Maria Kulak

Żeglowania ciąg dalszy

Jest to część druga tekstu Marii Kulak.
Tu przeczytacie część pierwszą – „Poczuć coś więcej”.

 

Opowiadanie o załodze i tym, co się działo podczas dwumiesięcznego rejsu ze Szkołą Pod Żaglami, musiałabym podzielić na dwie części: ląd i woda.

01_2013-10-18_DSCN1373_lev_crop_sm_fot_Maria_Sachaj_arch

Kiedyś usłyszałam opowieść o dwóch braciach, którzy byli marynarzami. Za każdym razem, gdy we dwójkę schodzili ramię w ramię na ląd, przekraczając trap zaczynali straszliwą kłótnię, która zwykle kończyła się bójką w pobliskiej tawernie. Jednak po powrocie na statek wszystko szło w niepamięć: wybierając cumy i rozwijając żagle całkowicie zapominali o wcześniejszej waśni. Pomagali sobie, nie żywiąc urazy, tak jakby nic się nie zdarzyło. Na pokładzie zawsze byli braćmi przez wielkie „b”, nierozłączni i oddani sobie w każdej sprawie. I tak było zawsze. Dokądkolwiek by nie przybyli, w każdym zakątku świata i na każdym statku, zawsze działo się to samo. Ląd poróżniał ich po to, by morze mogło połączyć.

Gdy po raz pierwszy usłyszałam tę historię, nie zrozumiałam jej, wydawała mi się oderwaną od rzeczywistości opowiastką. Dopiero poznając specyfikę życia na statku zrozumiałam, jak wiele ta prosta opowieść mówi o ludziach morza, o tym, co dzieje się z człowiekiem rzuconym na bezmiar wód w małej łupinie. Nie chcę tutaj oczywiście powiedzieć, że wraz z całą załogą odbywaliśmy bójki w każdym porcie. Wcale nie o to chodzi w tej historii. Pierwszy fakt przez nią przedstawiony jest taki, że statek zbliża i to jest prawda, z którą zapewne wszyscy mający cokolwiek wspólnego z żeglarstwem się zgodzą. Drugi jest nieco ciekawszy, a mówi o tym, jak bardzo człowiek zmienia się stykając z morzem. W gruncie rzeczy okazuje się więc, że życie na statku sprawia, iż poznajemy ludzi dogłębniej niż na lądzie, ale poznajemy ich z jednej strony: wiemy, jak zachowują się na pokładzie, ale czy będą tacy sami na lądzie – tego nie wiemy. Do dziś przyłapuję się na zaskoczeniu związanym z nowym doświadczeniem osoby, którą uważałam za kogoś znanego mi na wylot. I nie jest to wcale coś złego.

To prawda, że w historii o braciach ląd odsłania ich negatywną naturę, jednak w rzeczywistości wygląda to całkiem inaczej. Ta osobliwa właściwość morza i żeglowania jest, przynajmniej moim zdaniem, czymś dobrym, ponieważ zmusza nas, zachęca i motywuje do ciągłego poznawania drugiego człowieka oraz zmieniania swoich sądów nie dając im zastygnąć w jednej formie, ale wciąż je szlifując, obmywając falami okoliczności, zdarzeń i sytuacji.

Zacznijmy od morza.

02_2013-10-14_Pogoria 2013-5 (180)_1280x853_fot_Zbigniew_Bosek

Na morzu obowiązuje tak zwana rutyna. Pod tym słowem kryje się podział na wachty, dzienny tryb ich odbywania i sposób zdawania, szczegółowy plan dnia każdego członka załogi – zarówno stałej jak i szkolnej. Ogólnie: codziennie każda ośmioosobowa wachta odbywa inną służbę na pokładzie lub pod nim, bez której statek nie może się obejść. W trakcie dnia jest się więc nieustannie zajętym. Marnowanie czasu jest surowo wzbronione, co jest istną bolączką dla osób takich jak ja, które wręcz nie mogą obejść się bez rozmyślania lub pozornie bezczynnego siedzenia podczas kontemplowania chwili. W realiach pokładowych ograniczałam ten czas do minimum.
Również samotność nieczęsto tu doskwiera, bo po prostu nie ma na nią czasu. Jeśli myślicie, że na pięćdziesięciometrowej barkentynie można kogoś unikać, to grubo się mylicie. Właściwie na statku mija się, chociażby przelotnie, ze wszystkimi codzienne, a z własną wachtą praktycznie się nie rozstaje. Dlatego ważne jest utrzymywanie względnie przyjaznych stosunków. Oprócz godzin lekcyjnych załoga szkolna widuje się podczas jedzenia posiłków, zmiany wacht, spędzania czasu wolnego w mesie lub w kajutach, praktycznie w każdej minucie i przy każdej codziennej czynności. Unikanie się jest niemożliwe, a jakiekolwiek sprzeczki, które oczywiście się pojawiają, muszą zostać zredukowane do minimum i jak najszybciej rozwiązane. Każdy członek załogi zdaje sobie sprawę, że kłótnie i spięcia się zdarzają, ale nie mogą wpływać na długotrwałe oceny czy usposobienie. W gruncie rzeczy przy jakiejkolwiek sytuacji kryzysowej załoga, by sprawnie funkcjonować, musi polegać na sobie całkowicie i bezwzględnie. To kolejna sztuka, której uczy nas statek i morze – wybaczanie, zrozumienie drugiego człowieka i empatia.

03_2013-09-18_POGORIA 2013-1 (281)_sm_fot_Zbigniew_Bosek

codziennym życiu zaufanie jest przywilejem, na który trzeba zasłużyć, na statku zaufanie jest koniecznością. Dlatego każdego dnia na morzu uczymy się postępować tak, by na nie zasłużyć, aby w ramach reguły wzajemności, towarzysze żeglugi czuli się zobowiązani przyjmować podobną postawę. Ten proces i zależność są bardzo złożone i delikatne, jednak formują się w sposób całkiem naturalny. W praktyce nazwałabym to umiejętnością dopasowywania się do drugiego człowieka i funkcjonowania w symbiozie polegającej na stosownym wybieraniu tematów, umiejętnym wycofywaniu się oraz wypracowywaniu porozumienia, do którego czasami wystarczą najmniejsze gesty przyjaźni czy zrozumienia.

Istnieje pewna wizja zamkniętego w sobie, skrytego marynarza, który schodząc na ląd siedzi samotnie w tawernie, a na pokładzie niewiele mówi ukrywając swoje tajemnice, o których krążą najróżniejsze legendy. Otóż plotki, historie, opowieści to na statku rzecz całkiem normalna, bardzo często wynikają z nich różne nieporozumienia. Na przykład na pokładzie Pogorii co rusz wybuchało zamieszanie z powodu pogłosek o rzekomym postoju, o jakiejś nietypowej zmianie w rozkładzie dnia itp. Na początku wszyscy byli bardzo czuli na tym punkcie i reagowali natychmiast. Tysiące pytań, komentarzy, przypuszczeń – i mamy już całkiem zgrabną legendę, która najczęściej okazywała się całkowicie błędna lub tak zmieniona, że niewiele już miała w sobie z prawdy. Jednak w miarę trwania rejsu nauczyliśmy się przesiewać to, co się mówi na pokładzie i starannie sprawdzać zasłyszaną informację lub ignorować ją do czasu, gdy sprawdzi się w praktyce.
Skrytość marynarzy jest sprawą niejednoznaczną, ale powiedziałabym, że bardzo trudno ukrywać cokolwiek na statku. Mnie na pewno się to nie udało ( może dlatego, że nie próbowałam zbyt usilnie) i cały mój karton czekolad rozszedł się w mgnieniu oka.
Ale co do jedzenia na statku obowiązuje szczególna, niepisana zasada dzielenia się właściwie wszystkim. Mało kto się z niej wyłamuje, ponieważ nie ma z tego żadnych korzyści. Nie ma nic bardziej opłacalnego niż oddanie kawałka czekolady za jakiś owoc czy kisiel. System się sprawdza i to jest najważniejsze. Nieliczne jednostki, które zatwardziale trwają przy prywatnej własności, są bardzo szybko przywracane do pionu w sposób przyjazny lub troszkę mniej. Jednak po pewnym czasie wszyscy bezbłędnie sobie radzą, a nawet uczą się odmawiać, jeśli coś jest im naprawdę niezbędne, ponieważ – jak wszystkim wiadomo – od każdej zasady istnieją mniej lub bardziej uzasadnione wyjątki.
04_2013-09-09_ITA_3966_sm_fot_Anita_Wietrzynska

 

Podobnie jest z rozmowami i opowieściami. Spotykając się z ludźmi często trudno nie opowiedzieć im wiele o sobie. Powoli i stopniowo wszyscy otwieraliśmy się, również na zasadzie wzajemności, płacąc za usłyszaną historię swoją własną. Tak opowiadając na wachtach, w portach, czy po prostu w wolnym czasie, szybko poznawaliśmy siebie od strony, której nikt inny chyba nie mógł dogłębnie zbadać – od strony opowieści. A ponieważ, jak już mówiłam, na statku mamy dostęp tylko do jednego obrazu człowieka, możemy nakładać go na tło opowiadanych przez niego historii. Dzieje się tak i na lądzie, ale nie w tej skali, ponieważ ląd daje nam swoiste poczucie pewności i bezpieczeństwa, podczas gdy morze cały czas trzyma w niepewności i uświadamia nasze ograniczenia związane z poznaniem drugiego człowieka.

 

Na lądzie

05_2013-10-18_Pogoria_2013-5_(262)_sm_fot_Zbigniew_Bosek

Mówiąc o przyjaźni i prawdziwym poznaniu należy skupić się na lądowej stronie żeglarstwa, czyli portach. Podczas naszego rejsu odwiedziliśmy 16 portów, w każdym z nich spędzając co najmniej dzień. Dla mnie były to doskonałe momenty do obserwacji załogi. Dopiero tutaj rozchodziliśmy się, każdy swoją drogą, zwykle trzymając się ludzi, z którymi najlepiej się dogadywaliśmy. Następował krótkotrwały rozłam i próba doszlifowania, sprawdzenia w praktyce osoby znanej nam tylko z pokładu i opowieści. Tam właśnie, na stałym lądzie, przyjaźnie nabierały konkretnego kształtu i stawały się namacalne. Spędzając z kimś czas, włócząc się godzinami po mieście, oglądając wspaniałe widoki i odkrywając świat na własną rękę, poznaje się go jakby od nowa, wręcz uczestniczy w procesie jego delikatnej przemiany, zmieniając się przy okazji samemu.

06_2013-09-28_POGORIA_2013-3_(511)_sm_fot_Zbigniew_Bosek
Porty i poznawanie świata były nieodłączną i bardzo ważną częścią całej przygody, bez której nie byłaby ona tak wartościowa. Dlatego każdą wolną chwilę spędzałam poza statkiem, nie lubiłam zostawać na pokładzie, gdy tuż za trapem czekał cały świat, wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i dać się porwać.
Wszystko wydawało mi się tak egzotyczne i nierealne, jakbym była gdzieś bardzo daleko – choć w gruncie rzeczy nie opuściłam Europy – a ta różnorodność zaskakiwała mnie na każdym kroku i nie dawała odpocząć zmęczonym od nadmiaru wrażeń oczom. Jedną z moich ulubionych czynności na lądzie było włóczenie się samej po mieście, poznawanie jego zakamarków – czasami z mapą w ręku i planem w głowie, a czasem całkowicie na żywioł, chodząc od zakrętu do zakrętu tak, jak mnie nogi i oczy niosły. Przyglądanie się i przysłuchiwanie ludziom, którzy często nie zdawali sobie sprawy z piękna miejsca, w którym żyją było niesamowitą rozrywką, po dniach spędzonych na morzu w otoczeniu znanych twarzy. Myślę, że chociaż niektórzy, widząc moją zachwyconą minę, przystawali na chwilę w biegu, by porozmyślać, zadziwić tym miejscem, które mijali codziennie w drodze do pracy.
Wchłaniając w siebie coraz więcej świata, coraz bardziej otwierałam oczy na jego odmienność. Równocześnie wnioski wysnuwały się same. Nie trzeba bowiem skomplikowanej analizy, by uważnie przyglądając się światu, dostrzec jego złożoność, piękno, różnorodność i ogromną rolę, jaką odgrywa dla nas – ludzi. I tak powoli następowała moja przemiana – choć jej proces rozpoczął się na morzu, to dopiero po zejściu na ląd mógł się dopełnić. Teraz, spoglądając wstecz, mogę nazwać to kolejnym otwarciem oczu, przebudzeniem z płytkiego snu, w który zaklina nas codzienne życie.

07_2013-09-23_IMG_0335_sm_fot_Kazimierz_Robak 

 

Nie powiedziałabym, że zmieniłam się kolosalnie i jestem teraz innym człowiekiem, ale na pewno nabrałam pewnej wrażliwości, o którą trudno w warunkach normalnych. Nauczyłam się spoglądać na świat pod innym kątem. Trudno opisać to słowami, ale mam nadzieję, że cała ta opowieść da przybliżone wyobrażenie o tym co daje statek, morze, ocean. Pozostaje mi tylko podziękować wszystkim, którzy mi pomagali, byli przy mnie, zmieniali się ze mną, odkrywali świat od nowa będąc obok mnie.
Opowiadać można jeszcze długo – a każdy z nas ma własną historię – ale myślę, że będą one zgodne w jednym: marzenia się spełniają i warto za nimi gonić, choćby na koniec świata.
Kończę tymi słowami, niecierpliwie czekając na koniec weekendu, ponieważ znów wybieram się na morze, wracam na Pogorię. Dziękuję ci, Przyjaciółko i dziękuję wszystkim tym, którzy cię kochają i tworzą, bo gdyby nie oni, wiele marzeń pozostałoby niespełnionych.

Maria Kulak
Wrocław, 12 listopada 2014

Fot. (wg kolejności umieszczenia w tekście):
Maria Sachaj (1), Zbigniew Bosek (2, 3, 5, 6),
Anita Wietrzyńska (4),
Kazimierz Robak (7).


 Pierwsza część opowieści Marii Kulak o żegludze Pogorią to „Poczuć coś więcej” – znajdziecie ją na naszej stronie.

Maria_Kulak_2a_arch_wlasne_autorki

 

Maria Kulak – urodzona i mieszkająca we Wrocławiu. Po rocznych kwalifikacjach (2012/2013) została uczennicą (klasa trzecia gimnazjalna) Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego – edycja 2013, polsko-rosyjska. Przepłynęła w 32-osobowej załodze szkolnej na Pogorii trasę z Gdańska do Civitavecchia. Przed rejsem ukończyła kurs pomocy przedmedycznej i zdobyła książeczkę sportowca uprawiając pływanie, koszykówkę, siatkówkę i bieganie. Obecnie – uczennica I klasy liceum. (kr) Fot. z arch. autorki.

pdfMaria Kulak:  „Żeglowania ciąg dalszy” (2) – do pobrania w pdf

pdfMaria Kulak:  „Poczuć coś więcej” (1) – do pobrania w pdf

 

 

Żeglujmy Razem powrót na Stronę Główną

 

Calendar

« August 2017 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza.

==========================
Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

 

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

 

Dla tych, którzy nie pamiętają: to kawałek piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniewskiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i trwa do równonocy jesiennej.
W 2017 na półkuli północnej to okres pomiędzy 21 czerwca a 22 września.

Przesilenie letnie Słońca (ang. summer solstice) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – na 52°13’ szerokości geograficznej północnej – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum, ang. equinox), to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy, leżącej na 52°13’ szerokości geograficznej północnej, dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

 

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.
Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany / Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska
pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).

W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Sierpień
– ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).

A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios).
Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez
III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene nie wymyślony przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage (kwestii cygańskiej), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Wegry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.
O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko.
O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.

Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
(w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2017) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 19 sierpnia do 2400 GMT 20 sierpnia.
Krótkofalarze z 41 krajów nadawać w tym czasie będą z 340 latarni morskich. Wśród nich będzie tylko jeden nadawca z Polski.
Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna
(i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku
w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Może i dobrze, bo inna amerykańska znajoma twierdzi, że po spożyciu kilku kawałków makowca, dosolili jej za jazdę pod wpływem. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu
są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż odpłynął w ubiegłym roku do Hilo, wciąż odbieram go w czasie teraźniejszym;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na bitewnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu
– tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku).
Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

• 10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

• 11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

• 13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

• 26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela
w sierpniu:

no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A dwóch moich przyjaciół akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich
i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [sierpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika zboże z pola do gumn zmyka.
Na święty Dominik kopy z pola myk, myk.
Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha