Alex Suchanek

Bodø – Nordkapp

Od zawsze marzyłem o podróży na północ naszej wielkiej kuli…

Svalbard to miejsce, które od dłuższego czasu pojawia się w mojej głowie i snach. Wiadomo jednak, że słonia się je po kawałku, więc postanowiłem na początek wrzucić na patelnię coś mniejszego. Wybrałem trasę Bodø – Nordkapp.

28.07 – 30.07. 2016

Zbiórka przy Dworcu Głównym we Wrocławiu – stąd zaczyna się nasza podróż na północ przez Niemcy, Danię, Szwecję i Norwegię. Tutaj także poznaję większość swoich kompanów w podróży. Resztę spotkamy w Bodø. Są to osoby dużo starsze ode mnie, ale wiem, że zasymiluję się z nimi bardzo dobrze.
Busem jedziemy w sześć osób, w tym kapitan – Mirek Siudak. Obawa, że w busiku będzie mało miejsca okazała się niepotrzebna. Każdy ma tyle miejsca, że może znaleźć komfortową pozycję. Wspólna podróż jest świetną okazją do integracji. Od pierwszej chwili znajdujemy w sobie wspaniałych kompanów wyprawy – i bardzo dobrze, bo na tak małej powierzchni, na jakiej będziemy przebywać, jest mało miejsca na niesnaski.

 

30.07

Po długiej i wykańczającej podróży docieramy do Bodø. Czuję się, jakbym siedział przez ostatnie 30 dni i zastanawiam się, co czują w takim razie osoby, które prowadziły samochód, ale wolę nie pytać.

Jest 0400, więc musimy czekać na jakąś ludzką godzinę, by obudzić poprzednią załogę, która zapewne nie poszła wczoraj wcześnie spać. Postanawiam zamknąć oczy na 5 minut, ale coś poszło nie tak i budzę się po 3 godzinach.

Przeprowadzka z busika na jacht przebiega sprawnie. Ok. 1600 przyjeżdża trójka pozostałych załogantów. Na spotkaniu organizacyjnym w pełnej załodze następuje przydział wacht. Wybór oficerów przebiega na podstawie doświadczenia żeglarskiego. Podział wygląda następująco:

Kapitan:   Mirosław Siudak
I wachta: Michał Chybicki (oficer), Gosia Krasicka-Mockałło
II wachta: Paweł Wyszomirski (oficer), Julia Wyszomirska
III wachta: Alexander Suchanek (oficer), Adam Machna
IV wachta: Sebastian Kołodziej (oficer), Kasia Sosulska

Jacht to 14-metrowy Bahia Sol, typu Gib Sea 444, konstrukcji francuskiej. Przeznaczony jest dla 12 osób, więc będziemy mieć dużo miejsca. Nasza krypa ma grota, genuę oraz kliwra.

Fot. https://www.morskierejsy.pl

Jestem w wachcie z Adamem. Będziemy tworzyć zgrany duet, ponieważ obaj wychowywaliśmy się na Śląsku. Dodam jeszcze, że Adam miał najwięcej czasu z całej załogi, by posmakować życia.
Załoga przygotowuje się na kolejną sesję integracyjną. Tym razem ze środkami wspomagającymi.

 

31.07

O 1200 oddajemy cumy i kierujemy dziób na pierwszą wyspę z archipelagu Lofotów – Varøya.

Fot. https://www.morskierejsy.pl

Nie spodziewam się choroby morskiej, ale może być różnie. Mimo że znajdujemy się za kołem podbiegunowym, nie jest zimno. Szczerze mówiąc, wczoraj byłem pod prysznicem w krótkich spodenkach i klapkach.

Pogodę mamy korzystną pod względem wiatru – gdy mocniej przywieje, licznik wskazuje nawet ponad 8 węzłów. Na zewnątrz trochę siąpi, ale jest to do przeżycia.

O 2000 do dziennika jachtowego została wpisana informacja o przycumowaniu. Na miejscu poznajemy przyjacielskiego Norwega, który wraz z żoną rejsuje po Morzu Norweskim.

 

01.08

Idziemy do sklepu. Norwegia to nie jest tani kraj, ale zaopatrzenie znajdujące się na statku nie zaspokaja w pełni naszych potrzeb. Kierujemy kroki do centrum miasteczka, a rozpoznajemy je po wieży kościoła. Kilka metrów przed sklepem zauważamy punkt informacyjny: tam dowiadujemy się, że warto wybrać się na najwyższy szczyt wyspy.

Mimo że pogoda nie jest wycieczkowa, postanawiamy wejść na górkę. Ścieżka nie jest długa, natomiast jest stroma. Prowadzi do bazy NATO, która znajduje się na samej górze. Aby tam się dostać, musimy przejść przez nieoświetlony tunel, przed którym stoi znak informujący o zakazie przejścia pod groźbą utraty zdrowia lub życia. Ryzykujemy. Ścieżka się wije po zboczu góry, a następnie wychodzi na płaskowyż, po którym dochodzimy do bazy NATO. Jest mgliście i wietrznie, a do tego siąpi, więc czym prędzej schodzimy w dół patrząc na przysłoniętą mgłą wyspę. Po powrocie do mariny oddajemy cumy i ruszamy do następnego portu.

O 2100 docieramy do Reine, największego portu drugiej wyspy Lofotów – Moskenesøya.

 

02.08

Reine, co widzimy za dnia, jest bardzo podobne do miasteczka na Varøya, ale jest trochę większe. Na obrzeżach miast i wiosek często można dostrzec drewniane rusztowania – to miejsca, gdzie suszy się ryby, głównie dorsze. W silnym wietrze, nawet niesolone, suszą się bardzo szybko. Norwedzy mówią na to ‘Stokkfish’.

Później spotykamy się ze znajomą kapitana – Aliną, która mieszka tu od dłuższego czasu i opowiada nam co nieco o tych rejonach.

 
Reine – typowa wioska norweska z czerwonymi domkami i kutrami zacumowanymi do kei

Fot. Alex Suchanek

O 1200 opuszczamy tę piękną mieścinę. Kolejny cel to znowu niewielka miejscowość Henningsvær. O wietrze mogę powiedzieć tyle, że jest. Wystarczający na pociągnięcie jachtu, ale niewystarczający na rozwinięcie dobrej szybkości, by dotrzeć na miejsce tego samego dnia.

Zaciekawiony tematem nawigacji podpytuję kapitana o to i owo. Nabieram wiedzy w wyznaczaniu kursów kompasowych, kursów nad drogą oraz w obliczaniu różnego rodzaju poprawek, deklinacji i dewiacji.

Bramy Henningsvær mamy na trawersie o godzinie 2400.

W drodze z Reine 
Fot. Alex Suchanek

 

03.08

Oprócz cudownych widoków, które możemy obserwować dniem i nocą, nie ma tutaj nic ciekawego, więc ruszamy w drogę przed południem. Noc to tylko formalne pojęcie. Wieczny dzień na północy w okresie letnim może zdezorientować człowieka i zmylić jego organizm nieprawdopodobnie. Mimo wczorajszego, a w sumie to dzisiejszego, przybicia nikt nie odczuwał zmęczenia mimo wielkiego wysiłku. Domyślam się, że to sprawka hormonu snu, którego najwięcej wydziela się o zmroku. Jedyny sensowny podział doby, jaki nam pozostaje, to system wachtowy. I tego będę się trzymał.

Wiatr mamy dobry – płyniemy od 4 węzłów wzwyż. Po drodze do Trollfjordu zahaczamy o stolicę Lofotów – Svolvær. Nasz przystanek tutaj ma się ograniczyć do jednego celu – wykąpania się. To dlatego, że od Bodø, nie widzieliśmy prysznica i każdy z chęcią spotka się z nim znowu.

W centrum Svolvær odbywa się zjazd harleyowców z okolic. Głośna muzyka walczy z rykiem motocykli w bitwie o głośność. Można tutaj zobaczyć motocykle stare i nowe, wyczyszczone i brudne, ładne i brzydkie.

O 1700 odbijamy od kei, a po pięciu godzinach żeglugi dopływamy do Trollfjordu.

 

04.08

Fiord Trolli – Trollfjord (Trollfjorden) – to bardzo atrakcyjne miejsce pod względem turystycznym. Wąskie przejście i głębokie przejście pomiędzy dwoma stromymi, niemal pionowymi brzegami porośniętymi zielenią bardzo dobrze komponuje się z dwoma typowymi, norweskimi domkami znajdującymi się na brzegu.

Po zatankowaniu wody pod korek ruszamy dalej. O 1100, ku uciesze Michała, zatrzymujemy się na ryby. W swoim życiu tak rzadko miałem do czynienia z wędkowaniem, że prawie wcale.

W drodze do Finnsnes
Fot. Alex Suchanek

Michałowi udaje się schwytać kilka niewielkich dorszy i makreli, które trafiają na patelnię. Trudno o świeższą rybę. Na dzisiaj zaplanowany jest pierwszy nocny przelot. Akurat wtedy, gdy trafia mi się psiak.

 

05.08

Julia budzi mnie kilkanaście minut przed północą. Trzeba wstawać i się ubierać. Pukam do Adama, by upewnić się, że i on już jest na nogach. Chwilę przed północą wychodzę na pokład, by przejąć wachtę i poznać cenne uwagi tych, co schodzą.
Mgła jest gęsta jak mleko, a wiatr gaśnie. Używamy wszystkich zmysłów, by kontrolować, czy żadna inna jednostka nie zbliża się w naszą stronę. Do tego nadajemy co jakiś czas sygnał mgłowy (jeden dźwięk długi i dwa krótkie).
Po godzinie uruchamiamy silnik i kierujemy się do najbliższego brzegu, gdzie rzucamy kotwicę. Czyli: 3 godziny sprawdzania przemieszczania się jachtu na podstawie namiarów robionych na ląd. Wydaje się być to proste i zresztą jest, ale mgła, z której wypłynęliśmy, weszła na ląd. Teraz nam zostaje tylko ploter. Ostatnie godziny wachty kotwicznej z Adamem szybko nam mijają na rozmowie.

O 0400, po przekazaniu wszystkich istotnych informacji Sebie, można wrócić do śpiwora.

Rano mgła schodzi i ruszamy w kierunku Finnsnes. Gdy dopływamy jestem już w półśnie.

 

06.08

Rano okazuje się, że jedyną atrakcją tutaj jest prysznic. Wszyscy chętnie go zwiedzają. Cena za wejście 20 koron (ok. 10 zł czyli 2,5 dolara). Wszyscy muszą się dokładnie umyć, bo kolejny przystanek to wielkie Tromsø.

Droga do Tromsø jest piękna jak każda, ale dla nas ma też zaletę żeglarską: jej najdłuższy odcinek udaje nam się przepłynąć na jednym halsie. Płyniemy w okresie niskiej wody, więc prądy są dla nas niekorzystne, a do tego silne. Musimy więc uruchomić silnik parę mil przed miastem.

O 0100 jesteśmy gotowi iść na zwiad. Tromsø okazuje się być typowo europejskim miastem. Głośna muzyka w lokalach i klubach, młodzi ludzie na ulicy i dużo sklepów. Już trochę odzwyczailiśmy się od takiego widoku. Na jacht wracamy dosyć późno, a raczej dość wcześnie.

 

07.08

Wstajemy późno, ale planujemy także późno wypłynąć, więc mamy czas, żeby zobaczyć to, czego wczoraj nie widzieliśmy. Naszym głównym celem jest „Polaria” czyli nowoczesne muzeum polarne. Tam mamy okazję zobaczyć najlepiej zachowany statek żaglowy, który służył do polowania na foki. Bardzo podoba mi się budowa tego statku i rozmyślne rozstawienie wszystkich kajut i innych pomieszczeń. W głównej części „Polarii” znajduje się fokarium oraz akwaria z przeróżnymi gatunkami zwierząt morskich. Pytam jednego z pracowników o ewentualny wolontariat, ale on proponuje tylko sponsoring fok. Wiadomo – najłatwiej jest dać (i wziąć) pieniądze. Ja szukam czegoś więcej i już wiem, że w „Polarii” tego nie znajdę.

Z Tromsø wyruszamy o 1800, czyli szykuje się kolejny nocny skok. Tym razem zmierzamy do portu zwanego Hasvik.

III wachta ma dzisiaj służbę od 2000 do 2400, czyli – moim zdaniem – najlepszą, jaka może się trafić na tym rejsie. Jest tak, ponieważ ok. 2300 słońce schodzi bardzo blisko horyzontu i niebo zaczyna przyjmować barwy pomarańczowo-fioletowo-różowe.

Tym razem wiatr wieje nam w twarz więc musimy halsować, ale w cztery godziny udaje nam się zdobyć dość dobrą wysokość. Teraz tylko sen, sen, sen.

Trzecia wachta
Fot. Alex Suchanek

 

Dochodzi północ
Fot. Alex Suchanek

 

08.08

Do Hasviku dopływamy po 2200.

Dzisiejszy dzień uważam za bardzo udany. Po długiej walce udało mi się wyciągnąć prawie 4-kilogramowego dorsza. Jeśli zebrać wszystkie ryby, które do tej pory złowiłem, nie ważyłyby one więcej niż ten dorsz, tak że mogę być chyba z siebie dumny.

Przy wejściu do Hasviku spotykamy dwie dziewczyny. Mówią, że zrobiły nam zdjęcia, gdy wpływaliśmy i chętnie się nimi podzielą.

Wpływamy do Hasviku
Fot. Andrine Vestgard

 

Miasteczko jest, jak zazwyczaj, niewielkie, ale to, co je wyróżnia, to niewielka pół-piaszczysta plaża, z czym się jeszcze nie spotkaliśmy.

Hasvik późnym wieczorem
Fot. Alex Suchanek

 

09.08

Po śniadaniu dostrzegamy na kei dwoje dzieci. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego oprócz tego, że miały wędki, a ich technika łowienia, pozornie bardzo prosta, była bardzo skuteczna: w tym samym momencie, w którym przynęta zanurzała się w wodzie, na haczyku magicznie pojawiała się ryba, gotowa by ją z wody wyjąć. Po 10 minutach wiadro jest pełne. Jeden z chłopców przynosi wielką skrzynkę, do której obaj wsypują zawartość wiadra – to nie koniec połowu. Widok niecodzienny, ale miły dla oka.

O 1100 ruszamy do Hammerfestu. Nie jest to daleko i o 1900 jesteśmy już przycumowani. To tutaj zostało założone pierwsze oświetlenie elektryczne w Norwegii. W Hammerfeście poznaję wolontariuszy z Médecins Sans Frontières i spędzam z nimi dużo czasu rozmawiając na temat tego, co się dzieje w różnych państwach oraz na temat wolontariatu. Po długich godzinach konwersacji okazało się, że raczej nie będę mógł pomóc ponieważ wiek rekrutacyjny zaczyna się od 25 lat. Postanawiam jednak napisać do biura tej organizacji i zapytać o moją sytuację.

 

10.08

Do Nordkappu coraz bliżej. Może uda nam się go zdobyć dzisiaj w nocy. Mamy jeszcze sporo mil przed sobą, ale przy dobrym wietrze opłyniemy Przylądek Północny.

Wiatr okazuje się być za dobry. Jego prędkość przekracza czasem 40 węzłów, co czyni naszą pogodę sztormową. Idziemy tylko na zrefowanym kliwrze, a i tak osiągamy prędkość 8-9 węzłów. Zwijamy się do Havøysund, gdzie przenocujemy.

 

11.08

Rano łapiemy ryby. Połowy okazują się być bardzo owocne, ponieważ złapaliśmy ich prawie 60. Są co prawda małe, ale nie ustępują smakiem swoim większym współlokatorom morza. W Havøysund nadarza się kolejna okazja do kąpieli, z czego wszyscy chętnie korzystają.

O 1400 wypływamy z nadzieją na zobaczenie Nordkappu za parę godzin.

Znowu mi się trafia wachta od 2000 do 2400. I dobrze, bo wtedy będziemy opływać wyspę Magerøya z Przylądkiem Północnym, znanym jako najbardziej wysunięty na północ punkt Europy.

 

Chwile przed zdobyciem Północnego Przylądka
Fot. Adam Machna

 

O 2000 Nordkapp chowa się jeszcze za lądem, ale – w miarę jak halsujemy – widzimy go na trawersie prawej burty.

Szybko zmykamy do najbliższego portu w okolicy – Skarsvåg, też na wyspie Magerøya. Ma to być przedostatni port naszej podróży. Po dopłynięciu wszyscy pędzą do spania, bo następnego dnia zobaczymy Nordkapp od strony lądu.

Nordkapp na horyzoncie
Fot. Alex Suchanek

 

12.08

Na miejsce zawozi nas Polak mieszkający tutaj od dłuższego czasu. Ma na imię Adam i pochodzi z Tychów. Podróż autem jest bardzo atrakcyjna: mijamy stada reniferów, których do tej pory nie widzieliśmy.

Na Nordkappie idziemy prosto w stronę popularnego globusa.

Metalowy szkielet globusa – znak rozpoznawczy Nordkappu
Fot. Alex Suchanek

 

Pogoda nam dopisuje, więc możemy spodziewać się dobrych zdjęć. Widać stąd Knivskjelodden, czyli rzeczywisty najbardziej wysunięty na północ punkt Europy, leżący na tej samej wyspie Magerøya.

Nordkapp jest jednak słynniejszy, bo ze względu na swoją budowę jest dużo bardziej atrakcyjny turystycznie. Płaskowyż, kończący się 300-metrowym klifem, który spada prosto do morza, wygląda znacznie lepiej niż cypel znajdujący się obok. Do tego znacznie lepiej prezentuje się na kartkach pocztowych.

Każdy ma już zdjęcie z globusem, więc idziemy w kierunku siedmiu kamienno-glinianych kręgów. Zrobiły je wiele lat temu losowo wybrane dzieci z różnych kontynentów w celu pokazania, że wszyscy możemy żyć razem w zgodzie.

Dyski – podpisane przez dzieci, które je zrobiły – stoją tutaj od ponad 30 lat
Fot. Alex Suchanek

 

Niedaleko znajduje się budynek, w którym można zwiedzić muzeum tajskie (w 1907 roku gościł tu król Tajlandii), wejść do kaplicy oraz zobaczyć w kinie panoramicznym film o otaczającym nas rejonie Norwegii. Zaliczamy wszystko. Teraz trzeba się zbierać na jacht. Po drodze widzimy jeszcze więcej reniferów niż poprzednio.

Po dotarciu do Skarsvåg wybieramy się jeszcze w pieszą wędrówkę, by zobaczyć kamienną bramę wyrzeźbioną przez setki lat przez wiatr.

Jednak zostajemy w Skarsvåg na kolejną noc, czyli właśnie stąd rozpoczniemy naszą podróż do domu. Po kolacji Kapitan zaprasza nas „godzinę kapitańską” – podsumowanie rejsu. Rozdając opinie z rejsu chwali załogę jako zespół oraz każdego z osobna. Wszystkim robi się miło ale i smutno, ponieważ już jutro znajdziemy się setki kilometrów stąd.

Uścisk dłoni z kapitanem przy rozdawaniu opinii z rejsu
Fot. Sebastian Kołodziej

 

13-15.08

Rano sprzątamy Bahię Sol, bo przyjechała już kolejna ekipa. Musimy się sprężyć, jeśli chcemy wyjechać wcześnie. Przed 1000 jesteśmy już w autobusie. Po drodze podwozimy jeszcze Julię, Pawła i Sebę na lotnisko do Alty.

Po przejechaniu 3300 kilometrów jesteśmy znowu we Wrocławiu, skąd każdy z nas jedzie w swoją stronę. Podróż była jeszcze bardziej męcząca, bo mieliśmy kilkaset dodatkowych kilometrów do zrobienia. O 2000 jestem już domu, w Chorzowie.


Fot. Adam Machna                                                 Fot. Michał Chybicki

Alexander Suchanek
25 sierpnia 2016

 


Alexander Suchanek mieszka w Świętochłowicach. Po rocznych kwalifikacjach (2012/2013), będąc w trzeciej klasie gimnazjum, został uczniem Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego – edycja 2013, polsko-rosyjska. Przepłynął w 32-osobowej załodze szkolnej na Pogorii trasę z Gdańska do Civitavecchia.
Uprawia snowboard, żeglarstwo, narciarstwo.
Uczy się w I LO im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie; uczestniczy tam m.in. w pracach Koła Geografów „Peneplena”. Koło, prowa­dzo­ne przez dyrektora szkoły i podróżnika Przemysława Fabjańskiego, jest członkiem The Young Explorers Trust przy The Royal Geographical Society w Londynie i National Geographic Society w Waszyngtonie.
W 2015 r. brał udział w trwającej 54 dni XVI Szkolnej Wyprawie Geograficznej „Penepleny” do Indii i Nepalu: ► Alex Suchanek: Nie spać, zwiedzać!
Reportaż Alexa z rejsu na Bornholm znajdziecie tu: ► Alex Suchanek: Bornholmska przygoda.
To, co absolwenci i absolwentki SzPŻ-2013 (wśród nich Alex) napisali o rejsie Pogorią, znajdziecie tu: ► Szkoła Pod Żaglami 2013 – przez młodych opisana.
Zobaczyć Alexa możecie na filmie „Studniówka 2017”.


 

Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha