STS Pogoria – bibliografia adnotowana

Robak, Kazimierz.

Szkoła.pdf.

Glosy

Jest to najpełniej – jak sądzę – przedstawiona historia budowania Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego, która istniała na Pogorii w roku szkolnym 1983/1984, a więc Szkoły pierwszej, pionierskiej. Nauka odbywała sie w czasie 278‑dniowego rejsu „śladami starych kultur”, z Gdyni do Gdyni przez Morze Śródziemne, Kanał Sueski, porty Indii i Sri Lanki, a w drodze powrotnej okrążającym Afrykę.

Swój akces do budowania Szkoły zgłosiłem podczas rejsu antarktycznego Pogorii (1980‑81), gdy Krzysztof Baranowski dyskutował z załogą wstępne założenia i podstawy projektu.
Organizacją rejsu zajmowałem się od października 1982. W gronie organizatorów było nas czterech przyjaciół z antarktycznej podróży: Staszek Choiński, „Geograf” czyli Janusz Kawęczyński, Andrzej Makacewicz i Wojtek Przybyszewski (kolejność alfabetyczna) i ja.

Pracowaliśmy przez rok, od początku zdając sobie sprawę w jak nietypowym przedsięwzięciu bierzemy udział.

Byłem wówczas dziennikarzem i redaktorem w Spółdzielni Pracy Dziennikarzy „Presspol”, którą udało się nam założyć, by uniknąć lustracji i bezrobocia w stanie wojennym. Z tej racji zajmowałem się koordynacją działań całej grupy (podstawowym narzędziem pracy były redakcyjne telefony i dalekopisy) i czymś, co dziś nazywa się PR. Wtedy nazwałem tę funkcję „kierownik sekretariatu Szkoły Pod Żaglami” – i tak już zostało.

Roboty z ogarnięciem tego wszystkiego było tyle, że, gdyby nie pomoc Wojtka Przybyszewskiego, nie wiem, czy bym podołał. Samych listów od uczniów i uczennic jest w archiwum Szkoły grubo ponad trzy tysiące, przy łącznej liczbie około dwóch i pół tysiąca korespondentów. Kopie podań, listów i dokumentów wypełniły pięć grubych segregatorów u nas i trzy u mieszkającej w Anglii Valerie Lintott, która prowadziła korespondencję zagraniczną. Tylko z morza, na ogólną liczbę wysłanych 5 054 przesyłek listowych, trzy tysiące stanowiła poczta sekretariatu. Sądzę, że przy tej skali przedsięwzięcia, powinniśmy wysłać około tysiąca listów więcej, było nas jednak za mało.
Listy te przekładały się również na wartości wymierne: jeden z uczestników konferencji prasowej w Aleksandrii „załatwił” nam półdarmowe przejście przez Kanał Sueski; zorganizowanie na Pogorii placówki pocztowej oszczędziło kilka tysięcy dolarów na znaczkach pocztowych – i tak dalej.

Wszystkie dokumenty przechodziły przez moje ręce. Były wśród nich pisma oficjalne (i mniej oficjal­ne :), artykuły i polemiki prasowe, teksty informacyjne – wymieniać można długo. A była to tylko część pracy sekretariatu: trzeba też było chodzić do urzędów, załatwiać, interweniować, wypełniać, składać podania o wizy (wówczas, gdyby nie zrobić tego zbiorczo, połowa załogi żadnych wiz by nie miała).

To, o czym teraz piszę, jest tylko wymienianiem kolejnych punktów harmonogramu działań, w sumie zwyczajnego i normalnego. Za to niesłychana i nieprawdopodobna – nawet przy uodpornieniu na absurdy PRL‑owskiej rzeczywistości i erupcje ludzkiej zawiści – była treść te punkty wypełniająca. I to ona przede wszystkim wymagała opisu.

Po rocznej pracy przyszedł etap żeglugi. Znów: to, co działo się na pokładzie, było o wiele bardziej interesujące (przynajmniej dla mnie) od egzotycznego świata przesuwającego się za burtami Pogorii. Nie dość tego: my – „antarktyczna piątka” zwana przez załogę „Układem Warszawskim” – którzy początkowo sądziliśmy, iż uderzanie głową w mur indolencji skończyło się wraz z minięciem główek gdyńskiego portu, zostaliśmy dość gwałtownie wyprowadzeni z błędu zaraz po wypłynięciu.

Dlatego we wstępie napisałem:

Nie jest to książka żeglarska ani marynistyczna. Morze i żagle, żaglowiec i żegluga są w niej jedynie tłem, czy – jak kto woli – scenografią. Jest to częściowo zbeletryzowany zapis dokumentalny tego, jak robi się rzeczy nietypowe tam, gdzie obowiązuje zasada kolektywnego piekła, w którym wszyscy pilnują się nawzajem.
Zawiodą się ci, którzy szukać będą reportażu z podróży, bo brak tu tekstów, które znajduje się w przewodnikach turystycznych. Za to, zamiast kolorowej wycieczki, znaleźć można bezustanne –na lądzie i na morzu – uderzanie głową w beton.
Oczywiście: działo się to w PRL‑u, więc co młodszy czytelnik może jedynie z politowaniem wzruszyć ramionami: ba, wtedy! Jednak, piekło owo nie jest związane z żadnym systemem, istnieje nieprzerwanie i wciąż ma się całkiem dobrze. Dlatego należy wybaczyć młodości jej niecierpliwość i traktować tę opowieść również jako ostrzeżenie.

 

Szkołę napisałem w roku 1985. Składała się z trzech części: I – Mechanizmy, II – Ludzie, III – Daty, liczby, fakty.

Część pierwsza „Mechanizmy” (71 stron) opowiada z detalami o tym, jak wyglądały przygotowania do rejsu. To jest właśnie to, czego nie znajdziecie w relacji Kapitana, czemu się nie dziwię, bo to on stał wówczas pod pręgierzem i zbierał największe cięgi, z których odebranie mu prawem kaduka przez Urząd Morski uprawnień kapitańskich na miesiąc przed wypłynięciem wcale nie było szykaną najdotkliwszą.

Część druga „Ludzie” (216 stron) zaczyna się 7 września 1983 od zapisu w dzienniku jachtowym „początek rejsu”, a kończy 10 czerwca 1984 zapisem „Zakończenie rejsu zapisano na 1500”.
Składają się na nią m.in. obszerne fragmenty listów i pamiętników, udostępnionych uprzejmie po rejsie przez uczniów i ich rodziców. Część ta jest mozaiką ułożoną z wypowiedzi ok. piętnastu narratorów – w ich gronie jestem i ja, bo cytowałem też zapiski własne.
Dokładne przeczytanie ogromnego zbioru materiałów uczniowskich oraz setek dokumentów i artykułów prasowych, wybór fragmentów i przygotowanie ich do druku wziął na siebie Wojtek Przybyszewski. W cytatach poprawialiśmy jedynie błędy ortograficzne oraz interpunkcję, opuszczaliśmy też lub zmieniali, imiona i nazwiska autorów wykorzystanych fragmentów oraz załogi (poza naszymi).

Część trzecia „Daty, liczby, fakty” (47 stron) jest zbiorem danych statystycznych, spisem dat i wydarzeń (wizyty, wycieczki itd.), przeglądem najważniejszych dokumentów (m.in. finansowych), zarysem późniejszych dziejów uczniów i samej Szkoły. Zawarta jest tam także – najpełniejsza jak dotąd – biblio- i filmografia pierwszej Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego.

 

Opisywałem momenty drastyczne, które przez wrażliwszych mogą i dziś być uważane za wstydliwe i jako takie wymagające przemilczenia. Była to jednak historia nie tylko samej idei, ale i żywych ludzi, z ich złożonymi charakterami nie wolnymi od słabostek i ułomności, cechujących zazwyczaj silne osobowości – bo przecież tylko tacy ludzie mogli Szkołę zorganizować, doprowadzić do pomyślnego końca i w tej Szkole wytrwać!

Szkoła znalazła uznanie i została zatwierdzona do druku w jednym z większych polskich wydawnictw (nie związanych z żeglarstwem). Miała być wydana w 1986 r. w nakładzie 20 tys. egzemplarzy.

okladkaSzkolaCenzura2_sm2 

Wydanie to nie doszło do skutku, z przyczyn ode mnie niezależnych, choć dobrze mi znanych i wskutek działań równie dobrze znanych mi osób. Książka została zdjęta z maszyn drukarskich. Wydawnictwo wypłaciło 100% honorarium i zrzekło się wszystkich praw autorskich, bylebym tylko szybciej znikł z horyzontu. Temat okazał się za gorący, a chytry (jak mi się wcześniej wydawało) manewr, by drukować u edytora z żeglarstwem nie związanego, w ostatniej chwili spalił na panewce.

Wydaliśmy Szkołę wówczas (1986) własnym sumptem w niewielkim nakładzie.
Dziesięć lat później przygotowałem następne wydanie, dodając jedynie rozwinięcia skrótów i wyjaśnienia niektórych realiów, już wtedy brzmiących egzotycznie i niezrozumiale (kto z młodszych Czytelników potrafi rozwinąć skrót GKKFiS?). Wydania pierwsze i drugie są wyczerpane i nieosiągalne.

W 20. rocznicę powstania oryginału (2005) wydałem Szkołę po raz trzeci, tym razem na CD. Pierwsi czytelnicy sądzili, że płytka w pudełku zawiera film i pakowali ją do odtwarzacza, co spowodowało modyfikację tytułu na Szkoła.pdf.

14_Robak_Kazimierz_Szkola_CD_2005_WKR 

Tekst podstawowy pozostał niezmieniony. Rację miał Borges, który we wstępie do jednego ze swych utworów napisał: Złagodzenie [tych stronic] byłoby równoznaczne z ich zniszczeniem, dlatego wolę tym razem powołać się na sentencję quod scripsi, scripsi (Jan, 19, 22) i wydrukować je ponownie, po upływie dwudziestu lat, bez zmian.[1]
Uzupełniłem jednak po raz kolejny wyjaśnienia i przypisy, uznałem też za konieczne określenie czasu ich wprowadzenia.

Część czwarta „Album rodzinny” (177 stron) – historia pierwszej Szkoły Pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego opowiedziana po raz wtóry za pomocą fotografii (178) i krótkich komentarzy – powstała w 2005 roku.

Dodatki (128 str). Na ich wprowadzenie pozwoliła forma elektroniczna, dająca możliwość nieograniczonej objętości.
Są w nich m.in. moje teksty i artykuły artykuły o dalszych losach Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, ale i broszura wydana z okazji 20-lecia rejsu (uwzględniona w tej bibliografii osobno)

Całość ma kilka epilogów. Pierwszy, z 1985, zamknięty jest akapitem:

Tak oto kończy się ta historia, której scenariusz układało życie. Czy będzie miała ciąg dalszy – pokaże przyszłość, choć autorzy sądzą, iż z jej treści jednoznacznie wynika nadzieja, że znajdzie się wreszcie ktoś na tyle odważny, by zapalić stałe zielone światło przed taką formą edukacji, jaką zaproponowała Szkoła, a Kapitanowi wręczyć, jeśli nie medal z napisem Sapere auso, to przynajmniej medal Komisji Edukacji Narodowej.

W drugim, pisanym w 1995 r., dodałem:

Krzysztof Baranowski – wciąż bez medalu Sapere auso – siwieje i dalej boryka się z losem, który jednak sam sobie wybrał. Czas pokaże, jak rozwiną się kolejne inicjatywy, napędzane wyłącznie entuzjazmem Krzysztofa i garstki jego przyjaciół i współpracowników. Czy komukolwiek w tym kraju – poza nimi – zależy jeszcze na wartościowych młodych ludziach, których wychowało morze.

A później dopisywałem kolejne części.

2012:

Krzysztof Baranowski walczy nieustannie, a z nim owa przysłowiowa garstka przyjaciół i współpracowników. Im – zależy. Kandydatkom i kandydatom – też. Niestety – wciąż jest to inicjatywa indywidualna. Tych, którzy Pospolitą Rzeczą władają, ta sprawa nie obchodzi.
Medal
Sapere auso („temu, który odważył się być mądry”) wręczył w 1771 r. król Stanisław August Poniatowski księdzu Stanisławowi Konarskiemu, założycielowi Collegium Nobilium, za podjęcie reformy sarmackiego szkolnictwa. Tego medalu – wspomnianego metaforycznie – Krzysztof Baranowski, rzecz jasna, dostać nie mógł. Przez te wszystkie lata nie dostał jednak nawet medalu Komisji Edukacji Narodowej, przyznawanego przez kolejne ministerstwa zajmujące się oświatą, mimo że spełnia z naddatkiem wszelkie kryteria uprawniające go do otrzymania tego najwyższego w szkolnictwie polskim odznaczenia.

2013:

Za sprawą Krzysztofa Baranowskiego powstały dwa żaglowce: PogoriaFryderyk Chopin.

Oba miały służyć za siedzibę Szkoły Pod Żaglami dla najlepszych. Oba teraz wożą młodzież za pieniądze, bo przecież ich armatorzy z czegoś utrzymać je muszą.

Kapitan wykazuje niewiarygodny optymizm, determinację i konsekwencję działania. Zbiera pieniądze na trzeci żaglowiec. Nieprzerwanie, przez trzydzieści z okładem lat, stuka w drzwi instytucji i ministerstw odpowiedzialnych za polską edukację. Ze skutkiem wiadomym.

Fundusze na Szkoły Pod Żaglami, które Krzysztofowi Baranowskiemu udaje się jednak od czasu do czasu zorganizować, pochodzą od sponsorów prywatnych. Z którymi – samo życie – bywa różnie. Ot, teraz na przykład posypała mu się Szkoła planowana na semestr jesienny 2013: sponsor się wycofał i z czterech miesięcy na pokładzie zrobiły się dwa.

Dobre i to, ale ręce opadają. Zwłaszcza, gdy pomyśleć, że Krzysztof Baranowski z punktu widzenia rządu powinien być uznany za wywrotowca. Jego działania są bowiem dla kolejnych ekip rządzących kompromitujące. Dowodzą jasno, że przez te trzy dekady, poza wspomnianymi już wyjątkami, nikogo – ale to NIKOGO – na szczeblu państwowym w najmniejszym stopniu nie interesuje programowe wychowywanie obywateli LEPSZYCH, bo „odgórne” myślenie jest proste: lepsi i tak jakoś sobie dadzą radę, więc po co głowę zawracać i pieniądze marnować.

Optymizm wciąż ma w sobie Krzysztof Baranowski. Ma nadzieje na przyszłość Krzysztof „Młodszy” Grubecki absolwent pierwszej Szkoły, dziś pływający z młodzieżą jako kapitan Pogorii. Tchną optymizmem współpracownicy Kapitana i jego sympatycy.

Chciałbym bardzo, żeby mieli rację.

 


[1] Borges, Jorge Luis. Powszechna historia nikczemności. Warszawa, PIW, 1976; str. 6.

Kazimierz Robak
28 grudnia 2015


Powrót do: ► Robak, Kazimierz. Szkoła.pdf.

 

Powrót do: STS Pogoria – bibliografia adnotowana – spis wydawnictw zwartych

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha