Eugeniusz Moczydłowski: Iluminacja doktora Spichkina

Podczas gorącego antarktycznego lata 1980 roku, na stacji im. Henryka Arctowskiego wylądowały dwa śmigłowce Sikor­sky z delegacją rządu USA badającą przestrzeganie postanowień Traktatu Antarktycznego. Szefem dele­gac­ji był oficer w randze komandora. Pilotem jednego ze śmigłowców – Amerykanka polskiego pocho­dze­nia. Jak się okazało, pani porucznik nie była w składzie delegacji jedyną z polskimi korzeniami i zna­jomością języka.

W tym czasie stację Arctowskiego odwiedził także kamandir sowieckiej stacji im. Bellingshausena, Władimir Aleksandrowicz Spichkin. Fizyki z wykształcenia, oceanograf podczas wypraw polarnych, pra­cownik AANI w Leningradzie. Na atomowym lodołamaczu Arktika, w pierw­szym rejsie statku na­wod­nego do Bieguna Północnego, dr Spichkin odpowiadał za rozpoznanie lodowe ekspedycji.

Latarnia morska Arctowski: L Fl W 9s. (Fl. 3s, 8 Nm)
Fot. Eugeniusz Moczydłowski (1980/81)

 

Kierownik stacji Arctowskiego[1] i dr Spichkin przywitali szefa służby hydrologicznej armii Stanów Zjed­no­czonych komandora Howarda, wysiadającego z helikoptera przed „Samolotem” – głównym budyn­kiem stacji.

Stacja antarktyczna im. Henryka Arctowskiego w lecie 2007. Budynek w kształcie samolotu dobrze widoczny.
Arch. Eugeniusz Moczydłowski

 

Gospodarz przedstawił Amerykaninowi swego gościa.
Nawet jak na warunki antarktyczne, gdzie konwe­nan­se i zasady dress code nie obowiązują, scena była osobliwa: komandor Howard w nienagannym mun­durze ze złotymi epoletami, baretkami odznaczeń, itp. i Władek Spichkin – w gumofilcach, burym wacia­ku, grubych okularach, stanowili kontrast nie mniejszy niż okoliczny biały śnieg i czarne skały.
To jednak było małe piwo w porównaniu z tym, co się stało chwilę potem.

Komandor Howard zadał pytanie:

– Czy ty jesteś ten Vladimir Spichkin, który napisał artykuł o przechłodzonych masach wodnych Antarktyki?

Gospodarz, przekonany, że to jakieś nieporozumienie, przetłumaczył pytanie Władkowi, który językiem Szekspira posługiwał się tylko czytając literaturę naukową. I szczęka opadła mu na piersi, bo Władek odpowiedział:

Da, eto ja!

Komandor Howard trzasnął obcasami, wyciągnął rękę do Władka i oświadczył mniej więcej coś takiego:

– Doktorze Spichkin, jestem zaszczycony, że mogę spotkać i wyrazić swoje najwyższe uznanie dla prze­nik­liwości umysłu i szczerze pogratulować tego wspaniałego odkrycia!

Inspekcja dalej przebiegła bez sensacji. Amerykanie nie chwalili się, że wielu świetnie rozumie po pols­ku. Tylko któryś patrząc na obrazek z Polski wiszący na ścianie w labie wykrzyknął po polsku: „Jezu! Przecież stąd pochodzi mój dziadek!” Kierownictwo stacji i goście wznosili toasty „za spotkanie i owoc­ną współpracę” tradycyjną w końcu wyprawy yellow label whisky, czyli spirytusem z sokiem poma­rań­czo­wym na podkładzie przysmaków kuchni polskiej, w genialnym oczywiście wydaniu kucharza Czesia.

Inspekcja przebiegła pomyślnie, komandor Howard w dobrym nastroju wraz z ekipą odlecieli w siną dal. Tylko kierownika stacji im. Arctowskiego zżerała ciekawość, o co chodziło z tymi przechłodzonymi wodami Antarktyki, skoro to coś wywołało ewidentny szok na szczytach naukowej nomenklatury USA.

 

Tu trzeba pokrótce wyjaśnić, czym jest „woda przechłodzona” (ang. supercooled water).

Z lekcji fizyki wiadomo, że woda słodka przy ciśnieniu atmosferycznym 101.325 Pa (czyli 760 mm słupa rtęci) zamarza w temperaturze 0 deg C (tak się to oznacza, żeby uniknąć kłopotliwego znaku °), a woda słona (morska) w temperaturze niższej niż 0 deg C, bo im większe zasolenie tym niższa temperatura za­mar­zania (dlatego zimą drogi posypuje się solą).

Teoretycznie więc, woda osiągając temperaturę krzepnięcia powinna zamarznąć. Jednak w pewnych wa­run­kach bardzo spokojną i bardzo czystą wodę, bardzo powoli można schłodzić poniżej normalnej tem­pe­ra­tury zamarzania (w grę wchodzą dziesiąte i setne części stopnia, stąd wykrywalne to jest tylko precy­zyjną aparaturą) i dalej mieć ją w stanie ciekłym.

Tajemnica tkwi w braku zarodków krystalizacji, od których rozpoczyna się tworzenie kryształów. Nie ma zarodków, więc woda się schładza, ale nie zamarza. Gdy zarodek sie znajdzie – woda zamarza natychmiast. Zarodki mogą być samoistne lub zewnętrzne – np. wrzucenie do przechłodzonej spo­koj­nej wody patyka powoduje, że nagle zamarza ona z hukiem. Znany jest przykład, kiedy w czasie II wojny świa­towej prze­chło­dzeniu uległy wody jeziora Ładoga, Niemcy – nie wiedząc o tym – wpędzili konie do wody, a ta z wiel­kim hukiem w sekundę skrzepła, zamrażając konie w galopie.

Tak więc: w pewnych warunkach, bardzo spokojną i bardzo czystą wodę, bardzo powoli można schło­dzić… Ale wodę w głębi oceanu?

 

W czasie naszych obrad naukowych przy yellow label whisky Władek Spichkin opowiadał swoją historię jak świetny dowcip.

– A wiesz, kiedy jechałem na swoje pierwsze zimowanie z SAE [Sovietskaya Antarkticheskaya Ekspe­di­tsiya], w literaturze naukowej królował temat badania ogromnych mas przechłodzonej wody morskiej zalegającej dokoła całego kontynentu Antarktydy. Rozpisywano się na ten temat na całym świecie. Mogłem sobie wyobrazić niewyobrażalne pieniądze, jakie były wydane na badanie tego osobliwego zjawiska, kontynentalnego w skali i fizycznie w zasadzie niemożliwego.
Gdy statek stanął na stacji badawczej w pobliżu Antarktydy, spuściłem batymetr na dno i pobrałem prób­kę wody. W laboratorium zmierzyłem zasolenie i rzeczywiście! Dla określonego zasolenia, wartość zmie­rzonej temperatury wskazywała, że woda jest przechłodzona! To znaczy powinna zamarznąć, a prze­cież tak się nie stało.
Widzisz, ja jestem fizykiem i wiem doskonale, że to jest niemożliwe. Woda przechłodzona występuje tylko czasem w niezwykle czystych strumieniach o bardzo szybkim przepływie. Można też uzyskać przechłodzenie wody w laboratorium bardzo wolno schła­dzając wodę w zlewce. Ale nie w ogromnych, ruchomych masach wodnych!
Od dawna o tym myślałem i miałem pomysł, który chciałem teraz sprawdzić. Na wlot do batymetru założyłem gęstą siatkę i pobrałem próbkę wody jeszcze raz w tym samym miejscu. Ta sama woda nie była przechłodzona! Panimajesz? Tam na dnie przy ujemnych temperaturach wody tworzą się maleńkie kryształki lodu. Kiedy wyciągniesz taką próbkę, one natychmiast się rozpuszczają w tem­pe­raturze laboratorium i zmniejszają zasolenie wody. Metodyka! Temperatura zmierzona na dnie plus sztucznie zmniejszone zasolenie wody – i masz odpo­wiedź, skąd się biorą nieprzebrane masy przechłodzonych wód wokół Antarktydy!

Od lewej: prof. Andrzej Myrcha i dr Władimir A. Spichkin na stacji im. Bellingshausena (lato 1979/1980)
Fot. Eugeniusz Moczydłowski

 

Władek był bardzo uradowany figlem, jaki spłatał światowej „wielkiej nauce”:

– Napisałem o tym na kilku stroniczkach biuletynu SAE formatu A5  i skończyła się wieloletnia epopeja przechłodzonych mas wodnych Antarktyki. I jak widzisz, Amerykańcy też czytają nasze biuletyny!

 

Blisko 40 lat później znów ukazało się doniesienie o wykryciu przechłodzonych mas wody w Antarktyce: w roku 2011 czterech naukowców chińskich – Shi, Cheng, Jiao i Hou – opubli­ko­wało w chińskim czaso­piś­mie naukowym artykuł pt. „Przechłodzone wody podczas lata na półkuli połud­nio­wej w antar­ktycz­nej Zatoce Prydza[2][3].

Z tekstu artykułu wynika, że badania zasolenia i temperatury były wykonywane sondą CTD. Urządzenie to mierzy in situ temperaturę, ciśnienie (pośrednio – głębokość) i przewodnictwo elektryczne wody, co pozwala określić wielkość zasolenia wody.

Nie wiem, czy mierząc sondą CTD przewodnictwo i wyznaczając w ten sposób zasolenie, można uzyskać taką dokładność wartości zasolenia, która pozwoli określić, że woda była przechłodzona o 0,1-0,16°C? Spytałem więc fizyków morza i czekam na odpowiedź. Intuicja podpowiada mi, że tak precyzyjny wynik jest trudny do uzyskania w metodzie pośredniej. Raczej można go osiągnąć w labo­ratorium.

Nie wiem, czy Chińczycy czytali stronniczki tekstu Spichkina w biuletynie SAE. Pewnie nie, bo nie zamieścili go w bibliografii. Czy mogli popełnić ten sam błąd jak ich koledzy przed laty? Z tekstu nie można o tym przesądzić. Wiele tu niewiadomych poza tym, co w miarę pewne: w fizyce nic się nie zmieniło – uzyskanie przechłodzonej wody jest bardzo trudne.

Co do sond CTD: mają one dużo większą dokładność niż potrzebna do tego pomiaru. Elektroniczny pomiar elektroprzewodności jest standardem. My osiągamy dokładności setnych stopnia i PSU, bez problemu, ale można też osiągnąć większe dokładności – jest to kwestia dobrej sondy no i regularnej kalibracji. Więc z pomiarem nie ma problemu.

 

Spytałem znajomych oceanografów o opinię na temat artykułu Chińczyków:

Z tekstu wynika, ze badania zasolenia i temperatury były wykonywane sondą CTD. Zasolenie jest tu wyznaczane pośrednio poprzez pomiar przewodnictwa. Nie wiemy, czy Chińczycy czytali stro­niczki tekstu Spichkina w biuletynie SAE. Wiem na pewno, że w fizyce nic się nie zmieniło: uzys­ka­nie przechłodzonej wody jest bardzo trudne.
Mam do Was pytania:
Czy mierząc sondą CTD przewodnictwo i wyznaczając w ten sposób zasolenie można uzyskać dokładność wyznaczenia zaso­lenia, która pozwoli określić, że woda była przechłodzona o 0,1-0,16 deg C? Zakładam, że temperatura była wyznaczona dokładnie.
A może taką dokładność wyznaczania zasolenia można uzyskać tylko w laboratorium? Jeśli tak, to istnieje spore prawdopodo­bieństwo, że sytuacja sprzed 40 lat się powtarza.

 

Jeden z zapytanych oceanografów, prosząc o zachowanie anonimowości jego luźnych uwag, odpowie­dział:

Myślę, że jeśli artykuł został przyjęty, to chyba sondy były kalibrowane.

Co do „supercooling”.
Oczywiście możliwe w laboratorium. I w naturze też (podobno). Przecież czytaliśmy o jeziorze, które po wrzuceniu kija natychmiast całe zamarzało. A widziałeś w „The Day After Tomorrow”
[4]? Lód tak szybko zamarzał na morzu, że statek nie nadążał uciekać. Horror. Ale co do wielkich mas „supercooled water” byłbym sceptyczny. Włożenie sondy i batometru powinno spowodować zamarznięcie.

Procesy pod lodowcem (bo o tym piszą autorzy) – dopiero je odkrywamy. Sami w zeszłym roku znaleźliśmy mocno wychłodzoną wodę, ale nie „supercooled”. Powstała (to moja teoria poparta obliczeniami) wskutek kontaktu wody atlantyckiej z lodowcem i topieniu przez tę wodę lodowca. Ale żeby stopić, trzeba dać ciepło do przemian fazowych. I właśnie dlatego ta woda była wychło­dzo­na, ale nie bardziej słodka. Bo nie topiła lodu, a w każdym razie niewiele go topiła, bo naj­pierw musiała oddać utajone ciepło topnienia.
Dlatego niespecjalnie przemawia do mnie opisy­wany mechanizm: najpierw się ochładza, a potem – wskutek dodania słodkiej wody – wypływa. Ale to kwestia obliczeń. Albo innego mechanizmu.

 

Opowiadam tę historię i drążę temat w ramach refleksji na temat uwag o prowadzeniu badań, przed­stawionych ostatnio przez niestru­dzonego profesora Stanisława Rakusę-Suszczewskiego[5]. Bez dwóch zdań: słusznie prawi, jak zwykle i od dawna. Mnie jednak czegoś bardzo brak w ogólnej i powszechnej wizji poznawania polarnej przyrody. Mam przeczucie poparte własnym doświadczeniem, że historii podobnych do Spichkinowego figla, może być w polarnej (i nie tylko) nauce więcej. Zdaję sobie sprawę, że pewnie się mylę.
Ale prze­czu­cie mnie nie opuszcza. I nic na to nie poradzę.

 

Eugeniusz Moczydłowski

Tekst w skróconej wersji opublikowany był na stronie FB „Grupa Bractwo Antarktyczne” 14 marca 2018.

Fotografia na Stronie Głównej: Eugeniusz Moczydłowski

 

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

 

Eugeniusz Moczydlowski – doktor nauk biologicznych; jachtowy kapitan żeglugi wielkiej; członek (nr 73) Bractwa Wybrzeża Mesy Kaprów Polskich; członek Bractwa Kaphornowców; przewodniczący Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego; założyciel i szef spółki „Megas 56” realizującej (od 2009) program „Antarctica-Winter” na zbudowanym przez siebie jachcie r/y Magnus Zaremba do eksploracji wód polarnych.

Brał udział (m.in.): w załodze s/y Konstanty Maciejewicz w „Pierwszej  Studenckiej Wyprawie Oceanicznej Dooko­ła Ameryki Południowej” (1972-1973); w załodze s/y Gedania w 14-miesięcznej wyprawie „Do obu Ameryk” (1975-1976). W 1979-1980 był kierownikiem zimowej grupy IV Wyprawy Antar­ktycz­nej PAN na stacji im. Henry­ka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandy Południowe. W 1986 uczestniczył w 3-mie­sięcz­nej wyprawie naukowej Zakładu Biologii PAN na Spitsbergen. 

Więcej o E.M. w portalach Periplus.pl i Żeglujmy Razem.

Stacja im. Arctowskiego: Autor jako szyper kutra Dziunia (1979-1981)
Arch.. Eugeniusz Moczydłowski


[1] Kierownikiem stacji im. Arctowskiego był wówczas Autor. [przyp. P+]

[2] Zatoka Prydza, Prydz Bay – zatoka u wschodnich wybrzeży Antarktydy. Odkryta w roku 1931, pierwsze bania przeprowadził tam w 1935 Klarius Mikkelsen, kapitan norweskiego wielorybnika Thorshavn. Sfotografowana z powietrza i skartowana pod­czas ekspedycji (1936-1937) norweskiego armatora i polarnika Larsa Christensena. Olaf Prydz był dyrektorem firmy ubez­pie­cze­nio­wej Hvalfangernes Assuranceforening sponsorującej wyprawę.
Nad Zatoką Prydza, w tzw. Oazie Larsemann Hills, znajdują się cztery stacje naukowo-badawcze: chińska Zhongshan, indyjska Bharati, rosyjska Progress i rumuńsko-australijska Law-Racoviţă. Na wschód od nich, w oazie Vestfold Hills, działa australij­ska stacja im. Davisa (Davis Station). Patrz: mapa w tekście.

[3] Shi, Jiuxin and Yaoyao Cheng, Yutian Jiao, Jiaqiang Hou. „Supercooled Water in Austral Summer in Prydz Bay, Antarctica”. Chinese Journal of Oceanology and Limnology. No 29 (2), March 2011, p. 427-437. <https://www.researchgate.net/publication/226004681_Supercooled_water_in_austral_summer_in_Prydz_Bay_Antarctica>

[4] The Day After Tomorrow (Pojutrze). Reż. Roland Emmerich. 20th Century Fox, USA, 2004. W rolach głównych: Dennis Quaid, Jake Gyllenhaal, Emmy Rossum, Sela Ward.

[5] Stanisław Rakusa-Suszczewski (ur. 11 lutego 1938 w Warszawie) – profesor nauk przyrodniczych, polski biolog, oceanolog, polarnik, współtwórca polskiego programu polarnego, założyciel Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w Zachodniej Antarktyce, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. [Wikipedia.pl]


Żeglujmy Razem ► powrót na Stronę Główną

Comments are closed.

Calendar

« September 2018 »
Mo Tu We Th Fr Sa Su
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

LATO

 

– Ładnie dzisiaj… chociaż nie bardzo… No, jednak… Słowem, nie brzydko, a to najważniejsze… Tak. Nie pada deszcz, nie ma też śniegu.
– To byłoby dziwne, jest przecież lato.
– Proszę mi wybaczyć, właśnie to chciałem powiedzieć… chociaż dowie się pani, że można się wszystkiego spodziewać.
– Zapewne.
– Na tym świecie, proszę pani, niczego nie możemy być pewni.

 

* * *

Pyszne lato, paw olbrzymi,
stojący za parku kratą,
roztoczywszy wachlarz ogona,
który się czernią i fioletem dymi,
spogląda wkoło oczyma płowymi,
wzruszając złotą i błękitną rzęsą.
I z błyszczącego łona
wydaje krzepkie krzyki,
aż drży łopuchów zieleniste mięso,
trzęsą się wielkie serca rumbarbaru
i jaskry, które wywracają płatki
z miłości skwaru,
i rozśpiewane, więdnące storczyki.


O, siądź na moim oknie, przecudowne lato,
niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra
korzennej woni,
na wietrze drżące — —
niech żółte słońce
gorącą ręką oczy mi przesłoni,
niech się z rozkoszy ma dusza wygina
jak poskręcany wąs dzikiego wina. —

 

= = = = = = =

Lato – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego, na półkuli północnej najcieplejsza… bla-bla-bla.

Ponieważ to – było nie było – kalendarz, więc zbiór cytatów i silva rerum z cyklu „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”, nie od rzeczy będzie po raz kolejny „palnąć koncept z kalendarza”, czyli polecieć stereotypem. Ale miłym, bo któż z pokoleń pamiętających rok 1960 nie śpiewał:

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka,
Razem z rzeką czeka las,
A tam ciągle nie ma nas .

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras – bądźże zdrów ,
Do widzenia wam „canto, cantare”!

Dla tych, którzy nie pamiętają: to fragment piosenki z filmu Szatan z siódmej klasy – tego oryginalnego, z roku 1960, w reżyserii Marii Kaniew­skiej, w którym debiutowała na ekranie studentka polonistyki Pola Raksa (poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał – śpiewa od 1982 roku Grzegorz  Markowski z Perfectu tekstem Bogdana Olewicza). Co dodaję, bo jest też wersja tego filmu z roku 2006, której autorów wymieniać, przez grzeczność, nie będę.
Przez tę samą grzeczność (choć z innych pobudek) dodam, że tekst piosenki napisał Ludwik Jerzy Kern, muzykę – Witold Krzemieński, a wersję oryginalną zaśpiewała Halina Kunicka z Orkiestrą Taneczną PR pod dyrekcją Edwarda Czernego. Szacunek!

==========================

Lato astronomiczne rozpoczyna się od przesilenia letniego i kończy z równonocą jesienną.

Przesilenie letnie Słońca (solstycjum) na półkuli północnej wypada w dniu, kiedy Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka.
Kąt padania promieni słonecznych (w południe) w dniu przesilenia letniego w centrum Warszawy – leżącym na północnym równoleżniku 52°13’ – wynosi 61°14’. Podczas przesilenia dzień jest najdłuższy (a noc najkrótsza) w roku.

Równonoc (ekwinokcjum) to dzień, w którym Słońce góruje w zenicie nad równikiem; zdarza się dwa razy w roku: jako początek wiosny (równonoc marcowa – wiosenna) i koniec lata (równonoc wrześniowa – jesienna). Podczas równonocy długość dnia równa jest długości nocy. W dniach równonocy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Łatwo wtedy można obliczyć szerokość geograficzną miejsca obserwacji: wystarczy zmierzyć w stopniach wysokość górującego Słońca i odjąć tę wartość od 90º.
W centrum Warszawy (52°13’ szerokości geograficznej północnej) dokładny pomiar powinien wykazać właśnie 52°13’.

W pierwszym ćwierćwieczu XXI w. lato na półkuli północnej zaczyna się 21 czerwca (jedynym wyjątkiem jest rok 2024: 20 czerwca, ale 69 minut przed północą!) i trwa do równonocy jesiennej, czyli do 22 lub 23 września
(2018 – 23 IX).

Podczas lata astronomicznego dzień jest dłuższy od nocy, jednak z każdą dobą dnia ubywa, a nocy przybywa. Słońce wschodzi coraz później i góruje na coraz mniejszych wysokościach nad horyzontem.
Za miesiące letnie na półkuli północnej uznaje się czerwiec, lipiec i sierpień.
Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku: tam miesiące letnie to grudzień, styczeń i luty.

 

Lato klimatyczne to ten okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza przekraczają 15°C. Pomiędzy latem klimatycznym i sąsiednimi klimatycznymi porami roku nie ma etapów przejściowych, w przeciwieństwie do zimy poprzedzanej przedzimiem i następującym po niej przedwiośniem.

 

Rzeczownik „lato” w liczbie pojedynczej dawniej (a dziś w gwarach) znaczył „rok”.

Mąż z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany
Lato za latem bieży, nie masz go z bojowiska

pisał Mickiewicz (w jakim utworze – wiadomo).
W języku ogólnopolskim przetrwał w tym znaczeniu do dziś: w liczbie mnogiej rzeczownika „rok”, jako jego forma supletywna. A i w gwarach ma się jak najlepiej: latoś znaczy tyle co ‘w tym roku’, a latosi – ‘tegoroczny’.

 

W terminologii kościelnej istnieje termin „miłościwe lato” oznaczający Rok Jubileuszowy lub Rok Święty (Annum Sanctum), połączony z odpustem, którego jednym z warunków jest odwiedzenie określonych kościołów: niegdyś tylko w Rzymie, dziś – na całym świecie.
Po raz pierwszy obchodzono go w roku 1300 za papieża Bonifacego VIII. Pierwotnie miał się powtarzać co 100 lat, ale zaraz Klemens IV skrócił ten okres o połowę, a Paweł II do 25 lat.
Do tego dochodzą „okazje specjalne”, np. Pius XI ogłosił rok 1933 Świętym dla przypomnienia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa, a Benedykt XVI za Annum Sanctum uznał rok 2008, w drugie tysiąclecie od narodzin św. Pawła.

 

Latem, od V w., Kościół wschodnio-chrześcijański obchodził koimesis (gr. Κοίμησις, zaśnięcie) Najświętszej Maryi Panny w przeświadczeniu, że Maryja nie umarła jak zwykły człowiek, lecz została zabrana do Nieba.
W chrześcijaństwie zachodnim, kiedy w VII w. to święto zostało przyjęte w Rzymie, termin „zaśnięcie” został zastąpiony przez „wniebowzięcie”.
W Kościele katolickim, w roku 1950, Pius XII, ogłosił dogmat, stwierdzający, że Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia, mocą Bożą została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Cerkiew prawosławna obchodzi święto Zaśnięcie Bogurodzicy 15 sierpnia (28 sierpnia według kalendarza gregoriańskiego).

Protestanci przeciwstawiają się dogmatowi o wniebowzięciu, podając jako argument brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w Biblii.

W Polsce dzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) jest wolny od pracy. Tego samego dnia obchodzone jest Święto Wojska Polskiego (przywrócone w 1992).

Święto Wniebowzięcia nazywane jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, ponieważ w czasie obrzędów błogosławi się wiązanki ziół i kwiatów.
Według wiary ludowej pobłogosławiony bukiet nabiera cudownych, leczniczych właściwości. Wierni, wracając z kościoła, zostawiali go wśród upraw, gdzie miał przynieść szczęście w zbiorach. Po kilku dniach bukiet zabierany był do domu: najpierw obnoszono go po izbach, a później przechowywano w eksponowanym miejscu, które dawało pewność, że jego moc będzie działała.

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
lato to:

białoruskiлетa [lieta]
bośniackiljeto
bułgarskiлято [liato]
chorwackiljeto
czeskiléto
kaszubskilato
litewskivasara
łużycki (dolny)lěśe
łużycki (górny)lěćo
łotewskivasara
macedońskiлетo [lieto]
rosyjski
летo [lieto]

serbskiлетo [lieto]
słowackileto
słoweńskipoletje
ukraińskiліто [lito]
żmudzkivasara

 

Przysłowia związane z latem:

Co się w lecie zarobi,
tym się w zimie żyje.

Co w lecie nogami,
to w zimie rękami.

Dobra nowina:
będzie lato, poszła zima.

Idą za szczęściem
iáko iáskołki zá látem.

Jak w zimie piecze,
to w lecie ciecze.

Kto latem pracuje,
zimą głodu nie poczuje.

Kto latem w chłodzie,
ten w zimie o głodzie.

Kto w lecie nie zbiera,
w zimie przymiera.

Kto w lecie próżnuje,
w zimie nędzę czuje.

Latem zbiera baba grzyby,
a chłop w niedzielę
idzie z wędą na ryby.

Lecie mi go nie chłódź,
zimo mi go nie grzej.
[o człowieku, któremu dogodzić trudno, i tak mu źle i tak niedobrze]

Lepsze jedno lato niż dwie zimy.

Mnima káżdy iż wiecznie
Iuż ták ma być láto
.

[Rej, Wizerunk własny żywota człowieka poczciwego, 1558]

Na to jak na lato.
[wyrażenie oznaczające wielką ochotę, skwapliwą zgodę]

O, co bym ja dała za to,
gdyby zawsze było lato.

To pewna nowina:
bywszy lato, będzie zima.

Trzebá się rozmyśláć ná to
Iż nie iutro będzie láto.
[Rej, Zwierciadło, 1568]

W lecie bez roboty,
w zimie bez butów.

Za lata zbieraj na zimę.

 

Przysłowie na
Matkę Boską Szkaplerzną
(16 VII)

Wraz z Szkaplerzną Matką
na zagon, czeladko!

 

Przysłowia na
Wniebowzięcie N.M.P.
(15 VIII)

Do Marji Wniebowstąpienia
miej w stodole połowę mienia.

Gdy w pogodę do nieba Maria wstępuje,
wino Węgrom obfite jesień obiecuje.

Marji Wniebowstąpienie
czyni reszty zboża plenie.

Na Wniebowzięcie
pokończone żęcie.

Pogoda na Wniebowzięcie,
ciężkie ziarno wnet po sprzęcie

W Wniebowzięcie Panny Marji
słońce jasne,
będzie wino godnie kwaśne.

 

Większość przysłów za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Cytaty na wstępie:
Ionesco, Eugène. Lekcja (La Leçon). (1950) Tłum. Jan Błoński.

Pawlikowska-Jasnorzewska, Maria. „Pyszne lato”. Niebieskie migdały (1922)

SIERPIEŃ – ósmy miesiąc roku (wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego), ma 31 dni.

Według Aleksandra Brücknera (1856-1939; chyba już zapamiętaliście, że był to filolog, slawista, historyk literatury i kultury polskiej, znawca staropolszczyzny) nazwa pochodzi od sierpa żniwnego, tak samo jak w czeskim (srpen), ukraińskim (серпень) i chorwackim (srpanj ‛lipiec’).
A Samuel Bogumił Linde napisał w swoim Słowniku (1812): „sierpień od sierpa rzeczon, bowiem tego miesiąca iuż wszelkie zboża sierpa a źniwa potrzebują”.

 

W Rzymie, przed 46 p.n.e., miesiąc odpowiadający czasowo naszemu sierpniowi był szósty w kalendarzu i nazywał się Sextilis (jeśli ktoś myśli, że to znaczy to, na co wygląda, to nie wnoszę sprzeciwu: już/jeszcze mamy demokrację i każdemu wolno kojarzyć, co z czym chce).

W 46 p.n.e. Juliusz Cezar zarządził reformę kalendarza, wg której pierwszym miesiącem roku stał się Ianuarius (styczeń) zamiast marca (Martius).

Mimo że już nie szósty a ósmy, Sextilis utrzymał swą nazwę do 8 roku p.n.e., kiedy to – jak twierdzi Swetoniusz (De Vita Caesarum; Divus Augustus, 31.2) – wybrał go na „swój” miesiąc Oktawian August (Octavianus Divi Filius Augustus), pierwszy władca Imperium Rzymskiego (panował od 27 p.n.e. do 14 n.e.).
Nazwa miała upamiętniać zwycięstwa Oktawiana w Egipcie, zamienionym w 30 r p.n.e. w prowincję rzymską.
Ceną tego była m.in. samobójcza śmierć Marka Antoniusza (wcześniej uciekł z pola bitwy pod Akcjum, więc nie żałuję), Kleopatry (której żałuję, bo to nie była aż tak zła kobieta) i śmierć 17-letniego Cezariona (syn Kleopatry i Juliusza Cezara), uduszonego na specjalny rozkaz Oktawiana, któremu pewien filozof-doradca powiedział „Nie jest dobrze, gdy na świecie jest zbyt wielu Cezarów” (no, słów brak!).
Egipt, jak widać, nie zawsze był krainą bajek, a wszystkie te zgony miały miejsce w sierpniu – miesiącu Oktawiana!

Historię piszą zwycięzcy. Dziś większość języków europejskich nazywa ósmy miesiąc roku właśnie wariantami słowa zapożyczonego z łaciny: Augustus. Nawet Grecy używają Αύγουστος, choć mają piękne nazwy historyczne: delficki βουκάτιος (Boukatios), lacedemoński Καρνεῖος (Karneios), delijski Μεταγειτνιών (Metageitnion), beocki Ἱπποδρόμιος (Ippodromios) czy cypryjski Ἔσθιος (Esthios). Ale cóż – wiadomo: na wyspie Cypr mówią, że myszy jedzą żelazo.

 

1 sierpnia – święto państwowe w Polsce: Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego.

 

2 sierpnia – w Polsce: Dzień Pamięci o Porajmos – Zagładzie Romów i Sinti dokonanej przez III Rzeszę Niemiecką i zaplanowanej na szczeblu państwowym.

Hitlerowskie Niemcy za jedną z podstaw swej ideologii przyjęły czystość rasową i supremację ludu ger­mań­skiego – najczystszej gałęzi rasy aryjskiej.
Jak było z Żydami i żydami – wiadomo: obcy rasowo Semici (co ciekawe, przedstawiciele rasy panów z Arabami jakoś się dogadywali) zostali uznani za podludzi, pasożytów i element niepożądany.
„Naukowy rasizm” (notabene wymyślony nie przez Niemców) nie mógł sobie jednak poradzić z prostym faktem, że w Europie jedynymi bezpośrednimi potomkami Ariów byli właśnie Cyganie. Do tego koczowniczy tryb życia Romów utrudniał ich kontrolę przez państwo totalitarne, stąd w III Rzeszy zostali oni uznani za „element aspołeczny”.
Oba te czynniki, podczas rozpatrywania Zigeunerfrage („kwestii cygańskiej” – jak to eufemistycznie określił reżim), zdecydowały o „eliminacji” czyli wydaniu wyroku śmierci na cały naród usankcjonowanego przez system prawny państwa. Za Rzeszą poszły kraje wasalne, m.in. Rumunia, Chorwacja, Słowacja, Węgry. W przypadkach jednostkowych nazywa się to „morderstwo sądowe”. Wobec zbiorowości jest to ludobójstwo.
Nie ma dokładnych danych dotyczących tej zbrodni. Ocenia się, że w podbitej lub zdominowanej przez nazizm Europie, z liczącej ok. miliona osób populacji Romów, zginęło od 200 do 500 tysięcy ludzi, a prof. Zbigniew Brzeziński uważa, że liczba ofiar Porajmosu sięga 800 tysięcy (Out of Control: Global Turmoil on the Eve of the Twenty-First Century. New York, NY : Simon & Schuster, 1994).

Romowie nie mieli swego Szymona Wiesenthala ani państwa, które by się za nimi ujęło. Nie mieli swego Pabla Picassa, który uświadomiłby światu, że dokonano na nich ludobójstwa.  O Holokauście czy o zbrodni popełnionej na mieście Guernica świat wie prawie wszystko. O Porajmosie – mimo odosobnionych zadośćuczynień – niewiele, prawie nic.
Odpowiedzmy sami sobie: co wiem o nim ja?

 

15 sierpnia
kościelne święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (w Polsce – dzień wolny od pracy) – patrz wyżej w okienku LATO.

święto Wojska Polskiego, obchodzone w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-sowieckiej (1919-1921).

 

 

Trzeci weekend sierpnia – Międzynarodowy Weekend Latarni Morskiej i Latarniowca (International Lighthouse and Lightship Weekend) – święto zainicjowane w 1997 r. przez dwóch Szkotów dla upamiętnienia pierwszej ustawy o latarniach morskich, uchwalonej przez Kongres USA w 1789 roku.
Święto obchodzone jest na całym świecie głównie przez radioamatorów, którzy w ten weekend muszą nadawać (i odbierać) z najbliższej latarni morskiej. Jednym z celów święta jest ochrona i renowacja zabytkowych latarni morskich i latarniowców. Zajrzyjcie na: https://illw.net/index.php
Rekordowy był rok 2014: radioamatorzy z 56 krajów zajęli 544 latarnie.
W tym (2018) roku ILLW trwa 48 godzin: od 0001 GMT 18 sierpnia do 2400 GMT 19 sierpnia.
W roku ubiegłym krótkofalarze z 47 krajów nadawali podczas Latarniowego Weekendu z 453 latarni morskich. Wśród nich było tylko trzech nadawców z Polski. Co na to SP-5 ATV MM?

 

 

23 sierpnia 1989

2 miliony obywateli krajów bałtyckich utworzyło żywy łańcuch mający ponad 600 km długości, łączący Litwę, Łotwę i Estonię (wówczas pod okupacją sowiecką, jako republiki ZSRS).
Było to w 50. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół oddawał pół Polski Hitlerowi a drugie pół i państwa bałtyckie – Stalinowi.

w 2008 Parlament Europejski ustanowił w tym dniu Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu, ustanowiony w 1998 przez ONZ w rocznicę wybuchu powstania niewolników na Santo Domingo (dziś Haiti). Od 1803 roku w tłumieniu powstania wzięły udział – przykro mówić – oddziały polskie z Legionów Dąbrowskiego wysłane tam przez Napoleona. Na szczęście dla Haitańczyków (i naszej reputacji) przegrały, a wojska Pierwszego Konsula musiały ewakuować się z wyspy.
1 stycznia 1804 Haiti uzyskało niepodległość jako drugie niezawisłe państwo po zachodniej stronie Atlantyku, chociaż to, co się tam działo później, to osobna (i koszmarna) historia.

 

 

30-31 sierpnia 1980 (oraz: 3 i 11 września) – cztery komitety strajkowe (w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej) podpisują porozumienia z rządem PRL. Kończy to okres zwany „wydarzenia sierpnia 1980”. Na podstawie jednego tych porozumień zarejestrowano w listopadzie 1980 NSZZ Solidarność.

 

 

Znaki Zodiaku w sierpniu:

Lew (♌) – do 22 sierpnia.
Panna (♍) – od 23 sierpnia.

Samochwalstwo Lwów (i Lwic) zdemaskowane zostało w poprzednim odcinku.
A Panny? Czyżby były dużo lepsze?
Oficjalnie – oczywiście, przecież inaczej nikt by horoskopów nie czytywał, ani (tym bardziej) nie kupował. A jednak:

…bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna – zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego – jako partner (we wszystkich aspektach) wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców.

Nawet Wiki, zazwyczaj bardzo układna, podaje że Pannom przypisywana jest „refleksyjność" (a nie jest to bezmyślność?), „podatność na poglądy innych osób” („mądrość ludowa nazywa takiego „kurek na kościele”, czyli „skąd wiatr powieje…”), nadmierna wrażliwość, mała odporność na krytykę i „nadmiernie zamartwianie się o perfekcyjność”.
Zwłaszcza to ostatnie, choć ładnie opakowane w słowa, budzi grozę – przypomnijcie sobie film Sypiając z wrogiem (Sleeping with the Enemy, 1991) z Julią Roberts: tak poukładać ręczniki w szafie mógł tylko osobnik spod znaku Panny.
Truizmem będzie dodanie, że w zodiakalnej układance rządzą Bliźnięta.

 

Kwiaty sierpnia:

mieczyk (Gladiolus L.) – piękny i magiczny. Daje się go zwłaszcza osobom obchodzącym 40-tą rocznicę (w tradycji francuskiej to rocznica szmaragdowa; w anglosaskiej – rubinowa) ślubu, lub czegokolwiek.

mak (Papaver somniferum L.) – symbol pokoju, snu i śmierci. Nie będzie żadnych detali na temat tego, co się robi z makówek, makowego soku i nasion, bo raz – wszyscy wiedzą, dwa – po co nam te kłopoty gdyby co. Wystarczy wspomnieć, że znajoma tłumaczyła się gęsto amerykańskim celnikom, iż mak, który wiezie z Polski, wykorzysta tylko do produkcji makowca. Nie wwiozła – zabrali. Z czego wynika, że makowiec – groźna rzecz. Strach się bać!

 

Kamienie sierpnia:

perydot – jeśli o takim nie słyszeliście, to może Wam coś wyjaśni informacja, że jest to szlachetna odmiana oliwinów. Też nic? Mnie też nic.
Więc: wikipedia. Jak zawsze swojska, bo wyjaśnia, że perydot nazywano szmaragdem ubogich i że noszono go, by uspokoić nerwy, pozbyć się złości, depresji oraz na dobry humor. Mądrzej się nie zrobiło, ale trochę weselej, prawda?

sardoniks – czyli rodzaj onyksu, który z kolei, podobnie jak heliotrop czy karneol, jest odmianą chalcedonu. Tu już cieplej, bo właśnie w chalcedonie rzeźbione są najcenniejsze antyczne gemmy: kamee i intaglia.
Jeśli jesteście w Polsce, możecie zobaczyć bizantyjską gemmę z heliotropu w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, albo gemmę Gordiana III z karneolu (są tylko dwa takie medaliony na świecie, drugi jest w British Museum) w Międzyrzeczu (woj. lubuskie) – na ogół pokazują tam tylko kopię, bo nie mają pieniędzy na stałych strażników; a nie lepiej gemmę sprzedać i strażników zatrudnić? Nie byłoby czego pilnować (więc skuteczność stuprocentowa), ale ludzie by sobie trochę zarobili.
Sardoniks to odmiana onyksu z warstwami o dominujących odcieniach czerwieni, klejnot ten zdobi piątą warstwę fundamentu pod murem Miasta Świętego – Jeruzalem. Tak twierdzi św. Jan w Apokalipsie (21:20) i chyba najbezpieczniej to przyjąć na wiarę.

 

Z sierpniem – tak naprawdę – nie wiadomo, jak jest.
Niby porządny, bo jeszcze wakacyjny (plus), ale wakacje kończący (minus).
Niby długi, bo 31 dni (plus), ale ci, co na etacie, pracują więcej za te same pieniądze (minus).
Niby ciepły, bo lato (plus), ale pod koniec w rowie się nie prześpisz (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale sierp zbyt dobrze (od 1917) się nam nie kojarzy (minus).
Niby się ładnie nazywa po polsku (plus), ale jego łacińska i zlatynizowana nazwa to krańcowy przykład oportunizmu wobec władzy (minus).
Niby miesiąc Cudu nad Wisłą (plus), ale gdy się głębiej zastanowić, czemu tę wygraną bitwę nazwano „cudem”, to… (minus).
Sierpień 2014 zapunktował specjalnie: miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel (plus, bo pracy mniej). Ale niewiele z tego wynika, bo poprzedni taki miesiąc był w roku 1191, a następny będzie w 2837 – podobno, bo komu by się chciało sprawdzać…
Tak więc w 2014 minusy mogły nie przesłaniać nam plusów, ale w inne lata? Lepiej nie myśleć…

 

Imieniny w sierpniu są ciekawe:

  • Dorota (7 VIII) – bo tak miała na imię żona Kochanowskiego, który pisał do niej:

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami!
[…]
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne, ręka biała.
[…]
A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję!

Pisze dziś kto tak o żonie?

  • Romuald i Roman (9 VIII) – bo kto nie wie, czy to jest pytanie czy hasło, to wie niewiele o polskich zespołach kultowych;
  • Jacek (17 VII) – bo tak ma na imię przyjaciel, z którym chodziłem do jednej klasy od pierwszej podstawowej do matury i przyjaźnię się przez całe życie; a chociaż dwa lata temu odpłynął do Hilo, odbieram go w czasie teraźniejszym, bo nie umiem inaczej;
  • Maria (15 VIII) – bo Maria; piękne imię i piękny dzień; mimo, że tego samego dnia obchodzi imieniny Napoleon;
  • Męcimir (21 VIII) – bo już chyba nikt nie nosi tego imienia i na mirnym polu semantycznym pozostał tylko Kazimierz.

Wszystkiego najlepszego!

 

Urodziny w sierpniu – tu jest kłopot, bo uważam, że Damy mogą obchodzić maksymalnie 20-te urodziny, a dalej mają tylko imieniny (nawet kilka razy w roku). Tak więc sierpniowe imprezy urodzinowe (Dżentelmeni) i imieninowe (Damy) urządzają:

•   10-go – Dama niezwykła, która nie tylko wie, co to jest bartyzana, kroksztyn, loksodroma i funkcja przesunięta o wektor długości, ale też docenia znaczenie zapałek i to, że muszą one leżeć zawsze na swoim miejscu, co rokuje jak najlepiej rejsom przez Nią prowadzonym i tym, w których bierze udział;

•   11-go – kapitan i pilot (latający, nie portowy) zwany Krzysztofem Młodszym, jedyny kapitan żaglowców pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego; jeśli nie wiecie, o kim mowa, to zobaczcie, kto dostał wyróżnienie w konkursie Rejs Roku za kapitanowanie Pogorią ze SzPŻ-2016 i kto jest współredaktorem strony www.ZeglujmyRazem.com

•   13-go – pewna Dama, do której żywię ogromną atencję, a jeszcze bardziej jestem wdzięczny za… (już ona wie za co);

•   26-go – inna Dama, pochodząca z Kuby, bardzo mądra, o innych przymiotach nie wspominając.

¡Damas y Caballeros!
Najserdeczniejsze życzenia!

 

 

Śluby i wesela w sierpniu:
no cóż, skoro ktoś musi…
Filozof powiedział kiedyś, że czy zrobisz tak, czy tak – i tak będziesz żałować (myśli mądrych ludzi wiecznie żywe).
A jedna z osób mi znajomych akurat się rozwodzi…

 

W językach słowiańskich i bałtosłowiańskich
ósmy miesiąc roku to:

białoruskiжнівень [żniwień]
bośniackiaugust
bułgarskiавгуст [avgust]
chorwackikolovoz
czeskisrpen
kaszubskizélnik (też: zelan, august, sërpiń)
litewskirugpjūtis
łatgalskilabeibys (też: augusta)
łotewskilabeibys
łużycki (dolny)jacmjeński (też: awgust)
łużycki (górny)žnjenc
macedońskiaвгуст [avgust] lub жетвар [żetvar]
rosyjskiaвгуст [avgust]
serbskiaвгуст [avgust]
słowackiaugust
słoweńskiavgust
ukraińskicерпень [serpień]
żmudzkirogpjūtis

 

Przysłowia związane z sierpniem:

Czego sierpień nie uwarzy,
wrzesień tego nie upiecze.

Kiedy sierpień następuje
resztki zboża koszą,
albo sierpem dożynają
i przepiórki płoszą.

Lekarstwo często nie służy
w sierpniu, jeśliś zdrów i duży;
nie skąp sobie, nie cierp głodu,
wypij spory kufel miodu.

Od głodnych cierpień –
najlepsze lekarstwo sierpień

Sierpień pogodny
winom przygodny.

Sierpień,
ten spoczynku nie chce dać,
bo każe orać i siać.

W sierpień sierpuj,
z prac nie cierpuj.

W sierpniu,
gdy zagrzmi strony północnymi
ryb klęska
i co czołga się po ziemi.

W sierpniu mgły na górach
– mroźne Gody
mgły w dolinach
– dla pogody.

W sierpniu przewodzi sierp,
mitręgi nie cierp.

W sierpniu wszelki zbytek
nie idzie w pożytek.

Z sierpem w ręku witać sierpień:
wieleć uciech, wiele cierpień.

Zima nie przynosi pożytku,
ale bez niej nic nie zbiera Sierpień.

 

Przysłowia na
św. Dominika
(4 VIII)

Na świętego Dominika
zboże z pola do gumn zmyka.

Na święty Dominik
kopy z pola myk, myk.

Gdy ciepło na Dominika,
ostra zima nas dotyka.

 

Przysłowia na
św.
Kajetana (7 VIII)

Św. Kajetanie, strzeż od deszczu zboża zebranie.
Św. Kajetanie, strzeż od deszczu sprzątanie.

 

Przysłowia na
św.
Wawrzyńca (10 VIII)

Gdy na Wawrzyńca orzechy obrodzą,
to w zimie mrozy dogodzą.

Gdy na Wawrzyńca słota trzyma,
do Gromnic lekka zima.

Wawrzyniec pokazuje,
jaka jesień następuje.

Przez przyczynę Wawrzyńca męczennika
chroń Boże pszczółki od szkodnika.
[na południu Polski św. Wawrzyniec uważany jest za patrona pszczelarzy, dlatego w dniu jego święta święci się miód odmawiając przy tym tę modlitwę]

 

Przysłowia na
św. Rocha
(16 VIII)

Na św. Roch
w stodole groch.

Od św. Rocha
na polu socha
[czyli zaczynają się jesienne orki]

 

Przysłowia na
św. Jacka
(17 VIII)

Z jaką pogodą Jacek przybywa,
taka jesień bywa.

Jeśli na Jacka nie panuje plucha,
to pewnie zima będzie sucha.

Na świętego Jacka
najecie się placka.

Na święty Jacek
z nowej pszenicy placek.

O, święty Jacku z pierogami!
Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami!
[To nie żart! Poszukajcie historii św. Jacka Odrowąża, a przekonacie się sami!]

 

Przysłowia na
św.
Bartłomieja (24 VIII)

Od Bartłomieja
lepsza w stodole nadzieja.

Po Bartłomieju
jedz kluski na oleju.

Na święty Bartłomiej
śmiało żyto siej.

Przyszedł św. Bartłomiej –
żytko na zimę siej.

Jak Bartłomiej nie zasieje,
nie pokropi św. Idzi (1.IX),
 to się żyta w polu nie uwidzi.

Bartłomiej zwiastuje,
jaka jesień następuje.

Bartłomieja cały wrzesień
naśladuje i z nim jesień.

 

Przysłowia na
św.
Augustyna (28 VIII)

Na św. Augustyna
orka dobrze się poczyna.

 

Większość przysłów (i po części pisownia) za:
Adalberg, Samuel. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa : Druk Emila Skiwskiego, 1889-1894.

Kod literowy

A – Alpha
B – Bravo
C – Charlie
D – Delta
E – Echo
F – Foxtrot
G – Golf
H – Hotel
I – India
J – Juliet
K – Kilo
L – Lima
M – Mike
N – November
O – Oscar
P – Papa
Q – Quebec
R – Romeo
S – Sierra
T – Tango
U – Uniform
V – Victor
W – Whiskey
X – X-ray
Y – Yankee
Z – Zulu

===================

P – Papa
O – Oscar
G – Golf
O – Oscar
R – Romeo
I – India
A – Alpha