowi, którym Tesla zaproponował sterowane radiem torpedy, nie wyrazili zainteresowania.

 

1 marca – w Rosji, osoby, które wykorzystywane są przez koty do obsługi (a które, bez sensu, uważają, że są tychże kotów właścicielami), obchodzą Dzień Kota. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że reszta Europy obchodzi Światowy Dzień Kota 17 lutego, a International Fund for Animal Welfare ustanowiło Międzynarodowy Dzień Kota 8 sierpnia.
Zostaje więc jeszcze 6 terminów, bowiem – jak twierdzi sanskrycki Pięcioksiąg (Pańczatantra, III w. p.n.e.) – „natura dała kotu dziewięć żywotów zamiast jednego”. Nie mówiąc o tym, że nawet kwestia kocia wskazuje, iż Europa, świat i Rosja to trzy zupełnie inne punkty w czasoprzestrzeni.
A skoro o Rosji mowa:

 

3 marca 1918 – bolszewicy podpisali w Brześciu Litewskim traktat pokojowy z najważniejszymi z Państw Centralnych: Niemcami i Austro-Węgrami. Tym samym spłacali część długu, który zaciągnęli, gdy wywiad niemiecki dał Leninowi worek złota, wywiózł w zaplombowanym wagonie ze Szwajcarii i umożliwił przedostanie się do Rosji, by – jak to później określił Churchill – „zainfekować Europę bakcylem komunizmu”. Separatystyczny pokój z bolszewicką Rosją (właśnie ten w Brześciu Litewskim), miał być za ów manewr zapłatą. Niemcom zależało, bo chcieli przerzucić swe armie ze wschodu na zachód, by na Zachodzie przestało wreszcie być „bez zmian”. Armie przerzucili, ale znów nie zdobyli przewagi (tym razem przez Amerykanów – o tym już było w lutym). Bolszewikom też zależało, bo chcieli w spokoju w Rosji robić swoje.
A skoro o Rosji mowa:

 

5 marca 1953 – umiera Stalin. Na stanowisko sekretarza generalnego KC wśliznął się w 1922, jeszcze za życia Lenina. Po śmierci Uljanowa (prawdziwe nazwisko Lenina, gdyby co) w 1924, stworzył triumwirat z Kamieniewem (1936) i Zinowiewem (1936), którzy najpierw pomogli mu ukryć tzw. testament Lenina (sugerujący partyjnym towarzyszom wyrzucenie Stalina z politbiura), a później usunąć konkurentów: Bucharina (1938), Rykowa (1938), Tomskiego (1936) i Trockiego (1940).
Daty w nawiasach oznaczają rok fizycznej likwidacji czyli egzekucji (tylko Tomski popełnił samobójstwo tuż przed aresztowaniem), ale od władzy Stalin odsunął ich znacznie wcześniej – w roku 1929 był już w politbiurze, KC, partii i państwie (co w praktyce znaczyło to samo) samodzierżcą.
Jego śmierć przyniosła konsekwencje spore (o czym nie teraz), choć mniejsze niż można się było tego spodziewać.
W 2008 roku, w telewizyjnym (telewizja państwowa) plebiscycie na „Rosjanina wszech czasów” (50 milionów głosujących) zwyciężył Aleksander Newski, za nim był Piotr Stołypin (kto, na litość boską, go dziś pamięta, nawet w Rosji?!), na trzecim – Stalin. Być może to teoria spiskowa, ale trudno mi uwierzyć, że to nie Stalin zajął miejsce pierwsze, a wynik końcowy nie jest ukłonem „komisji wyborczej” w stronę politycznej poprawności, bo… (sorry, Winnetou!) jeszcze nie czas…
Tak czy siak dla rządu dzisiejszej Rosji Stalin jest mężem opatrznościowym.
Nie pożywiosz, lecz wiesz, że Stalin był zły / I wszystko już można dziś zwalić na niego – śpiewał Kaczmarski [List z Moskwy, 1987-08-13], co przekłada się na propagandową doktrynę: „ustrój sowiecki był wspaniały, a jeśli kto go wypaczył – to Stalin”.
Putin nie bez przyczyny powiedział, że „upadek Związku Sowieckiego był największą geopolityczną katastrofą XX wieku”. Z czego jasno wynika, że rezultatem tej katastrofy jest postkomunistyczna próba wprowadzenia do Rosji demokracji. Poza tym wypaczenia nie musiały być duże, skoro władze rosyjskie przychylnym okiem patrzą na wiece i uroczystości organizowane w rocznice urodzin i śmierci Dżugaszwilego-Koby-Stalina. Poszukajcie w wiadomościach pod tą datą, albo dzień później – na pewno znajdziecie.

 

7 marca 1876 – wreszcie mamy telefon! Alexander Graham Bell opatentował swój wynalazek!

 

8 marca to Międzynarodowy Dzień Kobiet, ongiś hucznie obchodzony w całym bloku.
W zakładach pracy kobietom przysługiwał goździk, a czasem jeszcze cukierki czy rajstopy, rzadziej premia pieniężna – koniecznie za pokwi­to­wa­niem w Radzie Zakładowej.
Były akademie ku czci i okolicznościowe programy telewizyjne.
W TVP najczęściej śpiewali wtedy („ja wam wszystko wyśpiewam!”): Adam Zwierz, Kazimierz Kowalski i Edward Hulewicz.
Z importu, od czasu do czasu, pojawiał się Iosif Kobzon.

 

8 marca 1968 – w Polsce zaczynają się tzw. wydarzenia marcowe: protest studentów, którzy – jak zwykle – żądali wolności słowa, zgromadzeń i sumienia. Brutalnie spacyfikowany przez milicję i tzw. aktyw robotniczy, czyli zbirów z pałami, którzy mieli tyle wspólnego z robotnikami co picie w Szczawnicy z węglem kamiennym.
Nigdy jednak nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej: najtwardszy partyjny beton (chodzi o Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, przez którą realizowała się w PRL dyktatura proletariatu) w ramach represji doprowadził do wysiedlenia z Polski inteligencji pochodzenia żydowskiego – tzw. paszport w jedną stronę otrzymało ok. 20 tys. osób. Słowo „paszport” jest mylące, był to bowiem dokument podróży stwierdzający, że „okaziciel nie jest obywatelem PRL”. Co dla 35-milionowego kraju oznaczał wyjazd kilkunastu tysięcy osób z elity intelektualnej dodawać nie trzeba.
Pogrom marcowy nie był jednak zaskoczeniem: w czerwcu 1967, po wojnie sześciodniowej, która – mimo że zaczepna – była obronną, bezczelnie przez Izrael wygranej, hegemon i jego blok (z wyjątkiem Rumunii) zerwali z państwem żydowskim stosunki dyplomatyczne. Marzec ’68 i to, co działo się później, było tylko dalszym ciągiem serialu.
Nagranie wystąpienia ówczesnego szefa partii Władysława Gomułki podczas wiecu PZPR w Sali Kongresowej 19 marca 1968 jest jednym z najczęściej cytowanych dokumentów dźwiękowych epoki – nawet osobom, które słuchały tego przemówienia na żywo (ja słuchałem!), trudno dziś uwierzyć, że działo się to naprawdę. Dzień po wiecu oficyna Książka i Wiedza wydała broszurkę Stanowisko partii zgodne z wolą narodu : przemówienie wygłoszone na spotkaniu z warszawskim aktywem partyjnym 19 marca 1968 r. z pełnym tekstem przemówienia. Kupiłem, za całe 2 złote.
Cytat „utwór ten zawiera jednocześnie pornograficzne obrzydliwości, na jakie może zdobyć się tylko człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoku, człowiek o moralności alfonsa” jest właśnie stamtąd, ale nie dotyczy – rzecz jasna, niestety – autora.

 

11 marca 1985 – sekretarzem generalnym KC KPZR zostaje Michaił Gorbaczow. Od niego się to wszystko zaczyna i żeby nie wiem jak nie lubić Andrzeja Rosiewicza, trzeba przyznać, że jego „Michaił, Michaił, ty postroisz nowyj mir”, śpiewane w 1988 podczas pląsów przed gensekiem odwiedzającym akurat Warszawę, było prorocze.
Gorbaczow to głasnost’ i pieriestrojka.
Ta pierwsza znaczyła, że przestał być aktualny dowcip o braku różnic w postrzeganiu swobód obywatelskich w ZSRR i USA, tak samo przestrzegających i respektujących wolność słowa (z drobną wprawdzie poprawką: w USA istniała dodatkowo wolność po słowie).
Ta druga znalazła swój finał 25 grudnia 1991 w podpisanym w Wiskulach układzie białowieskim o rozwiązaniu Sojuza, ale wcześniej była jeszcze „doktryna Sinatry”. 25 października 1989 rzecznik sowieckiego MSZ, Giennadij Gerasimow, zaskoczył tym terminem dziennikarza programu Good Morning America nazywając tak trend polityki Gorbaczowa wobec państw satelickich: zgodnie z tytułem piosenki My Way każde z nich może obrać własną drogę.
Mnie, od Sinatry, bliższy jest Kaczmarski:

– Towarzyszu Gorbaczow, wybaczcie mi,
Wiem, towarzysz czasu wiele dla mnie nie ma…
[…]
Towarzyszu, ja praszu was, pomagitie!
[…]

– Mieczisław Josifowicz, nie biezpakojties’:
My pamożem wam, kak smożem, no inacze
[…]
Smotriu ja na was siewodnia s biezpakojem.
No tiepier wam nada – kak umiejetie – żit’,
A szto budiet – budiet s etoj paranoju.

[Dwie rozmowy z Kremlem (1981-1989), 1989-08-24]

No cóż, Gorbaczowowi nie udało się to, czego dokonał Jiang Zemin: przewekslowanie gospodarki na tory ekonomii rynkowej i utrzymanie przy władzy mafii partii komunistycznej. Sowiecki beton partyjny był zbyt twardy i „Gorbi” mógł go usunąć tylko rozwalając całą konstrukcję…
No dobrze, wiadomo: filary nośne zostały, ale przynajmniej ściany i fasada zniknęły. Ale i tak chwała mu za to, że cokolwiek zostało ruszone, bo skorzystała na tym Polska i inne kraje satelickie. Przynajmniej czasowo.

 

13 marca 1848 – zaczyna się seria zbrojnych wystąpień przeciwko staremu porządkowi, zwana Rewolucją Marcową, która dała początek Wiośnie Ludów. Walczący domagali się swobód – politycznych i narodowych, a najubożsi – poprawy warunków bytowych.

Podczas Rewolucji Marcowej rozpoczęły się m.in.:

13 marca 1848 – powstania w Wiedniu i Berlinie. Protestującym chodziło o wolności polityczne, które dość szybko zostały zatwierdzone przez panujących.
Austriacki cesarz Ferdynand I Dobrotliwy (der Gütige) tego samego dnia zdymisjonował kanclerza Klemensa Metternicha – fanatycznego monarchistę i konserwatystę, tępiciela wszelkich przejawów demokracji, odpowiedzialnego za uczynienie z Austrii po Kongresie Wiedeńskim (1815) państwa policyjnego z wszechwładną cenzurą ingerującą we wszystkie dziedziny życia.
Konserwatywny Fryderyk Wilhelm IV Pruski również powołał liberalny rząd i nadał swemu królestwu konstytucję (5 grudnia 1848).

15 marca 1848 – powstanie węgierskie, które wybuchło w Peszcie. Rozpoczęli je radykałowie, którym przewodził poeta Sándor Petőfi, żądający niepodległości, demokracji i zniesienia pańszczyzny.
Austriakom ani w głowie było zezwalać Węgrom na separację. Stosując rzymską zasadę divide et impera (dziel i rządź) najpierw obrócili przeciw Węgrom mniejszości narodowe Królestwa Węgierskiego – Chorwatów, Rumunów, Rusinów, Serbów i Słowaków (notabene używając realnego straszaka, jakim była madziaryzacja propagowana nawet przez rząd Kossutha).
W grudniu 1848 na tron wstąpił Franciszek Józef I (ten sam, którego wiele lat później Czesi nazwali Starym Prochazką, a polscy językoznawcy „dobrotliwym staruszkiem” tak właśnie tłumacząc określenie „stary pierdoła”, by uratować autora tych słów przed plutonem egzekucyjnym za obrazę majestatu).
Kaiser Franz Josef nie bawił się w negocjacje i do pacyfikacji powstania wysłał wojsko. Nie mając wystarczających sił własnych, o braterską pomoc zwrócił się do cara Mikołaja I i tę otrzymał. Armia rosyjska pod wodzą feldmarszałka Paskiewicza, który wcześniej utopił we krwi powstanie listopadowe, wespół z korpusem austriackim dokonały swego.
Sen Węgier o niepodległości (ogłoszonej 19 kwietnia 1849) skończył się szybko: Petőfi poległ, lojalista Batthyány został rozstrzelany wcześniej przez Węgrów-radykałów, Kossuth i jego prawa (zbrojna) ręka, gen. Józef Bem, otrzymali azyl w Turcji, a mniejszości narodowe zamiast madziaryzacji dostały germanizację i to w tempie przyspieszonym.
Dla porządku trzeba dodać, że w końcu, gdy Austriacy dostali lanie od Prus, Węgrzy dopięli swego choć w części: w 1867 kompromis austriacko-węgierski przekształcił Cesarstwo Austriackie w monarchię podwójną – Austro-Węgry. Dla mniejszości narodowych Królestwa Węgierskiego skończyła się germanizacja a zaczęła madziaryzacja, czego skutki można zauważyć od czasu do czasu nawet przy lekturze dzisiejszej prasy.
Swego czasu, po krajach żyjących w najlepszym z ustrojów, krążył dowcip o pięciu filarach RWPG (kto nie wie, co to było, niech się cieszy): obok sowieckiego taktu, enerdowskiego poczucia humoru i kilku innych wyraźnie obraźliwych, jednym z najważniejszych była powszechna znajomość języka węgierskiego. Jak widać dla niektórych wcale nie była to taka abstrakcja. Geopolityka sprawia, że dowcipy polityczne tracą swe ostrze w najmniej oczekiwanych momentach.

Zwischenruf.
W połowie lat 1970-tych jedną z tras na długie wakacje była podróż do Afganistanu, Pakistanu i Indii przez ZSRR: za tanie pieniądze leciało się samolotem do tadżyckiego Duszanbe, stamtąd pociągiem do Termezu nad Amu-Darią, promem przez rzekę – i dalej, autostopem, jak daleko czas i powodzenie w handlu wymiennym pozwalały.

Jeździłem tak kilkakrotnie nawiązując po drodze znajomości i przyjaźnie. Gościnne domy czekały na mnie i współtowarzyszy podróży w Duszanbe, gdzie się jadło, piło, a najwięcej opowiadało, z dowcipami politycznymi (tak, antysowieckimi też) włącznie.
Któregoś razu przypomniał mi się dowcip, z którego w Polsce zarykiwali się wszyscy: polskiego geodetę, uczestnika ekspedycji sowieckiej pracującej w terenie, zapytał miejscowy kołchoźnik, co takiego mierzy. Bomba wybuchła następnego dnia, gdy ów chłop pojawił się w lokalnym urzędzie i zapytał, komu i ile zapłacić, by zostać po polskiej stronie, bo ponoć geodeci wytyczają granicę między Polską a Chinami.
Witz opowiedziałem i… zapadła cisza. Poczułem się nieswojo. Współbiesiadnicy byli na tyle uprzejmi, że wyjaśnili mi, iż w republice graniczącej bezpośrednio z ChRL, w dodatku w dobie nasilonej propagandowej antychińskiej histerii, historyjka ta ani trochę śmieszna nie jest.

18 marca 1848 – antyaustriackie powstanie w Mediolanie (tzw. pięć dni Mediolanu, wówczas w granicach Cesarstwa Austriackiego): powstańcy przejęli miasto zaczynając tym samym pierwszą włoską wojnę o niepodległość. Wojna skończyła się porażką Włochów; Zjednoczone Królestwo Włoch powstało dopiero w marcu (!), dokładnie: 17 marca, 1861.

Łączy się z tym wydarzenie z 25 marca 1848, kiedy na audiencji u Piusa IX pojawił się Adam Mickiewicz. Poeta chciał dostać (i dostał) od papieża błogosławieństwo dla tworzonego przez siebie Legionu Polskiego, któremu za cel pierwszy stawiał walkę z Austrią o niepodległość Włoch, a dalej – przejście na ziemie słowiańskie i wzniecenie tam powstania. To właśnie podczas tego spotkania Mickiewicz miał złapać biskupa Rzymu za rękę, potrząsnąć nią i zawołać: Wiedz, że duch boży jest dzisiaj w bluzach paryskiego ludu!.

 

15 marca – Idy marcowe (łac. Idus Martii) − rzymskie święto poświęcone Marsowi. Były parady i przeglądy wojsk. Podczas Idów Marcowych w 44 roku p.n.e. ponad 60-osobowa (jak twierdzi Eutropiusz) grupa zamachowców z Kasjuszem i Brutusem na czele zamordowała Juliusza Cezara.
Dictator perpetuo został 23 razy pchnięty sztyletem, co świadczy, że niektórzy z zamachowców chcieli być chytrzejsi od innych. Co i tak im nie pomogło, bo żaden ze spiskowców nie zmarł śmiercią naturalną. Można przy okazji obejrzeć, albo przeczytać szekspirowskiego Juliusza Cezara (1599) – dokładne to nie jest, ale robi wrażenie. W 1953 film z tej sztuki zrobił Joseph Mankiewicz (ten od Kleopatry), z Marlonem Brando w roli Antoniusza – mocna rzecz!

 

17 marca 1861 – powstaje Zjednoczone Królestwo Włoch (patrz wyżej).

 

17 marca 1921 – uchwalono w Polsce „konstytucję marcową” (obowiązywała do 23 kwietnia 1935, czyli do „konstytucji kwietniowej”). Była to pierwsza polska konstytucja nowoczesna (nie, „konstytucja majowa” z 1791 taką nie była): rządzić miał Naród (przez swoich przedstawicieli), władza – zgodnie z Monteskiuszem – miała być trójdzielna (prawodawcza, wykonawcza i sądownicza) i – żeby było równo – skasowane zostały przywileje stanowe i herby.
Pierwsze dwa punkty jakoś zadziałały, trzeci – podobno też, ale chyba tylko teoretycznie.

 

17 marca – dzień św. Patryka: irlandzkie święto narodowe i religijne. Ma być podczas niego zielono, koniczynowo i piwnie. Poeta stan ten ujął z właściwą sobie zwięzłością: Pełno radości i krzyku.
Święty Paddy, żyjący w V w., jest patronem Irlandii – porwany za młodu przez irlandzkich piratów i więziony przez 6 lat, powrócił na Szmaragdową Wyspę jako misjonarz, został pierwszym biskupem Irlandii i zyskał miano Irlandzkiego Apostoła. Biskup Patryk wygonił również z Irlandii wszystkie węże – podobno nie ma ich na tej wyspie po dziś dzień. Ewolucjoniści w zasługi Patryka na tym polu nie wierzą, ale oni w ogóle jacyś mało wierzący są.
A u nas tego dnia świętuje Zbigniew, który – przy całym dla Patryka szacunku – godniejszy jest i zacniejszy, bo za wężami po żadnych wyspach nie ganiał! Za to jeden królowi Jagielle żywot między Grunwaldem a Tannenbergiem ocalił, drugi Rotgiera zarąbał (bo było na śmierć, nie na niewolę), trzeci w zamku tegoż Rotgiera przerobionym na willę (z wygodami – byli i widzieli!) mieszka i pod chmurami lata, a czwarty z Latającym Holendrem żeglował, o czym się sami wkrótce przekonacie.

 

W nocy z 17 na 18 marca 1921 – Armia Czerwona dowodzona przez Michaiła Tuchaczewskiego ostatecznie rozgromiła powstańców z Kronsztadu – portu wojennego na niewielkiej (15 km2) wyspie Kotlin w Zatoce Fińskiej, położonej około 30 km na zachód od Petersburga.
Marynarze, robotnicy i mieszkańcy Kronsztadu, mimo poparcia udzielonego bolszewikom w latach 1917-1918, w marcu 1921 zaprotestowali przeciwko terrorowi i dyktaturze wprowadzonej przez rząd Lenina i Trockiego.
Atak armii bolszewickiej na Kronsztad ułatwił lód, po którym wówczas można się było dostać na wyspę.
Po jej zdobyciu, ci powstańcy, którym nie udało się zbiec do Finlandii (tych było ok. 8000), zostali zmasakrowani: ponad dwa tysiące osób zostało rozstrzelanych, niemal 20 tysięcy bolszewicy zesłali do łagrów, mordując po drodze co najmniej kolejne kilka tysięcy.
Prześladowania uczestników i ich rodzin trwały do późnych lat 60-tych. Dopiero w 1994, za prezydentury Borysa Jelcyna, powstańcy kronsztadzcy zostali rehabilitowani, a działania bolszewików uznano za sprzeczne z prawem.

 

17-19 marca 1915 – szósty i ostatni wypad (Sienkiewicz nazywał to „wycieczka”) podczas drugiego oblężenie Twierdzy Przemyśł (o pierwszym przeczytacie w październiku). Wojska austro-węgierskie próbowały się przedrzeć z Twierdzy przez pierscień oblegającej armii rosyjskiej. Akcja zakończyła się tragicznie: 5,5 tys. zabitych, rannych i zaginionych.

Rosjanie odpowiadaja atakiem na umocnienia – zostają odparci, ale oblegani obronili się ostatkiem sił.
Armeeoberkommando czyli Naczelne Dowództwo C.K. Armii szykuje już rozkaz zniszczenia twierdzy i poddania.

 

20 marca (przez wszystkie lata drugiej dekady XXI wieku, poza 2011) wypada dzień równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej: Słońce góruje w zenicie nad równikiem i przechodzi przez punkt Barana. W tym dniu Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Na półkuli północnej rozpoczyna się wtedy wiosna.

 

22 marca 1895 – możemy już chodzić do kina! W Paryżu bracia Auguste i Louis Lumière pokazali tego dnia po raz pierwszy swoje „ruchome obrazki”. Do hollywódzkiego gwiazdozbioru jest już tylko jeden krok.

 

22 marca 1915 – detonacje wstrząsają Przemyślem: armia austro-węgierska wysadza w powietrze mosty na Sanie oraz forty i działa swojej największej twierdzy: Festung Przemysl.

 

23 marca 1915 – po 5 miesiącach największego w I wojnie światowej oblężenia kapituluje Festung Przemysl, trzecia co do wielkości twierdza w Europie (po Verdun i Antwerpii). Akt kapitulacji dostarczono do sztabu rosyjskiego o 6 rano.

Do niewoli poszło 9 C.K. generałów, prawie setka oficerów sztabowych, 2,5 tys. oficerów oraz 117 tys. podoficerów i żołnierzy. Wśród austro-węgierskich jeńców było prawie 30 tysięcy rannych i chorych.

Rosjanie zachowali się bardzo po rycersku, być może wiedząc, że skierowane są na nich oczy całej Europy (padła „twierdza nie do zdobycia”!). C.K. oficerowie mogli zostać przy szablach, żołnierze dostali żołd taki, jak w armii rosyjskiej. Później jeńców podzielono wg narodowości i zesłano do republik azjatyckich. Najlepiej miał Hermann von Kusmanek, generał i Festungskommandant: jeszcze przed końcem wojny wrócił do domu, a po 16 latach zasnął w Panu mając lat 74. Gdy był w niewoli dostał awans na generała obersta, po powrocie postawiono go co prawda przed sądem, ale – oczywiście – uniewinniono i tak przyschło pytanie, czemu wcześniej nie zgromadzono żywności, amunicji i środków medycznych na tyle, by twierdza była rzeczywiście nie do zdobycia. Ale tak już jest: a najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy.

Za to Rosjanie mieli bal: do Przemyśla przyjechał sam car i tak się cieszył, że żołnierze dostali po 5 rubli, a oficerowie po medalu.
Ale dalej już nie było im tak wesoło, bo 2 maja, tego samego 1915 roku, armia austro-węgierska odbiła Przemyśl i ruiny twierdzy. Jaki był los ludności cywilnej – strach nawet myśleć.
Austriacy sobie później i tak poszli, a ruiny zostały do dziś.

 

23 marca obchodzony jest dzień przyjaźni polsko-węgierskiej. Wciąż się lubimy!

 

25 marca – w kościele katolickim obchodzona jest uroczystość liturgiczna Zwiastowania Pańskiego, na 9 miesięcy przed uroczystością Bożego Narodzenia. Jeżeli 25 marca wypada w niedzielę, obchody przekładane są na następny dzień.
Tę samą datę (25 III) przyjmuje za dzień Zwiastowania Bogurodzicy kościół prawosławny; ponieważ liturgia prawosławna posługuje się kalendarzem juliańskim, w kalendarzu gregoriańskim wypada to 7 kwietnia.

 

25 marca 1807 – aprobatę królewską uzyskuje prawo zabraniające handlu niewolnikami (Slave Trade Act 1807) ustanowione przez parlament Zjednoczonego Królestwa.
W historii ludzkości niewiele jest aktów prawnych, wprowadzonych bez użycia siły, w których moralność i chęć ulżenia doli innych brałaby górę nad żądzą zysku. Akt z 1807 roku był – jak sądzę – pierwszym z nich. Do jego uchwalenia przyczynił się głównie William Wilberforce, przywódca brytyjskich abolicjonistów, wywodzących się z kręgów anglikańskich ewangelików i kwakrów. Niewolnictwo było dla nich sprzeczne z moralnością chrześcijańską, a kampanię przeciwko handlowi żywym towarem uważali za pierwszy etap walki z niewolnictwem; po jego wprowadzeniu niewolnictwo miało zniknąć w sposób samoistny.
Kampania podjęta została pod koniec lat 1780-tych, na forum parlamentarne trafiła w 1789.

Nigdy, przenigdy nie zaprzestaniemy naszych wysiłków, aż nie wymażemy tego skandalu z chrześcijańskiego imienia, aż nie uwolnimy się od ciężaru winy, pod którym obecnie się uginamy, aż nie położymy kresu wszelkim śladom tego znaczonego krwią handlu, w który przyszłe pokolenia, patrząc wstecz na historię naszego wieku oświecenia, nie będą mogły uwierzyć, że okrywał hańbą i niesławą nasz kraj aż tak długo[1] – mówił Wilberforce 18 kwietnia 1781 z parlamentarnej mównicy.

Projekt ustawy przepadał w głosowaniu kilkakrotnie, a do przeforsowania go przyczyniło się uchwalone w 1806 prawo zabraniające obywatelom brytyjskim udziału w handlu niewolnikami, chytrze podsunięte przez abolicjonistów jako etap pośredni. Zakaz handlu został uchwalony przez Parlament 23 lutego 1807.
W maju 1833 rząd przedłożył w Parlamencie projekt uchwały o zniesieniu niewolnictwa. Izba Gmin zatwierdziła ją 26 lipca 1833, trzy dni przed śmiercią Wilberforce’a. Ustawa weszła w życie 1 sierpnia 1834, nie objęła jednak terytoriów zarządzanych przez Kompanię Wschodnioindyjską, jako nie będących pod bezpośrednią kontrolą Korony. W historii ludzkości niewiele jest…

 

30 marca 1492 – katoliccy monarchowie Hiszpanii, Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, podpisali Edykt z Alhambry dający hiszpańskim żydom 4 miesiące na opuszczenie kraju lub chrzest. Karą za niewykonanie rozkazu była egzekucja bez procesu.
Zdecydowana większość wyemigrowała.
Historycy nie są zgodni co do liczby wypędzonych: waha się ona od 130 do 800 tysięcy. Z pomocą dla prześladowanych „Ludzi Księgi” pospieszył m.in. sułtan Bajazyd II, który wysłał jednostki wojenne, by przywiozły wypędzonych do Imperium Ottomańskiego.
Ci, którzy dokonali konwersji (ok. 50 000 osób), mieli tego wkrótce pożałować: kilka lat późnej większość conversos została uznana za kłamców i osadzona w lochach inkwizycji. Ich majątki skonfiskowano na rzecz państwa, po odliczeniu prowizji dla donosicieli, którzy wnieśli akt oskarżenia przeciwko „krypto-żydom” o religijne oszustwo.
Edykt z Alhambry był pierwszym gwoździem do trumny hiszpańskiej potęgi, ale o tym – nie teraz.
Formalnie, rząd hiszpański odwołał edykt 16 grudnia 1968 roku (za rządów Francisca Franco).
W 500. rocznicę wygnania (31 marca 1992), król Juan Carlos z kipą na głowie modlił się obok premiera izraelskiego Chaima Herzoga w madryckiej synagodze Beth Yaakow. Od 2012 potomkowie żydów wypędzonych w 1492 mogą uzyskać obywatelstwo hiszpańskie bez konieczności zamieszkania w Hiszpanii.

 

30 marca 1945 – urodził się Eric Clapton, uznany przez pismo Rolling Stone za drugiego (po Jimim Hendrixie) z najlepszych gitarzystów wszech czasów.

Pochodzący z Ripley w hrabstwie Surrey, Clapton karierę zaczynał z grupą The Yardbirds we wczesnych latach 60-tych, później na jakiś czas wessał go blues grany przez Johna Mayalla i The Bluesbreakers. W 1966, Clapton, Ginger Baker i Jack Bruce stworzyli legendarną supergrupę Cream. Dalej było wszystko: kolejne supergrupy, reggae, solówka w beatlesowskim przeboju While My Guitar Gently Weeps (1968), blues, złote płyty, alkohol, kokaina, heroina, miłość, śmierć syna.

W latach 60-tych jakiś graficiarz napisał na ścianie londyńskiego metra „Clapton is god” – Clapton jest bogiem. Slogan chwycił – był czas, że ten napis można było zobaczyć w Londynie wszędzie.

Sam Clapton nie dał się zwariować. Komentując w jednym z wywiadów najbardziej znane zdjęcie graffiti powiedział: „Na dole fotografii jest pies sikający na tę ścianę. Mam do tego mniej więcej taki sam stosunek”.

Polecam Autobiografię Claptona (wydanie polskie: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009). Oczy okrągleją.

 

31 marca 1854 – Iesada, trzynasty siogun z rodu Tokugawa, zmuszony zostaje do podpisania Traktatu z Kanagawy (dziś część Jokohamy). Amerykański komandor Matthew Calbraith Perry, podczas drugiej „wizyty” w Japonii z eskadrą złożonej z ośmiu okrętów US Navy (za pierwszym razem, w 1853, pojawił się tylko w cztery okręty), wymusił na Japończykach otwarcie ich portów dla handlu ze Stanami Zjednoczonymi.
Wyłom dokonany w japońskim izolacjonizmie miał się okazać brzemienny w skutki, o czym pierwsza przekonała się Rosja w 1904-05, a podczas II wojny światowej – reszta Azji i świat anglosaski. Ale to będzie dużo później.
Oficjalnie dokument z Kanagawy nazywał się oczywiście „Traktat o pokoju i przyjaźni pomiędzy Japonią i Stanami Zjednoczonymi”.
Fakt – Perry grzecznie prosił, choć jako rozwiązanie alternatywne proponował obrócenie w perzynę jokohamskiego portu i miasta. Zupełnie jak nasz Gerwazy:

„Co za gwałty, rzekł Klucznik, tu nie ma napaści,
Wszak proszę Pana grzecznie; jeśli ciemno Waści,
To Scyzorykiem skrzesam ognia, że Waszeci
Zaraz w ślepiach jak w siedmiu kościołach zaświeci”.
[AM, PT (1834), VIII]

Stany Zjednoczone rozpoczynały właśnie gwałtowne poszukiwanie rynków zbytu dla swoich towarów i za wszelką cenę próbowały znaleźć choćby najwęższą furtkę do Azji. Kilka lat po kanonierkowej dyplomacji Perry’ego działania te zostaną przerwane przez Wojnę Secesyjną (1861-1865), ale pod koniec wieku wrócą ze zdwojoną siłą, kiedy to w wojnie z Hiszpanią „o wyzwolenie Kuby” najważniejszą okaże się bitwa w Zatoce Manilskiej (1 maja 1898). Już wiadomo dlaczego.

 

W końcówce drugiej dekady XXI wieku zawiodą się ci, którzy oczekiwaliby długiego karnawału trwającego aż do marca: zaledwie dwa ostatnie zabawowe wtorki są marcowe: w 2017 (1 marca) i w 2019 (6 marca). To jednak kwestia astronomii: Wielki Post zaczyna się bowiem na 46 dni kalendarzowych przed Wielkanocą – ta zaś przypada na pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca. W wiosennym miesiącu nisan – jak w powieści o Poncjuszu Piłacie pisał Mistrz.

 

 

Znaki Zodiaku w marcu:

Ryby (♓) – do 20 marca
Baran (♈) – od 21 marca.
O Rybach było w lutym, a Barany?
No cóż – przykro mi. Naprawdę. Bo czarny piar jest dla nich bezlitosny:

…tylko długotrwałym biciem można skłonić Barana do przyswojenia minimum wiedzy (tabliczka mnożenia, wyjątki na „rz”).
Ludzie spod tego znaku w pracy dezorganizują wszystko, dzięki czemu awansują szybko na wysokie stanowiska.
W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i z powodu najmniejszego pretekstu, a nierzadko i bez, wywołują karczemne burdy i bijatyki.

Maju, przybądź!

 

 

Kwiat marca:

narcyz (Narcissus poeticus L.) – kojarzony z Wielkanocą, ale również symbolizujący próżność (na Zachodzie) oraz bogactwo i szczęście (na Wschodzie). Prawda, jak prosto łączy się w tym kwiecie Wschód z Zachodem?

O Narcyzie napisano tomy, zarówno na półki z mitologią jak i psychologią, więc jeśli koniecznie chcecie się dowiedzieć, co, kto i dlaczego, to musicie tam sięgnąć.

Ci, co nie lubią czytać, niech popatrzą na obraz (wart co najmniej tysiąca słów) – najlepiej Waterhouse’a albo Westa, ale Caravaggio też może być (Dalí wykluczony), który można wyguglować w sekundę. A jeśli ktoś nie lubi ani czytać, ani wpatrywać się w nieruchome malowidła, polecam pierwszą lepszą telewizyjną debatę polityczną: zobaczycie tam stado Narcyzów w behawiorze naturalnym, więc niestety dziko rosnących. Jeśli traficie na spęd partii przeciwnej, to na pewno przyznacie mi rację.

Kwiat – cóż: ten biały, w łacinie zwany „poetyckim”, ma w sobie zieleń życia, złoto bogactwa, czerwień krwi oraz biel niewinności i śmierci. Dlatego – w dłoniach Kory przeniesiony – rośnie nad brzegami Styksu. W mowie kwiatów oznacza zazdrość i zachłanność, ale też tęsknotę.
Gdzieś znalazłem, że „narcyz to fantazja”, ale autor tego twierdzenia chyba słabo znał sie na kwiatach, bo troche dalej pisał o niebieskim kwiatku, który uporczywie nazywał „niezapominajek”…

 

Mitologia grecka łączy narcyz z dwoma mitami: historią samego Narcyza, w ten kwiat przemienionego i porwaniem Kory, którą Hades dopadł wtedy, gdy zrywała na łące narcyzy. Grecy te kwiaty składali na ołtarzach Hadesa i Kory-Persefony.

Z woli Dzeusa ten kwiat Hadesowi przychylna zrodziła
Gaja, godzien zachwytu; w zdumieniu patrzyli nań wszyscy
Ludzie śmiertelni, a także bogowie, co śmierci nie znają.
Z jego korzenia sto wyrastało łodyg kwitnących,
Cudnie też pachniał i wszystkich radował: niebo rozległe,
Całą też ziemię, a takoż i morza słonego odmęty.

[Do Demeter (ok. 640 p.n.e.), drugi hymn homerycki, przekład Włodzimierz Apel]

Kamienie marca:

akwamaryn – niebieska odmiana berylu i heliotrop – odmiana chalcedonu zwana też krwawnikiem.

Akwamaryn (od aqua marina – woda morska) jest kamieniem chroniącym żeglarzy i zapewniającym bezpieczną podróż (przez morza słonego odmęty :). Łagodny błękit klejnotu zapewniać ma właścicielowi łagodność charakteru, spokój i umiejętność chłodnej oceny sytuacji.

Krwawnik swą karierę rozpoczął w Babilonie – robiono z niego pieczęcie i amulety.
W chrześcijaństwie często nazywano go „kamieniem męczeństwa”, gdyż wierzono, że powstał z leżących pod krzyżem jaspisów, na które spłynęły krople krwi Chrystusa.

Oba kamienie symbolizują odwagę.

 

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
trzeci miesiąc roku to:

białoruskiсакавік [sakavik]
bośniackimart i ožujak
bułgarskiмарт [mart]
chorwackiožujak
czeskibřezen
kaszubskistrumiannik (też: strëmiannik, strumian, marc)
litewskikovas
łatgalskiavasara (też: marta)
łużycki (dolny)pózymski (też: nalětnik, měrc)
łużycki (górny)měrc (też: nalětnik)
łotewskimarts
macedońskiмарт [mart] albo цутар [cutar]
rosyjskiмарт [mart]
serbskiмарт [mart]
słowackimarec
słoweńskimarec albo sušec
ukraińskiберезень [bieriezień]
żmudzkikuovs

 

Przysłowia związane
z marcem:

Co marzec wypiecze,
to kwiecień wysiecze.

Czasami w marcu
zetnie wodę w garncu.

Czasem marzec tak się podsadzi,
że dwa kożuchy oblec nie zawadzi.

Gdy przyjdzie marzec,
umrze niejeden starzec.

Gdy w marcu
niebo od południa ryknie,
Rok wszego dobra
w żyzności uniknie.

Ile w marcu dni jasnych
ale z rana mglistych,
tyle w żniwa
czasów dżdżystych.

Kiedy starzec chory w marzec,
będzie zdrów;
lecz gdy baba w maju słaba,
pacierz zmów.

Kiedy twa ma rodzić rola,
to wóź w marcu gnój na pola.

Kiedy w marcu deszczu wiele,
nieurodzaj zboża ściele.

Kiedy w marcu wiele grzmoty
Nie ma w lato k’bur ochoty.

Marcowy loda rada,
majowa pogoda, ranny deszcz
– wszystko to nietrwałe.

Marzec dziwne broi fochy,
zmiata starce i junochy.

Marzec marzy, jak się zdarzy.

Marzec odmienia wiatry,
deszcz miesza z pogodą,
więc nie dziw, jeśli starzy
czują go ze szkodą.

Marzec uparty
stroi z pługiem żarty,
a kwiecień przychodzi
i w chlew go zawodzi.

Marzec zielony – niedobre plony.

Marzec, co z deszczem chadza,
mokry czerwiec sprowadza.

Marzec:
czy słoneczny, czy płaczliwy,

listopada obraz żywy.

Radował się starzec,
kiedy minął marzec;
nie baj baju, umrzesz w maju.

Słońce marcowe
owocom niezdrowe.

Suchy marzec,
kwiecień mokry,
maj przechłodny
– nie będzie rok głodny.

Suchy marzec, maj niechłodny,
kwiecień mokry – rok niegłodny.

Suchy marzec, mokry maj,
będzie żytko jako gaj.

W marcu jak w garncu.

W marcu, gdy są grzmoty,
urośnie zboże ponad płoty.

W marzec już dzień, gdyby ruski wół.

W marcu, kto siać nie zaczyna,
biednyć to gospodarzyna.

W marcu śnieżek sieje,
czasem słonko grzeje.

Źle się w marcu urodzić,
bo trudno takiemu dogodzić.

 

Przysłowia na
św. Albina (1 III)

Na świętego Albina,
rzadka u ludzi mina,
bo post się zaczyna.

 

Przysłowia na
św. Haliny (2 III)

W świętej Halszki dzionek
nuci już skowronek.

 

Przysłowia na
św. Kazimierza (4 III):

Dzień świętego Kazimierza
resztki zimy uśmierza.

Na świętego Kazimierza
zima do morza zmierza.

Na świętego Kazimiera
zima zamiera.

Na świętego Kazimierza
dzień się z nocą przymierza

Na świętego Kazimierza
pokój dla łowcy i zwierza.

Na świętego Kazimierza
wyjdzie skowronek spod pierza.

Na święty Kazimierz
dzień z nocą przymierz.

Na święty Kazimierz
wygnaj świnie na pyrz.

W dzień świętego Kazimierza
zima do morza zmierza.

 

Przysłowia na
św. Tomasza (7 III)

Na świętego Tomasza
wyrasta w polu pasza.

 

Przysłowia na
św. Franciszkę (9 III)

Gdy Franciszka z wichrem po polu hasa,
może sypnąć śniegiem powyżej pasa

 

Przysłowia na
Czterdziestu Męczenników
(10 III):

Czterdziestu Męczenników jakich,
czterdzieści dni po nich takich.

Gdy mróz w marcu dnia dziesiątego,
jeszcze czterdzieści dni mrozu takiego.

Kiedy na Czterdziestu
Męczenników marznie,
to jeszcze czterdzieści
nocy przymarznie.

Męczennicy, gdy mróz noszą,
czterdzieści dni mrozu głoszą.

Męczennicy jeśli psocą,
będzie dżdżysto Wielką Nocą,
a gdy kropla dżdżu nie spadnie,
przez sześć niedziel będzie ładnie.

 

Przysłowia na
św. Grzegorza (12 III):

Na świętego Grzegorza
zima idzie do morza.

Na św. Grzegorza
szuka kawka łoża.

Po świętym Grzegorzu
nie paś bydła ma zbożu.

Święty Grzegorz wielki spławnik,
nad wszystkimi rzeki ławnik;
grzeje więcej – lody płaczą,
rzeki warczą, brzegi znaczą.

 

Przysłowia na
św. Hilarego (16 III):

Hilary zapowiada,
jaka pogoda na Wielkanoc przypada.

 

Przysłowia na
św. Gertrudę (17 III):

Gdy na Gertrudy zjawią się bociany,
to wiosna już rychło nastanie.

Ogrodniku, św. Gertruda gdy słońcem błyśnie
zrobi cuda oczywiście.

 

Przysłowia na
św. Józefa (19 III):

Cóż święty Józef niesie?
Kaczka pierwsze jaja zniesie.

Jak na świętego Józefa chmurki,
to sadź ziemniaki gdzie górki,
a jak pogoda,
to sadź gdzie woda.

Gdy na świętego Józefa
bociek przybędzie,
to już śniegu nie będzie.

Na świętego Józefa pięknie,
zima prędko pęknie.

Na świętego Józwa
przez pole jest bruzda.

Na święty Józek
czasem śniegu wózek.

Na święty Józef pogoda,
będzie w polu uroda.

Oblubieniec pogodny,
rok będzie urodny.

Przyjdzie święty Józef z pomocą
– porówna dzień z nocą.

Święty Józef kiwnie brodą,
idzie zimno na dół z wodą.

Święty Józef laską w ziemię kole,
wyjeżdżajcie, chłopy, orać w pole.

Święty Józef pogodny,
będzie roczek wodny.

Święty Józek wiezie trawy wózek,
ale czasem smuci,
bo śniegiem przyrzuci.

W Józefa z zimy się śmiej
i na grządce kapustę siej.

 

Przysłowia na
św. Benedykta (21 III):

Jak po Benedykcie ciepło,
to i w lecie będzie piekło.

Benedykt groch w polu sieje,
Wojciech [23 IV] do owsa się śmieje.

 

Przysłowia na
Zwiastowanie (25 III):

Jakie Zwiastowanie,
takie Zmartwychwstanie.

Jasny świt na Zwiastowanie
znaczy czasy zdrowe, tanie.

Na Zwiastowanie,
kiedy mgła w zaranie,
chociaż słonko jasno wschodzi,
znak niechybnej to powodzi.

Na Zwiastowanie
zlatują się bocianie.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.


 

[1] Never, never will we desist till we have wiped away this scandal from the Christian name, released ourselves from the load of guilt, under which we at present labour, and extinguished every trace of this bloody traffic, of which our posterity, looking back to the history of these enlightened times, will scarce believe that it has been suffered to exist so long a disgrace and dishonour to this country.

The Parliamentary History of England from the Earliest Period to the Year 1803, Volume XXIX. London : T.C. Hansard, 1817; str. 278.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha