Andrzej Milik-Wiśniewski

Mgła

cokolwiek powiem może powiedzieć ktoś
inny jestem jak radio i gadam wieloma gło-
sami jestem próżnią przez którą przebiega-
ją fale może jestem czymś więcej ale nie
mam okazji

A. Ważyk

Jedziesz pociągiem wtulony w kąt przedziału i myślisz dobrze o całej podróży która zda ci się dobiega końca oglądasz migawki krajobrazu przeplatane budynkami dworców i stacyjek i czujesz po przyrodzie że jesteś już blisko miejsca urodzenia gdzie zostawiłeś wszystkie swoje grzechy i kruche wspomnienia pulsujące teraz coraz żywiej i rosnące szybko w miarę przesuwania się klatek okna wdychasz w siebie ostrość poranka i czujesz obecność rosy świeżej i pachnącej na ustach i unosisz się jakby niesiony muzyką lekko radośnie ku górze odrywasz się od miejsca przy oknie i wydaje ci się że płyniesz po nieznanym obrazy za oknem zbijają się w bezkształtną masę dziwisz się że lecisz nagle do tyłu pęd cię upaja lądujesz na podłodze brudnej i nieprzyjemnej w dotyku i patrzysz zdumiony na ludzi stłoczonych wokół ciebie stopniowo wyzwalasz swoje ciało z przygniatających cię walizek widzisz przed sobą białe światła dworca ściśnięty tłum na peronie blada twarz o rozwartych źrenicach z wyrazem zwierzęcego strachu uderzasz głową o ścianę przedziału słyszysz pomieszane krzyki które oddalają się coraz bardziej natrafiasz na otwarte drzwi i wychodzisz cały skulony na zewnątrz dotykasz gołej ściany jest zimna wokoło nie ma nikogo próbujesz sobie przypomnieć wszystko idziesz po schodach na górę nie wiedząc gdzie jesteś wita cię zgiełk miasta do którego przyjechałeś by rozpoznać siebie wśród ludzi dziwisz się ulicom pełnym wrzasku w głowie czujesz szum i masz świadomość czegoś co się wydarzyło bez twojego udziału
siadasz na ławce w alejce parkowej próbując się otrząsnąć z letargu liczysz mimowolnie szeregi drzew po jednej i drugiej stronie siebie zdaje ci się że jesteś sam pośród nieznanego ci krajobrazu między którym prześwitują fragmenty znane ci z opowiadań zdumiewa cię spokój i rytm pulsującego życia wokoło czujesz że stopniowo gubisz plan z jakim tu przyjechałeś aż zostają ci same niejasne pragnienia rzeczy których nie umiesz nazwać zrywasz się nagle wiedziony impulsem i z rękami w kieszeniach prześlizgujesz się przez ulice z gorączkową chęcią dotarcia pod nieznane lub zapomniane adresy prowokujące cię tajemnicą denerwujesz się widząc dookoła obojętny świat gdzie jesteś niezauważalny ze swoimi wielkimi czynami i myślisz tylko o wyrwaniu się z kotła w jakim się znalazłeś i w którym maleje twoja siła i możliwości chciałbyś wybiec szybko za miasto na peryferie przebiegasz pod wiaduktem pociąg przewala się nad tobą rozumiesz nagle że szukasz czegoś kogoś szukasz szukasz szukasz chciałbyś natychmiast dogonić odlatujący dźwięk chciałbyś znowu znaleźć się wśród ludzi ciąży ci samotność jak lata czujesz się rozbitkiem gwizd potężnieje w uszach rozsadza głowę trzymasz ją w rękach ciężką od nagłego bólu nagły spokój i cisza przypierają cię do muru i kołatają szeregiem pytań wobec których jesteś bezradny jak dziecko zbierasz rozproszone twierdzenia i definicje życiowe nieprzydatne w tej chwili chciałbyś coś powiedzieć krzyknąć głośno ale boisz się żeby byle kto nie usłyszał boisz się własnego głosu nie wiesz jakim odezwie się dźwiękiem siadasz na kupie żelastwa zapalasz desperacko papierosa i udajesz spokój nie podnosisz głowy by oglądać przechodzących ludzi na chwilę wiesz że było to fałszywe zadzierasz głowę nie widzisz nikogo ogarnia cię złość do samego siebie podrywasz się i prawie biegniesz przeskakując kałuże wymijając ludzi potrącając latarnie rośnie w tobie nienawiść i pogarda dla świata choć sam nie wiesz dlaczego chciałbyś teraz zanegować cały świat ale dobrze nie wiesz jaki on jest naprawdę i ta niewiedza cię przeraża gorączkowo rozważasz możliwości i czujesz że możesz nie zdążyć biegniesz coraz szybciej jakbyś chciał w jednej chwili przeniknąć schwytać w objęcia cały znienawidzony układ ziemski którego jesteś cząstką bardzo znaczącą dla samego siebie powoli zatracasz sens swojej wędrówki przez miasto starasz się skupić maksymalnie i pomyśleć o najważniejszym jednakże nic poza bezsilnością cię nie wypełnia wpadasz w jakiś nerwowy chichot i już wiesz że nie możesz myśleć racjonalnie przynajmniej na razie a tym bardziej działać poddajesz się więc emocjom chwili i szarpiesz się między ulicami niesiony niewiadomą siłą myśląc o kimś o czymś czego miałeś szukać kogo miałeś pytać o szereg rzeczy niejasnych które zatraciły dla ciebie kontury i zostały wspomnieniem mniej lub bardziej niesmacznym męczysz się więc coraz więcej aż stajesz pod znajomą ci skądinąd ścianą domu gdzie oparty o strzępy plakatów pierwszomajowych jesteś na kształt znudzonego pomnika jesteś nagle natarczywy jakbyś przebudził w sobie ukryte pragnienia pytasz monotonnym i beznamiętnym głosem wszystkich przechodzących o godzinę zaczepiasz młode kobiety pytając je dlaczego chodzą same o tej porze dajesz żebrakowi trochę drobnych śmiejąc się w duchu z tego gestu mówisz sobie że trzeba nisko upaść by się móc na nowo odrodzić delektujesz się wspomnieniem znanych ci upadków z których zrodziła się siła zawzięta na dnie której był strach i wstyd myślisz o sobie w kategoriach uniwersalnych choć wiesz że jesteś przypisany do swojego miejsca urodzenia do którego wracasz gdy oddalisz się zbyt daleko chciałbyś dokonać wielkiego czynu dającego ci gwarancję wartości i poczucia niezniszczalności zdaje ci się że zawsze w ostateczności przyparty do muru będziesz mógł powtórzyć czyn Raskolnikowa i uwolnić się od świata który cię wtedy określi i rozpozna nareszcie choć nie wiesz tego na pewno jak też nie wiesz czy potrafiłbyś oderwać się od wszystkich ziemskich zależności i stanąć boso i nago w obliczu innego wymiaru w którym liczyła by się sama istota człowieka
wchodzisz więc w nagłym postanowieniu na górę nieproszony przeświadczony o własnej racji i spotykasz życzliwe twarze zdziwione twoją długą nieobecnością siadasz przy stole zastawionym suto i nie protestujesz gdy stawiają przed tobą kieliszek słuchasz muzyki z zawieszonych na ścianie głośników muzyki której słuchałeś kiedyś i która teraz cieszy cię bardzo krótko czujesz że w tym zgiełku nie poznasz nikogo choć znasz wszystkich z imienia i nazwiska i wszyscy tak samo znają ciebie śmiejesz się sam do siebie na myśl że jesteś tu jeden trzeźwy wśród gromady pijanych unoszonych jakimś dziwnym rytmem splątanych ze sobą przewalających się różnobarwną plamą przed twoim horyzontem stół nakryty czerwoną serwetą pijesz kieliszek jeden po drugim nie wiedząc kto nalewa rozmawiasz z cieniami przepływającymi koło ciebie słuchasz propozycji o których wiesz że są iluzjami niczym nowym na przestrzeni kontaktów z tymi ludźmi o których myślisz że wiesz wszystko i nigdy się nie mylisz myśląc o nich powtarzasz sobie po raz nie wiadomo który że szukasz twardych silnych supermenów zdolnych do robienia wielkich rzeczy i po raz nie wiadomo który nie wiesz choć pytasz samego siebie czy sam jesteś taki powoli rośnie w tobie chęć mówienia do wszystkich zaczynasz opowiadać dowcipy i wcale się nie dziwisz że jesteś w centrum zainteresowania lubisz jak się inni śmieją zdajesz się przekonywać samego siebie że jest twoją funkcją dyrygować radościami ludzi nawet ulotnymi mówisz wszystkim i każdemu z osobna iż szczęście bliźnich jest także twoim szczęściem opowiadasz barwne historie z życia pełnego tajemnic nie dla ciebie lubujesz się w wywoływaniu silnych wrażeń i protestujesz gdy nazywają cię sensatem głosisz własne teorie o powstaniu świata i chciałbyś aby nie pokrywały się z innymi często cytujesz własne słowa przypisując je komu innemu i zmyślasz fakty wydarzenia opinie które przyjmowane są spokojnie bez większych zastrzeżeń i to cię właśnie denerwuje chciałbyś polemizować ale nie masz z kim i tak bowiem przekonałeś bez reszty wszystkich wtedy osądzasz ich nisko i już wiesz że nie masz tu nic do roboty zapominasz o czymś o czym wiesz że miałeś pamiętać pytasz wkoło wszystkich czy nie widzieli dziewczyny o bladej twarzy i blond włosach strącasz butelkę ze stołu która jednak nie spada dziwisz się że widzisz wszędzie wystraszone twarze ściśnięte bolesnym skurczem jakby coś co jeszcze się nie stało musi nastąpić lada chwila w uszach czujesz pęd pociągu dziwna muzyka ani na moment nie daje ci spokoju wchodzisz w butach na tapczan i depczesz ile sił dużą okładkę z napisem w języku angielskim wokoło widzisz przytulone do siebie postaci prawda rośnie ci w oczach i już nie możesz utrzymać jej wzrokiem chciałbyś mówisz sobie popełnić ot tak samobójstwo ale nie wiesz czy to jest jedyne wyjście dla podtrzymania przelotnego nastroju mówisz wszystkim tajemniczo to już ostatni nasz wieczór ściskasz ręce spocone długim oczekiwaniem czujesz że łza ci się kręci figlarnie w oku mówisz jeszcze coś myśląc inaczej i jeszcze długo mówisz inaczej myśląc wciąż tak samo trudno ci odejść choć zdajesz sobie sprawę iż niczego nie zapomniałeś przypominasz sobie wreszcie że miałeś o czymś pamiętać o czymś bardzo ważnym ciągle jednak nie możesz odejść i plączesz się w swym monologu jak w przydługich zeznaniach patrzysz na fotografię wiszącą w korytarzu przypomina ci kogoś o czym chciałbyś dobrze myśleć kogo chciałbyś szukać zanim tu przyszedłeś jeszcze wywołujesz pewną osobę z tłumu przy drzwiach która była ci kiedyś bardzo bliska jeszcze streszczasz jej w telegraficznym skrócie to wszystko co chciałbyś czego nie możesz słowa plączą się i łamią czujesz że wymyka ci się z rąk ostatnia szansa nawiązania kontaktu z porzuconym światem chwytasz się rękami przedmiotów konstatując swą dziwną ociężałość wracasz do stołu by wypić resztki z kieliszka pozostawionego na jego krawędzi
postacie z twoich snów stoją za twymi plecami nachylają się szepczą nie widzisz ich jedynie czujesz obecność tak wielu wywołujesz ich obrazy magicznym zaklęciem rudowłosy satyr z siekierą w ręku goni za tobą przeskakując nagie ciała kobiet leżące na łące uciekasz przed nimi aleją na końcu której stoi rudowłosy satyr z siekierą w ręku przeskakujesz przez rów z wodą i długo nie możesz dosięgnąć nogami przeciwległego brzegu na którym stoją nagie kobiety machając do ciebie wiotkimi dłońmi wyciągasz do nich ręce oddalają się starasz się chociaż rozpoznać twarze czujesz że lecisz w otchłań przygniatany niewiadomym ciężarem uderzasz mocno o dno pełne wystających korzeni drzew między którymi jesteś bezpieczny i schowany przed wszystkimi widzisz w górze niewyraźne twarze od nich niesie diabelski chichot kulisz się jak pod ciężarem lat dotykasz ręką ściany jest zimna ulica wita cię dzwonkami baniek z mlekiem płyniesz poprzez poranek w miasto zastygłe jak cmentarz wydaje ci się że szukasz czegoś kogoś a może zawsze ci się tak wydaje gdy nie masz przy sobie nikogo w uszach czujesz przeraźliwy świst pociągu przelatujące przez ciebie krzyki tłumu staje przed tobą jakaś postać z oczami wytrzeszczonymi z twarzą kredowo białą widzisz puste ławki w parku pełnym mokrej zieleni siadasz na jednej z nich zapalasz papierosa patrzysz osłupiały na zegarek wita cię zgiełk budzącego się miasta po którym pętasz się bez celu i szukasz czegoś kogoś zatrzymujesz niby znajomych zadajesz im niemądre pytania patrzą na ciebie jak na wariata widzisz ich nagle przed sobą wszystkich wyrosłych jak spod ziemi wśród których stoisz nie mogąc wydobyć z siebie głosu wydaje ci się że stoisz przed umarłymi myślisz o nich że są sędziami twojego czasu wyrafinowani surowi znający wszystko przed czym się uginasz i robi ci się nieswojo jakbyś zdjął całą bieliznę i wyszedł na scenę przed wszystkich znanych ci ludzi
schodzisz po schodach osowiały niosąc ze sobą gorycz i niesmak graniczący z obrzydzeniem jest późno może nawet bardzo późno wiesz o tym i idziesz naprzeciw światłom neonów prosto w zgiełk miasta przed siebie w noc ku jasnym punkcikom nadziei zawieszonym nad domami z których żaden nie jest twój choć tu jest prawdopodobnie twoje miejsce jesteś dziwnie spokojny jakbyś zażył większą ilość środków uśmierzających nie widzisz nic błądzisz jak ślepiec nie odróżniający dnia od nocy nie widzisz cieni wokół ciebie które zatrzymują cię na drodze i nie pozwalają na odwrót dziwisz się jeszcze bardziej znajdując się na ziemi w kałuży krwi wypełniającej ci także usta obrzękłe pełne słonego smaku podnosisz się i znowu upadasz rozumiejąc powoli co się mogło stać kwitujesz to śmiechem który przypomina raczej charkot ranionego zwierzęcia podnosisz się raz jeszcze i zataczając się jak pijany próbujesz dotrzeć do czegoś o co można by się oprzeć migotliwe światła mostu biegną ci naprzeciw idziesz tam na oślep prawie jak ćma do ognia potykając się o własne nogi które wyrzucasz przed siebie niezdarnie opierasz się o barierę i patrzysz tępo w dół na wodę płynącą spokojnie majestatycznie nie możesz się nie śmiać myśląc o swojej sytuacji o upadku z którego chciałbyś się wydźwignąć i odnowić jak po kąpieli w świętej rzece myślisz bezmyślnie o dziewczynie z rozwichrzonymi włosami z twarzą dziwnie bladą podchodzi do ciebie jak zjawa cała w czerni jakby się wybierała na pogrzeb nie starasz się jej odsunąć zresztą nie masz siły śmieje ci się w twarz zalotnie odchyla głowę do tyłu patrzysz zdziwiony w zygzaki tuszu pod oczami widzisz siebie w studni bez dna ocienionej sztucznymi rzęsami myślisz sobie że masz szczęście do kurew i ta myśl cię ponownie rozśmiesza bełkotliwie i nienaturalnie bierzesz ją zawadiacko pod rękę jak całą swoją przeszłość beztrosko i pewnie i słuchasz pieszczotliwych historii o bogatych kochankach alfonsach frajerach aż nagle masz ochotę uderzyć mocno w sam środek zniszczyć podeptać i odejść wyciągasz rękę i poprawiasz jej włosy ruchem zdecydowanym i tak delikatnym że spotykasz wzrok ogłupiały trwożliwy jakbyś obudził zły sen
czujesz szum w głowie ciążącej ci jak samo wspomnienie wypadku budzisz się w nieznanym pokoju i chciałbyś bardzo aby to rzeczywiście był wypadek zbieg okoliczności a nie jak ci się wydaje przeznaczenie rzucenie na kolana przed samym sobą czego nie jesteś w stanie do tej pory zrozumieć i płaczliwie zaprzeczasz konieczności tego wydarzenia patrzysz mrużąc oczy od światła które wpada przez okno na swoją siostrę miłosierdzia zmieniającą ci opatrunki i myślisz że chyba nigdy nie byłeś w podobnie absurdalnej sytuacji daleko od spraw wymagających załatwienia teraz już trochę nieważnych rozmawiasz z osobą doświadczoną spoglądającą na ciebie poprzez wspomnienia równie bolesne jak twoje bardzo dobrotliwie jakby rozumiała wszystkie rozterki niespełnione pragnienia i żądze należące do ciebie i stanowiące ów krąg z którego nie możesz się wyrwać i czujesz nagłą wdzięczność napływającą ci do serca nienaturalną miękkość i ciepło wypełniające cię i otępiające jeszcze bardziej wiesz że możesz się rozkleić zupełnie jak stara baba wypijasz skwapliwie przyniesiony przez nią alkohol nabierając niespodziewanie siły wstajesz gotowy do podjęcia walki przypominając sobie bezwiednie bohatera Cervantesa stoisz w ubraniu gotowy do wyjścia nie mogąc zrobić kroku wszędzie widzisz kocie oczy jakby pobłażliwie patrzące na twoje szamotanie czekasz jeszcze chwilę w nadziei na morały których byś musiał wysłuchać z ironią niepokoi cię brak słów tak ci potrzebnych i nadużywanych zawsze przez ciebie myślisz że dostateczne dużo rozumiesz z tej ciszy drażniącej zmysły i czujesz pewien wstyd i nie śmiesz podnieść oczu i odrzucasz myśl jakoby ta sytuacja cię poniżała kiwasz więc niezgrabnie ręką na pożegnanie i szybko zbiegasz po schodach ciągle widząc nieruchomą postać przy oknie z twarzą szczerą i prostą że nagle wątpisz w całą złożoność pewnych problemów biegniesz ulicą pełną ludzi roztrącasz ich i po raz nie wiadomo który zastanawiasz się w biegu przystając czasami dokąd biegniesz czego kogo szukasz znikasz między budynkami by wyjść po pewnym czasie z kina spokojny tamując wzruszenie jakim poddajesz się z rozkoszą omijasz tłum wielkim łukiem i idziesz przed siebie nic nie widząc dookoła po omacku choć jest biały dzień i deszcz pada mimo woli czujesz że przez chwilę stajesz się inny bogatszy o jeszcze jedną historię których dosyć przechwyciłeś i potraktowałeś jak swoje widzisz się na tle wielkiego gmachu nieokreślonego przeznaczenia wydającego dyspozycje głosem namaszczonym i znaczącym jesteś reżyserem własnych wcieleń choć przeczuwasz że to rozbija twoją jedność czy złożoność na kawałki jeszcze mniejsze i bardziej splątane przenikasz przez miasto jak neutralny fluid nie szkodzący nikomu dobrze ci w środku własnych dramatów przeistoczeń nie zwracasz uwagi gdy zaczepiają cię młode dziewczyny zdziadziały żebrak proszący o wsparcie biegniesz bo inni biegną przystajesz raptownie przed hamującym z trudem autem z którego wyłania się twarz widziana niedawno chciałbyś krzyknąć z taką siłą uprzytamniasz sobie coś wyjmujesz niespodziewanie dla samego siebie zapałki i podajesz ogień w kierunku okna nie czekasz aż wyciągnie papierosa upuszczasz zapałkę spada i gaśnie ogień płonie coraz wyraźniej widzisz poruszające się w nim postaci młodego mężczyznę który wynosi na rękach zemdloną kobietę widzisz jej ciało tak dokładnie jakbyś dotykał piersi włosów przypominasz sobie że miałeś załatwić bardzo ważną sprawę wymijasz szereg aut brzęczących przeciągle i wpadasz w otwarte drzwi czytelni bierzesz do ręki pierwszą z brzegu gazetę i wytrzeszczasz oczy widząc na pierwszej stronie wśród tłumu przerażonych ludzi na peronie bladą twarz dziewczyny okoloną jasnymi włosami o oczach nieruchomych i patrzących na ciebie z bólem i z wyrzutem pytasz siebie kiedy to było i mówisz sobie że wokoło dzieją się rzeczy dziwne
wleczesz się mokrym chodnikiem liczysz kafle przeskakujesz spękane w budce telefonicznej wykręcasz jakiś stary numer i patrzysz bezmyślnie w okno trzymając słuchawkę daleko od ucha słyszysz głos od którego myśli przewracają ci się w głowie chcesz nagie mówić czując ogromny chaos nie możesz powiedzieć nic sensownego słuchasz bezwiednie tamtego głosu spokojnego jakbyś nigdy nie słuchał go między czterema szybami podczas deszczu wieszasz słuchawkę wpół zdania stoisz długo podparty na rękach patrząc na miasto pełne życia tańczące w kolorach w oczach zamiera ci powoli wszelki ruch wychodzisz nie czując tego wcale zaglądasz w głąb wielkich okien na parterze kelner oparty o ścianę i serwetą w ręce fotografia sali rozgadanej i zaśmianej kinkiety abażury czerwono burdelowo otwierasz drzwi jak wrota lamusa gdzie wszyscy są jak umarli już dawno zabalsamowani w czasie mimo woli starasz się myśleć o tym o czym wiesz że jest najważniejsze choć nie masz zupełnie na to siły bujasz w mętnych obłokach w niezrozumiałym dla ciebie bełkocie wyobraźni siadasz przy stoliku jak starzec i przywołujesz tego który zasnął pad ścianą myślisz że wszystko można zacząć od nowa na początek zamawiasz kawę zastygając w fotelu nie widzisz nikogo siebie nie widzisz ale za to masz swój czas mierzony niepewnością i tak zwany ironiczny stosunek do życia nie wiadomo od kiedy i skąd oprócz tego gest jakim dysponują tylko straceńcy i całą głowę mgławic o których dobrze myślisz dziś jest dziś a jutro może mnie nie będzie nucisz sobie fałszywie choć wiesz że kochasz życie tak jak siebie samego więc flirtujesz z całą rzeszą fałszywych proroków jak równy z równym widząc że patrzą na ciebie ci na których nie możesz nawet spojrzeć zamawiasz całą butelkę wina i jak zwykle starasz się podsumować swoje życiorysy byłe i niebyłe wikłasz się jak wątki kryminalne by dojść do radosnych spostrzeżeń o których sądzisz że są ci bliskie jak dzieciństwo kredowo białe prześwietlone wyobrażeniem o sobie samym butelka spada lampiony matowieją korowód cieni przeciska się przez gardło drzwi jesteś bardzo bardzo zmęczony podnosisz butelkę cienie nie wracają wleczesz się ulicą białą od wspomnień omijasz kałuże po których żeglowałeś w szczenięctwie i już wiesz na pewno że nie jesteś takim jakim chciałeś być a jaki jesteś nie wiesz zostało ci może coś z aktora który wychodząc na scenę myli kwestie z innego dramatu wędrujesz jak w malignie po uśpionych dzielnicach myślisz o tych wszystkich których spotkałeś i których nie mogłeś spotkać palisz papierosa spoglądasz na zegarek z nie­do­wie­rza­niem i przerażeniem trzymasz głowę hardo mimo że dostałeś już po niej wątki ci się plączą myśli się kosmacą kelner przynosi ci rachunek o którym zapomniałeś wciskasz ręce w kieszenie i zostajesz pomnikiem o którym myślisz że jest nadbudową stajesz w miejscu jakbyś chciał przypatrzeć się życiu biegnącemu obok ciebie i całą siłą woli starasz się utulić skowyt podchodzący ci do gardła chciałbyś sobie wmówić że jesteś wariatem masz szczególne prawa z tego tytułu głos syreny przenikliwy ponury wyrywa cię z miejsca i niesie przed siebie potrącasz nielicznych przechodniów przeskakujesz kałuże goni cię przeciągły świst hamującego nagle pociągu wiesz już co nagle sobie uświadomiłeś że znasz doskonale dziewczynę o wy­stra­szo­nej twarzy z oczami przerażonymi w których tkwi przestrach całego świata i że teraz biegnie obok ciebie dziwnie wolno falując w powietrzu jak obłok nie starasz się jej pochwycić ręką bo boisz się by jej nie spłoszyć śmiejesz się z własnej wątpliwości biegniesz z pochyloną głową coraz szybciej nie zastanawiając się nad celem pogrążasz się stopniowo w mroku i nagle za­trzy­mu­jesz się na wyrosłym przed tobą murze obsuwasz się na ziemię i przypominasz sobie o czym myślałeś zanim tu dobiegłeś pociąg przejeżdża gdzieś blisko idziesz powoli w stronę gdzie łos­kot przetaczających wagonów jest coraz bardziej ogromny stajesz na wiadukcie czując drga­nie ziemi pod sobą krzycząc jak możesz najgłośniej nie słysząc ani słowa stopniowo łapiesz sens pojedynczych wyrazów głowa pęka ci od wysiłku cichniesz nagle jak człowiek który wydał ostatnie tchnienie chce ci się płakać widzisz nagle wyłaniających się z kłębów dymu ludzi całe tłumy podobne do ciebie biegną ci naprzeciw chce ci się krzyczeć wrzeszczeć z nagłego prze­ra­że­nia wychwytujesz dźwięki nieartykułowane są twoje własne wprawia cię to w go­rącz­ko­wą szamotaninę czujesz że jesteś na krawędzi czegoś co za chwilę przestanie być czymś i polecisz w pustkę zimną i nieprzeniknioną jesteś na granicy obłędu który za chwilę cię przerośnie para oczu wytrzeszczonych strachem patrzy na ciebie z mroku i zdaje się mrugać do ciebie odwracasz się zasłaniasz twarz rękami słyszysz głosy obok siebie które rosną w krzyk tłumu ktoś bierze cię za rękę czujesz ciepło i gorący oddech na skroni patrzysz nieśmiało przez palce widzisz twarz pretensjonalną sztuczną kocie oczy przymrużone kpiące myślisz sobie mam szczęście usta po­ru­sza­jące się to jeszcze nie koniec słyszysz bicie własnego serca mówisz że może zostać tylko i wy­łącz­nie nikt więcej myślisz koniec być może albo początek

Andrzej Milik-Wiśniewski
Warszawa, listopad 1971

Milik-Wisniewski_Mgla_OKLADKA_NWi_sm

 

 

 

Druk: Nowy Wyraz : miesięcznik literacki młodych. 1972, wrzesień, nr 4.
Warszawa : Państwowe Wydawnictwo „Iskry”.

 

 

 

 


powrót do strony poprzedniej


Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha