Marek Słodownik

Kuba

Dla żeglarzy i sympatyków żeglarstwa jest postacią kultową, bo w epoce siermiężnego socjalizmu potrafił skutecznie rywalizować z najlepszymi żeglarzami na świecie, do tego na jachtach własnej konstrukcji i budowanych w Polsce. Od czasu jego największych sukcesów żaden z polskich żeglarzy nawet w marzeniach nie zbliżył się do sukcesów Kuby.
8 lipca 2015 mija 10. rocznica jego śmierci.

Kazimierz "Kuba" Jaworski, 1973Kazimierz „Kuba” Jaworski (1973)
fot.: Marek Czasnojć

Kazimierz Jaworski urodził się 17 października 1929 roku w miejscowości Augustowo pod Bydgoszczą. Z żaglami zetknął się tuż przed wojną, kiedy żeglował na jeziorze Głęboczek. Podczas wojny rodzinę wysiedlono: Jaworscy przenieśli się do Krakowa, ale zaraz po wyzwoleniu Kuba trafia do Gdyni. Żeglował w tamtejszym klubie Związku Walki Młodych „Zryw”, spotkał Juliusza Sieradzkiego, konstruktora Omegi, pracował w jego warsztacie remontowym. W roku 1946 przeprowadził się do Krakowa i został członkiem tamtejszego Jachtklubu „Szkwał”. Od roku 1948 był członkiem Jachtklubu „LPŻ”, w latach 50‑tych startował wielokrotnie w regatach, głównie w klasach Omega, H i Finn. W latach 1959‑60 był jednym z założycieli „SKS Cracovia” a także pierwszym prezesem i późniejszym sekretarzem Krakowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

Żeglarstwo szybko stało się jego pasją, choć na wyniki musiał jeszcze poczekać. W tym czasie próbował pogodzić naukę ze sportem: studiował kolejno na Wydziale Prawa UJ, potem przeniósł się na rolnictwo, by studiować także na Politechnice. Żagle jednak wygrały.
Ciągnęło go nad morze i w roku 1960 przeniósł się do Szczecina. Po skończeniu kursu radiooficerów próbował zaciągnąć się na statek Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „Gryf” w Szczecinie, ale nie dostał pozwolenia na pracę ze strony tzw. czynników i pracował ostatecznie jako radiooperator w rozgłośni Szczecin‑Radio.
Nie był wielkim entuzjastą zmian ustrojowych po wojnie i nie krył się ze swymi poglądami, a to nie zawsze podobało się władzom. Szybko zdobył patent jachtowego kapitana żeglugi wielkiej i na przełomie lat 1961‑1964 pracował jako instruktor żeglarski w Zarządzie Wojewódzkim LOK, ponadto w latach 1964‑65 był kierownikiem szkolenia żeglarskiego w Centralnym Ośrodku Żeglarskim w Trzebieży. Znajomi z tamtego okresu wspominają Kubę jako szefa bardzo skrupulatnego, pilnującego z niezwykłą pieczołowitością regulaminów, ale zarazem człowieka o wielkim autorytecie wśród kadry i kursantów. Na rejsy zagraniczne wówczas nie pływał, bo miał stałe problemy z uzyskaniem paszportu.

W połowie lat sześćdziesiątych spotkał przypadkowo dyrektora stoczni jachtowej Edmunda Bąka i kontakt ten zaowocował propozycją pracy. Nie od razu jednak trafił do biura konstrukcyjnego; początkowo zajmował się szkoleniem zawodowym uczniów, następnie pracował w dziale kontroli jakości.
Czekał jednak spokojnie na swoją szansę, a kiedy ją dostał, nie odpuścił – zawsze taki był. Został ważną postacią zespołu projektantów kierowanego przez Czesława Gogołkiewicza, potrafił wkomponować się w zespół indywidualności, choć sam także był wielką osobowością.

Jako członek zespołu projektowego Stoczni Jachtowej im. Teligi zadziwiał śmiałością projektowanych rozwiązań, które jeszcze dziś, po tylu latach, uznawane są za awangardowe. Kształty dziobów, układ zsynchronizowanych płetw sterowych, kształt kadłuba, założenia ergonomiczne – dziś podobne rozwiązania spotkać możemy na wielu jachtach, ale prekursorem tych zmian był właśnie Kuba Jaworski.
Jako jeden z nielicznych współczesnych mu żeglarzy sam żeglował na jachtach, których był twórcą i każdorazowo miał okazję samodzielnie testować wyniki swojej pracy.
Łączył pracę zawodową ze startami regatowymi. Został Mistrzem Polski w klasie Folkboat, aby następnie przesiąść się na większe jednostki. Niespokojny duchem na co dzień, stale poszukiwał i nie zwalniał tempa, wciąż stawiał sobie nowe wyzwania. Przez kilka kolejnych sezonów jego nazwisko stale pojawiało się na czołowych miejscach w regatach morskich. Został Mistrzem Polski w klasie RORC w latach 1969 i 1970 na Enifie, Mistrzem Polski w klasie II IOR w latach 1971, 1973 i 1974 na Ogarze, Mistrzem Polski w klasie I IOR na Spanielu w 1976 i w 1977 roku. Aż ośmiokrotnie został Mistrzem Polski w klasach morskich.

Kazimierz 'Kuba' Jaworski i Jerzy Siudy, 1971 Kazimierz „Kuba” Jaworski i Jerzy Siudy (1971)
fot.: Marek Czasnojć

 

W roku 1972 zwodowano Poloneza dla Krzysztofa Baranowskiego, który startował w IV edycji regat OSTAR.

1970-te_sy_Polonez_Archiwum_PZZ_as/y Polonez
fot.: Arch. PZŻ

Kuba, będąc współkonstruktorem jachtu, płynął z nim na start do Plymouth, a podział prac na jachcie był bardzo czytelny. Krzysztof przygotowywał wszystkie posiłki, a Kuba pracowicie po nich zmywał. Na miejscu podglądał na miejscu rozwiązania techniczne rywali polskich żeglarzy i zdecydował, że w kolejnych regatach, w roku 1976, wystartuje także on – na jachcie swego projektu.
Stał się konstruktorem wiodącym nowego projektu – jachtu Spaniel.
Nazwano go Taurus S jako rozwinięcie projektu wcześniej budowanego seryjnie jachtu, ale tak naprawdę była to zupełnie nowa konstrukcja. Przyczyną takiego rozwiązania był zawiły system przepisów związanych z obrotem z krajami „drugiego obszaru płatniczego”, co oznaczało konieczność wyasygnowania na budowę licznych środków dewizowych. Dzięki takiemu zabiegowi jacht powstawał ze środków zgromadzonych na fundusz rozwoju w miejsce wdrożeń, co spowodowało, że ówczesnym gorsecie przepisów gospodarczych mógł w ogóle powstać. Była to jednostka bardzo zaawansowana technologicznie, a wiele z jej rozwiązań szczegółowych pojawia się na jachtach regatowych po dziś dzień.

Kuba wystartował w regatach OSTAR w roku 1976. Jego przeciwnikami byli m.in. Alain Colas na Club Méditerranée, Eric Tabarly na swym Pen Duicku VI, Mike Birch na trimaranie The Third Turtle i Tony Bullimore na Torii.
Po zażartej walce trwającej prawie 25 dni Kuba dotarł na metę w Newport jako czwarty, a w swojej klasie uległ tylko trimaranowi Bircha. Wówczas jachty jedno- i wielokadłubowe klasyfikowane były w jednej klasie, a wyróżnik stanowiła wyłącznie długość kadłuba. Tabarly, płynący na jachcie prawie dwukrotnie dłuższym, był nie do doścignięcia.

Kuba za rufą zostawił prawie 130 jachtów, ale w kraju nie wszyscy docenili jego sukces. Przecież nie wygrał… Za ten wyczyn otrzymał jednak tytuł „Żeglarz Roku 1976” i „Srebrny Sekstant”, w kraju fetowany był przez kilka kolejnych miesięcy i zdobył niezwykłą popularność. Podczas publicznych występów był nieco wycofany, co wielu obserwatorów przyjmowało jako wyniosłość. Kuba nie był przygotowany na taki sukces i jako osoba nieśmiała miał z tym problem. Po latach przyznał, że na swym jachcie stosował „tajną broń”: specjalne gumowe wysięgniki, do których pompował ręcznie wodę. Poprawiały one stateczność jachtu, a więc efektywność niesionego ożaglowania. Wykorzystał lukę w przepisach, ale nie chwalił się tym rozwiązaniem. W końcowej fazie regat, przy kanadyjskim brzegu zaryzykował i popłynął po płyciznach zamieniających się w miejsce do żeglowania tylko podczas przypływu. Z duszą na ramieniu, bo wody pod kilem było niewiele, żeglował oszczędzając dystansu pokonywanego przez rywali. Kuba nie bał się ryzyka, ale był świadomy zagrożenia. Gdyby mu się wówczas nie udało, zapewne byłby to jego ostatni start w dużych regatach.

Po powrocie do Polski był wielokrotnie pytany, czy popłynąłby w rejs dookoła świata. Zawsze zaprzeczał – dla niego ważna była rywalizacja i wynik, poza tym nie znosił samotności.
Kuba, doskonały gawędziarz, świetny kompan do rozmów, do snucia najbardziej niemożliwych planów z umiejętnością ich realizowania sam na jachcie w długim rejsie? To niemożliwe. Zawsze lubił rejsy załogowe, w pojedynkę startował niejako z konieczności.

W kolejnym sezonie, 1977, startuje w regatach Admiral’s Cup w składzie polskiej drużyny.
Jak twierdził, było to jego najgorsze doświadczenie w długoletniej karierze żeglarskiej. Ekipa polska zajęła siedemnaste miejsce na dziewiętnaście startujących, ale całość przygotowań i pomysł startu na takich jachtach (Spaniel, HajdukBumerang) uznać należało od początku jako niedorzeczny. Dość powiedzieć, że Polacy, jako jedyny zespół, mieszkali i gotowali na jachtach, a dodatkowe wyposażenie z łódek składowali na pomoście pod brezentem. Celem była promocja nowych jachtowych konstrukcji i zainteresowanie nimi tamtejszego rynku. Zakończyło się klapą, ale nie z winy żeglarzy.

Ten sam sezon 1977 przyniósł również start w pierwszej edycji regat Mini‑Transat na Atlantyku: w gronie osiemdziesięciu jachtów Kuba zajął drugie miejsce na jachcie Spanielek francuskiego konstruktora Gilberta Caroffa przy znaczącym współudziale Kuby.
Była to jednostka rewolucyjna pod względem koncepcji, pozbawiona grotżagla, co było powodem wielu żartów rywali na starcie. Kiedy Kuba na Teneryfę dotarł na miejscu 9., śmiechy ucichły, a w drugim etapie Polak pokazał, że w tych szerokościach żeglowanie bez grota nie jest złym pomysłem.
Spanielek pod dowództwem Kuby osiągnął znakomity rezultat. Regaty przegrał o 11 godzin, trzeciego na mecie wyprzedził o godzin 14. Francuska prasa podkreślała nieco szczęśliwe zwycięstwo Daniela Gilarda na Petit Dauphin, ale komplementowała niezwykle wyczyn nieznanego Polaka. Budowany w ekspresowym tempie jacht miał tak wiele nowatorskich rozwiązań, że jeszcze przez lata wiele z nich kopiowano. Był to jacht bez grota, z podwójnymi, sprzężonymi płetwami sterowymi, o charakterystycznych przekrojach części podwodnej kadłuba zbliżonych do koła i dużych slegach poprawiających stateczność kursową.
Za ten wyczyn Kuba uhonorowany został tytułem „Żeglarz Roku 1977” w plebiscycie Głosu Wybrzeża.
Nie wszystkim podobał się ten sukces. Narzekano, że to jacht francuski, chociaż Kuba żeglował pod polską banderą, że Kuba sprzedał się Francuzom, że wykorzystuje prywatnie sukcesy polskiego przemysłu jachtowego. Absurdalne zarzuty nie milkły, a tymczasem Jaworski robił dalej swoje. Zaciągnął się jako pierwszy jako I oficer na motorowy jacht Mazurka należący do amerykańskiego milionera, za co spadły na niego kolejne gromy. Zarabiał na życie, ale nieżyczliwi mu rozgłaszali wieść, że zrezygnował z przygotowań do kolejnych regat OSTAR, bo ważniejsze są dla niego zarabiane dolary.

Kolejny sezon poświęcił na przygotowanie nowego jachtu do kolejnych regat OSTAR, planowanych na rok 1980. Powstaje Spaniel II – najlepszy jacht regatowy, jaki dotychczas w Polsce zbudowano.

1979-08-25_Spaniel_II_stawianie_bandery

Wystartował w regatach i zajął w „generalce” szóste miejsce, ale wyprzedziły go tylko wielokadłubowce. W jednokadłubowcach był bezapelacyjnie najlepszy i to pomimo zawinięcia do Kanady z powodu awarii sztagu.
Spaniel II został sklasyfikowany jako 4 jacht w klasie Gipsy Moth (44‑56 stóp długości całkowitej). Po latach Kuba wspominał, że jako osoba nie lubiąca gotować na jachcie, przygotował jeszcze w porcie wielki gar spaghetti z sosem pomidorowym i to danie stanowiło podstawę żywienia przez prawie całe regaty. Sen odłożył na czas po regatach, toteż do Newport dotarł potwornie zmęczony, ale szczęśliwy. Uzyskał doskonały wynik, ale w Polsce oceniono, że znowu nie wygrał… Nagrody „Rejs Roku” nie dostał, uhonorowano nią Henryka Jaskułę za wokółziemski rejs non-stop.

Wydawało się, że Kuba ma wreszcie jacht, na którym najlepszy może być nie tylko w Polsce. Szwajcarzy wymyślili cykl imprez, które składać się miały na Mistrzostwa Świata. Co roku jedna ważna impreza, a dla zwycięzcy olbrzymia nagroda finansowa. Kuba miał szansę w tej rywalizacji odegrać czołową rolę. Wracając do kraju po OSTAR wpłacił wpisowe do kolejnej imprezy, planował niezbędny remont jachtu.

1980_Kazimierz_Kuba_Jaworski_po_powrocie_z_OSTAR_80_Archiwum_PZZKazimierz „Kuba” Jaworski po powrocie z OSTAR ’80
fot.: Archiwum PZŻ

Kiedy Spaniel II wrócił do Polski, na kei nie czekali jednak oficjele z kwiatami i gratulacjami, ale związkowa komisja inwentaryzacyjna, która sprawnie policzyła elementy wyposażenia i zaplombowała jacht. Spaniel II został wystawiony na sprzedaż – wbrew protestom Kuby, Polski Związek Żeglarski pozostał nieugięty, ponieważ pilnie potrzebował pieniędzy. Przez cały sezon 1981 Kuba walczył o prawo do startów, PZŻ szukał nabywcy, a jacht kiwał się bezczynnie na cumach. W końcu kupiec znalazł się w Związku Radzieckim, jacht sprzedano za milion dolarów, co – jak wówczas powiadano – uratowało finanse Związku.

2003_Spaniel_II_Gdynia_fot_Marek_SlodownikSpaniel II pod łotewską banderą (Gdynia, 2003)
fot.: Marek Słodownik

 

Spaniel II już nigdy nie stanął na starcie poważnych regat a Kuba został bez jachtu i bez nadziei na starty w kolejnych imprezach. Próbował walczyć, ale zbywano go. Szybko zrozumiał, że nie jest już potrzebny. Zajął się biznesem… Prowadził pod Szczecinem firmę produkującą elementy z żywic poliestrowych, głównie na eksport do Niemiec: pojemniki do segregacji odpadów, ale także zjeżdżalnie i urządzenia rekreacyjne. Z żeglarstwem kontaktu nie stracił, ale na starcie poważnych regat nigdy już nie stanął. Pływał wyłącznie turystycznie, w rodzinnym gronie bądź z przyjaciółmi. Wspierał dom dla dzieci niepełnosprawnych w Szczecinie, bywał na corocznych imprezach sportowych tam organizowanych. Od czasu do czasu pojawiał się na imprezach żeglarskich rozgrywanych w Polsce, zawsze budząc życzliwe zainteresowanie młodych adeptów żeglarstwa. Przez ostatnie lata zmagał się z chorobą nowotworową; walczył, ale nie miał szans, zmarł 8 lipca 2005 roku mając 76 lat.

Jaki Kuba był prywatnie?
Wspomina go żona, pani Elżbieta Modrzejewska‑Jaworska.

W domu nie opowiadał zbyt wiele o żeglarstwie. Wiedział, że domowników nie zawsze to interesuje. Otwierał się bardzo w towarzystwie swoich kolegów z którymi żeglował, wtedy opowieściom nie było końca. Lubił kobiety, miał do nich ogromny szacunek, ale na jachcie preferował mężczyzn. Oczywiście czasami zdarzało mi się z Nim żeglować, ale były to tylko rekreacyjne krótkie wyprawy i to tylko po jeziorze. Szanowany w środowisku żeglarskim za wiedzę i osiągnięcia. Był lubiany, myślę, że nie miał wrogów. Miał niesamowitą zdolność w dogadywaniu się z ludźmi w każdym wieku. Przyjaźnił się z żeglarzami, czytał książki, czasopisma żeglarskie. Śledził wszystko, co z tym było związane, tak w kraju jak i za granicą.
Wypoczywał czynnie, czyli żeglując – rok przed śmiercią żeglował w Chorwacji, wcześniej na Bornholm. Lubił północ Europy; Norwegia, Szwecja – tam spędzał wakacje upajając się widokiem norweskich fiordów.
Do końca jeździł na nartach, świetnie pływał. Generalnie interesowała go każda dziedzina sportu.
Pozostawił po sobie mnóstwo pamiątek, nagród, dyplomów, zdjęć, rysunków jachtów. Część tych zbiorów przekazałam do Książnicy Pomorskiej.
Napisał wspaniałą książkę „11.40 GMT – Newport, która pozostanie po nim na zawsze. Nie pamiętam, aby szczecińskie kluby wykorzystywały jego doświadczenie.

Jaworski_Kazimierz_Kuba_1140_GMT_Newport_1980

Jaworski_Kazimierz_Kuba_Zegluj_sam_1984_arch_Andrzej_Androchowicz

 

 

 

 

 

Jaworski, Kazimierz. 11. 40 GMT – Newport. Kraków : Wyd. Literackie, 1980.
Jaworski, Kazimierz. Żegluj sam. Szczecin : Szczecińskie Wyd. Prasowe : Redakcja „Morza i Ziemi”, 1985.

 

 

 

 

Kuba był dla mnie postacią wyjątkową. W dużej mierze dzięki niemu zainteresowałem się wielkimi regatami, bo kiedy zaczynałem żeglować on odnosił największe sukcesy. Byłem na spotkaniu w warszawskim klubie Empik na Ścianie Wschodniej, kiedy prezentował on slajdy z regat OSTAR. Ścisk panował niemiłosierny, każdy chciał zadać pytanie kapitanowi.
Osobiście poznałem go pod koniec lat 90‑tych, kiedy bywał co roku w Gdańsku na ceremonii wręczania nagród „Rejs Roku”. Miałem ogromną tremę, kiedy usiłowałem namówić go na długi wywiad. Zgodził się, umówiliśmy się w Szczecinie. Kiedy dotarłem na miejsce, poświęcił mi kilka godzin opowiadając różne historie ze swej żeglarskiej biografii i odsłaniając wiele tajemnic. Wszystko skrzętnie nagrałem, a kiedy skończyliśmy rozmowę, powiedział, że zgadza się na publikację rozmowy dopiero po swojej śmierci.

1999_Kazimierz_Kuba_Jaworski_fot_Marek_SlodownikKazimierz „Kuba” Jaworski (1999)
fot.: Marek Słodownik

Ostatni raz spotkaliśmy się w Szczecinie na ceremonii powitania jachtu Stary wracającego z rejsu dookoła Ameryki Południowej. Kuba miał problemy z poruszaniem się, ale wypłynął na jednym z jachtów na powitanie młodej załogi. Nie chciał zabrać głosu na uroczystości, był wycofany, skrępowany, ale wciąż bardzo życzliwy. Pamiętał o naszej rozmowie sprzed lat i umowie dotyczącej wywiadu.

Kazimierz_Kuba_Jaworski_&_Jerzy_Siudy_fot_Marek_SlodownikKazimierz „Kuba” Jaworski i Jerzy Siudy
fot.: Marek Słodownik

To zaskakujące, jak niewiele pozostało z jego dorobku. Stocznia im. Teligi przestała istnieć w 1997, pierwszy Spaniel zatonął z październiku 1981 na Morzu Północnym, drugi okazjonalnie przypływa do Polski na zloty żaglowców prezentując banderę łotewską, po Spanielku ślad się urwał.

 2003_Spaniel_II_pod_lotewska_bandera_zlot_zaglowcow_Gdynia_fot_Marek_SlodownikSpaniel II pod łotewską banderą (Gdynia, 2003)
fot.: Marek Słodownik

Dla pokolenia dzisiejszych 50‑latków i starszych Kuba pozostaje postacią legendarną. Młodzi często nie wiedzą, że już 40 lat temu mieliśmy w Polsce żeglarza, który bez kompleksów walczył z najlepszymi, jak równy z równym.

 

Marek Słodownik
Źródła zdjęć:
Archiwum PZŻ, Marek Czasnojć, Marek Słodownik


 

Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha