STS Fryderyk Chopin bez masztów


STS Fryderyk Chopin – od 1990 do 2010

17 lutego 2011

PZU wypłaci odszkodowanie armatorowi STS Fryderyk Chopin.
Decyzję tę ubezpie­czy­ciel ogło­sił dzisiaj na konfe­ren­cji praso­wej. Wpły­nąć na nią miały ujaw­nio­ne niedaw­no fak­ty, infor­ma­cje i eksper­ty­zy zwią­za­ne z wypadkiem.
„W naszej opinii – powie­dział przedsta­wi­ciel PZU  Tomasz Tarkowski – nowe dane nie przesą­dza­ją spra­wy w spo­sób bezwzględ­ny, ale posta­no­wi­li­śmy ją roz­strzyg­nąć na korzyść ubez­pie­czo­ne­go, zgod­nie z zasa­da­mi obowią­zu­ją­cy­mi w prakty­ce likwi­da­cji szkód ubezpieczeniowych.”
Obie strony opubli­ko­wa­ły wspól­ny komu­ni­kat praso­wy, nie ujaw­ni­ły jed­nak, jaka suma wcho­dzi w grę. Przedsta­wi­ciel arma­to­ra, kanc­lerz EWSPiA  dr Dariusz Czajka zako­mu­ni­ko­wał tyl­ko, że wyso­kość odszko­do­wa­nia jest adek­wat­na do ponie­sio­nych kosz­tów, wlicza­jąc w nie remont i opła­tę za holowanie.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 lutego 2011

Opis aktualnego stanu prac na STS Fryde­ryk Chopin przedsta­wił dziś w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranow­ski, który właś­nie wró­cił z Falmouth.
Grotmaszt jest już odbu­do­wa­ny, w fazie końco­wej są pra­ce nad fok­masz­tem, a stocz­niow­cy rozpo­czy­na­ją rekon­struk­cję buk­szpry­tu.
Nie zachodzi potrze­ba wy­mia­ny rej, gdyż w cza­sie awa­rii nie utra­co­no ani jed­nej. Reje wkrót­ce będą wypias­ko­wa­ne i poma­lo­wa­ne. Przed ich podnie­sie­niem na masz­ty zało­ga sta­ła żaglow­ca uzbroi je takie­lun­kiem i przyszy­je żagle.
Firma Sail Service z Gdań­ska, zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną przez dyrek­to­ra Tadeu­sza Wojto­wi­cza, napra­wi­ła żag­le nada­ją­ce się do użyt­ku, zaś w miej­sce znisz­czo­nych uszy­ła no­we – wszyst­ko to bezpłatnie.
„Gdy reje będą uzbro­jo­ne i żag­le przyszy­te, a masz­ty na swo­im miej­scu – pisze kpt. Baranow­ski – dźwig będzie brał po kolei każ­dą re­ję, usta­wiał na swo­im miej­scu, bosman przetknie bolec przy bejfucie, na którym reja się obra­ca oraz umo­cu­je tope­nan­ty. I tak dwanaś­cie razy.”
Remont Fryderyka Chopina ma się zakoń­czyć w poło­wie kwietnia.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

10 stycznia 2011

STS Fryde­ryk Chopin wszedł do doku stocz­ni A&P Fal­mouth, gdzie zosta­nie odbu­do­wany buk­szpryt, masz­ty i zało­żo­ny takie­lu­nek sta­ły. Olino­wa­nie rucho­me zosta­nie zało­żo­ne przez zało­gę żag­low­ca. Po przewi­dzia­nym na dwa miesią­ce remon­cie bryg powró­ci do Polski.
„Perpekty­wa rej­su na dru­gą stro­nę Atlan­ty­ku odsu­nę­ła się do jesie­ni, ale za dwa miesią­ce uczest­ni­cy Szko­ły pod Żag­la­mi powró­cą na pok­ład, by choć sym­bo­licz­nie wysu­nąć dziób (dzio­by?) na Atlan­tyk (Made­ra, Kana­ry, Azo­ry) i przypro­wa­dzić żag­lo­wiec do Szcze­ci­na” – pi­sze w swo­im blo­gu kpt. Krzysz­tof Baranowski.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

5 stycznia 2011

Remont STS Fryde­ryk Chopin ma rozpo­cząć się w przysz­łym tygod­niu w Fal­mouth. Taką decy­zję pod­jął arma­tor, Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, który sfinan­su­je napra­wę żagl­owca . Ofer­ta stocz­ni w Fal­mouth prze­wi­du­je wyko­na­nie remon­tu w osiem tygod­ni przy kosz­tach ok. 158 tys. fun­tów (ok. 245 tys. dola­rów, 611 tys. PLN). Arma­tor przewi­du­je, że po remon­cie „gimna­zja­li­ści bę­dą mog­li wró­cić na żag­lo­wiec i konty­nu­o­wać rejs na Karaiby.”
EWSPiA doma­ga się jedno­cześ­nie ponow­ne­go rozpat­rze­nia spra­wy wypła­ty odszko­do­wania, której – jak do­tąd – odma­wia PZU. Pis­mo w tej spra­wie zosta­ło zło­żo­ne 29 grud­nia 2010.
Podsta­wą rosz­czeń są no­we dowo­dy: raport bry­tyj­skiego Met Office (Urząd Mete­o­ro­lo­gii), z któ­rego wyni­ka, że w cza­sie złama­nia masz­tów wiatr był zmien­ny, a je­go pory­wy mog­ły przekra­czać 62 węz­ły (115 km/godz; 11°B), oraz odczyt pręd­koś­ci wiat­ru 56 węz­łów (104 km/godz) zare­jes­tro­wa­ny przez apa­ra­tu­rę pomia­ro­wą obsłu­gi­waną przez Met Office na latar­niow­cu Seven­sto­nes zakotwi­czo­nym 10 mil NE od wysp Scilly. Na ma­pach pogo­do­wych Met Office wi­dać też wyraź­nie, że w miej­scu wypad­ku przebie­ga­ła grani­ca zim­ne­go frontu.
Szczegó­ły odwo­łania poda­je Kontakt24.TVN. Stam­tąd też pocho­dzą przedsta­wio­ne ni­żej ma­py meteo­rologiczne.


= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

31 grudnia 2010

Kpt. Ziemowit Barański i czterech człon­ków sta­łej zało­gi STS Fryde­ryk Chopin spę­dza­li Boże Naro­dze­nie i wi­ta­li Nowy Rok na pokła­dzie żag­low­ca w Fal­mouth. Tuż przed świę­tami odwie­dzi­li ich niespo­dzie­wa­ni goś­cie: prezes The Fal­mouth Tall Ships Asso­cia­tion John Hick, jego oficer łączni­ko­wy – Anne Oliver, która jedno­cześ­nie jest szefo­wą klu­bu wioś­lar­skie­go Nanker­sey Rowing Club z sąsia­du­jącej z Fal­mouth gmi­ny Mylor oraz Penny Phillips z Misji Dla Tych Co Na Morzu (Mission to Seafarers).
Anne Oliver przyby­ła na Chopina od stro­ny mo­rza, wraz z wioś­lar­ską osa­dą ło­dzi Circe. Pozo­sta­li poja­wi­li się na żag­low­cu trady­cyj­nie, od stro­ny lądu: John Hick przy­niósł drzew­ko choin­ko­we, a Penny Phillips – prezen­ty dla załogi.
– Gdybyście mieli jakie­kol­wiek problemy lub trudności – powiedziała Penny – nasza Misja jest od tego, by wam pomóc.
Gdy wioś­la­rze z Nanker­sey Rowing Club zwiedza­li bryg, pierw­szy ofi­cer Chopi­na skorzy­stał z okazji i spró­bo­wał wios­ło­wa­nia na Circe.
Kapitan Barański, dzięku­jąc goś­ciom za wizy­tę, zapowie­dział, że rozda na Gwiazd­kę po­da­run­ki zało­dze jako Świę­ty Miko­łaj – i obiet­ni­cy dotrzymał.
(na podstawie: http://www.nankerseyrowingclub.com/news.html)

John Hick trady­cyj­nie okazu­je gościn­ność pol­skim żeg­la­rzom. Jego nazwis­ko spot­kać moż­na np. wśród gospo­da­rzy organi­zu­ją­cych pobyt na lą­dzie uczest­ni­kom pierw­szej Szko­ły Pod Żag­lami, która pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego płynę­ła Pogo­rią z Gdyni do Indii i Sri Lanki w ro­ku szkol­nym 1983/84. Pogo­ria cumo­wa­ła w Fal­mouth w dniach 28 wrześ­nia – 3 paź­dzier­ni­ka 1983. Ucznio­wie z jej pokła­du odby­li wów­czas wyciecz­ki do kopal­ni cyny, Aero-Parku, doków porto­wych, Stacji Ratow­nic­twa Mor­skie­go i ogro­du bota­nicz­ne­go, wizy­to­wa­li także lokal­ne liceum i Szko­łę Kade­tów Mor­skich (Fal­mouth and Penryn Sea Cadets). Spon­so­ra­mi wszyst­kich tych wycie­czek i wi­zyt były wła­dze Korn­wa­lii, Royal Corn­wall Yacht Club i osobiś­cie John Hick, które­mu ówczes­na Szko­ła Pod Żag­la­mi podzię­ko­wa­ła dyplo­mem honorowym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


30 grudnia 2010

STS Fryde­ryk Chopin wciąż znajdu­je się w por­cie Fal­mouth i nie mo­że go opu­ścić. Został tam zatrzy­ma­ny przez wła­dze angiel­skie jako zabez­pie­cze­nie rosz­czeń finan­so­wych właś­ci­cie­la kut­ra Nova Spero, który przeho­lo­wał Chopina do Fal­mouth po wypad­ku (patrz ni­żej, pod datą 7 grud­nia 2010).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 grudnia 2010

Z licz­nych arty­ku­łów praso­wych komentu­ją­cych decyz­ję ubez­pie­czy­cie­la i sy­tu­ac­ję na ryn­ku ubez­pie­czeń w Pol­sce wybra­li­śmy jeden, autor­stwa Pawła Rożyń­skiego, opubli­ko­wa­ny przez Dzien­nik Gaze­ta Prawna na stro­nie inter­ne­to­wej:

Paweł Rożyński: Departamenty wyłudzania składek

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

14 grudnia 2010

Armator STS Fryde­ryk Chopin, Europej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji, opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie nastę­pu­­ce oświad­czenie:

Oświad­cze­nie Arma­to­ra STS Fryde­ryk Chopin.
14.12.2010

W związku z bieżą­cą sytua­cją żaglow­ca Fryde­ryk Chopin i infor­mac­ja­mi, które poja­wi­ły się na stro­nie interne­to­wej Funda­cji Szko­ła Pod Żag­lami i w niektó­rych me­diach, Arma­tor żag­low­ca oświadcza:

1. Arma­tor nie pod­jął żad­nej decy­zji co do miej­sca przepro­wa­dze­nia remon­tu. Przedsta­wio­no nam róż­ne ofer­ty a przy ostatecz­nym wybo­rze będzie­my kiero­wa­li się rachun­kiem ekono­micz­nym i jakoś­cią ofer­ty. Infor­ma­cja, że kieru­je­my się „ofer­tą odro­czo­nej płat­no­ści” jest niepraw­dziwa.

2. Spra­wą priory­te­to­wą jest dla Arma­to­ra zdję­cie ze stat­ku aresz­tu. W tym celu, Kanc­lerz EWSPiA dr Dariusz Czajka uda­je się do Anglii wyne­go­cjo­wać ugo­dę z Arma­to­rem kutra Nova Spiro, który holo­wał Frydery­ka Chopi­na do bezpiecz­ne­go por­tu i rato­wał pol­skie dzie­ci, uczest­ni­ków Szko­ły Pod Żaglami.

3. Bank Powszech­na Kasa Oszczęd­ności Bank Pol­ski S.A. zaofe­ro­wał Armato­ro­wi finan­so­wa­nie remon­tu. Rozmo­wy na ten te­mat trwają.

4. W dalszym cią­gu nego­cju­je­my kon­trakt czar­te­ro­wy i umo­wę sponso­rin­go­wą z Mias­tem Szczecin.

5. W związ­ku z suge­stia­mi pojawia­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach, Arma­tor oświad­cza, że PZU S.A. nie złoży­ło nam do tej pory żad­nej ofer­ty. EWSPiA jako Arma­tor żag­low­ca, poza konteks­tem praw­nym, abstra­hu­jąc od tego kto w tym sporze ma rację, jest otwar­ta na wszel­kie propozy­cje, kieru­jąc się przede wszyst­kim ideą i dob­rem żag­low­ca Fryde­ryk Chopin.

Oświadczenie Armatora STS Fryderyk Chopin (PDF).

Dokumenty dotyczą­ce ubez­pie­cze­nia STS Fryde­ryk Chopin.
W związku z bar­dzo nieścis­ły­mi infor­ma­cjami ukazu­ją­cy­mi się w niektó­rych mediach (Gaze­ta Wybor­cza, Burza Pod Żag­lami, 13.12.2010) oraz zgod­nie z obiet­ni­cą złożo­ną braci żeg­lar­skiej publi­ku­je­my doku­men­ty doty­czą­ce ubez­pie­cze­nia żag­low­ca Fryde­ryk Chopin w PZU S.A. oraz odmo­wy wypła­ty odszko­do­wa­nia. Wszyst­kie doku­men­ty do pobra­nia w posta­ci plików pdf.

1. PZU vs STS Fryderyk Chopin ogólne warunki ubezpieczenia (PDF).
2. PZU vs STS Fryderyk Chopin polisa (PDF).
3. PZU vs STS Fryderyk Chopin decyzja (PDF).

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Powszechny Zakład Ubez­pie­czeń opubli­ko­wał na swo­jej stro­nie oświad­cze­nie dotyczą­ce odmo­wy wypła­ty ubez­pie­cze­nia arma­to­ro­wi STS Fryde­ryk Chopin.

Stano­wi­sko PZU SA w spra­wie ubez­pie­czenia żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin”

PZU SA potwier­dza, że na mocy umo­wy zawar­tej pomię­dzy PZU SA a prywat­nym właś­ci­cie­lem żag­low­ca „Fryde­ryk Chopin” – Europej­ską Wyż­szą Szko­łą Prawa i Admi­ni­stra­cji, – statek ten został obję­ty ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą PZU SA. Ubez­pie­cze­nie stat­ku, tak jak każ­da umo­wa ubez­pie­cze­nia, okreś­la zda­rze­nia, które są obję­te ochro­ną ubez­pie­czeniową.

– Z przykrością przyję­li­śmy infor­ma­cję o zdarze­niu, do które­go doszło pod koniec paź­dzier­ni­ka na statku „Fryde­ryk Chopin” – powie­dział Mariusz Sarnow­ski, dyrek­tor Grupy PZU odpowie­dzial­ny za pion klienta korpo­ra­cyj­ne­go oraz czło­nek zarzą­du PZU Życie. – Nasi przedsta­wi­cie­le bezzwłocz­nie i z peł­nym zaanga­żo­wa­niem podję­li czyn­no­ści zwią­z­ane z anali­zą tego wypad­ku. Nieste­ty w wyni­ku tego postę­po­wa­nia, na podsta­wie usta­lo­ne­go sta­nu faktycz­ne­go oraz zebra­ne­go w spra­wie mate­ria­łu dowo­do­we­go musi­my stwier­dzić, iż nie zaszło żad­ne ze zda­rzeń wymie­nio­nych w umo­wie ubez­pie­cze­nia, które byłoby podsta­wą do przy­ję­cia przez PZU odpowie­dzial­no­ści odszko­do­waw­czej. Takie stanowi­sko zmusze­ni byli­śmy przeka­zać Ubezpie­cza­ją­ce­mu – Euro­pej­skiej Wyż­szej Szko­le Pra­wa i Admi­nistracji.

W przypad­ku, gdyby pojawi­ły się dodat­ko­we istot­ne dowo­dy, infor­ma­cje lub okolicz­no­ści – w szczegól­no­ści uzyska­ne w wyni­ku postę­po­wa­nia przepro­wa­dzo­ne­go przez Izbę Mor­ską w Szcze­cinie – PZU SA niezwłocz­nie powró­ci do ana­li­zy niniej­szej sprawy.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 grudnia 2010 (środa)

Przedstawiciel Europej­skiej Wyż­szej Szko­ły Prawa i Admi­ni­stra­cji (EWSPiA) w Warsza­wie, arma­tora STS Fryde­ryk Chopin spotkał się z władza­mi Szczecina.

Miasto chce zawrzeć z uczel­nią trzylet­nią umo­wę, w ramach któ­rej w rej­sach na żag­low­cu pły­wa­łaby szcze­ciń­ska mło­dzież, ponad­to na jed­nym z żag­li Chopi­na umiesz­czo­ne byłoby god­ło Szczecina.

– Nie może­my przeka­zać pienię­dzy na remont żag­low­ca, ale prowa­dzi­my nego­cja­cje , które mogą pomóc Chopi­nowi, a mias­tu umoż­li­wią korzy­sta­nie z żag­low­ca oraz promo­cję miasta – powie­dział Piotr Krzystek, prezy­dent Szcze­cina wybra­ny ponow­nie na to stano­wi­sko 5 grud­nia 2010.

Przedpła­ta za rej­sy czar­te­ro­we, które mia­łyby się rozpo­cząć już w czerw­cu 2011, mo­że pomóc arma­to­ro­wi w opła­ce­niu kosz­tów holo­wa­nia i remon­tu. Strony nego­cju­ją wyso­kość kwo­ty i szcze­gó­ły umo­wy o dal­szej współpracy.

Podczas kam­pa­nii w wybo­rach samorządowych VI kaden­cji (listo­pad/gru­dzień 2010), ubiega­ją­cy się o reelek­cję na stano­wi­sko prezy­den­ta Szcze­cina Piotr Krzystek zrezyg­no­wał z uży­cia częś­ci bill­boar­dów, przeka­zu­jąc zaosz­czę­dzo­ne fun­du­sze na kon­to fun­da­cji „Szko­ła pod Żag­la­mi Krzysz­to­fa Baranow­skiego”. Krzystek zwró­cił się rów­nież z ape­lem do in­nych kandy­da­tów na prezy­den­ta miasta, by w taki sam spo­sób wspar­li Szko­łę Pod Żag­la­mi i żag­lo­wiec, dla któ­rego Szcze­cin jest por­tem macie­rzystym.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 grudnia 2010 (wtorek)

STS Fryde­ryk Chopin nie może opuś­cić Fal­mouth. Został zatrzy­ma­ny w ra­mach porę­cze­nia mająt­ko­we­go dla właś­ci­cie­li kutra Nova Spero, któ­ry doho­lo­wa­ł uszko­dzo­ny bryg do wybrze­ży brytyj­skich. Uchyle­nie „aresz­tu” nastą­pi w momen­cie uregu­lo­wa­nia żąda­nej przez holu­ją­ce­go należ­no­ści, albo po wszczę­ciu oficjal­nych roko­wań o wyso­kość roszcze­nia. Według infor­ma­cji z niepo­twier­dzo­nych źródeł, sumą żąda­ną jest 300 000 USD, zaś arma­tor żag­low­ca pro­po­nu­je 40 000 GBP (ok. 63 tys. dola­rów). Jeśli stro­ny nie uło­żą się polu­bow­nie, kwes­tię rozstrzyg­nie sąd. Armato­rem Chopi­na jest Euro­pej­ska Wyż­sza Szko­ła Pra­wa i Admi­ni­stra­cji z Warszawy.

Trudności zaczę­ły się, gdy Pol­ski Zak­ład Ubez­pie­czeń – fir­ma ubezpie­cza­ją­ca żag­lo­wiec – odmó­wił wypła­ty odszko­do­wa­nia. EWSPA, zasko­czo­na decy­zją ubezpie­czy­cie­la, nie jest przygo­to­wa­na na wyasyg­no­wa­nie kwo­ty idą­cej w setki tysię­cy dola­rów w tak krót­kim termi­nie. Pisem­na moty­wa­cja ubez­pie­czy­ciel­a jest wciąż nieznana.

Reprezen­tu­ją­cy arma­to­ra dr Dariusz Czajka, kanclerz EWSPA, twier­dzi, że umo­wa ubez­pie­cze­nia zawie­ra­ła punkty dotyczą­ce zarów­no napra­wy jak i ewen­tu­al­ne­go holo­wa­nia żag­low­ca. Wg Czajki PZU przyję­ło złą wykład­nię praw­ną angiel­skie­go termi­nu heavy weather: zamiast „warun­ki sztor­mo­we” przetłu­ma­czy­ło to jako „nadzwy­czaj­ne warun­ki pogo­do­we” i stwier­dzi­ło, że tych poli­sa nie obej­mowała.

Podczas konfe­ren­cji praso­wej Dariusz Czajka mówił, że zatrzy­ma­nie Chopina nie jest dla arma­to­ra zasko­cze­niem i że – nieza­leż­nie od wyni­ku proce­su z PZU – należ­ność za holo­wa­nie i re­mont zosta­nie uregu­lo­wa­na. Wg Czajki warian­tem optymi­stycz­nym jest zakoń­cze­nie remon­tu Chopi­na w cią­gu trzech miesię­cy, jed­nak może się to prze­ciąg­nąć i do czerwca.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 listopada 2010 (wtorek)

Wiadomość podana przez kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego na stronach interne­to­wych jest niepo­ko­ją­ca, jeśli nie alarmu­jąca.


„30.11 godz.1700. Przygoto­wy­wa­liś­my gruntow­ny plan remon­tu, bo Funda­cja chcia­ła wspo­móc ubezpie­czy­cie­la i włas­nymi siła­mi odbudo­wać takielu­nek.

Tymcza­sem ubezpie­czy­ciel, któ­rym jest PZU, odmó­wił w ogó­le płace­nia za remont.

Fryde­ryk Chopin od 20 lat jest ubezpie­czo­ny w PZU do wysoko­ści warto­ści stat­ku. Nie znam uzasad­nie­nia, prócz tego, że na ogół ubezpie­czy­ciel nie lubi wypła­cać odszko­do­wań, nato­miast bar­dzo chęt­nie pobie­ra skład­ki z tytu­łu polisy.

Łatwo jednak przewi­dzieć konsekwen­cje – Fryde­ryk Chopin pój­dzie na żyletki!”

(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)


„Armator Chopina poinfor­mo­wał mnie, że PZU odma­wia płace­nia za remont żaglow­ca, któ­ry przez ostat­nie 20 lat był w PZU ubezpie­czony.

To prawda, że nikt z dotych­cza­so­wych arma­to­rów nie wyma­gał jakichkol­wiek odszko­do­wań. Wręcz przeciw­nie – nagrywa­łem kie­dyś rekla­mów­kę telewi­zyj­ną dla PZU, za którą nie wzią­łem ani gro­sza – tak bar­dzo cieszy­łem się, że mam dobre­go ubezpie­czy­ciela.

A teraz, dwadzieś­cia lat póź­niej, mimo że nie jestem armato­rem, zapropo­no­wa­łem zmniej­sze­nie obcią­żeń dla ubezpie­czy­cie­la i w ramach Funda­cji odtwo­rze­nie całe­go takielun­ku gratis. Już raz to zrobi­li­śmy z kapita­nem Ziemowi­tem i wtedy też było za darmo.”

(http://www.krzysztofbaranowski.pl/blog.php)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

19 listopada 2010 (piątek)

„Kapitan Ziemo­wit Barań­ski przygo­to­wał szczegó­ło­wy zes­taw drob­ne­go sprzę­tu potrzeb­ne­go do uzbro­je­nia nowe­go takie­lun­ku. Jest to 140 ściąga­czy, 100 szak­li i 180 kieli­chów stano­wią­cych zakoń­cze­nia lin stalo­wych podtrzy­mu­ją­cych maszt.”
(http://www.szkolapodzaglami.org.pl/)

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

18 listopada 2010 (czwartek)

Armator STS Fryde­ryk Chopin otrzy­mał pierw­sze koszto­ry­sy napra­wy. Przesła­ły je: Szczeciń­ska Stocz­nia Remon­to­wa Gryfia SA i stocz­nia Y.B.M. Ltd (Yacht Buil­ding Mana­ge­ment) z Gdań­ska.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

17 listopada 2010 (środa)

Gratiso­wą dosta­wę lin, potrzeb­nych przy remon­cie STS Fryde­ryk Chopin zaofe­ro­wał zak­ład produk­cyj­ny Splot s.c. z Gliwic, produ­cent lin, sznu­rów i ni­ci.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

12 listopada 2010 (piątek)

Uczen­nice i ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami powró­ci­li autoka­rem do Pol­ski.

Organi­za­to­rzy Szko­ły Pod Żag­lami zorga­ni­zo­wa­li konfe­re­ncję praso­wą na tar­gach „Boatshow” w Pozna­niu, gdzie mie­li swoje stoisko ofero­wa­ne gratis przez dyrek­cję tar­gów.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

8 listopada 2010 (poniedziałek)

„Młodzież z pokładu Chopi­na wró­ci do Polski” donio­sła dziś ra­no Pol­ska Agen­cja Praso­wa. PAP powo­łu­je się na wypo­wiedź Krzysz­to­fa Baranow­skiego, który obec­nie przeby­wa w Polsce i spot­kał się z rodzi­ca­mi uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żaglami.

Remont Fryde­ryka Chopi­na bę­dzie trwał nie kró­cej niż mie­siąc. Jeś­li zapad­nie decy­zja, że odbę­dzie się w stocz­ni pol­skiej, doli­czyć trze­ba czas żeg­lu­gi z Fal­mouth na Bał­tyk: w przypad­ku pozba­wio­ne­go masz­tów żag­low­ca w sezo­nie jesien­nych sztor­mów może to być i kil­ka tygod­ni. Tymcza­sem rzeczo­znaw­ca PRS, któ­ry nie wi­dzi przesz­kód, by wy­dać Chopino­wi zezwo­le­nie na ewen­tu­al­ny rejs do Pol­ski, wyklu­czył obec­ność mło­dzie­ży na pokła­dzie w tej podróży.

„Dlate­go roz­sąd­niej jest zab­rać bryka­ją­ce na lą­dzie dzie­ci i wró­cić z nimi do macie­rzy­stych szkół, a kie­dy żaglo­wiec zosta­nie napra­wio­ny, przy­wieźć je z powro­tem do Anglii” – wyjaś­nia kpt. Baranow­ski na stro­nie Szko­ły Pod Żaglami.

Ter­min powro­tu uczen­nic i ucz­niów Szko­ły Pod Żag­la­mi jest na razie nieokreś­lo­ny. Arma­tor opła­cił im hotel w Penzance do 9 listo­pada.

Remont w Anglii leży w intere­sie arma­to­ra, gdyż w tym przypad­ku STS Fryde­ryk Chopin mógł­by dot­rzeć jesz­cze w tym sezo­nie na Kara­iby, gdzie po 20 stycz­nia 2011 (przewi­dy­wa­ny ter­min zakoń­cze­nia Szko­ły Pod Żag­lami) czeka­ją na nie­go pasa­że­rowie.

„Arma­tor wyra­ża zgo­dę i chęć wyko­rzy­sta­nia zało­gi mło­dzie­żo­wej na dopro­wa­dze­nie stat­ku na Kara­iby, mi­mo, że wykro­czy to po­za plano­wa­ny czas. Kosz­ty tego przedłu­że­nia bę­dą jed­nak obcią­żały Fun­da­cję” – poda­je stro­na tej orga­nizacji.

Jednocześnie „Fun­da­cja Szko­ła Pod Żag­lami Krzysz­tofa Baranow­skiego” ogło­si­ła na­bór kandy­da­tów na rok szkol­ny 2011/2012. Zasa­dy są te sa­me, co w poprzed­nich edyc­jach Szko­ły: całorocz­na pra­ca opiekuń­cza – kon­kurs świa­dectw i spraw­ności – bezpłat­ny rejs Szko­ły dla 36 najlep­szych + bezpłat­ne rej­sy pocie­sze­nia dla pozo­sta­łych. Zgo­dę na wyczar­te­ro­wa­nie Fun­da­cji żag­low­ca w ro­ku przysz­łym wyra­ził arma­tor STS Fryde­ryk Chopin.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

7 listopada 2010 (niedziela)

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skiego, wpły­nął póź­nym popołud­niem do suche­go doku stocz­ni Pen­dennis Ship Yard Ltd w Fal­mouth. Tam dopie­ro, z pomo­cą dźwi­gów brzego­wych, bę­dzie moż­na zdjąć połama­ne masz­ty i zwisa­ją­ce z nich reje.

Pobyt w doku umoż­li­wi też dokład­niej­szą wyce­nę strat i kosz­tów napra­wy oraz ponow­ne oglę­dzi­ny dna, tym razem przez rzeczo­znaw­ców firm ubez­pie­cze­nio­wych i Pol­skiego Reje­stru Stat­ków – towa­rzy­stwa klasy­fi­ka­cyj­nego z upraw­nie­nia­mi m.in. do wyda­wa­nia certy­fi­ka­tów bezpie­czeń­stwa stat­kom wszyst­kich ban­der UE.

Wtedy dopie­ro podję­ta zosta­nie decy­zja o miejs­cu remon­tu żag­low­ca. Ewen­tu­al­ne przepro­wa­dze­nie STS Fryde­ryk Chopin bez masz­tów i żag­li do stocz­ni pol­skiej bę­dzie też uzależ­nio­ne od otrzy­ma­nia zgo­dy inspek­to­rów PRS na samo­dziel­ną jedno­ra­zo­wą pod­róż bry­gu do Polski.

W Szko­le Pod Żag­lami prowa­dzo­ne są regu­lar­ne zaję­cia, połą­czo­ne z wyciecz­ka­mi, któ­re prog­ram przewi­du­je w każ­dym por­cie. Pierw­sze dwa dni 36 uczen­nic i ucz­niów spędzi­ło w hote­lu w Fal­mouth, opła­co­nym przez pol­skie MSZ. Teraz spon­so­rem poby­tu jest arma­tor żag­low­ca, którego repre­zen­tuje dr Dariusz Czajka, a mło­dzież miesz­ka w Pen­zance. Darmo­wy trans­port zorga­ni­zo­wał p. Stefan Kas­przyk z Lon­dy­nu. Arma­tor opła­cił ho­tel do 9 listo­pa­da – do tego cza­su powin­ny się wyjaś­nić wszyst­kie kwes­tie związa­ne z dal­szym przebie­giem tej edy­cji Szko­ły Pod Żaglami.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


3 listopada

0700 GMT – „Ucznio­wie Szko­ły Pod Żag­lami pozo­sta­ną przy STS Fryde­ryk Chopin do cza­su ukoń­cze­nia napra­wy. Nau­ka bę­dzie się odby­wać zgod­nie z pla­nem, równo­legl­e z praca­mi napraw­czymi.” Taki komu­ni­kat poda­li na kon­fe­ren­cji praso­wej kapi­tan, arma­tor i organi­za­tor rejsu.

Wciąż nie są zna­ne kosz­ty remon­tu, jego wyko­naw­ca i czas trwa­nia. Decy­zje o dal­szych lo­sach rej­su podję­te zosta­ną dopie­ro po rozstrzyg­nię­ciu tych kwestii.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

2 listopada

Zało­ga żag­lowca koń­czy pra­ce przy usuwa­niu resz­tek takie­lun­ku i frag­men­tów masz­tów; pływa­jący dźwig porto­wy pod­no­si z wo­dy bukszpryt.

STS Fryde­ryk Chopin, pod dowódz­twem kpt. Krzysz­to­fa Baranow­skiego, wpły­wa do por­tu Falmouth. W tym cza­sie kpt. Ziemo­wit Barań­ski dopeł­nia na lądzie formal­ności zwią­zane z wypad­kiem.

Na pokła­dzie żag­low­ca pracu­je rzeczo­znawca PZU.

Załoga młodzie­żo­wa przeby­wa na lądzie

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

1 listopada

ok. 0900 GMT – STS Fryde­ryk Chopin, przeho­lo­wa­ny do zato­ki Falmouth, cumu­je do boi u ujścia rze­ki Fal, 1 Mm od portu.

W porcie na zało­gę Frydery­ka Chopina oczekują – oprócz brytyj­skich służb medycz­nych – pol­scy leka­rze-psycho­lo­dzy, pracow­ni­cy konsu­latu RP, koman­dor Szko­ły Pod Żag­lami Krzysz­tof Bara­now­ski, dr Dariusz Czajka – kanc­lerz EWSPA, rzeczo­znaw­ca PZU oraz brytyj­scy i pol­scy dzien­ni­ka­rze.

Po tych z załogi, którzy zech­cą wró­cić do Polski, ma przy­być autokar.

ok. 1100 GMT – zało­ga szkol­na zosta­je przewie­zio­na na ląd. Uczen­nice i ucznio­wie są w dobrym nastro­ju. Wszys­cy, z który­mi rozma­wia­li zgroma­dze­ni na nabrze­żu dzien­ni­ka­rze, mó­wią, że chcą konty­nu­o­wać rejs po napra­wie żag­lowca.

„Sam wypa­dek nie był dla nas aż tak prze­ra­ża­jący – powiedziała dzien­nika­rzo­wi BBC uczen­ni­ca Natalia Gałda – gdyż po awarii pierw­sze­go masz­tu tylko doro­śli mog­li wycho­dzić na dek. Dla nas, pod pokła­dem, wszyst­ko działo się nor­mal­nie.”

„Cała załoga jest zdro­wa, nikt nie został ran­ny. Jesteśmy w dob­rym nastro­ju i ma­my nadzie­ję konty­nu­ować rejs – mówi­ła Małgo­rza­ta Michałkie­wicz, asys­tent drugie­go ofi­cera w rozmo­wie z repor­te­rem Sky News. – Oczywiś­cie, utra­ta masz­tów była szo­kiem, ale ma­my dobre­go kapi­ta­na. Dzięki niemu nie było pani­ki. Podej­mo­wał właś­ciwe decy­zje i mieli­śmy do niego peł­ne zaufa­nie. Najwię­ksze wraże­nie zrobi­ło na mnie to, w ja­ki spo­sób zosta­ła przepro­wa­dzo­na akcja ratun­ko­wa: mieli­śmy zapew­nio­ną pomoc już pół­tora godzi­ny po wypadku.”

ok. 1200 GMT – na pokła­dzie rozpo­czy­na pracę rzeczo­znawca. Ekipa Pol­skie­go Klubu Płetwo­nur­ków „Waleń” z Londy­nu spraw­dza część podwod­ną kad­łu­ba.

ok. 1700 GMT – do pracy przy żag­lowcu przystę­puje dźwig porto­wy, by wydo­być z wody reszt­ki takie­lun­ku. Po tej opera­cji STS Fryde­ryk Chopin będzie mógł wejść do por­tu o włas­nych siłach.


Źródła zdjęć: BBC, Sky News i Newlyn Harbour.co.UK



30 października 2010

Łódź ratownicza z wyspy St. Mary's spędziła 20 godzin na morzu w akcji ratunkowej
pozbawionego masztów polskiego żaglowca...więcej...

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

30 października  2010

O natychmias­tową po­moc popro­sił przez radio kapi­tan szkolne­go żag­low­ca Fryderyk Chopin 29 października 2010 o godz. 0703 GMT. Wg infor­ma­cji poda­nej przez brytyj­ską Mariti­me and Coast­guard Agency, kapi­tan zamel­dował, że jednos­tka straciła w sztor­mie fokmaszt i zachodzi poważna oba­wa, iż to samo sta­nie się z dru­gim masztem. Jedno­cześ­nie przeka­zał, że nikt z załogi nie odniósł obrażeń. Fryderyk Chopin znajdował się wówczas 100 mil SW od wysp Scilly. Na pomoc pospie­szy­ły trzy­ statki: drobnico­wiec, traw­ler i konte­ne­ro­wiec (MSC Narissa), zaś Royal Navy postawiła w stan gotowości heli­kop­ter. Akcję ratun­ko­wą koordy­nuje brytyj­ski Coast­guard w Falmouth, który wysłał na po­moc swój ku­ter ratowniczy.­

Doniesienia agencyjne z późniejszych godzin informują, że bryg stracił rów­nież drugi maszt, a sztorm w tym rejo­nie, o sile 9°B, pod­niósł wyso­ką falę. Jednos­tka zosta­nie odho­lo­wa­na prawdopodobnie do Plymouth, istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że w przypad­ku uży­cia silni­ka włas­nego, reszt­ki oli­no­wa­nia mo­gą zablo­kowac śrubę i ster. Hol podany został z trawlera Nova Spirro (armator: Newlyn Fishing). Z uwagi na stan morza podróż na holu potrwać może do trzech dni

STS Fryderyk Chopin pły­nie w rejsie Szko­ły pod Żag­la­mi pod dowódz­twem kpt. Ziemo­wi­ta Barań­skie­go. Na pokła­dzie znaj­du­je się 47 osób, w tym 36 uczen­nic i ucz­niów dru­giej kla­sy gimna­zjaln­ej.

Premier RP Donald Tusk, przeby­wają­cy obec­nie w Brukse­li na szczy­cie Wspól­no­ty Euro­pej­skiej, rozma­wiał o wypadku z premie­rem brytyjskim Davi­dem Came­ro­nem i otrzy­mał od niego zapew­nie­nie, że stro­na brytyj­ska zrobi wszystko, by akcja ratun­ko­wa zosta­ła zakoń­czo­na pomyślnie. „Nie widzimy w tej chwili powodów do poważ­niej­szych obaw - powie­dział pre­mier Tusk - gdyż z rela­cji kapi­ta­na wyni­ka, że nikt z zało­gi nie zos­tał poszko­do­wa­ny, nie zacho­dzi koniecz­ność ewaku­acji, a sytuac­ja jest pod kon­trolą.”

Ministerstwo Spraw Zagra­nicz­nych RP uruchomiło infolinię dla ro­dzin zało­gi żag­low­ca, przeby­wa­ją­cej na pokła­dzie statku:

Centrala w Warszawie - 22 523 94 48

Wydział Konsularny Ambasady RP w Londynie

00 44 207 291 39 14 - czynny do godz. 20:00

00 44 793 959 42 78 - czynny całą dobę

Rzecznik MSZ, Paweł Bosacki poinfor­mo­wał, że wy­dział konsu­lar­ny amba­sady pol­skiej w Falmouth zare­zer­wo­wał ho­tel dla zało­gi Fryderyka Chopina i w razie potrze­by skie­ruje do por­tu pol­skich psycho­lo­gów. Zapew­nio­ny zosta­nie także trans­port auto­ka­ro­wy do Polski, „cho­ciaż niewy­klu­czo­ne, że znisz­cze­nia oka­żą się ma­łe i zało­ga bę­dzie konty­nu­ować podróż na Kara­iby” – powie­dział Paweł Bosacki na kon­fe­ren­cji prasowej.­­­

Żaglowiec jest holowany przez statek rybacki w stronę angielskiego portu Falmouth.

 



Calendar

« February 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

Zima

– Śnieg pada zimą. Zima to jedna z czterech pór roku. Pozostałe to… hm…
– Była to bardzo dobra odpowiedź, doskonała. Ale nawet do najlepszej odpowiedzi zawsze da się coś dodać. Nie odejmować, a dodać.

* * *

Od kiedy pamiętam, słowo „zima” wywołuje u mnie zawsze jedno skojarzenie: widzę wtedy obraz Myśliwi na śniegu (1565) Pietera Breughla Starszego.
Nie wiem, dlaczego. Ani nie jest to mój ulubiony obraz, ani nie chadzam na polowania, zima też (do przeprowadzki na Florydę) nie była moją ulubioną porą roku – ale fakt jest faktem, niezależnie od tego, jak bardzo bym się sam sobie dziwił.
Zdziwienie jest tym większe, że pamięć podsuwa detal, a nie jest nim ani biała płaszczyzna śniegu na pierwszym planie, ani skulone trzy sylwetki (z których jedna ledwo widać) łowców wracających z jednym marnym lisem i zmęczonymi, kulącymi ogony pod siebie psami, ani ludzie przy ogniu, ani nawet łyżwiarze na sadzawce. Detalem tym jest lecąca sroka, czarnym krzyżem nakładająca się na górski krajobraz.
Że to sroka – choć na drzewach siedzą wrony i być może kawki – wnioskuję po ogonie. I po innym obrazie Breughla Starszego – Pejzaż z szubienicą, mającego też inny tytuł: Sroka na szubienicy (1568). Sroki są tam nawet trzy: ta tytułowa siedzi na belce rusztowania, druga – na kamieniu obok, a trzecia leci. Sroki lubią towarzystwo. Breughel lubił sroki. Ja też je lubię.

„Schematyzm” – powiedział kolega po przeczytaniu tego fragmentu. – „Stereotypy. Jest zima, to musi być Breughel. Czterysta pięćdziesiąt lat, to co chcesz? Odwiecznych praw natury nikt nie zmieni.”

* * *
Zima – jedna z czterech podstawowych pór roku
w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego.
Na półkuli północnej charakteryzuje się najniższymi temperaturami powietrza w skali roku, umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego, zazwyczaj zestaloną (zamarzniętą) formą opadu i osadu atmosferycznego,
a większość świata roślin i zwierząt przechodzi okres uśpienia.

Za zimę klimatyczną przyjmuje się okres roku (następujący po jesieni), w którym średnie dobowe temperatury powietrza spadają poniżej 0°C (32°F).
Zasadniczo zimę poprzedza jesień, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy - przedzimie.

Zima astronomiczna na półkuli północnej rozpoczyna się
w momencie przesilenia zimowego (w 2016 – 21 grudnia)
i trwa do momentu równonocy wiosennej (w 2017 – 20 marca). Daty przesilenia i równonocy są zmienne, czasem wypadają dzień wcześniej lub dzień później,
a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień.
Podczas zimy astronomicznej dzienna pora dnia jest krótsza od pory nocnej, jednak z każdą kolejną dobą dnia przybywa,
a nocy ubywa.

W dniu przesilenia zimowego, przypadającym na grudzień, Słońce góruje w zenicie nad półkulą południową na szerokości zwrotnika Koziorożca. Na półkuli północnej jest to najdłuższa noc
(i najkrótszy dzień) w roku.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia zimowego w centrum Warszawy – na 52°14' szerokości geograficznej północnej – wynosi 14°20'.

Przesilenie zimowe w większości kultur było okazją do świętowania „odradzania się Słońca”.
W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji – narodziny Mitry, boga Słońca. Plemiona germańskie obchodziły Jul, Słowianie – Święto Godowe.
Chrześcijaństwo, od IV w., obchodzi zimą – 25 grudnia – dzień urodzin Jezusa. Dlaczego akurat 25 grudnia – różnie powiadają o tym, ale zamieszanie z datami zaczęło się dopiero po zastąpieniu niedokładnego (wobec Słońca i Księżyca) kalendarza juliańskiego nowocześniejszym kalendarzem gregoriańskim.
Na Zachodzie, gdzie kalendarz gregoriański przyjął się niemal od razu, pozostano przy nominale daty, bez względu jak się to miało do wyliczeń dawniejszych, zatem Boże Narodzenie wypada tam 25 grudnia. Na Wschodzie w liturgii obowiązuje starodawny kalendarz juliański, ale życie świeckie toczy się wg obowiązującego kalendarza gregoriańskiego. Stąd juliański 25 grudnia przypada na gregoriański dzień 7 stycznia.
Dwa tygodnie wielkiej różnicy nie czynią, świętować można podwójnie – grunt, że obie daty zimowe są.

Od czasów rzymskich, dokładnie od 46 r. p.n.e. w zimie, 1 stycznia, obchodzony jest również początek nowego roku.

W dniu równonocy (ekwinokcjum, ang. equinox) wiosennej, wypadającym w marcu, Słońce góruje w zenicie nad równikiem
i przechodzi przez punkt Barana. Na półkuli północnej zima się wtedy kończy i rozpoczyna się wiosna. Teoretycznie.
Istnieje bowiem nordycka przepowiednia o tym, że pewnego razu przyjdzie Wielka Zima trwająca trzy lata – Fimbulvinter, która poprzedzi zmierzch bogów – Ragnarök. Że przy okazji zginą ludzie, jest oczywiste, a Normanowie podali to dodatkowo we własnej stylistyce: głód nastanie tak straszny, że ludzie zjedzą się nawzajem, lądy najpierw spustoszy ogień, a później zaleje morze – czyli nastąpi koniec świata.
Czyli, wypisz wymaluj, Wikingowie stworzyli obraz termonuklearnej zimy.
Jest też co prawda akcent optymistyczny, a jakże: po tym wszystkim nastanie era szczęśliwości i nowy świat, bo ponoć jedna para ludzka ocaleje. Pozostaje tylko pytanie: i po co to wszystko?

Jeśli ktoś się chce utrzymać w klimacie i to bez happy endu, niech przeczyta powieść Nevila Shute'a Ostatni brzeg (1957), albo obejrzy jedną z dwóch jej adaptacji filmowych. Moim zdaniem ta starsza (1959), z Gregorym Peckiem, Avą Gardner i Anthonym Perkinsem, jest lepsza.

* * *

Zima to słowo wywodzące się niemal wprost z naszej językowej przeszłości.
Etymologicznie jego najbliższy krewniakiem jest słowo himā (हिमा) ‘mróz, chłód, śnieg’ (Himalaje to ‘dom chłodu / mrozu / śniegu’), które zachowało się w sanskrycie, najstarszym zapisanym (z należących do wspólnoty praindoeuropejskiej) języku, w wersji wedyjskiej sięgającym połowy drugiego tysiąclecia p.n.e.
W hindi himā to również ‘lód’.

Zima w językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
:

białoruskiзіма [zima]
bośniackizima
bułgarskiзима [zima]
chorwackizima
czeskizima
kaszubskizëma
litewskižiema
łatgalskizima
łużycki (dolny)zyma (też: zymje)
łużycki (górny)zyma
łotewskiziema
macedońskiзіма [zima]
rosyjskiзима [zima]
serbskiзима [zima]
słowackizima
słoweńskizima
ukraińskiзима [zima]
żmudzkižėima

Zadziwiająca jednomyślność!

Przysłowia związane
z zimą:

Będzie zima, będzie mróz,
będzie ptaszek jajka niósł.

Deszcze Michałowe
prawią w zimie powietrze zdrowe.

Gdy tęga zima nastanie
w pierwiotku adwentu,
ośmnaście tygodni
nie spocznie ani momentu.

Idzie zima, a tu butów nie ma.

Idzie zima,
a tu chleba nie ma;
mój Ty Panie z nieba,
daj nam chleba.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Jaka zima, takie lato.

Kafla z pieca, szybki z okna,
a tu zima, butów ni ma.
[t.j. zbytków mu się zachciewa, a butów nie ma]

Kiedy się liść gęsto trzyma,
nie tak prędko będzie zima.

Kiej w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto zimie próżnuje, ten lecie musi być leniwy.

Na modrzewiu zima
niedługo trzyma.
[Góralskie: śnieg, gdy spadnie zanim modrzew zrzuci igły, zniknie prędko, bo na nich nigdy nic leży długo.]

Na świętego Grzegorza [12 marca]
idzie zima do morza.

Połowa zimy, połowa pastwy.

Późna zima długo trzyma.

Słaba zima, kiepskie lato.

Spyta cię zima zarazem:
byłżeś w lecie gospodarzem?

W pierwszym tygodniu
pogoda stała,
będzie długo zima biała.

W zimie koła, w lecie sanie robić.

W zimie odkryte ucho,
to w lecie sucho.

W zimie: komin nam ojcem,
fajerka matką,
kożuch dobrodziej,
a zapiecek chatką.

Zima następuje tęga,
póki głowy twej nie sięga;
postaraj się o barana,
a chwal niebieskiego Pana.

Zima nie jednemu zajrzy pod napiętki.
[niejednemu dokuczy, da się we znaki]

Zima nie pyta, gdzie się lato podziało.

Zima, jak w psiarni.

Zimą to człek siedzi doma,
albo pije gdzie u kuma.

Zimę uśmierza wiosna,
wiosnę lato niszczy.

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

(na samej górze był Ionesco)

Jeszcze o zimie
(bez powodu, wybrane na chybił trafił):

Maria Konopnicka
Zła zima

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

 

Maria Konopnicka
Ślizgawka

Równo, równo, jak po stole,
Na łyżewkach w dal...
Choć wyskoczy guz na czole,
Nie będzie mi żal!

Guza nabić – strach nieduży,
Nie stanie się nic;
A gdy chłopiec zawsze tchórzy,
Powiedzą, że fryc!

Jak powiedzą, tak powiedzą,
Pójdzie nazwa w świat;
Niech za piecem tchórze siedzą,
A ja jestem chwat!

 

Maria Konopnicka
Zmarźlak

A widzicie wy zmarźlaka,
Jak się to on gniewa;
W ręce chucha, pod nos dmucha,
Piosenek nie śpiewa.

— A czy nie wiesz, miły bracie,
Jaka na to rada,
Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie,
Śnieg na ziemię pada?

Oj, nie w ręce wtedy dmuchaj,
Lecz serce zagrzewaj,
Stań do pracy, jak junacy,
I piosenkę śpiewaj!

 

Maria Konopnicka
Rzeka

Za tą głębią, za tym brodem,
Tam stanęła rzeka lodem;
Ani szumi, ani płynie,
Tylko duma w swej głębinie:

Gdzie jej wiosna,
Gdzie jej zorza?
Gdzie jej droga
Het, do morza?

Oj, ty rzeko, oj, ty sina,
Lody tobie nie nowina;
Co rok zima więzi ciebie,
Co rok wichry mkną po niebie.

Aż znów przyjdzie
Wiosna hoża
I popłyniesz
Het do morza.

Nie na zawsze słonko gaśnie,
Nie na zawsze ziemia zaśnie,
Nie na zawsze więdnie kwiecie,
Nie na zawsze mróz na świecie.

Przyjdzie wiosna,
Przyjdzie hoża,
Pójdą rzeki
Het do morza!
 
 
Jeremi Przybora
Na całej połaci śnieg

Na całej połaci śnieg.
W przeróżnej postaci śnieg.
Dla sióstr i dla braci
zimowy plakacik
– śnieg, śnieg.
 
Na naszą równinę – śnieg.
Na każdą roślinę – śnieg.
Na tłoczek przed kinem,
na ładną dziewczynę – śnieg, śnieg.

Na pociąg do Jasła,
na wzmiankę że zgasła,
na napis „Brak masła”
na starte dwa hasła,
na flaszki od wódki,
na tego złe skutki,
na puste ogródki,
na dzionek za krótki.

Na w sinej mgle dale – śnieg,
na kocham cię stale – śnieg,
na żale, że wcale
i na tak dalej
tak dalej, tak dalej
na tak dalej – śnieg
śnieg
 
Tekst ten, do muzyki Jerzego Wasowskiego, śpiewali w „Kabarecie Starszych Panów” Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.
Inne wykonania: Kalina Jędrusik, Anna Maria Jopek i Jeremi Przybora

LUTY

W lutym do wiosny jeszcze daleko,
bowiem u jego granic jaśnieje
tak wielki obszar bieli jak mleko,
że może zaćmić nawet zawieję.

Zamieć porusza nagie zarośla,
od jej uderzeń domy się chwieją,
a ponad nimi szaleje wiosna
i dorównuje siwiźnie bielą.

Josif Brodski, „Instrukcja dla więźnia” („В феврале далеко до весны”),
15 lutego 1964; przekład: Katarzyna Krzyżewska

Ponieważ wciąż jeszcze zdarzają się w Polszcze ludzie znający język Lermontowa i Bułhakowa, a ja uważam, że gdy można coś przeczytać w oryginale – to trzeba, więc dla tych, co zrozumieją, oryginał:

<А. А. А.>

(«В феврале далеко до весны»),

В феврале далеко до весны,
ибо там, у него на пределе,
бродит поле такой белизны,
что темнеет в глазах у метели.

И дрожат от ударов дома,
и трепещут, как роща нагая,
над которой бушует зима,
белизной седину настигая.

15 февраля 1964

 

Luty – drugi miesiąc w roku według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego.
Jest to także miesiąc najkrótszy w obu kalendarzach: luty gregoriański i luty juliański mają po 28, a w latach przestępnych po 29 dni.
I jest to trzeci miesiąc meteorologicznej zimy.

Nazwa powtarza się w dwóch sąsiednich językach wschodniej słowiańszczyzny: w ukraińskim (лютий) i białoruskim (люты).
Po etymologię trzeba jednak sięgnąć do Brücknera, albo przynajmniej do jakiegoś słownika staropolskiego, lub z odniesieniami do staropolszczyzny.
Słownik języka polskiego z lat 1960., w redakcji Witolda Doroszewskiego, podaje, że nazwa miesiąca wywodzi się od staropolskiego „luty” – ‘zimny’, ‘mroźny’, ‘srogi’, ‘okrutny’, ‘dziki’, ale że przymiotnik ten jest już tylko w użyciu książkowym. Dziś chyba tylko nieliczni skojarzą nazwę drugiego miesiąca ze srogością mrozów i dzikością puszczańskiego zwierza.

Ciekawe skojarzenie podsuwa Słownik wileński z 1861. Po haśle „luty” jest „Lutyca”: imię słowiańskiej jędzy piekielnéj, ob. Dracica.

Szukajmy więc dalej:

Dracica – słowiańska jędza. Jak Dydki męzkie, tak Dracice żeńskie wojsko piekielne, trapiące grzeszników na ziemi i w piekle. Przybierają postaci straszliwe. Znaczą wyrzuty sumienia. Odpowiadają greckim Eumenidom i łacińskim Furjom. Inne imiona ich: Ostudy, Lutyce, Tassany.

Dracz zaś, według tego samego słownika, znaczy „zdzieracz, łupieżca”, a dracza – „zdzieranie, zdzierstwo”. Do czego dołączony jest cytat ilustrujący, skądinąd bardzo do współczesności pasujący: Niech się ten wilk urzędnik tą draczą wspomoże.

Gdy sięgnąć do nazw miesięcy w Encyklopedii staropolskiej (1900-1903) Zygmunta Glogera, dojść można do wieku XIV, gdy luty nazywał się „strąpacz” (prawdopodobnie od strzępienia czyli ścinania szronem).
W staropolszczyźnie używany był też starosłowiański „sieczeń”, który w innych językach słowiańskich jest nazwą stycznia (po ukraińsku to січень, po chorwacku – siječanj).
Samuel Linde w swoim Słowniku (1807-1814), podaje jeszcze „świeżnik” i „drugnik” (od ‘drugi’). Kopaliński dodaje „gromnicznik” (od święta NMP Gromnicznej) i „mięsopustnik”, od mięsopustu – ostatnich trzech dni dni karnawału zwanych „ostatki”, które w dawnej Polsce obchodzono hucznie, z pijatykami, tańcami, kuligami i balami przebierańców.

Większość języków europejskich przejęła nazwę łacińską: Februarius. Rzeczownik ten oznaczał ostatni miesiąc kalendarza starorzymskiego, który przeznaczony był na obrzędy oczyszczające (łac. februa, l.poj. februum) przed początkiem nowego roku.
Zwyczaj zaczynania nowego roku od pierwszego dnia miesiąca Ianuarius wprowadził w reformie kalendarzowej Gajusz Juliusz Cezar w 45 r. p.n.e.

 

Rocznice lutego:

2 lutego
w kościele katolickim obchodzone jest Ofiarowanie Pańskie, w Polsce nazywane tradycyjnie świętem Matki Bożej gromnicznej.

Począwszy od IX wieku wierni przynoszą 2 lutego do kościoła świece do pobłogosławienia zwane gromnicami, zwane tak od słowa „grom”, bowiem zapalano je w czasie burzy i stawiano w oknie, gdy modlono się o oddalenie piorunów.
Angielskie tłumaczenie polskiej nazwy to Feast of Our Lady of Thunder Candles, ale w angielskiej terminologii katolickiej święto zwane jest Presentation of the Lord lub Purification of the Blessed Virgin Mary; święcenie gromnic to Candlemas lub Candle Mass.
W krajach hiszpańskojęzycznych, 2 lutego obchodzone jest święto Presentación de Jesús en el Templo (zaprezentowanie Jezusa w Świątyni), Purificación de la Virgen (oczyszczenie Dziewicy) lub La Virgen de la Candelaria (Dziewica z Candelarii). To ostatnie związane jest z obchodami święta Matki Boskiej – patronki Wysp Kanaryjskich, której figura znajduje się w Candelarii na Teneryfie (i to jest wielka osobna historia, o której może kiedy indziej).
W Meksyku 2 lutego wydają przyjęcia ci, którzy w dniu Trzech Króli znaleźli figurkę dzieciątka Jezus w swojej porcji ciasta Rosca de Reyes (‘ciasto Trzech Króli’ mające formę pierścienia).

Kościół prawosławny świętuje w lutym Spotkanie Pańskie (2 lutego wg kalendarza juliańskiego, obowiązującego w liturgii prawosławnej; 15 lutego wg kalendarza gregoriańskiego).

Tak się składa, że do końca drugiej dekady wieku XXI, w lutym wypada ostatni czwartek przed wielkim postem, rozpoczynający ostatni tydzień karnawału – Tłusty Czwartek (4 II 2016; 23 II 2017, 8 II 2018, 28 II 2019 i 20 II 2020).

Odpowiednikiem Tłustego Czwartku w niektórych krajach jest Mardi Gras ‘tłusty wtorek’ lub Pancake Tuesday ‘naleśnikowy wtorek’, obchodzony przed środą popielcową.
Od lat media, a teraz nawet Wikipedia, uporczywe lansują przesąd, że kto nie zje pączka w Tłusty Czwartek… itd., czyli dokładnie jak w łańcuszkach szczęścia. Co znaczy, że gdzieś w podziemiu działa lobby cukierników, które uprawia dywersję za pomocą kryptoreklamy. I dobrze – obyśmy nigdy gorszych lobby nie mieli!

 

14 lutego jest Dniem Zakochanych (Walentynki).
Dzień to z pewnością piękny, ale jeśli przypomnieć sobie śpiewkę:

To-morrow is Saint Valentine’s day,
All in the morning bedtime,
And I a maid at your window,
To be your Valentine.

Then up he rose and donn’d his clo’es
And dupp’d the chamber door,
Let in the maid, that out a maid
Never departed more.

czyli:

Dzisiaj świętego jest Walentego,
Słońce już stoi na niebie;
Ja drżącą ręką w twoje okienko
Stukam i czekam na ciebie.

Wdział prędko szatki i drzwi chatki
Rozwarł przed swoją jedyną;
Dziewczyna słodka weszła do środka,
Ale nie wyszła dziewczyną.

(Shakespeare, H, IV, 5, przekład Stanisław Barańczak)

i uświadomić, jak skończyła śpiewająca ją Ofelia, to już jakby trochę tego piękna mniej.

 

W rocznicach lutowych dziwnym trafem, jak refren, powtarza się I wszystko byłoby pięknie… No bo tak:

 

1 lutego 1411
Polska podpisuje w Toruniu pokój, który kończy Wielką Wojnę Polski i Litwy

z Zakonem Krzyżackim, zaczętą w 1409. Krzyżacy – niby rozbici pod Grunwaldem, ale wciąż z Malborkiem – oddali Żmudź, oddali Ziemię Dobrzyńską, zapłacili sporą grzywnę.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że cztery dekady później zaczęła się kolejna wojna z Zakonem, tym razem trzynastoletnia. Po niej też był pokój, też w Toruniu, w 1466.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie kolejna wojna, pół wieku później. Po której był pokój i hołd pruski w 1525, i zamiana państwa zakonnego w księstwo świeckie, i obraz Matejki (1882).
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że nowe świeckie księstwo, które nazwało się Pruskie, już 176 lat później (1701) stało się królestwem, a za kolejne siedemdziesięciolecie tak dziarsko zaczęło dzielić z sąsiadami polsko-litewski tort, że w 1795 nie było już po tym torcie ani śladu. No ale bitwę pod Grunwaldem żeśmy wygrali, przynajmniej wg naszej wersji historii, bo znam kraje, w których uczą dzieci, że pod Grunwaldem zwyciężył zupełnie kto inny.
Na szczęście lekcje historii u nas już są raczej nieobowiązkowe, więc nie mamy z tym większego problemu.

2 lutego 1848
Amerykanie podpisują w Guadalupe Hidalgo traktat z Meksykanami, który kończy wojnę (1846-48) między oboma krajami.

Wojna wybuchła po tym, jak Meksykanie nie zechcieli nawet pogadać z facetem, którego w 1845-tym wysłał do miasta Meksyk amerykański prezydent James K. Polk z propozycją kupienia za spore pieniądze ówczesnych ziem meksykańskich czyli Kalifornii i Nowego Meksyku.
Facet nazywał się John Slidell i za samą Kalifornię mógł dać 25 milionów dolarów, a ogółem miał do dyspozycji coś około 30 milionów (na owe czasy to była kosmiczna suma; Alaskę Stany kupiły w 1867 za jedne siedem milionów dwieście tysięcy).

Meksykańska strona rządowa mnożyła trudności uniemożliwiające jakiekolwiek oficjalne negocjacje, Slidell spędzał w Meksyku miłe chwile, generalnie zachwycony, bo Polkowi właśnie o to chodziło: skoro nie przemówiło złoto, miały zagrać armaty. Tak też się stało.

Nad samą wojną Meksykanie powinni spuścić kurtynę miłosierdzia i to z kilku powodów.
Jednym z nich było to, że ich wojskami dowodził generał Santa Anna, który jako bohater byłby ozdobą każdego operetkowego libretta, gdyby nie to, że był największą tragedią swego kraju (w kategorii wszechczasów). Tego, co wyczyniał zarówno podczas wojny z Amerykanami, jak i podczas swoich jedenastu rozpoczętych kadencji prezydenckich, nie spisać na wołowej skórze.

Drugim powodem był cud, jaki najpierw przydarzył się Ksenofontowi i wojskom greckim podczas Anabasis w V w. p.n.e., a później, na początku wieku XVI, Cortezowi i braciom Pizarro, którzy dowodząc kilkusetosobowymi oddziałami podbili imperia Azteków i Inków.
Tym razem, w marcu 1847, 10-tysięczny korpus gen. Winfielda Scotta, mając przeciwko sobie całą armię meksykańską, co najmniej 6-krotnie liczniejszą, wyokrętował pod Veracruz, przeszedł przez góry, doliny
i wąwozy 400-kilometrowym spacerkiem do miasta Meksyk, miasto zdobył i jeszcze musiał czekać, aż znajdzie się urząd czy osoba mająca dość plenipotencji, by podpisać jakikolwiek dokument kończący jego podboje.
Podręczniki historii piszą na ogół, jak to Meksyk, po podpisaniu traktatu w Guadalupe Hidalgo, stracił swe północne terytoria, które dziś są Kalifornią, Nevadą, Arizoną i Utah, a jeszcze kawałkiem Nowego Meksyku, Kolorado i Wyoming, czyli 1,36 mln km kw. (powierzchnia Alaski to 1,7 mln km kw.). Trudniej się dokopać informacji, że po wygranej wojnie USA za owe terytoria zapłaciły
15 milionów dolarów gotówką (dziś to jest podobno pół miliarda), anulując do tego ponad 3 miliony dolarów meksykańskiego długu. Pięć lat później (1853), nie kto inny jak gen. Santa Anna zaproponował Amerykanom „wyrównanie granicy” i za kolejne 10 milionów USD opchnął im 77 tysięcy km kw. Meksyku, w transakcji nazwanej Zakup Gadsdena (Gadsden Purchase). O tym, co się stało z tymi pieniędzmi, już nawet nie warto wspominać.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że na wojnę, a zwłaszcza na katabasis gen. Scotta, spuszczają też lekki woal zapomnienia Amerykanie, chyba dlatego, że generałowi zdarzyła się po drodze rzecz, dziś podpadająca pod kategorię zbrodni wojennych: 12-dniowe oblężenie miasta Veracruz, którego fortecę Scott zaatakował od strony cywilnych przedmieść.
Wg Meyera i Shermana, autorów The Course of Mexican History (Oxford UP, 1983, str. 349), straty po stronie amerykańskiej wynosiły 67 zabitych i rannych, zaś w mieście zginęło ok. 1000-1500 Meksykanów, przy czym straty wśród cywilów były niemal dwukrotnie większe niż wśród żołnierzy. Chyba dlatego Hollywood za kampanię Scotta dotąd się nie złapał: dużo łatwiej fałszować historie wojenne z odległej Europy.

Żeby dopełnić temat cudów wspomnę jeszcze historię legionistów czeskich podczas I wojny światowej i wojny domowej w Rosji: przejechali oni przez Rosję z Europy do Azji, przebili się przez armie bolszewickie, mienszewickie i inne, po drodze w Kazaniu zagarnęli rezerwy złota Banku Rosji i z częścią tego złota (jaką? „nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem”) zniknęli w sinej dali Pacyfiku ewakuując się drogą morską.

14 lutego 1076
papież Grzegorz VII rzuca ekskomunikę na Henryka IV – króla niemieckiego a niebawem Świętego Cesarza Rzymskiego. Rok później król się pokajał, a że papież mieszkał wówczas w zamku Kanossa, więc już wiemy dokąd musiał boso i w worku pokutnym pójść Henryk.

Papież tryumfował, a Henryk, w 1105, abdykował.
I wszystko byłoby (dla papiestwa) pięknie, gdyby nie to, że syn i następca Henryka IV, Henryk oczywiście V (tak, ten co oblegał Głogów), kolejnego papieża pojmał i parafę na korzystnych dla siebie traktatach (chodziło o to, kto wyznacza biskupów) wymusił.
Nie na wiele mu się to zdało, bo kolejny papież ekskomunikował i jego, co następny papież odwołał (obaj Henrykowie, jak z tego widać, mieli szczęście do co drugiego papieża).
Jaka była dalsza historia papiestwa i Niemiec można sobie poczytać, ale nic szczególnie wesołego z tego nie wynikło, chociaż Watykan takim najgorszym miejscem zamieszkania chyba nie jest.

Było o „wyrównywaniu granicy” po amerykańsku, to teraz może coś dla przeciwwagi:
15 lutego 1951
przedstawiciele Polski podpisują umowę o „wyrównaniu granicy” z ZSRR.
PRL dostała 480 km kw. (a przynajmniej tak podaje Dziennik Ustaw 1952, nr 11, poz. 63.) w Bieszczadach, a hegemon przejął 480 km kw. Lubelszczyzny.

Za czasów najlepszego z ustrojów krążył dowcip o wymianie towarowej w krajach bloku: my Sojuzowi – wagon węgla, a Sojuz nam – dwa wagony butów. Do podzelowania. Précisément.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że uśmiechnąć się tu mogą tylko mieszkańcy Ustrzyk Dolnych i kilku okolicznych wsi, którym na mocy tej umowy udało się znaleźć po zachodniej stronie granicy.
Ale mieszkańcom Bełza, Krystynopola i okolic chyba jednak do śmiechu nie było i nie jest. Dziś Белз (Bełz), Червоноград (Czerwonograd czyli Krystynopol), Угнів (Ugniw czyli Uhnów), Варяж (Wariaż czyli Waręż) i Хоробрів (Chorobriw czyli Chorobrów) są częścią rejonu sokalskiego w obwodzie lwowskim.
Dla porównania: powierzchnia m.st. Warszawa liczy (w 2015) 517 km kw.

18 lutego 1916
Roman Dmowski składa obszerny memoriał na ręce Aleksandra Pietrowicza Izwolskiego – ambasadora Rosji w Paryżu. Dmowski wciąż jeszcze uporczywie wiąże nadzieje niepodległości Polski z Rosją.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Rosja – nie tyle uporczywie, co konsekwentnie od stuleci – uważa, że Polska żadną zagranicą nie jest i nie będzie.
Memoriał Dmowskiego opisywał, jakiego szczęścia zaznają w przyszłości niepodległe narody słowiańskie, w tym Polacy, pod rosyjską egidą. Jak carski aparat potraktował te opowieści łatwo przewidzieć.
Myślenie kategoriami imperialnego hegemona było zresztą w Rosji tak zakorzenione, że kilka lat później, walczący z bolszewikami „biali” wzruszyli ramionami na proponowaną przez Piłsudskiego pomoc w rozbiciu „czerwonych”, bo warunkiem było uznanie po zwycięstwie polskiej niepodległości. Czym to się dla nich skończyło – wiadomo i nawet można by powiedzieć „dobrze im tak”, gdyby nie to, że w sumie nam wyszło na jeszcze gorsze.

19 lutego 1594
Zygmunt II Waza jest koronowany w katedrze w Uppsali na króla Szwecji.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Zygmunt był fanatycznym katolikiem i do tego upartym.
Przez swój upór zaprzepaścił szanse swego syna Władysława na tron szwedzki (warunkiem było przejście Władysława na luteranizm) i na tron carów Rosji (warunkiem było przejście Władysława na prawosławie). Upór Zygmunta i jego synów, utrzymujących w tytulaturze miano „dziedziczny król Szwedów”, dawało Szwecji dobry pretekst do atakowania Polski, a potop szwedzki (1655-1660)
– i wcześniejsze (1648-1654) powstanie Chmielnickiego – stały się pierwszymi gwoździami do trumny Rzeczypospolitej.

21 lutego 1848
Karol Marks i Fryderyk Engels opublikowali Manifest der kommunistischen Partei, po naszemu Manifest komunistyczny.

Zgrabnie napisana broszura miała wszystko, co politycznemu pamfletowi potrzeba: chwytliwe hasło na początku (Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu), chwytliwe hasło na końcu (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!), a za temat – niesprawiedliwość społeczną i prostą na nią receptę – rewolucję.
I wszystko byłoby pięknie, bo przecież w demokracji panuje pluralizm i wolność słowa, gdyby za poglądy obu panów nie złapały się grupy, których dziś nie da się określić inaczej niż terrorystyczne.
Marksizm, w swych kolejnych edycjach nazywany od imion kolejnych liderów totalitarnych partii, stał się oficjalną ideologią państw opanowanych przez najbardziej ludobójczy system polityczny jaki dotąd zdołano wymyślić. Żeby nie było nieporozumień – NSDAP też zaczynała od marksizmu, w swojej oczywiście wersji.

Polska i tak ma szczęście – marksizm-leninizm i marksizm-stalinizm zaledwie ją musnęły, a przecież i tak jeszcze po tym muśnięciu nie może się pozbierać.

23 lutego 1917
wybucha w Rosji Rewolucja Lutowa (nazwa dotyczy daty juliańskej, bo w gregoriańskim kalendarzu Zachodu był wówczas 8 marca).

Jej rezultatem jest abdykacja Mikołaja II (2/15 marca 1917) i utworzenie pierwszego demokratycznego rządu w dziejach Rosji, nazwanego Rząd Tymczasowy (trudno o gorszą nazwę), którym początkowo kierował książę Gieorgij Jewgienjewicz Lwow, a później Aleksander Fiodorowicz Kiereński.
I może wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że trwała I wojna światowa, a nowy rząd, mimo klęsk bitewnych, chciał uporczywie utrzymać Rosję w Entencie i na froncie.
Wtedy do gry włączyły się Niemcy, grające pierwsze skrzypce w bloku Państw Centralnych.
Niemcy, jak to Niemcy – myśleli kategoriami niemieckimi (a niby jakimi mogli myśleć?) i wydało im się, że skoro w Rosji nastała demokracja, to nastanie też ordnung, co zagrozić mogło niemieckim interesom na Wschodzie.
Niemcom nie wpadło do głowy, że – zamiast ordnungu – w Rosji zrobił się bałagan jeszcze większy, niż był za cara. Więc zdecydowały, że najlepszym lekarstwem na demokratyczną Rosję jest przywódca terrorystycznej partii bolszewickiej Włodzimierz Uljanow ps. Lenin.

Lenina i jego wspólników wyciągnięto z bezpiecznego azylu w Szwajcarii i z workiem niemieckiego złota przetransportowano w zaplombowanym wagonie do Hamburga i dalej statkiem do Helsinek, czyli praktycznie do Petersburga.
Ceną za pomoc miał być separatystyczny pokój z bolszewicką Rosją (był, a jakże, podpisany w Brześciu Litewskim „traktat brzeski” z 3 marca 1918), dający Niemcom możliwość przerzucenia armii ze Wschodu na Zachód, by na Zachodzie przestało wreszcie być „bez zmian”. Co się – rzecz jasna – nie udało (znowu przez Amerykanów), ale to już historia zupełnie innych miesięcy.
Mnie tutaj męczy jedno: walka wewnętrzna chęci z niechęcią. Chęć podpowiada, by sprawdzić, czy dobrze pamiętam, że za komuny starano się nam wpoić, iż to bolszewicy obalili carat, by uszczęśliwić uciemiężone ludy najlepszym z ustrojów. Niechęć za wszelką cenę stara się uświadomić mi, że dla udowodnienia tego kłamstwa propagandy musiałbym przedzierać się przez gazetowe wstępniaki i podręczniki historii, na widok których dostawałem niegdyś wysypki. Chyba nawrotu tej wysypki boję się bardziej.

 

W lutym urodziło się kilka ciekawych osób, m.in.:

James Joyce (1882-02-02);
księżniczka Bona Sforza (1494-02-02) czyli ta „królowa Bona, która umarła” (1557-11-19);
Tadeusz Kościuszko (1746-02-04), którego nazwisko ma tyle samo liter co nazwisko prezydenta USA wybranego na urząd równo 43 lata później, 1789-02-04;
Charles Lindbergh (1902-02-04), który jako pierwszy przeleciał non stop nad Atlantykiem, a historia jego 72-letniego życia to co najmniej kilkanaście sensacyjnych powieści lub scenariuszy;
Ronald Reagan (1911-02-06), 40. prezydent USA;
Charles Dickens (1812-02-07);
Thomas Edison (1847-02-11);
Abraham Lincoln (1809-02-12), 16. prezydent USA ;
Mikołaj Kopernik (1473-02-19);
Jerzy Waszyngton (1732-02-22), 1. prezydent USA;

Wśród tych, którzy zmarli (w tym wypadku to takie ładne określenie morderstw sądowych), są m.in.:

Maria Stuart, królowa Szkocji, ścięta 1857-02-08 w zamku Fotheringhay;
Giordano Bruno, spalony 1600-02-17 za herezję na rzymskim Campo de’ Fiori.
289 lat później w miejscu egzekucji wzniesiono Giordanowi pomnik.

 

Znaki Zodiaku lutego:
Wodnik (♒) – do 18 lutego
Ryby (♓) – od 19 lutego.
O Wodnikach już było. A o Rybach Czarny Pijar mówi z politowaniem:

Ryba powoduje ciągłe nieporozumienia w pracy i w domu, prochu nie wymyśli, sprawdza się najlepiej jako kontroler biletów komunikacji miejskiej i pod żadnym pozorem nie należy jej dopuszczać do urządzeń bardziej skomplikowanych niż tłuczek do kartofli, bo popsuje.

Zaiste, smutno się robi na samą myśl, że maj i jego Bliźnięta są jeszcze tak daleko.

 

Kwiaty lutego:

fiołek (Viola L.) – kwiat zakochanych, symbolizujący niewinność, szczerość, prawdę, namiętność, piękno i stałość w uczuciach.
Jest też symbolem straty – np. w Australii symbolizuje pamięć o żołnierzach poległych w I wojnie światowej.

pierwiosnek (Primula vulgaris L.) – kwiat szlachetny, występujący jako godło herbowe, ulubiony kwiat premiera brytyjskiego Benjamina Disraeli (1804-1881), upamiętniający rocznicę jego śmierci zwaną Primrose Day (Dzień Pierwiosnka). Gdy dłużej pomyśleć, można dojść do wniosku, że nazwa ta była po myśli zarówno zwolenników jak i przeciwników earla Beaconsfield.

U nas wiersz o pierwiosnku napisał Mickiewicz, zaczynając:

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Ja
Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Chyba cenił ten utwór, gdyż otworzył nim swój pierwszy tomik poezji, Ballady i romanse (1822), czyniąc niejako wstępem do następnej „Romantyczności”.

Zachwyty filomaty jakże inne były od uczuć, które 80 lat później wzbudził ten wiersz w demonicznym Waldemarze:

– Niech mi pani pokaże karnecik.
Stefcia podała mu seledynowy, malowany gracik z maciupcim ołówkiem tegoż koloru. Waldemar przeczytał na okładce:

Lepsza w kwietniu jedna chwilka
Niż w jesieni całe grudnie.

Uśmiechnął się i usiadł obok Stefci na krześle w ten sposób, że odgrodził ją od sali. […]
– Bardzo dobry aforyzm. Mickiewicz dla siebie go widać ułożył, bo jednak czasami jest inaczej. Na przykład u nas wiosenne chwile były złe, nieufne, drażliwe, słowem brzydkie! Dzisiaj są lepsze, a mamy jesień! [...]
Spojrzał jej w oczy z demoniczną pewnością siebie.

 

Kamień lutego:
ametyst – symbolizuje pobożność, pokorę, duchową mądrość i szczerość.
Podobno chroni przed opilstwem – po grecku bowiem améthystos (ἀμέθυστος) znaczy „nie opiły”.
Wzięło się to ponoć stąd, że ceniąca trzeźwość nimfa Amethis znieść nie mogła zalotów Dionizosa, wiecznie będącego pod dobrą datą. Artemis, bogini łowów, na prośbę nimfy zmieniła ją w klejnot, a że Dionizos urazy nie chował, więc dał mu moc przeciwstawiania się potędze trunku. Starożytni zdobili ametystami czary i puchary, a nasi ujęli rzecz krótko i z właściwą sobie bezpretensjonalnością: łagodzi kaca.
Najwięcej ametystów wydobywa się w Zambii (rocznie podobno ok. tysiąca ton) i w Brazylii. W Polsce – jak zwykle: klejnotonośne są Sudety i tam też, w okolicach Szklarskiej na przykład, daje się znaleźć ametysty.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
drugi miesiąc roku to:

białoruskiлюты [liuty]
bośniackifebruar
bułgarskiфевруари [februari]
chorwackiveljača
czeskiúnor
kaszubskigromicznik
litewskivasaris
łatgalskisvacainis
łużycki (dolny)swěckowny (też: februar)
łużycki (górny)februar (też: mały rožk)
łotewskifebruāris
macedońskiфевруари [februari] albo cечко [seczko]
rosyjskiфевраль [fievral]
serbskiфебруар [februar]
słowackifebruár
słoweńskifebruar
ukraińskiлютий [liutij]
żmudzkivasaris

 

Przysłowia związane z lutym:

Czasem luty ostro kuty,
czasem w luty same pluty.

Czasem luty się zlituje,
że człek niby wiosnę czuje;
ale czasem tak się zżyma,
że człek prawie nie wytrzyma.

Gdy bez wiatrów luty chodzi,
w kwietniu wicher nie zawodzi.

Gdy ciepło w lutym,
zimno w marcu bywa,
długo trwa zima,
to jest niewątpliwa.

Gdy mróz w lutym ostro trzyma,
tedy jest niedługa zima.

Idzie luty, podkuj buty.

Jeśli ci jeszcze nie dokuczył luty,
to pal dobrze w kominie
i miej kożuch suty.

Kiedy luty puści, to marzec wypiecze.

Kiedy luty schodzi,
człek po wodzie brodzi.

Kiedy luty, obuj buty.

Luty,
gdy wiatrów i mrozów nie daje,
prowadzi rok słotny
i nieurodzaje.

Luty w lód okuty.

Luty, napije się wół pluty.

Na stycznie i lute
trzeba mieć konie kute.

Spyta cię luty: masz-li buty?

W lutym gdy zagrzmi
od wschodniego boku,
burze i wiatry walne
są w tym roku.

W lutym wody wiele
– w lecie głodne nawet cielę.

 

Przysłowia na
Matkę Boską Gromniczną (2 II):

Gdy jasne słońce
w dzień gromniczny będzie,
więcej niż przed tym śniegu
spadnie wszędzie.

Gdy na Gromnice roztaje,
rzadkie będą urodzaje.

Gdy słońce
świeci jasno na Gromnice,
większych jak były mrozów
czyni lice.

Gdy w Gromnice słońce
świeci na śmiecisko,
niechże zachowa gospodarz
słomę wszystko.

Gdy w Gromniczną z dachu ciecze,
zima jeszcze się przewlecze.

Gromnica – zimy połowica.

Gromnice jasne i czyste,
zima potrwa zaiste.

Ile razy przed gromniczną Matką Boską z dachów kapie,
tyle razy przed Wniebowzięciem [15 sierpnia] burze.

Jak na Matkę Boską gromniczną,
tak na św. Józef [19 marca].

Jasny dzień podczas Gromnice
lnu przyczynia na przęślice.

Jeśli Gromnice
mają zielne kwiatki,
kwietną niedzielę śnieżną
mają dziatki.

Na Gromnice – łataj bracie rękawice.

Na Gromnice mróz
– ogryzki do gnoju włóż;
na Gromnice kałużki
– wybieraj z gnoju ogryzki.

Na Gromniczną mróz
– szykuj chłopie wóz.
Na Gromniczną lanie
– szykuj chłopie sanie.

Od Gromnic do Gromnic,
aż nie będzie nic.
[gdy kto kogo łudzi próżną obietnicą, mówią: od…]

Skowronek,
o ile przed Gromnicą śpiewa,
o tyle po tym milczy.

W dzień Panny gromnicznej
bywaj zdrów, mój śliczny.
[t.j. już za późno na zaloty, konkury, gdyż post bliski.]

W Gromnicę milszym w owczarni wilk jak słońce.
[gospodarze utrzymują, że słońce w dniu gromnicznym jest pewną przepowiednią słoty, zimna i zarazy na owoc.]

 

Przysłowia na
św. Agatę (5 II):

Chleb świętej Agaty
od ognia strzeże chaty.
[lud w dniu tym zwykł święcić chleb i sól, a w razie pożaru, szczególniej od pioruna wynikłego, obnosi je dokoła domu, a następnie rzuca w płomienie, wierząc, iż ogień zostanie stłumiony.]

Gdzie święta Jagata,
bezpieczna tam chata.

Po świętej Agacie
widzimy muchy w chacie.

Po św. Agacie
wyschnie bielizna na płocie.

W dzień św. Agaty,
jeśli słonko przez okienko zajrzy do chaty,
to wiosenka na świat pogląda
zza zimowej kraty

 

Przysłowia na
św. Dorotę (6 II):

Na dzień świętej Doroty
ma być śniegu nad płoty.

Po św. Dorocie
wyschną chusty na płocie.

Rzadki dzień św. Doroty
bez mrozu, zawiei, słoty.

Święta Dorotka
wypuszcza skowronka za wrotka.

Wedle świętej Doroty
naprawiaj człecze płoty.

 

Przysłowia na
św. Walentego (14 II):

Gdy na święty Walek deszcze,
mrozy wrócą jeszcze.

Na św. Walentego
bywa zwykle mróz niczego,
ale jak Walek się rozdeszcze,
pewne mrozy wrócą jeszcze.

Święty Walek tych powali,
co patronem go nie zwali.

Św. Walenty gdy odmrozi pięty,
na wyżywienie sprzedawaj sprzęty.

 

Przysłowia na
św. Macieja (24 II):

Gdy Maciej święty
cokolwiek lodu nie stopi,
będą długo chuchali
w zimne ręce chłopi.

Jeśli mróz w święto Macieja,
czterdzieści dni tegoż nadzieja.

Na św. Macieja
prędkiej wiosny nadzieja.

Na św. Maciejca
zniesie gęś pierwsze jejca.

Na święty Maciej lody
wróżą długie chłody,
a gdy płyną już strugą,
to i zimy niedługo.

Skoro po Macieju
drzewa się ogrzeją,
pobiegnij do sadu,
oczyść go z owadu.

Św. Maciej posłał do braci,
czy zimę stracić;
a bracia mu powiedzieli:
niech zaczeka do niedzieli.

Święty Maciej zimę straci,
albo ją zbogaci.

 

Przysłowia na Tłusty Czwartek
(4 II 2016; 23 II 2017, 8 II 2018 i 28 II 2019, 20 II 2020):

Gdy w tłusty czwartek
człek w jedzeniu pofolguje,
łaskawy Pan Bóg
grzech obżarstwa daruje.

Im bliższy czwartek tłusty,
tym weselsze zapusty.

Kto w tłusty czwartek
nie zje pączków kopy,
temu myszy zniszczą pole
i będzie miał pustki w stodole.

Nie zjesz pączka
w tłusty czwartek,
twoje życie mało warte.

Powiedział Bartek,
że dziś tłusty czwartek,
a Bartkowa uwierzyła,
dobrych pączków nasmażyła.

Od tłustego czwartku
do Zmartwychwstania
– ścisły post się kłania.

Tłusty czwartek pączkami fetuje,
a od Popielca ścisły post szykuje

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha